Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 19 lipca 2018

Jacked #1 - Kripke/Higgins

Josh Jaffe przeżywa kryzys wieku średniego. Nie ma pracy, ma beznadziejny seks z żoną, dnie spędza na oglądaniu pornosów (ulubiony, superbohaterski, nie sprawdzałem, czy faktycznie istnieje: Cockman and Titgirl) i onanizowaniu się. Boli go kolano i plecy. Ma powiększoną prostatę, hemoroidy i refluks.
Autorzy bombardują nas takimi informacjami, które przedstawia w pierwszej osobie Josh-narrator w pierwszym rozdziale komiksu duetu Kripke/Higgins. Scenarzysta, Eric Kripke, zawsze chciał napisać komiks dla Vertigo. Szczerze wyznaje we wstępie do wydania zbiorczego Jacked (sześć rozdziałów), że tak jak Josh przechodził kryzys wieku średniego. Dla niego lekarstwem było napisanie komiksu, dla Josha… tytułowy jacked, czyli coś w stylu legalnego dopalacza, po którym Joshowi przybywa x25 do wszystkich zmysłów.
Dla czytelników komiksów z kryzysem wieku średniego lekarstwem może być na przykład przeczytanie pierwszego rozdziału Jacked i decyzja, czy chcą być takim łysiejącym grubaskiem sprzed lustra, czy faszerującym się chemią bohaterem dla własnych dzieci, czy kimś jeszcze innym.
Myślę, że każdy, kto przeczyta pierwszy rozdział Jacked, będzie czytał dalej. Okładki kolejnych zeszytów są autorstwa Glenna Fabry’ego i chyba każdy wie na co stać tego rysownika. Warstwa graficzna samej historii w wykonaniu Higginsa ma w sobie dalekie echa Crumba (zwłaszcza w portrecie Josha), choć ogólnie atmosfera ujawniania słabości i mizantropia głównego bohatera przepychają myśli bardziej w stronę Pekara (z tą różnicą, że biograficzność i własne doświadczenia zostają przez Kripkego całkowicie schowane na poziomie konstruowania opowieści). To dobre wzorce, ale nie sugerujcie się nimi aż tak bardzo, bo Jacked po pierwszym zeszycie i tak zapowiada się na coś zupełnie innego. 
(Kuba Jankowski)
"Jacked" #1. Scenariusz: Eric Kripke. Rysunki: John Higgins. Wydawca: DC Vertigo, styczeń 2016

środa, 18 lipca 2018

S. - Gipi

Jak Gipi zrobi komiks, to jest to uczta. Każdorazowo. Rok temu zachwalałem postapokaliptyczną Ziemię swoich synów, a wiele lat temu muzyczną Salę prób. Najnowsza produkcja włoskiego twórcy to praca poświęcona jego tacie. To właściwie ilustrowany notatnik, rozgrywający się na kilku płaszczyznach czasowych, w kilku miejscach. 
Gipi te notatki posegregował w pozorny chaos. W jednej chwili pokazuje ludzi o nabrzmiałych i czarnych głowach, w innej - morską wycieczkę. Wraz z jego bohaterami siedzimy w klatce królików, obserwując bombardowanie domu kolejarza, a po chwili jesteśmy świadkami gry w Counter Strike’a. Gipi przedstawia wojnę oczami zwykłych ludzi oraz skutki, jakie ta wojna wywołała w rzeczywistości tych ludzi.

Przede wszystkim jednak opowiada o swoim ojcu. Pokazuje jego wizję wszystkich zdarzeń. Relacjonuje, co S. mu mówi. A jednocześnie zaznacza, że to niekoniecznie musi być prawdą. S. jest komiksem o tym, jak piszemy sobie życia z perspektywy czasu. I o tych, którzy nam te życia piszą. Ten komiks wzrusza, ale zdarza się, że później drwi z naszego wzruszenia. I jest znakomicie napisany. Gipi dba o każde słowo, umiejętnie stosuje powtórzenia. Zawiesza swoje notatki w emocjonujących momentach, po czym wraca do nich ukazując je z innej perspektywy.

Scenariuszowo jest to praca na najwyższym poziomie, graficznie - również. Akwarele Gipiego idealnie korespondują z zanotowaną przez niego wielką historią. S. jest komiksem przygotowanym z idealnie wymierzonych składników. Poziom mistrzowski.

"S.". Scenariusz: Gipi. Rysunek: Gipi. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, 2018.

Seekers Into The Mystery #3 - DeMatteis/ Barr

Scenarzysta J.M. DeMatteis miał nadzieję, że seria Seekers Into The Mystery będzie miała długi żywot, ponieważ w jego głowie znajdowało się kilka tysięcy stron tej historii. Jednocześnie zaznaczał, że opowieść jest bezwartościowa, jeśli nie towarzyszy jej czytelnik. Seekers into the Mystery doczekało się 15 zeszytów. To niewiele. Pierwsze trzy to mistrzostwo. Co się stało później? Poziom spadł na łeb na szyję? Czytelnicy przesiedli się na coś innego?

Trójka to katharsis głównego bohatera. Przedstawiona na okładce wizja dostaje rzetelne i satysfakcjonujące rozwinięcie w treści. Demony okazują się aniołami, a umysł - zwodniczym narzędziem. Choć odcinek naładowany jest emocjami związanymi z traumami z przeszłości, zawiera w sobie dużą dawkę oczyszczającego spokoju. Na moment przed finałem historii duetu DeMatteis/Barr dostajemy szereg pytań dotyczących rzeczywistości. I tylko kilka odpowiedzi.

Szlifowana od pierwszego zeszytu forma - powtarzająca się pierwsza plansza, dawkowane z precyzją spowolnienia narracji, efektowne zawieszenia akcji - eksploduje z całą swą mocą już tutaj. Co zatem będzie w zeszycie numer cztery, kończącym występ Glenna Barra jako rysownika (w późniejszych historiach jego funkcję przejęli Michael Zulli, Jill Thompson i Jon J Muth)?

Ten znakomity odcinek, wraz z czterema innymi, znalazł się w zbiorczym wydaniu Seekers Into The Mystery przygotowanym przez Boom Studios! Natomiast w 2017 roku Dover Publication zebrało wszystkie piętnaście zeszytów w jeden potężny album. Warto zapolować na ten komiks, bo to znakomity popis J.M.DeMatteisa i towarzyszących mu rysowników.
(Dominik Szcześniak)
"Seekers Into The Mystery" #1. Scenariusz: J.M.DeMatteis. Rysunki: Glenn Barr. Kolor: Nathan Eyring. Wydawca: DC Vertigo, marzec 1996

wtorek, 17 lipca 2018

Piękna ciemność - Vehlmann/ Kerascoët

Piękna ciemność wygląda na książeczkę dla dzieci, a w rzeczywistości jest antybaśnią lub niebajką. To Władca Much przeniesiony w bajeczne realia i Aurora w krainie niepokojących czarów. Autorzy biorą czytelnika przez zaskoczenie: oto dziecięcy podwieczorek, w którym udział bierze dziewczynka Aurora z przyjaciółmi, zostaje przerwany przez nagły atak obleśnej mazi. Dzieci ewakuują się z pomieszczenia i wraz z garstką innych lądują w tajemniczym lesie. Przeżycie w niecodziennych warunkach wyzwoli w nich najgorsze instynkty. Najgorsze, choć przykryte beztroską baśniową konwencją.

Piękna ciemność może być komiksem o tym, gdzie po śmierci dziecka podziewają się wytwory jego wyobraźni. Może też być opowieścią o duszkach, które mieszkają w zegarze, z którego obserwują swoich bliskich. Może też być czymkolwiek innym. Autorzy -
Marie Pommepuy, Fabien Vehlmann i Kerascoët - zostawiają interpretacyjną furtkę otwartą na oścież.

Ten komiks działa na czytelnika znakomitą warstwą wizualną oraz dawkowanym na przemian okrutnym niepokojem i ślicznym bajkowym klimatem. Niech was pozory nie zwiodą - nie dawajcie tego komiksu dzieciom. Natomiast jeśli jesteście dorosłymi gotowymi na mocne przeżycia - śmiało zanurzcie się w Pięknej ciemności
"Piękna ciemność". Na podstawie pomysłu Marie Pommepuy. Scenariusz: Marie Pommepuy, Fabien Vehlmann. Rysunek: Kerascoët. Tłumaczenie: Małgorzata Jańczak. Wydawca: kultura gniewu, 2018.

Hinterkind #13 - Edginton/Trifogli

Miałem nie czytać dalej, ale przeczytałem jeden dodatkowy zeszyt tej serii (całość zamyka się w osiemnastu), wybrany całkiem na chybił-trafił. No i trafiłem akurat na retrospekcję, powrót do stanu sprzed zarazy, która zdziesiątkowała ludzkość.

W Paryżu pan Hobb wykonuje zlecenie dla tej, która zapoczątkowała resetowanie Ziemi z ludzi. W Nowym Jorku doktor Asa (dziadek Prosper, którą poznaliśmy w pierwszym zeszycie) ma ciężką, rodzinną przeprawę z żoną, ale za to z dzieciakami dobrze mu się układa. W Waszyngtonie wszyscy ludzie prezydenta wiedzą, że jest już za późno, żeby coś zrobić, gdyż trybki ludobójstwa wprawiono w ruch bardzo dawno temu.

Dostajemy do rąk coś w stylu zeszytu zero. Nie za bardzo lubię tego typu wyjaśnianie, ale może to lepsze, niż same gadające głowy, które odkrywają wielki sekret? Tutaj ludzie jedzą i kłócą się, i niewiele na powierzchni wskazuje na to, że to ostatnie ich dni. W trzech krótkich miniaturkach w obrębie tego zeszytu w bardzo sprawny sposób autorzy wyjaśniają to, co stoi za zarazą.

To trzynasty zeszyt, pechowy. Przypadek, że taką treść do niego wybrano?
(Kuba Jankowski)
"Hinterkind" #13. Scenariusz: Ian Edginton. Rysunki: Francesco Trifogli. Kolor: Cris Peter. Wydawca: DC Vertigo, luty 2015

poniedziałek, 16 lipca 2018

Saga o Potworze z Bagien - Moore/ Bissette/ Totleben

Saga o Potworze z Bagien swego czasu zaliczyła w Polsce falstart i po dwóch tomach polski edytor wycofał się z jego wydawania. Teraz jednak powrócił do tego pomysłu i jest zdecydowany wydać wszystko. Wszystko, co w kwestii Potwora z Bagien miał do powiedzenia słynny Alan Moore. 

To właśnie brytyjski scenarzysta jest odpowiedzialny za rewolucyjne, jak na lata 80., podejście do historii o naukowcu, który po śmierci stał się florystycznym stworem. No właśnie. Przygody człowieka-rośliny - to nie brzmi zbyt poważnie, nawet jak na standardy komiksu superbohaterskiego. Ale to nie jest komiks superbohaterski. To historia grozy, która przefiltrowana przez umysł Moore’a autentycznie może przestraszyć. 

Ale nie tylko. Autor Strażników przedefiniował tu status Potwora z Bagien, rozkładając go na czynniki pierwsze w słynnym zeszycie Lekcja anatomii. Wrzucił go w piekielne rejony, spełnił jego miłosne potrzeby i dał mu nowe życie. Nad pierwszym tomem sagi unosi się duch powagi i grozy. Scenariusze pisane są  bogatym w ozdobniki, ale nie popadającym w grafomanię, językiem. Rysunki są charakterystyczne, bogate w detal i przywodzące na myśl lata 80. Jest to album, który dla współczesnego czytelnika może być wymagający, zarówno ze względu na treść jak i rysunki, ale powinien dać dużo satysfakcji. 


Co ważne, komiks wzbogacony jest o materiał tekstowy, który wyjaśnia wszystkie konteksty Potwora z Bagien. Jest tu niezwykle interesująca wypowiedź twórcy tej postaci, Lena Weina, znakomita analiza Ramseya Campbella oraz teksty Jamiego Delano i Neila Gaimana. Te dwa ostatnie artykuły pokazują jak bardzo pisarstwo Alana Moore’a w Potworze z Bagien wpłynęło na rynek światowego komiksu i pracujących dla niego twórców. To klasyka, którą warto znać.

"Saga o Potworze z Bagien" (tom 1). Scenariusz: Alan Moore. Rysunek: Stephen Bissette, Shawn McManus, Dan Day, Berni Wrightson, John Totleben, Rick Veitch. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska 2018.

Spaceman #1 - Azzarello/Risso

Po kilku horrorach z Vertigo przyszedł czas na inną opowieść. O kosmosie, o przyszłości, o porwaniu, o pięknym sercu w ciele bestii, o reality show. Wstrząśnijcie, nie mieszajcie, a dostaniecie komiks, który w czytaniu „płynie” i dostarcza kapitalnej rozrywki.

Azzarello i Risso są dla mnie w duecie mistrzami prowadzenia wielu wątków jednocześnie i wplatania w nie eleganckich wygibasów sekwencyjnych. Jasne, nie oni jedyni stosują przeskoki z planu ogólnego do szczegółu w mniejszym kadrze „wlepionym” w plan ogólny, jakby w tło, i z powrotem. Nie oni jedyni dbają o elegancki layout plansz, w którym budują minisekwencje w obrębie dużej sekwencji. Ale oni jako jedni z niewielu mają to wyczucie w stosowanym storytellingu, które sprawia, że są bezbłędni i nie przeładowują czytelnika zbędnymi kombinacjami. No okej, czasami zdarzy im się gorszy temat na historię, ale nigdy w duecie nie opowiadają źle.

W Spaceman znajdziecie wszystkie te zalety konstrukcyjne plus niezwykle wspomagający opowieść kolor (Patricia Mulvihill i Giulia Brusco): czernie pięknie zlewają ze sobą osobne kadry nadając dynamikę sekwencjom, a oszczędna paleta sprawia, że rysunki to gra kilkukolorowych cieni. Pyszne, eleganckie, proste, satysfakcjonujące.

No i jest też wciągająca historia: Orson, wyhodowany przez NASA na kosmonautę osobnik, jest w świecie, w którym znacząco podniósł się poziom wody, wodnym śmieciarzem. Pewnego razu ratuje z rąk porywacza małą dziewczynkę. No i zaczyna się walka o okup, o jej uratowanie, o pokazanie ludzkiej twarzy. Świat po „zalaniu” jest ekscytujący, pełen zmyślnych szczegółów, pełen ludzi, którzy radzą sobie inaczej, dostosowali się. Druga linia narracyjna to retrospekcja z kosmicznego epizodu Orsona, w której poznajemy inne „potwory” wyhodowane przez NASA. Jeden z nich ponownie stanie na drodze Orsona.

Spaceman, czyli Azzarello i Risso w najlepszej formie i w opowieści całkowicie innej niż ta, w której rozdają 100 naboi i nienamierzalną broń. A i tak trafiają bez pudła.
(Kuba Jankowski)
"Spaceman" #1. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Eduardo Risso. Kolor: Patricia Mulvihill, Giulia Brusco. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2011

niedziela, 15 lipca 2018

Y: The Last Man #1 - Vaughan/ Guerra

Vaughan wyobraził sobie taką sytuację, że nagle ginie każdy mężczyzna i każdy samiec na Ziemi. Każdy? No nie, scenarzysta pozostawił furtkę, wyjście bezpieczeństwa. W jego wyobraźni przeżył Yorick, współczesny bezrobotny Houdini, i małpka Ampersand.

Pierwszy zeszyt serii rzuca nas na głęboką wodę i to w intrygującym stylu. Pierwszą planszę kończy zdanie „All of the man are dead”, a na następnej zaczyna się odliczanie. Poznajemy ostatnich dwadzieścia dziewięć minut przed tym, kiedy nagle, pozornie bez powodu, umierają wszystkie ziemskie męskie egzemplarze. Poza naszą dwójką.

Zastanawiam się, co Vaughanowi się stało, że wyobraził sobie taką sytuację? Mokra fantazja rodem z filmu porno, że na Ziemi jest jeden mężczyzna i masa dostępnych i zapewne chętnych na niego kobiet? Skrajna feministyczna ideologia, pod której wpływem scenarzysta chciał ofiarować kobietom to, czego szowinistyczni mężczyźni im odmawiali przez lata? Taka pozytywna dyskryminacja, kiedy lata zaniedbań i uciskania nadrabia się uciskaniem tych, którzy do tej pory uciskali? Pierwsza fala feminizmu zmywa wszystko co męskie? A może Vaughan po prostu kombinował, kto mógłby z Ziemi zniknąć, i jaką historię dałoby się o tym napisać? W stylu przestrogi, jak w pewnym filmie, w którym w USA nagle zniknęli wszyscy Meksykanie? Żeby pokazać, że jednorodność społeczeństwa niesie ze sobą być może więcej problemów, niż różnorodność?

Tak, to wszystko może wam przyjść do głowy podczas czytania pierwszego zeszytu tej serii. Mi przypomniała się jeszcze gorąca dyskusja na temat polskiego przekładu pierwszego trade’a i masy przypisów końcowych od tłumacza - jak się okazało ani U nie był ostatnim z tłumaczy z problemami, ani „igrek” nie był jego ostatnim przekładem.
(Kuba Jankowski)
"Y: The Last Man" #1. Scenariusz: Brian K. Vaughan. Rysunki: Pia Guerra. Tuz: Jose Marzan Jr. Kolor: Pamela Rambo. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 2002.

sobota, 14 lipca 2018

Battleaxes #2 - LaBan/ Horley

Bardzo polubiłem te dziewczyny! Hrotha, Skold, Freya, Bruna i Sigga nie dość, że w większości silne i niezależne, to w dodatku nie tworzą standardowej ekipy: brakuje wśród nich błazna, śmieszka. I dobrze. Zamyka to scenarzyście furtkę do głupkowatych dowcipów, a otwiera wrota do pisania o dworskich intrygach, sercowych problemach i epickich potyczkach. 
Terry LaBan to fachowiec, wywodzący się z undergroundu (dla Vertigo zrobił wcześniej miniserię Muktuk Wolfsbreath: Hard-Boiled Shaman z rysunkami Steve'a Parkhouse'a). Pisze zwięźle i znakomicie prowadzi swoje postaci - cztery numery zapewne w zupełności wystarczą mu na efektowne rozwinięcie wszystkich tematów i eleganckie ich zamknięcie. Drugi zeszyt serii o walecznych wojowniczkach to tychże tematów nagromadzenie: panie przybywają na dwór władcy Birzenii, gdzie trafiają pod opiekę ślamazarnego królewicza i mają nadzieję spełnić swoje marzenia o bogactwach. Niestety, łaknąca kobiecego towarzystwa Bruna wkrótce pakuje ekipę w kłopoty, w których nie bez znaczenia będą również spiski obecne na dworze. Twarde dziewczyny w wielkim mieście - dla czytelnika wróży to wiele dobrego!
To nie jest historia o Conanie w spódnicy - zarzekał się LaBan, dodając jednak, że garściami z dzieła Roberta E. Howarda czerpał. Te dziewczyny rozkładają Conana na łopatki!
Battleaxes - no cóż, nie jest to Vertigo spod znaku najlepszych Hellblazerów, Shade'a, Sandmana czy Preachera, a jednak bawiłem się nadspodziewanie dobrze czytając tę serię. Solidne 8/10 w kategorii mydlanych magii i miecza.
(Dominik Szcześniak)
"Battleaxes" #2. Scenariusz: Terry LaBan. Rysunki: Alex Horley. Kolor: Noelle Giddings. Wydawca: DC Vertigo, czerwiec 2000

piątek, 13 lipca 2018

Clean Room #1 - Simone/Davis-Hunt/Winter

Nie wiem, jak wy, ale ja nie lubię wiosennych porządków. W zasadzie sprytnie w ogóle omijam ich robienie. Tylko dom trzeba kiedyś sprzątać, prawda? Czynnikiem motywującym jest zapraszanie gości. Wiadomo, wstyd będzie, jak okno nie będzie umyte, a kurz na półkach. Albo na książce Astrid Mueller, która zmienia życie ludzi.

Astrid Mueller to prezeska fundacji, guru, psychoterapeutka, którą Chloe Pierce, dziennikarka, wini za śmierć męża. Chloe postanawia dowiedzieć się, dlaczego strzelił on sobie w głowę. Łączy to zdarzenie z faktem, że czytał prozę Mueller. Nie odpuści, dopóki nie przeprowadzi z nią wywiadu. Sama Chloe ma pewne zdolności, które sprawią w dalszej części komiksu, że stanie się cennym nabytkiem dla fundacji Mueller.

W pierwszym zeszycie serii, ale również i w kolejnych, bardzo dużo czasu zajmuje autorom wprowadzanie masy wątków i rozstawienie postaci na szachownicy (literalnie: na szachownicy). Trzeba czytać pierwszych przynajmniej sześć odcinków bardzo uważnie i nie niecierpliwić się natłokiem coraz to nowych faktów.

Pierwszy zeszyt ma to, co horror mieć powinien: półnagą piękną kobietę, która w świetle księżyca próbuje popełnić samobójstwo; faceta z odstrzeloną połową twarzy, którego nie wszyscy widzą; tajemniczą fundację. Trzeba czytać dalej…
(Kuba Jankowski)
"Clean Room" #1. Scenariusz: Gail Simone. Rysunki: Jon Davis-Hunt. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2015

czwartek, 12 lipca 2018

Seekers Into The Mystery #2 - DeMatteis/ Barr

Calusieńka historia, która zamieniła się później w Seekers Into The Mystery pojawiła się w głowie scenarzysty podczas pobytu w Indiach w 1990 roku. J.M.DeMatteis dostał transfer bezpośrednio do głowy - z początkiem, środkiem i zakończeniem historii, ale bez szczegółów i głównych bohaterów. Detale pojawiły mu się dopiero na krótko potem - we śnie, najlepszym przewodniku pomysłów. Wtedy DeMatteis zdał sobie sprawę z faktu, że oto przemówiła do niego powieść, dotykająca jego ulubionej tematyki - poszukiwania sensu. Po zanotowaniu najważniejszych motywów, dokopaniu się do własnych przeżyć, które mógłby w książce wykorzystać i uformowaniu postaci, zapomniał o całej sprawie.

Temat powrócił w 1994 roku w Południowej Karolinie. Opowieść po prostu na niego spłynęła. Ponownie z całą jej epickością, monumentalnością porównywalną z Wojną i Pokojem Tołstoja, ale również z pewnym rozsądkiem w kwestii formy. DeMatteis zdał sobie sprawę z tego, że ta historia idealnie mogłaby zostać przedstawiona nie przez powieść, a przez komiks. Karen Berger i Shelly Roeberg klepnęły temat.

"What the fuck is going on here?" - pyta główny bohater na trzeciej stronie trzeciego zeszytu. I przez kolejne plansze z radością eksplorujemy odpowiedź na to pytanie. Z dość niespokojnych, ale wciąż przyziemnych rejonów odcinka pierwszego DeMatteis i Barr przenoszą czytelników w sferę znacznie mniej przewidywalną. Pokazując życie rodzinne Lucasa Harta twórcy wciąż odkrywają tło jego życia, ale dają również coraz intensywniejsze znaki dotyczące metafizyki, poszukiwania sensu i latania w przestworzach. Są tu mistrzowskie sceny, znakomita relacja na linii Lukas-Charlie i piękne rozwinięcia niby pozbawionych znaczenia momentów z odcinka pierwszego.

Zdarzało się, że o Seekers Into The Mystery ktoś mówił, że jest to połączenie Z Archiwum X i Niebiańskiej przepowiedni Jamesa Redfielda. I tak jest, oczywiście pośród wielu innych nawiązań.
(Dominik Szcześniak)
"Seekers Into The Mystery" #2.  Scenariusz: J.M.DeMatteis. Rysunki: Glenn Barr. Kolor: Nathan Eyring. Wydawca: DC Vertigo, luty 2016.

środa, 11 lipca 2018

Shade, The Changing Man #50- Milligan/ Bachalo

Seria Shade, The Changing Man to niewątpliwie jedna z lepszych rzeczy, jakie napisał Peter Milligan. I jedna z bardziej szalonych, nawet jak na jego standardy. Siłą rzeczy jest to więc również jedna z najciekawszych pozycji w obszernym katalogu Vertigo. I coś, co z pewnością muszę sobie po latach powtórzyć, bo naprawdę warto zanurzyć się w chorym świecie The Changing Mana ponownie. 
50. zeszyt nie był odcinkiem, od którego rozpocząłem znajomość z Shade’em, ale na pewno jednym z pierwszych. Dorwałem ich kilka i czytałem po kolei, ale i tak nie od początku, zaś jeden epizod był czasem oddzielony od drugiego nawet o kilkanaście numerów. Takie bezsensowne przeskoki bez ładu i składu, ale po prostu czytałem wszystkie komiksy, jakie miałem wtedy pod ręką, a jeśli znajdowało się na nich logo Vertigo, musiałem wiedzieć, co jest środku, choćbym zaczynał serię od… środka.

Czy 50. zeszyt Shade’a to dobry moment, by rozpocząć swoją znajomość z tym komiksem? Oczywiście, że nie. Ale jeśli przypadkiem na dzień dobry zawitacie właśnie tutaj, uwierzcie, że będzie się działo. Ciąże. Mordercze anioły. Brzemienne w skutkach pakty z diabłem. Pogrzeby. Tracenie kontroli nad swoim zachowaniem (I’m… I’m going to kill you. Don’t worry. Everything will be… all right.). Zabójstwa. Gościnne ilustracje takich rysowników jak choćby Brian Bolland, Sean Phillips, Mike Allred czy Ted McKeever. Na ostatniej stronie komiksu reklama  albumu Spin Doctors Turn It Upside Down (nie miałem okazji go przesłuchać). Samo zakończenie historii jest niezwykle dramatyczne i przez jakiś czas wydawało mi się, że jest to zarazem finał całej serii. Piękna rzecz.

Milligan, jeden z moich ulubionych scenarzystów. Do tego kreska Chrisa Bachalo (wtedy, gdy czytałem Shade’a #50 po raz pierwszy, znałem go tylko z TM-Semicowskich X-Men oraz Ghost Ridera 2099), Marka Buckinghama i Ricka Bryanta. Niesamowite i rewelacyjne połączenie.

Ale wiecie… jeśli nie znacie tego cyklu, zacznijcie jednak od pierwszego zeszytu. Jeśli go nie znacie, sięgnijcie po ten komiks natychmiast. I niech Madness Vest będzie z wami!
(Michał Misztal)
"Shade, The Changing Man" #50. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Chris Bachalo. Tusz: Mark Buckingham, Rick Bryant. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 1994

wtorek, 10 lipca 2018

Kid Eternity #16 - Nocenti/ Phillips

Zbiorowy grób twórczego duetu Nocenti/Phillips na okładce, esencja wczesnego Vertigo wewnątrz oraz kilka pożegnalnych akapitów w kolumnie listowej - we wrześniu 1994 roku, po 16 zeszytach, serial Kid Eternity dobiegł końca. 
Ile czasu vertigowski artysta może wytrzymać w oparach absurdu, niepokoju i klimatów znad krawędzi? A na przykład 16 miesięcy. Scenarzystka komiksu, wpisując w osobliwą opowieść postaci z kart historii, stała się jakby jedną z bohaterek serii - tą, która trafia na wolontariat do telefonu zaufania, gdzie wysłuchuje miliona przeróżnych zwierzeń i anegdot, z których istotne dla jej charytatywnej pracy są może trzy. Szesnastka Kida to zalew takich właśnie historii. Nocenti przywołuje postaci obecne na łamach poprzednich zeszytów, zamyka wątki lub je rozgrzebuje, pozwala nam spoglądać na śmierć diabła, wysłuchiwać dziecięcych manifestów politycznych i uczestniczyć w poszukiwaniu momentu, w którym narodziło się zło. Na ścianie w kiblu ktoś nabazgrał "King Mob", a ktoś odjeżdża zagubioną autostradą w stronę Krumville, by zjeść kawałek pysznego ciasta z jagodami. Opowieść gna dalej, lecz już bez udziału twórców.
Szesnastka to niesamowity zeszyt bardzo udanej serii, w której nikt nie brał jeńców. Ukazał się w momencie, kiedy Vertigo było w epicentrum niepokoju - ukazywał się właśnie pierwszy numer The Invisibles Morrisona, na łamach Doom Patrol szalał Ted McKeever, ruszał Moonshadow J.M.DeMatteisa i Mutha, a na kartach Shade'a #51 zaczynał się zupełnie nowy rozdział, rysowany przez Seana Phillipsa. Coś umierało, a coś wyłaziło spod ziemi. A Kid Eternity przez długi czas wibrował jeszcze czytelnikom gdzieś z tyłu głowy...
(Dominik Szcześniak)
"Kid Eternity" #16. Scenariusz: Ann Nocenti. Rysunki: Sean Phillips. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 1994

poniedziałek, 9 lipca 2018

Survivors' Club #1 - Beukes/Halvorsen/Kelly/de la Cruz

Dziewięciorozdziałowy Survivors' Club to horror o szóstce dorosłych, którzy jako dzieciaki w 1987 roku zaliczyli traumatyczne przeżycie. Każdy osobno, każdy w innym zakątku globu. Żyją prześladowani wspomnieniami. My spotykamy ich, kiedy po 30 latach koszmar powraca. Wydarzą się jeszcze gorsze rzeczy.

Survivors' Club troszkę gra kliszami horrorowymi (zazwyczaj wprowadzając je okraszone sporą dawką ironii), troszkę nawiązuje do klasyków (zła maszyna do gier jest jak opętany samochód Christine, rower, czy inny mikser), troszkę miesza powagę z bardzo czarnym humorem. Efekt „troszkę tego, troszkę tamtego” jest konfundujący i ostatecznie ten komiks ma zaledwie momenty.

Najlepszy z nich to Chapter Four: Uninvited, w którym odwiedzamy nawiedzony dom, Muskagee House, który był bohaterem horroru, w którym zagrał jeden z bohaterów Survivors Club. Uf, dużo tych „których”, ale cały komiks jest dosyć poplątany. Nie przepadam za horrorami, gdzie mnie straszą domy, ale wyjątkowo tutaj autorom udało się wykreować kapitalną atmosferę grozy. Dom istnieje jakby w dwóch płaszczyznach i usiłuje straszyć swoich lokatorów na nowe wymyślne sposoby, a oni znoszą to ze stoickim spokojem. Pyszne połączenie. Ten rozdział to świetna miniaturka, która działa samodzielnie, i okazuje się niezwykle ważna dla całej historii.

Napisałem, że ten komiks ma momenty. Owszem, kilka razy dałem się podejść. Niezmiernie i niezmiennie straszy mnie Alice. Straszne było odkrycie „i kto to mówi?” tymi krzaczkami… Ach ta cioteczka…
(Kuba Jankowski)
"Survivors' Club" #1. Scenariusz: Lauren Beukes, Dale Halvorsen. Rysunki: Ryan Kelly. Kolor: Eva de la Cruz. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2015

niedziela, 8 lipca 2018

Battleaxes #1 - LaBan/ Horley

W VIII wieku naszej ery, świecie rządzonym przez walecznych mężczyzn, piątka równie walecznych kobiet z plemienia Wikingów postanawia wyruszyć na wschód, by jako najemniczki przygarnąć nieco bogactw. Hrotha - była przywódczyni plemienia, Freya - jej córka, Bruna - jej ochroniarka, Sigga - kochanka Bruny oraz Skold - znachorka, biegle władająca magią - oto dzielna brygada, która poradzi sobie z najbardziej wymagającym wrogiem. Bogactwa są zawsze tam, dokąd drogie panie zmierzają, lecz nigdy tam, gdzie docierają. Witaj, przygodo!
Wedle opisu wydawcy, w Battleaxes magia i miecz miesza się z operą mydlaną w średniowiecznych sceneriach. Autorzy piszą o wpływie religii na wyzwolenie kobiet oraz o mylnych stereotypach. Trup ściele się gęsto od pierwszych stron i choć czytelnik zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń, ich uporządkowanie gwarantują precyzyjne retrospekcje. 
Alex Horley rysuje w "starym" stylu, dzięki czemu wizualnie komiks przywodzi na myśl najlepsze lata Vertigo, jednak sama tematyka od pokręconych opowieści z pierwszej połowy lat 90. jest bardzo odległa. Czy to źle? Niby zawartość Vertigo w Vertigo jest w Battleaxes znikoma, ale komiks czyta się bardzo dobrze, a z bohaterkami można sympatyzować znacznie bardziej niż z protagonistkami obecnie wydawanych w Polsce "komiksów o dziewczynach". Solidne rzemiosło, trochę w europejskim stylu, ale z zadziornym pazurem - takie są Battleaxes. Mężczyźni, drżyjcie! To kobiety tu rządzą!
(Dominik Szcześniak)
"Battleaxes" #1. Scenariusz: Terry LaBan. Rysunki: Alex Horley. Kolor: Noelle Giddings. Wydawca: DC Vertigo, maj 2000.

sobota, 7 lipca 2018

DMZ #12 - Wood

To już trzeci zeszyt serii DMZ, który wybrałem do ziniolowego cyklu Vertigo, choć DMZ wcale nie jest moją ulubioną serią w tej linii (Sandman nią jest, w pojedynczych zeszytach i jako całość, nic na to nie poradzę). Jest kilka powodów, żeby wyróżnić akurat „dwunastkę”.

Po pierwsze, to zeszyt całkowicie stworzony przez regularnego scenarzystę serii, Briana Wooda. Tekst i ilustracje należą do niego. Po drugie, jest to tzw. „special stand-alone issue”, więc teoretycznie jego zawartość nie wpływa na główną linię narracji i odcinek może być czytany całkowicie niezależnie. Po trzecie, jest to realizacja pewnego konceptu, co wyjaśnia nam na początku Matty: „My friend and contact Kelly Connolly at Independent World News asked me to put this together. My ‘Guide to the DMZ’, a sort of year-one report, a rough guide to the city”. Chodzi więc o pokazanie DMZ oczyma fotoreportera w formie fotoreportażu, nie komiksu. Proste, pomysłowe i chwytliwe. Po czwarte, i najważniejsze, Wood/Matty pokazuje tutaj, że miasto to ludzie, realizując ideę, którą jasno wyłożył w Triumph of the City Edward Gleaser.

Jest jeszcze jeden powód. Wcześniej napisałem, że Wood nie pisze za pomocą opowiedzianej w DMZ historii listu miłosnego do Nowego Jorku. Tymczasem na czwartej stronie okładki trade’a (vol. 2), który ta historia zamyka, znajdziecie taki oto cytat z New York Times Book Review: „Brian Wood is fascinated with New York [ba, kto by nie był! – jj], and DMZ… is a love letter to the city and its residents”. Zatem jednak list miłosny do NYC? Półabsolutnie nie. Po pierwsze, recenzent Newy York Timesa zapomniał, podobnie jak miliony turystów odwiedzających NY, że NYC to nie tylko Manhattan. A po drugie, nie chodzi o kupę kamieni, a przede wszystkim o ludzi, którzy w niej żyją i o to, jak organizują sobie życie na nowo.
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #12. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Brian Wood. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2006

piątek, 6 lipca 2018

Seekers Into The Mystery #1 - DeMatteis/ Barr

J.M.DeMatteis w latach 90. dostarczył czytelnikom najlepiej pisanego Spider-Mana wszech czasów (Spectacular Spider-Man, rysowany przez Sala Buscemę). Jego (i rysownika Mike'a Zecka) Ostatnie Łowy Kravena przez wielu zaliczane są do ścisłej czołówki komiksów z Pająkiem. Obecnie DeMatteis znany jest na przykład z tego, że współtworzy scenariusze do animowanego serialu Mali Tytani. I być może niewielu pamięta, że ten artysta odpowiedzialny jest za dwa tytuły, które święciły triumfy w komiksowym uniwersum Vertigo. Pierwszy z tych tytułów to Moonshadow, drugi - Seekers into the Mystery.

Współtworzony (przez 4 pierwsze numery) z Glennem Barrem (z którym DeMatteis stworzył wcześniej Brooklyn Dreams) serial początkowo skupia się na postaci Lucasa Harta - scenarzysty i pisarza, który zaczynał od dziecięcych komiksów i fantazji, następnie w czasach studenckości przesiadł się na poważne, a w rzeczywistości pretensjonalne utwory doceniane jedynie przez najbardziej odklejonych od życia profesorów, a następnie liznął trochę machiny hollywoodzkiej. Lucas zasiewa swoją narrację siedząc w wynajmowanym domku, który jest dla niego idealnym miejscem do umartwiania się, chlania wódy, palenia papierosów i walenia konia. Lucas jest uzależniony od pornograffi i rozsypany jak paczka dropsów. Boi się bezdomnych - współczuje im tylko z dystansu. Jednego z nich, Charliego Limbo nawet trochę podziwia, za tę jego wolność wyrażającą się w sraniu gdzie popadnie, pokazywaniu fujary starszym paniom i kontemplowaniu gramatury kamieni znajdujących się w okolicznym parku. Charlie ma też w sobie małego człowieczka z nożami. Ups!

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że DeMatteis nawiązuje tu do Moonshadowa. Wskazuje na to już sama konstrukcja, z podziałem na księgi i rozdziały, ale również jeden z głównych twistów fabularnych w scenopisarskiej karierze Lukasa. Tyle, że choć Moonshadowa uwielbiam (o czym będzie jeszcze okazja napisać), Seekers Into the Mystery wydaje mi się być dziełem znacznie dojrzalszym. DeMatteis pisze z respektem dla inteligencji każdego czytelnika, w odpowiednich momentach stosuje odpowiednie wyciszenia akcji oraz w fenomenalny sposób równoważy strony zapełnione tekstem scenami z minimalną dawką słów.

To wielka opowieść. Znakomita. Absolutna czołówka komiksów Vertigo. Przynajmniej po pierwszym numerze. Stosik zeszytów tej serii przeleżał w mojej szafce ponad 10 lat. Nieczytany. W końcu wziąłem się za niego. I jestem zachwycony. Do tematu oczywiście będę wracał.
(Dominik Szcześniak)
"Seekers Into The Mystery" #1. Scenariusz: J.M.DeMatteis. Rysunki: Glenn Barr. Kolor: Nathan Eyring. Wydawca: DC Vertigo, styczeń 1996

czwartek, 5 lipca 2018

American Freak #1 - Louapre/ Locke

Pierwszy epizod miniserii American Freak, dorwany przeze mnie w tym samym miejscu, co zeszyty Enigmy oraz Fables, o których pisałem w ziniolskim cyklu wcześniej, to dla mnie kolejny przykład kwintesencji Vertigo z lat dziewięćdziesiątych. Może nie pasuje to do każdego z wydawanych wtedy przez nich komiksów, ale większość z nich mogę opisać jednym słowem: kwasowość.

No dobrze, dwoma słowami.

Cudowna kwasowość.

Protagonistą historii jest Damien Kane, dwudziestokilkulatek, który… zaczyna mutować. Najpierw po prostu źle się czuje, ale dość szybko dociera do niego, że jego rodzicami tak naprawdę nie byli ludzie, a stwory będące wynikiem przerażających eksperymentów. Oczywiście z początku Damien w ogóle nie wierzy w tę niedorzeczną historię…

Kwasowość. Okładki z krzykliwą kolorystyką, mocno niepokojąca treść, rysunki, które zdążyły się już zestarzeć, ale wpasowują się w cały ten groteskowy schemat idealnie. O ile się orientuję, raczej nie był to wielki przebój stajni Vertigo (nie żebym dokładnie sprawdzał, ale poza jednym tekstem nie przypominam sobie, żebym trafił na cokolwiek o American Freak po polsku) . Czy słusznie?

Trudno mi powiedzieć, ale wiecie co? Właśnie uświadomiłem sobie, że po kilku latach bardzo chętnie przeczytam wszystkie części tej miniserii ponownie. Bo wydaje mi się, że mimo kilku braków dobre to było, a niestety zapamiętałem jedynie kilka wątków z pierwszego zeszytu oraz jedną z późniejszych, nieprzyjemną scenę, gdzie tytułowe dziwadła są wystawione na pokaz niczym w cyrku osobliwości.

Lektura obowiązkowa? Raczej nie, ale na pewno warto wiedzieć, że taki komiks istnieje.
(Michał Misztal)
"American Freak" #1. Scenariusz: Dave Louapre. Rysunki: Vince Locke. Kolor: Chris Chuckry. Wydawca: DC Vertigo, luty 1994.

środa, 4 lipca 2018

Industrial Gothic #3 - McKeever

No matter where you are, you can always find either a church or a hooker. One sucks you dry, while the other fucks you over. Just don't ask me which does which.
Odyseja Pencila i Nickel trwa w najlepsze. W scenerii płonącego miasta, w mrocznych wnętrzach kościołów, w pracowni artysty-malarza i w pięknych, ale nieprzewidywalnych ogrodach. McKeever robi to, co było wiadome od samego początku - rozdziela w końcu bohaterów, wrzucając ich w ramy dwóch uzupełniających się historii. 
Bardziej zaskakujące niż samo zakończenie są w trzecim zeszycie Industrial Gothic prowadzące ku niemu sceny, przepełnione bezinteresowną pomocą ze strony wyrzutków społeczeństwa oraz wibrującymi emocjami, towarzyszącymi scenom ich inicjacji w nowych warunkach. Tak, jak w poprzednim zeszycie, tak i tutaj McKeever z aptekarską precyzją odmierza kolejne ilości istotnych dla losów bohaterów postaci i niespodziewanie rzuca im ich pod nogi. Zdarza mu się również umieścić na brudnych planszach persony, których powody zaistnienia nie są jeszcze sprecyzowane, choć można się ich domyślać śledząc porywającą narrację Pencila.
McKeever w Industrial Gothic piętnuje bezmyślne uprzedzenia i głupotę zainfekowanego brakiem empatii społeczeństwa. W jego teoretycznie idealnym świecie najpiękniejsi są ludzie z ułomnościami. 
(Dominik Szcześniak)
"Industrial Gothic" #3 . Autor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, luty 1996.

wtorek, 3 lipca 2018

Punisher Max (4) - Ennis/ Fernandez/ Medina

Garth Ennis na długo zatrzymał się przy postaci Punishera. To już czwarty tom przygód samotnego mściciela w ramach serii Max. Tym razem nie może on jednak narzekać na samotność. Poza hordami przestępców do zlikwidowania i sowieckimi zbrodniarzami do wyeliminowania, Frank Castle wikła się w kilka romantycznych sytuacji. Chociaż… skoro komiks pisany jest przez Ennisa, który zna tego bohatera na wylot, to tę romantyczność trzeba jednak brać w duży nawias.

Punisher z linii Max to bardzo zmodernizowana wersja postaci, która debiutowała lata temu jako gadający do siebie wróg Spider-Mana. Nie ma tu nic z tego śmiesznego gościa. Jest za to solidne, mocne kino nocne. Komiks wojenny, sensacyjny i gangsterski, napisany tak błyskotliwie, że można się i szczerze zaśmiać, i docenić warsztat i odsunąć książkę na niewielki dystans, zasłaniając przy tym oczy.

Bardzo dużo uwagi w nowym tomie Ennis poświęca kobietom, zwłaszcza tym twardym i zdolnym do wszystkiego, jak on. A może nawet bardziej, niż on? Profesjonalny realistyczny rysunek świetnie komponuje się ze znakomitym scenariuszem. Garth Ennis i wspomagający go rysownicy, czasem w sposób bardzo drastyczny, zgłębiają postać Franka Castle. I dają satysfakcjonujące odpowiedzi na pytania, których wcześniej nikt nie zadawał, a które dotyczą sensu istnienia kogoś takiego jak Punisher.

U Ennisa Punisher to już postać niemalże pomnikowa. Bardziej niż Człowiek z Kamienia, z którym Frank walczył w Afganistanie. Piąty tom serii ukaże się w październiku. Póki co, lepszego Punishera na polskim rynku nie znajdziecie.

"Punisher Max" (4). Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Leandro Fernandez, Lan Medina. Wydawca: Egmont Polska, 2018

DMZ #4 - Wood/ Burchielli

Pisałem już w vertigowskim cyklu o pierwszej części DMZ. Teraz będzie o czwartej.

Jeśli weźmiecie do rąk pierwszy z dwunastu trade’ów, w których zebrano 72 odcinki DMZ, to zauważycie, że po czarnym brzegu stron, za połową zaczyna się biały. Biały, bo historia Ghosts dzieje się śnieżną zimą w Central Parku, gdzie Matty poszukuje materiału do reportażu o tajemniczym oddziale specjalnym, który wymierza sprawiedliwość na własną rękę.

W tej odsłonie DMZ na wyobraźnię działają bardzo silnie dwie rzeczy.

Jedna to stworzona przez Ghosts pod Central Parkiem ekologiczna oaza i propagowanie postawy świadomej, mimo trudnych warunków. Pewne zasady nie tyle nawet powinny obowiązywać w każdych warunkach, co jeszcze silniej w momencie rzeczywistej próby. Wood ustami Ghosts odpowiada, co może być wartością fundamentalną.

Druga to widowiskowość strzelanin w śniegu. Uwielbiam. Ta z DMZ #4 nie jest aż tak spektakularna, jak wyczyny Johna McCLane’a z drugiej części Szklanej Pułapki na skuterach, ale co tam, jest okej, więc niech pada śnieg.
(Kuba Jankowski)
 "DMZ" #4. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Riccardo Burchielli i Brian Wood. Wydawca: DC Vertigo, kwiecień 2006

poniedziałek, 2 lipca 2018

Dolores - okładka

Przedstawiamy okładkę albumu Dolores autorstwa Marcina Rusteckiego! Przedsprzedaż trwa do 1 sierpnia!
Dolores to niezależny album komiksowy. Jego nakład jest limitowany i dostosowany do ilości zamówień w przedsprzedaży. Planowana premiera komiksu przewidziana jest na 14 września, podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.
Cena albumu w przedsprzedaży z odbiorem podczas MFKiG to 40 złotych.
Cena w przedsprzedaży z wysyłką po MFKiG - 50 złotych.
Aby nabyć komiks w przedsprzedaży należy wysłać maila na adres: ziniolzine@gmail.com
Przedsprzedaż trwa do 1 sierpnia 2018 roku.
Przykładowe plansze znajdziecie tutaj.

Bohaterowie Dolores pojawią się również w dwóch zaplanowanych na wrzesień numerach Ziniola - 53 i 54.

Codename: Knockout #4 - Rodi/ Paquette/Small Jr.

Przesycona erotyką komedia szpiegowska Codename: Knockout niespecjalnie wpisuje się w standardy Vertigo. To lektura lekka i przyjemna, nie stąpająca na krawędzi i nie siłująca się z poważnymi tematami. 
Czwarty zeszyt serii to flashback, w którym czytelnik ma okazję dowiedzieć się w jaki sposób doszło do spłodzenia głównej bohaterki - blondwłosej agentki Angeli St. Grace. Ten powrót do przeszłości służy również rozwikłaniu zagadki z końcówki poprzedniego numeru, kiedy to rodzic Angeli zaproponował jej pracę. Pytanie: czy była to mama, stojąca na czele agencji szpiegowskiej G.O.O.D czy tata, szef organizacji przestępczej E.V.I.L.? Zanim czytelnik uzyska odpowiedź na to pytanie, autorzy cofają się do lat 70. XX wieku i pokazują pierwsze spotkanie mamusi i tatusia. Dochodzi do niego w Karpatach, przy strumieniu, do którego on sika i w którym ona zażywa kąpieli...
Część współczesną rysuje Louis Small Jr. To raptem pięć plansz, prostych i bez polotu. Za flashback natomiast odpowiedzialny jest Yanick Paquette, fenomenalnie radzący sobie z konwencją realistyczną i perfekcyjnie rysujący nagie ciała. 
Codename: Knockout nie jest raczej komiksem, który należałoby rekomendować fanom wczesnych lat tego imprintu. To lekka erotyczna historia, której największym atutem są rysunki Paquetta. 
(Dominik Szcześniak)
"Codename: Knockout" #4. Scenariusz: Robert Rodi. Rysunki: Louis Small Jr., Yanick Paquette. Tusz: Mark Farmer. Kolor: Moose Baumann. Wydawca: DC Vertigo, październik 2001.

niedziela, 1 lipca 2018

Hinterkind #1 - Edginton/Trifogli

Ojojoj, zastanawialiście się na ile sposobów można próbować zresetować Ziemię? Mam wrażenie, że artyści, nie tylko komiksowi, mają na tym punkcie fioła. Bardzo wielu z nich ma takiego fioła, ale niewielu udaje się postawić przy tym odpowiednie pytania o ludzką kondycję i o to, co czynimy naszej Mateczce Ziemia.

W Hinterkind natura (chyba, bo w pierwszym zeszycie jeszcze tego nie wiemy, mowa jest tylko o jakiejś zarazie) dała takiego prztyczka w nos ludzkości, że ta prawie wyginęła. Z zakamarków powychodziły zwierzęta, stwory uznawane za bajkowe lub legendarne, a także potwory. Człowiek (to znaczy ci ludzie, którzy przeżyli zarazę) musiał wstać sprzed kanapy, wyłączyć telewizor i zatroszczyć się o przeżycie inaczej, niż zwalczając w sobie niechęć do zejścia do najbliższego osiedlowego po piwo, parówki i precelki.

Sam nie wiem, czy to zmęczenie doświadczaniem w wielu różnych, fikcyjnych formach tego, co nam się może przytrafić, czy też coś innego, sprawia, że po przeczytaniu pierwszego zeszytu tej serii dopowiedziałem sobie, co będzie dalej i jak się ten ambaras skończy, i postanowiłem, że nie będę czytał dalej. Więc wydaje mi się, że dojdzie do epickiego (nie używać tego słowa w tłumaczeniach!) konfliktu wszystkich najsilniejszych ras i postanowią one jednak dać sobie jeszcze jedną szansę na pokojową koegzystencję z poszanowaniem odmienności. To nie jest spojler, to moje przekonanie, które spowodowało, że tylko z rozpędu doczytałem do szóstego zeszytu Hinterkind i póki co tyle.

Hmmm, ale wy się nie zniechęcajcie, czytajcie dalej. Może w kolejnych odcinkach pojawią się podobne perełki do tych z pierwszego zeszytu: zarośnięty Nowy Jork (pysznie wygląda budynek Chryslera w zieleni), jedna z ostatnich ludzkich osad w Central Parku czy człowiek, któremu wyrósł ogon. To dopiero początek podróży, w którą czytelnik wyrusza wraz z bohaterami.
(Kuba Jankowski)
"Hinterkind" #1. Scenariusz: Ian Edginton. Rysunki: Francesco Trifogli. Kolor: Cris Peter. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2013