Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Higgins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Higgins. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 lipca 2018

Jacked #1 - Kripke/Higgins

Josh Jaffe przeżywa kryzys wieku średniego. Nie ma pracy, ma beznadziejny seks z żoną, dnie spędza na oglądaniu pornosów (ulubiony, superbohaterski, nie sprawdzałem, czy faktycznie istnieje: Cockman and Titgirl) i onanizowaniu się. Boli go kolano i plecy. Ma powiększoną prostatę, hemoroidy i refluks.
Autorzy bombardują nas takimi informacjami, które przedstawia w pierwszej osobie Josh-narrator w pierwszym rozdziale komiksu duetu Kripke/Higgins. Scenarzysta, Eric Kripke, zawsze chciał napisać komiks dla Vertigo. Szczerze wyznaje we wstępie do wydania zbiorczego Jacked (sześć rozdziałów), że tak jak Josh przechodził kryzys wieku średniego. Dla niego lekarstwem było napisanie komiksu, dla Josha… tytułowy jacked, czyli coś w stylu legalnego dopalacza, po którym Joshowi przybywa x25 do wszystkich zmysłów.
Dla czytelników komiksów z kryzysem wieku średniego lekarstwem może być na przykład przeczytanie pierwszego rozdziału Jacked i decyzja, czy chcą być takim łysiejącym grubaskiem sprzed lustra, czy faszerującym się chemią bohaterem dla własnych dzieci, czy kimś jeszcze innym.
Myślę, że każdy, kto przeczyta pierwszy rozdział Jacked, będzie czytał dalej. Okładki kolejnych zeszytów są autorstwa Glenna Fabry’ego i chyba każdy wie na co stać tego rysownika. Warstwa graficzna samej historii w wykonaniu Higginsa ma w sobie dalekie echa Crumba (zwłaszcza w portrecie Josha), choć ogólnie atmosfera ujawniania słabości i mizantropia głównego bohatera przepychają myśli bardziej w stronę Pekara (z tą różnicą, że biograficzność i własne doświadczenia zostają przez Kripkego całkowicie schowane na poziomie konstruowania opowieści). To dobre wzorce, ale nie sugerujcie się nimi aż tak bardzo, bo Jacked po pierwszym zeszycie i tak zapowiada się na coś zupełnie innego. 
(Kuba Jankowski)
"Jacked" #1. Scenariusz: Eric Kripke. Rysunki: John Higgins. Wydawca: DC Vertigo, styczeń 2016

środa, 11 maja 2016

Kompletny szok przyszłości - Moore

„Kompletny szok przyszłości” to zbiorcze wydanie krótkich form komiksowych publikowanych na łamach brytyjskiego magazynu 2000 AD napisanych przez Alana Moore’a, a narysowanych przez takich twórców, jak Steve Dillon, Dave Gibbons, Brendan McCarthy czy John Higgins. 
Alana Moore’a przedstawiać nie trzeba – to jeden z geniuszy komiksu, twórca takich dzieł jak „Prosto z piekła”, „Strażnicy” czy „V jak Vendetta”. W „Kompletnym szoku przyszłości” znalazły się scenariusze z wczesnego okresu twórczości Moore’a. Historie krótsze i dłuższe, w zabawny i dający do myślenia sposób ukazujące futurystyczne wizje dotyczące naszej planety, cywilizacji i wszechświata. Moore jest tu satyrem, bardzo zjadliwym i trafnie diagnozującym problemy ludzkości. W cudowny sposób opisuje kosmiczne nacje owładnięte absurdalną żądzą ciągłej ekspansji, drwi ze stereotypów postrzegania kosmitów przez ziemian, a wegetarianizm przeciwstawia humanitarianizmowi. Poza szokami, w albumie znalazło się miejsce dla innych historii ze scenariuszami Moore’a: Czaso-skrętaczy czy historii Abelarda Snazza. Większość opowiastek dowcipem i elegancką puentą przywodzi na myśl najlepsze skecze Monty Pythona. 
Co do rysunków, to niemal cały album stworzony jest przez wówczas znanych jedynie lokalnie, a obecnie popularnych na całym świecie artystów. Steve Dillon długo po komiksach z Szoku przyszłości” narysował takie hity, jak "Kaznodzieja", czy "Hellblazer", Brendan McCarthy, znany w Polsce z komiksu "Skin",  zasłynął komiksami rysowanymi do scenariuszy Petera Milligana, a Dave Gibbons to współautor moore’owskich "Strażników". Wtedy to była obiecująca drużyna, dziś wręcz dream team. 
Takie nazwiska na okładce to wabik na poławiaczy komiksów. „Kompletny szok przyszłości” to ponadczasowy, fantastyczno-naukowy, okraszony czarnym humorem, świetny komiks. Polecam nie tylko fanom Alana Moore’a. 
"Kompletny szok przyszłości". Scenariusz: Alana Moore. Rysunki: Mike White, John Cooper, Paul Neary, Ian Gibson, Brendan McCarthy, John Higgins, Garry Leach, Ron Tiner, Jose Casanovas, Eric Bradbury, Dave Gibbons, Jesus Redondo, Robin Smith, Allan Langford, Jim Eldridge, Alan Davis, Steve Dillon, Boluda, Bryan Talbot. Tłumaczenie: Damian Pietrzak, Jacek Więckowski, Małgorzata Matachowska. Wydawca: Studio Lain, Iława 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia. pl

wtorek, 11 listopada 2014

Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz - Wein/ Lee/ Higgins/ Rude

To już koniec przygody z kontrowersyjnym projektem dopisania prequeli do dzieła Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. Cztery potężne tomy, zaserwowane przez wydawnictwo Egmont zaprezentowały różne podejścia scenarzystów, odmiennych stylistycznie rysowników i mniej lub bardziej udane pomysły. Do zdecydowanych plusów tych publikacji z perspektywy czasu można zaliczyć utwory Darwyna Cooke'a i Amandy Conner, czy też wywołującą łzę w oku kooperację ojca i syna Kubertów. Po stronie minusów należy z kolei wymienić nieudane próby Briana Azzarello. Istotną rolę w wymienianiu wad i zalet odgrywa najnowszy tom, stworzony przez starego wyjadacza - scenarzystę Lena Weina oraz trzech rysowników: znanego w Polsce z semicowych "X-Menów" oraz cyklu "Mroczna Wieża" Jae Lee, Johna Higginsa, który pokolorował oryginalnych "Strażników" oraz Steve'a Rude. Na pierwszy rzut oka nie są to nazwiska takiego formatu, jak ich poprzednicy, którzy wzięli na warsztat rozszerzanie wymyślonej przez Alana Moore'a historii, jednak zdecydowanie odradzałbym ich ignorowanie.
Już pierwsza historia, opowiadająca o Ozymandiaszu, to partia popisowa scenarzysty i rysownika oraz prawdopodobnie najlepsza opowieść z cyklu. Wein zdecydował się na autobiografię - oto więc mamy Adriana Veidta, najmądrzejszego człowieka na świecie, który na moment przed wtłoczeniem w życie znanego ze "Strażników" planu zaczyna opowiadać swoją historię. Od chłopca, który w związku ze swoją wiedzą, skazany jest na publiczne wykluczenie, po obrzydliwie bogatego boga - Wein ukazuje motywacje i religijno-filozoficzne inspiracje Ozymandiasza, jego wpływ na przebieg światowych wydarzeń i próby inwigilowania "przyjaciół w kostiumach" (i nie tylko). W ujęciu doświadczonego scenarzysty, garściami czerpiącego z Crowleya i serialu "Po tamtej stronie", Veidt wychodzi poza ramy szaleńca w dziwnych fatałaszkach, stając się człowiekiem z planem, kiełkującym w nim od dziecka. Wypruty z emocji, posiadający niemal nieskończoną wiedzę i mający świadomość wszystkiego, co się stanie - pisanie o takiej postaci to wyzwanie. Len Wein mu sprostał, tworząc płynną (i mądrą) narrację, dopełnioną krwistymi dialogami. Do boskiego poziomu głównego bohatera i scenarzysty dostosował się Jae Lee, który oparł wszystkie plansze na nietypowej kompozycji, polegającej na zastosowaniu na każdej z nich (nie licząc splashów) kolistych kadrów. W połączeniu z delikatną, niezwykle precyzyjną kreską, powstał efekt niezwykły. 
Podobnie, jak wątek Veidta w "Strażnikach" dopełniał piracki komiks, zatytułowany "Opowieści o Czarnym Okręcie", tak i w "Początku" pewną, choć znacznie mniejszą rolę odegrał komiks marynistyczny. "Klątwa Karmazynowego Korsarza" pomyślana została jako seria dwuplanszowych epizodów, ukazujących się w niemal każdej z "początkowych" publikacji. Zajmujący się scenariuszem Len Wein, po kilku odcinkach przekazał pałeczkę pisarza rysownikowi, tym samym czyniąc Johna Higginsa jedyną postacią, która na przestrzeni lat brała udział zarówno w pierwotnej serii, jak i w jej prequelu udzielając się jako scenarzysta, rysownik i kolorysta. Co do poziomu komiksu - opowieść o losach Gordona McClachlana nie ma tak dużej siły rażenia, jak pierwowzór, ale za to jest typową piracką przygodówką, w której prawy marynarz trafia na Latającego Holendra, po czym wyrusza na podróż w nieznane w celu ocalenia swojej duszy przed tytułową klątwą.
Porządne czytadło, jakim jest "Klątwa" pod koniec albumu ustępuje miejsca krótkiej, tragikomicznej opowieści o Dolarówce. Utrzymany w klimacie "Kick-Assa" (choć bez lejącej się strumieniami krwi i latających w powietrzu bluzgów) komiks rzuca światło na hochsztaplerkę Gwardzistów, posiłkując się przykładem młodzieńca, który marząc o karierze filmowej, trafia w tryby bankowej reklamy, a zapamiętany zostaje jako ten, który zginął najbardziej groteskową śmiercią. Scenariusz Weina jest krótki i treściwy, rysunki Steve'a Rude - cartoonowe i trafiające w klimat.
Ostatni album cyklu to zaskakująco dobre nawiązanie czy też rozwinięcie pewnych pomysłów Alana Moore'a. Napisane przez Lena Weina historie nie są wymuszone, a wśród idealnie dobranych do fabuł rysowników zdecydowanie wybija się Jae Lee, po mistrzowsku radzący sobie z zadaniem. Gdybym spośród czetrech albumów cyklu "Strażnicy - Początek" miał wskazać jeden, najlepszy - bez wątpienia byłby to "Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Kawał porządnej rozrywki i zerowa profanacja oryginału. Warto.
"Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Scenariusz: Len Wein, John Higgins. Rysunki: Jae Lee, John Higgins, Steve Rude. Kolory: June Chung, John Higgins, Glen Whitmore. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal