Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 10 maja 2018

Hellblazer: India - Milligan/ Camuncoli

Kuba Rozpruwacz przybył do Mumbaju? Nie. To tylko John Constantine na drodze do czystości. Lub scenariusz bollywoodzkiego filmu. W każdym razie wraz z cynikiem z Liverpoolu do Indii przybywają nowe kłopoty, a nasileniu ulegają stare. Bollywoodzcy potentaci, brytyjski demon, hinduski horror, angielski humor i siłowanie się z miłością. Tak w skrócie prezentują się zeszyty składające się na miniserię India. Trade'a nie sposób dziś zakupić. Trudno. Reklamy da się przeżyć, a okładki Simona Bisleya są na tyle zacne, że warto je mieć oddzielnie. 
Run Milligana w Hellblazerze odbierany jest raczej negatywnie. Czy słusznie? Ja, jako fan odcinków pisanych przez Jamiego Delano i Gartha Ennisa, bawię się póki co nadspodziewanie dobrze. Do Indii podchodziłem jak pies do jeża - nie czując klimatu tamtejszych stron spodziewałem się porażki. Tymczasem dostałem jedną z najlepszych historii z Johnem, na którą składają się cztery odcinki z mnóstwem relacji między wieloma postaciami i profesorską realizacją. 
Constantine trafia do Mumbaju, ponieważ pragnie oczyścić swą duszę, co ma być jedynym sposobem na przywrócenie do świata żywych swojej ukochanej. Lecz oczywiście brudzi tę duszę jeszcze bardziej, wikłając się w sprawę morderstw młodych, pięknych aktorek, pragnących tańczyć i śpiewać z Shah Rukh Khanem. 
Zarówno wątek Kuby Rozpruwacza, jak i oczyszczającej podróży zostaje w komiksie rozwinięty w dość oczywisty sposób. Nie ma tu obowiązkowej nieprzewidywalności i epatowania efektem wow, a zakończenie historii jest wręcz przyrządzone wedle scenariuszowej matematyki, z której tak często korzystają komiksowi przemysłowcy zza oceanu. Rzecz jednak w dialogach. W relacjach między postaciami. Milligan zdaje się ustawiać je w pewnych konfiguracjach i obserwować przebieg wydarzeń. Scenarzysta powiedział kiedyś, że lubi być zaskakiwanym przez swoich bohaterów. I zdaje się, że i tutaj dał im się zaskoczyć kilkukrotnie, mając z tego niezły ubaw. Pytanie: czy zaskoczyli się również czytelnicy? Ja owszem, ale mogę nie być obiektywny.
Jeszcze słówko o współpracy na linii scenarzysta-rysownik. Zdaje się, że nic nie przebije duetu Ennis/Dillon, ale kooperacja Milligana z Camuncolim (plus z wpadającym co jakiś czas na kilka chwil Bisleyem) plasuje się gdzieś w ścisłej czołówce. Camuncoli z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej czuje klimat scenariuszy Milligana (albo to ja coraz bardziej się do niego przyzwyczajam). Stosując prostą kreskę, potrafi wyciągnąć odpowiednie emocje, będąc klasycznie eleganckim i współcześnie szalonym jednocześnie.
Forma Hellblazera podczas tych dotychczas omówionych 14 zeszytów serii zwyżkuje. Milligan złapał rytm, rysownik mu wtóruje. Czytamy dalej!
"Hellblazer#261-264: India". Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Giuseppe Camuncoli i Stefano Landini. Kolor: Trish Mulvihill. Wydawca: DC Vertigo, styczeń-kwiecień 2010.

Brak komentarzy: