Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 19 kwietnia 2017

Pamięć i opowiadanie. Polski komiks historyczny

28 kwietnia w Neapolu o godzinie 17:30 odbędzie się wernisaż wystawy "Memoria e narrazione. Il fumetto storico polacco - Pamięć i opowiadanie. Polski komiks historyczny". Ziniol objął patronat nad tym wydarzeniem.
W ramach wystawy zaprezentowane zostaną prace dwudziestu rysowników i kilkunastu scenarzystów. Najstarszym z komiksów jest Klęska Wikinga autorstwa Grzegorza Rosińskiego z 1976 roku. Najnowsze prace powstały w roku 2017. Komiksy dotyczą historii Polski, od czasów najdawniejszych, aż do współczesności. W wystawie udział biorą rysownicy pochodzących z różnych środowisk, tworzący w różnych stylach, posługujących się różnymi technikami, w różnorodny sposób podchodzący do opowiadanej historii. Wielu z autorów podejmuje tematy trudne, sięga do historii ostatnich kilkudziesięciu lat, która wciąż mocno oddziałuje na teraźniejszość.
Uczestnicy wystawy: Daniel Baum, Wojciech Birek, Olaf Ciszak, Jacek Frąś, Krzysztof Gawronkiewicz, Daniel „Gedeon” Grzeszkiewicz, Andrzej Janicki, Sławomir Jezierski, Jacek Michalski, Marek Oleksicki, Janusz Ordon, Jerzy Ozga, Bogusław Polch, Grzegorz Rosiński, Robert Służały, Wojciech Stefaniec, Szymon Teluk, Tomasz Tomaszewski, Przemysław „Trust” Truściński, Krzysztof Wyrzykowski.
Autorzy scenariuszy: Agata Abramowicz, Maciej Jasiński, Radosław Kleczyński, Tomasz Kołodziejczak, Paulina Królikowska, Leszek Moczulski, Tomasz Nowak, Maciej Parowski, Tobiasz Piątkowski, Robert Popielecki, Krystian Rosenberg, Radosław Smektała, Marzena Sowa, Andrzej Stefański, Dominik Szcześniak, Sztybor, Paweł Timofiejuk, Witold Tkaczyk, Sławomir Zajączkowski.
Wystawie towarzyszy katalog w języku włoskim.
Wernisaż: 28 kwietnia, godz. 17:30
Napoli COMICON - Mostra d'Oltremare Padiglione 3
Piazzale Tecchio n. 52
Neapol, Włochy
Kurator wystawy: Piotr Machłajewski
Organizator wystawy i wydawca katalogu: Galleria BWA Jelenia Góra
Współorganizatorzy: Stowarzyszenie Twórców „Contur”, Napoli COMICON
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej.
Achtung Zelig! (testo: Krystian Rosenberg, disegni: Krzysztof Gawronkiewicz)
I dèmoni (testo: Paweł Timofiejuk, disegni: Przemysław „Trust” Truściński)

Zompino il Bello. Grande disfida a Grunwald. (testo: Radosław Kleczyński. disegni: Sławomir Jezierski)

Patronat medialny: Zeszyty Komiksowe, Ziniol.

piątek, 7 kwietnia 2017

Skizz - Moore/ Baikie

Alan Moore nie od razu uznawany był za geniusza. A nawet gdy już był, zdarzały mu się przegadane potworki. Jego największym dziełem jest historia Kuby Rozpruwacza, zatytułowana „Prosto z piekła”, a najbardziej popularnym - zekranizowani przez Zacka Snydera „Strażnicy”. Zanim jednak Moore stał się jednym z najważniejszych elementów inwazji Brytyjczyków na Stany Zjednoczone, produkował odcinkowe formy komiksowe dla lokalnych, wyspiarskich potentatów. 
Jednym z  takich wynalazków jest „Skizz”, zrealizowany z grafikiem Jimem Baikie, którego zbiorcze wydanie właśnie ukazało się w Polsce. Nie jest to historia naznaczona przekleństwem łatki „geniusza”, której czytelnicy nie potrafią od mistrza odkleić nawet, gdy ten tworzy komiksy słabsze. To prosty, przygodowy komiks science-fiction, w którym  „E.T.” Stevena Spielberga przepisany zostaje na grunt brytyjski wraz z subkulturowym kopniakiem i antysystemowym zrywem. 
Moore kręci tę historię bez intertekstualnych zabiegów i szeregu mglistych nawiązań, jakie obecnie charakteryzują jego prace, dając czytelnikowi czystą, niewymagającą rozrywkę. A w przypadku Moore’a słowo „niezobowiązująca rozrywka” znaczy naprawdę wiele. 
Na pierwszym planie „Skizza” ulokowana została prosta historia o przybyłym na ziemię obcym, który dziwi się ludzkości i przeraża się nią, ale również w pewnym sensie zakochuje się w charakteryzujących ją poświęceniu i oddaniu. Natomiast w tle Moore sięga do polityki, w kilku prostych kadrach omawia zjawisko tolerancji, a w jednej postaci kumuluje cechy nienawistnego dyktatora. Prawdę mówiąc, „Skizz” dość żywo koresponduje z obecną sytuacją polityczną na świecie. Choć osadzony jest głęboko w latach 80. minionego wieku. 
Ukłon należy się tłumaczce tego komiksu, Małgorzacie Matachowskiej, która nie zdecydowała się na modne ostatnio uwspółcześnienie tekstu i pozostawiła wszelkie nazwy własne zespołów, aktorów i ówczesnych gwiazd z rejonów Birmingham i nie tylko. Dzięki temu pewne zabiegi językowe, jak te z zespołami Police i Madness, smakują bardzo dobrze. Minus natomiast w stronę drukarni i składacza. Skizz ma wymuszony format i bezsensowne białe marginesy na górze i dole strony (a że można lepiej, pokazuje zbiór "Bad Company" Milligana, Ewinsa i McCarthy'ego), kiepskie klejenie i falujący papier kredowy. Ponadto, na niektórych planszach gubi się kreska – nawiasem mówiąc bardzo sprawna i utrzymana w stylu realistycznym. Poza tymi technicznymi niuansami, sam komiks jest świetny. To taki Alan Moore dla ludzi. Komiks, który można czytać bez otwartej encyklopedii, wikipedii i dużych ilości słowników. 
"Skizz". Scenariusz: Alan Moore. Rysunki: Jim Baikie. Tłumaczenie: Małgorzata Matachowska. Wydawca: Studio Lain, 2017.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Memoria e narrazione. Il fumetto storico polacco

Galeria BWA oraz Stowarzyszenie „Contur” przygotowują kolejną wystawę komiksu, tym razem w Neapolu podczas Comiconu. 
Na przełomie kwietnia i maja obejrzeć będzie można prace dwudziestu polskich rysowników. Będą wśród nich Grzegorz Rosiński, Bogusław Polch, Krzysztof Gawronkiewicz i Sławomir Jezierski, którego rysunek prezentujemy powyżej (Zompino il Bello - Kic Przystojniak). Dla zwiedzających przygotowany zostanie okazały katalog. Kuratorem wystawy jest Piotr Machłajewski, a Ziniol tradycyjnie sprawuje patronat. Wkrótce przekażemy więcej szczegółów!!!

Wystawę dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej.

piątek, 17 marca 2017

Kasta Metabaronów - Jodorowsky/ Gimenez

Jeśli ktoś lata temu przegapił wydawaną w pojedynczych albumach „Kastę Metabaronów”, teraz może nadrobić zaległości kupując zbiorcze wydanie tej cudownie pokręconej space-opery Alejandro Jodorowskiego i Juana Gimeneza. W pierwszej odsłonie tej publikacji znalazło się miejsce dla czterech oryginalnych tomów opowieści, o której w skrócie można powiedzieć, że jest upstrzoną futurystycznym słowotwórstwem tragiczną operą mydlaną, w której prym wiedzie honor, brak kompromisów i zaczerpnięte od ludów afrykańskich rytuały inicjacyjne. 
Całość, postacią Metabarona, powiązana jest ściśle z flagowym komiksem Jodorowskiego – Incalem. Każdy album poświęcony jest konkretnej postaci z rodu Kastaków, począwszy od prapradziada Ottona, poprzez praprababkę Honoratę, pradziada Agnara, aż po współczesnego opowiadanej historii i znanego z Incala Metabarona. Ich burzliwe losy przedstawione są za pomocą niesamowicie malarskich obrazów argentyńskiego mistrza komiksu Juana Gimeneza, który w przestworzach kosmosu czuje się jak ryba w wodzie. Nie gorzej wychodzą mu sceny batalistyczne oraz tak niezbędne w przypadku ilustrowania tekstów Jodorowskiego ukazywanie emocji na twarzach bohaterów. 
Trzeba przyznać, że te emocje targają nimi od pierwszej do ostatniej planszy. Losy Kastaków to ciąg szybkich wyborów, gwałtownych miłości, skrajnych zachowań i niespodziewanych zwrotów akcji. Ideą Jodorowskiego było pokazanie gwiezdnych nadludzi, którzy nie bez poświęceń radzą sobie w każdej sytuacji. Ich celem nadrzędnym jest przedłużenie rodu i przestrzeganie niezwykle surowego kodeksu Kastaków. 
To futurystyczna baśń o rycerzach, tragedia antyczna, dramat przerysowany do granic możliwości i kipiący emocjami serial, który pochłania, sprawiając czytelnikowi niekiedy bardzo grzeszną przyjemność. 
Wszechobecny, choć nie pozbawiony dystansu, patos równoważony jest lekkim dowcipem serwowanym przez dwa leciwe roboty, będące z rodem Kastaków od lat. To właśnie z ich perspektywy opowiadane są te wszystkie historie - a właściwie z perspektywy starszego robota, który barwnie opisywanymi wydarzeniami co chwila powoduje u młodszego przepalenie diody i inne mechaniczne urazy. 
Fanom uniwersum Incala nie muszę polecać tego komiksu. Ci, którzy tego świata nie znają, mogą spokojnie zacząć lekturę od Kasty Metabaronów. Znajomość innych dzieł pobocznych, ani nawet głównego, nie jest tu wymagana. Wielbiciele Jodorowskiego będą usatysfakcjonowani, bo to jedno z najlepszych dzieł mistrza. „Kastą Metabaronów” przekonać się do talentu chilijskiego szamana mogą również jego przeciwnicy. Bo jest to komiks zdecydowanie bardziej przystępny niż najbardziej odjechane albumy Szalonego Jodo. 
"Kasta Metabaronów". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Juan Gimenez. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Łódź 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl 

czwartek, 16 marca 2017

Love in vain - Dupont/ Mezzo

„Love in vain” - komiks o legendzie bluesa Robercie Johnsonie to prawdziwa petarda! Przebywający na tym świecie zaledwie 27 lat autor jedynie 29 utworów był inspiracją dla Erica Claptona, Rolling Stonesów i Boba Dylana. Swoją grą i śpiewem zarażał pokolenia tak skutecznie, gdyż - jak głosi legenda - wszedł w układ z samym diabłem. 
W elegancko wydanym albumie Jean-Michel Dupont i Mezzo uciekają jak najdalej od potulnego schematu, że oto biedny artysta z wielką ambicją na rozstajach dróg podpisuje cyrograf, a następnie żyje długo i szczęśliwie śpiewając śliczne piosenki aż do momentu, gdy szatan w oparach dymu i płomieniach ognia przychodzi po swoje, merdając ogonem. Rozwalają ten system począwszy od ukazania tła społecznego i nieidealizowanego obrazu życia muzyków w Missisipi w pierwszych dekadach XX wieku, aż po celne i niebanalne obsadzenie narratora opowieści. 
Ta koloryzowana biograficzna historia może wydawać się prosta i mało efektowna, ale warsztatowo zrealizowana jest po mistrzowsku. Ma odpowiednio rozłożone akcenty, bardzo przemyślaną kompozycję, a objętościowo nie jest rozbuchana ponad miarę. 
Osobną kwestią są rysunki. Mógłbym napisać, że nie wiem co napisać, ale jednak napiszę coś innego: Mezzo mistrz. Robert Crumb powinien go za ten komiks po stopach całować. Ten album to absolutna perfekcja w panowaniu nad opowiadaniem obrazem oraz niesamowita umiejętność władania czernią i bielą. Oraz szarościami w niesamowitych rysunkach ilustrujących teksty piosenek Johnsona w rysunkowo-tekstowym dodatku do komiksu. Mezzo nie tylko zadziwia talentem graficznym, ale również w niesamowity i nieco zapomniany sposób traktuje na przykład obramowanie w dymkach narracyjnych. 
Robert Johnson doświadczył ogromnej straty w bardzo młodym wieku. Zmarł na zapalenie płuc, mając ciało wyniszczone alkoholem i chorobami wenerycznymi. Wszyscy obrońcy cnót zgodzą się, że jego tragiczny los był jak najbardziej zasłużony. Ale nawet obrońcom cnót polecam „Love in vain” - komiks nazwany tytułem jednej z piosenek Johnsona. Bo to kawał porządnej sztuki. A przy okazji niezwykle elegancki przedmiot. Wręcz precjozum!
"Love in vain. Robert Johnson 1911-1938". Scenariusz: Jean-Michel Dupont. Rysunki: Mezzo. Tłumaczenie: Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2017. Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Sklep wydawcy.

środa, 15 marca 2017

Incubator - Hans Lijklema

"Incubator" (nie mylić z Incubatorium Rustecki) to owoc kilkuletnich prac Hansa Lijklemy - badacza i entuzjasty komiksu, zajmującego się nim od strony teoretycznej i praktycznej. Swego czasu Hans był również wydawcą, który dostarczył polskim czytelnikom bardzo świeżego materiału z nieznanych zakątków świata: to on wprowadził na rynek Nicolasa Mahlera ("Pragnieniem"), Henrika Dorgathena ("Spacedogiem") i Martina tom Diecka ("Niewinnym pasażerem"). Kilku z jego autorów powraca w "Incubatorze" jako wykładowcy i nauczyciele.
Ta antologia to bardzo cenny przewodnik dla przyszłych studentów pragnących uprawiać komiks wyczynowo, ale też inspiracja dla innych szkół artystycznych i znakomity materiał porównawczy. Hans Lijklema wziął bowiem na warsztat szkoły wyższe zajmujące się komiksem, prześwietlił ich znamienitych wykładowców i zaprezentował dorobek studentów. 
Na niemal 300 stronach znalazły się zarówno bogato ilustrowane omówienia poszczególnych szkół i ich komiksowego areału zainteresowań, wywiad z wykładowcą i twórcą Jamesem Sturmem, jak i reprezentatywne dla poszczególnych uczelni krótkie formy komiksowe, niejednokrotnie poziomem sięgające bardzo wysoko. Rzecz jasna najłatwiej byłoby powiedzieć, że w każdej z prezentacji widać rękę konkretnego fachowca - że komiksy ze stajni amerykańskiej powstałe pod okiem Sturma to utwory w większości podporządkowane funkcji komunikatywnej medium, że Holendrzy z pracowni Sama Peetersa to żywioł i eksperyment, a Niemcy pod wodzą Martina tom Diecka - różnorodność, od awangardy po realizm. Takie szufladkowanie nie ma jednak głębszego sensu, bo młodzi artyści, choć skupieni wokół konkretnej szkoły, prezentują wyzbyte kompleksów podejście do tematu. 
Są w "Incubatorze" komiksy eksperymentatorskie i dokumentalne, stawiające na formę i kłaniające się treści, sięgające do klasyków i boksujące ojców komiksu. Sądzę, że o wielu z tych autorów jeszcze usłyszymy. Na przykład o świetnej i efektownej graficznie Kirsten Rothbart czy nawiązującej do Sturma, Burnsa i Clowesa Sophie Goldstein. W kategorii poszukiwawczo-undergroundowej cudownie radzą sobie minimalistyczny niczym Jacek Świdziński Jan Martijn Burger, szary i brudny Jonathan Kroll i pomysłowy Dimitri Laktionov. Uwagę przyciąga również praca Aishy Franz, czyli zagraniczna wersja słynnego „Marzenia” Michała Śledzińskiego, pokazująca, że na te same dobre pomysły ludzie będą wpadali zawsze, niezależnie od długości i szerokości geograficznej.
"Incubator", choć może sprawiać wrażenie nudnej, w dodatku napisanej po angielsku, akademickiej publikacji, nudny wcale nie jest. Wręcz przeciwnie - to zaskakująco fascynujący materiał, świetnie balansujący teorię z praktyką. To znakomita rzecz nie tylko dla przyszłych studentów kierunków artystycznych, ale również dla niepraktykujących i praktykujących fanów komiksu. Mnóstwo mądrej zabawy i ogromna kopalnia pomysłów. Świetna formuła. Oby na jednym tomie się nie skończyło.

"Incubator. A selection of the best comics made by art school students from around the globe". Redakcja: Hans Lijklema. Scenariusz i rysunki: Leonard Riegel, Lea Heinrich, Aisha Franz, Kirsten Rothbart, Ilki, Anne Zimmermann, Lukas Kummer, Florian Biermeier, Markus Farber, Sophie Goldstein, Jan Martijn Burger, John Carvajal, Andy Warner, Anne Stalinsky, Anke Knapper, Evert-Jan Soepboer, Niels Lohman, Niek Holscher, Jarmo van Berkel, Heiko Peschel, Maria van Driel, Eva Stalinski, Jennifer van de Sandt, Jonathan Kroll, Picmutter, Piet Paaltjes, Dimitri Laktionov, Masha Pikulina, Joyce Ensing, Henri Lemahieu, Agathe de Gennes, Antoine Maillard, Aurelie Marjevol, Dounia, Alexia Rossi, Phaedra Derhore, Sam Peeters, Exaheva. Wydawca: timof comics, Warszawa 2017. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

wtorek, 14 marca 2017

Kościsko - KaeReL

Nowy album Karola Kalinowskiego, czyli KaeReLa - to komiks bezsprzecznie wart polecenia. I można go rekomendować nawet mimo tego, że może wywołać w czytelniku lekki zawód.

„Kościsko” to osadzona w słowiańskiej mitologii historia o tytułowym małym miasteczku, do którego wprowadzają się ojciec z synem. Ten pierwszy znajduje pracę w bibliotece, drugi natomiast rzuca się w wir zabawy z rówieśnikami. No prawie. Dość szybko okazuje się bowiem, że praca w bibliotece nie jest tym, czym się wydawała, rówieśnicy troszkę zafałszowali swoją datę urodzenia, a miasteczko pełne jest osobliwych stworzeń. Nic więcej zdradzać nie trzeba. 
Klimat tego komiksu potrafi uwieść, wciągnąć i nie pozwolić przerwać lektury. W stosunku do swojego poprzedniego albumu - świetnej „Łaumy” - KaeReL zmodyfikował nieco kreskę. Dzięki temu powstała cała masa znakomitych i szczegółowych całostronicowych kadrów. Skutkowało to również tym, że w niektórych partiach komiksu rysunek nieco się sypie i przypomina dokonania podziemnego artysty Maxa Atlanty. Zresztą odwołań graficznych widać nieco więcej – jest tu coś z klimatu Cyrila Pedrosy, Tony’ego Sandovala, są również plansze, które można by przypisać Hubertowi Ronkowi albo Adamowi Święckiemu. 
Tym, co wywołało mój największy zawód jest fakt, że komiks ma tylko 200 stron. Bo jest to materiał na co najmniej drugie tyle lub nawet na kilkutomową serię. Bo choć postaci są świetnie skonstruowane, to ich potencjał nie zostaje w pełni wykorzystany. Bo choć pomysły są znakomite, to często zbyt poupychane na planszach. Innymi słowy: historia nie angażuje tak mocno, jak idealnie skrojona fabuła poprzedniego albumu autora. 
W porównaniu z samym sobą sprzed siedmiu lat, moim zdaniem KaeReL przegrywa. Co nie zmienia faktu, że „Kościsko” to jeden z ciekawszych polskich komiksów minionego roku. Warto się z nim zapoznać i po cichu liczyć na to, że autor powróci do wykreowanego przez siebie świata i dopowie do niego małe lub duże co nieco. 
"Kościsko". Autor: Karol Kalinowski. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 13 marca 2017

Totalnie nie nostalgia - Hagedorn/ Frąś

„Totalnie nie nostalgia” to komiks produkcji polskiej, któremu towarzyszy najlepsza i -  jak sądzę - najskuteczniejsza kampania reklamowa ostatnich lat. Autorzy odbywają tournee po całej Polsce, w poważnych gazetach, telewizjach i rozgłośniach radiowych pojawiają się równie poważne analizy, a reklamy albumu wyskakują nawet z lodówek niezainteresowanych tematem osobników. O co ten cały raban? 
Głównie o to, że Jacek Frąś powraca, ale też o to, że Wanda Hagedorn napisała memuar. Jedno i drugie jest wielką siłą i… równie dużą słabością "Totalnie nie nostalgii". Anonimowa w świecie komiksu scenarzystka urodziła się w Szczecinie, a w połowie lat 90. minionego wieku wyemigrowała do Australii. Przez ostatnie 10 lat pracowała w organizacjach pozarządowych koordynując projekty na temat gender i zapobiegania przemocy wobec kobiet. Jej autobiograficzna opowieść o życiu w PRL-u nakreślająca opresyjne relacje mężczyzn wobec kobiet idzie tropem innej znanej twórczyni komiksów - Alison Bechdel. W odróżnieniu od Amerykanki, Hagedorn nie skupia się jedynie na relacjach z ojcem. Na kilku przykładach pokazuje ogólne tendencje panujące w narodzie - mizoginię, seksizm i grubych panów z wąsem, przez samych siebie uprawnionych do łapania dziewczynek za kolanka. Wanda Hagedorn, z domu Chmielewska, odsłania czytelnikowi siebie całą. A po co? Ponieważ, jak pisała Kate Zabreno w Heroinach, „istnieje absolutna konieczność pisania siebie, swojego ciała, swojego własnego doświadczenia: pisania siebie, żeby zrozumieć siebie, stać się sobą i nie zniknąć”. Ten feministyczny pamiętnik powstał, ponieważ - jak mówi autorka - „tylko wtedy nasze historie zostaną opowiedziane, jeśli napiszemy je same”. Jest to dość przekonujący powód, choć może skutkować odwrotnie do zamierzeń autorki. Komiksów autobiograficznych, wybebeszania się autorów, opowiadania o swoim życiu bez skrępowania jest na rynku coraz więcej. Dla wielu czytelników "Totalnie nie nostalgia" może się okazać albumem, który spowoduje powiedzenie "dość!" tego rodzaju introwertycznym dziełom
Rewelacyjny początek historii, pokazujący przygotowania do prac nad komiksem od kuchni, pełen nienachlanych metafor, nieprzegadany i infekujący odbiorcę, niestety z czasem popada w niepotrzebne przeintelektualizowanie. Za to jeśli chodzi o rysunki - jest świetnie przez całą długość albumu
Jacek Frąś rysuje PRL-owską opowieść o szarzyźnie w odpowiednio wygaszonych i depresyjnych barwach, a rysunki z epoki opiera na skrupulatnym researchu. I tylko starzy fani twórczości autora, pamiętający go jeszcze z czasów pierwszych krótkich form z AQQ (do których się zaliczam), mogą nieco pojęczeć. Bo nie jest to szalony, nieprzewidywalny Frąś z „Wyspy doktora Morou” czy „Glinna”, a Frąś ugłaskany przez cudze wspomnienia. Szkoda, że nikt nie dał rysownikowi zielonego światła na pierwotną "szaloną" wersję komiksu, której plansza prezentowana była na facebookowym profilu komiksu. Pozostając w sferze minusów - niefajnie sprawdza się okładka, zwłaszcza po ujrzeniu  istniejącego w sieci projektu oraz wersji oryginalnej.
Czytelnikom, tęskniącym za dawną twarzą artysty, „Totalnie nie nostalgia” może sprawić lekki zawód. Ale z tego zawodu może równie dobrze wyniknąć ekstaza związana z porządnym wywiązaniem się rysownika z nowej roli. 

Album Hagedorn i Frąś do najlżejszych nie należy - dla jednych stanie się jednym z najważniejszych komiksów feministycznych (bo na pewno nie pierwszym) w Polsce, innych odrzuci przegadaniem i powtarzaniem schematów. Ja jestem gdzieś w radosnym "pośrodku".
"Totalnie nie nostalgia". Scenariusz: Wanda Hagedorn. Rysunki: Jacek Frąś. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ kultura gniewu, Warszawa 2017. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

środa, 8 marca 2017

Pomóż Amelce w walce z Mozaiką

Amelka walczy z mozaiką i zaprasza wszystkich do wsparcia jej w tej nierównej bitwie. Na portalu pomagam.im ruszyła akcja zbiórki pieniędzy dla dziewczynki z bardzo rzadką wadą genetyczną. A wokół akcji roznosi się klimat bardzo komiksowy!
rys. Nikodem Cabała
Amelka w środowisku komiksowym znana jest chyba bardziej od Batmana i Spider-mana razem wziętych. Wielu artystów z całego świata z chęcią wykonało rysunki przedstawiające małą bohaterkę, a w fazie przygotowawczej jest seria komiksowa - „Amelka vs. Mozaika” – która będzie nagrodą dla wszystkich biorących udział w akcji.  
- Bezpośrednią inspiracją do powstania komiksu był rysunek Nikodema Cabały, który powstał w ubiegłym roku – mówi tata Amelki, Andrzej Włudecki. - Był to jeden z pierwszych rysunków stworzonych dla Amelki* w ramach wsparcia jej rehabilitacji i promocji strony na FB: Amelka i Mozaika. Akcja ogromnie się rozrosła - jest już blisko 400 ilustracji z 40 krajów świata. Trzeba zaznaczyć, że jest to kampania całkowicie non profit, rysownicy tworzą te wspaniałe ilustracje w prezencie dla Amelki. Za to należą im się ogromne brawa i podziękowania!!! 
rys. Nikodem Cabała
Andrzej Włudecki jest również współautorem (wspólnie z Maciejem Kurem, który nie tak dawno temu znakomicie poradził sobie z nową wersją serii „Kajko i Kokosz”) scenariusza komiksu. 
- Tworząc ten komiks bezpośrednio nawiązujemy do akcji, stąd została zachowana konwencja, że Amelia może być kim chce i w pierwszych dwóch odcinkach dokonuje wyboru postaci, w którą się wciela adekwatnego do sytuacji. Jej przeciwnikiem zarówno w komiksie, jak i w rzeczywistym życiu jest tajemnicza Mozaika (Mozaika Chromosumu 20 to wada genetyczna, która jest przyczyną wielu schorzeń, z którymi zmaga się Amelka). 
- Chcieliśmy, by komiks przedstawiał świat w pozytywny sposób i przekazywał równie pozytywne wzorce czytelnikom – dodaje Andrzej Włudecki. - Celem jest też inspiracja do działania dla innych rodziców, tak jak to miało miejsce w akcji rysunkowej. W każdym odcinku umieszczamy też inne dzieci, które pomagają Amelce. Inspiracją dla tych postaci są dzieci, które istnieją naprawdę. Chcemy uhonorować w ten sposób ich codzienną walkę. 
Dwa odcinki serii „Amelka vs. Mozaika” powstały w niespełna pół roku. Pracowało nad nimi blisko 20 osób… Kim oni są? 
- Na stronie zbiórki będziemy na bieżąco ujawniać ich nazwiska. Poza wydaniem limitowanym, które będzie można otrzymać za wsparcie rehabilitacji Amelki, duża cześć nakładu będzie rozdawana do szkód integracyjnych, bibliotek i oddziałów rehabilitacji dziecięcej. Jest to możliwe dzięki firmie Menard, która ufundowała druk komiksu. W trakcie powstawania komiksu testowaliśmy różne koncepcje pracy nad materiałem, będzie to widoczne w różnicy miedzy pierwszym a drugim odcinkiem. W pierwszym artyści rysowali swoją część bez oglądania pozostałych prac, w drugiej inspirowali się nawzajem i na bieżąco otrzymywali narysowane kadry i plansze. Aktualnie powstaje trzeci odcinek, który będzie w zupełnie innej konwencji i inaczej będą wyglądały prace nad nim. W międzyczasie czekamy na kolejne scenariusze, które są już w trakcie pisania. Niebawem wystartuje też konkurs dla młodych artystów związany z serią, która planujemy stworzyć. 
rys. Dávid Korognai
Wśród autorów komiksu jest rysownik Nikodem Cabała, który zainaugurował akcję oraz Dávid Korognai, którego pracę prezentujemy na Ziniolu premierowo.

Link do zbiórki

*Amelka jest trzyletnią dziewczynką z bardzo rzadką wadą genetyczną - Trisomią Chromosomu 20 w postaci mozaiki, która wiąże się z wieloma schorzeniami. Poza rehabilitacją ruchową, integracją sensoryczną, dogoterapia, hipoterapią, zajęciami z psychologiem i logopedą, Amelia  nosi na noc gorset stabilizujący kręgosłup, w ciągu dnia ma zasłaniane oczko. Bardzo duże znaczenie dla jej terapii mają turnusy rehabilitacyjne organizowane przez Fundację ”Król i Smok”.

wtorek, 7 marca 2017

Corto Maltese: Opowieść słonych wód - Pratt

Corto Maltese - słynna seria Hugona Pratta właśnie zyskała w Polsce drugie życie. Przed laty komiks publikowany był w czarno-białej wersji przez wydawnictwo Post - wówczas licznik zatrzymał się na pięciu opublikowanych tomach. Od stycznia tego roku z wersją kolorową i w twardej oprawie wystartował Egmont. 
Marynistyczno-przygodowa seria z historią i postaciami historycznymi w tle to majstersztyk komiksu. Rytm opowieści wyznaczają tu fale mórz i oceanów, a fabułę do przodu pchają romantyczne przygody na słonych wodach. Pratt nie mówi zbyt wiele o bohaterach. Kreuje wszystkie postaci na oczach czytelników. Mówi natomiast o wiszącej w powietrzu wojnie oraz o zależnościach pomiędzy piratami kursującymi po Oceanie Spokojnym - między Nową Gwineą Holenderską, a wyspami zamieszkiwanymi przez kanibali. 
Cudownie nakreślone zależności między bohaterami powodują, że lektura tego komiksu to czysta przyjemność. Nadzwyczaj sprawnie Pratt obszedł się z relacjami na linii awanturnik Corto Maltese - pirat Rasputin. Nad awanturniczo-przygodowym albumem unosi się również aura tajemniczości, a poza obserwowaniem niesamowitych perypetii bohaterów czytelnik dostanie do rozwikłania konkretną zagadkę.  
Kreska w Corto Maltese, choć oszczędna, jest mistrzowska. W oryginale komiks był czarno-biały, a wiadomo, że oryginału lepiej nie ruszać, jednak stonowane barwy nie są zamachem na czarno-biały oryginał. Nieźle korespondują z kreską mistrza, choć do jego autorskich kolorów im daleko. 
Lektura Opowieści słonych mórz to przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Lub raczej jedne z dwunastu w swoim rodzaju, bo tyle właśnie tomów liczy cała seria. Inaugurujący serię album zyskał przychylność publiczności i krytyki, czego dowodem była nagroda za najlepszy komiks na festiwalu w Angouleme w 1976 roku.
"Corto Maltese: Opowieść słonych wód". Autor: Hugo Pratt. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2017. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

środa, 8 lutego 2017

Barras - Utrera

Czy wy też tęskniliście za zeszytówkami? W kioskach komiksy mają się całkiem nieźle - trzy (co prawda albumowe, ale kioskowe) kolekcje superbohaterskie, stare Żbiki i komiksy dla dzieciarni. Nie wiem, czy Barras trafi do takiej dystrybucji (nosi kategorię +18), ale jest to zeszytówka, która różni się od normalnego kioskowego asortymentu komiksowego. Wydawnictwo Mandioca wierzy w ten tytuł i nie zamierza brać jeńców, bo już na starcie zapowiada kolejnych pięć odcinków opowieści «o Blondasie, Indianinie i całej masie typów spod ciemnej, argentyńskiej gwiazdy». W sosie piłkarskim.

Historia rozpoczyna się na stadionie piłkarskim. Dochodzi do zamieszek. Jeden z kibiców, ulokowany na parkingu przed stadionem, musi uciekać przed Policją. Pozornie nie ma broni w mieście. Szykuje się jakaś większa afera. Co z tego wyniknie? Ponieważ Barras to komiks w częściach, musimy poczekać na jakiekolwiek szczegóły. W pierwszym zeszycie Emilio Utrera próbuje zawiązać akcję, ale robi to w sposób chaotyczny i trochę trudno się w całym zamieszaniu połapać. Kto jest kim? Czy zmierzamy do kibicowskiej ustawki? Czy będzie to komiks o naparzających się ze sobą dla sportu kibicach, czy też komiks, w którym klimaty kibicowskie okażą się tylko pretekstem do opowieści o przemocy ukierunkowanej i przyczynkiem do mówienia o jakiś niepokojach społecznych, z których wynikają? Tego po jednym zeszycie nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Do rąk dostajemy bowiem dwadzieścia cztery strony w czerni i bieli (zdaje się, że później Utrera zaczął robić ten komiks w kolorze, co - biorąc pod uwagę „kibicowskie barwy” - jest dobrym pomysłem), z których jeszcze nic nie wynika. Utrera rysuje dynamicznie, ale pod koniec zdarza mu się kilka kadrów mniej dopracowanych. A szkoda, bo obrany przez niego styl rysunkowy ma pazur. Przypomina trochę początki Śledzia w (oczywiście, gdzieżby indziej...) Osiedlu Swoboda. Nie chodzi tylko o ten niesforny sznyt, ale też o, jak by to ująć, sposób „poruszania się” postaci? Dodajmy do tych kibicowskich klimatów soczysty język, który w komiksie się pojawia (to chyba przez ten wzgląd kategoria +18), a dostajemy do rąk coś „nowego i komiksowego”.

Za publikację Barras odpowiedzialni są Marek Cichy i Bartłomiej Rabij. To ludzie, którzy, odpowiednio, znają się na szerokim spektrum tematów społeczno-politycznych rodem z Ameryki Południowej (Marek jest aktywnym członkiem Fundacji Terra Brasilis) i latynoamerykańskiej piłce nożnej (postaram się nagrać wywiad, na którym zobaczycie Bartka i posłuchacie jego barwnych opowieści na przykład o piłce nożnej w Urugwaju). Kombinacja dobra, start przeciętny. Ale to seria. Czekajmy spokojnie, co będzie dalej. Choć trzeba przyznać, że komiksy piłkarskie jakoś niespecjalnie dobrze się na naszym ryneczku przyjmują. Swoją drogą może prenumeratorzy To My Kibice pomogą i Barras nie przepadnie w otchłani jak całkiem fajna antologia piłkarska kultury gniewu, a stanie się kultowy jak Od Walii do Brazylii?

(Kuba Jankowski)
"Barras". Scenariusz i rysunki: Emilio Utrera. Tłumaczenie: Marek Cichy. Wyd. Wydawnictwo: Mandioca, Warszawa 2017.

wtorek, 7 lutego 2017

Rozmagnes (0000000007)

siódmy rozmagnes
jest jednocześnie okładką 
pierwszego numeru rozmagnesu papierowego 
(o podtytule penka spoiwo)
na kurczakach premiera
nakładzik mini-mini

wtorek, 31 stycznia 2017

Najlepsze komiksy 2016 roku

Jakoś nam się udało, choć pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku jest bardzo niewdzięcznym zadaniem. (Dominik Szcześniak)

Nie będę narzekał  na to, że niewdzięcznym zadaniem jest pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku. Teoretycznie można nad taką listą usiąść na kilka sposobów. Rzetelnie przejrzeć sobie opublikowane w interesującym nas okresie komiksy i drogą eliminacji skompletować listę szczęśliwców. Można też wypisać sobie z główki. Można przy tym niektóre tytuły przeczytać ponownie. Albo po raz pierwszy. Lista i tak będzie niekompletna. I tak się komuś nie spodoba. I tak czegoś będzie brakować. Według mnie rok 2016 to przede wszystkim rok serii komiksowych, co ma swoje odbicie w poniższych wyborach, choć na listę i tak nie trafiły Saga, Locke&Key, Chew, Sunstone, Żywe Trupy, Ralph Azham czy Lazarus, a mój top wygrał... komiks polski. Nie seria. Czytajcie dalej, aby dowiedzieć się kto i dlaczego. (Kuba Jankowski)

10.
Dawni mistrzowie - Thomas Bernhard/ Nicolas Mahler
Mnogość spostrzeżeń, elegancki humor i znakomita wartość dodana w postaci rysunków Mahlera, niejednokrotnie znakomicie dopowiadających to, co ukryte w tekście to silne elementy tego komiksu. Dla miłośników sztuki, komiksu i humoru – rzecz niezbędna! CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)  

9.
Arab przyszłości - Riad Sattouf
Sattouf absurdami obecnymi w „Arabie przyszłości” bawi i zaciekawia. Wstrząsa również, ale tylko momentami i w rozsądnych dawkach, na pierwszy plan wysuwając ekscentryczne i przepełnione czarnym humorem losy pewnej zwykłej niezwykłej rodziny... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz) 

8.
Mooncop - Tom Gauld
W gruncie rzeczy komiks Gaulda o życiu na Księżycu pojawia się tutaj z podobnego powodu, co komiks Quintanilhii - bo jest długo o czymś prostym, o czym opowieść można by zamknąć w jednym zdaniu. Różnica jest jednak taka, że u Gaulda naprawdę nic się nie dzieje, a u Quintanilhii jest dynamika. Według mnie Gauld postanowił ironicznie wypowiedzieć się na temat marzeń człowieka o podboju kosmosu i nowych planet, co wcale nie musi się okazać takie pasjonujące. Ale komiks pasjonujący jest absolutnie (qba)

To nie jest komiks tak genialny, jak "Goliat", w którym wszystkie plansze zostały stworzone z pomysłem, a pewne atrybuty postaci stawały się również atrybutami danego rysunku. Nie ma w "Mooncopie" takiego efektu wow, co dla wielu może być dużym zawodem. Wciąż jednak jest to album, który precyzyjnie mówi to, co ma do powiedzenia... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)

7.
Wolfram - Marcello Quintanilha
Kiedyś broniłem się przed wrzucaniem do podsumowań komiksów, które sam tłumaczę, ale co tam. Przynajmniej nie jestem tak bezczelny, żeby umieszczać pierwszy komiks brazylijski w Polsce na pierwszym miejscu TOP 2016. Dlaczego Wolfram tutaj? Bo Quintanilha zabójczo skutecznie rozciąga prostą opowieść na ponad 180 stron i pokazuje przy tym wirtuozerię operowania słowem i rysunkiem. I panowania nad poszatkowaną i skaczącą w czasie i przestrzeni akcją. Prosta historia, świetnie opowiedziana, która opiera się na bardzo ludzkiej próbie zrozumienia pobudek, które kierują człowiekiem. (qba)
"Wolfram" to komiks, który na początku może wprowadzić w konsternację - autor bardzo dosłownie spija słowa z ust bohaterów, rwąc zdania w połowie, zaczynając je od ostatnich słów lub po prostu wyrywając z kontekstu. Z pozoru wygląda to na chaotyczną serię błędów tłumacza i korektora, w rzeczywistości jest zabiegiem znakomicie urealniającym wizję autora... (dyszcz)  CZYTAJ WIĘCEJ

6.
 
Patience - Daniel Clowes 
Daniel Clowes o zabawach z czasem. Wolałbym, żeby polska publiczność poznała Ice Haven, ale darowanemu Clowesowi nie patrzy się między kadry. Patience to obiekt westchnień Jacka, za którym Jack będzie podróżował w czasie (niektórzy schodzili do Piekła, ha!), aby rozwiązać pewną bolesną zagadkę. Może i motywy, z których Clowes buduje ten komiks, to klisze, ale jednak opowiada on w sposób absolutnie niepodrabialny i przez dysonans na poziomie zgrane motywy/storytelling tworzy swój niezwykły komiksowy język. Opowiada o namiętnościach naszego życia w sposób beznamiętny i statyczny. Trzeba się w to wczuć. (qba)
5.
Gotham Central - Greg Rucka, Ed Brubaker, Michael Lark
W okresie rozliczeniowym ukazały się dwa tomy serii, w której Gotham należy do gliniarzy i świrów, a nie do Batmana i świrów. Pomysł prosty. Ale musiał się udać, skoro siedli do niego Brubaker i Rucka. Okazuje się, że gothamska policja pełna jest charakternych gliniarzy. Gordon, Bullock i Montoya to była tylko przygrywka. W Gotham Central poznamy wielu innych - każdy ze swoimi problemami i poczuciem humoru. Gotham Finest uparcie sami postanowili sobie radzić z najgorszymi świrami, choć nie zawsze mogą obyć się bez Batmana. Dużo tu smaczków - np. niepokazanie jak Batman wyręcza gliniarzy w superbohaterskiej walce z Freezem (to już było, u Arcza w Planecie uciętych kończyn! Heh...) - ale konsekwentnie autorzy piszą o zwykłych ludziach i ich czasami niezwykłej pracy. Co tak wciąga w tym komiksie? Mrok? Pokazanie innej twarzy walki ze świrami w Gotham? Gotham Central ląduje na piątym miejscu, a pomyśleć, że gdybym zdecydował się kiedyś zbierać tę serię w oryginale, to pewnie całkiem pominąłbym ją w tym podsumowaniu...(qba) CZYTAJ RECENZJĘ
4.
Wyspa kobiet - Zanzim 
Na ogół mam problem z francuskim poczuciem humoru, ale ta uwaga dotyczy głównie idiotycznych, opartych na schematach „po łbie, na skórce od banana” serii komiksowych. Wyspa kobiet nie jest serią, ale współczesnym jednostrzałem, i szkoda, że główny bohater nie zostanie z nami dłużej. Zostać rozbitkiem na pięknej wyspie? Na której jak się okaże mieszkają same kobiety? Zanim zaczniecie się wyrywać z paluszkiem do góry, krzycząc przy tym „ja! ja!ˮ, przeczytajcie sobie ten komiks. Zanzim stworzył przewrotną przypowiastkę o niespełnionej miłości, w której nie brakuje humoru, erotyzmu i pomysłowości. Niby taki sobie lekki komiks, ale przecież nie w każdym trzeba wysadzać brytyjski parlament. Okazuje się, że uszczuplające się zasoby klasyków frankofońskich, którzy mogą zostać w Polsce opublikowane, można uzupełniać takimi wydawniczymi odkryciami (qba)

3.
Codzienna walka - Manu Larcenet

Kolejna zwykła opowieść, która wciąga dzięki uporowi i niezmienności głównego bohatera, który czasami dobrze się bawi z bratem, czasami ma napady lęku, a czasami pretensje do innych, choć w zasadzie może i nie powinien. Niewiele tu upiększeń, ale wyczuwam wiele szczerości i zauważam umiarkowaną dawkę głupiego humoru frankofońskiego. Bohater kupił mnie przede wszystkim niezłomnym stosunkiem do dzieci - nie chwali ich niepotrzebnie, tylko ostro ocenia i traktuje jak dorosłych. Codzienna walka to niebanalna opowieść o banalnym motywie poszukiwania na świecie swego miejsca. Żeby napełnić serce można przeczytać ten komiks albo iść się napić. 
2.

Skalp - Jason Aaron, R.M.Guéra 
W okresie rozliczeniowym ukazały się trzy zbiorcze woluminy tego komiksu, więc nie można się pomylić przy wyborze. Słabszym seriom komiksowym daje się na ogół i tak jeszcze jedną szansę, ale jeśli nie chwyci po drugim wydaniu zbiorczym, to nie ma co się w to dalej pchać (po cóż więc kupowałem do końca na przykład Lucyfera, nie jestem w stanie pojąć... Diabelskie sztuczki...). Skalp chwyta od pierwszych stron. Przygotujcie się na brutalny komiks, z którego brud wylewa się zewsząd, co znakomicie podkreśla rysunek (choć rysowników serii jest kilku, to najlepiej sprawdza się R.M. Guéra). Śledztwo, które prowadzi tajny agent FBI Dashiell Zły Koń ujawnia to, jak bardzo splątane są ze sobą ideologia, partykularne interesy, uczucia oraz przestępczość. Przypomina mi ta sytuacja tę, którą na czynniki pierwsze rozebrał Misha Glenny w reportażu Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio. Tam chodziło o zaklęty krąg narkotykowej przemocy w brazylijskim społeczeństwie ogromnych nierówności społecznych. Tutaj chodzi o coś podobnego w kraju American Dream, w którym istnieją rezerwaty dla ludności. To piekło, które działa na zasadach określonych przez Jaxa w Sons of Anarchy - codziennie wstajesz i próbujesz naprawić rozwałkę z dnia poprzedniego, ale zamiast cokolwiek naprawić, tylko pogarszasz sprawę, brniesz w to dalej (wybaczcie niedokładny cytat, ale serial obejrzany już dawno temu). Mam jednak wrażenie, że świata w Skalpie być może nikt naprawić nie chce... (qba)

„Skalp” świetnie pokazuje samotność i wyobcowanie. W czasach, gdy większość zeszytów komiksowych kończy się szokującymi zawieszeniami akcji, Aaron i Guera stosują niepopularny zabieg wyciszenia końcówki komiksu. Grają emocjami, zdawkowym słowem lub wręcz milczeniem zilustrowanym przez wymowny kadr. 
Świat „Skalpu” to miejsce niezwykle brutalne, powodujące wibrowanie w żołądku, a jednocześnie tak sprawnie uchwycone przez autorów, że od lektury nie można się oderwać. Znakomita rzecz... (dyszcz) CZYTAJ WIĘCEJ
1.
Będziesz smażyć się w piekle - Krzysztof Owedyk 
Jestem fanem Prosiaka od kiedy przeczytałem pierwszy raz Ósmą czarę, bo Prosiak świetnie opowiada i czuje opowiadanie komiksem jak mało który polski autor (bez zbędnego efekciarstwa, bez nadmiernego teoretyzowania, etc.). Całe szczęście, że Krzysztof Owedyk nie zrezygnował z robienia komiksów, bo stworzył opowieść pięknie wyolbrzymiającą (?) patologie biznesu muzycznego (w sposób dużo bardziej udany niż we wściekłym musicalu Polskie gówno, choć tam przecież teoretycznie muzyka mogła uderzać w nas wprost, a w komiksie tylko pośrednio), która tak naprawdę może być o czymś innym niż o biznesie muzycznym. Jak mówi nam skrzydełko, Prosiak „chciałby znowu malować obrazy, ale twierdzi, że ma jeszcze kilka komiksów do narysowaniaˮ. Dla mnie to najlepsza recenzja tego, że czasami to komiks najlepiej służy wyrażeniu tego, co leży komuś na wątrobie. Koncept tego albumu (obracająca się płyta), humor (dlaczego komuś może się nie udać samobójstwo? Gabi i kot - razem i osobno), umiejętność pokazania w komiksie muzyki (a to zadanie niełatwe; nie udało się Mawilowi w Bendzie, nie udało Gipiemu w Sali prób), śląska gwara i świetnie napisane postaci składają się na opowieść o życiu, jakiej jeszcze nie czytaliście. (qba)
 
Tak wysmakowanego graficznie i mądrego treściowo komiksu nie było w Polsce od wielu lat. Absolutnie mistrzowski album. Obowiązkowa lektura dla koneserów polskiej sceny komiksowej. Zdecydowany komiks roku, a może i dekady... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zapowiedzi 2017: "Barras" Emilio Utrery

Wydawnictwo Mandioca debiutuje! Pierwszym komiksem nowego edytora jest "Barras" Emilio Utrery. Inaugurujący zeszyt serialu o kibicach pojawi się w sprzedaży w lutym, a drugi w kwietniu. Ambitny plan zakłada opublikowanie wszystkich sześciu zeszytów serii do końca 2017 roku. - Razem z autorem przygotowujemy specjalne wydanie dla polskich czytelników i kibiców! - zapowiadają wydawcy.
Dlaczego akurat "Barras"? - Emilio ma fajną kreskę i przedstawia mało znany w Polsce światek na przecięciu ultrasów, mafii i buenoskich przedmieść - mówi Marek Cichy z wydawnictwa Mandioca. - Tytułowi Barras stanowią jedne z najsłynniejszych na świecie grup zorganizowanych kibiców, a to, co robią na trybunach i poza nimi doczekało się wielu analiz socjologicznych, reportaży, filmów i książek. Emilio jako pierwszy ujął ich w komiks. W jego opowieści można konno wjechać na stadion i nikogo to nie zdziwi. I bynajmniej nie jest to dalekie od realiów i możliwości ludzi z barras bravas. Widzieliśmy, że komiks jest popularny choćby w Rosji, gdzie na forach dla kibiców krążą jego pirackie skany i chałupnicze tłumaczenia. 

"Barras"nie będzie jednym komiksem w ofercie wydawcy. - Mamy już kilka pomysłów na serie z Argentyny, Brazylii i Urugwaju - futbolowe i nie tylko - dodaje Marek Cichy.
Opis wydawcy:
"Barras" Emilia Utrery wreszcie przybywają do Polski. Legendarni argentyńscy kibice siejący postrach w okolicach stadionów i na przedmieściach Buenos Aires nie będą się patyczkować w walce o wpływy. Pierwszy z sześciu zeszytów serii zaczyna się od wielkiej zadymy stadionowej, w której ginie kibic. Tak naprawdę wcale jednak nie o niego chodziło, ot, pechowiec, zbłądził w niewłaściwe miejsce o niewłaściwej porze...
Wartka akcja, brutalny język ulicy, świetne rysunki, których czarno-biała kreska pulsuje mocą i energią. Autor lubi bawić się konwencją i wbić muskuły superbohaterów w dresiki ultrasów, łatwość tworzenia karykaturalnych rysunków ma zadziwiającą - jak na grafficiarza i tatuażystę przystało.
"Barras" to coś więcej niż opowieść o ultrasach z Argentyny znanych z tego, że robią najlepszą oprawę na świecie, handlują narkotykami i bronią oraz tatuują sobie Malwiny (znane nam bliżej jako Falklandy) jako część państwa argentyńskiego. Utrera opowiada nam historię przestępczego światka jednego z najbardziej imponujących miast globu - Buenos Aires. A że w okolicznościach stadionów - to na polskim rynku nowość, która tylko działa na korzyść komiksu.
Scenariusz i rysunki: Emilio Utrera. Wydanie pierwsze. Data wydania: luty 2017 Data wydania oryginału: 2013. Tłumaczenie: Marek Cichy. Liternictwo: Robert Sienicki. Redaktor serii: Bartłomiej Rabij. Druk: czarno-biały. Oprawa: miękka. Format: 210x197 mm. Stron: 24. Cena: 15 zł. Wydawnictwo: Mandioca. ISBN: 978-83-947199-0-6

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Będziesz smażyć się w piekle - Owedyk

Na ten komiks czekało wielu. I przez długie lata. Nowe dzieło Krzysztofa Owedyka - legendarnego twórcy komiksu podziemnego funkcjonującego pod pseudonimem Prosiak - zawitało na księgarskie półki. Dla pokolenia wychowanego w latach 80. i 90. Owedyk wliczał się do grona mistrzów komiksu. Jego "Ósmą czarę" spotkało wiele zasłużonych pochlebstw, ale tyle samo należało się "Ratboyowi", kolejnym numerom "Prosiacka", "Mikroobrazom", czy zbiorom rysunków satyrycznych. Prosiak w latach największej aktywności udzielał się wszędzie, zawsze i w ilościach hurtowych. I te ilości hurtowe nie powodowały spadku jakości. Miał branie wśród punk-rockowców, zwolenników walki o prawa zwierząt, antyfaszystów i pozytywnych wojowników. I teraz wraca, ten dinozaur, z nowym komiksem, na który wszyscy czekali tyle czasu. Czy "Będziesz smażyć się w piekle" wypaliło?
Tym razem Prosiak pisze i rysuje nie o punk-rocku, a o death metalu, pod którego płaszczykiem przemyca piękną, tragikomiczną opowieść o codziennym życiu zwykłych ludzi. Młody gitarzysta Tarantul dostaje angaż do swojego ukochanego zespołu Deathstar, którym przewodzi charyzmatyczny Lord Solo. Szybko okazuje się, że spełnienie marzeń nie ma zbyt wiele wspólnego z zapewnieniem godziwego bytu swojej rodzinie, a zamiast celebryckiego życia czeka go wegetacja gdzieś z boku sceny. 
Prosiak punktuje sodówkę gwiazdorów, uległość wielbicieli, samouwielbienie scenicznych bożków i cwaniactwo menadżerów. Wiwisekcję na rynku muzycznym robi w taki sposób, że nawet laicy w temacie nie tylko death, ale i jakiegokolwiek metalu nie będą odczuwali dyskomfortu podczas lektury. Bo ten komiks początkowo oferuje czytelnikowi mnóstwo śmiechu i ciekawych obserwacji tylko po to, by w pewnym momencie złapać za gardło i nie puścić już do ostatniej strony. Miłość, poświęcenie, przyjaźń versus brak szacunku, mania wielkości i najgorsze, bo bardzo ludzkie okrucieństwo. 
Choć historię zespołu, który zresztą ma swojego odpowiednika w rzeczywistości, poznajemy z perspektywy Tarantula, to równie istotna w snuciu opowieści, a głównie jej aspektów życiowych, jest żona głównego bohatera, czyli jedna z wielu bardzo sugestywnie i fantastycznie nakreślonych postaci. Każdy bohater ma tu swój charakter. A relacje między tymi bohaterami są pełnokrwiste.
Prosiak niezwykle świeżo opowiada o tym samym, co trzydzieści lat temu. W wyjątkowo mocny sposób kładzie nacisk na prawa zwierząt i szacunek do każdej żywej istoty, cudownie ukazuje muzykę na scenie, świetnie wnika w specyfikę subkultury. Żywiołowa, dynamiczna kreska jest u niego jeszcze lepsza niż kiedyś - swobodna, szczegółowa, dopracowana, a jednocześnie sprawiająca wrażenie, jakby te 300 stron autor narysował na zupełnym luzie. 
Tak wysmakowanego graficznie i mądrego treściowo komiksu nie było w Polsce od wielu lat. Absolutnie mistrzowski album. Obowiązkowa lektura dla koneserów polskiej sceny komiksowej. Zdecydowany komiks roku, a może i dekady. 
"Będziesz smażyć się w piekle". Autor: Krzysztof Owedyk. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl