Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 19 czerwca 2015

Patronujemy: Bałtycki Festiwal Komiksu

Autorem plakatu imprezy jest Łukasz Kowalczuk
W dniach 26 - 28 czerwca 2015 odbędzie się kolejna, ósma już edycja Bałtyckiego Festiwalu Komiksu. Impreza odbędzie się w Bibliotece Manhattan (Gdańsk-Wrzeszcz, al. Grunwaldzka 82). Ziniol objął patronat nad tym wydarzeniem.
Gryfografy - wystawa Marcina Rusteckiego

Niestety, z przyczyn niezależnych od organizatorów na imprezie nie pojawią się zapowiadani wcześniej Ben i Ashley Templesmith. 

Kadry - wystawa Wojciecha Stefańca
Program Bałtyckiego Festiwalu Komiksu:

26 czerwca 2015 - piątek:


17.00 Szkoła Podstawowa nr 39 w Gdańsku, ul. Obywatelska 1 - Mecz otwarcia Bałtyckiego Festiwalu Komiksu.
19.00 Biblioteka Manhattan - Wernisaż wystawy  Łukasza Kowalczuka: “Łukasz Kowalczuk przedstawia: SZLAM”. Termin trwania wystawy: 26.06-15.07.
19.00 Biblioteka Manhattan - Wernisaż wystawy Marcina RusteckiegoGRYFOGRAFY”. Termin trwania wystawy 26.06-31.07.
20.00 Klub Żak - Wernisaż wystawy Wojciecha Stefańca "Kadry". Czas trwania wystawy 26.06-02.07.

27 czerwca 2015 - sobota - Biblioteka Manhattan:

Sala główna

10.00 – 11.00 - DTP, czyli komiks od zaplecza, prowadzi Arkadiusz Salamoński.

11.00 – 12.00 - Panel wydawców.

12.00 – 13.00 - Spotkanie z Jakubem “Demem” Dębskim, prowadzi on sam.

13.00 – 14.00 - TM-Semic 25 lat, gość specjalny: Marcin Rustecki.

14.00 – 15.00 - Spotkanie z Tonym Sandovalem, prowadzi Przemysław “Gonzo” Pawełek.

15.00 – 16.00 - Warsztaty z crowdfundingu, prowadzi Kajetan Kusina.

16.00 – 17.00 - Spotkanie z Łukaszem Godlewskim i Maciejem Jasińskim, autorami komiksu o Josephie Conradzie.

17.00 - 18.00 - Oblicza zbrodni. Od Dicka Tracy do Parkera, prowadzi Robert Popielecki.

18.00 - Rozdanie GDAK-ów.

Szlam - wystawa Łukasza Kowalczuka
Czytelnia

10.00 – 11.00 - Co da ci komiks, czego nie da ci fanart – spotkanie warsztatowe o zaletach rysowania komiksów, prowadzi Tomasz “Spell” Grządziela.

11.00 – 12.00 - Nowe DC Comics – Przewodnik, prowadzi Wojciech Nelec.

12.00 – 13.00 - Spotkanie z Wojciechem Stefańcem prowadzi Mirosław “Miro” Szwabowicz.

13.00 – 14.00 - Superbohaterowie. Co pomniki robią w komiksach, prowadzi Grzegorz Janusz.

14.00 – 15.00 - Powrót krewnych i znajomych Żółwi Ninja, prowadzi Łukasz Kowalczuk.

15.00 – 16.00 - Arcydzieła Craiga Thompsona, prowadzi Przemysław Zawrotny.

16.00 – 17.00 - Spotkanie z Mateuszem Skutnikiem, prowadzi Marcin Łuczak.

19.30 Klub Żak - Inter-party z bitwami komiksowymi od 19:30.

28 czerwca 2015 - niedziela - Gdańska Szkoła Artystyczna, CH Manhattan

10.00 – 11.00 - Najciekawsze komiksowe projekty, które nie zostały zekranizowane, prowadzi Marcin Andrys.

11.00 – 12.00 - Prelekcja o komiksowych filmach (ze względu na zmianę osoby prowadzącej, tytuł i nazwisko podamy, gdy tylko otrzymamy potwierdzenie).

12.00 – 13.00 - Ucząc o mandze – na przykładzie Uniwersytetu Seika w Kioto, prowadzi Jaqueline Brendt (Uniwersytet Seika, Kioto).

13.00 – 14.00 - 11 III, czyli jak manga opisuje klęski żywiołowe i katastrofy nuklearne, prowadzi Yukiari Fujimoto (Uniwesytet Meiji, aktualnie Nowy Jork).

14.00 – 15.00 - Dlaczego te mangi są takie dziwne? Fabularne bazy danych, prowadzi Agata Włodarczyk.

15.00 – 16.00 - Szalony świat Akiry Toriyamy, prowadzi Filip Bąk
.

wtorek, 16 czerwca 2015

Kibicujemy (420)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Krótkometrażowa komedia SF "Nasz Przyjaciel Szatan" obecnie jest na wczesnym etapie produkcji. Jako element promocji dla projektu autorzy - Dominik L. Marzec, Michał Murawski i Łukasz Lalko stworzyli komiks (do pobrania tutaj). O komiksie i filmie opowiada reżyser - Dominik L. Marzec. 
Na początek opis historii:
Nasz Przyjaciel Szatan” to piekielna historia o sile marzeń i szukaniu swojego miejsca. Tytułowy bohater - Szatan - jest zwykłym facetem, przechodzącym kryzys wieku średniego. Czas spędza szwendając się po Piekle w szlafroku, oglądając mecze reprezentacji Niemiec i popijając wódeczkę z demonami. Dawniej potrafił zapracować na swoją złą reputację, ale dziś nie udaje mu się sprostać wyobrażeniu, jakie mają o nim ludzie - nie ma rogów, ani macek, i nawet oświetlony piekielnym blaskiem wygląda całkiem zwyczajnie. Gdy nawet Sataniści dochodzą do wniosku, że nie jest dla nich dość straszny, stwierdza, że wszystkiemu winna propaganda Kościoła Katolickiego i wpada na pomysł, by wytoczyć im proces o zniesławienie. Sprawy jednak komplikują się jeszcze bardziej, gdy na jego drodze staje Papież i składa mu diaboliczną propozycję nie do odrzucenia. Jakby tego było mało, Szatan wpada na trop spisku, sięgającego bram samego Nieba. Czy uda mu się oprzeć pokusom i odzyskać dobre imię? 
Więcej o projekcie można przeczytać na jego stronie oraz na profilu facebookowym. Autorzy traktują komiks równie poważnie, co film, o czym zresztą poniżej:
Czy większą miłością darzysz medium filmowe, czy po prostu komiksowa zapowiedź ma rozbudzić apetyty?
Dominik L. Marzec: Na początku był film. Wynika to z prostej przyczyny, że kocham kino, a w Polsce w chwili obecnej nie powstaje praktycznie nic, co by mnie interesowało. Ponieważ jednak zrobienie filmu SF/fantasy z efektami specjalnymi graniczy w naszym kraju z niemożliwością, więc z góry założyliśmy, że będziemy pieniądze zbierać przez Kickstartera. Pojawiły się jednak obawy o to jak ludzie zareagują na komedię o Szatanie, więc postanowiliśmy najpierw zbudować wokół projektu jakąś społeczność. Potrzebowaliśmy więc czegoś co tą społeczność przyciągnie. Padło na komiks z kilku względów - po pierwsze uwielbiam komiksy, a sama historia opowiedziana w filmie jest mocno inspirowana komiksowym stylem opowiadania. Po drugie - komiks i film opowiadają zbliżonym językiem i adaptacja scenariusza nie była dużym problemem. Najważniejsze jednak było to, że wśród moich przyjaciół są Łukasz Lalko i Michał Murawski, obaj świetni rysownicy, i po prostu wiedziałem, że razem zrobimy coś fajnego. Łatwo nie było, ale efekt końcowy przerósł nasze oczekiwania. W chwili obecnej ciężko jest mi już mówić o komiksie jako elemencie promocji. Stał się on po prostu pełnoprawnym medium, na które mega pozytywnie zareagowali ludzie i w Polsce i zagranicą, a w chwili obecnej, zaledwie kilka dni po premierze, już jesteśmy w trakcie rozmów z wydawcami. Przed nami długa droga, bo obecna wersja komiksu opowiada zaledwie sam początek historii Szatana, jednak jest realna szansa, że uda nam się go dokończyć i trafi na sklepowe półki niezależnie od filmu.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Marcin Rustecki

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Kibicujemy (419)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Komiks "Andreas Nostromus - Świątynia"(lub "Dom strachów" - decyzja dotycząca podtytułu nie została jeszcze podjęta) to zaplanowany na ok. 80 plansz komiks Daniela Michalczyka. Z czym to się je i jak to wygląda? Oddaję głos autorowi...

Daniel Michalczyk: Jest to komiks fantasy, którego tytułowy bohater jest najbardziej ściganym zbiegiem w Królestwie. Co ciekawe, jeszcze niedawno był po drugiej stronie barykady, gdyż pełnił stanowisko dowódcy sił zbrojnych Królestwa, prawej ręki króla, był uwielbianym wodzem i znakomitym wojownikiem. Teraz zagubiony, głodny i zmęczony czuje na plecach oddech pościgu, gdy trafia do dziwnej, opustoszałej wioski. A tam, na jego nieszczęście, dopiero zaczną się jego prawdziwe kłopoty, gdy trafi do ukrytej w mrocznej puszczy Świątyni Strachu.

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

niedziela, 14 czerwca 2015

Szklane miecze: Yama - Corgiat/ Zuccheri

Ofensywa komiksu amerykańskiego, przejawiająca się startem kilku nowych kolekcji, prezentujących dokonania nurtu super-hero nie mogła pozostać bez reakcji największych wydawców na coraz większe potrzeby wielbicieli historii obrazkowych z rynku francuskiego. Choć nie zgromadzone pod żadnym szyldem, po okresie życia utajonego i one zyskały szansę podbicia serc publiczności. Jednym z takich komiksów są „Szklane miecze” autorstwa francuskiej scenarzystki Sylviane Corgiat i włoskiej rysowniczki Laury Zuccheri – seria, której pierwszy tom, zatytułowany „Yama” nawiedził w ostatnich tygodniach księgarskie półki. 
Nie bez kozery na tylnej okładce albumu znalazła się sentencja „Fantasy Komiks poleca”. Ten magazyn byłby bowiem świetnym miejscem do publikacji omawianej serii, spełniającej jego niezbyt wygórowane wymagania. „Szklane miecze” to bowiem historyjka stworzona od szablonu, schematyczna i nie wnosząca nic nowego. Nieustannie wywołująca wrażenie „gdzieś już to widziałem”, luźno czerpiąca z mitów arturiańskich opowieść traktuje o niepozornym wybrańcu, który napędzany rządzą zemsty szkoli się na wyzwoliciela ludu ciemiężonego przez okrutny, czarny charakter. Wybrańcem tym jest młoda dziewczyna, Yama. Ma odpowiednią broń – szklany miecz, który (dosłownie!) spadł z nieba i wbił się w litą skałę, a każdego śmiałka, próbującego go wyciągnąć zamieniał w szkło. Ma mentora – na którego natrafia zupełnym przypadkiem, ale który równie przypadkowo posiada wszelkie informacje i umiejętności, by jej pomóc. Ma sprzymierzeńców – zespół groteskowych stworków, sprawiający zresztą całkiem sympatyczne wrażenie. Ma też wroga – złego Orlanda, który zrównał jej rodzinną wioskę z ziemią. I ma cel – zabić go. 
Całkiem możliwe, że podczas lektury „Szklanych mieczy” będą Wam przychodziły do głowy obrazy, zdradzające istotne dla kolejnych tomów elementy fabuły. Że w zupełnie naturalny sposób odkryjecie zależności między bohaterami, że objawi wam się scena finałowa czterotomowej historii i tym podobne. A to dlatego, że scenarzystka „Szklanych mieczy” do wirtuozów pióra zdecydowanie nie należy, a główną cechą zaprezentowanego pisarstwa uczyniła przewidywalność. Jedyną nadzieją dla komiksu i scenarzystki jest zerwanie z tą przewidywalnością w drugim tomie i tym samym utarcie nosa sceptykom. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że może to być zbyt trudne wyzwanie. 
Za to rysunki Laury Zuccheri to robota bardzo solidna. Piękne plenery, efektowne sceny leśne, bogactwo flory i fauny – ta artystka wie, co robi i tak naprawdę niesie ten komiks swoją kreską. Schlebiając klasycznemu układowi planszy komiksowej, buduje swoje ekspresyjne, kolorowe kadry bardzo konsekwentnie, czym na pewno przyciągnie wzrok każdego fana frankofońskich opowieści obrazkowych. 

"Szklane miecze" to komiks młodzieżowy, który zapewne dobrze się czyta w początkowych stadiach rozwoju "choroby komiksowej", jeszcze przed atakiem wirusa "najważniejszych powieści graficznych świata". Dorośli czytelnicy odnajdą w nim szereg schematycznych scen i przewidywalność, młodszych ta przygoda może porwać. A wielbiciele "Fantasy Komiks" powinni być ukontentowani.      

"Szklane miecze, tom 1: Yama". Scenariusz: Sylviane Corgiat. Rysunki: Laura Zuccheri. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

piątek, 12 czerwca 2015

Batman: Detective Comics: Gniew - Layman/ Fabok/ Clarke

Być może to kwestia zachłyśnięcia się dobrem, jakie John Layman zaserwował w rewelacyjnej serii "Chew", być może opinia "sympatycznego gościa", jaką obdarzyli go koledzy recenzenci po jego wizycie na festiwalu Komiksowa Warszawa, a być może po prostu ciekawsze niż dotychczas pomysły - cokolwiek by to nie było, seria "Detective Comics" zdaje się lekko zwyżkować i zyskiwać na jakości. 
"Gniew" tylko pozornie jest zbiorem krótszych opowieści o mieście Gotham. Tak naprawdę autorzy postarali się o wielowątkowy fresk, w którym sprytny scenarzysta na kilkadziesiąt stron przed zakończeniem jednego wątku ma zasygnalizowane dwa kolejne. Tym samym wytwarza efekt ciągłej akcji, bez reszty angażującej wszystkich zamaskowanych i działających legalnie obrońców Mrocznego Miasta. Layman, choć sprytny, popełnia również błędy, wśród których najłatwiej wybaczyć mu przewidywalność kompozycyjną jego scenariuszy. Zwykle zaczyna od hitchcockowskiego trzęsienia ziemi, po czym cofa się w czasie wyjaśniając genezę poruszającej sceny otwarcia danego zeszytu. Gdy nadużywany, ten chwyt zwykle staje się nużący, tutaj jednak sprawdza się należycie i można go wpisać w tzw. "konwencję".
Wśród zaprezentowanych w albumie wątków najlepiej prezentuje się ten, który finalizuje temat, podjęty w poprzednim tomie serii. Historyjka o Pingwinie Cesarskim ma ręce i nogi. Ba, ma nawet zabawne zakończenie! Lecz żeby tak dobrze nie było, dla równowagi mamy ckliwy i bezsensowny fragment, w którym Batman wspomina himalajski związek z dziewczyną ze sklepu z mleczami. Albo: świetny, rozsiany po albumie wątek profesora Kirka Langstroma i jego żony oraz atak nietoperzowych stworów na Gotham City versus referaty na temat sprawiedliwości wygłaszane przez bohaterów podczas walk. Lub jeszcze: fajne postaci, w bardzo prosty sposób nawiązujące do Bruce'a Wayne'a vel Batmana, z podobną historią i motywacją kontra kiepski wątek zabójcy policjantów. I tak przez cały album: zło równoważy dobro. Fajne patenty występują naprzemiennie z kiepskimi. 
Lecz ogólnie nie jest źle. Nawet rysownik, Jason Fabok daje radę i tworzy kilka ciekawych kadrów. Wśród wielu grafików odpowiedzialnych za "Gniew" warto także zwrócić uwagę na weterana Scotta Eatona. Poza tym kilka smaczków - jak np. parafrazę znanej wszystkim planszy z "Zabójczego żartu" Briana Bollanda (tym razem w wykonaniu Dustina Nguyena) - znaleźć można w wieńczącej album galerii. Oczywiście są tu również rzeczy nad wyraz słabe, przez co wpisują się w ogólną "nierówność" albumu.
Jest lepiej. To na pewno. Ale nie tak dobrze, jak mogłoby być. Layman nie pisze tak sprawnie, jak w "Chew", ale i tak pozwala mu to być co najmniej poziom wyżej od Scotta Snydera, który w "Batmanie" coraz bardziej odlatuje w swój prywatny kosmos. To jest wciąż młodzieżowa seria, ale na znacznie wyższym poziomie, niż "Imperium Pingwina" sprzed kilku miesięcy.
"Batman: Detective Comics (4): Gniew". Scenariusz: John Layman, James Tynion IV. Rysunki: Andy Clarke, Jason Fabok, Brett Booth, Chris Burnham, Scott Eaton, Sandu Florea, Francesco Francavilla, Rob Hunter, Mikael Janin, Henrik Jonsson, Szymon Kudrański, Alex Maleev, Jason Masters, Dustin Nguyen, Jaime Mendoza, Norm Rapmund, Derlis Santacruz, Cameron Stewart. Kolory: Blond, Jeromy Cox, Brad Anderson, Andy Clarke, Andrew Dalhouse, Nathan Fairbairn, Francesco Francavilla, John Kalisz, Emilio Lopez, Dave McCraig, Dustin Nguyen, Brett R. Smith, Cameron Stewart, Juancho. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

wtorek, 9 czerwca 2015

Koziorożec 10: Fragment - Andreas

Wszystkie drogi - lub raczej wszystkie Obiekty, Sekrety, Ataki, Sześciany numeryczne, Tunele i Przejścia - prowadzą do "Fragmentu". Na łamach dziesiątego tomu "Koziorożca" Andreas domyka część (a było ich co niemiara!) wątków, rozpoczętych na pierwszych planszach swojej serii, dając czytelnikom zakończenie bardziej niż satysfakcjonujące i otwierając zupełnie nowy rozdział przygód tajemniczego astrologa.   
Od elektryzującej sceny rozpoczynającej cykl, po równie elektryzujące ostatnie takty - "Koziorożec" od początku uwodził tajemniczością, niedopowiedzeniem i klimatem, którego Andreasowi mógłby pozazdrościć sam David Lynch. Ten oniryczny klimat Andreas sprawnie łączył z awanturniczo-przygodowym wątkiem, opartym na standardach gatunku. Były więc i pościgi i strzelanki i sytuacje wręcz wybuchowe, a do rangi andreasowego ulubionego motywu urosła scena, w której ktoś śledzi kogoś, kto śledzi kogoś innego, kto śledzi... itd, itp. Tę rozrywkową historię autor doprawił odwiecznym wątkiem walki dobra ze złem, utożsamianych przez Dachmalocha i człowieka z tatuażami na dłoniach. I kiedy już czytelnik spodziewał się, że historia Koziorożca będzie trzymała constans i w superbohaterski wręcz sposób przedstawiała kolejne walki z wrednymi antagonistami na czele z Mordorem Gottem, crossovery z bohaterami innych serii autora oraz wątki obyczajowo-miłosne, Andreas zdecydował się zniszczyć to wszystko. "Rozwalił w gruzy świat, jaki znamy" i sprawił, że "nic już nigdy nie będzie takie samo" nadając serialowi mroczny ton wyznaczony przez totalitarny Koncept, będący współczesną wersją wszystkich faszyzmów świata.  
Ta szokująca zmiana, metody jej wprowadzenia przez autora i uzyskany przez niego efekt finalny to precyzyjna, mistrzowska robota, która wstrząsa. Andreas w dosadny sposób podsumowuje  bezmyślny pęd człowieka za ideami i uzmysławia jak łatwo ów człowiek może stać się marionetką w rękach wymyślonych przez siebie bogów. Człowiek - to zdecydowanie nie brzmi dumnie, twierdzi autor.
Na "Fragment" stali czytelnicy przygód Koziorożca czekali z zapartym tchem - jak zapowiadano, album miał odpowiedzieć na kilka istotnych pytań: Czym jest Koncept? Jak naprawdę nazywa się Koziorożec? Kim są "Ci troje"? Odpowiadać na te pytania Andreas zaczyna w sposób dotychczas na łamach serii niespotykany - album otwiera bowiem ośmioplanszowa sekwencja retrospektywna, w całości zrealizowana w ołówku. Podjęty w niej wątek i sposób jego realizacji przywodzi nieco na myśl serial "Lost", co jednak nie jest zarzutem, a raczej sympatycznym nawiązaniem, podobnym do licznych tropów lynchowskich, obecnych na łamach serii od lat. Scena otwierająca album świetnie wprowadza w temat i delikatnie sugeruje czego można spodziewać się na kolejnych stronach historii.
Zdradzać cokolwiek z tej misternie zaplanowanej opowieści byłoby nie tyle spoilerem, co zbrodnią. Z tym zapadającym w pamięć i satysfakcjonującym finałem pewnego etapu serialu każdy fan Andreasa powinien zapoznać się osobiście. Co prawda autor nie ma tutaj okazji do graficznych eksperymentów i szaleństw, jak również niespecjalnie znajduje preteksty do udowodnienia (po raz kolejny), że jest "architektem onirycznym", lecz nadrabia to błyskotliwym scenariuszem. I - co warte ciągłego podkreślania - w bardzo brutalny sposób diagnozuje "kondycję człowieka"...

Lektura "Fragmentu" - podobnie zresztą jak tomów, które go poprzedziły i po nim nastąpiły - choć daje wiele odpowiedzi, to stawia również sporo nowych pytań. Tylko jedna kwestia pozostaje bez zmian - Andreas mistrzem komiksu jest i basta.    
"Koziorożec (10): Fragment". Scenariusz i rysunki: Andreas. Kolor: Isa Cochet. Tłumaczenie: Olga Zasępa-Bietti. Wydawca: Sideca, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Incal

czwartek, 4 czerwca 2015

Postapo: Antologia - Gizicki/ Karpowicz/ Szymańska/ Skutnik/ Ratka/ Pawlak/ Budziejewski

"Obrazki, sytuacje, dialogi, migawki" - tak o antologii "Postapo" przeczytać można na tylnej okładce zeszytu. Wszystkie wymienione formy mają uzupełniać świat wykreowany przez Daniela Gizickiego i Krzysztofa Małeckiego w regularnej serii, której trzeci tom zaplanowany jest na październik. No i uzupełniają, ale z bardzo różnym skutkiem. Zdarzają się tu perełki graficzne, ale też prace niedorobione. Są krótkie formy rokujące całkiem nieźle, są też takie, które wywołują wzruszenie ramion. Na czarno-biało-szarych stronach zeszytu znalazło się także miejsce dla epizodu, którego druk w takiej postaci był niedopuszczalny. Ale do rzeczy.
W postapokaliptycznej scenerii ludzie radzą sobie na różne sposoby - łażą szukając pożywienia i lekarstw, chronią się przed niebezpieczeństwem, przesiadują w piwnicach i próbują układać sobie życie na nowo. I to stara się pokazać Daniel Gizicki wymyślonymi przez siebie "sytuacjami"*. Sęk jednak w tym, że część z tych sytuacji przyrządzona jest wedle receptury popularnej wśród uczestników konkursów konwentowych w latach 90., kiedy to krótkie formy zwykły traktować o dupie maryni lub co najwyżej w kulminacyjnym momencie zarzynały efektowny pomysł na historyjkę.
Pierwsza "sytuacja" - "Sępy i łowca" to prosty komiks opowiedziany bez słów, z którego dowiedzieć się można jedynie, że Mateusz Skutnik trzyma swój standardowy wyśmienity poziom wtedy, gdy działa w ramach wymyślonych przez siebie światów. Druga krótka forma - "Luksus i styl" - fenomenalnie (podkreślam: fenomenalnie) narysowana przez Krzysztofa Budziejewskiego to w pierwszych kilku planszach obietnica naprawdę mocnego szorciaka, złamana przez przewidywalne zakończenie. Szkoda, że intrygujący pomysł, który spokojnie mógłby służyć jako szkielet fabuły postapo-celebrycko-erotycznego albumu, scenarzysta pociągnął w tak sztampowe rejony. A może nic straconego? Może scenarzysta mógłby wymazać z pamięci to, co wydarzyło się po planszy numer trzy, dorobić kolejnych 45 stron i finiszować albumem?
Następną w kolejności historyjką są "Nocne Polaków rozmowy" - najgorszy fragment antologii, tematycznie orbitujący wokół wspomnianej wcześniej dupy maryni (i tego, co z niej wychodzi). Kiepskiemu scenariuszowi wtórują rysunki, których autor - Mikołaj Ratka - wyjątkowo nie trafił z techniką.
Gorzej być nie może?
Ano nie może. Bo zaraz po najgorszej historyjce otrzymujemy całkiem niezłe "Nasze miejsce na ziemi" z rysunkami Grzegorza Pawlaka - komiks, który zdobył wyróżnienie na ostatnim MFKiG w Łodzi. Bardzo życiowa rzecz, obyczajowa, nie przegadana, ze świetnymi rysunkami. Następnie jest jeszcze lepiej - epizod "Niedługo wakacje", który do scenariusza Gizickiego narysowała Małgorzata Szymańska to bezsprzecznie najlepszy komiks zamieszczony w zbiorku, jak również jeden z najlepszych scenariuszy Daniela Gizickiego. Sześcioplanszowa opowiastka to chwila oddechu od poważnego (lub pseudo-poważnego) klimatu całej antologii, napisana wręcz perfekcyjnie i takoż zilustrowana, dowcipna i chwytająca za serducho zarazem. Brawa!
Zbiór wieńczy komiks "Życie toczy się dalej" - szorciak, który pewnie zostawiłby nieco w tyle "Niedługo wakacje" - bo jest piękny, zrobiony z dystansem, humanitarny i tak bliski naturze, jak to tylko możliwe - jednak niestety został zarżnięty nie przez scenarzystę, nie przez rysowniczkę, a przez druk. W oryginale fenomenalne plansze Joanny Karpowicz powodowały opad szczęki, w szarościach są tylko kolejną niespełnioną obietnicą. Szkoda. Brak koloru w tym komiksie to gwałt na nim. Coś, co nie powinno mieć miejsca.
Antologia Postapo to produkt nierówny, ale też zawierający kilka... migawek (?) zostających w pamięci. Świetny Budziejewski, porządny Pawlak, idealni Gizicki i Szymańska, no i Karpowicz, przed którą świat padłby na kolana, gdyby nie te szarości. Jeśli pojawią się następne antologie, to ja poproszę rzadziej, grubiej i z selekcją, a póki co - wciąż kibicuję.
 *"Sytuacje" to jedyne słowo zaczerpnięte z okładki pasujące mi do tych epizodów. Nie jakieś tam "migawki", czy "obrazki", a "sytuacje" właśnie.
rys. Joanna Karpowicz. Wersja w kolorze z fanpage'a Postapo na Facebooku
"Postapo: Antologia". Scenariusz: Daniel Gizicki. Rysunki: Mateusz Skutnik, Krzysztof Budziejewski, Mikołaj Ratka, Grzegorz Pawlak, Małgorzata Szymańska, Joanna Karpowicz. Wydawca: Dolna Półka (imprint wydawnictwa timof i cisi wspólnicy), Warszawa 2015 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal