Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 25 października 2014

Życie nie jest takie złe, jeśli starcza ci sił - Seth

Znany polskiemu czytelnikowi z drugoplanowej roli w komiksie Chestera Browna "Na własny koszt" Seth tym razem nie tylko gra pierwsze skrzypce, ale jest przede wszystkim autorem albumu o długim i podatnym na posądzenia o grafomanię tytule "Życie nie jest takie złe, jeśli starcza ci sił". Zważywszy jednak na fakt, że tytułowe powiedzenie bardzo często padało z ust matki autora, której zresztą album został zadedykowany, rozprawki o grafomanii można wyrzucić do śmietnika. Słowa matki są święte, o czym często przekonujemy się za późno.
Seth swoją nowelę rysunkową oparł na sprytnym zabiegu - w motywy autobiograficzne i scenki z życia codziennego wplótł tajemnicę i suspens, napędzające cały album. Otóż, Seth - twórca komiksów - jest jednocześnie ich wielkim fanem. Myśli o komiksach i - przede wszystkim - myśli komiksem, przerzucając fragmenty czytanych niegdyś stripów na prawdziwe życie. Upodobał sobie przede wszystkim komiksy stare, w związku z czym jego wizyty w antykwariatach kończą się wykupywaniem groszowych magazynów z paskami i rysunkami. Pewnego dnia Seth natrafia na prace autora, którego dotychczas nie znał i którego kreska robi na nim wielkie wrażenie. To Kalo - autor satyr, publikowanych w latach 40. i 50. XX wieku i mający krótki epizod w renomowanym "New Yorkerze". Ilość prac Kalo w czasopismach jest tak niewielka, a stopień wwiercenia się tego autora w świadomość Setha tak ogromny, że ten rozpoczyna śledztwo, starając się ustalić kim Kalo był, dlaczego słuch o nim zaginął i jakie miał plany.

Poszukując prawdy o swoim idolu, Seth wyrusza we wspominkową podróż, podczas której odkrywa przed czytelnikiem prawdę o sobie samym. Ciąg ekshibicjonistycznych scen jest jednak na tyle fascynujący, że ciężko jest oderwać się od lektury. Seth jawi się jako panicznie bojący się przyszłości i za wyznacznik stawiający sobie wydarzenia z dzieciństwa egocentryk-gaduła. Swojego jedynego kumpla - Chestera Browna - podczas każdego spotkania stawia przed potokiem słów, w które ciężko wtrącić cokolwiek. Świadom tej cechy autor, wielokrotnie rozładowuje napięcie ciągiem niemych scen, które paradoksalnie również definiują bohatera, ponieważ ukazują jego ulubione miejsca z dzieciństwa.

Śledztwo w sprawie Kalo nie należy do spektakularnych. To raczej grzebanie w starych magazynach, rozmowy z Chetem, listy pisane do redakcji "New Yorkera" czy też postępy, będące dziełem zbiegu okoliczności. Czy punkty wspólne pomiędzy fanem a idolem to kwestia przypadku? A może Seth goni swój własny cień? Jakkolwiek brzmi odpowiedź na to pytanie, sedno komiksu leży w czymś innym. We wspomnieniach, ich pielęgnacji, wyobrażeniu pewnych rzeczy i zmianom, jakim ulegają wraz z upływem czasu.

Zresztą w "Życiu..." istotnym elementem jest chęć zatrzymania czasu, bądź ucieczki przed nim. Seth, otwarcie przyznający się do bycia wyznawcą filozofii "Fistaszków" Charlesa Schultza oraz polegającego na zaszyciu się na odludziu Unikalizmu, odrzuca wszelki postęp technologiczny w obawie przed niemożnością odnalezienia się w nowym świecie. Jak sam przyznaje: "Nie za specjalna to filozofia, ale jestem jej wierny". Dzięki temu z jednej strony można odbierać go jako sympatycznego, osadzonego w dawnych latach sentymentalistę, a z drugiej jako oderwanego od rzeczywistości gościa, dla którego liczy się jedynie jego własna, mała planeta.

Właściwie wszystko w tym komiksie definiuje jego bohatera - fabuła, narracja, kadrowanie, bohaterowie z dalszego planu. I to ciągłe gadanie o swoim życiu. Co to powinno mnie, Czytelnika interesować? - zapytacie. A jednak, Seth nawet o ropieniu w dziąsłach kota, zakurzonych plastikowych kwiatkach na wystawie sklepowej oraz skojarzeniach, jakie wywołuje u niego pociąg opowiada w sposób fascynujący. 

"Zycie nie jest takie złe, jeśli starcza ci sił" to niby komiks o człowieku, o jego egzystencji pomiędzy punktem A a punktem B, o fragmencie jego życia, przegadanym, wydumanym, polegającym na obserwacjach, ale też komiks o potędze wspomnień, przyzwyczajeniach, odwadze, poszukiwaniach i próbie odnalezienia się w świecie. To piękny komiks - zostawia czytelnika z myślami, rozwija je i kto wie - może pchnie je na jakieś inne/dłuższe tory? O ile oczywiście starczy nam sił.
"Życie nie jest takie złe, jeśli starcza ci sił". Autor: Seth. Tłumaczenie: Grzegorz Ciecieląg. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

piątek, 24 października 2014

Batman: Mroczne zwycięstwo - Loeb/ Sale

"Mroczne zwycięstwo" jest kontynuacją wydanego w Polsce rok temu "Długiego Halloween" - pozycji stanowiącej kanon komiksu superbohaterskiego i jednej z najlepszych opowieści o Batmanie. I choć za sequel zabrał się ten sam, gwarantujący wysoki poziom tercet twórczy - Jeph Loeb za sterami scenariusza, Tim Sale z ołówkiem w dłoni i Gregory Wright z posługą kolorystyczną - to jednak pradawna sentencja "sequel zawsze jest gorszy od pierwowzoru" miała prawo dudnić w głowach czytelników. Czy potężny album, fantastycznie kreślący postać prokuratora okręgowego Harveya Denta, nawiązujący do klasyków kina gangsterskiego i sugestywnie pokazujący szereg postaci, które dotychczas traktowane były w sposób sztampowy, doczekał się godnej kontynuacji?
W "Mrocznym zwycięstwie" powracają wszystkie żyjące postaci dramatu i zostają wplątane w nową intrygę. W Gotham ktoś zaczyna powielać wzorzec Holidaya z "Długiego Halloween" - ponownie w święta giną ludzie, tym razem jednak o ściśle określonej profesji. Nazwany przez stróżów prawa "Wisielcem", przestępca upodobał sobie policjantów, a znakiem charakterystycznym uczynił kartkę z grą w wisielca przyczepianą do ich ciał. Podejrzenie pada na przestępcze rodziny, rządzące w Gotham City, jak również na "dziwolągów", czyli wszelkiej maści superłotrów, uwolnionych z Arkham i ponownie hasających po ulicach mrocznego miasta. Na drodze komisarza Gordona i Batmana staną więc Solomon Grundy, Pingwin, Joker, Mr. Freeze oraz sam Harvey Dent, a.k.a. Two-Face. Kto zabija? To pytanie ciągnie fabułę i trzyma w napięciu do ostatnich stron.
Jeph Loeb, zanurzając się w czarny kryminał i czerpiąc garściami z kina gangsterskiego, ponownie postawił na krwiste postaci i obwarowane emocjami relacje. Skrzy na linii komisarz Gordon - Batman, komisarz Gordon - nowa prokurator Janice Porter oraz - przede wszystkim - Batman - Bruce Wayne i Batman - wszyscy. Posępny Nietoperz w ujęciu Loeba zatraca swą ludzką naturę, ignorując nie tylko wyciągnięte dłonie przyjaciół, lecz nawet zaloty Catwoman. Jest Batmanem. Nie wolno mu się mylić. Ze zbrodnią musi walczyć samotnie. Rewizja tego podejścia okaże się dla niego zarówno bolesna, jak i oczyszczająca.
Tak jak "Długie Halloween" nawiązywało do chociażby "Ojca chrzestnego" Mario Puzo, tak w "Mrocznym zwycięstwie" da się odczuć klimat "Nietykalnych" Briana de Palmy. W roli Eliota Nessa występuje tu Jim Gordon, a ekipę niezłomnych, godnych zaufania i nieprzekupnych gliniarzy z Chicago stanowią... niezłomni, godni zaufania i nieprzekupni gliniarze z Gotham. I choć w "Mrocznym zwycięstwie" brakuje tak epickiej sceny, jakiej widzowie doświadczyli w finale "Nietykalnych", komiksowa ekipa również ma swoje momenty, warte odnotowania.
We wstępie do albumu David S. Goyer stwierdza, że "pomiędzy Długim Halloween a Mrocznym zwycięstwem styl Tima Sale'a naprawdę dojrzał (...). Ilustracje stały się odważniejsze, a rysownik z większą pewnością siebie komponował plansze i korzystał z czerni" i choć brzmi to jak suchy frazes, to ma w sobie nieco prawdy. Jakkolwiek Sale'owi w "Długim Halloween" pewności siebie w konstruowaniu plansz nie brakowało, a i z wykorzystywaniem czerni nie miał najmniejszych problemów, tak zgodzę się z tezą, że jego styl dojrzał. Kiedy trzeba, Sale poświęca się szczegółowi, gdy może - bezbłędnie operuje czarną plamą. Niesamowite wrażenie robią sceny retrospektywne, kadry czarno-białe oraz sekwencja stron tytułowych, przedstawiająca Jima Gordona pochylonego nad aktami. Osobne zdanie należy poświęcić wprost fenomenalnym grafikom przedstawiającym bohaterów komiksu, które umiejscowione są zaraz za planszami tytułowymi - każda z nich to małe arcydzieło, godne powieszenia co najmniej nad łóżkiem.
Na koniec wypada mi się podpisać pod cytatem ze stron Complex Magazine, zamieszczonych na okładce albumu: Loeb i Sale sprostali zadaniu stworzenia godnej kontynuacji arcydzieła. "Mroczne zwycięstwo" dorównało "Długiemu Halloween". Warto dodać, że uzupełnieniem tej monstrualnych rozmiarów sagi jest album "Catwoman: Rzymskie wakacje", który również trzyma poziom, aczkolwiek utrzymany jest w nieco innej konwencji. Te trzy albumy to pomnik postawiony Batmanowi - serwujący tej postaci oryginalną świeżość, ale również z pokorą oddający hołd mistrzom batmańskich historii.
"Batman: Mroczne zwycięstwo". Scenariusz: Jeph Loeb. Rysunki: Tim Sale. Kolor: Gregory Wright. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

czwartek, 23 października 2014

"Sztuki wyzwolone" - Katarzyna Babis

Przedstawiamy komiks "Sztuki wyzwolone" autorstwa Katarzyny Babis. Krótka forma lubelskiej autorki brała udział w konkursie na krótką formę komiksową MFKiG, była eksponowana na wystawie konkursowej, a dzisiaj o godzinie 19.00 zostanie wystawiona w Galerii Jednego Obrazu (ul. Narutowicza 25/5 w Lublinie).

Patronujemy: Komiksofon 13

Projekt Komiksofon jest elementem programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury 2016. 
Komiksowo-muzyczny projekt realizuje się poprzez korespondencję sztuk, połączenie muzyki, plansz, kadrów, szczegółów rysunku, iluzji ruchu w ruch prawdziwy, przez pomysłowe wydobycie tematu przewodniego. 
30 października 2014, czwartek, godzina 19:00 spotykamy się z Szawłem Płóciennikiem i Piotrem Nowackim w Sanatorium Kultury (dawne puzzle) Przejście Garncarskie 2(2 piętro). 
Każda edycja składa się z trzech części: 
- Projekcji filmów prezentujących twórczość dwóch artystów komiksowych w połączeniu z muzyką.
- Wywiadzie/dyskusji z publicznością
- Rysowaniu na żywo

Oficjalną część rozmowy poprowadzi Andrzej Jarczewski (1966) - z wykształcenia architekt, z zawodu grafik, z zamiłowania kolekcjoner i miłośnik komiksu. Jako grafik reklamowy tworzył ogólnopolskie kampanie reklamowe dla banków, firm meblowych i odzieżowych. Obecnie własne studio graficzne. Organizator Festiwalu Narracji Obrazkowej ALIASCON w 2006 i 2007 we Wrocławiu oraz wielu związanych z tym wystaw, m. in. Michała Śledzińskiego, Daniela Grzeszkiewicza, Marka Rudowskiego. Organizator wystawy Michała Śledzińskiego "Kadry w środku" we Wrocławiu. 
Każdej edycji Komiksofonu charakteru nadają goście. Każdy z nich ma takie samo zadanie, a efekty są zupełnie różne i zawsze niespodziewane. Na każdej edycje zderzamy ze sobą twórczość dwójki artystów co daje jeszcze ciekawsze efekty.   
GOŚCIE:

Paweł „Szaweł” Płóciennik - to prawdziwy człowiek orkiestra. Twórca, który realizuje się w różnych dziedzinach sztuki. Jest muzykiem, malarzem, animatorem i twórcą komiksów. Co więcej, w każdej z tych dziedzin stara się cały czas odkrywać i pokazywać coś nowego. Nie ogranicza się do jednego gatunku muzycznego czy stylu rysunkowego. Każda jego produkcja to kolejny eksperyment. Płóciennik to poza tym świetny obserwator otaczającej nas rzeczywistości. Tak w muzyce czy animacji, jak i w malarstwie czy komiksie szuka tematów ważnych, a jednocześnie bliskich każdemu z nas. Jego najnowszy projekt to kolejna z takich obserwacji.
(za: kultura gniewu)

Piotr „Jaszczu” Nowacki - autor komiksów, ilustracji, stripów oraz projektów postaci. W komiksach zakochany od maleńkości. Z wykształcenia zootechnik, z zamiłowania rysownik.
Publikował w licznych magazynach, zinach i antologiach komiksowych. Do najważniejszych publikacji należą „Tainted”, „Moe”, „Om” "It's Not About That", "Tim i Miki w Krainie Psikusów" i "Detektyw Miś Zbyś na tropie".. W latach 2009–2011 był redaktorem naczelnym magazynu komiksowego „Karton”.
Jego prace kilkakrotnie walczyły o nagrody w konkursie na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi. Największym jak do tej pory osiągnięciem jest zdobycie III miejsca w 2008 roku w kategorii profesjonalistów za pracę "Szóstego dnia" (scenariusz Bartosz Sztybor, kolor Sebastian Skrobol). W zakresie ilustracji i projektów postaci wykonywał zlecenia m.in. dla: Cyfra+, Wydawnictwa Edukacyjne Wiking, Danfoss, Focus Media Group.
Żyje i tworzy w Warszawie.
(za: kultura gniewu) 
Organizator: Komiksofon, Europejska Stolica Kultury 2016
Koordynator projektu: Agnieszka Jamroszczak a.jamroszczak@gmail.com
Komiksofon na Facebooku: www.facebook.com/komiksofon
Komiksofon na Tweeterze: www.twitter.com/Komiksofon

MFKiG 2014 - fotorelacja

Prezentujemy krótką i subiektywną fotorelację z Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi w obiektywie Daniela Grzeszkiewicza i Katarzyny Babis:
Wernisaż wystawy konkursowej
Wernisaż wystawy konkursowej
Wpis Marcina Rusteckiego w wydanym na MFKiG "Diablo Boyu"
Cosplay Bejbis
Batman to Pała
Twórcy Rag&Bones podpisują komiksy
Twórcy Rag&Bones podpisują komiksy
Regis Loisel
Regis Loisel
Wojciech Birek
Alan Grant
Piotr Mańkowski i Tomasz Kleszcz
Robert Sienicki i Michał Jankowski

Komiksofon 12 - relacja

9 października gośćmi Komiksofonu byli Katarzyna Babis i Daniel Grzeszkiewicz. Spotkanie z autorami poprowadził Andrzej Jarczewski. Przedstawiamy video i fotorelację z tego wydarzenia:
Fot. Marcin Biordowski. Więcej zdjęć znajdziecie w tym miejscu.
Daniel Grzeszkiewicz:
Katarzyna Babis:

piątek, 17 października 2014

Autostrada słońca - Baru

Szału promocyjnego "Autostrada słońca" w Polsce nie miała. Czytelnicy nie wpisywali tego komiksu na pierwsze miejsca najbliższej listy zakupów, krytycy nie krzyczeli, że coś takiego się ukazuje, a nakłady nie kończyły się w momencie zaanonsowania albumu. Niespodziewana przyjemność spadła zatem na przypadkowych nabywców, a spodziewana - na wytrawnych znawców komiksu.
"Autostrada słońca" to komiks drogi, komiks o inicjacji, o wchodzeniu w dorosłość, o gangsterskich porachunkach, sfiksowanych narodowcach, zdradzie, przyjaźni, ucieczce, miłości, narkotykach, samochodach, hippisach, dużych cyckach, złamanych sercach, barierkach i rękach. Aranżacja albumu, jego punkt wyjścia i przeplatanka wydarzeń, rozgrywających się na ponad 400 stronach to szalona jazda, której nie powstydziłby się Quentin Tarantino, ale też piękne plenery, wypożyczone od Bernardo Bertolucciego. To grafika, łącząca w jedno Regisa Loisela, Hugo Pratta i Johna Romitę Juniora. To kompozycja i kadrowanie klepnięte przez Franka Millera. To... Dobra, wystarczy, to Baru. Po prostu Baru. Czyli Herve Barulea - francuski komiksiarz, który za tę profesję wziął się dość późno, lecz kiedy już zaczął, nie przestawano go nagradzać. "Autostrada słońca" w roku 1996 zgarnęła nagrodę Alph-Art i nagrodę księgarni komiksowych - to możemy wyczytać w biografii autora zamieszonej w polskiej edycji komiksu. Dwie nagrody. Ile czytelniczych serc podbiła? Sądzę, że mnóstwo.
Wprowadzenie do komiksu jest gadane - Baru postawił na narrację, rozstawiającą główne pionki na szachownicy. Jest więc Karim - przywdziewający skórę Jamesa Deana Arab, zakochany w latach pięćdziesiątych, samochodach i igraszkach z kobietami, jest Alexandre - gówniarz, dla którego Karim jest bogiem, jest i Raoul Faurissier - aktywista Francuskiego Ruchu Narodowego. Jest też Rene. Rene po prostu jest. Nie będzie wielką fabularną zdradą, jeśli powiem co jest punktem zapalnym komiksu - zdradził to również wydawca w zapowiedzi. Otóż, narodowiec nakrywa swoją żonę w łóżku z Arabem-bogiem. W pobliżu jest również gówniarz, chcący go ostrzec. W takiej sytuacji narodowiec zmienia się w rządnego zemsty szaleńca, który rusza w pogoń za uciekającymi chłopakami. I o tej właśnie ucieczce, jak również o wyrównywaniu rachunków i doprowadzaniu spraw do końca, traktuje "Autostrada słońca". Zwiewając przed zwyrodnialcem, chłopaki przeżywają 400 stron przygód i generalnie przez większą ilość tych stron pakują się w coraz większe tarapaty, ale Baru nad nimi czuwa. O, i to jak czuwa!
Dlaczego Baru tak późno zaczął robić komiksy? Może wcześniej nie wiedział o ich istnieniu, a może przez ten cały czas się szkolił. Natomiast kiedy już zaczął, od razu uderzył w tony mistrzowskie. W "Autostradzie" wszystko narysowane jest bezbłędnie. Więcej: bezbłędnie zrobione komiksem. Baru pozwala planszom płynąć, stosując długie sekwencje, pozbawione słów bądź zawierające ich minimalną ilość. Mnóstwo w "Autostradzie słońca" splashów, równie dużo rozkładówek. Groteskowe twarze bohaterów autor wkomponowuje w realistyczne rysowane scenerie, efektowne nie tyle przez wzgląd na szczegółowość, co ich umiejętne  odzwierciedlenie kilkoma pociągnięciami piórka. 

Podróż Karima i Alexandre przez Francję Baru ukazał dzięki gigantycznej ilości dynamicznych scen - są tu i efektowne pościgi samochodowe z wykorzystaniem ciężarówek, i nasycone emocjami przeprawy przez ogarnięte zamieszkami osiedla. W tego rodzaju okolicznościach cementuje się przyjaźń dwojga bohaterów - Baru pozwala czytelnikowi obserwować jej narodziny, rozkwit i chwile kryzysu.
Trochę humoru, szczypta erotyki, ale przede wszystkim przygodowa historia drogi. "Autostrada słońca" to zabójczo dobra cegła, świetnie narysowana, znakomicie napisana oraz efektownie przetłumaczona (ukłony w stronę Wojtka Birka). Przewracanie kartek tej książki jest jak narkotyk. Warto się uzależnić, ponieważ dzieło Baru jest jednym z najlepszych zagranicznych transferów komiksowych mijającego roku. 
"Autostrada słońca". Scenariusz i rysunki: Baru. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal