Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 19 maja 2016

Królewska krew: Świętokradcze zaślubiny - Jodorowsky/ Liu

Mistrz Alejandro znowu to zrobił. Napisał komiks ociekający krwią i seksem, pełen dewiacji i szybkich,  napędzanych instynktem decyzji. Krótko mówiąc: zrobił to, co zwykle. I w ten sam sposób, co zwykle. Fani jego twórczości powinni być wniebowzięci, a przeciwnicy raczej nie dostaną argumentów do jej polubienia.
Znakiem rozpoznawczym chilijskiego scenarzysty i reżysera jest bezkompromisowość zarówno w pisaniu, jak i traktowaniu swoich bohaterów. Jodorowsky nie bierze jeńców i nie rozwleka fabuły. Dialogi są tu krótkie i cięte. Postaci bezbarwnych brak - wszyscy są charakterni i gotowi poświęcić życie w imię swoich ideałów. 
Tym razem Jodo eksploruje środowisko rycerskie. W bitewnym rozgardiaszu ranny zostaje waleczny król Alvar, przez co morale jego armii momentalnie zaczyna równać do zera. By je wzmocnić, Alvar postanawia oddać swoją szlachetną tożsamość wiernemu towarzyszowi broni - kuzynowi Alfredowi, który - traf chciał - jest do niego bliźniaczo podobny. Dość szybko ta decyzja okazuje się tragiczna w skutkach. Prowadzi do zdrady, zezwierzęcenia, kazirodztwa i szeregu brutalnych akcji.
Badania amerykańskich naukowców udowodniły, że wśród emocji dominujących podczas lektury komiksów napisanych przez Jodorowskiego przeważa niedowierzanie, wstyd, zażenowanie, obrzydzenie i śmiech. Nie inaczej jest w przypadku "Świętokradczych zaślubin", gdzie Jodo z upodobaniem te emocje rozsiewa. Nie ma tu na razie Jodo-wizjonera, Jodo-filozofa, Jodo-kontestatora. Jest za to Jodo, który postanowił przenieść Kastę Metabaronów z kosmosu na Ziemię, eliminując kodeks, a skupiając się jedynie na zwierzęcych instynktach. Co z tego wyniknie? Kolejny tom może zafundować czytelnikowi niezłą woltę. Póki co daje nam antypieśń o rycerzu, brutalnie rozprawiającą się z aspektem tytułowej królewskiej krwi.
Alexandro Jodorowsky miał szczęście do naprawdę wyśmienitych rysowników, wśród których warto wspomnieć chociażby o Moebiusie ("Incal", "Oczy kota"), Georgu Bessie ("Juan Solo") czy Juanie Gimenezie ("Kasta Metabaronów"). Dongzi Liu dołącza do tego zacnego grona, pokazując się z jak najlepszej strony. Jego dynamiczne rysunki sprawdzają się w licznych scenach walk.

Scream Comics mocno zainwestowało w Jodorowskiego - i dobrze! W najbliższym czasie czytelnicy mogą spodziewać się zbiorczych wydań "Technokapłanów" i "Kasty Metabaronów". W oczekiwaniu na te komiksy warto zainteresować się "Królewską krwią".
"Królewska krew (01): Świętokradcze zaślubiny". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki i kolory: Dongzi Liu. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Scream Comisc, Łódź 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

środa, 18 maja 2016

Patience - Clowes

Właściwie wszystko, co najistotniejsze w najnowszym komiksie Daniela Clowesa opisane zostało jedną sentencją na tylnej stronie okładki. Brzmi ona tak: „Daniel Clowes przedstawia kosmiczny trip przez czasoprzestrzeń do pierwotnego bezmiaru nieśmiertelnej miłości”. No więc właśnie. 
Ten obyczajowo-fantastyczny album traktujący o czystym, bezinteresownym uczuciu nosi tytuł „Patience”, co w języku polskim oznacza cierpliwość. I choć komiks rzeczywiście o cierpliwości traktuje, to pozostawienie tytułu w oryginalnym brzmieniu ma swoje uzasadnienie: Bo Patience to również imię głównej bohaterki komiksu. Jest też główny bohater – Jack. Jack i Patience to typowa para, która niespecjalnie wiąże koniec z końcem. Raczej stronią od innych ludzi i w momencie, kiedy czytelnik zaczyna ich podglądać, właśnie dowiadują się, że będą mieli dziecko. W pewnym momencie ich życie zmienia się w taki sposób, że można o nim powiedzieć wszystko, poza tym, że jest zwykłe. 
Obyczajowa historia doprawiona zostaje czarnym kryminałem, futurologicznymi wstawkami, czasoprzestrzennym kalejdoskopem i kompletnie odjechanymi, choć ukazanymi tak, by sprawiały wrażenie zupełnie normalnych – akcjami. Clowes zrobił komiks, w którym „Powrót do przyszłości” miesza się z bezkompromisowymi komiksami science-fiction z brytyjskiego magazynu 2000 A.D. Stosując pyszne słownictwo i składając dialogi po mistrzowsku, nie ucieka od rozsądnego potraktowania pewnych stereotypów. Próbuje też rozwikłać pewne zagadki czasoprzestrzenne. Bo czy na przykład ingerencja w przeszłości koniecznie spowoduje zmiany w teraźniejszości? Czy może teraźniejszość wygląda tak, jak wygląda właśnie dlatego, że ktoś w tę przeszłość zaingerował? 
„Patience” jako wehikuł czasu sprawdza się wyśmienicie. Podobnie ma się rzecz z drugim przebijającym w tym komiksie wątkiem – miłosnym. To uczucie jest tu intensywne, olbrzymie, implikujące decyzje i wyznaczające kolejne kroki Jacka. Nic więcej w „Patience” się nie liczy – tylko miłość i skoki w czasie. 
Ten fabularnie niezwykły komiks ma typową dla Clowesa kreskę. Rysując, autor stawia na komunikatywność i czystość. Sporo tu interesujących zabiegów, jak na przykład ucinanie dymków z tekstami, prezentującymi dialogi z tła. I scenariusz i rysunki składają się tu w efektowną całość. Album czyta się świetnie. Każda plansza napędza akcję i nie pozwala przerwać lektury. Daniel Clowes w najwyższej formie!
"Patience". Autor: Daniel Clowes. Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2016. 
Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

wtorek, 17 maja 2016

Wydawnictwo Komiksowe na drugą połowę roku

Istniejące od trzech lat Wydawnictwo Komiksowe rozwija się bardzo prężnie, odważnie sięgając zarówno po serie frankofońskie („Wieże Bois-Maury”), przeboje alternatywy amerykańskiej („Miejsca”, „Stwórca”), jak i albumy polskich autorów.
- Trzeci rok na rynku to niewiele w perspektywie kolegów i koleżanek – wydawców komiksowych – ale całkiem sporo w mojej prywatnej historii świata – mówi reprezentujący warszawskiego edytora Wojciech Szot. - „Zrobiłem” już ponad 70 tytułów. Niektóre z nich okazały się wielkimi sukcesami, a niektóre sukcesami bardzo kameralnymi - dodaje.
Wydawnictwo wyhodowało sobie „swoich” autorów, wśród których główne skrzypce grają Hermann i Joann Sfar (dzielony z timofem i cichymi wspólnikami). W zapowiedziach na najbliższe miesiące znalazło się miejsce dla kolejnych albumów tych uznanych artystów, lecz WK planuje systematycznie rozwijać  listę swoich publikacji, nie zapominając o rozpoczętych serialach.
- Będziemy kontynuować wszystkie nasze serie – „Pewnego razu we Francji”, „Krucjatę”, „Rani”, „Comanche” i ”Azymut” (kiedy Autorzy stworzą kolejny tom). Zapraszam do poznania tomów już wydanych. Wiem, że wiele osób czeka na wydanie całości zanim dokona zakupu, ale to najlepszy sposób by ukręcić tym seriom łeb.
Plansza z komiksu Joanna Sfara
Przed kilkoma dniami Wydawnictwo Komiksowe zakończyło negocjacje kilku tytułów. Pierwszym z nich jest „Tu n'as rien à craindre de moi” - nowy tytuł Joana Sfara, pierwszy w fantastycznie rozwijającym się wydawnictwie Rue de Sèvres.
- To piękna opowieść miłosna, tym razem bardzo realistyczna i wyłącznie dla dojrzałych czytelników i czytelniczek – mówi Szot.
Debiut w wydawnictwie zaliczy Derf Backderf  albumem „Trashed”
– "Trashed" jest komiksem o śmieciarzach, o tym, jak cholernie ciężka jest to robota. Dosłownie i w przenośni. O tym, że są tacy ludzie, niewidzialni dla nas, którzy sprawiają, że nie taplamy się w całym tym syfie. Do tego dużo informacji o organizacji systemu utylizacyjnego. Opowieść wciągająca od pierwszych stron, doskonale narysowana. Jeden z najlepszych komiksów ubiegłego roku w kategorii „komiks obyczajowy, z którego dowiesz się czegoś nowego” – rekomenduje Wojciech Szot.
W najbliższej ofercie wydawnictwa znajdzie się również miejsce dla Toma Gaulda, który wydanym przez Centralę „Goliatem” zyskał sobie w Polsce wierne grono fanów. Wydawnictwo Komiksowe opublikuje  najnowszy album  autora, zatytułowany „Mooncop”. Edytor oryginału - Drawn&Quarterly - zapowiada ten album na wrzesień 2016 roku, a Wojciech Szot wyraża nadzieję, że polską edycję komiksu uda się opublikować równolegle.
- Uwielbiam tego faceta. Jego rysunki, których można sporo znaleźć na FB, czy wydany przez Centralę „Goliat” to kwintesencja brytyjskiego humoru połączona z niezwykłym minimalizmem i koncepcyjnością rysunku. Bardzo się cieszę, że będziemy mogli przedstawić Czytelnikom najnowszy komiks Gaulda. „Mooncop” to opowieść o ostatnim policjancie na zamieszkałym przez Ziemian Księżycu. Ziemianie i ich roboty wracają na Błękitną Planetę, ale ktoś musi pilnować porządku. Los naszego bohatera bawi i rozczula, a komiks jest metaforą, do której lektury chcę wszystkich namówić. A wcześniej kupcie „Goliata”. Dla mnie jeden z najważniejszych komiksów, jakie czytałem.
Tom Gauld - Mooncop
Wśród zapowiadanych przez wydawcę nowości warto również zwrócić uwagę na album klasyka amerykańskiego komiksu – „Faks z Sarajewa” Joe Kuberta.
Joe Kubert - Fax z Sarajewa
- To, że ten komiks jeszcze nie ma polskiej wersji językowej to przeoczenie i błąd wydawców – stanowczo stwierdza Szot. -  To jedna z najważniejszych opowieści ze świata komiksu. Na wiki i w necie znaleźć można wiele o jego treści, a ja chciałbym zachęcić do obejrzenia dostępnych plansz i wyczekiwania na nasze wydania. „Faks z Sarajewa” to komiks stworzony przez jednego z tytanów komiksu – rzadko kiedy ma się do czynienia z tak ciekawym komiksem w tej stylistyce. Tam, gdzie historia prywatna spotyka wielką historię, Joe Kubert tworzy niezapomnianą opowieść - coś takiego pewnie napiszę na czwartej stronie okładki. Dodam do tego informację, że komiks w 1997 roku dostał zarówno Eisnera, jak i Harvey Award w kategorii "najlepszy album".
Kolejny zagraniczny komiks, na który warto zwrócić uwagę w nadchodzącej ofercie to „Le Combat Ordinaire” („Zwyczajna walka”) Manu Larceneta – główna propozycja Wydawnictwa Komiksowego na grudzień 2016 roku. Czym urzekła Szota?
- To piękna, trochę smutna i refleksyjna opowieść o szukającym inspiracji fotografie. Komiks wygrał w 2010 roku festiwal w Angouleme i myślę, że można go postawić w jednym rzędzie obok takich arcydzieł jak „Portugalia” czy „Kot Rabina”. I postaramy się, by obok nich stał na półkach Czytelników.
Ponadto wydawca pracuje nad kilkoma niespodziankami, wśród których znajdują się m.in. dwa kolejne tomy – trzeci i czwarty – redagowanej przez Adama Ruska serii „Dawny komiks polski”, czy album „Mute” Dennisa Wojdy, Bartosza Sztybora i Sebastiana Skrobola. Swój come-back na polski rynek zaliczy autor „Pragnienia” i „Samotności rajdowca- Nicolas Mahler. .„Dawni mistrzowie” duetu Mahler/ Thomas Bernhardt zawitają na księgarskie półki jeszcze w tym roku. Wydania doczeka się także „Przemiana- debiutancki album Szymona Kaźmierczaka, znanego ze świetnych produkcji wydawanych własnym sumptem („Lewą ręką spisane”, „Amazońska jazda”).
- Przyznam się, że jestem cholernie zadowolony mając być wydanym przez edytora takich artystów jak Sfar, Spiegelman, Seth, Sturm, czy Szcześniak – mówi autor komiksu. Jednocześnie wspomina że, szukanie wydawcy okazało się być dla niego brutalnym zderzeniem z rzeczywistością.
Szymon Kaźmierczak - Przemiana
- Dowiedziałem się, że po rodzime tytuły - z nieznanych mi powodów - nie sięga tak wielu czytelników, jak po zagraniczne. Dodając do tego, że "Przemiana" jest moim albumowym debiutem, musiałem znaleźć wydawcę, który potrafiłby zaryzykować inwestując w niepewny tytuł, którego koszty produkcji są stosunkowo wysokie. Na szczęście Wydawnictwo Komiksowe, które już nie raz pokazało, że nie boi się ambitnych przedsięwzięć, zaufało mi - wspomina Kaźmierczak.
Daniel Chmielewski
Obok „Przemiany” bardzo ciekawie prezentuje się album, nad którym pracuje Daniel Chmielewski. Jest to komiksowa adaptacja „Anny In” Olgi Tokarczuk.  Autor „Zapętlenia” regularnie relacjonuje stan prac nad tym wymagającym albumem.
Nie są to wszystkie polskie komiksy w planach Wojciecha Szota.
- Marzy mi się więcej polskich „produkcji”. Dlatego chciałbym zachęcić wszystkich czytających to Twórców i Twórczynie – nadsyłajcie propozycje!
W najbliższych tygodniach i miesiącach do sprzedaży trafią takie tytuły z oferty WK, jak reedycja „Krwawych godów” Jeana van Hamme i Hermanna,  „Staruszek Anderson” Hermanna i Yvesa H., pierwszy odcinek serii „Comanche” również autorstwa Hermanna oraz „Testując apokalipsę” Toma Kaczyńskiego. 
Derf Backderf - Trashed

poniedziałek, 16 maja 2016

Najpiękniejsza bajka pokolenia TM-Semic

Marzenia jednak się spełniają. Przynajmniej niektóre. Oto jedno z nich: 

Dawno, dawno temu żył sobie chłopiec o imieniu Łukasz. Łukasz bardzo lubił komiksy amerykańskiego rysownika Erika Larsena, który na polskim rynku rysował m.in. "Punishera" i "Spider-Mana", a za oceanem bardzo kojarzony jest z autorskim serialem "Savage Dragon" (nie wiedzieć czemu nieopublikowanym jeszcze w Polsce). Będąc już dorosłym mężczyzną, skrywającym się pod pseudonimem Łazur, Łukasz zaczął rysować komiksy. I jeden z nich postanowił poświęcić bohaterowi swojego dzieciństwa.
Łazur, Savage Dragon, Usta pełne śmierci
Był to komiks z cyklu „Opowieści niestworzone”, zatytułowany „Usta pełne śmierci”, w którym to Łazur kierował się jedną zasadą: „Jeśli nie potrafisz narysować jakiejś sceny, to przejrzyj komiksy Erika Larsena – on już ją narysował”. Przejrzał tych komiksów 200 i twórczo skopiował tyle kadrów, ile mu było potrzebne. Sam komiks to jedna strona wstępu i siedem nawalanki. Nic specjalnego. ALE! Forma tego hołdu była na tyle interesująca, że Łazur najpierw wydał sobie również edycję w języku angielskim z okazji wizyty na ateńskim festiwalu, a następnie pokusił się o powiększony formatowo komiks kolekcjonerski, z dodatkowymi stronami pełnymi szkiców i historyjek z planu tworzenia komiksu. Najlepsze jednak miało dopiero nadejść. 

Komiksem Łazura zainteresował się sam Erik Larsen.

- Sam dzień pamiętam całkiem nieźle - wspomina Łazur - Wolne w robo, wrzucenie anglojęzycznej wersji "Ust..." na forum Dragona, wizyta w Centrum Komiksu, wieczorny koncert Taco Hemingwaya (na który ostatecznie z Jaszczem i Sztyborem nie weszliśmy, więc zawitaliśmy u Piotrka Rosnera). No i wielki finał w postaci nocnego odczytania info, że Larsen chciałby to opublikować; dalej kilka telefonów do najbliższych, kilka wiadomości wrzuconych na FB i rozmowa z Larsenem. Tak w skrócie wyglądał 27 marca 2015 (piątek). 

Dla Łazura była to wielka radość. Lecz czy sprostał wyzwaniu? Tak łatwo jest przecież osiąść na laurach i stwierdzić, że sama pochwała ze strony mistrza jest wystarczająca. W tej trudnej sytuacji Łazur mógł jednak polegać na przyjaciołach. Choć, jak mówi - wcale nie było różowo...

- Cały komiks trzeba było pokolorować, co zajęło mi trochę czasu i z finalnymi plikami odezwałem się do Erika dopiero w październiku. Tutaj wypadałoby podziękować TeO i Ystadowi, którzy nie dali mi zapomnieć, że jeśli tego nie ogarnę, to będę frajerzyną wszechczasów - tego typu motywacja zrobiła swoje. Inna sprawa jest taka, że z perspektywy czasu nie wydaje mi się to jakimś nie wiadomo jakim osiągnięciem - w końcu ten komiks był skrojony pod tego typu fikołek. Osiem stron, każdy kadr wzorowany na czymś co stworzył Larsen - gdybym był na jego miejscu, to sam bym chciał coś takiego opublikować dla podbicia własnego ego (chociaż i tak ma chyba spore).

Erik Larsen poprosił swojego oddanego fana o możliwość opublikowania „Ust pełnych śmierci” w swoim szlagierowym „Savage Dragonie”. I tym sposobem w 209. numerze serii Łazur umieścił swój pokolorowany komiks w towarzystwie prac idola. Marzenie się spełniło. Chłopiec, który dawno temu zakochał się w Larsenie, dotarł do radosnej mety i napisał jedną z najpiękniejszych bajek pokolenia TM-Semic. Do dzisiaj żyje długo i szczęśliwie, rysując nowe komiksy i kolekcjonując zeszyty swojego idola. Ale czy po tylu latach pamięta jeszcze który komiks mistrza był jego pierwszym?
- Spider-Man 8/93 i 9/93, czyli "Zemsta Złowieszczej Szóstki" - od tamtej pory wiedziałem, że to ten jeden jedyny i na zawsze - stwierdza Łazur - Później, w jednym z numerów "Super Boom" zobaczyłem okładkę do jednego z pierwszych numerów Dragona i chciałem cholernie to mieć w swoich łapach, ale nie miałem jak tego zdobyć (Witek Idczak* nie miał tego w swojej ofercie). Następnie, jakoś w 1998, parę miesięcy po tym, jak stwierdziłem ze komiksy są dla dzieci (miałem 14 lat) i sprzedałem swoją kolekcję, w pracy u mamy miałem pierwszą styczność z Internetem i jakoś do głowy mi wpadło, żeby zobaczyć co u Larsena. Wlazłem na stronę Savage Dragon i oszalałem jak zobaczyłem te kolorowe okładki, ale niestety wchodziły tylko po dwie, góra trzy na dyskietki... 
Od "Zemsty Złowieszczej Szóstki" po "Usta pełne śmierci" - tak kształtowały się losy bajki o Łazurze. Bardzo istotnym elementem tej opowieści jest również fakt, że Łukasz - poza byciem twórcą komiksowym - jest również jednym z redaktorów Bicepsa, członkiem Pokembrów oraz jednym z najlepszych fachowców od składu komiksów.
Łazur - fot. Daniel Hilbrecht
- Komiksy składam, bo ktoś musiał się za to wziąć, kiedy zaczynaliśmy przygodę z "Bicepsem" i ATY. Po kilku numerach "Bicepsa" zacząłem składać komiksy znajomym i tak co jakiś czas działam kilka razy do roku (albo i częściej). 

Rysownik, scenarzysta, redaktor... czy łącząc tyle funkcji można jeszcze czerpać jakąkolwiek satysfakcję ze składania? Czy składanie jest fajne?  

- Jest najfajniejsze! - ekstatycznie reaguje Łazur - Cenię to sobie bardziej, niż samo tworzenie komiksów i wymyślanie własnych światów i historii. To coś na zasadzie tego typka z "Invincible" Kirkmana, który ma zakład zajmujący się tworzeniem i naprawą kostiumów herosom - w końcu nie każdy superbohater/twórca komiksowy jest w stanie naprawić swój kostium/przygotować to, co stworzył do druku, prawda? Oczywiście ciekawsze jest składanie publikacji w której jest większe pole do popisu, niż tylko wrzucenie kolejnych plansz na kolejne kartki, ale w sumie czasem i przy samej stopce redakcyjnej można się wykazać. 

Dlaczego zatem Łazur nie dołączy do grona najlepszych składaczy, którzy opracowują komiksy największych wydawców na rynku?

Owszem, byłoby fajnie, ale raczej nie dałbym rady tego wcisnąć obok normalnej pracy, działań nad komiksami swoimi i znajomych oraz projektami, które od jakiegoś czasu mam poplanowane. A kiepsko byłoby na początku palić sobie mosty ewentualnym niepowodzeniem. Może za jakiś czas? Chociaż... niektóre przypadki wydanych u nas komiksów podnoszą mi mocno ciśnienie i powodują że najchętniej rzuciłbym wszystko i zrobił to lepiej od ręki. Czasami to naprawdę nie jest wielka filozofia. 
Podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa odbędzie się premiera kolejnych "Opowieści niestworzonych", zatytułowanej "Domek w środku lasu żywych trupów". Pierwsza zyskała tytuł najlepszego polskiego komiksu na łódzkim festiwalu, druga została opublikowana za granicą. Jakiego rabanu narobi trzecia? 
* Od połowy lat dziewięćdziesiątych w Polsce oryginalne amerykańskie komiksy można było kupić w kilku miejscach - jednym z tych miejsc był łódzki sklep Witka Idczaka i jego katalog rozsyłany pocztą. Pozostałe to krakowski sklep R.A.R Kamila Śmiałkowskiego oraz Comics Uniwersum Zofii Wróblewskiej na Jaśkowej Dolinie w Gdańsku.

środa, 11 maja 2016

Kompletny szok przyszłości - Moore

„Kompletny szok przyszłości” to zbiorcze wydanie krótkich form komiksowych publikowanych na łamach brytyjskiego magazynu 2000 AD napisanych przez Alana Moore’a, a narysowanych przez takich twórców, jak Steve Dillon, Dave Gibbons, Brendan McCarthy czy John Higgins. 
Alana Moore’a przedstawiać nie trzeba – to jeden z geniuszy komiksu, twórca takich dzieł jak „Prosto z piekła”, „Strażnicy” czy „V jak Vendetta”. W „Kompletnym szoku przyszłości” znalazły się scenariusze z wczesnego okresu twórczości Moore’a. Historie krótsze i dłuższe, w zabawny i dający do myślenia sposób ukazujące futurystyczne wizje dotyczące naszej planety, cywilizacji i wszechświata. Moore jest tu satyrem, bardzo zjadliwym i trafnie diagnozującym problemy ludzkości. W cudowny sposób opisuje kosmiczne nacje owładnięte absurdalną żądzą ciągłej ekspansji, drwi ze stereotypów postrzegania kosmitów przez ziemian, a wegetarianizm przeciwstawia humanitarianizmowi. Poza szokami, w albumie znalazło się miejsce dla innych historii ze scenariuszami Moore’a: Czaso-skrętaczy czy historii Abelarda Snazza. Większość opowiastek dowcipem i elegancką puentą przywodzi na myśl najlepsze skecze Monty Pythona. 
Co do rysunków, to niemal cały album stworzony jest przez wówczas znanych jedynie lokalnie, a obecnie popularnych na całym świecie artystów. Steve Dillon długo po komiksach z Szoku przyszłości” narysował takie hity, jak "Kaznodzieja", czy "Hellblazer", Brendan McCarthy, znany w Polsce z komiksu "Skin",  zasłynął komiksami rysowanymi do scenariuszy Petera Milligana, a Dave Gibbons to współautor moore’owskich "Strażników". Wtedy to była obiecująca drużyna, dziś wręcz dream team. 
Takie nazwiska na okładce to wabik na poławiaczy komiksów. „Kompletny szok przyszłości” to ponadczasowy, fantastyczno-naukowy, okraszony czarnym humorem, świetny komiks. Polecam nie tylko fanom Alana Moore’a. 
"Kompletny szok przyszłości". Scenariusz: Alana Moore. Rysunki: Mike White, John Cooper, Paul Neary, Ian Gibson, Brendan McCarthy, John Higgins, Garry Leach, Ron Tiner, Jose Casanovas, Eric Bradbury, Dave Gibbons, Jesus Redondo, Robin Smith, Allan Langford, Jim Eldridge, Alan Davis, Steve Dillon, Boluda, Bryan Talbot. Tłumaczenie: Damian Pietrzak, Jacek Więckowski, Małgorzata Matachowska. Wydawca: Studio Lain, Iława 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia. pl

wtorek, 10 maja 2016

Niebieskie pigułki - Peeters

Kiedy w 2007 roku krakowskie wydawnictwo Post opublikowało komiks Frederika Peetersa „Niebieskie pigułki”, automatycznie stał się on najbardziej pożądaną lekturą nie tylko wśród fanów komiksu. Pamiętam, że mój egzemplarz tego albumu wędrował z rąk do rąk, zahaczając nie tylko o kręgi znajomych, ale i znajomych-znajomych, dalszych i bliższych. „Niebieskie pigułki”, „Błękitne tabletki”, „Niebieskie tabletki”, „Błękitne pigułki” – mimo określonego tytułu, ten komiks miał wiele nazw obiegowych. Na mojej niemal dziesięcioletniej kopii czas odcisnął swoje piętno. Kolory wyblakły, kartki niemalże powypadały. I po tylu latach, w minionym miesiącu, ukazało się wznowienie „Niebieskich pigułek”, tym razem od wydawnictwa timof i cisi wspólnicy. 
Przewiduję, że lada dzień kolejne egzemplarze ruszą w trasy po znajomych i będą wśród nich wywoływać niebywałe emocje. Bo jest to komiks szczególny. Frederick Peeters opisuje w nim poszczególne etapy swojego związku z Cati, która samotnie wychowuje małego synka. Zarówno Cati, jak i jej syn są nosicielami wirusa HIV. Peeters relacjonuje sporo aspektów wspólnego życia z chorymi osobami – począwszy od próby odpowiedzi na pytanie czy jest to miłość czy współczucie, poprzez stosunek rodziny i przyjaciół do AIDS, aż po relacje seksualne i strach w momentach, kiedy pęka gumka. 
Trudna problematyka komiksu nie sprawia, że autor zaczyna uprawiać dramę. Wręcz przeciwnie - ton, w jakim utrzymany jest album jest bardzo pozytywny. Znajduje się w nim m.in. jedna z najciekawszych odpowiedzi na pytanie „Dlaczego mnie kochasz?”. Nawet przestrzeń szpitalna, w której bohaterowie bywają dość często, wydaje się być daleka od zwykle spotykanej smutnej i szarej. 
Peeters jako obserwator sprawdza się wyśmienicie – nie podporządkowuje komiksu problematyce, która mogłaby go przytłoczyć, lecz równolegle rozwija inne wątki, co składa się na niezwykle sprawnie przyrządzoną „love story o chorobie”. 
Najnowsze wydanie komiksu wzbogacone jest o niezwykle cenny epizod „13 lat później”, w którym bohaterowie opowiadają zarówno o tym, co się zmieniło w ich życiu, jak i jakie zmiany zaszły w sposobie leczenia AIDS. To już tylko trzy pigułki, a wkrótce może jedna, zamiast strachu, niepewności i uciążliwych kuracji. 

”Witamy w światku AIDS” – mówi rubaszny, ale fachowy lekarz prowadzący głównych bohaterów. Warto wejść do tego świata przefiltrowanego przez wrażliwość Peetersa. Bo to kawał obyczajowego, wzruszającego, ale i dającego pozytywnego kopniaka komiksu. 
"Niebieskie pigułki". Autor: Frederik Peeters. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

niedziela, 8 maja 2016

VIII LeSzeK - fotorelacja

7 maja 2016 roku odbyła się ósma edycja Lubelskich Spotkań z Komiksem. Przedstawiamy fotorelację z tego wydarzenia:
"Jak naprawić filmowe uniwersum DC" - komiksowe bitwy na argumenty - Damian Maksymowicz, Krzysztof Tymczyński
Trzech tłumaczy: Jakub Syty, Wojciech Birek, Robert Lipski
Rysowanie na żywo z Danielem Grzeszkiewiczem i Marcinem Rusteckim
Rysowanie na żywo z Danielem Grzeszkiewiczem i Marcinem Rusteckim
Jakub Syty, Wojciech Birek, Robert Lipski
Jakub Syty, Wojciech Birek, Robert Lipski oraz LeSzKowa publiczność
Marcin Rustecki rysuje
Marcin Andrys, Przemysław "Nawimar" Mazur, Paweł Niećko, Damian Maksymowicz, Robert Lipski - „Kryzysowy DC Comics”, czyli dyskusja o najważniejszych wydarzeniach DC końca XX wieku
Rust rysuje
Wspólne dzieło Gedeona i Rusta
Rust i rys
Jakub Syty dziwi się światu
Stoisko z komiksami!
Daniel Grzeszkiewicz, Marcin Rustecki, Maciej Mazur, Dominik Szcześniak