Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 15 czerwca 2017

Barras #2 - Utrera

Zgodnie z zapowiedziami Mandioca nie zwalnia tempa i taśmowo dostarcza nam kolejne odcinki serii o argentyńskich kibicach. W chwili, kiedy czytacie ten tekst, na rynku są już do nabycia trzy zeszyty. My tymczasem nadrabiamy zaległości w sprawie numeru drugiego.
W drugiej odsłonie Utrera nadal próbuje zawiązać akcję, ale w zasadzie nie dowiadujemy się niczego szczególnego. Jacyś kibice zwinęli ciężarówkę z jogurtami, więc na dzielni handluje się jogurtem. Przypomina to trochę sytuację biednych nadmorskich wiosek w biednych nadmorskich krajach, w których ludzie akurat karmią się tym, co wyrzuciło morze z ostatniego statku, który zatonął. Kibice po odbyciu niezbyt zajmujących rozmów o niczym wsiadają na koń, zdobywają broń, a potem jest zadyma. Na koniec pojawiają się kolejni kibice, ci którzy stracili broń w części pierwszej. A już na sam koniec... A, tego akurat nie zdradzę, bo ostatni żart autorowi się udał. 
No więc niby czegoś się dowiadujemy z tomu drugiego, ale nadal mamy stosunkowo mało elementów, żeby coś konkretnego zaczęło się nam składać w większą całość. Na motyw przewodni wyrasta kwestia broni, której na mieście zabrakło, a jedna z grup gdzieś ją transportowała. Zanosi się więc na większą, gangsterską rozróbę.
Pierwszą część komiksu poskładałem sobie w głowie po trzecim czytaniu. Drugiej po dwóch nie jestem jeszcze w stanie, więc może dopiero przy recenzji trójki coś mi zaskoczy. Nie uważam jednak, żeby dobrze świadczyło to o kompozycji komiksu. Tom  drugi rozpoczyna „w poprzednim  zeszycie” - konia z rzędem temu, kto wyczytał z zeszytu pierwszego wszystko to, co zawiera się w tym streszczeniu. Jaki jest zatem problem Barras? Nieczytelność. Nie chodzi w tej nieczytelności tylko o brak znajomości argentyńskiego kontekstu kibicowskiego, choć ten też wpływa znacząco na odbiór. Problemem nie są też same rysunki Utrery, bo te stoją na odpowiednim poziomie. Być może pojedyncze kadry mogłyby być bardziej czytelne. Problemem według mnie jest to, co najważniejsze w komiksie - opowiadanie obrazem, czyli konstruowanie sekwencji. Niestety, chaos fabularny w połączeniu z brakiem takiego samego (lub choćby zbliżonego) odbioru fenomenu zorganizowanego kibicowania spod znaku barras przez Polaków oraz drobnymi brakami graficznymi wpływa na to, że Barras czyta się źle. Brak tu lekkości. I można mówić, że Argentyna to nie Szwajcaria, i że chaos w komiksie to facsimile argentyńskiej rzeczywistości, ale ostatecznie, póki co, zbyt dużo polski czytelnik ma do zasypania nieznanych mu przestrzeni między kadrami Barras, żeby można na tę chwilę serię Utrery uznać za wyjątkową, dobrą, przeciętną czy ciekawą. Problem w tym, że dla Argentyńczyka te niezwykłe wydarzenia, o których w komiksie czytamy są śmieszne tak, jak dla nas śmieszne są filmy Barei. Spróbujcie przetłumaczyć takie doświadczenie tak, żeby intencja została zachowana. Nie, nie próbujcie, nie da się. Można tylko przybliżać. Na podstawie dwóch dotychczasowych zeszytów czytelnik tego zupełnie nie poczuje. Czekajmy zatem na trzeci, czwarty, piąty i szósty. A potem na integral.
(Kuba Jankowski)
"Barras 2". Scenariusz i rysunki: Emilio Utrera. Tłumaczenie: Marek Cichy. Wyd. Wydawnictwo: Mandioca, Warszawa 2017.

środa, 14 czerwca 2017

Pokaż ścianę (09)

Kolejne osoby wychodzą z szafy i pokazują co mają na ścianie. Jeśli czytasz te słowa i kolekcjonujesz oryginalne plansze komiksowe, rysunki, mazaje na ścianach - dołącz do akcji. Podeślij zdjęcia swojej ściany, opisz je w kilku słowach, a Ziniol je opublikuje. Oryginały na ścianach to wspaniała sprawa! 
Kontynuujemy podróż po ścianach Aleksandra "ALa" Pali, który przy okazji składa wielkie podziękowania dla swojej przewspaniałej żony, która udostępniła ściany sypialni!

niedziela, 28 maja 2017

Festiwal Komiksowa Warszawa - relacja

W dniach 18-21 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyła się kolejna edycja Festiwalu Komiksowa Warszawa - jednej z dwóch największych imprez komiksowych w kraju. Na miejscu był nasz dzielny reporter, Kuba Jankowski.

FKW jak zwykle rozpoczęło się w czwartek (warsztaty z kolorowania Waltera i ze scenariusza Morvana - korespondent Ziniola nie był, bo nie koloruje, ale ponieważ pisze coś-jak-scenariusze, to może mógł na te scenariusze chociaż pójść) i jak zwykle skończyło w niedzielę (konferencją prasową PSK, Conturu i EC1 Łódź - korespondent też nie poszedł, żeby spiąć jakąś zgrabną klamrą całe swoje uczestnictwo w FKW).

Polska mistrzem Polski była tegoroczną publikacją na Dzień Darmowego Komiksu. Pamiętam jakby to było dziś, że podczas zeszłorocznego spotkania z Tomkiem Leśniakiem i Rafałem Skarżyckim Paweł Timofiejuk i Szymon Holcman zadeklarowali chęć wydania zbiorczego tych historyjek. Czyżby Timof wygrał? (czy aby na pewno "wygrał"? - przyp. red.) Na początek dostaliśmy pięćdziesiąt stron prawdy o Polsce, w której aktualnie żyjemy... Ja się boję jeszcze bardziej...

Festiwalowy program w tym roku przyozdobił grafiką Marcello Quintanilha (co wzbudziło zachwyt Ruia Brito z portugalskiego wydawnictwa Polvo, które ma w swoim katalogu cztery pozycje tego autora), czyli autor zeszłorocznego hitu Wolfram. Quintanilha w tym roku nie był gościem FKW, ale może będzie za rok, przy okazji wydania jego kolejnego komiksu. Program jak to program, wszystkiego wam o festiwalu nie powie, ale ten jegomość...

...parę tajemnic na pewno by zdradził. Na przykład taką, że na Łódź być może przyszykuje się kolejny Biceps. W tle Ystada dwie wersje plakatu, z których grafiki trafiły również [mode: info dla kolekcjonerów:] na dwie różne wejściówki FKW.
A na stoisko PSK trafiły komiksy z serii Barras, którym wytrwale kibicujemy.
Piątkowy panel Komiks na świecie pomyślany był jako prezentacja tego, co w Polsce nieznane, a ciekawie rozwija się na świecie. W planie oprócz Czech, Kolumbii, Brazylii i Argentyny początkowo była jeszcze Białoruś, ale nie dojechała. Tutaj Vojta Čepelák, poznany w zeszłym roku w Bejy opowiada o komiksie czeskim (można było przy okazji zobaczyć też fajną czeską wystawę na Stadionie).
A tutaj pokazuje komiks czeski. Ogólnie cała widownia zainteresowana prezentacją to jeden rząd ludzi. Vojta opowiadał przekrojowo o scenie komiksu czeskiego i stwierdził m.in., że być może komiks czeski rozwija się dziś w takim kierunku, że osiągnie pewną stabilność i aktywność komiksiarzy nie będzie "falowa" (na zasadzie "teraz ich widać, a zaraz już nie"). Vojta w ramach pracy przy festiwalu Komiks Fest! (aktualnie chyba zawieszonym) był m.in. kuratorem wystawy o współczesnym komiksie czeskim "Generace 2.0".
O komiksie kolumbijskim, a właściwie o działaniach popularyzatorskich grupy Entreviñetas opowiedział Jonathan D. Morven, który zwiedzał sobie przez miesiąc różne festiwale komiksowe w Europie (ale robota, co? Marzenie :)) i nawiązywał kontakty. Mam nadzieję, że dzięki jego zapałowi uda się wystawę na stulecie polskiego komiksu wysłać również do Kolumbii. Ale by było! W każdym razie PSK pozostaje z Jonathanem w kontakcie.

Entreviñetas organizuje festiwal komiksowy w Bogocie i Medellín. Z ciekawostek programowych - oprócz spotkań i typowych festiwalowych działań, znajdziemy tam również tzw. wymiany fanzinów. W tym roku między Peru i Kolumbią. Fajny pomysł i wpisuje się w misję Entreviñetas (realizowaną od powstania grupy w 2010 roku), która polega na działalności konsolidującej scenę komiksową w Ameryce Południowej. Festiwale to jedno, ale Entreviñetas prowadzi też działania wydawnicze i laboratoria z gośćmi z zagranicy. Spróbuję zrobić wywiad z Jonathanem, żeby trochę więcej jeszcze opowiedział.
João Sequeira był portugalskim gościem FKW 2017 (jednym z trzech) i promował narysowany przez siebie do scenariusza André Oliveiry komiks Burza (Timof Comics).
Jak niewdzięcznym zadaniem jest promowanie nowych autorów, niech świadczy ilość osób na spotkaniu... Choć według mnie nie ma się tym co przejmować, bo na spotkania ogólnie przychodziło mało ludzi, nawet podczas rozmowy z McKeanem sala nie była pełna. Pamiętam kiedy przed laty do Warszawy pierwszy raz przyjechał Pau - na spotkaniu z nim była tłumaczka, mój kolega i ja. A w kolejnych latach publika rosła. Ponieważ João dalej rysuje, to może i kolejny jego komiks ukaże się w Polsce na FKW 2018? I wtedy zobaczymy, czy Burzą zdobył wymagającą polską publiczność.
Tak czy siak, João z pełnym profesjonalizmem i spokojem opowiedział o procesie twórczym na przykładzie Burzy oraz o nowym komiksie, który premierę ma w tym roku na festiwalu w Bejy (Lugar maldito, czyli Przeklęte miejsce).
Kolacja była miejscem nieformalnych rozmów. Tutaj Wojtek Birek pokazuje coś Gradimirowi Smudji, a Rui Brito (drugi portugalski gość, szef wydawnictwa Polvo, zastanawia się, co by tu zjeść.
João Sequeira (po lewej) studiuje menu. A ten w koszulce w paski i okularach po prawej to niespodzianka - André Diniz, brazylijski autor, który mieszka obecnie w Portugalii i postanowił przyjechać do Polski, żeby zobaczyć, jak festiwal komiksowy w wydaniu polskim smakuje. André Diniz jest m.in. autorem komiksu Morro da favela, który leży przetłumaczony na polski od 2013 i czeka cierpliwie. André chciał nawet kupić ode mnie tłumaczenie za swoją kasę i doprowadzić do wydania tego komiksu w Polsce. Zobaczymy. W tygodniu pojawiła się ciekawa opcja i być może Morro trafi do sprzedaży szybciej, niż by się można spodziewać.

W górnym lewym rogu zdjęcia chowa się Tony Sandoval, który skromnie usiadł sobie z dala od wszystkich i zaczął... rysować.

Na kolację wpadli potem koszykarze i Timof kazał mi dopisać, że Wydawcy wygrali z Fanami 65-56 (szczegółowych wyników poszczególnych kwart nie zapisałem, ale Timof je znał).
Ponieważ Dave McKean był największym nazwiskiem w programie tegorocznej FKW, to zapewne dużo o tym spotkaniu przeczytacie/ już przeczytaliście gdzieś indziej. Jest to autor, którego opowieści świetnie się słucha (stwierdzenia typu "wielkość dzieła oceniam po zniszczeniach, których może dokonać" albo "po tym, jak wysoko sięgniesz, kiedy na nim staniesz" świetnie pasują do rozmiaru wydanych przez Timofa Klatek), ale którego komiksów ja czytać akurat nie lubię. Moje ulubione jego prace do okładki do Sandmana i okładka albumu Burn my eyes Machine Head. McKean to wszechstronny artysta. I tyle, trzeba było przyjść, krzeseł by wystarczyło. Może straciliście jedyną w swoim rodzaju okazję, żeby McKeana posłuchać? Wszak stwierdził, że zawsze chciał być małym jeżem. Pomyślcie, że to się może przy takim magu sztuki w tajemny sposób spełnić.
Podpisywanie albumów i rysografy tak wciągały autorów, że nie mogli odejść od stolików. Szacunek jak zwykle dla tych, którym się chciało. W niedzielę Śledzia zastał chyba przy stoliku oficjalny koniec festiwalu. Tutaj Marek Turek i Piotrek Nowacki.
A tylu ludzi było w sobotę po południu na spotkaniu z Ruiem Brito i André Dinizem.
Rui Brito opowiedział o 240 komiksach (a może było ich 140? Kureczka, nie zapisałem sobie...), które jego wydawnictwo wydało przez ponad 20 lat działalności. A André Diniz króciutko o swoich pracach (m.in. o 7 vidas, czyli 7 żyć, o którym pisałem tutaj).
Ingo Rőmling (rysownik) w samo południe opowiadał o Malcolmie Maxie, czyli serii od Scream Comics. Bardzo ciekawe spotkanie, na które wielu zaspało, więc opiszę. Ingo otrzymuje wiele propozycji, które ktoś chce, żeby to on właśnie zilustrował. Niewiele jednak faktycznie dochodzi do skutku, bo na pomysłach niedoszłego scenarzysty się kończy. W przypadku Malcolma nie spodziewał się, że dostanie aż tak dopracowany scenariusz. No i poszło. Trzeci tom Malcolma w październiku (a może to miał być wrzesień?). Podobno pierwsze rekcje na komiks były takie, że ludzie dziwowali, że ma on aż tyle tekstu i nie chcieli czytać, ale potem się przyzwyczaili.  Ingo zajmuje się też pracą dla Disneya oraz gra w kapeli na basie.
Ingo gadał tyle, że tłumacza bolała głowa o to, jak to wszystko przetłumaczyć.
Sytuacja rozbawiła autora, a tłumacz po prostu dał radę.
A to bardzo ciekawy detal ze spotkania z Tonym Sandovalem - córeczka prowadzącego pochłonięta lekturą komiksu Bajka na końcu świata Marcina Podolca. Na zdjęciu nie widać trybików nad jej głową, ale zaręczam, że kiedy móżdżyła nad każdą stroną, to tam były!
A to znany wszystkim fan ciężkiej muzyki, który z niejednego pieca chleb jadł i politykuje czasami o aktualnej niewesołej sytuacji Meksyku. A, no i autor komiksu Nokturno, który po latach doczekał się publikacji drugiego tomu. Wraz z pierwszym. Wiecie, integral. Teraz jeździ po festiwalach, a kiedyś sprzedawał fanziny, żeby mieć na kanapkę w szkolnej stołówce.
I tak przeszła kolejna FKW. W kuluarach jedni twierdzili, że lepiej zrezygnować z części ze spotkaniami i zostawić tylko część targową. Inni, że na spotkaniach jest mało ludzi, bo autorzy zawsze opowiadają to samo. Ale chyba nikt nie stwierdził, że coś było nie tak jeśli chodzi o zaproszonych gości. I pewnie nadal będzie dobrze, bo gdzieś tam mi się o uszy obiło, że na 2018 pewien pan od myszy być może zawita do nas. Zatem - do zobaczenia za rok!

Pssst! W podsumowaniu roku 2016 trafiliśmy bezbłędnie z najlepszymi tytułami także według Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego - trzy laury zdobył Prosiak za Będziesz smażyć się w piekle, a nagroda za najlepszy komiks zagraniczny trafiła do Codziennej Walki Manu Larceneta!

Pssssssst! Mało było Chopina swego czasu... Jak widać we władzach siedzą tacy sami twardogłowi jak siedzieli. Być może Polska mistrzem Polski to nie jest najlepszy materiał na darmowy komiks rozdawany podczas FKW, ale obserwować rzeczywistość i czytać (także komiksy) należałoby ze zrozumieniem. Fenomen łysych, którzy obnoszą się jednocześnie z symbolami Polski Walczącej i Falangi chyba widział już każdy. A tak w ogóle to poczucie humoru chyba umiera w narodzie. O ironii nie wspomnę.

sobota, 20 maja 2017

Tulipanek - Charyn/ Boucq

„Tulipanek” to mocne uderzenie od wydawnictwa Scream Comics, a pomijając wydawaną przez nich klasykę Jodorowskiego i Moebiusa, być może nawet najmocniejsze uderzenie z dotychczasowych. Album rozciągnięty w czasie pomiędzy wielką wojną ojczyźnianą w Rosji i piekłem gułagu, a współczesnym Nowym Jorkiem jest brutalną opowieścią o - jakkolwiek by to nie brzmiało - trudach ludzkiego życia. Choć takich opowieści w literaturze, komiksie czy filmie jest mnóstwo, tę wyróżnia główny bohater - Pawieł, tytułowy Tulipanek, który od małego w wesołej atmosferze pod okiem ojca szkoli się z rysunku, a już w wieku siedmiu lat jest głównym tatuażystą łagrowej gangsterski.  
W „Tulipanku” tatuaż traktowany jest z gracją i uczuciem. Prawdopodobnie liczne sentencje dotyczące sztuki tatuowania obecne w komiksie sprawią dużo radości ludziom z tej branży lub nawet osobom wytatuowanym. Tatuaż ma tu również znaczenie symboliczne i metaforyczne. Obracając się wokół tatuażu, autorzy skonstruowali zarówno krwistą historię o dorastaniu w łagrze, jak i solidny thriller rozgrywający się na ulicach Wielkiego Jabłka.  
Francouis Boucq znakomicie rysuje ulice Nowego Jorku. Nic dziwnego. Z tym miastem od dekad związany jest scenarzysta albumu Jerome Charyn, w związku z czym dostarczył zapewne rysownikowi tonę niezbędnych materiałów dokumentacyjnych.  
Ten naturalistyczny komiks bezpośrednio ukazuje drastyczne sceny z okresu pobytu głównego bohatera w niewoli. Boucq i Charyn nie robią uników, nie wyprowadzają brutalnej rzeczywistości poza kadr. Dzięki temu, ale również dzięki sprawnemu prowadzeniu akcji i zachowaniem równowagi między dwiema płaszczyznami czasowymi, Tulipanka czyta się świetnie. To mocna rzecz, wyróżniająca się z komiksowego tłumu. Warto mieć.
"Tulipanek". Scenariusz: Jerome Charyn. Rysunki: François Boucq. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Łódź 2017.

piątek, 19 maja 2017

Syrena z Mongaguá i Płatki

"Syrena z Mongaguá" to jedno z największych zaskoczeń pierwszego półrocza na polskim rynku komiksowym. Autorami tego niepozornego komiksu są dwa twórcy z Brazylii: Marcos Paulo Marques i Thiago Moraes Martins. Jak czytamy w ich notkach biograficznych, obaj owocnie współpracowali z MTV Brazil, dla której tworzyli animacje. W Polsce dotychczas kompletnie nieznani, zadebiutowali prawdziwą surrealistyczną petardą.  
"Syrena z Mongaguá" to żart rozciągnięty do formy albumu. Znakomicie narysowana satyra na media, artystów, hochsztaplerów i cały świat. Surrealistyczna przejażdżka, gdzieś na skraju „Tuska” Kevina Smitha i improwizacji Piwowskiego czy Barei. To krzykliwy nius z brukowca rozbuchany do granic możliwości i wnikający w jego powierzchowność. Zdradzanie jego fabuły, to robienie przykrości czytelnikowi. Ale fragment opisu wydawcy mogę zacytować: „Początkująca aktorka bierze lekcje od taksydermisty, a taksydermista poszukuje inspiracji w podglądaniu swoich klientów. Reżyser bez weny poddaje się hipnoterapii w stylu burleski. Wróżbita widzi przyszłość w swoich tatuażach.” Dla fanów rzeczy niebanalnych - lektura obowiązkowa. Prawdopodobieństwo wylądowania tego komiksu na listach najlepszych komiksów 2017 roku? Bardzo wysokie! 
Na "Syrenie" Brazylijczycy nie poprzestali. "Płatki" Gustavo Borgesa i Chris Peter to kolejny element brazylijskiej inwazji na uniwersum komiksu polskiego. Tym razem w wydaniu niemym i z antropomorficznymi postaciami.
"Płatki" to taka magiczna opowieść o zwykłym życiu. Bardzo ładnie narysowana. Niespecjalnie odkrywcza, ale też raczej odkrywczą być nie miała. Jak dowiadujemy się z materiałów dodatkowych do komiksu, „Płatki” powstały, ponieważ ich autor poczuł potrzebę pokazania światu, że jest w stanie stworzyć jakąś dłuższą historię. No i pokazał. Stworzył. Jest sobie ten komiks, można go postawić na półce, wracać do niego i przeglądać. Istnieje szansa, że wciągnie młodych czytelników, ale z drugiej strony - tego typu historii powstało już mnóstwo. Nie popadam zachwyt, ale koneserom niemego i dziecięcego segmentu sztuki komiksowej album „Płatki” polecam pod rozwagę. Niewątpliwie natomiast „Płatki” są ciekawe ze względów poznawczych - brazylijski komiks znany był w Polsce szczątkowo. Jeśli ktoś interesuje się tym, jak tworzy się komiksy poza naszym krajem - „Płatki” będą dla niego interesującym materiałem do badań.

"Syrena z Mongaguá". Scenariusz i rysunki: Marcos Paulo Marques i Thiago Moraes Martins. Tłumaczenie: Jakub Jankowski. Wydawca: timof comics, Warszawa 2017.  "Płatki". Scenariusz: Cris Peter. Rysunki: Gustavo Borges. Wydawca: timof comics, Warszawa 2017.

czwartek, 18 maja 2017

Batman: Rok setny - Pope

Co powstanie, jeśli za wyeksploatowaną postać biznesu komiksowego weźmie się mistrz komiksu alternatywnego? Ano na przykład coś takiego, jak „Batman: Rok Setny”. 
Człowiek-Nietoperz w wizji Paula Pope’a to postać świeża i z potencjałem, nawet mimo tego, że akcja komiksu została umiejscowiona w roku 2039. Choć Batmanowi stuknęła setka, wciąż skacze po dachach i walczy z przestępczością. Czy to ciągle Bruce Wayne, czy może ktoś inny przejął tożsamość zamaskowanego obrońcy sprawiedliwości? A może Batman to po prostu Batman, stuletnia idea, legenda i potwór czający się w mroku? Równie dużo czasu, co na rozpatrywanie tego zagadnienia, Pope poświęca czystej, niczym nieskrępowanej akcji. Na kartach "Roku setnego" dzieje się bardzo dużo i wszystko to trzyma się kupy, tworząc mieszkankę dość wybuchową. 
A pretekst jest dość stereotypowy: Batman jest poszukiwany za morderstwo agenta federalnego. Pościg futurystycznych służb i ich sfory psów skutkuje trafieniem przez Nietoperza na spisek, mający na celu zniszczenie świata. Ale Batman, jak zawsze, ma swoich sprzymierzeńców. 
Ta świetna, wymykająca się standardom, historia ma wsparcie w kilku mniejszych opowiastkach, a w jednej z nich - to rzecz warta zaznaczenia - Pope’a jako kolorysta wspiera świetny rysownik Ted McKeever, wyklęty przez polskich czytelników jeszcze za czasów opublikowanego w serii TM-Semic komiksu "Machiny" ("Batman" 2/1997). Co by było gdyby Batman urodził się w Berlinie, a jego alter ego byłby inspirującym się Picassem kubistą i bywalcem berlińskich salonów? Na to pytanie odpowiada pierwsza z dodatkowych historii. Pozostałe - łącznie z efektowną, czarno-białą opowieścią ze zbioru „Batman: Black&White” podtrzymują porządny poziom całego tomu. 
W kategorii komiksów superbohaterskich „Rok setny” jest prawdziwą delicją.
"Batman: Rok setny". Scenariusz i rysunki: Paul Pope. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.