Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 28 września 2016

Fire and Stone: Prometeusz - Tobin/ Ferreyra

Choć są uznaną marką i wciąż święcą triumfy na dużym i małym ekranie, na polskim rynku komiksowym z najbardziej pozytywnym odzewem czytelników spotkali się w latach 90., kiedy to na łamach publikacji TM-Semic mierzyli się z Predatorami lub występowali w solowych klimatycznych komiksach pokroju "Labiryntu". Późniejszy niedobór publikacji z Aliensami spowodował zapewne gigantyczny głód fanów  opowieści okrytych mgiełką horroru i dziejących się na odległych planetach. Ten głód postanowiło zaspokoić wydawnictwo Scream Comics, wypuszczając na rynek komiks "Fire and Stone: Prometeusz". Nawiązujący do hitowego filmu Ridleya Scotta album został napisany przez Paula Tobina - człowieka, który całkiem nieźle poradził sobie z rewitalizacją Wiedźmina, a narysowany przez debiutującego w Polsce Juana Ferreyrę.
Prosta misja badawcza na jedną z pozornie martwych planet okazuje się być walką o przetrwanie oraz szansą na poznanie prawdy o początkach gatunku ludzkiego. Zanim jednak prawda zostanie poznana, pojawią się problemy. A wśród nich wszystko, co znamy: kłopoty na starcie misji, zgubna ciekawość badaczy, utajony cel i zwisający z sufitu mrocznego pomieszczenia Obcy... Autorzy grają znane melodie, ale robią to w sposób bardzo profesjonalny i całkiem wciągający. 
Więcej radości niesie scenariusz, nieco mniej rysunki. Ferreyra świetnie radzi sobie z plenerami i scenami akcji, nieco gorzej natomiast z anatomią, zwłaszcza na początku albumu. Lepsze wrażenie robi David Palumbo - autor świetnych ilustracji między rozdziałami, ale też kiepskiej okładki. Wśród rysowników pojawia się również Paul Pope. Słynny twórca "Battling Boya" stworzył tu jednak tylko jedną ilustrację, będącą alternatywną wersją okładki jednego z numerów mini-serii. Szkoda, że tak mało, ale dobre i to.
Fani "Prometeusza" powinni być zadowoleni - Paul Tobin bardzo sprawnie wykorzystał tezy wyłuszczone przez Ridleya Scotta i przetransferował je do swojego komiksu. Pierwszy tom "Fire and Stone" to solidna rozrywka dla koneserów gatunku. Z odpowiednią dawką akcji i emocji, ale też poziomem oryginalności zbliżającym się do zera. A może wydawca sięgnąłby po takie numery, jak "Salvation" Mignoli czy "Sacrifice" Milligana? 
"Fire and Stone: Prometeusz". Scenariusz: Paul Tobin. Rysunki: Juan Ferreyra. Kolory: Eduardo Ferreyra. Tłumaczenie: Magdalena Machcińska-Szczepaniak, Paweł Biskupski. Wydawca: Scream Comics, 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 26 września 2016

Wielki martwy - Loisel/ Djian/ Mallie

Znany z „Piotrusia Pana” i serii „W poszukiwaniu ptaka czasu” Regis Loisel doczekał się kolejnego komiksu na polskim rynku. „Wielki martwy” to album, do którego francuski artysta napisał jedynie scenariusz. Ale – jak w przypadku wszystkich komiksów autora – warstwa graficzna również została przygotowana w duchu jego rysunkowych popisów. Vincent Mallie rysuje nieco oszczędniej od swojego mistrza, ale nie można odmówić mu polotu w kreacji krajobrazów czy dynamicznych kadrów. 
Fabuła jest dość prosta – Pauline, studentka ekonomii przyjeżdża na prowincję, by spokojnie przygotować się do egzaminów na uczelni. Wskutek podejrzanie wyglądających zbiegów okoliczności poznaje miejscowego chłopaka - Erwana, który otwiera jej drzwi do nowego świata. 
Choć historia nosi znamiona obyczajowości i początkowo zdaje się przywodzić na myśl inny komiks scenarzysty - „Skład główny”, to jednak ten „nowy świat” okazuje się być potraktowany bardzo dosłownie. Miejscowy chłopak jest zafascynowany magią, często odwiedza swojego mistrza mieszkającego w chacie gdzieś w środku lasu i nader często wpada do tajemniczej krainy, w której czczony jest tytułowy Wielki Martwy. Na studentkę, roztrzepaną i trzeźwo stąpającą po ziemi, czeka przymusowa magiczna inicjacja... Brzmi jak nic nowego, prawda?  

Szczerze mówiąc, po pierwszym tomie tego komiksu nie sądziłem, że będę go polecał. Ale w zbiorczym wydaniu jest jeszcze odcinek drugi, który z rejonów "Czarnoksiężnika z Oz" i "Niekończącej się opowieści" skręca w stronę trochę detektywistyczną, nieco postapokaliptyczną, a nawet lekko thrillerową. I to wciąga. To, co było siłą tomu pierwszego – piękne, skąpane zielenią plenery – ustępuje miejsca równie fascynującym, lecz tym razem miejskim obrazkom. Z kolei to, co w pierwszym raziło – brak oryginalności – zostaje zastąpione bardzo sprawnie poprowadzoną historią. Zupełnie inną i dającą nadzieję na emocjonującą kontynuację. 
„Wielkiego martwego” polecam na kredyt. Seria ma potencjał, a Loiselowi przecież trzeba ufać, bo to jeden z największych mistrzów komiksu. Współpraca z rysownikiem, z którym autorzy znają się jeszcze z czasów serii "W poszukiwaniu ptaka czasu" przebiega bardzo sprawnie, a okładki poszczególnych tomów to dzieła najwyższej próby. Oby wydawca zdecydował się na szybką publikację kolejnych tomów opowieści.
"Wielki martwy". Scenariusz: Regis Loise, Jean-Blaise Djian. Rysunki: Vincent Mallie. Tłumaczenie: Wydawca: Sideca, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl.

piątek, 23 września 2016

Rozmagnes (0000000003)

Odcinek trzeci - przełomowy, w którym ster przejmuje Otoczak. Od dziś jego samoistne formy graficzne będą publikowane pod szyldem "Rozmagnesu". Coś jak "Kącik Otoczaka", ale jednak "Rozmagnes". Czytajcie nas, subskrybujcie na FB, snapczacie, twitterze i insta. Forwardujcie, followujcie, rzucajcie lajki i fajki.
 Nieregularnie, specjalnie dla was. Nie patrzcie tam, nie bójcie się, oni nie są groźni!

czwartek, 22 września 2016

Przygody Stasia i Złej Nogi - Grządziela

„Przygody Stasia i Złej Nogi” to najnowszy komiks autorstwa Tomasza Grządzieli. W odróżnieniu od poprzednich – rozgrywającego się w świecie warzyw „Buca kartofla” czy pozbawionego słów „Ostatniego przystanku” - jest bardzo kameralny i ascetyczny. 
To opowieść o chłopcu i jego najlepszej przyjaciółce – złej, długiej i osobistej nodze, rozciągliwej niczym szef Fantastycznej Czwórki. Pojawiając się w serii mniej lub bardziej humorystycznych pasków, Staś i Zła Noga potrafią skraść serce niejednego czytelnika. Opakowane w naiwną narrację i spontaniczny humor historyjki zostały jednak skonstruowane w taki sposób, by można je było odczytać dwojako. W związku z tym, „Przygody Stasia i Złej Nogi” to równie dobrze komiks o tragicznej sytuacji matki, samotnie wychowującej niepełnosprawne dziecko. O jej codziennej trosce o los syna, walce z przeciwnościami losu, stanach depresyjnych, problemach finansowych i próbie pozbierania się po tym, jak partner opuścił ją w obliczu trudu sytuacji. To również album o uciekaniu w fantazje i kłamstwa oraz o zmaganiach, mających na celu pogodzenie się z rzeczywistością. 
Grządziela w świetny, a momentami wręcz wybitny sposób zbudował „Przygody Stasia i Złej Nogi” na dwóch poziomach odczytania. Z jednej strony jest to zbiór pasków humorystycznych, z drugiej – poważny i emocjonujący komiks obyczajowy. Nie tylko fabuła jest tu dokładnie przemyślana. Do rytmu i charakteru opowieści autor dopasował również rysunek. Chaotyczne, czasochłonne i zupełnie zbędne  kreskowanie z publikowanego w magazynie „Profanum” „Buca kartofla” oraz szarżujący kolor z „Ostatniego przystanku” ustąpiły miejsca swobodnej, czarno-białej kresce i jednolitej kompozycji plansz. 
Ten komiks zapewne mocno namiesza na rynku i otrzyma wysokie noty od fachowców. Warto nie przechodzić obok niego obojętnie.
"Przygody Stasia i Złej Nogi". Autor: Tomasz Grządziela. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

środa, 21 września 2016

Rewolucje: Integral - Skutnik

"Rewolucje - Integral" to wyczekiwany przez fanów album, zbierający pierwsze cztery tomy serii Mateusza Skutnika. Swego czasu, kiedy w Polsce komiksów było jak na lekarstwo, a za wydawanie polskich autorów nikt nie chciał się zabierać, wydawnictwo Egmont ruszyło z kilkoma seriami, wśród których najciekawszą, ale i najbardziej ryzykowną były właśnie "Rewolucje". 
W pełni autorski projekt Mateusza Skutnika, rysowany charakterystyczną kreską i dotyczący odkryć oraz wynalazców przełomu wieku doczekał się czterech odcinków. Wszystkie robiły duże wrażenie, ale czytane w odstępach czasowych powodowały, że pewne smaczki zacierały się i umykały uwadze odbiorców. A trzeba przyznać, że smaczków jest tu mnóstwo. Są elipsy. Są parabole. Postaci, pojawiające się na drugim albo i trzecim planie, w kolejnych albumach stają się niemal głównymi bohaterami opowieści. Wszystko, co niejasne i chaotyczne, składa się w przejrzystą całość w ostatnich kadrach komiksu. 
Rzecz dotyczy wielkiej rewolucji technicznej i skupia się tak samo na wybitnych umysłach i wynalazkach, jak i na tych zupełnie nietrafionych, bądź nieudanych. Choć pojawiają się tu znane ze świata nauki i techniki nazwiska, to skutnikowe historie mają charakter alternatywny, a wymienione w nich wynalazki i odkrycia nie mają przełożenia na rzeczywistość. 
W tej aurze tajemnicy i wynalazczości skąpane są rysunki. Fantastyczna architektura, niesamowite zabawy z perspektywą - to znak rozpoznawczy gdańskiego twórcy. Dodatkowo, integral "Rewolucji" zawiera w sobie kilka lub kilkanaście plansz, w których autor zdradza perfekcyjne opanowanie komiksowego warsztatu i języka tego medium. Dodam, że wszystkie albumy, składające się na ten solidny zbiór są mi znane od dobrych kilkunastu lat, ale podczas lektury czułem się, jakbym czytał je po raz pierwszy. 

Jest tu jedna rzecz całkowicie zaskakująca. Chodzi o wyklejkę, na której znalazł się czarno-biały, dwustronny rysunek. Zaparkowałem przy nim na dobre kilkadziesiąt minut i kiedy wracam do tego komiksu – parkuję ponownie. Hipnotyzująca grafika. Pewnie nawet lepsza niż wyklejki w "Thorgalu". 
Wydane w opasłej cegle cztery pierwsze tomy serii przeszły lekki lifting - autor zrezygnował z poprzedniej, dość podstawowej czcionki, zastępując ją nową, skrojoną samodzielnie. Warto również dodać, że w sferze pisarskiej Skutnikowi pomagała Anna Jędrzejczyk-Skutnik oraz Nikodem Skrodzki, z którym autor swego czasu zrobił słyną, czarno-białą (również zebraną w integral) serię "Morfołaki".
Jeśli ktoś mnie zapyta o "Rewolucje", to powiem: brać, nie pytać. Wybitna rzecz, światowy poziom, czapki z głów. 
"Rewolucje: Integral (tomy 1-4)". Scenariusz: Mateusz Skutnik, Nikodem Skrodzki, Anna Jędrzejczak-Skutnik. Rysunki: Mateusz Skutnik. Wydawca: timof comics, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

wtorek, 20 września 2016

Kibicujemy (431)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 

W czerwcu, na londyńskim ELCAFie, miała miejsce premiera nowego, trzeciego już numeru zina „Brudno”, wydawanego przez Annę Krztoń. Tym razem zaproszeni artyści (a właściwie w tym wypadku – tylko artystki) musieli zmierzyć się z tematem „Silent treatment”.
Artystki: Dagmara „Kreska” Cieślica, Dorota Świderska, Dream Team (Natalia Kulka, Aga Gójska, Beata Sosnowska), Marta Bystroń, Gabriela Rogula, Anka Waćkowska, Basia Grzybowska, Katarzyna Witerscheim, Zofia Rogula, Magdalena Rzepecka, Julia Płoch, Ola Szmida, Weronika Banasińska, Anna Krztoń, Agnieszka Świętek.
Za okładkę odpowiada Ada Buchholc.

"Brudno" będzie można zakupić podczas zbliżającego się Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, razem z nowym numerem szwedzkiej antologii CBA. Tej ostatniej pozycji autorka będzie miała jednak minimalne ilości, więc - jak zaznacza - kto pierwszy ten lepszy.







Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

poniedziałek, 19 września 2016

Marvele: 3 razy "TH"

Komiksów spod szyldu Marvel Comics ukazuje się na tyle dużo, że szary czytelnik może się w tym pogubić. Co warto kupować, a co lepiej omijać szerokim łukiem? O tym w dzisiejszych "Marvelach".
"Thor: Bogobójca". Pod opieką Jasona Aarona postać Gromowładnego rozkwitła. "Bogobójca" to rozgrywająca się na trzech płaszczyznach czasowych historia, powiązana główny motywem buszującego w czasie i przestrzeni zabójcy bogów. Tu nie ma trykotów. Jest za to zimny klimat wybrzeży Islandii i mrożąca krew w żyłach pustka kosmosu. Rysunki Esada Ribicia są znakomite, ale gwiazdą, grającą pierwsze skrzypce w "Bogobójcy" jest Aaron. Znakomite dialogi i narracja, sprawne powiązanie wątków z trzech różnych epok i wrzucenie Thora w historię opartą o kontekst mitologiczny zamiast superbohaterskiego - za to wszystko amerykański scenarzysta powinien zebrać same plusy. Debiutancki album "Thora" jest najlepszym komiksem, jaki póki co ukazał się w kolekcji Marvel Now.
Na którą półkę z komiksami nie spojrzysz - na każdej Aaron. Takie historie mogą wkrótce czekać na polskich czytelników komiksów. Niezwykle płodny scenarzysta, który znalazł się w orbicie zainteresowań kilku rodzimych edytorów, kontynuuje swoją przygodę z Marvelem komiksem zatytułowanym "Thanos powstaje". To typowy origin postaci, klimatem nawiązujący bardziej do dziedzictwa komiksu europejskiego, niż superbohaterskiej konwencji. Aaron pokazuje drogę głównego bohatera od momentu narodzin aż po przemianę w największego tyrana wszechświata. Robi to raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, nie schodząc jednak poniżej poziomu swoich możliwości. Skojarzenia z "Kastą Metabaronów" i komiksami Alexandro Jodorowskiego jak najbardziej uzasadnione, choć jednak Aaronowi jazdy po bandzie nie zdarzają się tak często, jak chilijskiemu wizjonerowi. Na plus znakomite rysunki - Włoch Simone Bianchi zmusił mnie do zastanowienia się nad nastęującą kwestią: Co by było gdyby do pracy przy superbohaterach zatrudnić wszystkich świetnych grafików z "Dylan Doga"? Sądzę, że efekty byłyby bardziej niż zadowalające. Minusem komiksu - a właściwie zamieszczonych w nim dodatków - jest kuriozalne zdanie z posłowia, jakoby postać Śmierci z uniwersum Marvela była dziś "równie wyrazistą postacią, jak Śmierć z gaimanowskiego Sandmana czy z powieści o Świecie Dysku Terry'ego Pratchetta". Równie wyrazistą? Litości!
Był "Thor", był "Thanos", teraz o "Thunderbolts". Zbieranina postaci z Marvela o bardzo dyskusyjnej reputacji najpierw rozwala reżim dyktatora Avy na wyspie Kata Jaya, a nastęnie walczy z armią napędzaną energią gamma. Miny przeciwpiechotne nie robią krzywdy sprawiedliwym, bzdura goni bzdurę i tylko Steve'a Dillona szkoda. Angielski rysownik zupełnie nie pasuje do takiej konwencji, a jedyne udane sceny w jego wykonaniu to  te z Punisherem, którego przecież rysował przez lata. "Bez pardonu" i "Czerwony postrach" to lektury do ominięcia. Typowe produkcyjniaki, żerujące na czytelnikach pragnących obcowania z najpopularniejszymi bohaterami Marvela w ilościach hurtowych. Szkoda czasu.
(Szczepan Falafel)
"Thor Gromowładny, tom 1: Bogobójca". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Esad Ribić. Tłumaczenie: Marceli Szpak. "Thanos powstaje". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Simone Bianchi. Tłumaczenie: Piotr Krasnowolski. "Thunderbolts, tom 1: Bez pardonu". Scenariusz: Daniel Way. Rysunki: Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. "Thunderbolts, tom 2: Czerwony postrach" Scenariusz: Daniel Way, Charles Soule. Rysunki: Phil Noto, Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiksy można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl