Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 17 lutego 2015

Patronujemy: Komiksofon 16


Projekt Komiksofon - element programu sztuk wizualnych Europejskiej Stolicy Kultury 2016. 6 marca 2015 w piątek o godzinie 19:00 odbędzie się spotkanie z Danielem Chmielewskim oraz Igorem Wolskim w Sanatorium Kultury (Przejście Garncarskie 2, 2 piętro, Wrocław).

GOŚCIE:

Daniel Chmielewski -  absolwent wydziału grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Autor albumów komiksowych "Zostawiając powidok wibrującej czerni", "Zapętlenie", Scenarzysta "Podglądu", narysowanego przez Marcina Podolca, który w ostatnim czasie został sprzedany francuskiemu wydawnictwu La Boîte Ă  Bulles. Krótkie formy, głównie eseistyczne i autobiograficzne, publikuje na blogu "Pub pod Picadorem". Obecnie rysuje komiks do scenariusza psychiatry Katarzyny Szaulińskiej, który ma zachęcać młodzież gimnazjalną z depresją do zgłoszenia się do poradni. Mieszka na warszawskiej Pradze z żoną Olgą Wróbel i córką Gretą.
Blog autora: pubpodpicadorem.blogspot.com
Komiksy autora publikowane w małej kulturze współczesnej: malakulturawspolczesna.org/tag/daniel-chmielewski/ 

Igor Wolski - rocznik 1991, mieszka w Gdańsku, obecnie freelancer. W 2005 roku opublikował swój pierwszy komiks internetowy, potem został członkiem netKolektywu (grupy zrzeszającej twórców komiksów internetowych) i dużo działał przy powstawaniu kolejnych numerów magazynu "Kolektyw". Rysował komiksy takie jak "Drużyna A.K.", "Rycerz Janek", "Miska Owoców", naprodukował sześć odcinków "Komiksu 24h", maczał palce przy "Człowieku Bez Szyi" i albumach Pracowni Komiksowej. W roku 2008 narysował album "Rycerz Janek w Kanałach Szaleństwa". W czasie wolnym ilustruje zmyślone sceny okołofantastyczne i ujęcia z kreskówek. 
Strona autora: www.igorwolski.com
 
O projekcie Komiksofon

Komiksowo-muzyczny projekt realizuje się poprzez korespondencję sztuk, połączenie muzyki, plansz, kadrów, szczegółów rysunku, iluzji ruchu w ruch prawdziwy, przez pomysłowe wydobycie tematu przewodniego. Komiksofon oferuje dwa rodzaje przeżyć. Dla ludzi spoza kręgu fanów komiksu będzie to lekka, wizualno-dźwiękowa prezentacja, po której zostanie w głowie pewna idea przyswajalności obrazków komiksowych, styl rysunku danego komiksiarza i pamięć jego nazwiska. Za to fanów komiksu przywieść może ciekawość nowej formuły prezentacji i tego, jak autor znanego komiksu przerobił go i jak zinterpretował go muzycznie. 
Każda edycja składa się z trzech części:
- projekcji filmów prezentujących twórczość dwóch artystów komiksowych w połączeniu z muzyką/dźwiękiem,
- wywiadzie/dyskusji z publicznością,
- rysowaniu na żywo. 
Wydarzenie prowadzi słynny wrocławski komiksiarz Konrad Koko Okoński - urodzony w 1987 roku autor komiksów internetowych (Wisnia, A Quartz Bed) i wydanego ostatnio na papierze Kija w dupie). Absolwent  grafiki i sztuki mediów na ASP We Wrocławiu.

Spotkanie z autorami poprowadzi Andrzej Jarczewski (1966) - wykształcenia architekt, z zawodu grafik, z zamiłowania kolekcjoner i miłośnik komiksu. 
Każdej edycji Komiksofonu charakteru nadają goście. Każdy z nich ma takie samo zadanie, a efekty są zupełnie różne i zawsze niespodziewane. 
Organizator: Komiksofon, Wrocław 2016 
Koordynator projektu: Agnieszka Jamroszczak a.jamroszczak@gmail.com
Komiksofon na Facebooku: www.facebook.com/komiksofon
Komiksofon na Twisterze: www.twitter.com/Komiksofon

poniedziałek, 9 lutego 2015

Wieże Bois-Maury: Oliwier - Hermann

Chwila, na którą polscy czytelnicy serii "Wieże Bois-Maury", podsycani publikowanymi w regularnych odstępach czasowych odcinkami, czekali z niecierpliwością, wreszcie nadeszła. Po dziesięcioalbumowej tułaczce, rycerz Aymar de Bois-Maury dotarł wreszcie do celu swej podróży i dostał od losu możliwość sięgnięcia po miecz, by oswobodzić ziemie swoich przodków.
Swoim zwyczajem, Hermann pozwolił sobie na lekki skok czasowy w stosunku do przygód, znanych z poprzedniego albumu tego osadzonego w średniowieczu serialu. Aymara zastajemy na długo po powrocie z ziemi świętej. Stacjonuje u sąsiada swych rodzinnych terenów, zbiera upragnioną armię, a u swego boku ma ciężarną żonę i kilku towarzyszy podróży, znanych z poprzednich albumów. Wśród nich jest ten najważniejszy - giermek Oliwier, którego imieniem - nie bez przyczyny - Hermann obdarował ostatni tom sagi. Obwiniający żonę głównego bohatera o odstawienie na boczny tor wierny pomocnik dziedzica Bois-Maury, upijając się do granic możliwości i bełkocząc po kątach, poświęca się powolnemu odzieraniu z szacunku, jakim darzyli go współtowarzysze przygód. Ostatecznie jednak staje się trybikiem, który dopełni całości i domknie ją w tragicznym finale.
Jakby zdając sobie sprawę z tego, że daje tę przyjemność czytelnikom po raz ostatni, Hermann wykorzystuje większość (jeśli nie wszystkie) chwytów komiksowych, jakie zastosował w poprzednich dziewięciu tomach. Na kartach "Oliwiera" znalazło się miejsce zarówno dla brudnych, średniowiecznych obrządków, jak i dla sennych zjaw, dla pięknie rysowanych scen nocnych, mglistych i dla jesiennych porannych pejzaży, dla efektownych pojedynków na śmierć i życie, jak i dla chwil, w których oddaje się hołd naturze, dla regularnego kadrowania i - tu nowość - paru nieobramowanych, niestandardowych kadrów. Hermann zadbał również o kilka niezwykle ważnych powrotów postaci znanych z poprzednich tomów - postaci, posiadających swoją historię, która - podobnie jak dzieje dzielnego rycerza - zostaje domknięta w niniejszym tomie. 
W ostatecznym rozrachunku, "Wieże Bois-Maury" nie są sugestywną próbą ukazania mroków średniowiecza, czy też wojen religijnych, lecz opowieścią o ludziach, którzy respektując pewne bezdyskusyjne wartości i szerząc je wśród napotkanych, dążą do konkretnego celu. Rzecz jasna, po drodze popełniają błędy, lecz w tych najważniejszych kwestiach starają się być w zgodzie z własnym sercem i sumieniem. 
"Oliwier" jest godnym zamknięciem wybitnego dla światowego komiksu cyklu. Na szczęście, czeka nas jeszcze pięciotomowa kontynuacja, którą Hermann stworzył wspólnie ze swoim synem, a której to cykl wydawniczy Wydawnictwo Komiksowe planuje rozpocząć we wrześniu. Póki co, zalecanym rozwiązaniem jest ponowne przejście przez dziesięć tomów tej genialnej serii. Najlepiej kilkukrotne. Z arcydziełami warto obcować więcej, niż jeden raz.
"Wieże Bois-Maury (10): Oliwier". Autor: Hermann. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.

niedziela, 8 lutego 2015

Black Science: Zasada nieskończonego spadania - Remender/ Scalera/ White

Nauka niczym magia - w odpowiednich rękach przyczynia się do głębszego poznania rzeczywistości, polepszenia jej i wpuszczenia ludzkości na nieznany dotąd tor rozwoju, w nieodpowiednich - może być przyczynkiem do zagłady. Autorzy "Black science" hołdują tej tezie, kreśląc epicką historię o podróży w czasie i przestrzeni. Podróży, w której bohaterom towarzyszą nieznane światy, stworzenia o niedoprecyzowanych intencjach oraz emocje, zmieniające ich spojrzenie na świat. Serial Ricka Remedera, Matteo Scalery i Deana White'a to wybuchowa mieszanka kosmicznej epopei i obyczajowej historii. 
Jeśli, czytelniku, masz ochotę się zagubić - zapoznaj się z pierwszym rozdziałem tej opowieści. Autorzy postawili bowiem na hitchcockowskie trzęsienie ziemi: począwszy od  pierwszej planszy, w albumie dzieje się bardzo dużo - na tyle, że nawet mimo narracji głównego bohatera ciężko jest się odnaleźć w fabule. Krok po kroku odkrywane są jednak kolejne elementy układanki. Dotychczas anonimowe postaci nabierają cech charakterystycznych, motywacje zostają uwiarygodnione, a sens i cel podróży grupy  śmiałków - wyjawiony. Z każdym kolejnym rozdziałem komiks nabiera sensu, staje się bardziej atrakcyjny, wciąga i nie pozwala przerwać lektury...
Ale o co w ogóle chodzi? Gównie o naukę, chęć poznania wszechświata, rozwiązania problemów trapiących ludzkość od wieków. Grant McKay, lider Anarchistycznej Ligi Badaczy, posiłkując się fundamentami infinitologii, posiadł umiejętność podróżowania do innych światów i rzeczywistości. Dzięki zbudowanemu przez siebie przyrządowi - Latarni - mógł w założeniu przenieść się do miejsc, gdzie lek na raka sprzedaje się w aptece bez recepty, a nowe technologie wykraczają poza ramy ludzkiego pojęcia. Transferując te rozwiązania na współczesną mu ziemię, mógł przyczynić się do gwałtownego rozwoju planety. Lecz - jak zwykle w tego typu historiach - coś musiało pójść nie tak. Czy można bezkarnie poczynać sobie z czasem i przestrzenią? Skakać od rzeczywistości do rzeczywistości bez uszczerbku na psychice?
Nie tylko wyjaśnieniami powyższych kwestii oddaje się na łamach "Black Science" Rick Remender. Stawiając na naukową otoczkę, nie rezygnuje z soap-operowego aspektu opowieści, kreśląc sugestywne postaci i barwne relacje między nimi. Dość przypadkowy skład grupy Alternautów nie jest monolitem - motorem napędowym podziałów są animozje pomiędzy naukowcem-anarchistą a nadzorującym projekt panem w garniturku. W tle (z opcją wysunięcia się na czoło w kolejnych tomach) są jednak obecne równie silne emocje, oparte na miłości, nienawiści, zdradzie i poświęceniu.
Rick Remender zbudował szereg światów, których wspólnym wyróżnikiem jest tajemniczość. W każdej rzeczywistości, do jakiej trafiają, bohaterowie spotykają postaci, o których wiedzą tyle, co czytelnik. Tu nie ma nadającego z offu wszechwiedzącego narratora, ani protagonistów, którzy pozjadali wszystkie rozumy. Planeta zamieszkała przez wielkie rechoczące żaby? Ok, widocznie jest taka planeta. Pojedynek niemieckiego żołnierza z Indianami Mecha-Hopi? Normalka. Zaskoczenie jest w "Black Science" oczywistością i pojawia się na kartach komiksu z niesamowitą regularnością.
W przednich pomysłach Remendera odnalazł się duet Matteo Scalera (rysunek) i Dean White (kolor). Bądźmy szczerzy - wielokrotnie budowanie futurystycznych światów kończyło się na kartach komiksów fiaskiem, tutaj jednak mamy do czynienia z czymś - mam nadzieję - niezapomnianym. Warstwa graficzna "Black Science" jest brutalnie groteskowa, niczym Disney rysowany przez Teda McKeevera, lub Sean Murphy romansujący z Alessandro Barbucci. Nowocześnie rozkadrowane plansze urzekają kompozycją, a splash-page, zwłaszcza te prezentujące miejskie scenerie - imponują.
"Black science" to komiks do wielokrotnego czytania. Pięknie narysowany, z solidną dramaturgią, znakomitym pomysłem wyjściowym, zaserwowanym bez łopatologii. Do szeregu świetnych serii spod skrzydeł wydawnictwa Image, które w ostatnich miesiącach zostały opublikowane w Polsce, dołącza kolejna, z której edytor - i amerykański i polski - może być dumny. 
"Black science. Tom I: Zasadanieskończonegospadania". Scenariusz: Rick Remender. Rysunek: Matteo Scalera. Kolory: Dean White. Przekład: Krzysztof Janicz. Wydawca: Taurus Media, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Incal, Centrum Komiksu

wtorek, 3 lutego 2015

Najlepsze komiksy 2014 roku - TOP 20

Najlepsze komiksy 2014 roku:
Waga: 14,2 kg
Cena (stan na dzień 03.02.2015 wg Sklep.Gildia.pl bez niedostępnej tam "Planety uciętych kończyn"): 1250,39 zł.
Poza listą: Życie. Powieść graficzna, Palestyna, Wąż wodny, Kiedy David stracił głos, Piaskowa opowieść, Zamach na prezydenta 2, Kroniki jerozolimskie, Zapętlenie.
Wznowienia, które warto mieć, a które nie zostały uwzględnione na liście najlepszych komiksów 2014 roku:
1. Umowa z Bogiem
2. Prosto z piekła
3.
Kot Rabina
4. Yans

5. Trylogia Nikopola
6. Szninkiel

7. Sandman
8. Rork
9. Garaż Hermetyczny 
10. Klasyka komiksu polskiego: Gucek i Roch
11. Batman: Powrót Mrocznego Rycerza
12.
Osiedle swoboda
13. Wolverine: Broń X
14. Batman: Zabójczy Żart
15. V jak Vendetta
16.
The Very Best of Wilq
17. Sin City
18. Piotruś Pan
19. Liga Niezwykłych Dżentelmenów 

20. Fins de siecle

środa, 28 stycznia 2015

Kibicujemy (413)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Sławek Lewandowski życzy, donosi i pozdrawia. "Prestidigitator" już niebawem odkryje sens życia na półkach największych księgarni świata.
SL: Ale jaja !!! 
Dziubałem, kombinowałem, cudowałem, pisałem, skreślałem, poprawiałem, dokładałem, wywalałem a kiedy już małego świrka od tego dostawałem, to się trochę poopierdalałem, a potem znowu do rysowania się brałem i po jakimś czasie wracałem do tego, co napisałem wyżej a potem znowu do tego, co niżej, by po jakimś czasie wrócić do tego, co wyżej. 
Dlaczego jaja? 
Dlatego, że jestem już bardzo blisko końca tworzenia tej bajki. Lubię chwile poprzedzające zbliżający się nieubłaganie, definitywny - KONIEC !!! 
Ciekawi mnie bardzo czy po przeczytaniu tego komiksu taki jeden gościu faktycznie odnajdzie sens życia i punkt G – mam nadzieję że tak. Życzę mu tego z całego serca. A jeśli odnajdzie te rzeczy nie pod wpływem wrażeń po przeczytaniu mojego komiksu, tylko w skutek zupełnie innych okoliczności, to też będę szczęśliwy. 
Właściwie życzę tego wszystkim fanom komiksu w zaczynającym się właśnie 2015 roku. Sens życia i punkt G – tej wersji się trzymajmy !!! 
Pozdrawiam, Sławek
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

środa, 21 stycznia 2015

Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański - Jasiński/ Nowacki/ Rybb

Pierwsza część serii "Detektyw Miś Zbyś na tropie" zagnieździła się w głowie mojego recenzenckiego konsultanta (wówczas 3-latka) na tyle, że kilka razy wracał do lektury, a na wieść o rychłej premierze drugiego tomu wyraził zainteresowanie jego posiadaniem. Co prawda nie było to zainteresowanie porównywalne do uczuć, jakie żywi do Smerfów, Gumballa i SpongeBoba, ale jednak jakieś. 
Zabierając się za "Złotego sokoła teksańskiego" mieliśmy zatem nadzieję na co najmniej porównywalną zabawę, urozmaiconą większą ilością rozkładówek-łamigłówek i ciekawszym w stosunku do tomu pierwszego poprowadzeniem głównych bohaterów serii. Warto nadmienić, że mój recenzencki konsultant nieco podrósł i z trzylatka stał się 4,5-latkiem, co zapewne miało swój wpływ na odbiór komiksu Macieja Jasińskiego, Piotra Nowackiego i Rybba.
Dużym plusem jest umiejscowienie akcji w rejonach Dzikiego Zachodu. W świetnie rysowane scenerie mały konsultant wsiąkł od pierwszej planszy. Scena napadu na pociąg była dla niego nie lada przeżyciem, a szereg postaci drugoplanowych co chwila wywoływał wytrzeszcz oczu. Nieco mniejszą uwagą (ponownie) obdarzył główne postaci westernu - Misia Zbysia i Borsuka Mruka, na których tym razem spadła misja złapania złodzieja figurki tytułowego sokoła teksańskiego. Powtórzenie motywu przewodniego z pierwszego tomu (tam ścigano złodzieja miodu) okazało się kiepskim rozwiązaniem. 4,5-letni konsultant bardziej zainteresował się listem gończym, wiszącym na ścianie u szeryfa i do końca żywił nadzieję, że motyw Tukana Tuco, za którego głowę zgarnąć można było 500 dolców, powróci i rozpędzi fabułę komiksu. Co jeszcze zapadło w pamięć recenzenckiego doradcy? Wykolejenie pociągu, pościg kolejką w kopalni, indiańskie wigwamy i fantastyczne rozkładówki. Jeśli zaś chodzi o ziewnięcia podczas lektury - wynotowałem je tylko w momentach konwersacji misia z borsukiem. Było też jedno zdziwienie - na ostatniej planszy: "Jak to? To już koniec?"
Opinia starego recenzenta pokrywa się ze spostrzeżeniami młodego pomocnika. Serię ponownie dźwiga na swoich barkach świetny drugi plan, a dużo dobrego robią znakomite, klarowne i komunikatywne rysunki. Niestety, istotnym minusem "Złotego sokoła teksańskiego" jest zakończenie. Zbyt nagłe, za szybkie i słabo napisane (a dodatkowo w dość dyskusyjny sposób usprawiedliwiające napad z bronią w ręku i kradzież). Trudno oprzeć się wrażeniu, że byłoby lepsze, gdyby zostało poprzedzone choćby jedną dodatkową sceną.
Drugi album z przygodami Misia Zbysia i Borsuka Mruka to uczta dla oczu, ale też fabularna powtórka z rozrywki. Czy jednak ten drugi fakt należy traktować jako zarzut? Niekoniecznie. Ten komiks przeznaczony jest nie dla fanów serii, którzy mają zamiar się z nią zestarzeć, a dla dzieciaków w określonym wieku. Być może autorzy nie poszli do przodu, sprawiając wrażenie stagnacji i powtarzalności, bo taki właśnie był zamysł? Jeśli tak, "Złoty sokół maltański" uraduje "nowych" 3-4-latków, natomiast tym, którzy spodziewali się, że ich bohaterowie podrośli razem z nimi o te 1,5 roku zapewni nieco mniej przyjemności. Przy czym niewątpliwie wszyscy (wliczając w to starych recenzentów) będą zachwyceni ilustracjami duetu Nowacki/ Rybb.
"Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański". Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Piotr Nowacki. Kolory: Norbert Rybarczyk. Wydawca: krótkie gatki, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Zapowiedzi 2015: Mucha Comics

W kolejnej odsłonie komiksowych zapowiedzi na rok 2015 plany Muchy Comics ujawnia redaktor naczelna Christine Meyer. Póki co jest to rozkład jazdy wydawnictwa na pierwszą połowę roku. Całkiem możliwe, że poza podanymi tytułami, na wiosnę pojawi się jeszcze jeden, w sprawie którego trwają jednak jeszcze negocjacje.
"The Wake" (Snyder/ Murphy)
Na koniec stycznia wydawca zapowiada komiks "The Wake" (scenariusz: Scott Snyder, rysunek: Sean Murphy), pierwotnie opublikowany w Vertigo. Przełom lutego i marca to drugie tomy dobrze przyjętych serii: "Sagi" Briana K. Vaughana i Fiony Staples oraz "Fatale" Eda Brubakera i Seana Philipsa
W kwietniu możemy spodziewać się drugiej części przygód detektywa - cybopaty z serii "Chew" Johna Laymana i Roba Guillory, a na Festiwal Komiksowa Warszawa edytor przygotował dwa komiksy: drugi tom serii "Sex" Joe Caseya i Piotra Kowalskiego oraz "Justice" Alexa Rossa, Jima Kruegera i Douga Braithwaite'a. Zapowiedzi Muchy na pierwsze półrocze zamyka zbiór "Tales of The Batman" Tima Sale'a, zaplanowany na czerwiec.