Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 12 lutego 2016

Konkwistador - Dufaux/ Xavier

Duet Jean Dufaux i Philippe Xavier póki co znany jest polskim czytelnikom z koncertowego zarżnięcia tematu krucjat we wstrzymanej jakiś czas temu serii Wydawnictwa Komiksowego. W "Konkwistadorze" autorzy wzięli na tapetę inny okres historyczny - równie barwny i będący głęboką studnią ciekawych opowieści: podbój Meksyku i walkę o złoto miasta Tenochtitlan w pojedynku między Hernanem Cortezem a cesarzem Montezumą.
Już pierwsze strony tego tytułu zdradzają metodę scenarzysty. Dufaux ponownie transferuje prototypy bohaterów ze swoich wcześniejszych komiksów, ubierając ich w nowe wdzianka i zmieniając imiona stosownie do epoki i panującego klimatu. Korzysta z wypracowanego przez siebie szablonu tworzenia scen komiksowych, gra na utartych schematach dramaturgicznych i sprawia wrażenie scenariuszowego reproduktora, tworzącego nowe teksty szybko i według równania matematycznego. I choć po raz kolejny zdradza swój warsztat, to "Konkwistadora" czyta się nadzwyczaj przyjemnie. 
Poza wprowadzeniem, nadającym serialowi aurę tajemniczości oraz momentami, ukazującymi stosunki dyplomatyczne między Montezumą a Cortezem, komiks skupia się na świętokradczej misji drużyny wybrańców. Stereotypowi bohaterowie (osiłek, hultaj-znachor, ksiądz, przystojniak oraz piękna i niebezpieczna w jednym) podstępem wykradają złoto ze skarbca Montezumy. Worki z precjozami mają ugruntować pozycję Corteza. Problem w tym, że zaślepieni żądzą bogactwa bohaterowie zabierają ze skarbca coś, czego nie powinni nawet dotykać. Tym samym budzą starożytną, niszczycielską moc. Dufaux centralnym punktem opowieści uczynił pościg za złodziejami i towarzyszącą mu rzeź. Trup ściele się gęsto, a sentymenty odchodzą na bok. 
Scenariusz, choć pisany od linijki, jest klimatyczny i wyłamuje się ze standardów, obecnych w europejskich produkcyjniakach. Rysunki przykuwają oko głównie wtedy, gdy Xavier poświęca się skrupulatnemu oddaniu plenerów i budynków. Tętniąca życiem dżungla, opuszczone świątynie, imponujące miasto Tenochtitlan, rozbite statki - wszystko to rzeczywiście wygląda interesująco, w czym również zasługa kolorysty Jeana-Jacquesa Chagnauda, który dość umiejętnie posługuje się paletą barw.
Nad "Konkwistadorem" dość wyraźnie unosi się zapach wtórności. Lecz nie dla pragnących oryginalnych fabuł ten komiks został stworzony. Album Dufaux i Xaviera zadowoli tych czytelników, którzy lubią czytać historie oparte na faktach z dodanym pierwiastkiem nadprzyrodzonym i nie mają problemu z tym, że "to już było". Solidna, rozrywkowa lektura. 
"Konkwistador (tom 1 i 2)". Scenariusz: Jean Dufaux. Rysunki: Philippe Xavier. Kolor: Jean-Jacques Chagnaud. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawca: Sideca, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

czwartek, 11 lutego 2016

Chew: Delicje deserowe - Layman/ Guillory

„Delicje deserowe” - trzeci tom serialu Johna Laymana i Roberta Guillory - to komiks trochę sensacyjny, trochę romantyczny, a trochę kulinarny. Czyli wszystko po staremu. Nie zmienia się również poziom serwowanej przez autorów opowieści - jest dowcipnie, drastycznie, przygodowo, sensacyjnie i mięsiście. 
To smaczne danie przyrządzone przez niezwykle płodny duet skupia się na postaci agenta federalnego Tony'ego Chu, który pracuje w Amerykańskiej Agencji do spraw żywności i leków i jest cybopatą. Co to oznacza? Ano ni mniej ni więcej to, że Tony posiada moc, która po ugryzieniu na przykład jabłka pozwala mu z całą pewnością stwierdzić skąd to jabłko pochodzi i czym było pryskane. Odczuwanie poprzez zjadanie. Rzecz całkiem przydatna i niezwykle ważny element codziennego żywienia. Są jednak momenty, kiedy Tony z racji wykonywanego zawodu musi korzystać ze swoich umiejętności, by przyspieszyć jakieś śledztwo. Wtedy nie gryzie już owoców. By zobaczyć w swojej głowie kto zabił psa sąsiada, kosztuje tegoż psa. Jeśli chce wyjaśnić sprawę rozkładającego się trupa, przekąsza jego palucha... Warto tu dopowiedzieć, że wbrew pozorom komiks nie jest obrzydliwy. To sensacyjna komedia, bogata w świetne dialogi i niezmiennie od trzech tomów trzymająca poziom. Jej największa wartość tkwi w bohaterach – obok zdecydowanie niekonwencjonalnego Tony’ego, mamy tu na przykład jego partnera Johna Colby’ego, który jest pół-człowiekiem pół-terminatorem. Z kolei obiektem westchnień tytułowego bohatera jest Amelia Mintz – saboskryberka – czyli osoba, która pisze o jedzeniu w taki sposób, że czytając jej kulinarne recenzje, możemy poczuć ich smak. Naprawdę niesamowita galeria postaci.
„Delicje deserowe” to między innymi wizyta bohaterów w pewnym ekskluzywnym klubie smakosza, gdzie podawane są bardzo wykwintne i nielegalne dania mięsne oraz powrót znanego z poprzednich tomów kurczaka Poyo. Dość istotną rolę w omawianym tomie odgrywa także pewien czarny charakter, znany z poprzednich tomów. Fabuła jest sprawnie pchana przez Laymana do przodu, a rysunki - nawet jeśli nie jest się fanem kanciastej, cartoonowej kreski Roba Guillory - stanowią odpowiednią równowagę dla nieraz drastycznych treści.  
Autorzy jawnie nawiązują do filmów Quentina Tarantino, mniej jawnie do serialu "The Wire", a fabularnymi twistami spokojnie mogliby obdzielić kilka seriali telewizyjnych.Ta seria sprawdzi się u tych, którzy lubią wchłonąć przed snem dobry kryminał, a po zmroku powydziwiać w kuchni. Koneserom "Chew" tego komiksu nie trzeba polecać. Tym, którzy jeszcze nie mieli przyjemności a pragną zapoznać się z tą krwistą historią, życzę bon appetit. Kolejny tom lada chwila zawita na księgarskie półki.
"Chew (3): Delicje deserowe". Scenariusz: John Layman. Rysunki i kolor: Rob Guillory. Pmoc przy kolorach: Steven Strubble. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

środa, 10 lutego 2016

Superman/ Batman: Wrogowie publiczni - Loeb/ McGuinness

Fani duetu Loeb/ Sale nie będą wniebowzięci. Ci rozumiejący się bez słów twórcy, autorzy takich hitów jak "Batman: Długie Halloween", "Batman: Mroczne zwycięstwo", "Superman: Na wszystkie pory roku", czy "Catwoman: Rzymskie wakacje" w świeżo wydanym albumie wydawnictwa Egmont mają dla siebie jedynie dwie strony wstępu. Dobre i to! 
Ten scalany przez lata związek zostaje rozbity przez Eda McGuinnessa - rysownika, który zasłynął pracą nad takimi tytułami, jak "Deadpool" czy "Vampirella". Ci sami fani nie powinni jednak specjalnie narzekać - połowa ich ukochanego duetu spisuje się na łamach "Wrogów publicznych" na tyle dobrze, że "tego trzeciego" można spokojnie zaakceptować.
Intryga należy do tych poważniejszych z kilku powodów. Po pierwsze, pojawiają się nowe poszlaki w sprawie zabójcy rodziców Bruce'a Wayne'a. Po drugie, do Ziemi zbliża się wielki meteor pochodzący z Kryptonu. Po trzecie: prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Lex Luthor. I wreszcie po czwarte, bohaterów, tych pozytywnych, nawiedza Superman z przyszłości. Lekko posiwiały jegomość ma dla współczesnych obrońców Gotham i Metropolis jedno przesłanie: "Nie róbcie tego!" Ale czego?
Naturalnym jest, że w świecie, w którym najwyższą władzę sprawuje Lex Luthor - zagorzały przeciwnik gościa z wielkim "S" na klacie - Superman i Batman stają się tytułowymi wrogami publicznymi. Loeb serią efektownych scen wysyła za nimi dość pokaźną grupkę superłotrów. Lecz ponad wszystko stara się te wszystkie widowiskowe (dzięki McGuinnessowi) pojedynki wyposażyć w coś więcej. Tym czymś jest dominująca w komiksie relacja między Clarkiem Kentem (zwanym Supermanem) a Bruce'm Wayne'm (Batmanem, proszę państwa). Loeb rozpisał praktycznie cały scenariusz na dwa głosy, na sąsiadujących kadrach oddając do dyspozycji bohaterów wylewne ramki narracyjne. Obawiam się, że w innych rękach ten zabieg okazałby się fiaskiem. W ujęciu Loeba sprawdza się całkiem nieźle i jest gwarantem zarówno zbawczego humoru, jak i smutnego patosu. 
Prosta kreska McGuinnessa (z dopracowanym drugim planem) bardzo pasuje do tej dość typowej dla Loeba i stworzonej według jego standardów historii. "Wrogowie publiczni" to lektura obowiązkowa zarówno dla tych, których elektryzuje relacja Superman/ Batman, jak i dla fanów pisaniny Jepha Loeba. Relacja ukazana jest nieźle. Scenarzysta? W dobrej formie. Co będzie dalej? Zobaczymy. Na najbliższe miesiące polski edytor zapowiedział kolejne tomy tej historii, zatytułowane "Supergirl" (premiera 16 marca) i "Władza absolutna". Jedynka wyznaczyła pewien poziom. Czy dwójka i trójka dorównają?
"Superman/Batman: Wrogowie publiczni". Scenariusz: Jeph Loeb. Rysunki: Ed McGuinness, Tim Sale. Tusz. Dexter Vines. Kolor: Dave Stewart, Mike Chiarello. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl

wtorek, 9 lutego 2016

Drugie pokolenie - Kichka

Kiedy Art Spiegelman opisał jak jego ojciec Władek krwawił historią, otworzył komiksowi jako medium drogę do opowiadania poważnych historii w sposób daleki od utożsamianej z nim naiwnej konwencji. Jego „Maus” – historia polskiego Żyda ocalałego z Holocaustu – to dziś wielokrotnie nagradzana klasyka światowego komiksu, napisana w sposób bardzo prosty i przejmujący i wzbudzająca kontrowersje wśród tych, którzy historię traktują w kategoriach czerni i bieli. Wspominam o tym komiksie nie bez powodu. „Maus” to pierwsza nasuwająca się na myśl inspiracja autora komiksu „Drugie pokolenie” - Michela Kichki. On również podjął się omówienia trudnego tematu Holokaustu, stawiając na relację ojciec – syn. Lecz w odróżnieniu od Spiegelmana, postanowił na nowo odczytać przeszłość i teraźniejszość, ukazując traumę drugiego pokolenia z powagą, ale i humorem. 
We wstępie do polskiego wydania Kichka napisał: „Każde drugie pokolenie – zarówno dzieci ofiar, jak i dzieci oprawców – musiało zmierzyć się z przeszłością swoich rodziców i dziadków”. I przez 100 stron omawianego albumu Kichka mierzy się z tematem, opowiadając historię Belga, który dowiaduje się, że jest również Żydem, a z pochodzenia także Polakiem i którego ojciec jest „świadkiem, który przeżył”. W obozach koncentracyjnych musiał patrzeć na śmierć najbliższych, ale przetrwał. Wrócił do Belgii i założył rodzinę. Michel Kichka pokazuje stosunek swojego ojca do Shoah na przestrzeni czasu – począwszy od wyparcia tej tragedii, poprzez ciągłe i głośne pielęgnowanie pamięci o niej, aż po niemal montypythonowski dystans i "kontrowersyjne" dowcipy. Ojciec autora z ofiary Holocaustu staje się na łamach komiksu tego Holocaustu bohaterem. Dzieje się tak dopiero, gdy rodzinę Kichków dotyka tragedia, która odryglowuje wrota do ran przeszłości. Cichy były więzień obozu zmienia się w rozchwytywanego przez wszystkich przewodnika po Auschwitz, pielęgnującego pamięć poprzez liczne wystąpienia, książki, artykuły. 
„Drugie pokolenie” to portret człowieka, który stworzył sobie swoją własną historię. Niepotrzebne mu na półce żadne książki poza tymi, które sam napisał, a przeżycia innych, którzy ocaleli z zagłady nie mają do jego przeżyć startu - choćby dlatego, że zajmują mniej papieru. W jego świecie miarą wszystkiego jest jego własne cierpienie. „Drugie pokolenie” traktuje również o jego synu, który dorastał z jego upiorami i którego każdy dziecięcy sukces odczytywany był przez ojca jako utarcie nosa Hitlerowi. 
Adolf i jego świta pojawiają się zresztą na drugim planie w zabawnych karykaturalnych kadrach. Groteskowa kreska sprawdza się wyśmienicie nie tylko w tych scenach, ale i całym komiksie. W kwestii kompozycji i narracji obrazami Kichka radzi sobie wyśmienicie. Na łamach albumu dość często zresztą poruszana jest tematyka jego fascynacji rysunkiem - czy to w kontekście jego studiów (architektura), czy fascynacji (plakaty z Gastonem na ścianie, okładka "Mausa" w pracowni). Dodatkowo, krótki epilog prezentuje przygotowania autora do rysowania komiksu.
W „Drugim pokoleniu” śmieją się z tego, z czego do tej pory śmiać się nie było wolno. Przede wszystkim jest to jednak komiks poruszający. Świetnie opowiedziany, porządnie narysowany, skupiony na małej, historycznej prawdzie. Warto!
"Drugie pokolenie. Czego nie powiedziałem mojemu ojcu". Autor: Michel Kichka. Przekład: Karolina Czerska. Wydawca: Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK, Kraków 2015. Wydano z finansowym wsparciem Konsulatu Generalnego Republiki Federalnej Niemiec w Krakowie.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 8 lutego 2016

Kibicujemy (429)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Nie tak dawno temu kibicowaliśmy "Okresowi krakowskiemu". W tzw. międzyczasie Anna Krztoń nie próżnowała i już niebawem odbędzie się premiera jej najnowszej produkcji, zatytułowanej "First weeks". Z czym to się je, jak to wygląda i czy uprawnione jest nazywanie tego komiksu "okresem warszawskim"? O tym opowiada sama autorka:
Anna Krztoń: Mój nowy komiks oparty jest na wydarzeniach, które miały miejsce tej jesieni, na przestrzeni kilku tygodni. Chociaż chyba ciężko mówić tu o jakiś konkretnych wydarzeniach - historia powstała bardziej w efekcie przydługich spacerów i uczucia zagubienia, które może towarzyszyć osobie dopiero co przybyłej do dużego miasta.

Na początku listopada po raz kolejny się przeprowadziłam, tym razem do Warszawy. I chociaż obiecałam sobie, że nie będę robić żadnych „okresów warszawskich”, nie jestem w stanie nic poradzić na to, że moje otoczenie zawsze silnie wpływa na wszystko, co tworzę. Dodatkowo początek listopada to moment, w którym żadne duże miasto szczególnie nie poraża swoim urokiem. Zakotwiczyłam się na dłuższy czas na kanapie mojego brata - gdzieś pomiędzy ostatnimi stacjami metra - i stamtąd zaczęłam bardzo powoli przyswajać tę nową rzeczywistość. 
I tak naprawdę właśnie o tym jest ten komiks – o oswajaniu obcej przestrzeni.

W kwestii formalnej „First weeks” różni się w dwóch znaczących kwestiach od moich poprzednich krótkich form. Pomimo tego, że nadal trzymam się czerni i bieli, postawiłam na bardziej ekspresyjne i otwarte grafiki. Nie ma tutaj zamkniętych kadrów, dominują ilustracje zajmujące całe rozkładówki. Rysowałam to prawie bez szkiców, i bez konkretnego planu – na bieżąco, tak, jak przychodziły mi do głowy pomysły na kolejne strony.

Komiks jest w języku angielskim. I pewnie spora część moich kolejnych wydawnictw też będzie. Planuję do końca roku parę wyjazdów na zagraniczne zinefesty, więc postanowiłam nie mnożyć kosztów poprzez drukowanie wersji w dwóch językach, tylko pozostać przy angielskiej, która wydaje mi się bardziej uniwersalna.  
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki  

niedziela, 7 lutego 2016

Nemo: Rzeka duchów - Moore/ O'Neill

„Nemo: Rzeka duchów” to kolejna odsłona odpryskowej serii z uniwersum Ligi Niezwykłych Dżentelmenów, czyli ekipy składającej się z postaci zaczerpniętych z literatury, filmów, komiksów i całego dorobku popkultury. Jednocześnie jest to ostatnia część trylogii (poprzednie to "Serce z lodu" i "Berlińskie róże") traktującej o dzielnej i nieustępliwej córce Kapitana Nemo – Janni. 
Na łamach „Rzeki duchów” Alan Moore i Kevin O’Neill opowiadają o ostatniej misji 80-letniej już bohaterki, która wyrusza w niebezpieczną wyprawę celem ostatecznego rozprawienia się z całkiem materialnymi duchami przeszłości. Jako, że jest to dzieło Alana Moore’a, nie mogło zabraknąć w nim licznych nawiązań i szalonych pomysłów, delikatnie przyprawionych szczyptą humoru. Najlepiej wychodzi angielskiemu scenarzyście połączenie „Dyktatora” Charliego Chaplina z III Rzeszą, wyrażające się we wspólnym nazistowsko-tomańskim przedsięwzięciu, które polega na dość cwanym zaatakowaniu Stanów Zjednoczonych. Moore umiejętnie wprowadza nowe postaci, a to korzystając z dorobku mitologii, a to znów sięgając do stworzeń chodzących po ziemi w czasach prehistorycznych. 
Ten komiks jest niezmiennie świetnie napisany, choć są momenty, w których można się nieco zagubić lub skonsternować – spotkać to może wszystkich, których oczytanie nie jest równe oczytaniu Moore’a. Ale do tego, że ciężko za nim nadążyć, brytyjski twórca zdążył już chyba wszystkich przyzwyczaić. Z drugiej strony, elokwencja i tropy pozostawiane przez mistrza mogą sprowokować łaknącego wiedzy czytelnika do poszukiwań informacji na temat znajdujących się w komiksie postaci i miejsc na własną rękę.
W „Rzece duchów” ponownie współpraca między Moorem a Kevinem O’Neillem układa się wzorowo. O'Neill nie wychodzi poza ramy, które ustalił w początkach serii. Trzyma się tego samego sposobu kadrowania i konsekwentnie komponuje plansze, które wciąż zadziwiają precyzją. Jak zwykle świetnie prezentują się kolory.
Fajerwerków w tym komiksie zbyt wielu nie ma, i niestety nie jest to pozycja na miarę oryginalnej „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów”, w której Allan Quattermain działał wspólnie z Miną Harker, Niewidzialnym Człowiekiem i duetem dr Jekyll/ Mr. Hyde. Niemniej jednak, jako zwieńczenie trylogii prezentującej losy postaci, związanej z oryginalnym składem, prezentuje się całkiem ciekawie.
"Nemo - rzeka duchów". Scenariusz: Alan Moore. Rysunki: Kevin O'Neill. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

sobota, 6 lutego 2016

JLA - Morrison/ Porter/ Dell

Zanim Peter Milligan rozpoczął pisanie wstępu do pierwszego zbiorczego wydania serii "The Invisibles", zadzwonił do jej scenarzysty, a jednocześnie swojego kumpla - Granta Morrisona - by poinformować o tym fakcie. Po chwili oczekiwania usłyszał sygnał faxu. Zamiast się rozłączyć, zaczął się w niego wsłuchiwać, wychwytując odgłosy i efekty nieprzystające do monotonnego pipczenia. Szepty, szumy, śmiechy... część z tych efektów rzekomo słyszał, inne wytworzyła jego wyobraźnia. Zapewne nieco wyolbrzymił, chcąc stworzyć tezę sprawnie budującą ramy pisanego przezeń wstępniaka. Ale przy okazji powiedział coś o Grancie Morrisonie i jego twórczości: dzięki cierpliwości, zaangażowaniu szarych komórek i wyobraźni, czytelnik jego komiksów może wychwycić coś więcej, niż prosty dźwięk słyszalny na samym początku. Dzieła Granta wołają o ich zgłębienie, a zgłębione dają odbiorcy ogromną satysfakcję. 
Choć powyższe przemyślenia Milligana spisane zostały w kontekście "The Invisibles", swobodnie można je przyłożyć do innych komiksów "szalonego Szkota", w których dane mu było swobodnie korzystać z bogatego zasobu ekscentrycznych pomysłów. Pozycje pokroju "Animal Mana" czy "Doom Patrol" to nieskrępowane redaktorską ingerencją popisy erudycji nietuzinkowego scenarzysty. Kiedy jednak pod koniec lat 90. ubiegłego wieku Morrison był kandydatem do przejęcia sterów nad warstwą tekstową flagowej serii uniwersum DC o przygodach najpopularniejszych bohaterów amerykańskiego komiksu zrzeszonych w Amerykańskiej Lidze Sprawiedliwości, wśród włodarzy wydawnictwa pojawiło się pytanie: Czy rzeczywiście ten ekscentryk jest odpowiednią osobą do tego zadania? Czy jego nietypowe pomysły będą pasowały do zeszytowego mainstreamu superbohaterskiego? Ostatecznie doszli do wniosku, że kandydat to zacny i odpowiedni. Dziś raczej nie żałują swojej decyzji.
"Amerykańska Liga Sprawiedliwości" w ujęciu Morrisona to naładowana akcją i niewymuszonym humorem, udana próba reanimowania serii o wspólnych przygodach Supermana, Batmana, Wonder Woman, Green Lanterna, Flasha, Marsjańskiego Łowcy Ludzi i Aquamana. Szkot niezwykle umiejętnie połączył swoje zamiłowanie do oryginalnych historii z hołdowaniem tradycjom, wypracowanym przez lata istnienia serii na rynku. W efekcie powstała historia, w której superbohaterskie nawalanki mają sens, dialogi między bohaterami trzymają się kupy i kipią humorem, a czarne charaktery pochodzą z najdalszych czeluści piekła, nieba i wszechświata.
Nieważne, czy wrogiem jest przybywający z kosmosu tajemniczy Hiperklan, czy upadli goście z niebios - Liga radzi sobie ze wszystkimi, efektowne walki podlewając lekkim dowcipem, a grupowe zwycięstwa okupując jednostkowymi tragediami. Morrison, mając świadomość rodowodu bohaterów wie, że nieodzowny patos należy równoważyć dystansem, w czym wydatnie pomagają rysunki. Howard Porter tworzy plansze na zasadzie kompozycyjnej eksplozji, zapełnia je efektownymi kadrami i żurnalowymi pozami. A wszystko to zalane pstrokatymi kolorami. Kiczowate grafiki i nietypowy scenariusz - to działa!   
Perełką w tym albumie jest odcinek, w którym rekrutacja nowego członka JLA zostaje zakłócona iście elseworldowskim zwrotem akcji. Dla takich zakończeń, jak ostatnia scena "Innych światów" warto ufać Grantowi Morrisonowi i dawać mu do odświeżenia kolejnych zakurzonych bohaterów.
Wertowanie pierwszego tomu "JLA" jest trochę jak milliganowskie wsłuchiwanie się w sygnał faxu. Wszystko wydaje się być tu proste, znajome i wtórne. Ale nie odkładajcie słuchawki. Wsłuchajcie się w to bzyczenie, a dostaniecie mnóstwo frajdy. Znacznie więcej, niż podczas lektury równolegle wydawanej w Polsce serii o Lidze pisanej przez Geoffa Johnsa, która do komiksu Morrisona nie ma porównania
"JLA: Amerykańska Liga Sprawiedliwości (tom 1)". Scenariusz: Grant Morrison. Rysunki: Howard Porter. Tusz: John Dell. Współpraca przy scenariuszu "Gwiezdnego ziarna": Mark Millar. Rysunki "Historie wyobrażone" i "Inne światy": Oscar Jimenez. Współpraca przy tuszu: Chip Wallace, Ken Branch, Anibal Rodriguez. Kolory: Pat Garrahy, John Kalisz, Tom J. McGraw. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl