Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 18 stycznia 2018

Kibicujemy (437)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Zaglądamy dziś do starych kibicowskich znajomych: Tomka Kleszcza, znanego z serialu Kamień przeznaczenia, komiksów dla dzieci czy albumu Umarłem na Gibraltarze oraz Kuby Ryszkiewicza, scenarzysty, który wraz z Marianną Strychowską stworzył serię Nie przebaczaj, a z Grzegorzem Kaczmarczykiem, Alkiem Wałaszewskim i Patrycją Awdjenko tworzy Zgrozę.

Kadr z Nie przebaczaj - rys. Marianna Strychowska
- Obecnie pracuję nad zamknięciem serii Nie przebaczaj i wszystko wskazuje na to, że premiera trzeciej części będzie miała miejsce na tegorocznej komiksowej Warszawie - mówi Ryszkiewicz. - Zostało nam do narysowania jeszcze kilkanaście stron. Niby blisko, ale wciąż jeszcze kawałek. Drugi seria, którą wydaje Wydawnictwo Sol Invictus, to Zgroza - spin off superbohaterskiego Lisa. To samodzielna historia, mroczny kryminał osadzony w latach 90., inspirowany Królową śniegu. Za rysunki odpowiedzialny jest Grzesiek Kaczmarczyk. Na komiksowej Warszawie powinna pojawić się trzecia część, a zamknięcie serii planujemy na Łódź.
Kadr z Nie przebaczaj - rys. Marianna Strychowska
A z nowych rzeczy?

- Mam jeszcze dwa projekty, które powoli ruszają - zaznacza scenarzysta. - Jeden to próba zamknięcia pewnego rozdziału, który zamknięcia wymaga, drugi to samodzielna, krótka historyjka, taka bandycko napadalska. Kiedy te komiksy powstaną? Na razie ciężko powiedzieć. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku. Chciałbym, aby oba zobaczyły papier.
Kadr z Nie przebaczaj - rys. Marianna Strychowska
Plansza z komiksu Zgroza: Obłęd, rys. Grzegorz Kaczmarczyk/ Patrycja Awdjenko
Plansza z komiksu Zgroza: Obłęd, rys. Grzegorz Kaczmarczyk/ Patrycja Awdjenko
Tymczasem Tomek Kleszcz, niezwykle aktywny na gruncie własnego bloga, coraz intensywniej zajął się recenzowaniem komiksów. Nie oznacza to jednak rezygnacji z ich tworzenia.

- Aktualnie, czyli od nieco ponad pół roku pracuję nad pewną historią, która nosi roboczą nazwę Joe - mówi Kleszcz. - Z tym, że mam na myśli tylko pisanie scenariusza. Robię to w krótkich przerwach między zajęciami, na telefonie, w najróżniejszych miejscach, co oznacza, że poświęcam temu najwyżej godzinę - dwie tygodniowo. Na rysowanie dla siebie od dłuższego czasu nie mam ani chwili, niemniej czuję wewnętrzny przymus zrobienia czegoś innego. Może się uda. Jak na razie zdołałem zrobić tylko parę ilustracji  w czerni i bieli oraz coś drobnego w kolorze. Utkwiłem przy pierwszej stronie i zdecydowanie  nie będzie łatwo.
Kadr z Joe
A co z kolejnym Kamieniem Przeznaczenia?

Cóż, parę razy zasiadłem do tematu, udało mi się nawet uporządkować szkice, zrobiłem kilka plansz w tuszu... ale raczej nie powstanie ostatnia odsłona - mówi Kleszcz. - Po czwartej części przewidywałem rozbudowany finał, przy rysowaniu którego poświęciłbym ogrom czasu. Nikt już na ten komiks nie czeka, a jeśli uda mi się znaleźć na tyle dużo czasu i siły, żeby narysować kilkadziesiąt stron w realistycznej kresce, chciałbym opowiedzieć coś innego.
Szkic z Kamienia przeznaczenia
Mimo sceptycyzmu autora, Ziniol czeka na ostatni Kamień. Kibicujemy!

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Krzysztof Małecki

środa, 17 stycznia 2018

Kibicujemy (436)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Wojciecha Stefańca i Krzysztofa "Prosiaka" Owedyka przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. Pierwszy z jegomościów to najczęściej nagradzany polski twórca ostatnich lat, autor Noir, Szelek i Mocarza. Drugi zaś to legenda polskiego komiksu podziemnego, twórca Ratboya, Prosiacka i człowiek, który zainspirował wielu innych twórców komiksów. Po sukcesie, jakim okazał się jego najnowszy album - Będziesz smażyć się w piekle - Prosiak postanowił powrócić do bohaterów, których eksploatował w erze głębokiej xeroprasy - Blixy i Żorżety. Na czym właściwie polega obróbka i ponowne przygotowanie tego komiksu do druku? Ile w tym procesie trudności, a ile przyjemności?

- Może zacznę od końca. To miała być tylko przyjemność... Od dawna marzyłem o wznowieniu Blixy i Żorżety i porządnym, zbiorczym wydaniu - mówi Owedyk. -  Niestety w moich archiwach brakowało mi oryginałów pierwszego zeszytu. Dopiero po kilku ładnych latach poszukiwań, dzięki uporowi Jarka Składanka udało się odnaleźć w archiwach Pasażera materiały do pierwszej części. Nie były to co prawda oryginały, ale już dobrze przygotowane kserówki, które wysyłałem do druku. W domu wyciągnąłem oryginalne rysunki z części drugiej oraz trzeciej, no i się zaczęło. Rysowałem Blixę w okresie blisko dziesięciu lat. Wygląda trochę jakby robili to różni rysownicy. Tworzyłem różnymi narzędziami: tuszem, pisakami. Niektóre wyblakły, inne przebiły papier lub rozlały się na nim. Ów papier też był przeróżny: lepszy, gorszy, w różnych formatach. Odbiło się to także na proporcjach kadrów i ich geometrii (nie zawsze był to kąt prosty...). Nawet w wydaniach oryginalnych można znaleźć plansze z różnymi proporcjami kadrów. No i nie wspomnę o tym, jak zmieniał mi się szybki, odręczny charakter pisma w dymkach. Często tak nieczytelny, że podjąłem decyzję, aby to wszystko ujednolicić i poprawić. Wpisałem wszystkie teksty od nowa na kompie, specjalnie przygotowanym na tę okazję fontem.

Blixa i Żorżeta - porządkowanie prac
Komiks Blixa i Żorżeta zostanie wydany nakładem kultury gniewu w tym roku. Czy możemy spodziewać się nowego materiału? Choć bohaterowie są bardzo przyspawani do lat 90., to przecież można iść z obecnym trendem i pokazać ich życie w czasach współczesnych.

- Nie będzie nowego materiału, poza okładką - zaznacza Prosiak. - Już sam wygląd będzie nowy, odrestaurowany. Wiadomo, edytorsko będzie przebijać pierwotne wydania. Komiks rzeczywiście tkwi mocno w latach 90., ale nie miałem pokusy, aby go uwspółcześniać. Mam za dużo pomysłów, a za mało czasu, by wracać do przeszłości. Myślę sobie, że z Blixą jest trochę tak jak z dzieckiem: po latach stwierdzasz, że może nie jest zbyt rozgarnięte, raczej nawet przygłupie... I nie jest zbyt piękne. W zasadzie nie całkiem się udało. Ale to twoje dziecko! "Geny, tato, geny!" - jak by powiedział Blurg.

Porównanie kadrów - Blixa i Żorżeta przed i po poprawkach
Najważniejsze pytanie - kiedy album zagości na księgarskich półkach?

- Dokładnie w niedzielę (14.01) przekazałem materiały Jarkowi z kultury gniewu, więc jest szansa, że to będzie ten rok - dodaje Owedyk. 

Trzymamy kciuki, a do Prosiaka jeszcze wrócimy. Tymczasem Wojciech Stefaniec przyzwyczaił swoich czytelników do tego, że regularnie dostarcza im komiksowe dobro. Nad czym pracuje aktualnie?

- Cała energia idzie na tetralogię Bardo, którą robimy wspólnie z Danielem Odiją. Monstrualna historia o życiu i przeżyciu. Kontynuacja komiksu Stolp. Ponownie wydawcą będzie Wydawnictwo Komiksowe. Na ten moment (od 22 lutego 2017 roku) gotowych jest 60 stron.

Duet Odija/ Stefaniec swój komiks chce skończyć do końca tego roku, a może nawet szybciej. Specjalnie dla Ziniola autorzy przygotowali dwie premierowe plansze z wnętrza Rity. Sprawdźcie je:
Kibicujemy Prosiakowi, Odiji i Stefańcowi! Robimy falę! Krzyczymy! No dalej! Głośnieeeeej!

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Rafał Szłapa

wtorek, 16 stycznia 2018

Kibicujemy (435)

Kibicujemy komiksiarzom to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Zarówno Maciejowi Pałce, jak i Szymonowi Kaźmierczakowi kibicowaliśmy już wielokrotnie. Twórca takich produkcji jak Lewą ręką spisane czy Amazońska Jazda zdołał już za
skarbić sobie sympatię czytelników komiksowego undergroundu, a weteran ery kleju i nożyczek, autor Laleczek, cieszy się tą sympatią od wielu lat. Wiedziony ciekawością co też u nich słychać udałem się w ich rodzinne strony, by nieco ich przepytać...

- Obecnie w pocie czoła pracuję nad Cesarzową do scenariusza Dominiki Węcławek - mówi Maciej Pałka. - Jest to postapokaliptyczna splatterpunkowa nawalanka. Scenariusz przeleżał u mnie w szufladzie ponad dwa lata. Gdy w końcu się za niego zabrałem okazało się, że doznałem artystycznej blokady i przez kolejne pół roku nie umiałem znaleźć właściwego stylu. Ciągle walczę i czuję, że chyba już jestem blisko.

Mam ambicję, aby był to najbardziej spektakularny graficznie komiks jaki do tej pory narysowałem. Po raz pierwszy w komiksie pełnometrażowym biorę się za kolor. Jest to spore wyzwanie, ale nie odpuszczę.


Maciejowi kibicujemy w tym ambitnym zadaniu! A cóż ciekawego na tapecie ma Szymon?

- Bonjorno Porno, nad którym aktualnie pracuję, jest pomyślane jako seria komiksów, których akcja toczy się wokół bardzo nietypowej galerii sztuki - mówi Kaźmierczak. - To będzie konkretna jazda bez trzymanki - więcej na temat scenariusza na razie nie chcę zdradzać.

Jeżeli chodzi o warstwę graficzną, jestem na etapie poszukiwania środków wyrazu, które pozwalałyby mi publikować ten komiks częściej niż jeden tom na kilka lat. Poniżej kilka zajawek z tego poszukiwania.
Bonjorno Porno! Na Cesarzową, kibicujemy! A na deser: kilka godzin po wczorajszym kibicowaniu Tomasz Grządziela zaprezentował okładkę Wszechksięgi, którą przedstawiamy poniżej. Jest moc?

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Kibicujemy (434)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Dziś sprawdzimy co słychać u Tomasza Grządzieli (znanego czytelnikom komiksów z Ostatniego przystanku czy Przygód Stasia i Złej Nogi jak również Buca Kartofla z magazynu Profanum) oraz Mateusza Skutnika (ojca Vormkfasy, twórcy Rewolucji i Morfołaków). Tmasz Grządziela kończy obecnie Wszechksięgę, która w minionym roku zajęła I miejsce w konkursie na stypendium komiksowe organizowane przez Gildię.

- Całość jest już praktycznie gotowa. Aktualnie siedzę nad okładką i drobnymi poprawkami - relacjonuje Grządziela. - Komiks opowiada o królu, który kopiąc i krzycząc próbuje uratować swoje królestwo przed nadchodzącą apokalipsą. Starałem się w tej opowieści snuć przemyślenia na temat tego, jak różni ludzie zachowują się w obliczu końca. Historia na pewno jest też napędzana moim własnym strachem przed śmiercią.

Graficznie autor inspirował się iluminatorstwem, czyli ilustracjami w średniowiecznych, zakurzonych księgach.

- To było ciekawe wyzwanie: na ile wzorować się oryginalną kolorystyką i stylem, a na ile przemycić moje własne upodobania i maniery? Średniowieczne malarstwo było najczęściej bardzo statyczne, a w komiksie ludzie biegają i krzyczą, więc musiałem znaleźć swego rodzaju balans. Ten styl jest też znany z nasycenia, a wręcz przesycenia ozdobnikami, koronkami i esami-floresami, ale komiks jednak musi być czytelny, a uwagi czytelnika nie powinny odwracać co chwilę pierdółki-ozdóbki, więc i tu musiałem szukać równowagi. Największą frajdę miałem przy przełamywaniu perspektywy i relatywnej wielkości - raz postacie są wielkości budynku, a gdy do niego wejdą, stają się o wiele mniejsze i takie tam. Narysowanie ponad osiemdziesięciu stron w tym stylu to była dla mnie przepyszna zabawa.
Wszechksięga powinna ukazać się nakładem Wydawnictwa Komiksowego na Festiwalu Komiksowa Warszawa (17-20 maja). Tymczasem wydawnictwo timof comics na 2018 rok zapowiedziało dwa albumy Mateusza Skutnika. Pierwszym z nich jest jedenasty tom Rewolucji, zatytułowany Apokryfy, drugim - Morfołaki: Stary Testament. Obecnie gotowe są scenariusze Rewolucji oraz niemal cały materiał Morfołaków, w przypadku których autor musi jedynie zrobić okładkę oraz wprowadzić nowe liternictwo do starego materiału.

- Rewolucje będą antologią szortów, stworzonych przez wielu scenarzystów (Grzegorz Janusz, Jerzy Szyłak, Tomasz Kontny, Tomasz Kołodziejczak, Nikodem Skrodzki, Jan Mazur, Jerzy Łanuszewski, Daniel Gizicki) - mówi Skutnik. - Do tego stare szorty z różnych antologii, publikowane między 2002 a 2017 rokiem. Takie stare, zapomniane, rozsiane po różnych magazynach i antologiach, teraz zebrane do kupy.

Realnie kibicować Mateuszowi można na żywo, na założonym przez niego kanale na twitchu, gdzie publikuje wiele komiksowych smakołyków. A na zaostrzenie apetytów - trzy plansze z nadchodzących jedenastych Rewolucji:

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

niedziela, 14 stycznia 2018

Polski komiks na 26. Finale WOŚP - relacja

14 stycznia 2018, podczas 26. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na Placu Defilad, w specjalnie przygotowanym namiocie spotkać można było piętnastu czołowych polskich twórców komiksowych. Przez cały dzień, w zamian za datki do orkiestrowych puszek, artyści wykonywali rysunki i rozdawali autografy. Był tam również ziniolowy fotoreporter.

Komiksiarze narysowali się dla WOŚP. Łukasz Mazur mógł stać się Michałem Śledzińskim, Jacek Jastrzębski Jackiem Frąsiem, a Jakub Jankowski Krzysztofem Gawronkiewiczem. Takie rzeczy to tylko w Finał Orkiestry możliwe.

Komiksiarze byli dobrze strzeżeni, jak na nasze dobro narodowe przystało – żeby dostać rysograf, trzeba było przejść kontrolę jak na lotniskowych bramkach.
Okazyjne plakaty trafią w przyszłym roku na licytację WOŚP.
Było tłoczno i kolorowo
Prezes odpoczywa i czuwa nad wszystkim.
Przyszło dużo małych, piszczących ludzików.
Na rysunek trzeba było cierpliwie poczekać.
Rysowanie zza kulis.
(Jakub Jankowski)

sobota, 13 stycznia 2018

Monstressa (1) - Liu/ Takeda

Monstressa. Ten niezwykle pieczołowicie narysowany komiks już od pierwszych stron wymaga skupienia, bowiem autorki na dzień dobry wrzucają czytelnika w wir akcji. Ludzie-potwory, wiedźmy, handel niewolnikami, radosne słowotwórstwo, niezrozumiałe motywy i zamglone relacje między bohaterami - tak to wszystko wygląda na początku. Jednak po głębszym wwierceniu się w fabułę chaos znika i zaczyna być odczuwalne to, o czym w swojej rekomendacji napisał Neil Gaiman - że mamy do czynienia z niezwykłą, przepięknie opowiedzianą historią o magii i strachu. 
Jak sądzę, brytyjski pisarz miał okazję zaznajomić się z całością cyklu. Ja po pierwszym tomie jestem zaintrygowany i ustawiam Monstressę wysoko w hierarchii serii do dalszego sprawdzania. 
Zaciekawia tu przede wszystkim główny wątek tajemniczej Maiki Półwilk, która - jako jedyna ocalała z krwawej wojny między ludźmi a Arkanijczykami - próbuje odzyskać swoją przeszłość, a przeszłość ta najwyraźniej zdaje się być związana z epicentrum konfliktu. 
Wśród interesujących i potrafiących zaciekawić rzeczy w Monstressie są tacy, którzy wymieniają koty i pieczołowicie narysowane wnętrza. Rzeczywiście architektura jest tu znakomita, a koty… no, po prostu są. I cytują poetów.  
Monstressa póki co nie jest może najlepszą serią wydawaną na rynku, ale warto dać jej szansę i zobaczyć jak się rozwinie. 
"Monstressa, tom 1: przebudzenie". Scenariusz: Marjorie Liu, rysunek: Sana Takeda, tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Non Stop Comics, Katowice 2017.

piątek, 12 stycznia 2018

Rozmowa z André Dinizem

André Diniz jest autorem wydanego nakładem wydawnictwa Mandioca komiksu Favela w kadrze. Jego recenzję znajdziecie tutaj, a rozmowę z wydawcą (Markiem Cichym) i tłumaczem (Jakubem Jankowskim) - w tym miejscu. André Diniz udzielił również wywiadu Ziniolowi. Posłuchajcie co miał do powiedzenia:

André Diniz na festiwalu w Amadorze
Kuba Jankowski: André, w Polsce właśnie ukazał się komiks Favela w kadrze (tyt. oryg. Morro da Favela). Czy mógłbyś przedstawić komiks polskim czytelnikom?

André Diniz: Komiks Morro da Favela premierę miał w Brazylii w 2010, a następnie od 2012 zaczęły ukazywać się jego tłumaczenia: we Francji, Wielkiej Brytanii i Portugalii, gdzie obecnie mieszkam. A teraz mogę być dumny z tego, że Morro ma też polskie wydanie.

To historia Maurício Hory, którą usłyszałem od naszego wspólnego znajomego. Choć początkowo poznałem niewiele faktów, to jego życie wydało mi się przebogate. Zaproponowałem mu przez telefon, żebyśmy się spotkali i pokazali je w komiksie. Na chwilę zapadła wówczas cisza (bo trzeba przyznać, że usłyszał niezwykłą propozycję!), ale w końcu umówiliśmy się na pierwszą z serii rozmów i wizyt w Morro da Providência, faweli w Rio, gdzie Mauricio urodził się, dorastał i pracował jako fotograf. Mauricio jest synem jednego z pierwszych handlarzy narkotyków w Rio, jego życie opierało się o dylemat: pójść w ślady ojca bandyty czy wybrać inną drogę. Codzienność faweli i wyzwania stawiane przed jej mieszkańcami mogą się okazać odkryciem i dla nas, cariocas z klasy średniej. Fawela istnieje obok nas, ale jest innym światem, które zazwyczaj znamy z przeinaczonych przekazów prasowych. O Rio mówi się "Miasto podzielone" i nie dzieje się tak bez powodu.
 
Sądzisz, że na początek można było wybrać inny komiks jako twoją autorską wizytówkę i zaprezentować go publiczności, która cię nie zna? Innymi słowy: masz w swoim katalogu inny komiks, który jest bardziej dla ciebie reprezentatywny?

Najnowszy komiks do scenariusza Diniza narysowany przez Laudo Ferreirę - też o Faweli
André: Dopiero po wydaniu Morro da Favela wpadłem na pomysł, żeby zbadać możliwości publikacji moich prac zagranicą. Temat tego komiksu jest skrajnie lokalny, ale o fenomenie słyszał cały świat. Pomyślałem, że takie zestawienie się sprawdzi. To także mój pierwszy album, w którym rysunek służy czemuś więcej niż tylko opowiadaniu obrazem, jego styl niesie dodatkowe znaczenia. Dlatego też zainteresowanie wydaniem właśnie jego nie było przypadkowe.
 
Myślisz, że porównania Faveli w kadrze do filmu lub książki Miasto boga (Cidade de Deus) są uzasadnione?

André: Oczywiście, ale tylko do pewnego stopnia. Obie historie dotyczą faweli i, co ciekawe, w obu głównym bohaterem jest fotograf. Gdyby Favela w kadrze była historią fikcyjną, to głównym bohaterem uczyniłbym każdego, byle nie fotografa, żeby takich skojarzeń uniknąć. Różnica tkwi jednak w podejściu do tematu. Film epatuje przemocą związaną z handlem narkotykami, strzelaninami, śmiercią, a ja w komiksie chciałem osiągnąć coś innego. Przemoc jest w nim obecna na każdym kroku, ale jest tylko sugerowana. Tak naprawdę poznajemy opowieść o życiu za wszelką cenę.
 
Na tegorocznym festiwalu w Amadorze premierę miał inny Twój komiks - Olimpo Tropical – stworzony z Laudo Ferreirą. Też o faweli.

Plansza z Olimpo Tropical
André: Dokładnie! Ale to nie tak, że ja ten temat chcę zgłębiać. Z około 30 moich albumów, tylko te dwa są o faweli. Olimpo opowiada jednak historię, którą musiałem opowiedzieć. Oparłem ją o prawdziwe zdarzenie. Spotkałem kiedyś w faweli żołnierza gangu narkotykowego, który stał u góry schodów, gotowy otworzyć ogień, gdyby pojawiła się policja. Przeszedłem obok niego, to był chłopak, który musiał mieć jakieś 15 lat. Bez koszulki, siedział na schodach całkiem znudzony i śpiący. Jego obraz wypalił mi się w głowie (teraz najprawdopodobniej już nie żyje) i próbowałem pojąć jego świat. Z tych przemyśleń powstał Olimpo Tropical
 
Kto w tym komiksie napisał scenariusz, a kto rysował? Obaj zarówno piszecie, jak i ilustrujecie komiksy, prawda?

André: W Olimpo Tropical ja napisałem scenariusz, a Laudo Ferreira, mój wielki przyjaciel i wspólnik, go narysował. Tak, obaj mamy solowe projekty, w całości robione przez jedną osobę. Do Olimpo szukałem jednak innej kreski, żeby nie przypominała Faveli w kadrze, a Laudo spodobał się temat i bohater historii.
 
Tworzysz komiksy od dawna, sporo opublikowałeś. Który z nich widziałbyś najchętniej jako kolejny opublikowany w Polsce?

André: Działam od lat 90. zeszłego wieku, ale wtedy moje prace to była amatorszczyzna. Wolę skupiać się na teraźniejszości i dlatego wybrałbym coś nowszego: Olimpo Tropical, Que Deus Te Abandone (Niech Bóg cię opuści), Matei Meu Pai e Foi Estranho (Zabiłem ojca i to było dziwne) czy O Idiota, adaptację Dostojewskiego z ograniczoną liczbą tekstu.
 
Swego czasu prowadziłeś też wydawnictwo, Nona Arte.

André: Tak, tylko to wydawnictwo to tak naprawdę byłem ja i mój komputer. Nie miałem pojęcia o pracy wydawniczej ani o prowadzeniu firmy. Tylko że w tamtych czasach, w roku 2000, scenie komiksowej w Brazylii daleko było do tego, co mamy dzisiaj i jakoś się wstrzeliłem. Zdobyłem doświadczenie, zdobyłem nagrody i straciłem sporo pieniędzy.

Okładka adaptacji Idioty Dostojewskiego
Od jakiegoś czasu mieszkasz w Portugalii. Jak dostałeś się na tę scenę komiksową i jak zostałeś przez Portugalczyków przyjęty?

André: Przyjęto mnie z otwartymi ramionami i już przy okazji pierwszej wizyty zdobyłem prawdziwych przyjaciół. Brazylijczycy ogólnie nie wiedzą o tym, że Brazylia jest poza swoimi granicami z czegoś znana (poza muzyką i piłką nożną) i bardzo miło było zobaczyć takie zainteresowanie naszymi komiksami. Favela w kadrze to mój pierwszy komiks opublikowany w Portugalii, potem było pięć kolejnych. Trzy z nich najpierw wyszły w Portugalii, wydania brazylijskie były późniejsze.
 
Dostrzegasz jakieś różnice jakościowe między autorami brazylijskimi i portugalskimi? Bo ja mam wrażenie, że brazylijscy debiutanci są bardziej kompletni, to znaczy ich storytelling jest dużo dojrzalszy. Rozmawiałem o tym z Mário Freitasem (Kingpin Books), który z entuzjazmem przyjął np. takie komiksy jak Dodo czy Klaus Felipe Nunesa. Ile Felipe miał lat, kiedy zrobił Klausa? Osiemnaście?

André: Nie wiem dokładnie, ale coś koło tego. To nowe pokolenie, ta dwudziestoletnia a czasami i młodsza dzieciarnia już na starcie pokazuje jakość, o której dwadzieścia lat temu można było pomarzyć. Co do różnic, to wiele bierze się z różnic kulturowych, ale trzeba też pamiętać, że nas jest 200 milionów, a Portugalczyków 11. Proporcjonalnie więc u nas tworzy się więcej. Dlatego też łatwiej zostać zaskoczonym przez autora brazylijskiego. Do tego dochodzi bogactwo kulturowe kraju, który jest większy od całej Europy, i który cały czas próbuje się stworzyć i poznać. To bardzo gwałtowny kraj, pełen kontrastów, ekstremów, i choć to sprawia, że życie w nim jest piekłem, to dla artystów ten wir jest czymś cudownym.
 
Czy któregoś z autorów brazylijskich polecałbyś polskim wydawcom? Ja osobiście uwielbiam Marcelo D’Salette.

André: Po prostu któregoś nie, ale jakichś dwustu, tak! Co minutę wyskakuje ktoś nowy, nie da się wskazać jednego, bo to by było niesprawiedliwe, a i moja pamięć nie pomaga. Poza tymi opublikowanymi w Portugalii, ostatnio zupełnie mnie porwali np. Laudo Ferreira, Wagner William, Bianca Pinheiro, Lillo Parra, Jefferson Costa, Tainan Rocha…
 
Spotkamy się w Warszawie w maju 2018 na festiwalu, tak?

André: Za nic tego nie przegapię!
Ryś według Andre - z archiwum Jakuba Jankowskiego