Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 16 sierpnia 2018

DMZ #72 - Wood/Burchielli

(Uwaga! Spoilery!)
No i skończyła się walka o Manhattan. Roth postanowił odpowiedzieć za swoje czyny. Przyznał się do tego, co zrobił, i do tego, czego nie zrobił. Zamiast wyroku śmierci, dostał dożywocie. Ale napisał też książkę, której fragmenty możemy sobie przeczytać, kiedy jej czytelniczka podążą śladem myśli i miejsc opisanych przez Rotha. Piętnaście lat później.

Ponieważ sporo odcinków DMZ postanowiłem w cyklu Vertigo jakoś wyróżnić, pozytywnie lub negatywnie, nie chciałem zostawiać opisu epizodów gdzieś w środku, bez konkluzji. Stąd słów kilka o epilogu.

Ogólnie pomysł na plus. Czasami tak się czytelnik/widz zżywa z postaciami serii, że chciałby więcej i więcej. On nie potrafi postawić kropki w odpowiednim miejscu, zawiesić myśli w wierszu tak jak autor, żeby wyszło niezwyczajnie. Wood dodał ten jeden odcinek chyba odczytując pragnienia czytelników, ale nie popełnił w sumie błędu, nic wielkiego nie popsuł. Daleko temu epilogowi do fatalnie dodanych scen żałosnego pościgu i bijatyki choćby z Okupu z Melem Gibsonem, które z jako-takiego sensacyjnego filmu robią hollywoodzką żenadę. Wiecie, kiedy jego porwany syn poznaje porywacza po głosie? A potem jest nawalanka na ulicy, żeby „ten zły” dostał za swoje. Gdyby sobie scenarzysta darował ten „fight” o „justice, truth and the American Way” na końcu, to byśmy mieli film z intrygującym zawieszeniem. A nie mamy.

A co zrobił Wood źle w zakończeniu? Splasz z wzlatującymi na tle wieżowców NYC białymi gołąbkami pokoju… Tak, to zdecydowanie mógł sobie darować. Ale wy nie darujcie sobie tej serii. Mimo moich spoilerów, przeczytajcie! 
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #72. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Riccardo Burchielli. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, luty 2012

środa, 15 sierpnia 2018

Preacher #5 - Ennis/ Dillon

No i wraz z ekipą Jessiego dotarliśmy do Nowego Jorku. Byliście kiedyś? Tak na żywo, nie w filmie, komiksie czy książce? Ja byłem i uważam NYC za jedno z trzech najbardziej podobających mi się miast (dodam jeszcze do TOP 3 Wenecję i Porto, ale bez rankingów, na równi, bo każde miasto jest totalnie inne).

Kiedy stamtąd wróciłem, na pytanie, co takiego zajebistego w Wielkim Jabłku (a swoją drogą: nie wiedziałem, że mówi się na NYC także Naked City) jest, miałem jedną odpowiedź: wychodzisz na ulicę i czujesz się jak w filmie. Tyle razy już te ulice widzieliśmy w filmach, że takiego uczucia nie da się chyba uniknąć. Nie będziecie jednak zawiedzeni na zasadzie „tyle razy widziałem to już na zdjęciach/w filmie, że na żywo wcale nie robi takiego wrażenia”. Tak to będzie z Big Benem i Londynem, ale nie z Big Apple! Gwarantuję wam!

Więc i wy będziecie/byliście już takimi turystami, jakim jest w NY Jessie. I może powiecie/powiedzieliście coś w stylu jego tekstu, kiedy patrzy na miasto z Empire State: „TO JEST NAPRAWDĘ COŚ. TEN WIDOK… JEST DOKŁADNIE TAKI JAK… W KAŻDYM CHOLERNYM FILMIE, KTÓRY WIDZIAŁEM O TYM MIEJSCU, WIESZ? JAKBY KAŻDY Z TYCH FILMÓW NAPRAWDĘ SIĘ ZDARZYŁ, GDZIEŚ TAM W DOLE, W ŚWIETLE ULIC…”*.

*wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego; tak drobnym druczkiem zastanawiam się nad tłumaczeniem na polski „space cadet” jako „kosmicznego kadeta” w odniesieniu do Si, kumpla Cassidy’ego. Czy wam też się wydaje, że chodziło tutaj raczej o kogoś oderwanego od rzeczywistości?
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #5. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 1995 

wtorek, 14 sierpnia 2018

El Diablo #3 - Azzarello/ Žeželj


Azzarello uparł się swego czasu na westerny, bo oprócz El Diablo sieknął też Loveless i to mniej więcej w tym samym czasie. A zrobić dobry western komiksowy jest równie trudno, co zrobić dobry horror komiksowy. Zwłaszcza w duecie z nie kim innym jak z… Žeželjem!
No dobra, trochę sobie żartuję, bo przyznam bez bicia, że ten komiks akurat kupiłem z powodu rysunków, a dopiero w drugiej kolejności z powodu Azzarello. A kupiłem, bo z jakiegoś powodu uznałem, że fajniej przywieźć z Lizbony bratu w prezencie komiks, niż jakiś tradycyjny turystyczny pierdolet. Pierdolet się będzie kurzył, a komiks można czytać i czytać, a potem po latach jest jak znalazł, żeby coś o nim napisać. Kto by pomyślał? No ale z drugiej strony masa rzeczy dzieje się przecież pRzYpAdKiEm… Tak, to były te czasy.
No więc czytany po latach El Diablo wypada nawet ciekawie. To jest mroczny western, w którym gruba krecha Žeželja pasuje jak ulał, zwłaszcza oblana zgaszonymi kolorami Kevina Somersa. Ale żeby nie było, nie jest to szczyt szczytów, a bardzo odpowiadające historii rzemiosło. Trochę rażą momentami te puste tła rysunków, ale sądzę, że inaczej rysownik o kresce Žeželja nie może rysować, bo by mu się plany pozlewały w jedno.
Azzarello w czterech rozdziałach postawił na dosyć szybkie ujawnienie tajemnicy pewnego szeryfa, o którego upomniała się przeszłość. Problem w tym, że nie była to przeszłość samego szeryfa, a tego, kogo ten szeryf zabił. To znaczy to ten drugi zabił tego szeryfa, ale ten szeryf/nieszeryf też miał za kołnierzem, więc musiał się zmierzyć z… eee… no z przeszłością. Dobra, bez sensu tak pisać, żeby za dużo Wam nie zdradzić, więc powiedzmy tak: Azzarello postanowił być przewrotny i kiedy porozstawiał pionki na planszy opowieści raz, to postanowił je poprzewracać. Kiedy stały już ponownie gotowe do akcji, poprzewracał je raz jeszcze. Tak, twistów tu od cholery, co sprawia, że El Diablo sprawdza się jako lektura na zaskoczenie.
Z westernów komiksowych zawsze będzie mi wyskakiwał na pierwszym miejscu hiszpański Sunday (Mora/De La Fuente), ale powrót do El Diablo okazał się bardzo przyjemny.
(Kuba Jankowski)
"El diablo" #3. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Danijel Žeželj. Kolor: Kevin Somers. Wydawca: DC Vertigo, maj 2001

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

The Losers #3 - Diggle/ Jock

Trzydzieści dwa zeszyty tej serii to gratka dla fanów klimatów w stylu The Expendables czy The A-Team. Przede wszystkim jednak Drużyny A, ale serialowej, nie z filmu kinowego (chociaż ten też mi się podobał – sterowanie spadającym z samolotu czołgiem za pomocą wystrzałów? Odlot!). W Polsce spróbował Taurus Media, ale na jednym trejdzie skończył. Szkoda, bo to porządny komiks sensacyjny w stylu klasycznych filmowych strzelanek z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia  (no, z unowocześnieniami oczywiście): wrobieni żołnierze walczą przeciwko swemu złemu rządowi o odzyskanie dobrego imienia.

W takich grupach zawsze mamy silne osobowości, każdy jest inny. Mnie najbardziej przekonał do siebie strzelec wyborowy Cougar. Człowiek, który nie marnuje słów i porozumiewa się treściwym „uh-huh” lub „bang-bang”. Jego duet z Jensenem z tego zeszytu to majstersztyk. W poprzednim Jensen, zespołowy spec od techniki, miał za zadanie przechwycić dane projektu Goliath. Został jednak osaczony na wysokim piętrze wieżowca. Jak można z tego było wybrnąć?

Wystarczyło złożyć palce tak, by udawały broń i wygłosić magiczną formułkę „bang” i „boom”. Najpierw jednak ostrzegł ochroniarzy, że jest „zabójczą bronią”, efektem eksperymentów rządowych. Za „bang” i „boom” stał ulokowany na strategicznej pozycji w budynku naprzeciwko Cougar. Czysta i piękna akcja.

Owszem, w The Losers pełno klisz i kiedy teraz, po czasie, odświeżam sobie kolejne zeszyty, widzę to jeszcze wyraźniej. Ale ta scenka ani trochę się nie zestarzała.
(Kuba Jankowski)
"The Losers" #3. Scenariusz: Andy Diggle. Rysunki: Jock. Kolor: Lee Loughridge. Wydawca: DC Vertigo, listopad 2003

niedziela, 12 sierpnia 2018

The Bronx Kill - Milligan/Romberger

Ten komiks został wydany w cyklu Vertigo Crime. To czarno-biały, kieszonkowy album wydrukowany na gazetowym, toaletowym offsecie, idealny do poczytania w autobusie, zwinięcia w rulon i wsadzenia do tylnej kieszeni spodni. The Bronx Kill jest przeciwieństwem wszystkiego, czego po tym albumie się spodziewałem kiedy zobaczyłem jego okładkę i to, co na niej napisane. 
Otóż, nie jest to gangsterski kryminał w stylu "Prawa Bronxu". To opowieść o pisarzu, który ma piękną żonę, trudne relacje z ojcem-policjantem oraz tajemnicę rodzinną związaną z babką, która zostawiła jego dziadka i uciekła nikt nie wie dokąd. I tyle wystarczy. Taki jest punkt wyjścia. Po przeczytaniu kilkunastu stron, kiedy odłożyłem album na bok, byłem przekonany, że wiem w którą stronę zmierza historia. A dlaczego odłożyłem?
Ponieważ nie jest to komiks na pięć minut ani przyjemna lekturka do przerobienia w "świątyni dumania". Poza narracją rysunkową, autorzy zdecydowali się umieścić w kieszonkowym albumie spisane drobnym maczkiem fragmenty nowej powieści głównego bohatera. No więc odłożyłem komiks, by przygotować się do lektury jednego z tych fragmentów. Kiedy wróciłem do lektury i łyknąłem dość spory kawał zapisanych i zarysowanych stron, moje przekonanie, że wiem w którą stronę zmierza historia, poszło precz. Podobnie jak w przypadku okładki. Milligan, ty szczwany lisie!
Tak, The Bronx Kill trzyma w napięciu. Tak, narysowane jest świetnie, szybko i dynamicznie. Tak, przenikanie prozy i komiksu się sprawdza. I wreszcie tak, zapiski na marginesach to świetny i dużo wnoszący zabieg. 
Ten komiks mnie zaskoczył. 
"The Bronx Kill". Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: James Romberger. Wydawca: DC Vertigo, 2009

sobota, 11 sierpnia 2018

Preacher #4 - Ennis/ Dillon

Poza wyrafinowanym humorem w Preacherze uwagę należy jeszcze zwrócić na pewno (m.in.) na bogaty repertuar przekleństw i na to, jak ciekawie autorzy budują sekwencje. O przekleństwach jeszcze będzie, ale tymczasem krótko o jednej planszy z czwartego odcinka.

Saint of Killers (ciekawe czy krótka seria z nim też będzie w polskich zbiorczych wydaniach?) konfrontuje się z szeryfem Hugo Rootem, jego synem Arseface’em (spolszczonym przez M. Drewnowskiego jako Gębodupa), Tulip, Cassidym i Jesse’em. Arseface, próbując ratować ojca, choć to wcale niepotrzebne, rusza do akcji. Kolejna strona to najpierw pionowa seria kadrów: załamana twarz szeryfa z profilu, zdziwiony Jesse, wkurzony Saint, zbliżenie na jego rękę, którą dobywa kolta, przerażona twarz Tulip, pokerowe pół twarzy Cassidy’ego, jeszcze większe zbliżenia na kolta Sainta a na koniec obojętna twarz Jessego. Łącznie osiem pionowych kadrów, które budują napięcie. Przeskok na dużą „gębę jak dupa” i nieoceniony punkt kulminacyjny w postaci małego kadru i stoicko wygłoszonej sentencji przez Cassidy’ego: „TEN GOŚĆ MA GĘBĘ JAK DUPA”*. Całość kończy czerwoną komendą Jesse.

Pomyślcie tylko: scena z potencjałem kultowości takim, jakim dziś spowita jest filmowa sekwencja na cmentarzu przy dźwiękach Ectasy of Gold w The good the bad and the ugly. Miniaturka, w której Cassidy zabija powagę i rozładowuje napięcie waląc prosto z mostu. 
Ot, Preacher, taki komiks.

*wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #4. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 1995

piątek, 10 sierpnia 2018

Codename: Knockout #13 - Rodi/Conner

Podobnie do wcześniej omawianego zeszytu z serii Codename: Knockout, numer 13 to "stand-alone issue" z kolejnym flashbackiem - tym razem do roku 1932, kiedy to babka głównej bohaterki, agentka Pearlie Gates uniemożliwiła zamach na pomnik Wiktora Emanuela II w Rzymie. Prosta to lektura, ponownie szpiegowsko-erotyzująca, która przez jednych może zostać uznana za lekką i przyjemną, a przez drugich za nietrafiającą w standardy Vertigo.
Większa część zeszytu rozgrywa się w okolicy rzeczonego pomnika, a uwagę skupiają na sobie trzy ponętne dziewczęta - poza Pearlie są to: anarchistka zamierzająca dokonać zamachu bombowego oraz modelka Bamboletta, pozująca na tle pomnika do dzieła pewnego artysty. Faszyści, anarchiści, zwykli ludzie i amerykańscy agenci w pewnym momencie przestają mieć znaczenie, a cała uwaga zostaje skierowana przez twórców na wdzięki pięknych pań.
"Niezobowiązująca rozrywka" i "lekko erotyzująca komedia (?) szpiegowska". Raczej bez szału, ale świetnie narysowana przez Amandę Conner.
"Codename: Knockout" #13. Scenariusz: Rob Rodi. Rysunki: Amanda Conner. Tusz: Jimmy Palmiotti. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 2002

czwartek, 9 sierpnia 2018

DMZ #58 - Wood/ Žeželj

Zaskoczeni wyborem przez mnie tego odcinka do kolejnej odsłony szaleństwa vertigowego na cyfrowym Ziniolu? Ha, jeśli sprawdzicie rysownika, to powinniście być. Sprawdźcie… 
… 
… 
Już? Tak jest, jeden jedyny w swoim rodzaju, Danijel Žeželj, ten od „syndromu Žeželja”, narysował szorciaka o graficiarzu zwanym Decade, który żyje w DMZ i odmierza puls ulicy.

Po pierwsze, nie chcę dopiekać Žeželjowi przy każdej okazji. Chciałem go też za coś pochwalić, żeby w rozpaczy, gdyby kiedyś moje „wypociny” przetłumaczył mu wujaszek Google Translator, nie postanowił próbować rzucić kredek w kąt* jak Otoczak.

No więc historia Decade’a, którą Žeželj ilustruje, zdecydowanie zwraca uwagę bardzo na plus. Oto artysta, który chciał pozostać w konflikcie neutralny, trafia do więzienia, gdyż wrobili go dawni „kumple”. Jest torturowany, by wyjawić wszystko, co wie o DMZ. Pewnego razu odmawia jednak zmazania ze ściany celi rysunku Nowego Jorku. Jest głodzony, aż w końcu więzienie zostaje zlikwidowane, a on wychodzi na wolność. Za to, co pod wpływem tortur wyjawił, postanawia odpokutować: kroczy przez płonący DMZ, aż w pewnej dawnej galerii decyduje się dokończyć tamten więzienny rysunek miasta, z którym się identyfikuje. Pokrywa białe ściany galerii panoramą najważniejszych dla siebie miejsc, ludzi i wydarzeń, wszystkiego, co dało i odebrało mu NYC. Stopniowo plansza komiksowa zmienia się w pracę fikcyjnego artysty, która przypomina kapitalną wkładkę akurat nie tak kapitalnej płyty Beastie Boys (ale musicie kupić oryginał na cd i sobie rozłożyć dla odpowiedniego efektu!). Gruba krecha Žeželja pasuje tutaj jak ulał.

Po drugie, w numerach od 55 do 59 (zebranych w trade’a numer 10 pt. Collective Punishment), od rysowania odpoczywał Burchielli, więc spójność graficzna i tak została rozbita. Žeželj, kiedy przeczytamy jego odcinek w towarzystwie innych, które złożyły się na Collective Punishment, wcale nie produkuje efektu, który moglibyśmy podpiąć pod „syndrom Žeželja”.

*chyba nie, ale zrobiłem symulację. Sami sprawdźcie, oto fragment wpisu o DMZ # 35, gdzie piszę o „syndromie”, w tłumaczeniu na angielski:

[But, returning to the main thread: if I remember correctly, then I met Žežela on the occasion of El Diablo *, who he did with Azzarello (it would also be possible to scribble this four-part series in Vertigo's cycle, but after returning from holiday, no, not from Croatia :)), and I liked his "thick creche" very much. With time, however, I came across his work just as drawn in a series of comic books, where he jumped in with someone for one notebook. And it beat me out of the rhythm. Then she was nervous. Each time, because his creche was totally different from what the original duo of the draftsman / screenwriter created in his flagships.]

I na chorwacki:

[No, vraćajući se glavnoj temi: ako se dobro sjećam, upoznao sam Žeželu povodom El Diabla *, koji je učinio s Azzarellom (također bi bilo moguće pometnuti ovu četverodijelnu seriju u Vertigoovom ciklusu, ali nakon povratka s odmora, ne, ne iz Hrvatske :)) i volio sam mu "guste pokrivače" jako puno. Međutim, s vremenom sam naišao na njegov rad baš kao što je nacrtana u nizu stripova, gdje je skočio s nekim za jednu bilježnicu. I pobijedio me iz ritma. Onda je bila nervozna. Svaki put, budući da su njegove krevete bile posve drukčije od onoga što je izvorni dvojac crtača / scenarista stvorio u svojim vodećim brodovima.]

GT dał radę, czy nie? :D
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #58. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Danijel Žeželj. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2010

środa, 8 sierpnia 2018

Enigma #2 - Milligan/ Fegredo/ van Valkenburgh

Kolejny z ośmiu zeszytów kompletnych, wybitnych, znakomitych. W drugim odcinku Enigmy Milligan daje z siebie absolutnie wszystko, znakomicie wprowadzając na scenę nowe postaci (po złoczyńcy zwanym The Head z numeru pierwszego jest to The Truth - gość pragnący wprowadzić dyktaturę szczerości) i genialnie traktując drugi plan (spójrzcie na te kilka scen w szpitalu i relację między lekarzem a pielęgniarką). 
Duncan Fegredo pokazuje się tu w swej najbardziej ekspresyjnej wersji - nie jest to ugładzony rysunek, zastosowany w Km/h, ani schlebiający Mignoli styl z Hellboya, ani nie dostosowane do rysów głównych bohaterów filmów Kevina Smitha grafiki z Jay and Silent Bob. To szalone, pełne kresek umiejscowionych na planszy tam gdzie trzeba kadry skomponowane po mistrzowsku. 
Sherilyn van Valkenburgh poszła w ślady kolegów i wspięła się na wyżyny mistrzostwa. Ci, którzy sądzili, że jej kolory położone na wspólne rysunki braci Kubertów w wydanym w 1993 roku w Polsce albumie Batman vs Predator były wybitne, w Enigmie dostaną kontynuację tej wybitności.
Enigma. Komiks kompletny. Wydany 25 lat temu. Wciąż nie opublikowany w Polsce.
"Enigma" #2. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Duncan Fegredo. Kolor: Sherilyn van Valkenburgh. Wydawca: DC Vertigo, kwiecień 1993

wtorek, 7 sierpnia 2018

Preacher #2 - Ennis/ Dillon

Początki tego bluźnierczego, szokująco zabawnego i znakomicie-się-czytającego dzieła nakazują czytelnikowi mieć się na uwadze. Jeśli na chwilę stracimy czujność, to ominie nas niejeden dobry żart, a dialogi Ennisa skrzą się przepięknym humorem. Zaraz o tym humorze, który zwraca uwagę w drugim odcinku dwoma muzycznymi prztyczkami, ale najpierw dodam jeszcze jedną rzecz, która nawet po latach w Preacherze mnie poraża, tak ogólnie: chodzi o mieszanie w rzeczywistości komiksu planów ideologicznego wadzenia się z Bogiem (tak, tym pisanym z wielkiej litery, choć sądzę, że popisy Ennisa można odnieść ogólniej i do samej istoty wyższej, nie tylko do jednego „B.”, czy też „b.”) i sprowadzania do stanu namacalności najbardziej nieprawdopodobnych bezeceństw oraz naszych ogólnych wyobrażeń. Tutaj wszystko, nawet coś niemożliwego, jest „naprawdę”.

Dwa żarty muzyczne, o które mi chodzi, dotyczą Nirvany i Genesis. Gdybyście spytali mnie, czy jako gówniarz miałem na półce raczej kasety Nirvany czy raczej Genesis, to raczej miałem Genesis. Obok Guns N’Roses, Alice’a Coopera, Roxette i Richarda Marxa. Między innymi. Gdybyście spytali mnie teraz, jakie mam płyty, to mam raczej Nirvanę. Nadal obok, między innymi (to gigantyczne „m.in.”), Guns N’Roses i Alice’a Coopera. Genesis nie mam już w kolekcji, na żadnym nośniku.

Czytam sobie więc Preachera i kiedy trafiam na wyjaśnienia szeryfa w sprawie syna Hugo Roota, Arseface’a, że próbował się zabić jak Kurt Cobain i mu się nie udało, to zaczynam się zastanawiać, czy muza Nirvany faktycznie brzmi jak „BRZDĄKANIE DOWNA”*? Puszczam sobie In Utero i myślę, że „no trochę tak brzmi”.

Czytam dalej i śmieję się dziś, jak nie śmiałbym się kiedyś, ze słów Cassidy’ego, kiedy na tekst Tulip – „ALE GENESIS PRZYWODZI NA MYŚL RACZEJ STWORZENIE… NARODZINY ALBO PIERWSZĄ KSIĘGĘ BIBLII…” – odparowuje – „ALBO BARDZO CHUJOWĄ KAPELĘ”.

Tak, z wiekiem zmieniają się gusta i wyostrza humor. A może słowa, które Ennis wkłada w usta swoim postaciom mają taką samą siłę jak te na czerwono wypowiadane „sugestie-nie-do-odparcia” Custera?

* wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #2. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, maj 1995

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Egypt #7 - Milligan/ Corona

Spójrzcie na tę okładkę: piramida wybucha, Thorgal i Kriss uchodzą z życiem, a Peter Milligan kończy swoją siedmioodcinkową przygodę ze starożytnym Egiptem. Było dobrze, momentami świetnie, czasem trochę na granicy żenady i zbyt często w mocnym zagubieniu, ale ostatecznie czas poświęcony na lekturę Egiptu nie był zmarnowany. 
No właśnie - zagubienie to uczucie niemal nieustannie towarzyszące przygodom Vincenta Me i otaczających go kobiet. Ciągłe uśmiercanie, wskrzeszanie, walka ze zmarłymi, ujeżdżanie przez bogów, futurystyczne koncepcje, średniowieczne koncepcje, metaforyczne przejażdżki na barana i nagłe zwroty akcji następujące jeden po drugim mogą męczyć, głównie jednak przez wzgląd na rysunki. 
Zdaje się, że Roberto Corona pracował na dużej szybkości, przez co efekt momentami jest mizerny. A trzeba było dać dojrzeć pomysłowi i oddać go w ręce może niezbyt znanego w Stanach rysownika, ale za to odpowiedniego do tego zadania - Grzegorza Rosińskiego. Bo Egypt to taki alternatywny prolog do Thorgala. 
Tak, ten komiks po przerysowaniu byłby niesamowicie dobry!
"Egypt" #7. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Roberto Corona. Tusz: Phil Gascoine. Kolor: Tatjana Wood. Wydawca: DC Vertigo, luty 1996

niedziela, 5 sierpnia 2018

DMZ #50 - Wood

Okrągłe numery twórcy i/lub wydawcy bardzo często starają się jakoś uczcić. Tak też postanowił zrobić Brian Wood. Pięćdziesiąty zeszyt DMZ do jego scenariusza rysuje dziesięciu różnych rysowników: jest główny mistrz ołówka w serii, Riccardo Burchielli (w zaskakującym epizodzie w czerni i bieli) oraz Rebekah Isaacs (Roth i taksówkarz dają lekcję pewnemu panu, który planuje w DMZ ubić interes), Jim Lee (zaledwie całostronicowy rysunek), Fabio Moon (niemy szorciak o dzieciach i ładunku wybuchowym), Ryan Kelly (obok opowieści Isaacs i Burchielliego ta należy do trzech najlepszych: o człowieku, który próbuje ocalić dzieła sztuki na „po konflikcie”; nie ukraść ani sprzedać, ale ocalić dla potomnych), Lee Bermejo (jeden rysunek plus tekst), Philip Bond (jedna ilustracja z tekstem), Jean Paul Leon (o chińskiej kuchni Wilsona), Eduardo Risso i Dave Gibbons (obaj panowie, podobnie jak Lee, z jednym rysunkiem na całą planszę plus tekst).

Co uzasadnia taką konstrukcję jubileuszowego odcinka? Otóż Matty, po czterech latach (tyle samo czasu upłynęło od publikacji pierwszego odcinka serii) w strefie, postanawia napisać kilka słów o mniejszych elementach układanki, gdyż nie potrafi póki co dostrzec szerszej perspektywy. Pisze więc reportaż, trochę podobnie, jak pisał przewodnik po DMZ w #12, ale tym razem jednostronicowe ilustracje przeplata regularnymi komiksowymi szorciakami – z tekstem i bez.

Przy patchworkowej metodzie twórczej zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że wyjdzie niespójnie. Woodowi i pracującym dla niego rysownikom, choć bardzo różnią się kreską, wychodzi jednak bardzo ciekawie i sensownie, i nie ma „syndromu Žeželja”. Ponieważ #50 ma być zlepkiem, nie sposób zarzucić scenarzyście i rysownikom, że nic tu do siebie nie pasuje. Jest po prostu różnorodnie. Szkoda może tylko, że „wielkie nazwiska” jak Lee czy Risso nie popisali się kunsztem na kilku planszach.

Aby uczcić jubileusz można wydać zeszyt z kilkoma wariantami okładki, zrobić rozkładaną okładkę trójczęściową albo wrzucić hologram z pająkiem. Tylko że do serii DMZ nic z tego nie pasowałoby tak dobrze, jak to, co wymyślił Wood.
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #50. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Rebekah Isaacs, Jim Lee, Fábio Moon, Ryan Kelly, Lee Bermejo, Riccardo Burchielli, Philip Bond, John Paul Leon, Eduardo Risso, Dave Gibbons. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, kwiecień 2010

sobota, 4 sierpnia 2018

Scene of the Crime #1 - Brubaker/ Lark

Zanim na dobre rozkręcił wspólne robienie komiksów z Seanem Phillipsem, Ed Brubaker robił naprawdę dobre rzeczy na przykład z Michaelem Larkiem. Pierwszy zeszyt ich Scene of the Crime - serii, która zadebiutowała w maju 1999 roku to porządnie zapowiadający się dramat detektywistyczny, który spokojnie mógłby stanąć na półce obok polskich wydań Fatale czy Zaćmienia.
Pierwszy zeszyt to standardowe wprowadzenie w detektywistyczną (nie wiemy jeszcze czy dobrą) robotę. Młody prywatny detektyw ma rozwikłać sprawę zaginionej dziewczyny. Pomagają mu w tym: 68-letni wuj - słynny fotograf miejsc zbrodni, doświadczenie oraz szczypta szczęścia. Tropy prowadzą do sekty, która za zadanie postawiła sobie uwalnianie ducha swoich członków, do obskurnych hoteli i znajdujących się w ich pobliżu knajp. Czarny kryminał w pewnym momencie zamienia się w kiełkujące love story, by w kulminacyjnym momencie odpowiednio zaskoczyć i narobić smaku na ciąg dalszy.
Brubaker w pełnym metrażu radzi sobie znacznie lepiej niż w krótkim. Lark  rysuje podobnie do Phillipsa, choć nieco mniej polega na zdjęciowej dokumentacji i bardziej rygorystycznie trzyma się kompozycji planszy. Pierwsza część A little piece of Goodnight to zeszyt bardzo treściwy. Autorom udało się zmieścić naprawdę sporo wydarzeń oraz wiarygodnie przedstawić bohaterów. Bardzo solidna lektura. Polski wydawco, opublikuj to u nas.
"Scene of the Crime" #1. Scenariusz: Ed Brubaker. Rysunki: Michael Lark. Kolor: James Sinclair. Wydawca: DC Vertigo, maj 1999

piątek, 3 sierpnia 2018

Moonshadow #1 - DeMatteis/ Muth

Ulubione dziecko J.M. DeMatteisa oraz pierwszy w pełni malowany komiks w USA. Opublikowany przez marvelowski imprint Epic w latach 1985-87, zebrany w jeden album w 1989, a następnie w 1994 wznowiony przez Vertigo w formie 12-częściowej miniserii oraz dodatkowego albumu Farewell, Moonshadow. Ponownie zebrany w album w 1998 roku. W Polsce promowany przez Arka Wróblewskiego w czasie ery TM-Semic. 
Moonshadow - J.M.DeMatteisa, Jona J Mutha oraz George'a Pratta i Kenta Williamsa.
Głównym bohaterem tej baśni dla dorosłych jest  dzieciak będący efektem niekonwencjonalnego związku hippiski z kosmiczną świecącą kulą rasy G'l Doses. Moonshadow dorasta w intergalaktycznym zoo - miejscu bez żadnego celu i sensu, gromadzącym różnych freaków. Pewnego dnia Moon zostaje z tego zoo wygnany i wraz z seksualnie sfrustrowanym futrzakiem imieniem Ira oraz czarnym kotem wabiącym się Frodo wyrusza na spotkanie przygody w bezkresnym kosmosie.
Tak w skrócie prezentuje się fabuła pierwszego zeszytu. W skrócie, ponieważ uwielbiający narrację DeMatteis zasypuje czytelnika mnóstwem informacji zarówno na temat tajników życia wszystkich bohaterów, jak i dotyczących historii rasy G'l Doses. Na każdej stronie czytelnik parkuje dość długo, a ilustracje momentami zdają się być jedynie dodatkiem. Ale jakże pięknym dodatkiem! Muth - mistrz!
Zeszyt pierwszy to zaledwie wprowadzenie do fascynującej opowieści o dorastaniu. Cała seria jest obowiązkową lekturą dla fanów DeMatteisa (nawet tych, którzy nie wyszli poza jego pisanie w Spider-Manie) oraz jedną z najlepszych historii opowiedzianych na łamach komiksów Vertigo.
"Moonshadow" #1. Scenariusz: J.M.DeMatteis. Rysunki: Jon J Muth. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 1994

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ja, Nina Szubur - Chmielewski

Ja, Nina Szubur to adaptacja powieści Anna Inn w grobowcach świata Olgi Tokarczuk. Adaptacji dokonał Daniel Chmielewski, autor takich komiksów jak Zapętlenie czy Zostawiając powidok wibrującej czerni, a w głównej roli wystąpiła jego żona, również autorka komiksów, Olga Wróbel.
Akcja komiksu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w stojącym na środku pustyni i otoczonym murami mieście Uruk. Miasto składa się z trzech poziomów. Im niższy poziom - tym niższa ranga społeczna, dostępne przywileje i zaplecze sanitarne. I w tymże mieście tytułowa Nina Szubur rusza na pomoc swojej ukochanej Inannie, która zostaje uwięziona w jego podziemiach. Dryfując między poziomami, tajemniczymi pomieszczeniami i częstującymi różnymi koncepcjami ludźmi, bohaterka szybko uświadamia sobie, że nic tu nie jest tym, czym się wydaje. 
Ja, Nina Szubur to komiks, który nie zarasta kurzem na półce, ponieważ przeznaczony jest do wielokrotnej lektury. Podczas pierwszego czytania nie wychwyciłem wszystkiego i z przyjemnością będę do niego wracał. Dlaczego? Bo to dzieło fantastyczne na każdym poziomie. Cudownie zaadaptowane i narysowane z głową. 
Jest to też mistrzostwo formy. Wyłapywaczom błędów dam pewną podpowiedź: kiedy już wyłapiecie, że Chmielewski daje za mało światła w dymku, że tekst ucieka mu poza ramkę kadru, że ciągłość komunikatu między dymkami zaburzona jest brakiem wielokropka, i wreszcie, że plansze z poziomu uciekają w pion, to wiedzcie, że tak miało być. Daniel Chmielewski niejednokrotnie pokazał, że lubi sobie poeksperymentować z każdą składową komiksu. Nie jest to eksperymentowanie dla samej sztuki. Wszystko zyskuje uzasadnienie.  
Bywa, że kadry komiksowe to dla Chmielewskiego słowa, a plansza to zdanie. Wielokrotnie złożone, ze słów i obrazów. Rysunek jest przecinkiem albo kropką. Plansze wędrują z pionu w poziom, wszystko dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. 
Ten komiks jest zaprojektowany w sposób bardzo przyjazny dla czytającego i nawet zamysł autora, który początkowo wydał mi się dość karkołomny i niepotrzebny, a który to polegał na obracaniu albumu przed przewróceniem konkretnej strony, nie tyle nie przeszkadza, co okazuje się być niezbędny. 
Większość plansz w albumie to absolutne mistrzostwo. Dynamika, precyzja, świetna kompozycja… Dla takich albumów czyta się komiksy. 
Bardzo chciałem znaleźć jakiś mankament, żeby nie wyjść na płaszczącego się i wyrzygującego pochlebstwa recenzenta, ale nawet okładki, która początkowo kompletnie mi się nie podobała, po lekturze nie zamieniłbym na żadną inną.
"Ja, Nina Szubur". Autor: Daniel Chmielewski (na motywach powieści Olgi Tokarczuk "Anna Inn w grobowcach świata"). Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, 2018

Sweet Tooth #1 - Lemire

Sweet Tooth, zeszyt pierwszy - postapokalipsa w stylu alternatywnym i przebłysk geniuszu Jeffa Lemire'a, który rysując brudną, zinową kreską wkradł się w łaski komiksowych potentatów. Zapomnijcie o Żywych trupach i kalkach z Kirkmana. Sweet Tooth to dopiero fenomen!
Pierwszy zeszyt to precyzyjne wprowadzenie w świat przedstawiony. Jakaś zaraza wytłukła większość ludzi na ziemi. Standard. Wskutek zarazy na Ziemi pojawiły się istoty, będące połączeniem człowieka i zwierzęcia. Jedna z takich istot to Gus - chłopak z rogami, który na okładce zeszytu zajada się łakociem. Gus mieszka w położonej w lesie chacie wraz z (najwyraźniej) nadopiekuńczym ojcem, który nakazuje mu przestrzegać kilku prostych zasad, na czele z tą, by nigdy nie opuszczał lasu, bo poza jego granicami czai się wszystko co złe. Ojciec mamrocze coś o Bogu, a chłopca nawiedzają sny o wielkoludzie o zimnych oczach, który spogląda na niego z góry...
Lemire znakomicie skonstruował ten zeszyt, wykorzystując pierwszoosobową narrację Gusa oraz powtarzalność pewnych istotnych dla fabuły kadrów. Pierwszy odcinek, choć kończy się sytuacją dość krytyczną, zdaje się być zapowiedzią poznawania świata i stawiania przez autora pytań, których póki co zbyt wiele nie ma. Jest za to spokojna, kameralna historia z kilkoma aktorami i potencjałem do wybuchnięcia w niedalekiej przyszłości. 
Intrygujący i mistrzowsko zrealizowany debiutancki zeszyt.
"Sweet Tooth" #1. Autor: Jeff Lemire. Kolor: José Villarrubia. Wydawca: DC Vertigo, październik 2009

środa, 1 sierpnia 2018

Ostatni dzień przedsprzedaży ziniolowych frykasów

To już ostatni dzwonek na zakup Ziniola 53, Ziniola 54 i albumu Dolores w przedsprzedaży po atrakcyjnej cenie. Po zebraniu zamówień oszacujemy nakład i puszczamy produkcje do druku. Uwaga! Później może nie być! A jeśli będą, to za nie wiadomo jakie pieniądze! Przedsprzedaż trwa do północy. Zainteresowanych prosimy o kontakt: ziniolzine@gmail.com
Ziniol # 53 to 32 strony formatu B5 z kolorową okładką (a na niej Paradax i Brendan McCarthy), czarno-białym wnętrzem i komiksami duetów Peter Milligan/ Daniel Chmielewski, Scott Lobdell/ Maciej Pałka, Dominik Szcześniak/ Marcin Rustecki, Jerzy Łanuszewski/ Dominik Szcześniak oraz Sławek Lewandowski/Sławek Lewandowski. Ponadto, w części publicystycznej przyglądamy się twórczości Petera Milligana, gościa tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. 
Cena z odbiorem podczas MFKiG = 12 zł.

Ziniol # 54 to 32 strony formatu B5 z kolorową okładką Krzysztofa Prosiaka Owedyka, czarno-białym wnętrzem i komiksami takich autorów jak Marcin Rustecki, Mateusz Skutnik, Wojciech Stefaniec, Krzysztof Owedyk, Sławek Lewandowski, Rafał Trejnis, Grzegorz Pawlak, Otoczak, Piotr Machłajewski. 
Zero publicystyki. 
Cena z odbiorem podczas MFKiG = 12 zł.
Dolores to kolejny album duetu Rust/Szczez. 80 czarno-białych stron w twardej oprawie za 40 złotych narysowanych przez mistrza ołówka i legendę TM-Semic. 
Przykładowe plansze można znaleźć tutaj
Istnieje również możliwość zamówienia komiksów z wysyłką pod wskazany adres.

DMZ #48/49 - Wood/ Burchielli

DMZ #48/49: Hearts and Minds, Chapter 4 and 5 - te dwa rozdziały kończą ósmego trade’a DMZ. Do tego, co przeczytacie w zakończeniu Hearts and Minds, doprowadziły w prostej linii wydarzenia z #38. Jeśli rozstaj dróg z tamtego odcinka w postaci „Y” miał gdzieś pokierować Matty’ego, to raczej nawet on sam nie spodziewał się, że aż tak pobłądzi, że zmiana w nim będzie tak… brutalna? Dziwna? Niewytłumaczalna?
No bo jak sobie wytłumaczyć, że dziennikarz staje na czele paramilitarnej tajnej grupy, która załatwi najbrudniejszą robotę na polecenie nowego przywódcy DMZ, Parco? Jak to możliwe, że dziennikarz sfinalizuje zakup bomby atomowej na rozkaz tegoż samego Parco (to akurat numer wcześniej)? Jak to możliwe, że ktoś wykorzysta ten fakt, aby spróbować spacyfikować DMZ? Czy spodziewalibyście się, że w odwecie za pobicie przez żołnierzy, Roth zleci ich likwidację? I jak zareagujecie na to, że jego oddział przez pomyłkę zabije na jego rozkaz grupę niewinnych ludzi? 
W zasadzie to chyba każdy przywódca musi mieć ludzi od brudnej roboty, prawda? W każdym konflikcie korzysta się z prowokacji, tak? I każdy konflikt pochłania niewinne istnienia, czyż nie?
Tak czy inaczej, te dwa zeszyty pokazują efekt przemiany Rotha, który zaczyna trzeźwieć pod wpływem terapii szokowej, którą sam sobie funduje. Umysł rozjaśnia mu ostatecznie atomowy grzyb, który obserwuje z jednej z ulic DMZ. Jednak o sile szokującej konkluzji Hearts and Minds stanowi to, jakie miejsce opisane tutaj wydarzenia zajmą w całości układanki oraz to, jaką lekcję wyciągnie z tego Matty. Jeszcze będzie się działo.
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #48/49. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Riccardo Burchielli. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, luty/marzec 2010

wtorek, 31 lipca 2018

Egypt #3 - Milligan/ Corona

Podczas gdy drugi zeszyt skupił się na życiu Vincenta w starożytnym Egipcie, trzeci składa się z kilku czasowych przeskoków, nawiedzeń, śmierci, zmartwychwstań i oczyszczającej kąpieli w rzece gówna. Milligan świetnie i zaskakująco prowadzi tę opowieść. A towarzyszy mu nowy rysownik - Roberto Corona, który zastąpił Glyna Dillona (brata zmarłego w 2016 roku Steve'a Dillona, współtwórcy Preachera).
Zdaje się, że jest to przełomowy odcinek serii. Trzeci z siedmiu (mimo okładkowego komunikatu, że z sześciu - jak widać nawet największym zdarzają się błędy!). Zostają w nim rozwiązane najważniejsze tajemnice, w które obfitowały pierwsze dwa zeszyty, zamknięte zostają pewne znaczące rozdziały oraz dokonuje się coś w rodzaju oczyszczenia głównego bohatera. Mitologia egipska wkracza do współczesności, a klimat grozy rodem ze slasherów dla nastolatków pozwala uporać się z tymi, którzy w pierwszym zeszycie wywołali cały ten egipsko-amerykański galimatias z podróżami w czasie i przestrzeni.
Corona nie jest tak dobry jak Dillon, ale warstwę graficzną stara się trzymać doświadczony inker Phil Gascoine oraz kolorystka Tatjana Wood. Wychodzi im to lepiej niż dobrze. Na kolejne zeszyty spoglądam z optymizmem.
"Egypt" #3. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Roberto Corona. Tusz: Phil Gascoine. Kolor: Tatjana Wood. Wydawca: DC Vertigo, październik 1995

poniedziałek, 30 lipca 2018

Ziniol #54 - szczegóły

Uwaga uwaga! Podajemy przewidywany skład osobowy Ziniola #54: Krzysztof Owedyk, Mateusz Skutnik, Marcin Rustecki, Wojciech Stefaniec, Sławek Lewandowski, Rafał Trejnis, Grzegorz Pawlak, Piotr Machłajewski, Otoczak, Dominik Szcześniak.
W 32-stronicowym zinie znajdą się same komiksy, bez publicystyki.
Przypominamy: Ziniol #54 ukaże się 14 września podczas MFKiG w Łodzi. Nakład będzie limitowany, więc zachęcamy do zakupu magazynu w przedsprzedaży, która trwa do 1 sierpnia (wystarczy wysłać mejla na ziniolzine@gmail.com). Wraz z Ziniolem #54 w przedsprzedaży dostępny jest także Ziniol #53 (z takimi duetami twórczymi jak Milligan/Chmielewski i Lobdell/Pałka) oraz album Dolores Marcina Rusteckiego i Dominika Szcześniaka.

Flinch #2 - Motter/ Sienkiewicz/ Azzarello/ Risso/ Figerman/ McEown

W pierwszym Flinchu bywało różnie, w drugim też. Do tego stopnia, że podczas lektury każdej z zamieszczonych tu krótkich form należy co chwila zerkać na okładkę i przypominać sobie, że jest to "the Vertigo horror anthology".
Maggie and her microscope to wciąż mało horrorowy, ale najlepszy szorciak w tym numerze. Rzecz o małej dziewczynce z autyzmem i o jej zbawiennym wpływie na wyleczenie pewnej plagi. To raptem kilka stron, ale treści w nich dużo - spore ilości dialogów Deana Mottera Bill Sienkiewicz poupychał na planszach w dość rygorystyczny sposób: dzieląc je na szesnaście kadrów. Czytelnych, ekspresyjnych i komunikatywnych. Dodatkowym plusem tej mocnej historii są kolory jednej z najlepszych kolorystek Vertigo - Sherilyn van Valkenburgh. 
Porządna historia rozpoczynająca drugi zeszyt serii zostaje zrównoważona beznadziejną, niepotrzebnie śmieszkującą i narysowaną w sposób nieprzystający do antologii komiksów grozy opowiastką Boba Fingermana i Pata McEowna. Kompletna strata czasu.
Natomiast finał to solidna robota duetu Azzarello/Risso. Food chain to takie 100 bullets w pigułce. Komiks bez rozmachu, kameralny, gliniarsko-gangstersko-podsłuchowy, ale zrealizowany z wyczuciem i trzymający w napięciu. Azzarello - fachowiec od dialogów. Risso - na swoim stałym wysokim poziomie oraz (prawdopodobnie) w swoim żywiole.
Wciąż mam mieszane uczucia co do zeszytowych antologii, które według redaktorów zdają się być przyrządzane na zasadzie przykrywania wybitnymi nazwiskami kiepskich historii i wśród rzeczywiście świetnych kawałków przemycania typowych odrzutów, na które szkoda papieru. 
"Flinch" #2. Scenariusz: Dean Motter, Bob Fingerman, Brian Azzarello. Rysunki: Bill Sienkiewicz, Pat McEown, Eduardo Risso. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 1999