Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 16 grudnia 2015

Pięciolecie Warsztatów Komiksowych

14 grudnia 2015 roku w Biblio Lublin przy ul. Szaserów w Lublinie odbył się wernisaż wystawy z okazji 5-lecia warsztatów komiksowych, prowadzonych przez Agatę Komorowską i Grzegorza Nowickiego. Zapraszamy do zapoznania się z krótką fotorelacją z tego wydarzenia:

Kibicujemy (427)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!

"Warchlaki" wchodzą do gry. Nowy zin na polskim rynku powstał dzięki mocom przerobowym redaktorów: Barbary Okrasy i Jerzego Łanuszewskiego. Z czym te "Warchlaki" się je? Co to jest? I dlaczego nie to, o czym myślicie? Te ważkie kwestie poruszymy w dzisiejszym kibicowaniu. Warto znać odpowiedzi na te zapytania, bowiem premiera magazynu już 23 grudnia. Odpowiadają redaktorzy.

Pozdrawiacie po staromasońsku niczym twórcy "Cyrkielni", łączycie formy tak, jak to robił zin "Jarzmo", informacją prasową przywodzicie na myśl działalność Tynk Gruppe, a jednocześnie numerologicznymi zapędami przywołujecie "Krakersa", a kartą tarota - tazosy "Konstruktu". "Warchlaki" będą osadzone w realiach zinów z lat 90. czy będziecie tworzyć nową jakość na rynku?

W latach 90. byliśmy gówniarzami i nie za wiele pamiętamy z tego okresu – tyle tylko, że było dziwnie, kolorowo, a ludzie nosili brzydkie ubrania. Podczas zbierania komiksów do zina daliśmy autorom listę tematów oraz nakreśliliśmy, jakie treści mw. nas interesują (okultyzm, teorie spiskowe, rzeczy dziwne) – reszta to już indywidualna sprawa każdego z autorów.
Enigmatyczny przekaz bijący z notatki prasowej wzmocniony jest przez dwukrotne zwrócenie uwagi (w parametrach technicznych zina) na miękkość okładki. Czytelnicy mają spodziewać się w związku z tym czegoś niespodziewanego?

Na to pytanie można udzielić trzech odpowiedzi:

1. Powtórzenie informacji to wina mojego gapiostwa.
2. Okładka będzie mięciutka niczym serce Dalajlamy.
3. Ma to związek z panem drukarzem, który trzy razy przekręcał zlecenie i zmieniał okładkę miękką na okładkę twardą.
4. Wszystkie są prawdziwe.

Jak oceniacie współczesny rynek zinów w Polsce?


Chrystus powiedział: „Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni”, więc powiem tylko, że mi się podoba i polecam.
Zdjęcia i komiksy - to wiadomo. Ale czego będą dotyczyły warchlakowe teksty? Jerzy, poza działalnością scenopisarską, jesteś również publicystą komiksowym. Przeniesiesz swoją recenzencką pasję na łamy magazynu?

Nie, w „Warchlakach” nie będzie żadnej publicystyki. Wyłącznie teksty piękne. Może w przyszłości znajdzie się miejsce na coś w rodzaju poezji?
Czy w Warchlakach znajdzie coś dla siebie przeciętny pochłaniacz komiksów o superbohaterach?

To zależy, co rozumiesz pod tym pojęciem. Jeśli masz na myśli kogoś, kto czyta wyłącznie trykociarzy, to nie – takich komiksów tu nie ma i raczej nie będzie. Ale jeśli ktoś szuka po prostu przyjemnych rzeczy, to coś tu na pewno znajdzie. Komiksy, ilustracje, teksty i zdjęcia wchodzące w skład Warchlaków na pewno zadowolą zwykłych pochłaniaczy komiksu. Jest humor, porządna kreska i niebanalna treść.

Czy trudno jest redagować zina?


Bardzo trudno. Gdyby nie pakt z diabłem, to za cholerę by nam się nie udało.  Zin to skomplikowana sprawa. Robi się coraz groźniej jeśli liczba autorów przekracza dziesiątkę. Szczególnie kiedy to drugi albo pierwszy zin, który redagujesz. Trzeba ustalić kolejność, dopilnować deadline’u, a później przychodzi czas starcia z drukarnią. Mimo to satysfakcja ze złożenia czegoś spójnego i ładnego ze zbioru różnego rodzaju twórczości jest nieopisana.
Gdzie prowadziliście rekrutację? Załoga współtwórców będzie stała czy zmienna?

Autorów szukaliśmy wśród znajomych i znajomych znajomych. Tak jest najłatwiej i wiadomo, czego się można po tych ludziach spodziewać. Oczywiście zapraszamy wszystkich chętnych do współtworzenia Warchlaków.
Risso czy xero?

Solidny druk w poważnej krakowskiej drukarni z tradycjami.

Czy planujecie drugi numer magazynu? A może kolejne?


Planujemy drugi numer zina, któremu narzucimy ściślejszą tematykę. Możliwe, że wyrobimy się na Komiksową Warszawę 2016. Jak nie to na Światowe Dni Młodzieży. Do załogi kolejnych "Warchlaków" zapraszamy wszystkich, którzy nie boją się wyzwań, przekraczania granic i doceniają piękno ludzkiego ciała. Tak, drugi numer, zatytułowany "Warchlaxxx", będzie w całości poświęcony okultystycznej erotyce. Pięknej okultystycznej erotyce.

Czy chcecie za pośrednictwem Ziniola przekazać coś swoim czytelnikom?

Pozdrawiamy papieża i wszystkich Polaków.

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

wtorek, 15 grudnia 2015

Kibicujemy (426)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!

"Mocarz" - okładka - rys. Wojciech Stefaniec
Dziś kibicujemy bardzo potrzebnej akcji społecznej wymierzonej komiksem w dopalacze. Za wspomniany komiks odpowiedzialny jest słupski artysta znany z komiksów "Szelki" czy "Noir" - Wojciech Stefaniec.

"Mocarz" to 16-stronicowy komiks w formacie gazetowym, który będzie rozdawany za darmo w szkołach na terenie Pomorza i Pomorza Zachodniego - w Słupsku, Lęborku, Koszalinie i Miastku. Zrealizowany przez Wojciecha Stefańca komiks dotyczy problemu dopalaczy. 
- Pomysł wyszedł od Głosu Pomorza, który ruszył z akcją walki z dopalaczami. Chcieli to zrobić przez komiks. Byłem pod ręką, więc się zgodziłem - mówi Stefaniec.
Na pomysł postaci Mocarza wpadła Anna Bajer. Prace nad komiksem trwały 3,5 tygodnia, a efekty będą widoczne jeszcze w grudniu, kiedy to komiks zostanie wydrukowany. Na jego łamach Stefaniec w swoim stylu łączy realistyczną kreskę z psychodelą, sprawnie radząc sobie z trudnym tematem. 
W komiksie zawarte zostały ważne informacje, takie jak poradnik gdzie szukać pomocy i zestawienie faktów i mitów dotyczących dopalaczy. W "Głosie Pomorza" do końca roku pojawiać się będą wiadomości a propos tego czym są dopalacze i do czego prowadzi ich zażywanie.
Plansza z komiksu "Mocarz" - rys. Wojciech Stefaniec
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Krzesło w piekle w Legnicy

Galeria Sztuki w Legnicy zaprasza na wernisaż wystawy Krzysztofa Gawronkiewicza – „Krzesło w piekle” w dniu 18 grudnia br. o godz. 17.00. Wstęp wolny.

niedziela, 8 listopada 2015

Marvel kontratakuje

Marvel Now! - nowa kolekcja wydawnictwa Egmont Polska start miała dość niefortunny. Opublikowany w maju album „Avengers: Wojna bez końca” był typowym amerykańskim produkcyjniakiem. Minęło pół roku, wydawca nadał serii jednolitą szatę graficzną, ruszył z kampanią reklamową, zdecydował się na tytuły, nawiązujące do kinowych blockbusterów i okazało się, że trafił w dziesiątkę. No, technicznie rzecz biorąc może w ósemkę, bo nie wszystko w Marvel Now! współgra ze sobą idealnie, ale po kolei. 
Co my tu mamy? Avengers, Strażnicy Galaktyki, X-Men i jeszcze raz Avengers – cztery komiksy, którymi pół na pół podzielili się dwaj scenarzyści. Brian Michael Bendis, który niegdyś brawurowo odświeżył postać Spider-Mana, a najlepsze chwile przeżywał w autorskich albumach, zabrał się za All-New X-Men i Strażników Galaktyki, a Jonathan Hickman napisał Avengers i New Avengers. Komiksy Bendisa świetnie sprawdzają się jako dobrze napisane, rozrywkowe seriale dla młodzieży, z kolei Hickman celuje w epickie rozgrywki na granicy wszechświatów. 
All New X-Men to opowieść o spotkaniu dwóch składów słynnej drużyny mutantów z różnych ram czasowych – oto oryginalna piątka uczniów Profesora X zostaje przeniesiona w przyszłość, do czasów nam współczesnych. Dla Bendisa jest to okazja do skonfrontowania idealistycznej postawy młodych bohaterów z bogatymi w doświadczenia, rany, wzloty i upadki weteranami. Scenarzysta pisze bardzo niegłupio i zestawiając czerń i biel z wszystkimi odcieniami szarości stwarza wciągającą fabułę. Jego towarzysz, rysownik, również imponuje – to stary wyjadacz, Stuart Immonen, operujący prostą, ale elegancką i swoją kreską, co już jest bardzo istotne w zalewie artystów rysujących tak samo. 
Całkiem nieźle z grafiką jest w Strażnikach Galaktyki, choć tu również całość pcha scenariusz Bendisa. Nie tak dobry, jak w X-Menach, ale na poziomie rozrywkowym całkiem satysfakcjonujący. Mamy tutaj standardową obronę planety Ziemia przez kosmicznych herosów, z konfliktem ojcowsko-synowskim w tle. Sztampa, ale dialogi dają radę i kilkukrotnie można się uśmiechnąć. Sądzę, że serial zdobędzie swoje grono czytelników, którzy z wypiekami na twarzy będą nabywać kolejne odcinki. 
Podobnie może być z obiema odsłonami Avengersów, choć tutaj sprawa nie jest już tak oczywista, zważywszy na poziom skomplikowania scenariusza, momentami – niestety – zahaczający o grafomanię. Hickman z upodobaniem uprawia wodolejstwo w Świecie Avengers, zrzucając aspekt atrakcyjności komiksu na barki rysowników – świetnego Jerome Openy i weterana z momentami – Adama Kuberta. Ten pierwszy, chcąc się wykazać imponuje wieloma kadrami, u drugiego widać zmęczenie i wytwarzanie kolejnych plansz w rytm dewizy, że nie zawsze jakość jest ważniejsza od ilości. Komiks pozostawia mieszane uczucia. Na pewno sprawia wrażenie większej całości, co zresztą zyskuje potwierdzenie w kolejnym albumie, zatytułowanym Wszystko umiera. 
Tutaj Hickman działa już na pełnych obrotach, tworząc komiks niezwykle interesujący. Rzecz jest również w ochronie ziemi, a nawet wszechświatów, lecz zostaje rozegrana niestandardowo. Podczas, gdy w komiksach i filmach taka obrona charakteryzuje się zwykle tym, że dobrzy piorą się po gębach ze złymi, w ujęciu Hickmana akcji jest jak na lekarstwo, a rozgrywka ma miejsce przy stole, wokół którego zgromadziło się kilku największych i najmądrzejszych superbohaterów, którzy niegdyś klepnęli przymierze o potajemnym kierowaniu światem. Nieźle, co? Wyszło szydło z worka. Kilku gości w rajtuzach rządzi światem. Samozwańczo. A co na to pozostali? Co na to ludzie? Hickman zaczyna od trzęsienia ziemi, wkładając w usta Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki tytułowe słowa: "Wszystko umiera". W dodatku umiera przedwcześnie. Dochodzi do inkursji wymiarów, ziemie równoległe stykają się ze sobą i… nie będę zdradzał. W albumie są wykresy, które wszystko tłumaczą. Sedno sprawy tkwi w tym, że aby ocalić jedną planetę, należy zniszczyć drugą. I o tym debatują Iron Many i Kapitany Ameryki przy okrągłym stole. Wujek Ben powiedział kiedyś, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. No to Avengersi mają zagwozdkę o skali międzygalaktycznej! Wszystko umiera to porządna lektura, z rysunkami kolejnego weterana – Steve’a Eptinga, który – to ciekawostka – był autorem strony graficznej pierwszego komiksu o tej drużynie wydanego w Polsce niespełna 20 lat temu w serii Mega Marvel.
Solidne wrażenie, jakie pozostawił po sobie pierwszy rzut egmontowskiego Marvel Now! uległo weryfikacji wraz z setem kolejnym, zawierającym w sobie kilka tytułów, nieobcych fanom komiksów spod szyldu TM-Semic.
Powrócił idol lat 90. - Spider-Man. W dodatku powrócił w niezwykle interesujący sposób, wykorzystujący zarówno sentyment starszych czytelników, jak i głód tych młodszych, wywołany współczesną serią filmów i animacji z Człowiekiem-Pająkiem. Ten swoisty pomost międzypokoleniowy powstał dzięki połączonym siłom dwóch tandemów twórczych - starej ale jarej spółki J.M. DeMatteis/ Sal Buscema oraz przepełnionym młodością teamem Dan Slott i Humberto Ramos. Wisienką na torcie jest gościnny występ bratanicy Sala (czyli córki kolejnego z wielkich rysowników - Johna) - Stephanie Buscemy.W tak pięknych i wzruszających okolicznościach przyrody, zastęp twórców z werwą zaczął kreślić losy nowego Spider-Mana. Przez lata wiele pozmieniało się w życiu Pajęczaka, w związku z czym niektóre wątki czy relacje między bohaterami mogą być szokiem dla czytelników, którzy w latach 90. latali co miesiąc po kioskach. Na szczęście  zmianom towarzyszą starzy wrogowie (Vulture, Rhino, Lizard) i nowe problemy. Slott i Ramos wyraźnie kierują swój produkt do młodszego czytelnika, stawiając na uproszczenia i czystą rozrywkę, DeMatteis z Buscemą natomiast pokazują, że młodszych można bawić również finezją. 
Gdyby to był film, niewątpliwie w trakcie seansu z kina wychodziłyby tłumy. Wolverine i X-Men, choć bazuje na najpopularniejszych postaciach świata Marvela, zawodzi w warstwie fabularnej i wizualnej. Z kart komiksu wylewają się młodzi mutanci, cukierkowe kolory nijak nie pasują do opowieści, a "niepokorny" typ grupy X-Men - Wolverine - jest nie tyle profesorem, co parodią samego siebie sprzed lat. "Cyrk przybył do miasta", w odróżnieniu od "Superior Spider-Mana" to duży, bolesny zawód. O ile rysunki przez część albumu jako tako się bronią, to finałowy rozdział jest graficzną kompromitacją. Sytuacji nie ratuje nawet scenarzysta Jason Aaron, który na łamach Cyrku zalicza dużą wpadkę. Z drugiej strony, jeśli istnieje dla tej serii jest jakaś nadzieja, to jest nią pewnie ten utalentowany, znany z vertigowskiego "Scapled" scenarzysta.
A w drugim tomie All-New X-Men dzieje się jakby mniej, niż w pierwszym. Bendis konsekwentnie realizuje swoją wizję, skupiając się na postaci Cyclopsa, na arenę wkraczają nowe postaci, a w składach wszystkich drużyn zrzeszających mutantów zaczyna dochodzić do zaskakujących roszad. Świetnemu Stuartowi Immonenowi towarzyszy tym razem David Marquez, który - choć utalentowany - przegrywa starcie ze słynnym kanadyjskim rysownikiem. Tu zostajemy to sprawny akcyjniak, który zaspokoi fanów superbohaterskich bójek i rozterek.
Wydane w szalonym jak na polskie warunki tempie albumy to gratka dla fanów Marvela w Polsce. A ma ich być jeszcze więcej. Póki co, te tytuły, które się ukazały zdają się być dobrane bardzo trafnie. Są wśród nich komiksy łączące oczekiwania młodych czytelników z tęsknotą tych starszych, wychowanych w erze TM-Semic.
Komiksy Marvel Now! można nabyć na przykład w sklepie wydawcy lub Sklepie Gildia.pl

sobota, 24 października 2015

Serialowe eldorado Muchy

Wydawnictwo Mucha Comics kontynuuje publikowanie przebojowych serii ze stajni Image Comics. Wraz z początkiem października trzecich odsłon doczekały się "Saga" i "Fatale", a lada moment dołączy do nich "Chew". Albumy startowe wszystkich wymienionych tytułów były bardzo udane, a ich autorzy ustawili poprzeczkę bardzo wysoko. Czy najnowsze tomy trzymają poziom?
Serial Briana K. Vaughana i Fiony Staples, o którym mówi się, że jest połączeniem "Gwiezdnych Wojen" z "Grą o tron",  z każdym kolejnym rozdziałem nabiera rumieńców. Rozwijając wątki zasygnalizowane w poprzednich tomach, autorzy rozsądnie dorzucają kolejne. Vaughan dysponuje wymyślonymi przez siebie postaciami w sposób bardzo swobodny, sprawnie ujmując wymiany zdań między nimi. Solidne dialogi wypowiadane przez świetnie zaprojektowane postaci powodują, że komiks czyta się lekko, choć przecież poruszona na jego łamach tematyka do najłatwiejszych nie należy. Tym razem scenarzysta skupia się na odpowiedzialności i etyce mediów, spostrzeżeniach na temat literatury oraz relacji wojna/pokój. A wszystko to w tle wątku głównego - ucieczki dwojga kochanków przed agresją ze strony radykalnych reprezentantów zwaśnionych nacji. Ten komiks pełen jest emocji. Wykreowany przez Vaughana i Staples świat zaskakuje, śmieszy i wzrusza. A przy okazji jest ważnym głosem przeciwko rasizmowi. Naprawdę świetna, mocna i wciągająca rzecz, którą można by pochłaniać tysiącami stron. Na rynku amerykańskim niedawno premierę miał piąty tom tej znakomitej opowieści, a wraz z nim ukazał się zeszyt, rozpoczynający nową historię z uniwersum Vaughana i Staples.
Na pięciu tomach zamyka się historia komiksu "Fatale", napisanego przez Eda Brubakera, a narysowanego przez Seana Phillipsa. Początkowo zaplanowana na 12 odcinków seria ostatecznie zakończyła swój żywot na 24 zeszytach, śledzących losy tytułowej femme fatale, dla której mężczyźni równie często tracili rozum, co głowę. Trzeci w kolejności album z serii prawdopodobnie dla wielu czytelników będzie samograjem ze względu na sam opis - oto bowiem na łamach "Na zachód od piekła" dostajemy cztery zamknięte historie, osadzone w różnych ramach czasowych. Znalazło się miejsce i dla wieków średnich i dla dzikiego zachodu, dla rumuńskich Karpat z czasów II wojny światowej i Texasu z roku 1936. Brubaker postanowił opowiedzieć o przeszłości tytułowej piękności, jej wcześniejszych wcieleniach, jak również o sytuacjach, które ukształtowały tę postać w czasach współczesnych. Recepta na sukces idealna: Indianie, naziści, Cthulhu, polowanie na czarownice, mrok, potwory i tajemnica. Co ciekawe, te rozstrzelone w czasie historie są ze sobą powiązane. Każda z nich stanowi pewien element układanki. Element, który - jak chociażby w przypadku historii osadzonej w średniowieczu - aż prosi się o rozwinięcie, ciąg dalszy, czy też spin-off. Cokolwiek.
Rysujący "Fatale" Sean Phillips jest jednym z tych artystów, którzy znaleźli się w comiesięcznych amerykańskich zeszytach dzięki tzw. "brytyjskiej inwazji". Współtwórca fenomenu Vertigo, współautor tak fantastycznych komiksów jak "The Minx", "Shade, the Changing Man" (oba do scenariusza Petera Milligana) czy "Kid Eternity" (ze skryptem autorstwa Ann Nocenti), znany z szybkiego sposobu pracy, sprawuje się wyśmienicie. Elegancka, realistyczna kreska idealnie wpisuje się w każdą z epok, jaką Phillips ma do narysowania. Wraz z Brubakerem tworzą duet idealny. 10/10, "1" w skali dziennikarzy "Bilda" i totalny musiszmieć.
Przy tak mocnych konkurentach zbladłby każdy, lecz nawet mimo tego "Chew" wciąż daje radę, głównie przez wzgląd na atrakcyjny scenariusz. John Layman w "Międzynarodowym smaku" wysyła detektywa Chu (cybopatę, poznającego historię przedmiotu po jego skosztowaniu) na orientalną wyspę, stawiając na jego drodze m.in. kulinarnych freaków, cycatą agentkę i walecznego koguta. W czasach drobiowej prohibicji Layman w równej mierze skupia się na ukazaniu nielegalnych występków uzależnionych mięsożerców, jak i perypetii zwolenników tezy, iż każdą mięsną potrawę można zastąpić jakąś rośliną. Naszpikowany grepsami scenariusz jest tak dobry, że na kiepską kreskę można przymknąć oko. Nietrzymający proporcji, toporny cartoon Roba Guillory na pewno znajdzie swoich amatorów, jak również pokaźną grupę czytelników rozdzierających szaty z "dlaczego on?!" na ustach. Ogólnie: wciąż jest dobrze, główny wątek umiejętnie pomyka do przodu, a detektyw-terminator momentami kradnie show Tony'emu Chu. 

Te trzy serie spodobają się czytelnikom, którzy niezależnie od gatunku, cenią porządnie napisane historie oraz świetne, rozrywkowe komiksy. Wyszperanie tych perełek ze zdominowanego przez nurt super-hero amerykańskiego rynku to strzał w dziesiątkę polskiego edytora.   
"Saga, tom trzeci". Scenariusz: Brian K. Vaughan. Rysunki: Fiona Staples. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep.Gildia.pl
"Fatale, tom trzeci: Na zachód od piekła". Scenariusz: Ed Brubaker. Rysunki: Sean Phillips. Kolor: Elizabeth Breitweiser, Dave Stewart. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep.Gildia.pl
"Chew, tom drugi: Międzynarodowy smak". Scenariusz: John Layman. Rysunki: Rob Guillory. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep.Gildia.pl

piątek, 16 października 2015

Krzesło w piekle - wystawa w MBWA Leszno

Wernisaż wystawy KRZYSZTOF GAWRONKIEWICZ - Krzesło w piekle odbędzie się 17 października 2015 r. o godz.17.00 w Galerii w Ratuszu (Leszno, Rynek 1). Wystawa będzie czynna w dniach 17.10-10.11.2015 r. we
wtorki, środy, piątki w godz. 10.00-15.00 oraz w czwartki w godz.12.00-17.00. Wystawa została przygotowana przez BWA Jelenia Góra we współpracy z MBWA Leszno. Jej kuratorem jest Piotr Machłajewski, a wydawcą okolicznościowego albumu - kultura gniewu.

Wystawa Krzysztofa Gawronkiewicza „Krzesło w piekle” w leszczyńskiej galerii ma charakter retrospektywy i jest drugą odsłoną prezentującą twórczość najważniejszych twórców, klasyków komiksu w Polsce (pierwsza wystawa w 2014 r. - Przemysław Truściński TRUST). 

Krzysztof Gawronkiewicz jest rysownikiem komiksów oraz ilustratorem. To mistrz w opowiadaniu obrazem. W pracy nad komiksem stosuje techniki z zakresu rysunku, malarstwa oraz grafiki. Posługuje się kilkoma stylami, które dostosowuje do opowiadanej historii. Na wystawie „Krzesło w piekle” zebraliśmy cały dorobek artystyczny Gawronkiewicza, najważniejsze komiksy, ilustracje oraz rysunki koncepcyjne. Zobaczyć będzie można m.in. komiksy krótkometrażowe, „Burzę” do scenariusza Macieja Parowskiego (w całości!), „Achtung Zelig!” (do scenariusza Krystiana Rosenberga), „Mikropolis” (do scenariusza Dennisa Wojdy), „Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona” (do scenariusza Grzegorza Janusza), „Powstanie. Za dzień, za dwa” (do scenariusza Marzeny Sowy) oraz ilustracje publikowane w „Fantastyce”, „Nowej Fantastyce” i „Gazecie wyborczej”. 

Krzysztof Gawronkiewicz (ur. 1969) jest absolwentem warszawskiego Liceum Plastycznego, studiował na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Dwukrotnie zdobył Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, jest też laureatem Grand Prix Arte-Glenat za „Essenz” (wraz z Grzegorzem Januszem) oraz Prix Millepages BD za „Achtung Zelig!” (wraz z Krystianem Rosenbergiem). W roku 2006 otrzymał nominację w kategorii „debiut roku” za „Essence” na najważniejszym europejskim festiwalu komiksu – BD Festival Angoulême.  

Do wystawy został wydany obszerny katalog, album Krzesło w piekle. Znajdują się w nim krótkie formy komiksowe tego rysownika (jak dotąd rozproszone), alternatywne wersje niektórych historii, materiały robocze z najważniejszych albumów, a także ilustracje, szkice oraz rysunki koncepcyjne. Całość uzupełniona została zestawem tekstów poświęconych twórczości Gawronkiewicza, autorstwa (kolejność alfabetyczna): Pawła Dunina – Wąsowicza, Wojciecha Kozłowskiego, Piotra Machłajewskiego, Macieja Parowskiego, Bogusława Polcha, Dominika Szcześniaka, Mateusza Szlachtycza, Wojciecha Szota, Jakuba Woynarowskiego, a także scenarzystów: Grzegorza Janusza, Krystiana Rosińskiego, Marzeny Sowy oraz Dennisa Wojdy. Album został wydany przez Kulturę Gniewu a jego współwydawcami są BWA Jelenia Góra, Galeria Bielska BWA, MBWA Leszno, Galeria Sztuki w Legnicy oraz BWA Zielona Góra. Wystawie towarzyszy film przybliżający twórczość Artysty.

poniedziałek, 28 września 2015

Kibicujemy (425)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
"Bellmer" - rys. Marek Turek
Swego czasu kibicowaliśmy zbiorczej edycji komiksu "Fastnachtspiel" - na jakim etapie są prace nad tym albumem? Przy okazji, Marek Turek rzuca nieco światła na nowy projekt, nad którym siedzi już od jakiegoś czasu. Czego możemy spodziewać się po "Bellmerze"?

"Fastnachtspiel" - okładka
Marek Turek: "Fastnachtspiel" od kilku miesięcy jest gotowy i czeka na ruch ze strony wydawcy. 322 strony w cz-b, plus oczywiście okładka, przewiduję jeszcze trochę bonusów, ale to już jak projekt wejdzie w kolejną fazę (jeśli ktoś odwiedził poznańską wystawę "Mój kraj taki piękny", może się domyślać o co chodzi).



W chwili obecnej pracuję nad kolejnym albumem (i właśnie przekroczyłem półmetek). "Bellmer", czyli projekt, będący porzuconym dzieckiem katowickich starań o Europejską Stolicę Kultury 2016 (jak wiadomo wygrał Wrocław), to biografia niemieckiego surrealisty Hansa Bellmera. 
Ponieważ lubię sobie rzucać kłody pod nogi, to będzie to komiks niemy. 
Prawdopodobnie 100 stron objętości, jak zwykle czerń i biel, i sporo zabaw graficznych w obrębie zarówno planszy, jak i układu kilku plansz. 
Ze względu na temat, zmuszony jestem pracować w oparciu o materiały źródłowe. Obłożyłem się literaturą, odwiedziłem 80% lokalizacji pojawiających się w komiksie, setki, często unikatowych zdjęć wylądowało na moim dysku, chociaż nie jest to komiks "dokumentalny", a raczej "impresja na temat" (opowiadanie o surrealizmie w sposób podręcznikowy wydaje mi się zbyt kiepskim żartem).
Oprócz parafraz i cytatów z samego Bellmera, w komiksie pojawiają się również odniesienia do twórczości Maxa Ernsta czy Unicy Zurn, pojawia się również Hitler, ale odmówiłem sobie przyjemności nawiązywania do jego dokonań graficznych. 
Mam nadzieję, że uda mi się skończyć ten nikomu nie potrzebny do szczęścia projekt, w ciągu kilku najbliższych miesięcy (narzuciłem sobie trochę ostrzejsze tempo). 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki