Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 10 lipca 2018

Kid Eternity #16 - Nocenti/ Phillips

Zbiorowy grób twórczego duetu Nocenti/Phillips na okładce, esencja wczesnego Vertigo wewnątrz oraz kilka pożegnalnych akapitów w kolumnie listowej - we wrześniu 1994 roku, po 16 zeszytach, serial Kid Eternity dobiegł końca. 
Ile czasu vertigowski artysta może wytrzymać w oparach absurdu, niepokoju i klimatów znad krawędzi? A na przykład 16 miesięcy. Scenarzystka komiksu, wpisując w osobliwą opowieść postaci z kart historii, stała się jakby jedną z bohaterek serii - tą, która trafia na wolontariat do telefonu zaufania, gdzie wysłuchuje miliona przeróżnych zwierzeń i anegdot, z których istotne dla jej charytatywnej pracy są może trzy. Szesnastka Kida to zalew takich właśnie historii. Nocenti przywołuje postaci obecne na łamach poprzednich zeszytów, zamyka wątki lub je rozgrzebuje, pozwala nam spoglądać na śmierć diabła, wysłuchiwać dziecięcych manifestów politycznych i uczestniczyć w poszukiwaniu momentu, w którym narodziło się zło. Na ścianie w kiblu ktoś nabazgrał "King Mob", a ktoś odjeżdża zagubioną autostradą w stronę Krumville, by zjeść kawałek pysznego ciasta z jagodami. Opowieść gna dalej, lecz już bez udziału twórców.
Szesnastka to niesamowity zeszyt bardzo udanej serii, w której nikt nie brał jeńców. Ukazał się w momencie, kiedy Vertigo było w epicentrum niepokoju - ukazywał się właśnie pierwszy numer The Invisibles Morrisona, na łamach Doom Patrol szalał Ted McKeever, ruszał Moonshadow J.M.DeMatteisa i Mutha, a na kartach Shade'a #51 zaczynał się zupełnie nowy rozdział, rysowany przez Seana Phillipsa. Coś umierało, a coś wyłaziło spod ziemi. A Kid Eternity przez długi czas wibrował jeszcze czytelnikom gdzieś z tyłu głowy...
(Dominik Szcześniak)
"Kid Eternity" #16. Scenariusz: Ann Nocenti. Rysunki: Sean Phillips. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 1994

Brak komentarzy: