Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Komiksowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Komiksowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 października 2018

Weź się w garść - Krztoń

Z albumowym debiutem Anny Krztoń, której krótkie, zinowe publikacje uwielbiam, mam problem. Podczas, gdy krótkometrażówki kupowały mnie bezwarunkowo, niemal 250-stronicowa cegła nieco mnie uśpiła.

Niewątpliwie jest to niezwykle osobisty komiks, traktujący o przyjaźni, depresji, codziennym życiu. Na pewno pamiętnikarski, autobiograficzny, być może też stanowiący rozliczenie autorki z pewnego życiowego etapu lub ten etap znacząco akcentujący. Ze świetną okładką i znakomitymi rysunkami. Z tytułem nakazującym bądź sugerującym (jakich nie lubię), ale mającym odzwierciedlenie w fabule.

Weź się w garść to według mnie komiks za bardzo rozwleczony. Ma kilka znakomitych scen, ale też sporo przegadanych momentów. Album Anny Krztoń opowiada o nastolatkach i ich pasjach, o tym jakie lektury czy wydarzenia je połączyły i jakie problemy pojawiły się na ich drogach. Ma bardzo mocno zaakcentowaną ścieżkę dźwiękową konkretnego pokolenia. Młodego pokolenia, które nie jest już moim pokoleniem. Ale, jak wspominałem, to ja mam problem z tym komiksem, zatem być może nie jestem jego czytelnikiem docelowym.

Jestem przekonany, że znajdą się rzesze ludzi, dla których Weź się w garść będzie znakomitą, być może przełomową lekturą. I choć rozbiłem się o pokoleniową ścianę, uważam, że Anna Krztoń wykonała swoją pracę idealnie. Wlała w ten debiut całe serce i powiedziała nim dokładnie to, co chciała powiedzieć. 

"Weź się w garść". Autorka: Anna Krztoń. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, 2018

czwartek, 2 sierpnia 2018

Ja, Nina Szubur - Chmielewski

Ja, Nina Szubur to adaptacja powieści Anna Inn w grobowcach świata Olgi Tokarczuk. Adaptacji dokonał Daniel Chmielewski, autor takich komiksów jak Zapętlenie czy Zostawiając powidok wibrującej czerni, a w głównej roli wystąpiła jego żona, również autorka komiksów, Olga Wróbel.
Akcja komiksu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w stojącym na środku pustyni i otoczonym murami mieście Uruk. Miasto składa się z trzech poziomów. Im niższy poziom - tym niższa ranga społeczna, dostępne przywileje i zaplecze sanitarne. I w tymże mieście tytułowa Nina Szubur rusza na pomoc swojej ukochanej Inannie, która zostaje uwięziona w jego podziemiach. Dryfując między poziomami, tajemniczymi pomieszczeniami i częstującymi różnymi koncepcjami ludźmi, bohaterka szybko uświadamia sobie, że nic tu nie jest tym, czym się wydaje. 
Ja, Nina Szubur to komiks, który nie zarasta kurzem na półce, ponieważ przeznaczony jest do wielokrotnej lektury. Podczas pierwszego czytania nie wychwyciłem wszystkiego i z przyjemnością będę do niego wracał. Dlaczego? Bo to dzieło fantastyczne na każdym poziomie. Cudownie zaadaptowane i narysowane z głową. 
Jest to też mistrzostwo formy. Wyłapywaczom błędów dam pewną podpowiedź: kiedy już wyłapiecie, że Chmielewski daje za mało światła w dymku, że tekst ucieka mu poza ramkę kadru, że ciągłość komunikatu między dymkami zaburzona jest brakiem wielokropka, i wreszcie, że plansze z poziomu uciekają w pion, to wiedzcie, że tak miało być. Daniel Chmielewski niejednokrotnie pokazał, że lubi sobie poeksperymentować z każdą składową komiksu. Nie jest to eksperymentowanie dla samej sztuki. Wszystko zyskuje uzasadnienie.  
Bywa, że kadry komiksowe to dla Chmielewskiego słowa, a plansza to zdanie. Wielokrotnie złożone, ze słów i obrazów. Rysunek jest przecinkiem albo kropką. Plansze wędrują z pionu w poziom, wszystko dopracowane jest w najdrobniejszym szczególe. 
Ten komiks jest zaprojektowany w sposób bardzo przyjazny dla czytającego i nawet zamysł autora, który początkowo wydał mi się dość karkołomny i niepotrzebny, a który to polegał na obracaniu albumu przed przewróceniem konkretnej strony, nie tyle nie przeszkadza, co okazuje się być niezbędny. 
Większość plansz w albumie to absolutne mistrzostwo. Dynamika, precyzja, świetna kompozycja… Dla takich albumów czyta się komiksy. 
Bardzo chciałem znaleźć jakiś mankament, żeby nie wyjść na płaszczącego się i wyrzygującego pochlebstwa recenzenta, ale nawet okładki, która początkowo kompletnie mi się nie podobała, po lekturze nie zamieniłbym na żadną inną.
"Ja, Nina Szubur". Autor: Daniel Chmielewski (na motywach powieści Olgi Tokarczuk "Anna Inn w grobowcach świata"). Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, 2018

piątek, 8 czerwca 2018

Ta małpa poszła do nieba - Małpgosia Kulik

Ta małpa poszła do nieba autorstwa Małpgosi Kulik to wstrząsająca powieść graficzna. Komiks o ludziach, którzy wpadli w pułapkę życia i funkcjonują w jego imitacji, dyrygowanej przez pijane teściowe i bezlitosne społeczeństwo.

Jankowi i Kryśce umiera małpa, którą przygarnęli przez wzgląd na bezpłodność Janka. Kryśka popada w depresję, a Janek stara się ogarnąć ich wspólny świat. I też ucieka, tyle, że już nie w depresję. Sytuacje wygenerowane przez postawy obojga bohaterów zmierzają do finału, w którym na światło dzienne wychodzi straszna tajemnica.

Czytając ten komiks odniosłem wrażenie podobne do tego, jakie miałem podczas lektury Maczużnika Daniela Gutowskiego i Michała Rzecznika: że mógłby tu wejść Wojciech Smarzowski i powiedzieć: biorę to! Adaptuję! I pewnie ta adaptacja miałaby swoje zalety i swój efekt, ale na pewno byłby on odległy od realizacji komiksowej.

Ten regularny podział plansz, kadry zalewane różnymi kolorami, rysunkowe prześwietlenia mieszkań i skrótowość, możliwe do uzyskania tylko w komiksie – Małpgosia Kulik robi to wszystko perfekcyjnie, tworząc jedną z najciekawszych premier komiksowych ostatnich miesięcy.
(Dominik Szcześniak)
"Ta małpa poszła do nieba". Autorka: Małgorzata Kulik. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, 2018.

środa, 17 stycznia 2018

Kibicujemy (436)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Wojciecha Stefańca i Krzysztofa "Prosiaka" Owedyka przedstawiać chyba nikomu nie trzeba. Pierwszy z jegomościów to najczęściej nagradzany polski twórca ostatnich lat, autor Noir, Szelek i Mocarza. Drugi zaś to legenda polskiego komiksu podziemnego, twórca Ratboya, Prosiacka i człowiek, który zainspirował wielu innych twórców komiksów. Po sukcesie, jakim okazał się jego najnowszy album - Będziesz smażyć się w piekle - Prosiak postanowił powrócić do bohaterów, których eksploatował w erze głębokiej xeroprasy - Blixy i Żorżety. Na czym właściwie polega obróbka i ponowne przygotowanie tego komiksu do druku? Ile w tym procesie trudności, a ile przyjemności?

- Może zacznę od końca. To miała być tylko przyjemność... Od dawna marzyłem o wznowieniu Blixy i Żorżety i porządnym, zbiorczym wydaniu - mówi Owedyk. -  Niestety w moich archiwach brakowało mi oryginałów pierwszego zeszytu. Dopiero po kilku ładnych latach poszukiwań, dzięki uporowi Jarka Składanka udało się odnaleźć w archiwach Pasażera materiały do pierwszej części. Nie były to co prawda oryginały, ale już dobrze przygotowane kserówki, które wysyłałem do druku. W domu wyciągnąłem oryginalne rysunki z części drugiej oraz trzeciej, no i się zaczęło. Rysowałem Blixę w okresie blisko dziesięciu lat. Wygląda trochę jakby robili to różni rysownicy. Tworzyłem różnymi narzędziami: tuszem, pisakami. Niektóre wyblakły, inne przebiły papier lub rozlały się na nim. Ów papier też był przeróżny: lepszy, gorszy, w różnych formatach. Odbiło się to także na proporcjach kadrów i ich geometrii (nie zawsze był to kąt prosty...). Nawet w wydaniach oryginalnych można znaleźć plansze z różnymi proporcjami kadrów. No i nie wspomnę o tym, jak zmieniał mi się szybki, odręczny charakter pisma w dymkach. Często tak nieczytelny, że podjąłem decyzję, aby to wszystko ujednolicić i poprawić. Wpisałem wszystkie teksty od nowa na kompie, specjalnie przygotowanym na tę okazję fontem.

Blixa i Żorżeta - porządkowanie prac
Komiks Blixa i Żorżeta zostanie wydany nakładem kultury gniewu w tym roku. Czy możemy spodziewać się nowego materiału? Choć bohaterowie są bardzo przyspawani do lat 90., to przecież można iść z obecnym trendem i pokazać ich życie w czasach współczesnych.

- Nie będzie nowego materiału, poza okładką - zaznacza Prosiak. - Już sam wygląd będzie nowy, odrestaurowany. Wiadomo, edytorsko będzie przebijać pierwotne wydania. Komiks rzeczywiście tkwi mocno w latach 90., ale nie miałem pokusy, aby go uwspółcześniać. Mam za dużo pomysłów, a za mało czasu, by wracać do przeszłości. Myślę sobie, że z Blixą jest trochę tak jak z dzieckiem: po latach stwierdzasz, że może nie jest zbyt rozgarnięte, raczej nawet przygłupie... I nie jest zbyt piękne. W zasadzie nie całkiem się udało. Ale to twoje dziecko! "Geny, tato, geny!" - jak by powiedział Blurg.

Porównanie kadrów - Blixa i Żorżeta przed i po poprawkach
Najważniejsze pytanie - kiedy album zagości na księgarskich półkach?

- Dokładnie w niedzielę (14.01) przekazałem materiały Jarkowi z kultury gniewu, więc jest szansa, że to będzie ten rok - dodaje Owedyk. 

Trzymamy kciuki, a do Prosiaka jeszcze wrócimy. Tymczasem Wojciech Stefaniec przyzwyczaił swoich czytelników do tego, że regularnie dostarcza im komiksowe dobro. Nad czym pracuje aktualnie?

- Cała energia idzie na tetralogię Bardo, którą robimy wspólnie z Danielem Odiją. Monstrualna historia o życiu i przeżyciu. Kontynuacja komiksu Stolp. Ponownie wydawcą będzie Wydawnictwo Komiksowe. Na ten moment (od 22 lutego 2017 roku) gotowych jest 60 stron.

Duet Odija/ Stefaniec swój komiks chce skończyć do końca tego roku, a może nawet szybciej. Specjalnie dla Ziniola autorzy przygotowali dwie premierowe plansze z wnętrza Rity. Sprawdźcie je:
Kibicujemy Prosiakowi, Odiji i Stefańcowi! Robimy falę! Krzyczymy! No dalej! Głośnieeeeej!

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Rafał Szłapa

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Kibicujemy (434)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Dziś sprawdzimy co słychać u Tomasza Grządzieli (znanego czytelnikom komiksów z Ostatniego przystanku czy Przygód Stasia i Złej Nogi jak również Buca Kartofla z magazynu Profanum) oraz Mateusza Skutnika (ojca Vormkfasy, twórcy Rewolucji i Morfołaków). Tmasz Grządziela kończy obecnie Wszechksięgę, która w minionym roku zajęła I miejsce w konkursie na stypendium komiksowe organizowane przez Gildię.

- Całość jest już praktycznie gotowa. Aktualnie siedzę nad okładką i drobnymi poprawkami - relacjonuje Grządziela. - Komiks opowiada o królu, który kopiąc i krzycząc próbuje uratować swoje królestwo przed nadchodzącą apokalipsą. Starałem się w tej opowieści snuć przemyślenia na temat tego, jak różni ludzie zachowują się w obliczu końca. Historia na pewno jest też napędzana moim własnym strachem przed śmiercią.

Graficznie autor inspirował się iluminatorstwem, czyli ilustracjami w średniowiecznych, zakurzonych księgach.

- To było ciekawe wyzwanie: na ile wzorować się oryginalną kolorystyką i stylem, a na ile przemycić moje własne upodobania i maniery? Średniowieczne malarstwo było najczęściej bardzo statyczne, a w komiksie ludzie biegają i krzyczą, więc musiałem znaleźć swego rodzaju balans. Ten styl jest też znany z nasycenia, a wręcz przesycenia ozdobnikami, koronkami i esami-floresami, ale komiks jednak musi być czytelny, a uwagi czytelnika nie powinny odwracać co chwilę pierdółki-ozdóbki, więc i tu musiałem szukać równowagi. Największą frajdę miałem przy przełamywaniu perspektywy i relatywnej wielkości - raz postacie są wielkości budynku, a gdy do niego wejdą, stają się o wiele mniejsze i takie tam. Narysowanie ponad osiemdziesięciu stron w tym stylu to była dla mnie przepyszna zabawa.
Wszechksięga powinna ukazać się nakładem Wydawnictwa Komiksowego na Festiwalu Komiksowa Warszawa (17-20 maja). Tymczasem wydawnictwo timof comics na 2018 rok zapowiedziało dwa albumy Mateusza Skutnika. Pierwszym z nich jest jedenasty tom Rewolucji, zatytułowany Apokryfy, drugim - Morfołaki: Stary Testament. Obecnie gotowe są scenariusze Rewolucji oraz niemal cały materiał Morfołaków, w przypadku których autor musi jedynie zrobić okładkę oraz wprowadzić nowe liternictwo do starego materiału.

- Rewolucje będą antologią szortów, stworzonych przez wielu scenarzystów (Grzegorz Janusz, Jerzy Szyłak, Tomasz Kontny, Tomasz Kołodziejczak, Nikodem Skrodzki, Jan Mazur, Jerzy Łanuszewski, Daniel Gizicki) - mówi Skutnik. - Do tego stare szorty z różnych antologii, publikowane między 2002 a 2017 rokiem. Takie stare, zapomniane, rozsiane po różnych magazynach i antologiach, teraz zebrane do kupy.

Realnie kibicować Mateuszowi można na żywo, na założonym przez niego kanale na twitchu, gdzie publikuje wiele komiksowych smakołyków. A na zaostrzenie apetytów - trzy plansze z nadchodzących jedenastych Rewolucji:

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

sobota, 23 grudnia 2017

Zapowiedzi 2018: Wydawnictwo Komiksowe

W corocznym cyklu z zapowiedziami wydawniczymi tym razem o planach Wydawnictwa Komiksowego opowie Wojciech Szot. Najpierw jednak zdradzi, co było największym sukcesem sprzedażowym wydawnictwa w mijającym roku:
Ja, Nina Szubur Daniela Chmielewskiego
Największym hitem Wydawnictwa Komiksowego w 2017 roku była zdecydowanie Totalnie nie nostalgia, której sprzedaż osiągnęła fantastyczny wynik, rzadko dostępny dla polskich nowych komiksów. Bardzo przyzwoita była też sprzedaż Jak schudnąć 30 kilo? i Stolpa, w tym drugim przypadku dająca szansę na wydanie kontynuacji, choć niestety nie w 2018 roku. 

Jak pewnie już wszyscy zauważyli ograniczam ilość wydawanych przez siebie książek. W najbliższym roku planuję wydać sześć tytułów. Zaczniemy od najważniejszego dla mnie - Ja, Nina Szubur Daniela Chmielewskiego, będącego komiksową adaptacją powieści Anna In w grobowcach świata Olgi Tokarczuk. To dzieło niezwykle odważne, z wielką i ambitną wizją, a jednocześnie wciągające czytadło. Wydamy to wyjątkowo ładnie i już się cieszę na pracę z tym tytułem.

Wszechksięga Tomasza Grządzieli
Będą trzy aż komiksy z konkursu Gildii - zwycięskie Anny Krztoń i Tomasza Grządzieli oraz nagrodzony Małgorzaty Kulik. Każdy z nich z innej bajki, zarówno w stylistyce jak i tematyce, co mnie dodatkowo cieszy. Myślę, że Grządzieli komiks będzie hitem jeśli chodzi o "macanie" podczas targów - wydamy Wszechksięgę w powiększonym formacie, żeby wydobyć jej niezwykłe piękno.
Anna Krztoń
Mam nadzieję, że na Komiksową Warszawę wydamy też komiks Michała Rzecznika, Sylwetki i cienie, ale autor znany jest ze swojej nieprzewidywalności w tej sprawie.
Sylwetki i cienie Michała Rzecznika
Na drugie półrocze planuję także komiks Judyty Sosny i Igora Jarka, Czarna studnia, także nagrodzony w konkursie Gildii.
Czarna studnia  Judyty Sosny i Igora Jarka

poniedziałek, 13 marca 2017

Totalnie nie nostalgia - Hagedorn/ Frąś

„Totalnie nie nostalgia” to komiks produkcji polskiej, któremu towarzyszy najlepsza i -  jak sądzę - najskuteczniejsza kampania reklamowa ostatnich lat. Autorzy odbywają tournee po całej Polsce, w poważnych gazetach, telewizjach i rozgłośniach radiowych pojawiają się równie poważne analizy, a reklamy albumu wyskakują nawet z lodówek niezainteresowanych tematem osobników. O co ten cały raban? 
Głównie o to, że Jacek Frąś powraca, ale też o to, że Wanda Hagedorn napisała memuar. Jedno i drugie jest wielką siłą i… równie dużą słabością "Totalnie nie nostalgii". Anonimowa w świecie komiksu scenarzystka urodziła się w Szczecinie, a w połowie lat 90. minionego wieku wyemigrowała do Australii. Przez ostatnie 10 lat pracowała w organizacjach pozarządowych koordynując projekty na temat gender i zapobiegania przemocy wobec kobiet. Jej autobiograficzna opowieść o życiu w PRL-u nakreślająca opresyjne relacje mężczyzn wobec kobiet idzie tropem innej znanej twórczyni komiksów - Alison Bechdel. W odróżnieniu od Amerykanki, Hagedorn nie skupia się jedynie na relacjach z ojcem. Na kilku przykładach pokazuje ogólne tendencje panujące w narodzie - mizoginię, seksizm i grubych panów z wąsem, przez samych siebie uprawnionych do łapania dziewczynek za kolanka. Wanda Hagedorn, z domu Chmielewska, odsłania czytelnikowi siebie całą. A po co? Ponieważ, jak pisała Kate Zabreno w Heroinach, „istnieje absolutna konieczność pisania siebie, swojego ciała, swojego własnego doświadczenia: pisania siebie, żeby zrozumieć siebie, stać się sobą i nie zniknąć”. Ten feministyczny pamiętnik powstał, ponieważ - jak mówi autorka - „tylko wtedy nasze historie zostaną opowiedziane, jeśli napiszemy je same”. Jest to dość przekonujący powód, choć może skutkować odwrotnie do zamierzeń autorki. Komiksów autobiograficznych, wybebeszania się autorów, opowiadania o swoim życiu bez skrępowania jest na rynku coraz więcej. Dla wielu czytelników "Totalnie nie nostalgia" może się okazać albumem, który spowoduje powiedzenie "dość!" tego rodzaju introwertycznym dziełom
Rewelacyjny początek historii, pokazujący przygotowania do prac nad komiksem od kuchni, pełen nienachlanych metafor, nieprzegadany i infekujący odbiorcę, niestety z czasem popada w niepotrzebne przeintelektualizowanie. Za to jeśli chodzi o rysunki - jest świetnie przez całą długość albumu
Jacek Frąś rysuje PRL-owską opowieść o szarzyźnie w odpowiednio wygaszonych i depresyjnych barwach, a rysunki z epoki opiera na skrupulatnym researchu. I tylko starzy fani twórczości autora, pamiętający go jeszcze z czasów pierwszych krótkich form z AQQ (do których się zaliczam), mogą nieco pojęczeć. Bo nie jest to szalony, nieprzewidywalny Frąś z „Wyspy doktora Morou” czy „Glinna”, a Frąś ugłaskany przez cudze wspomnienia. Szkoda, że nikt nie dał rysownikowi zielonego światła na pierwotną "szaloną" wersję komiksu, której plansza prezentowana była na facebookowym profilu komiksu. Pozostając w sferze minusów - niefajnie sprawdza się okładka, zwłaszcza po ujrzeniu  istniejącego w sieci projektu oraz wersji oryginalnej.
Czytelnikom, tęskniącym za dawną twarzą artysty, „Totalnie nie nostalgia” może sprawić lekki zawód. Ale z tego zawodu może równie dobrze wyniknąć ekstaza związana z porządnym wywiązaniem się rysownika z nowej roli. 

Album Hagedorn i Frąś do najlżejszych nie należy - dla jednych stanie się jednym z najważniejszych komiksów feministycznych (bo na pewno nie pierwszym) w Polsce, innych odrzuci przegadaniem i powtarzaniem schematów. Ja jestem gdzieś w radosnym "pośrodku".
"Totalnie nie nostalgia". Scenariusz: Wanda Hagedorn. Rysunki: Jacek Frąś. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ kultura gniewu, Warszawa 2017. Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

czwartek, 29 grudnia 2016

Zapowiedzi 2017: Wydawnictwo Komiksowe

Jaki był dla Wydawnictwa Komiksowego rok 2016 i co wydarzy się w 2017?

- Jeśli chodzi o największy sukces wydawniczy, to od strony sprzedażowej był to "Maus", który posiadał największy nakład dorównujący hitom w rodzaju "Funky Koval" - mówi Wojciech Szot. - Z naszych tytułów zresztą wszystkie komiksy Polcha dalej doskonale się sprzedają. Sukces artystyczny to z pewnością "Dawni Mistrzowie", "Mooncop" i "Codzienna walka". Każdy z nich satysfakcjonujący, bo nieoczywisty i ryzykowny.

Co do planów, to w tym roku nie będę tak chętnie zapowiadał tytułów zagranicznych, gdyż z różnych względów zawodowych nie mamy tak dobrze ułożonego programu. Za to skupiam się na Nowym Komiksie Polskim, serii z polskimi autorami i autorkami, w którą inwestujemy dość agresywnie.

I tu będą:
styczeń - "Totalnie nie nostalgia" (Jacek Frąś, Wanda Hagedorn) - wydanie wspólnie z kulturą gniewu.
maj - "Stolp. Bardo Tetralogy" (Daniel Odija, Wojciech Stefaniec)
maj - "Jak schudnąć 30 kilogramów" (Maciej Pałka, Tomasz Pstrągowski)
maj - "Najgorszy komiks roku (Maciej Pałka)
maj - "Odwiedziny" (Paweł Garwol, Paweł Rzodkiewicz)
lipiec - "Ja, Nina Szubur" (Daniel Chmielewski)
listopad - "Sylwetki i cienie" (Michał Rzecznik)

W 2017 roku pojawi się również debiutancki album Anny Krztoń. I to jest w tej chwili dla mnie najważniejsze - dodaje Szot.

Album "Jak schudnąć 30 kilogramów" zapowiada m.in. widoczna poniżej grafika inspirowana jedną z prac mistrza światowego undergroundu. Komiks narysował Maciej Pałka do scenariusza Tomasza Pstrągowskiego. W maju, poza powyższym, pojawi się jeszcze jeden album, ściśle z nim związany.
- "Najgorszy komiks roku" to komiksowy esej będący dla mnie swoistym przypisem do otoczki teoretycznej leżącej u podstawy albumu, który robiłem z Tomkiem Pstrągowskim - mówi Maciej Pałka. - Głównie chodzi o zagadnienie autofikcji i jej konsekwencje. Był to też poligon doświadczalny służący mi do żmudnych poszukiwań sposobu rysowania, który by mnie satysfakcjonował. W skrócie, wszystkie frustracje które powodował u mnie scenariusz Tomka wylewałem na boku w improwizowanym pamiętniku, który rozrósł się do ponad setki stron.
Plansza z "Jak schudłem 30 kilogramów"
Plansza z "Najgorszego komiksu roku"
Co do dalszych zapowiedzi, redakcji Ziniola udało się ustalić, że na pewno pojawią się zapowiadane wcześniej "Faks z Sarajewa", "Trashed" Derfa Backderfa i nowy album Joanna Sfara "Nie musisz się mnie bać". Będą również kontynuacje popularnych serii - "Rani", "Comanche" oraz "Pewnego razu we Francji" (trzeciej części tej serii możemy spodziewać się w drugiej połowie roku). W planach na 2017 rok są również "Zeszyty Wendy" (Melissa Jane Osborne i Veronica Fish).

Kolejne dwa tomy serii "Dawny Komiks Polski" pojawią się raczej w 2018 roku.

niedziela, 6 listopada 2016

Mooncop - Gauld

Angielski autor Tom Gauld, twórca wyśmienitego "Goliata", powraca na polski rynek "Mooncopem". Przygody kosmicznego gliniarza nie są jednak oparte na futurystycznych wizjach, walkach z ekspansywnymi korporacjami czy wyskakującymi znienacka potworami. Przefiltrowane przez potężny umysł Gaulda, są raczej próbą zdiagnozowania przyszłości i brutalnym zderzeniem z wizjami, jakie od wielu lat pakują nam do głowy filmowcy, pisarze i komiksiarze. 
Melancholijno-humorystyczny klimat albumu, niespieszne tempo i wiszące nad czytelnikiem uczucie, że oto za chwilę zza kadru wyskoczy John Cleese lub Michael Palin z Latającego Cyrku Monty Pythona z tekstem „Życie na księżycu? A czegoście się spodziewali?!” – taki jest Mooncop. Ponoć kolonizacja Księżyca będzie możliwa w ciągu najbliższych 5-7 lat. Do tego czasu w dmuchanych budynkach zamieszkać ma 10 osób, o ile NASA znajdzie niebagatelną kwotę 10 miliardów dolarów na ten cel. Ponoć też zagrożenie śmiercią będzie bardzo duże. Czy jest w ogóle sens zabierania się za ten temat? Co my będziemy robić na tym Księżycu? A jeśli będzie wiało nudą? 
U Gaulda żyjący w blokach mieszkaniowych Ziemianie dzielą życie z robotami, pełniącymi funkcje pomocnicze. Tytułowy gliniarz nie ma zbyt wiele pracy, a czynności jakie wykonuje są bardzo prozaiczne. Kolonizacja Marsa według Gaulda jest niespecjalnie godnym uwagi sztucznym przytrzymywaniem przy życiu nieużytków. Z drugiej strony, to również miejsce, gdzie można spędzić romantyczne chwile na wieczornym wpatrywaniu się w widoczną na niebie Ziemię. 
„Mooncop” to komiks minimalistyczny – tak w treści, jak i formie. Fani akcji i sensacji stwierdzą zapewne, że jest nudny. Ci, którzy sięgają głębiej, docenią komiksową narrację autora i humor zawarty w często niemych kadrach. 
To nie jest komiks tak genialny, jak "Goliat", w którym wszystkie plansze zostały stworzone z pomysłem, a pewne atrybuty postaci stawały się również atrybutami danego rysunku. Nie ma w "Mooncopie" takiego efektu wow, co dla wielu może być dużym zawodem. Wciąż jednak jest to album, który precyzyjnie mówi to, co ma do powiedzenia. Zdecydowanie wart jest poświęcenia mu kilku dłuższych chwil.
"Mooncop". Autor: Tom Gauld. Tłumaczenie: Wojciech Szot. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ Prószyński i s-ka, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep Gildia.pl

wtorek, 1 listopada 2016

Przygody bezrobotnego Froncka - Struzik

„Dawny komiks polski” to redagowana przez Adama Ruska seria, sięgająca do prehistorii polskiego komiksu. Po kilkuletniej przerwie ukazały się właśnie dwa kolejne tomy tego solidnego opracowania – najświeższym z nich są „Przygody bezrobotnego Froncka”. To seria gazetowych pasków humorystycznych, które drukowane były w narodowo-katolickim dzienniku ilustrowanym „Siedem groszy”. 
Pismo ukazywało się na Śląsku, a „Przygody bezrobotnego Froncka” były jego siłą napędową – drukowane były codziennie (z kilkoma wyjątkami) od maja 1932 roku do sierpnia 1939.  Zyskały zarówno rozgłos wśród czytelników, jak i dobre oceny krytyków – do dziś seria Franciszka Struzika uznawana jest za najlepsze, co spotkało komiks polski okresu międzywojnia. 
Serie obrazków z rymowanym tekstem pod nimi opowiadały o tytułowym Froncku i jego codziennych perypetiach. Poziom historyjek dostosowany był do ogólnej koncepcji „Siedmiu groszy”, na łamach których królowała sensacja, romans i relacje z niesłychanych wydarzeń. Gazeta przeznaczona była dla drobnomieszczaństwa i robotników, odwoływała się do powszechnych nastrojów i zapewniała, że będzie stała w obronie praw obywateli. A Froncek, wszystkim tym tezom w pewien sposób schlebiając, przede wszystkim rozśmieszał. 
Dużo tu humoru slapstickowego. A to Froncek, oglądając się za piękną dziewczyną wpada w koryto z wapnem, a to pijany w sztok myli człowieka z bałwanem. Prostemu humorowi towarzyszą rewolucyjne jak na tamte czasy zabawy rysownika z formą, różnicowanie planów, przenikanie kadrów. Początkowo rysowany dość niezgrabnie, z czasem zyskuje na profesjonalizmie. W „Przygodach bezrobotnego Froncka”, choć z założenia apolitycznych, sporo jest antysemityzmu, wyśmiewania mniejszości etnicznych, ale też konkurentów politycznych czy prasowych. 
Ten komiks to fenomenalne przedstawienie tamtych czasów. Cenne tym bardziej, że zostało opatrzone wnikliwym komentarzem Adama Ruska, który w tekstach pomiędzy rozdziałami opisuje krajowe wątki społeczne i polityczne, świetnie rysuje tło historyczne, jak również zajmuje się analizą formalną komiksu i jego bohaterów. Ta bezcenna praca zaowocowała solidną, ponad czterystustronicową cegłą, która powinna znaleźć się na półce każdego konesera komiksu polskiego. 
"Dawny komiks polski, tom 4: Przygody bezrobotnego Froncka". Scenariusz i rysunki: Franciszek Struzik. Wybór i opracowanie: Adam Rusek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ Prószyński i S-ka, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep Gildia.pl

poniedziałek, 31 października 2016

Comanche - Greg/ Hermann

Polscy wielbiciele twórczości Hermanna ponownie mogą poczuć się rozpieszczani – piętnastotomowa seria, którą od 1972 roku współtworzył wspólnie ze scenarzystą Gregiem wpadła w wir wydawniczy, który – z tego co piszczy w trawie – powinien zakończyć się do przyszłorocznych wakacji. 
Już po pierwszym tomie można powiedzieć, że warto zainteresować się „Comanche”. Nawet mimo obecności na okładce Jeana-Paula Belmondo, który był przecież wzorem dla innej westernowej serii – realizowanego przez Jeana Girauda i Jean-Michel Charliera "Blueberry'ego". I nawet mimo momentami dość pokracznych ilustracji artysty, którego pełnia formy miała nadejść dopiero za kilka lat. 
Wbrew pozorom, „Comanche” to nie ramotka, a pełnokrwisty western, bardzo dobrze napisany i wciągający od samego początku. Choć nazwa serii wzięła się od właścicielki rancza „Trzy szóstki”, jej głównym bohaterem jest strzelec wyborowy imieniem Red Dust, znajdujący zatrudnienie na wspomnianym ranczu i stający się jego formalnym obrońcą. Wspólnie z ekipą przyjaciół będzie musiał poradzić sobie z zakusami bogatych przedsiębiorców, łasych na ziemie pięknej właścicielki. I choć rzucane im będą kłody pod nogi – a to w postaci trefnego stada wychudzonych krów, a to podstawionego weterynarza, czy amatorskich zaganiaczy bydła – poradzą sobie, bo muszą przecież stawić czoła wyzwaniom, zaplanowanym dla nich przez autorów na kolejnych czternaście tomów. 
Choć rysunkowo widać jeszcze u Hermanna braki, to ciężko uwierzyć, że scenariusz tego komiksu powstał w latach 70., kiedy to ogólny trend w pisarstwie komiksowym był nieco inny. Warsztatu Gregowi może pozazdrościć niejeden współczesny twórca. Pierwszy tom "Comanche" fanom westernów powinien przysporzyć sporo radości. Klasyka!
"Comanche, tom 1: Red Dust". Scenariusz: Michel Greg. Rysunki: Hermann. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ Prószyński i s-ka, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep Gildia.pl

środa, 26 października 2016

Dawni mistrzowie - Mahler wg Bernharda

Zaczynam cytatem: „Sztuka jest czymś najwyższym, a jednocześnie najwstrętniejszym. Musimy jednak wmawiać sobie, że sztuka wysoka i najwyższa istnieje, inaczej bowiem popadniemy w rozpacz”. To słowa z „Dawnych mistrzów” austriackiego dramaturga Thomasa Bernharda, uznawanego za geniusza, ale też krytykowanego za kalanie własnego gniazda. W oryginale powieść Bernharda ukazała się w 1985 roku. Jej polski przekład natomiast w roku 2005. Kilka tygodni temu dostaliśmy jej wersję komiksową, zatytułowaną „Dawni mistrzowie. Komedia narysowana przez Mahlera”. 
Z grubej powieści austriacki komiksiarz wyciosał fragmentaryczną esencję i ją zilustrował. A o tym, że umiejętność tworzenia komiksów Mahler posiada mogliśmy się przekonać śledząc jego poprzednie, znakomite występy w Polsce – „Samotność rajdowca” i „Pragnienie”. Czy jednak udało mu się wzbogacić fenomenalny tekst dramaturga o cokolwiek? 
Gdyby się nie udało, nie wspominałbym o tym komiksie na łamach Ziniola. 
Bardzo oszczędne rysunki sprawdzają się idealnie w tej dość prostej i nieskomplikowanej scenie, której bohaterami są trzy osoby. Oto narrator opowieści spotyka się ze swoim kolegą, krytykiem sztuki Regenem w Kunsthistoriches Museum. Przychodzi zbyt wcześnie, w związku z czym spędza godzinę na obserwowaniu Regena, który przedpołudniowym zwyczajem siedzi naprzeciw Siwobrodego mężczyzny Tintoretta. Nad spokojnym przebiegiem kontemplacji Tintoretta przez Regena i Regena przez bohatera czuwa Irrsigler – pracownik muzeum. Panowie spotykają się po to, by jeden z nich zadał drugiemu ważne dla niego pytanie. I ta właśnie scenka jest przyczynkiem do falowej krytyki m.in. sztuki, filozofii, społeczeństwa, religii, państwa i muzyki. 
Ostre słowa Regena trafiają zarówno w niekompletne zbiory muzeum, w artystów którzy w swoim braku skrupułów są gorsi od polityków, twórców, którzy zaprzedali się państwowo-katolickiemu gustowi. Dowiadujemy się, że całość i perfekcja są dla nas nie do zaakceptowania, a tak zwani dawni mistrzowie ponieśli klęskę, bo tak naprawdę genialnie udało im się namalować co najwyżej jakiś fragment obrazu. Nigdy całość. 
Malkontenctwo Regena zostało spisane przepięknym językiem, który – uwaga – momentami może wywołać salwy śmiechu. Mnogość spostrzeżeń, elegancki humor i znakomita wartość dodana w postaci rysunków Mahlera, niejednokrotnie znakomicie dopowiadających to, co ukryte w tekście to silne elementy tego komiksu. Dla miłośników sztuki, komiksu i humoru – rzecz niezbędna! 
"Dawni mistrzowie. Komedia narysowana przez Mahlera". Tekst: Thomas Bernhard. Rysunki: Nicolas Mahler. Tłumaczenie: Marek Kędzierski. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe/ Prószyński i s-ka, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep Gildia.pl

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Krwawe gody - van Hamme/ Hermann

"Krwawe gody" to album znany polskiemu czytelnikowi od 2003 roku, kiedy to ukazał się w ramach kolekcji „Mistrzowie komiksu” wydawnictwa Egmont. Tegoroczne wydanie, za które odpowiedzialne jest Wydawnictwo Komiksowe, różni się od pierwszego inną okładką, większym formatem, innym rysunkiem na wyklejce i dodatkową grafiką tytułową. Ponadto, na stanowisku tłumacza Martę Bańkowską zastąpił Wojciech Birek – największy specjalista od komiksu frankofońskiego w Polsce. 

Do „Krwawych godów” Jeana van Hamme i Hermanna Huppena zdecydowanie warto wracać. Akcja komiksu rozgrywa się podczas przyjęcia weselnego, kiedy to dochodzi do przykrego incydentu napędzanego ludzką głupotą, skutkiem czego miła i radosna uroczystość zamienia się w pole walki. Przyczyną incydentu jest pomidor nadziewany krewetkami, ponoć nieświeżymi, natomiast jego skutkiem – czterech zabitych, pięciu rannych i milionowe straty. A wszystko dlatego, że dwóch panów, za którymi ślepo poszli inni, wykazało się uporem godnym lepszej sprawy. 

Van Hamme w „Krwawych godach” jest u szczytu formy. Jego scenariusz pokazuje jak łatwo można sterować ludźmi i jak błaha sprawa potrafi wywołać krwawy konflikt. Kierowani przez wodzów zwykli obywatele za pstryknięciem ich palców stają się żołnierzami lub nawet mięsem armatnim, a zajazd „Farma Mańkuta” przemienia się w fort, który jedni chcą zdobyć, a drudzy obronić. I nawet angielski stoicki spokój jednego z niezależnych od stron konfliktu gości hotelowych przestaje być śmieszny w momencie, gdy zostaje przelana pierwsza krew, a ludziom, którzy codziennie mówią sobie „dzień dobry” puszczają hamulce. 

Mocny scenariusz ma gigantyczne wsparcie w rysunkach Hermanna, który ze swoimi brzydkimi, kartoflowymi twarzami idealnie wpasował się w klimat opowieści. Co ciekawe, van Hamme i Hermann dość długo dojrzewali do decyzji o współpracy. W słowie od scenarzysty, zamieszczonym w albumie można przeczytać, że to on zaproponował Hermannowi wspólny komiks, a ten zastanowił się i po - bagatela - dziesięciu latach zadzwonił z informacją, że mogą spróbować. 

I bardzo dobrze, że w końcu się udało. Bo to idealny duet i idealny, niegłupi - ale o głupich ludziach - komiks.
"Krwawe gody". Scenariusz: Jean van Hamme. Rysunki: Hermann. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

piątek, 12 sierpnia 2016

Bez przebaczenia/ Staruszek Anderson - Hermann/ Yves H.

W „Bez przebaczenia” nie ma ani Clinta Eastwooda, ani Gene’a Hackmana. Ten komiks, stworzony wspólnie przez ojca i syna komiksiarzy opowiada o relacji między ojcem i synem – bandytami. 

Hermann Huppen i jego syn Yves komiksują o tym, jak daleko lub niedaleko pada jabłko od jabłoni i jak bardzo grzechy ojców stają się grzechami synów. Akcja „Bez przebaczenia” dzieje się na przestrzeni kilku lat pod koniec XIX wieku w hrabstwie Sweetwater. Buck Carter, bezwzględny przestępca, ścigany jest przez szeryfa federalnego i jego paczkę. I co prawda ciągle unika złapania i niewątpliwego stryczka, lecz w momencie, gdy bandycka profesja wciąga jego syna, wychodzi z ukrycia… 

Ten niezwykle kameralny, ciągnący się niespiesznie western zrealizowany jest perfekcyjnie. Rysunki to klasa sama w sobie. Przepiękne pejzaże oddają wszelkie uroki Dzikiego Zachodu. Milczące panele wyznaczają tempo akcji. Poezja. Grafice nie ustępuje scenariusz, konsekwentnie podporządkowany głównemu wątkowi i niezwykle ważny w swej wymowie. 

„Bez przebaczenia” nie jest kolejną mdłą strzelanką, traktującą Dziki Zachód jako scenerię. To mocna i dramatyczna wizja relacji ojcowsko-synowskich, która bez przebaczenia traktuje zarówno bohaterów komiksu, jak i czytelnika. 

Co ciekawe, scenarzysta – mimo kilku możliwości – nie poszedł w tym komiksie na żadne kompromisy. Chyba dlatego wyszła tak świetna rzecz. Bo gdyby poszedł, zapewne zabiłby ten komiks. 

To nie pierwszy efekt współpracy Yvesa z Hermannem – w 2014 roku ukazała się ich „Stacja 16” a rok później na rynku pojawiła się kontynuacja średniowiecznej sagi o Wieżach Bois-Maury. Najnowszą produkcją sygnowaną nazwiskami ojca i syna jest "Staruszek Anderson"
To osadzona w Stanach Zjednoczonych w latach 50. ubiegłego wieku opowieść o zemście. Osiem lat po zaginięciu wnuczki, stary Anderson wchodzi wreszcie w posiadanie informacji o ludziach, którzy ją uprowadzili i zabili. Nie zbroi się jednak na wojnę jak Charles Bronson, gdyż nie ma ku temu warunków. Jest czarnym, żyjącym wśród białych, którzy mają prawo traktować go jak psa. Cała akcja rozgrywa się więc po cichu i w akompaniamencie rasistowskich haseł i ludzkiej znieczulicy. 

„Staruszek Anderson” operuje schematem w sposób może nie odkrywczy, ale również bez epatowania tanimi emocjami. To komiks antyrasistowski, ale odżegnujący się od moralizatorstwa. Album o bezsensownym szczuciu, obecnym wszędzie i ciągle. A wreszcie album o tym, że ludzie to jednak niezłe bydlaki. Hermann i Yves H. wymownym zakończeniem nie zostawiają złudzeń co do wartości gatunku ludzkiego. Pokazują też, że bohater bohaterowi nierówny, a jego efektywność uzależniona jest od warunków społecznych. 

Charles Bronson na swoje życzenie śmierci miał pięć szans. Zgadnijcie iloma musiał zadowolić się staruszek Anderson?  
"Bez przebaczenia"
"Bez przebaczenia". Scenariusz: Yves H. Rysunki: Hermann Huppen. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.

"Staruszek Anderson". Scenariusz: Yves H. Rysunki: Hermann Huppen. Tłumaczenie: Jakub Syty. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.
Komiksy można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl