Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 21 lutego 2012

Szelki - Szyłak/Stefaniec

Autor: Dominik Szcześniak
Osiem lat to dużo czasu. A tyle właśnie minęło pomiędzy ukazaniem się w druku komiksów Szminka i Szelki, z których ten drugi jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Szminka, wskutek poruszanej tematyki, zyskała status komiksu kontrowersyjnego i kultowego, Szelki - choć mają podobną siłę rażenia - są świadectwem na to, że to, co kiedyś kontrowersyjne, dzisiaj powszednieje. 
W momencie ukazania się Szminki głośno było o inspiracji scenarzysty Pianistką Michaela Haneke który to film był wręcz zalecany jako lektura uzupełniająca. Faktycznie, te dwa dzieła wrzucone do jednego worka robiły piorunujące wrażenie i powodowały, że Szminka do dziś pozostaje chyba najbardziej sugestywnym komiksem, stworzonym przez Polaków. Nie chodziło tu jedynie o zręczny PR - w kategorii kontrowersyjności Szminka stała bowiem w cieniu Pianistki. Istotna była natomiast zręczność, z jaką Szyłak przygotował swój komiks. Opowieść o tym, jak z każdego można zrobić ofiarę, psychologiczna rozgrywka między oskarżonym a oskarżycielem, wreszcie studium mentalnego terroru i jego skutków - Szyłak okazał się być w tym bezbłędny. Wtórowała mu rysowniczka, Joanna Karpowicz, obrazując komiks szeregiem kadrów klimatycznie współgrających ze scenariuszem w sposób idealny. 
Szelki stanowią równie zgrany duet, choć ze znacznie wyraźniej zaakcentowaną rolą rysownika. Wojciech Stefaniec uwielbia dodać coś od siebie, rozbuchać objętośc o te kilkanaście plansz, wrzucić do utworu nieco symboliki oraz - przede wszystkim - wzbogacić go o ścieżkę dźwiękową. W Szelkach Stefańca jest mnóstwo - i dosłownie (kilku bohaterów komiksu, w tym główny, mają twarz Wojtka) i w przenośni. Malarskie kadry są zachwycające, a niektóre z ujęć porażają swą innowacyjnością. Dla niektórych czytelników minusem może być to, że ze zmiennej stylistyki Stefaniec uczynił constans - w komiksie widać ślady początkowej fazy pracy artysty oraz końcowej, w której postaci niekoniecznie wyglądają już tak samo. Stąd bijąca po oczach różnica pomiędzy graficzną formą niektórych scen. To, co dla jednych będzie minusem, innym się spodoba - świadczy przecież o świadomym rozbuchaniu warsztatowym autora. 
Szyłak natomiast napisał romans. Love story uwikłaną w bezwzględne morderstwa na kobietach. Miłosną historię z drugim dnem, rozgrywającą się pomiędzy Pawlukiem a cieżarną żoną Tymka, policjanta zabitego podczas akcji mającej miejsce w Szmince. Romans podszyty jest głośno brzmiącą nutą seksualnych zawirowań, które zostały wyraźnie zaznaczone w części pierwszej oraz śledztwem w sprawie tytułowych szelek. Ale przede wszystkim dominuje w Szelkach odkupienie win Pawluka. Momentami to, co w Szmince było czarne, w Szelkach staje się białe. 
Szelki są chyba pierwszym tak wyraźnie przemaglowanym przez rysownika komiksem napisanym przez Jerzego Szyłaka. Stefaniec dał mu muzykę, ornamentykę, nawrzucał gadżetów gdzie tylko mógł. Sceny wręcz nieme zyskały zupełnie nowy wymiar - wystarczy spojrzeć na moment, kiedy Pawluk zabawia się w damskich ciuszkach (istotna jest tutaj świadomość tego, który kawałek znajduje się pod numerem 3 na płycie Mental Cut Maanamu). Ten komiks nie jest idealną kooperacją dwóch twórców, ale na pewno jest udaną koegzystencją dwóch fantastycznych artystów. Każdy z nich opowiedział to, co chciał, nie wchodząc jednocześnie drugiemu w drogę. Stworzyli komiks wybitny. 
W odbiorze Szminki istotne znaczenie odgrywa czas. Komiks wszedł na rynek w okresie panowania gatunku humorystycznego, cartoonowego, który niektórych recenzentów ogłupił na tyle, że komiksu Szyłaka i Stefańca nie potrafili odczytać ze zrozumieniem. Zmiana warty, jaka zaszła w ciągu tych ośmiu lat, była zmianą na komiks mniej wymagający. Pomijając całą swą kontrowersyjność, Szelki są więc dla mnie przede wszystkim jasnym sygnałem, mówiącym, że jeszcze można. Można robić wybitne komiksy w tym kraju. Takie, które nie wymagają od czytelnika szybkiej lektury i kilkukrotnego parsknięcia śmiechem. 
Panie i Panowie, Jerzy Szyłak i Wojciech Stefaniec - czapki z głów. 
Szelki. Scenariusz: Jerzy Szyłak. Rysunki: Wojciech Stefaniec. Wydawca: timof comics 2011 
Komiks możesz nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl 
Tak kibicowaliśmy Szelkom:

5 komentarzy:

Wazkoner pisze...

Kiedy Pawluk tańczy ja mam skojarzenia z tą sceną.

http://www.youtube.com/watch?v=O0ilk2NfOyw

Jedna rzecz mnie zastanawia. Jakim cudem narzeczona Tymka jeszcze nie porodziła, przecież musiało minąć 9 miesięcy.

Maciej Pałka pisze...

Wcale nie. To się dzieje niedługo po Szmince. Bodaj kilka dni. Łysina Pawluka to kwestia castingu.

Wazkoner pisze...

W wywiadzie z Gierą Wojciech mówi, jakoby akcja działa się 9 miechów po. Potwierdza to kolejna ofiara, aczkolwiek miejscami sprawia to wrażenie, jakby akcja dziać się miała kilka dni później. Do tego przyniesiony "kawałek" Tymka przez Rojkową nie uleżałby tyle czasu.

Maciej Pałka pisze...

Z pogrzebem Tymka też nie czekaliby kilku miesięcy. Na bank dni a nie miesiące.

Wazkoner pisze...

Dokładnie, ale cykl 9 miesięczny miałby swój sens. Kto wie, czy tak pierwotnie nie miało być? A może machnęli się w zapowiedziach...