Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 3 czerwca 2018

Enigma #1 – Milligan/ Fegredo

You could say it all started in Pennsylvania. Twelve years ago. Not on a farm. 
Będąc w 2006 roku w Stanach, w miejscowości Millford, jakieś dwie godziny samochodem do Nowego Jorku, wiedziałem, że w któryś z wolnych od pracy dni spróbuję znaleźć sklep z komiksami. No i udało się: w ostatniej chwili (bo mieliśmy właśnie zawracać, przekonani, że jednak niczego takiego tam nie ma) zauważyliśmy poszukiwany sklep, właściwie sklepik. Wypełniony oczywiście stertami opowieści obrazkowych, przede wszystkim zeszytów, ale i wydań zbiorczych. Te ostatnie zupełnie zignorowałem (brak funduszy), ale za to wyszedłem stamtąd z całym stosem komiksów o wartości około 25, może 50 centów każdy. 
Od czego zacząłem poszukiwania? 
Przede wszystkim od razu odkładałem na bok wszystko, na czym widniało logo Vertigo. Nie wiedziałem wtedy za wiele o komiksach (i być może niewiele się zmieniło), ale zdawałem sobie sprawę, że te zeszyty, głównie jeszcze z lat 90., to prawie na pewno dobry trop. Będzie o nich więcej w kolejnych tekstach z tego cyklu, ale na razie… Milligan. Enigma
Pamiętałem nazwisko autora Enigmy bardzo dobrze dzięki TM-Semicowskim Batmanom – historii Mroczny Rycerz mrocznego miasta, jednak głównie z powodu historii zatytułowanej Idiota, przez którą miałem w dzieciństwie liczne i przerażające koszmary… ale która jednocześnie była wspaniała, niecodzienna oraz wyjątkowa. Wtedy, w sklepie z komiksami, nie miałem pojęcia, co jeszcze napisał Milligan i czy w ogóle cokolwiek. Na szczęście okazało się, że jest tego całkiem sporo. 
Wyciągałem z wypełnionych opowieściami obrazkowymi kartonów każdy zeszyt z nazwiskiem Petera Milligana na okładce. Czasami były to rzeczy gdzieś ze środka lub nawet końca danej serii, jak choćby jedne z ostatnich zeszytów Shade’a. Jeśli chodzi o Enigmę, trafiłem na tylko jeden epizod, na szczęście pierwszy. Przeczytany kilka dni później, po dwunastogodzinnej zmianie, na piętrowym łóżku, wśród rozmów innych przebywających w tym samym pomieszczeniu osób, sprzedał mi nieprawdopodobnie silnego kopniaka w szczękę. Z półobrotu. Kopniaka, jaki nadal nie pozwolił mi o sobie zapomnieć.  
Enigma to rewelacyjnie narysowana przez Duncana Fegredo historia Michaela Smitha, postaci o życiu równie pedantycznie uporządkowanym co właściwie pozbawionym większej wartości. Stety/niestety wszystko to ma się wkrótce zmienić, bowiem wygląda na to, że nie cieszący się popularnością bohaterowie komiksów, których Michael pamięta z dzieciństwa, z niewyjaśnionych powodów ożyli. Na początku poznajemy dwóch z nich: jeden zjada ludzkie mózgi, drugi to, jakżeby inaczej, Enigma. Rozpoczyna się odyseja, na końcu której - być może - Michael wreszcie odnajdzie samego siebie. Nie osobę, którą jest na początku całej historii, żywego trupa sztucznie podtrzymywanego przy życiu za pomocą swoich przyzwyczajeń. 
Całą miniserię przeczytałem trochę później i do dzisiaj - po niemal dekadzie - Enigma to mój drugi komiks na liście tych ulubionych. To historia, która w pewny sposób zmieniła moje życie odbiorcy opowieści obrazkowych oraz pozwoliła mi odkryć na nowo twórczość Milligana, skutecznie przypominając mi, jak dobre i chore rzeczy potrafi stworzyć ten facet. Już nie miałem koszmarów, za to byłem oczarowany – i jestem nadal. 
Prawdopodobnie i tak w końcu przeczytałbym Enigmę, choćbym nie znalazł tego zeszytu w niewielkim sklepie z komiksami w Millford. Przerobiłbym go tak samo, jak przerobiłem chyba większość tytułów, które napisał Milligan. Cieszę się jednak, że wygrzebałem ten komiks w kartonie tak daleko od domu, jak rapowy producent odnajdujący stary, zakurzony winyl. To jeden z kluczowych elementów mojej odysei czytelnika komiksów, która będzie pewnie trwała do końca mojego życia. Bez Milligana i jego Enigmy z pewnością byłaby o wiele uboższa.  
(Michał Misztal)
"Enigma" #1. Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Duncan Fegredo. Kolor: Sherylin van Valkenburgh. Wydawca: DC Vertigo, marzec 1993.

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Zachęcająca wspominkowa recenzja. Co do Milligana: "Human Target" - warto przeczytać? PS. Jaki jest ten pierwszy komiks na liście ulubionych?

Anonimowy pisze...

Human Target ok:
http://ziniol.blogspot.com/2009/09/human-target-milligan-biukovic.html

Anonimowy pisze...

Zapytałem, a dopiero potem sprawdziłem, że w przeszłości pojawiła się ma Ziniolu recenzja tego komiksu :) Ech... Doprecyzuję jednak pytanie. Do tej pory nie czytałem nic Milligana (trochę wstyd). Z recenzji wnioskuję, że "Human Target" to dosyć reprezentatywna pozycja dla tego twórcy. Chciałbym się jednak zapytać - Dominiku, Michale - od jakich pozycji najlepiej zacząć poznawanie Milligana?

Dominik Szcześniak pisze...

Human Target jest sprawnym sensacyjniakiem. Sądzę, że spokojnie poradziłby sobie wśród obecnej oferty polskich wydawców.

Od czego zacząć? To w sumie zależy od tego, w czym gustujesz, bo Peter robił zarówno Marvele, jak i Batmana, undergroundy, jak i typowe produkcyjniaki. Sądzę, że najlepiej zacząć od mocnego uderzenia: Enigma lub The Extremist. To dzieła kompletne, fantastycznie napisane i znakomicie narysowane - można się zarazić. Jeśli bliskie są Ci klimaty londyńskie i nieco kwasowe rzeczy, to wszystko co Peter zrobił z Brendanem McCarthym warte jest przeczytania. Z dłuższych rzeczy - X-Statix i Shade. A z superkrótkich - Face.

Niebawem w gronie fanów Milligana przygotujemy listę TOP10 jego komiksów - myślę, że będzie pomocna:)

Anonimowy pisze...

Dzięki wielkie za obszerną odpowiedź! Na pewno przyjrzę się wymienionym przez Ciebie pozycjom. A z listą TOP10 Milligana, gdy się już pojawi, także chętnie się zapoznam :)

Michał Misztal pisze...

Przepraszam za późną odpowiedź - nie zaglądałem tu, bo nie spodziewałem się, że ktoś jeszcze komentuje recenzje na blogach!

Mój ulubiony komiks to raczej mało zaskakująca pozycja, czyli "Strażnicy".

Dzięki za dobre słowo!