Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 13 czerwca 2018

Wystawa Teraz komiks! - fotorelacja


Wystawa Teraz Komiks! zainaugurowana zostawała w krakowskim Muzeum Narodowym 2 marca. Potrwa do 22 lipca. Brzydki gmach muzeum już na fasadzie rozkolorawia komiksowy baner, a w środku komiksowe elementy na szarych kolumnach. Tak, w muzeum może być kolorowo. W krakowskim zapachniało komiksem dzięki wyborowi eksponatów ze zbiorów Wojciecha Jamy. Na czas trwania wystawy zaplanowano serię spotkań i oprowadzanie po ekspozycji (jeśli wybieracie się do Krakowa, to zerknijcie w szczegóły, być może akurat traficie na ciekawy wykład/spotkanie). A po zwiedzaniu można się sprawdzić, ile zwiedzający wiedzy wyniósł ze spotkania z komiksem (broszurka ze zdjęć powyżej jest przeznaczona przede wszystkim dla dzieci).

Osadzenie komiksu polskiego w komiksowej historii światowej to bardzo dobry pomysł. Obok Tӧpffera i Buscha znajdziemy polską opowieść obrazkową Franciszka Kostrzewskiego z pisma Kłosy (druga połowa lat sześćdziesiątych XIX w.; pierwsze zdjęcie). W tej chwili chyba komiksowi archeolodzy z każdego zakątka świata wynaleźli już gazetowe początki współczesnego komiksu w swoim kraju. Mamy i my, Polacy nie gęsi.

W kawiarence retro przy retro muzyce z radia można przysiąść i przejrzeć komiks prasowy. Co robi w tych odległych latach Wilq? Lata. Znaczy siedzi. Bo został przeniesiony w przeszłość przez dr. Wyspę. Aranżacja przestrzeni wystawowej na medal, nie tylko w tym zakątku ekspozycji. Jest w dobrym tonie i z pomysłem. Teoretycznie w muzeach nic nie można dotykać, ale komiksowi wolno więcej, wiadomo! Choć kawiarniane sprzęta to oczywiście nie eksponaty, ale i tak nieodparta ludzka konieczność transgresji zostaje częściowo zaspokojona.
W wielu miejscach wystawy znajdziecie płaskie przedstawienia polskich bohaterów komiksowych, z którymi można sobie zrobić pozowane zdjęcia (this is a photo opportunity). Koniecznie więc zwiedzajcie wystawę z kimś, kto wam ładną fotkę cyknie. Ja zwiedzałem sam, więc zrobiłem tyko jednego selfiacza (starym aparatem) z Bezrobotnm Frąckiem, który akurat popylał polskim brukiem po powrocie z obserwacji hiszpańskiej wojny domowej. Co za figura! Pije z gwinta i piwo, i wyborową! Trudno mu dotrzymać kroku…
Część z Koziołkiem Matołkiem uświadomi Wam, że i tego sympatycznego jegomościa nie ominęła (auto)cenzura. Walentynowicz przerysowywał niektóre plansze po to, by w tle mógł znaleźć się na przykład PKiN lub podniebny cud radzieckiej myśli technicznej. Takie czasy. Z takich czasów pochodzi ten telewizorek, w którym na kliszy można było obejrzeć jedną przygodę postaci. Rany, ale proste rzeczy kiedyś dostarczały nam rozrywki! Batonik z Matołkiem nie padł łupem jednego z mniejszych zwiedzających wystawę tylko dlatego, że umieszczono go za szybą gabloty. Myślę, że gdyby nie to, to nawet tłumaczenia mamy tego jegomościa, że na pewno jest przeterminowany, by nie pomogły. Nie mieści mi się też w głowie, ile razy przez te wszystkie lata od zakupu Wojtka Jamę kusiło by go sobie chrupnąć.
Gdzie ten Koziołek Matołek idzie? Na spotkanie przygody?
Czy to Przygody Nikogo? Wiedziałem, że z redaktorem Szcześniakiem nie mogliśmy się mylić, kiedy dostrzegliśmy wartość komiksu Tkacza!
Kiedy popatrzymy na komiksy z lat dawnych, zadziwia odwaga tłumaczy/autorów w adaptowaniu nazewnictwa do warunków polskich. Błysk Gordon to tylko jeden z przykładów (to tutaj to chyba akurat nie komiks, a ilustrowane opowiadanie z obrazkami autora komiksów o Błysku, Alexa Raymonda, ale poprawcie mnie, jeśli się mylę). Dlaczego w Polsce Flash (ten szybki) nie może być Błyskiem? Dlaczego bohaterowie z marvelowych WKKM i SBM nie mogą stać się bardziej polscy, kiedy ważne jest znaczenie ich opisowej ksywki? Tak, w momencie, kiedy obie te kolekcje mają na liczniku tyle, ile mają, to chyba już nieaktualna sugestia. BTW: fajny eksponat.
Nie zagapcie się i nie omińcie na wystawie Gapiszona! Przy jego stanowisku można obejrzeć też animacje z postacią.
Gapie na wystawie dopisali (zwiedzałem w sobotni poranek). Może nie widać tego na zdjęciach, bo starałem się fotografować bez udziału osób postronnych, ale w ciągu dwóch godzin zwiedzania przez salę przewinęło się naprawdę sporo osób. Radość, jaką mieli mali (powyżej grupa na zdjęciu z oprowadzaniem) i duzi (np. podczas robienia sobie fotek w hełmie Hegemona, czy z maczugą Łamignata) była przeogromna. Michał Traczyk przed wernisażem wystawy, widząc psute krzesła, miął wątpliwości co do frekwencji, a ostatecznie zabrakło krzeseł! W czwartym miesiącu działania wystawy widać po liczbie zwiedzających, że publiczność jest i jest jej dużo. Czyli sukces.
W zakątku Filutka (notabene: sam Lengren podobno nie lubił, gdy jego historyjki obrazkowe określano mianem komiksu, ale też nie wygłupiał się z tymi powieściami graficznymi… pfff…) trafiamy na animowane Przygody Nikogo oraz na współczesne animacje z przygodami Filutka. Myślę, że Gapiszon (naprzeciwko zakątka Filutka, po sąsiedzku) zagapił się na te „Filutki” właśnie, które rysowała Anna Krztoń (o ile dobrze wypatrzyłem jej rolę w Przekrojowym przedsięwzięciu). Nie wiem, czy pamiętacie, ale Ongrys oprócz albumów zbiorczych z przygodami Filutka, wydawał też malutkie książeczki, które formatem nawiązywały do tych, które można zobaczyć w gablocie Filutkowej.
Najlepiej zaaranżowaną przestrzenią wystawy jest Ministerstwo Humoru. No po prostu śliczne! Szkoda, że pojazdów nie wykonano w skali „ludzkiej”. Ale by był fun, gdyby można w jednym z nich usiąść!
Bardzo fajnym elementem wystawy są umieszczane w gablotach figurki/pluszaki. Wydaje mi się, że to niedostępne w szerszej sprzedaży unikaty. Być może Diplodok zawojuje sprzedaż pluszakową, kiedy powstanie już z nim film rysunkowy, którego świetną zajawkę pokazano na jednej z edycji MFKiG? W kąciku Baranowskiego można zobaczyć fantastyczne szkice oraz porównać blaudruki z planszami tuszowanymi. Takie elementy wystaw to niezwykła okazja, żeby poznać pewne tajniki techniczne przygotowania (kiedyś) komiksów do druku.
Kajko i Kokosz zastanawiają się, kto postawił w kącie maczugę, tarczę i hełm. I czy ktoś tego im nie buchnie. Spokojnie, kulturalna publiczność wystawy po zrobieniu zdjęcia, karnie odstawiała eksponaty ruchome na miejsce. Tak mi przyszło na myśl: Kajko i Kokosza uznano za odpowiedniki Kajtka i Koka. A zrobił ktoś komiks o tym, że Kajko i Kokosz odkrywają, że zostali przeniesieni w czasie i odkrywają, że żyją w matriksie, a tak naprawdę są Kajtkiem i Kokiem?
Proces techniczny na suwanej pleksie – bardzo obrazowo można było na siebie „nałożyć” obie plansze.
Kolejne pomysłowe aranżacje wystawowe (ach, te peerelowskie regały ze sklejki!). Ponieważ Kleks na wystawie pojawia się w dalszej jej części, przysiąść na kanapie z nim będzie chciał każdy zmęczony już w tym momencie zwiedzaniem.
We współczesnej części wystawy Jeż musiał być. Wilq też (do obejrzenia trailer pełnego zapowiadanego metrażu z jego przypadkami).
W ogóle to wpuszczono na ten segment sporo zwierząt. Czy obecność Wielkiego Dzika i Małego Liska zapowiada, że i w komiksie dotrą oni do muzeum? Póki co zdobyli nagrodę PSK za najlepszy komiks dziecięcy. Ciekawe, co oni na to? Jak na lato?
O rany! Demony z Łaumy w muzeum!

***
I tak docieramy do finału wystawy. Pamiętajcie, że towarzyszy jej bogato ilustrowany katalog z tekstami m.in. Adama Ruska i Wojtka Birka. Warto go mieć, gdyż przeczytamy trochę o komiksie starszym, trochę o nowszym.

Wystawa Teraz Komiks! to niezwykłe wydarzenie. Uważam, że komiks jako zjawisko (bo jako takie jest prezentowany w ramach tej ekspozycji, nie tylko jako forma drukowanej publikacji) nie zyska ogólnospołecznej akceptacji i nobilitacji tylko przez to, że trafił do muzeum. Na pewno jednak wielu, którzy tę ekspozycję odwiedzą, zyska świadomość bogactwa formy i treści komiksowych, a to już może spowodować jakiś pozytywny ferment. Choć przyznam, że ja sam „na komiksowym marginesie” czuję się znakomicie, bo po prostu jest co robić.

Ważna jest kwestia tego, do kogo wystawa jest skierowana. Dla ludzi komiksowa tylko częściowo, bo sądzę, ze wielu z nas to wszystko zna i widziało. Zapewniam jednak, że i specjaliści znajdą tu coś nowego. Na pewno do bywalców muzeów i niefanów komiksów, którzy poszerzą swoją dietę muzealno-kulturalną. Na pewno dla dzieci i młodzieży – może dadzą się porwać kolorowym obrazkom, a potem dojrzeją i poszukają w komiksie także poważnych treści.

Podoba mi się klucz, który dla wystawy wybrano: pokazać komiks głównie poprzez unikatowych i niepodrabialnych bohaterów komiksowych. Jestem tego samego zdania, co Michał Traczyk (polecam obszerną recenzję wystawy, którą zamieścił w ZK #25), że co do zawartości wystawy można się przyczepić i wytykać jej brak takiej i takiej postaci, ale będzie to działanie bezcelowe. Celem tej ekspozycji jest pokazanie przekrojowe (ale jakże bogate!) historii polskiego komiksu na podstawie kolekcji jednego człowieka, z której i tak wybrano skromną ilość eksponatów. Celem tej wystawy jeż też uświadomienie wszem i wobec, że niezmiernie potrzebna jest stała przestrzeń, żeby gromadzić eksponaty ze sztuką komiksową związane. Ilu kolekcjonerów takich jak Wojtek Jama (i mniejszych) mogłoby przekazać niezwykłe eksponaty opowiadające historię polskiego komiksu? Naprawdę wielu. To materialne dziedzictwo, które trzeba zachować. To także te rzeczy, które dziś są gadżetem, a w przyszłości staną się swego rodzaju wartościowym świadectwem. Zatem zachęcam po obejrzeniu wystawy do klasycznego exit through the gift shop, gdzie znajdziecie sekcję z wystawowymi gadżetami.
Wilq patriotą na zawsze! Trzyma kciuki za polski komiks i polską reprezentację! Lecimy!

(Kuba Jankowski)

Brak komentarzy: