Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 13 czerwca 2018

Faith #1 - McKeever

"Oko McKeevera", czyli charakterystyczny dla twórczości amerykańskiego artysty kadr przedstawiający narząd receptorowy umożliwiający widzenie, pojawia się już na pierwszej planszy pierwszego odcinka miniserii Faith. I parokrotnie powraca na kolejnych stronach. Widząc to oko i będąc fanem komiksów Teda McKeevera, wiem, że jestem w domu. To oko jest gwarancją niezłych doznań i emocji. Oko McKeevera.
Poprzez Faith McKeever chciał zakomunikować, że "tak naprawdę w nic nie wierzy", że nic nie jest czarne lub białe oraz że życzyłby sobie, by dla tych, którzy nie wierzą ani w niebo ani w piekło, istniało inne miejsce, do którego trafiłaby ich dusza. W takim właśnie miejscu - pomiędzy niebem a piekłem - rozgrywa się opowieść o Faith. 
Faith nie pamięta kim jest. Wie tylko, że nie żyje. Kraina, do której trafia - Murr - przepełniona jest zmarłymi, pomiędzy którymi grasuje morderca. Zabić zmarłego - jak to możliwe i kto tego dokonuje? Menażeria postaci pod okiem Faith będzie musiała rozwikłać tę zagadkę. Będzie dziwacznie.
McKeever się nie spieszy. Powoli wprowadza czytelników w świat przedstawiony i skacząc od sceny do sceny ujawnia kolejnych bohaterów tej historii. Jego kreska jest brudna i niepokojąca, a szara kolorystyka współgra z nią idealnie. Mistrz pięknej "brzydkiej i pokracznej kreski" prezentuje w Faith wielką formę i potwierdza, że wśród stale współpracujących z Vertigo rysowników jest jednym z najlepszych. 
Wstęp do pięcioczęściowego wydarzenia prezentuje wszystko to, czego można się spodziewać po McKeeverze: brud i dziwaczność, kadry do wgapiania i tajemniczą historię. Ucieczkę z mroku i zapowiedź wybawienia. A więc wytyczne Vertigo zrealizowane w stu procentach. Faith to bardzo apetyczna sprawa dla koneserów komiksów niebanalnych.
"Faith" #1. Scenariusz, rysunek, kolor: Ted McKeever. Wydawca: DC Vertigo, listopad 1999.

Brak komentarzy: