Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

sobota, 18 grudnia 2010

Luz, Thorgalku

Autor: Dominik Szcześniak
W tym miesiącu do dystrybucji trafiły aż dwa albumy ze świata Thorgala. Do regularnej serii doszedł spin-off poświęcony Kriss de Valnor. Universum się rozrasta, a fabuła ulega telenowelizacji. Zanim przejdziemy do omówienia nowości thorgalowych na www "Ziniola", proponujemy wam przypomnienie tekstu, który poświęcony jest właśnie związkom najpopularniejszej w Polsce serii z tasiemcami serialowymi. Tekst pierwotnie pojawił się w jednym z kserowanych fanzinów, a jego tytuł to "Luz, Thorgalku".

Lusessita i Gustawo to para zakochanych z południowo-amerykańskiej opery mydlanej pt. Luz Maria. Zasadniczo serial ten nie różni się niczym od jemu podobnych, jednak po obejrzeniu kilku odcinków pojawia się pytanie, czy to aby nie słynny Jean van Hamme napisał do niego scenariusz.
Gustawo (Thorgal?) i Lusessita (Aaricia?) żyją sobie spokojnie w jakimś miłym zakątku, kiedy nagle pojawia się zła i okrutna - tutaj proszę mi wybaczyć improwizację, lecz prawdziwego imienia okrutnicy nie odnalazłem - Euchenia (Kriss?). Dziwnym splotem wydarzeń dochodzi do tego, że Gustawo traci pamięć, co natychmiast wykorzystuje Euchenia zaciągając go do swojego łoża, przejmując cały jego majątek i pozostawiając biedną Lusessitę z przeświadczeniem o śmierci ukochanego. Na razie wszystko jest proste i nie zagmatwane. Dziwne? No to spójrzmy do "Thorgala". Z pominięciem wątku metafizycznego mamy w komiksie do czynienia z tym samym, co w serialu:Thorgal traci pamięć, opuszcza Aaricię i wpada w sidła Kriss de Valnor. Następnie żyje sobie z tą wredną i przebiegłą (piękną również) brunetką w oddalonym od świata Wikingów zamku. Na tym jednak nie koniec! Kriss, chcąc kompletnie dobić biedną Aaricię, porywa ją z rodzinnej osady i sprowadza do zamku, aby zrobić z niej służącą. To samo robi Euchenia: zatrudnia Lusessitę jako sprzątaczkę w domu, którego ona jest prawowitą właścicielką. Ostatecznie wychodzi na to, że zarówno Thorgal, jak i Gustawo mają swoje żony pod nosem, jednak ni w ząb ich nie pamiętają!! Lusessita i Aaricia są poniewierane przez własnych chłopów, których dopadała amnezja!
Cała histroria z Thorgalem właśnie się skończyła, a jej zwieńczeniem był album "Klatka". "Luz Maria" ciągle trwa, jednak pozwalając sobie na lekki profetyzm stwierdzam, że niebawem uczucie wzrośnie ponad przeciętność i w ostatnim odcinku tasiemca Lusessita i Gustawo ponownie się połączą. Będzie to jednak integracja zgoła odmienna od tej, jaka miała miejsce w "Thorgalu". W komiksie pamięć głównego bohatera została przywrócona przez jakieś pieruńskie moce, w przypadku serialu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w końcu miłość zwycięży - i to na dodatek w taki normalny, romantyczny sposób.
Po prześledzeniu historii obu rodów (?) nasuwa się pytanie kto był pierwszy: czy scenarzysta Thorgala - wielokrotnie nagradzany zbawca kina francuskiego Jean van Hamme, czy może twórca scenariusza "Luz Marii" - człowiek o dziwnie brzmiącym i nic nie mówiącym nazwisku? Porównując daty powstania jednego i drugiego dzieła wychodzi na to, że telenowelistyk musiał przejąć pomysł od komiksiarza, bądź też oba twory powstały niezależnie. osobiście skłaniałbym się do tej drugiej alternatywy, co z jednej strony oznaczałoby, że komiks europejski na szczęście nie musi jeszcze czerpać z telenoweli amerykańskiej; a z drugiej - że coraz bardziej się ku niej skłania. Zresztą te wpływy widoczne są właśnie we wspomnianym "Thorgalu", co znowu przechyla szalę czynnika ściągania na stronę van Hamme;a... A nawet jeśli nie chodzi o zżynanie, to może zajść jeszcze jedna, o wiele gorsza możliwość - van Hamme zaczął pisać po wenezuelsku! Ktoś się nie zgodzi? proszę zajrzeć do ostatnich "Thorgali" - owszem, jest Rosiński, słynny Polak, który dorobił się na komiksie; jest van Hamme - scenarzysta na pewno nietuzinkowy; jest główny bohater - wielbiony przez rzesze maniaków na świecie; ale nie ma historii! Zwieńczeniem całej serii powinna być "Wilczyca", pomimo faktu, iż rozpoczyna ona kolejny wątek tasiemca. Przeniesienia akcji w rejony Grecji? Dajcie spokój... Wszystko razem tworzy węzłowatą papkę, którą karmione są rzesze starszych pań przed ekranami telewizorów. Żenada. Zainteresowanym zalecam obejrzenie sobie choćby jednego odcinka "Luz Marii". Nie będę ściemniał, że warto, bo wcale nie warto - przynajmniej przez wzgląd na walory smakowe (choć jest to rzecz gustu). Na pewno serial przyda się sceptykom nie wierzącym w to, co powyżej. Kto wie, może po takiej konfrontacji posypią się artykuły w stylu "Lusessita i Aaricia - charakterystyka porównawcza"? Całkiem możliwe...
Artykuł pierwotnie opublikowany w magazynie komiksowym "Vormkfasa" nr 16, jesień 2000

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Podobienstwo nikle. Autor postawil teze i zaczal naciagac rzeczywistosc.

lucek pisze...

Odśwież sobie "Luz Marię", anonimie i wtedy pisz o naciąganiu rzeczywistości.

Maciej pisze...

"Vormkfasa" nr 16, jesień 2000 - kurde, od ponad 10 lat Thorgal ryje dno.

SStefania pisze...

Oglądałam Luz Marię, a nawet lubiłam (ach, te kostiumy!). To prawda, uderzające podobieństwo - tylko jestem pewna, że twórcy zarówno Thorgala jak i owej telenoweli ściągnęli pomysł od jeszcze czegoś starszego ;)
Acz fabyłu obu produkcji przypadły mi mocno do gustu, więc z krytyką się nie zgodzę. Być może dlatego, że jestem niewyrobiona, ale nie martwię się tym.

Gall Anonim pisze...

A ja zgadzam się w stu procentach z powyższym tekstem. Ostatnie Thorgale jakie kupiłem to właśnie cykl z Shaiganem. Kupiłem jeszcze Klatkę i powiedziałem dość ! Takiej kupy dawno nie czytałem - nie dość że rysunki coraz słabsze to jeszcze brak jakiegokolwiek pomysłu na fabułę. Anonim w pierwszym komentarzu nie zrozumiał o co chodzi - bo nie chodzi ani o podobieństwo czasu, miejsca akcji, kostiumy czy nawet charaktery bohaterów - to co łączy serie Van Hamma i telenowele to kompletny brak treści w scenariuszu. To brak "ciekawej historii", którą autor ma do opowiedzenia czytelnikom.
Nie czytałem wcześniej zina z tym artykułem ale to samo powiedziałem sobie gdy 10 lat temu przeczytałem kolejny album (ten z wygnaniem Aaricii i dzieci z wioski) - Thorgal stał sie wenezuelską nowelą. To były prorocze słowa...
Amen
ps. należę do tych, którzy uważają że seria powinna zakończyć się na Wilczycy - to ostatni album na poziomie.

Maciej pisze...

Chyba sobie kupię Wilczycę w HC.

lucek pisze...

SStefania: fajnie jest nie być jedynym fanem Luz Marii:D Zgadzam się co do jeszcze wcześniejszych inspiracji twórców. A co do artykułu - powstał 10 lat temu, kiedy byłem hardkorowym fanbojem i manewry fabularne van Hamme'a przyprawiały mnie o palpitacje fanbojowskiego serducha. A dzisiaj...

Maciej:... dzisiaj sam jestem dziadkiem i uważam, że Thorgal wcale nie ryje dna, a po prostu dostosowuje się do współczesnych trendów.

Gall Anonim: A mi się odmieniło. Okres do "Wilczycy" włącznie uważam za bezapelacyjnie najlepszy. A to, co później jest dla mnie zupełnie zrozumiałą maszynką marketingową, którą poczytuję ze zdystansowaną przyjemnością. I będę poczytywał.

Maciej: Ja właśnie kompletuję sobie "Thorgala" w HC. Świetna sprawa. Jedziesz z tą "Wilczycą"!

Anonimowy pisze...

zgadzam się z tezami postawionymi w tekście

Anonimowy pisze...

nie zgadzam się z tezami postawionymi w tekście