Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Jasiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maciej Jasiński. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 września 2018

Zinowe zapowiedzi: Kto zaparzy Earl Greya

Ziniolowe kibicowanie połączyło kolejnych twórców, czego efektem jest zaplanowany na Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi zin Kto zaparzy Earl Greya. Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Tomxyz. Zin będzie dostępny na MFKiG na wspólnym stoisku ATY i innych wydawców. Będzie liczył 16 stron w formacie A5.

O czym jest ten komiks? - To komiks erotyczny, w którym fantazje w brutalny sposób zderzają się z codziennością - mówi Maciej Jasiński, zaznaczając, że o tym będzie cała seria. Na tylnej okładce publikacji jest już zapowiedź drugiej części zatytułowanej "50 zaparzeń earl greya z jednej torebki".
Kibicujemy!

wtorek, 20 lutego 2018

Kibicujemy (460)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Sławek Lewandowski ostatnio trochę się zdenerwował, ale już nieco ochłonął. Pamiętajmy, że poza Problemem numer 3, któremu kibicowaliśmy, Sławek pracuje nad jeszcze jednym projektem, o którym wspomnieć w "ostatecznym kibicowaniu" należy...

Sławek Lewandowski: O czym by tu jeszcze nie napisać ?
Nie napiszę o komiksie Piraci, który równocześnie z Problemem 3 rysuję na zmianę.
Dziwny mam okres komiksowania – dawno już nie wydałem komiksu, a jednak ciągle coś piszę i rysuję.
Piraci to historia zakręcona jak mój western. Rozwija się zbytnio, wątki się rozprzestrzeniają - muszę skracać.
Sztuka skracania jest bardzo ważnym elementem sztuki.
Czechow się na tym opierał tworząc - przecież nie będę się kłócił z Czechowem.
Więc znowu – banda łotrów, kobiety lekkich obyczajów, intryga kryminalno-łotrzykowska, przygoda na morzu, lądzie, w tawernie, wojna, pokrętna miłość, zdrada, nienawiść – wszystko to będzie w tym komiksie.
I to jest właśnie to, o czym nie chciałem pisać.
Więc nie piszę.
Napiszę tylko że...
Kibicuję wszystkim ludziom którzy tworzą -  komiksy, wiersze, piosenki, poematy - wszystkim którzy pobudzają robaczki chodzące pod czaszkami do działania - do myślenia.  Warto je pobudzać. Kiedy robaczki śpią, rzeczywistość jest kiepska. Kiedy biegają jak opętane, czujemy że żyjemy.

pozdrawiam wszystkich twórców, Sławek Lewandowski

Dołączamy się do pięknych kibicowskich życzeń Sławka i oczywiście również kibicujemy WSZYSTKIM. Na przykład kibicujemy Łukaszowi Godlewskiemu, który dwa dni temu opublikował kolejną, 36. już planszę Malarza. 
Kibicujemy Danielowi Chmielewskiemu, który wczoraj poinformował, że została mu do narysowania JEDNA strona komiksu Ja, Nina Szubur. 
Kibicujemy Maciejowi Jasińskiemu i Piotrowi Nowackiemu w pracach nad Misiem Zbysiem, którego pierwszą planszę ujawnił niedawno wydawca - kultura gniewu. 
A wreszcie kibicujemy Łukaszowi Kowalczukowi, który nie dość, że otrzymał testowe egzemplarze zbiorczego wydania Nienawidzę ludzi, które wyglądają tak...

...to jeszcze zapowiedział coś takiego:

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Piotr Nowacki

środa, 14 lutego 2018

Kibicujemy (456)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

Dziś zaglądamy na biurka scenarzystów. Zarówno o planach Daniela Gizickiego, jak i Macieja Jasińskiego już wspominaliśmy, zaznaczając, że można spodziewać się wysypu komiksów z ich scenariuszami w najbliższym czasie. Poprosiliśmy ich, by wypunktowali pozostałe swoje projekty. Oto, jakie uzyskaliśmy odpowiedzi:

Daniel Gizicki:

1. Razem z Łukaszem Rydzewskim powoli zabieramy się do horrorowo-zombiakowego projektu, który zrodził się w głowie Łukasza, a ja mam pomóc przy scenariuszu,

2. Podczas MFKiG 2017 rozmawiałem z Basią Okrasą i jest temat powrotu do postaci Gillesa McCabe’a, ale scenariusz jest w bardzo (bardzo) początkowej fazie,

3. Postapo #3 się robi.

Maciej Jasiński:

1. Przygotowuję scenariusze do czterech komiksów historycznych, ale póki co nie mogę podać więcej szczegółów na ich temat. Wszystkie cztery mają ukazać się w tym roku.

2. W przerwach między poważniejszymi scenariuszami, wymyślam też takie dziwne i chyba zabawne, które doskonale nadadzą się na ziny: Kto zaparzy Earl Greya oraz kontynuacja 50 zaparzeń Earl Greya z jednej torebki, a także historię o zwierzakach Cztery pancerniki i pies. To krótkie komiksy - po maksymalnie 16 stron każdy - jedyny problem, to znaleźć rysownika. Może ktoś byłby chętny?

3. Planuję też w tym roku przygotować kolejne tomy serii Z archiwum Jerzego Wróblewskiego. W najbliższym dwa krótsze westerny Montana i Szeryf miasta Hope.

Nie zapominajmy, że obaj panowie aktywnie udzielają się również w środowisku komiksowym. Maciej zredagował ostatnio najnowszą przygodę Binio Billa dla kultury gniewu, a Daniel prowadzi na Facebooku stronę Współczesny polski komiks, gdzie na bieżąco informuje o wszystkim co dzieje się w polskim komiksie. Obu scenarzystom kibicujemy w ich działaniach!

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Krzysztof Małecki

poniedziałek, 12 lutego 2018

Kibicujemy (454)

"Kibicujemy komiksiarzom" to rubryka, w której twórcy komiksowi opowiadają o tym, nad czym aktualnie pracują. Pokazują zdjęcia z placu boju, pozwalają nam zerknąć w ich szuflady i uchylają rąbka kadru lub planszy. Ziniol kibicuje komiksiarzom! Pokibicujcie z nami!

W tym roku powinien ukazać się wyczekiwany przez wielu nowy komiks Michała Rzecznika. Scenarzysta Maczużnika i członek grupy komiksowej Maszin nad tym projektem pracuje już od dość dawna...

Michał Rzecznik: Sylwetki i cienie to komiks o prawdzie historycznej i fikcji literackiej, o pamięci i zapominaniu, o emancypacji i różnych wizjach wolności. To dokument o mojej rodzinie, który rysuję bez scenariusza, łącząc poszczególne plansze i kadry metodą montażu. 


Pierwsze zarysy Sylwetek i cieni zanotowałem podczas pracy nad Przygodami Powstania Warszawskiego, czyli dokładnie 10 lat temu. Od tego czasu pomysł ewoluował i obrastał w założenia formalne. Postanowiłem, że treść zostanie oparta po części na wywiadach i oryginalnej dokumentacji, przygotuję zdjęcia, pojeżdżę po kraju i zrobię dokładny research. W międzyczasie starałem się o stypendium miejskie i ministerialne; realistycznie oceniając skalę prac, bałem się siadać do tego komiksu bez zabezpieczenia finansowego.

W 2016 roku podpisałem umowę z Wydawnictwem Komiksowym i zacząłem rysować. Wybrałem kilka rożnych stylów. które będą się przeplatać przez cały album, porządkując fabularną improwizację. Czasami gubię się w tych założeniach, więc moja praca nad komiksem to także ciągłe poprawianie i zmienianie powstałych już kadrów.

Jestem najgorszym rysownikiem z jakim było mi dane pracować. 
Mimo to chciałbym zrobić komiks „ładny”, w najbardziej powszechnym rozumieniu tego słowa. Staram się dbać o szczegóły, grać kolorami i unikać oczywistych ujęć. Żeby narysować coś tak dobrze, jak chcemy trzeba dysponować umiejętnościami albo odpowiednio dużą ilością czasu. Między innymi dlatego Sylwetki… powstają tak wolno.

Improwizowanie fabuły ma ten minus, że do samego końca nie wiemy co z tego wyjdzie. Lęk przed porażką bywa paraliżujący, na szczęście lęk przed niezadowoleniem wydawcy jest silniejszy. Obecnie największą moją zmorą jest praca, która odciąga mnie od albumu. Przez ostatnie 2 lata narysowałem około 600 innych rysunków i plansz. Od początku tego roku unikam wszelkich zleceń, wykańczam te wcześniej rozpoczęte i staram się jak najwięcej czasu poświecić Sylwetkom…  Mam nadzieję, ze uda mi się je skończyć zanim wydam ostatni z przelewów, na które czekam.
Michałowi kibicujemy, a Sylwetki i cienie dopisujemy do listy polskich komiksów, które w 2018 roku mogą namieszać na rynku! Michał Rzecznik na swoje albumy z komiksami każe czekać swoim fanom bardzo długo, z kolei godna pozazdroszczenia płodność Macieja Jasińskiego w tej dziedzinie pozwala mu wypuszczać na rynek kilka pozycji rocznie.

- Ten rok zapowiada się rekordowo jeśli chodzi o liczbę komiksów z moimi scenariuszami - twierdzi Jasiński. - Gotowy jest już Krasnolud Nap 2: Diamenty są bezpieczne i czeka na majową premierę, a ja tymczasem przygotowuję scenariusz trzeciego tomu. Ponadto, Jacek Michalski rysuje teraz komiks - na postawie mojego scenariusza - o Janie Czochralskim, wybitnym polskim naukowcu, bez którego odkrycia nie byłoby współczesnej elektroniki. Album będzie liczył 40 stron i wyda go Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Zaś z Piotrem Nowackim przygotowujemy kolejne przygody Misia Zbysia i jego asystenta Borsuka Mruka. Detektywi zajmą się teraz sprawą kradzieży, o której w gazecie czytał Zbyś w czwartym tomie. Plansze już Piotr rysuje. Są już też pomysły na trzy następne albumy, więc jakoś niedługo będę nad tym pracował. 

To nie wszystko, co Maciej przygotował dla czytelników. Już niebawem poinformujemy o kolejnych projektach autora. A tymczasem - kibicujemy obu panom!

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej Kibicujemy komiksiarzom jest Wojciech Stefaniec

środa, 16 marca 2016

Ósemka w szóstce

Sebastian Skrobol na okładce, Maciej Jasiński jako scenarzysta trzech historyjek oraz Agata Wawryniuk, Maria Rostocka, Karol Kalinowski, Szymon Kaźmierczak, Paweł Garwol i Łukasz Kowalczuk odpowiedzialni za rysunki (Kowalczuk i Kaźmierczak dodatkowo sami wymyślili sobie scenariusze) – tak przedstawia się skład komiksowego numeru „Szóstki” – magazynu stworzonego przez portal i magazyn F5 przy współpracy z Totalizatorem Sportowym, właścicielem marki LOTTO.
Projekt okładki: Sebastian Skrobol
Skąd w ogóle ten pomysł? Opowiada Agata Ruszkowska z portalu F5, która jest redaktorem prowadzącym magazynu:

- Wraz z Totalizatorem Sportowym zrealizowaliśmy już trzy numery 'Szóstki'. W najnowszym wydaniu postanowiliśmy postawić właśnie na komiks, ponieważ zaobserwowaliśmy, że ta dziedzina artystyczna rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie – pojawia się coraz więcej tytułów na naszym rynku, a polscy rysownicy są coraz częściej angażowani do dużych międzynarodowych wydawnictw, jak Marvel, DC Comics czy też Boom! Studios. Jako twórcy portalu i magazynu o trendach rynku i kultury nie mogliśmy być obojętni wobec tego zjawiska. Za jego pomocą w nowoczesny i atrakcyjny sposób mogliśmy opowiedzieć o marce LOTTO.

scen. i rys. Łukasz Kowalczuk
scen. i rys. Szymon Kaźmierczak
Komiksów w elegancko wydanym albumie jest sześć. Każdy opowiada o innym produkcie Lotto. Są historie czarno-białe i kolorowe. Ich zakres tematyczny jest szeroki – od historyjki obyczajowej osadzonej w polskich realiach na przestrzeni ostatnich 50 lat („Z pokolenia na pokolenia” Kaźmierczaka) aż po pulpowy cartoon („Zdrapka i jatka, a poszło jak z płatka” Kowalczuka). Autorzy komiksów zostali wybrani według konkretnego klucza.

- Chcieliśmy pokazać różne oblicza polskiego komiksu - mówi Agata Ruszkowska. - Jest to tak szerokie zjawisko artystyczne, że nie da się go zawrzeć w jednej definicji. Dlatego wybraliśmy do naszego magazynu przedstawicieli różnych stylistyk rysunkowych – począwszy od Pawła Garwola, reprezentującego drobiazgowy realizm, poprzez Marię Rostocką i jej delikatne akwarelowo-gwaszowe ilustracje, aż po Łukasza Kowalczuka z najbardziej odjechaną cartoonową kreską. Oczywiście tych kilka wybranych przez nas stylów komiksowych nie wyczerpuje tematu, bo można byłoby wyróżnić znacznie większą ilość rysowników, ale tradycyjnie musieliśmy ograniczyć się do tytułowej szóstki.

Szymon Kaźmierczak początkowo miał tworzyć komiks do „Szóstki” z Magdą Rucińską.

- Pierwotnie to ona miała narysować historię do antologii, ale z powodu natłoku zajęć zaprosiła mnie do kooperacji - ja miałem napisać scenariusz i rozrysować historię, a zadaniem Magdy miało być wycyzelowanie rysunków i położenie koloru. Ostatecznie jednak rysowniczka musiała zrezygnować z projektu, a całość przejąłem ja – mówi Kaźmierczak.

Autor podkreśla, że podczas prac nad komiksem miał wolną rękę. Pracował na bazie zdawkowego szkicu scenariusza, który zawierał podstawowe wydarzenia, jakie powinny znaleźć się w komiksie.

- Były mniej lub bardziej szczegółowe założenia o czym ma być komiks, ale swobody było dużo. Najwięcej w tym komiksie, który narysował Paweł Garwol – dodaje scenarzysta, Maciej Jasiński.

scen. Maciej Jasiński, rys. Paweł Garwol
Autorka „Rozmówek polsko-angielskich” Agata Wawryniuk w swojej historii („Szczęście sprzyja odważnym”) odpowiedzialna była jedynie za rysunki.

- Dobrze mi się pracowało, bo lubię rysować do cudzych scenariuszy. Mogę wtedy skupić się na aspektach czysto graficznych i po prostu cieszyć rysowaniem - stwierdza autorka.

Czy „Szóstka” będzie jednorazowym wydarzeniem, czy może komiks zagości na jej łamach na dłużej?

- Cały czas planujemy popularyzować w Polsce tę formę wypowiedzi artystycznej. Robimy to już od dawna online, ale chcemy również kontynuować ideę wydawania komiksu na papierze. "Szóstka" już teraz spotyka się z dużym zainteresowaniem ze strony czytelników, którzy będą ją mogli zdobyć na festiwalach komiksowych, a także bezpośrednio od nas. Mamy nadzieję, że polski komiks będzie nadal rósł w siłę, dlatego i my, i LOTTO, które jest narodowym mecenasem kultury, dokładamy do tego swoją cegiełkę – konkluduje Agata Ruszkowska.

Dla czytelników Ziniola mamy do rozdania 10 egzemplarzy magazynu. Wystarczy wymienić po jednym tytule komiksu stworzonego lub współtworzonego przez każdego z ośmiu wymienionych w tekście twórców. Na odpowiedzi czekamy pod adresem ziniolzine@gmail.com do poniedziałku 21 marca.

rys. Agata Wawryniuk
scen. Maciej Jasiński, rys. Maria Rostocka
scen. Maciej Jasiński, rys. Karol Kalinowski

poniedziałek, 7 marca 2016

"Ostatni stary mistrz" powraca. To będzie rok Jerzego Wróblewskiego

"Skradziony skarb" i "Hernan Cortes i podbój Meksyku"
Jest duża szansa, że nazwisko Jerzego Wróblewskiego przywoła wiele wspomnień czytelnikom, których apogeum zainteresowania komiksem przypadło na lata 70. i 80. ubiegłego wieku. Właśnie wtedy niezwykle płodny artysta z Inowrocławia, który większość życia spędził w Bydgoszczy, obecny był na księgarskich półkach w ilościach wręcz hurtowych – publikowane w bardzo dużych nakładach albumy Krajowej Agencji Wydawniczej, takie jak „Hernan Cortes i podbój Meksyku”, „Skradziony skarb”, „Figurki z Tilos”, czy „Legendy wyspy labiryntu” czytane były bardzo chętnie, a ich największą siłą były właśnie rysunki Wróblewskiego. 
Rysownik-orkiestra
Jerzy Wróblewski
Jerzy Wróblewski zasłynął jako artysta radzący sobie z różnymi gatunkami komiksu - od klasycznego, tworzonego realistyczną kreską (jak wszystkie wyżej wymienione) po groteskowy, cartoonowy (przygody Binio Billa). Potwierdzeniem tezy o prawdziwej wszechstronności rysownika tak naprawdę są jednak te najmniej znane komiksy, które nie oblegały księgarskich półek i nie pojawiały się na witrynach kiosków. Trzeba było odpowiedniego człowieka na odpowiednim miejscu, aby je odnalazł i przypomniał. I taki człowiek się znalazł.
- Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie album „Hernan Cortes i podbój Meksyku”.  Jakieś 30 lat temu postanowiłem go nawet przerysować do zeszytu w kratkę formatu A4. Zajęło mi to całe zimowe ferie. 
I chyba wtedy poczułem, że chciałbym robić w przyszłości komiksy – mówi Maciej Jasiński, scenarzysta i publicysta komiksowy, badacz tej formy sztuki, okazjonalnie rysownik, a od zawsze wielbiciel twórczości Wróblewskiego. „Hernan Cortes” to jego ulubiony komiks mistrza. Niedawno miał możliwość obejrzeć oryginalne plansze pochodzące z tego albumu. „Niesamowite doświadczenie” – napisał na swoim facebookowym profilu.

Oryginalne plansze komiksu "Hernan Cortes i podbój Meksyku"
W 2013 roku Jasiński, z pomocą Leszka Kaczanowskiego z wydawnictwa Ongrys wystartował z serią, której tytuł mówi sam za siebie: „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego”. Obecnie pisze książkę „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych”, której premiera przewidziana jest na maj. Pracował nad nią kilka ładnych lat…

Maciej Jasiński
- Materiały zacząłem zbierać ponad 10 lat temu. Przyznam, że początkowo nie sądziłem, że aż tyle ich będzie. Córka Jerzego Wróblewskiego spakowała w kartony wszystkie rzeczy swojego ojca, które dziś stanowią kopalnię wiedzy o kulisach powstawania komiksów w okresie PRL-u oraz krótkim okresie transformacji ustrojowej. Dzięki temu zachowały się wszystkie umowy, rachunki, listy, które rysownik otrzymywał z redakcji, a także wiele brudnopisów z listami, które sam do niej wysyłał. Do tego scenariusze - w tym takie, które nie zostały zrealizowane, szkicowniki, setki ilustracji, grafik i szkiców. Samo skatalogowanie tego, zrobienie kopii i skanów zajęło strasznie dużo czasu. Drugie tyle spędziłem w bibliotece przekopując się przez roczniki gazet, z którymi współpracował Wróblewski – wspomina Jasiński.

Tropiąc prace mistrza, Jasiński wykazywał się uporem i konsekwencją. Kiedy poszukiwał pasków komiksowych Wróblewskiego, wydrukowanych w „Przeglądzie Robotniczym”, pani z bydgoskiej czytelni czasopism regionalnych zareagowała dość ekstatycznie, mówiąc: "Nie myślałam, że ktoś jeszcze kiedyś o to zapyta. Przez ponad 30 lat nikt nigdy tego nie wypożyczył. Nawet ostatnio patrzyłam na te roczniki i chciałam po urlopie wycofać je z magazynu czasopism do tego ogólnego w piwnicy. A tu taka niespodzianka!".

W czterech rocznikach „Przeglądu Robotniczego” Jasiński odnalazł około stu pasków komiksowych i ilustracji Jerzego Wróblewskiego.

"Tajemnica Złotej Maczety"
Finansowy zastrzyk miasta

Zdobycie takich komiksowych rarytasów to jedno, natomiast doprowadzenie starych materiałów do stanu używalności to zupełnie odrębna kwestia. Obróbka graficzna materiałów do „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” zżerała Jasińskiemu mnóstwo czasu, ale motywacją do tego wyzwania była aprobata osób, które przyznają w Bydgoszczy stypendia na działalność artystyczną i upowszechnianie kultury. - W ramach tego projektu część nakładu zostanie rozesłana do bibliotek w całym kraju – komentował Jasiński na łamach ziniolowej rubryki „Kibicujemy komiksiarzom” we wrześniu 2013 roku.
"Legendy wyspy labiryntu" i "Figurki z Tilos"
Książka „Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych” również powstaje dzięki finansowemu zastrzykowi miasta – na jej realizację Jasiński otrzymał stypendium prezydenta Bydgoszczy. Co prawda uzyskana kwota wystarczy jedynie na połowę druku, jednak sam fakt pozyskania takich środków był dla Macieja impulsem do efektywnego działania. - Teraz to już nie ma wymówek, że nie mam czasu, mam coś pilniejszego. Do końca kwietnia książka musi być wydana, więc do końca marca powinienem zakończyć prace – mówi autor.

Wewnątrz książki znajdzie się 14 rozdziałów, na łamach których pojawią się ciekawostki dotyczące Wróblewskiego, czy kulisy jego warsztatu. Jasiński przyznaje, że przez lata konstrukcja książki zmieniała się wielokrotnie:

- Z wersji bardziej naukowej ewoluowała w bardziej popularno-naukową. Skupiam się na ciekawostkach, do których udało się dotrzeć, na rzeczach i wydarzeniach, które nie są znane nawet największym fanom Wróblewskiego. Będzie więc w książce historia pociętych komiksów z „Relaxu”, a także ich rekonstrukcja, będzie o tym dlaczego ocenzurowano komiksową „Biblię” i zasłonięto pośladki Ewie, a także o tym jak Maciej Parowski recenzował scenariusz Wróblewskiego i wiele, wiele innych historii. A także oczywiście unikatowych grafik, do których udało się dotrzeć. 
"Legendy wyspy labiryntu" - plansza
Hołd dla mistrza 
Książka będzie miała około 130 stron formatu A4. Ostatni jej rozdział - dość obszerny - będzie potwierdzeniem tezy, że tytuł zobowiązuje. Do udziału w nim Maciej Jasiński zaprosił współczesnych twórców komiksu. 
-Brakowało mi w tym wszystkim mocniejszego podkreślenia znaczenia twórczości Jerzego Wróblewskiego dla polskiego środowiska komiksowego. Dlatego udało mi się namówić wielu rysowników, którzy wychowali się na komiksach Wróblewskiego i na nich uczyli się rysować, do podzielenia się swoimi wspomnieniami, przeżyciami. Liczę, że to grono się jeszcze powiększy - mówi Jasiński.
Zaproszeni twórcy, poza wspominkami, zaprezentują swoje wersje dzieł Wróblewskiego. Okładkę do książki Jasińskiego przygotowuje Piotr Nowacki – rysownik komiksów, który współpracuje z Maciejem przy serii „Detektyw Miś Zbyś na tropie”. Specjalizujący się w stylu groteskowym Nowacki bardzo chętnie podjął się tego zadania.
Grafiki na okładkę książki - rys. Piotr Nowacki
-  Komiksy Jerzego Wróblewskiego towarzyszyły mi od początku mojej przygody z tym medium - wspomina. - Pierwszy był chyba „Skradziony skarb”, który znałem na pamięć. Obezwładniający gaz z zapalniczki wystrzelony przez gorącą blondynkę, podwodne walki nurków, gigantyczna butla holowana przez śmigłowiec - te rzeczy robiły ogromne wrażenie na małym miłośniku komiksów. Jednak w związku z tym, że od małego w żyłach płynął mi raczej cartoon niż realizm, to najbardziej pokochałem tę część twórczości mistrza rysowaną bardziej karykaturalną kreską. Odcinki „Binio Billa” były przeze mnie wycinane ze „Świata Młodych” i wklejane do zeszytów. Pamiętam do dziś letnie poranki, kiedy pędziłem do pobliskiego kiosku Ruchu po kolejne numery gazety harcerskiej, w których mogłem znaleźć następny epizod „Kręci western i… w kosmos”. Wrył mi się w pamięć tekst reżysera podczas filmowania sceny bójki w saloonie: „Walcie się butelkami, są z cukru. Szyby w oknach także.” Cieszę się jak dziecko z faktu, że kultura gniewu wyda w albumach przygody szeryfa z Rio Klawo. Jeszcze bardziej cieszę się z faktu, że książka o Jerzym Wróblewskim napisana przez Macieja Jasińskiego będzie miała okładkę z moimi rysunkami. 
Wspomnieniowa plansza autorstwa Łukasza Godlewskiego
Binio Bill 
Zapowiedziany przez kulturę gniewu na 1 kwietnia „Binio Bill kręci western i …w kosmos” to komiks z serii bardzo dobrze kojarzonej przez wielu polskich rysowników komiksowych. Wśród nich jest m.in. Maciej Mazur, podobnie jak Wróblewski znany z rysowania w różnych stylistykach – od cartoonu („Rechot”) po rysunek realistyczny („Słynni polscy olimpijczycy”, „Przymierze pajęczej nici”).
- Jerzy Wróblewski? Dla mnie to przede wszystkim Binio Bill, publikowany w „Świecie Młodych”. Jako, że mój kontakt z komiksem zaczął się raczej późno i - początkowo – raczej pobieżnie, miałem styczność przede wszystkim z tym, co było publikowane na ostatniej stronie tej „harcerskiej gazety nastolatków”. I do dziś uważam, że ten absolutnie autorski komiks to jego najszczersze i najlepsze dzieło – wspomina Mazur.
Premiera „Binio Billa” jest również radosną informacją dla Macieja Jasińskiego.
- A nawet bardzo radosną, bo moje wycinki ze „Świata Młodych” są dość nieporęczne do czytania. W końcu jedne z moich ulubionych komiksów z dzieciństwa będą wydane w wersji albumowej – oznajmia Jasiński, który zresztą miał swój wkład w powstanie albumu.
- Pożyczałem swoje „Światy Młodych” do skanowania, a także napisałem obszerny tekst o historii Binio Billa, który będzie uzupełnieniem pierwszego albumu. Nie mogę się już doczekać i mam plan aby przeczytać wreszcie ten komiks z moim synem, który bardzo lubi historie z Dzikiego Zachodu – dodaje.

"Cena wolności", "Zesłańcy", "Kapitan Żbik"
25 lat temu

A co z innymi komiksami mistrza Wróblewskiego? Wielu ludzi wychowanych w latach 80. uważa takie albumy jak "Skradziony skarb" czy "Legendy wyspy labiryntu" za wręcz kultowe. Czy dziś również byłyby popularne?

"Figurki z Tilos"
- Komiksy są przypisane czasom, w których powstały - mówi Jasiński. - W jakimś stopniu odpowiadają modom, trendom czy zapotrzebowaniom wydawców i czytelników. Na pewno nie były by kultowe, gdyby miały premierę obecnie. Może tylko niektóre. Choć wiele z nich to komiksy, które oparły się upływowi czasu, a ogromna w tym zasługa ilustracji Jerzego Wróblewskiego.

Podobne zdanie ma Maciej Mazur. 
- Kiedy przyjrzeć się albumom robionym choćby do scenariuszy Stefana Weinfelda (a chyba najwięcej prac zrealizował Wróblewski do jego scenariuszy), widać upływ czasu i progres, jaki nastąpił od tamtej pory w sposobie (sposobach) robienia komiksów. Mam na myśli przede wszystkim sposób pisania scenariuszy, dziś chyba zupełnie archaiczny. Rysunek Wróblewskiego wciąż robi wrażenie. Cóż, los sprawił, ze nigdy już nie przekonamy się, w jaki sposób Wróblewski tworzyłby dziś (i co by tworzył) – mówi Mazur.
W tym roku mija 25 lat od śmierci Jerzego Wróblewskiego. Czy książka Macieja Jasińskiego i „Binio Bill” z kultury gniewu będą jedynymi publikacjami poświęconymi mistrzowi? Wszystko w rękach wydawców.
- Na pewno warto wznowić jego prace. Wartość - choćby tylko sentymentalna - dla pokolenia dzisiejszych 30-40-latków jest niewątpliwa. Czy ma jeszcze „potencjał rynkowy”? Nie umiem zupełnie na takie pytanie odpowiedzieć, nawet mocno spekulacyjnie. Na pewno zasłużył. Jest w końcu chyba ostatnim starym mistrzem, który zupełnie nie istnieje, poza rynkiem antykwarycznym – konkluduje Maciej Mazur.
Ostatni stary mistrz odszedł 10 sierpnia 1991 roku. Trzy dni wcześniej obchodził 50. urodziny. Do dziś jest w sercach wielu. Zdecydowanie jego prace warto wznowić.
Zrekonstruowana plansza "Tajemnicy głębin" z "Relaxu"

środa, 21 stycznia 2015

Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański - Jasiński/ Nowacki/ Rybb

Pierwsza część serii "Detektyw Miś Zbyś na tropie" zagnieździła się w głowie mojego recenzenckiego konsultanta (wówczas 3-latka) na tyle, że kilka razy wracał do lektury, a na wieść o rychłej premierze drugiego tomu wyraził zainteresowanie jego posiadaniem. Co prawda nie było to zainteresowanie porównywalne do uczuć, jakie żywi do Smerfów, Gumballa i SpongeBoba, ale jednak jakieś. 
Zabierając się za "Złotego sokoła teksańskiego" mieliśmy zatem nadzieję na co najmniej porównywalną zabawę, urozmaiconą większą ilością rozkładówek-łamigłówek i ciekawszym w stosunku do tomu pierwszego poprowadzeniem głównych bohaterów serii. Warto nadmienić, że mój recenzencki konsultant nieco podrósł i z trzylatka stał się 4,5-latkiem, co zapewne miało swój wpływ na odbiór komiksu Macieja Jasińskiego, Piotra Nowackiego i Rybba.
Dużym plusem jest umiejscowienie akcji w rejonach Dzikiego Zachodu. W świetnie rysowane scenerie mały konsultant wsiąkł od pierwszej planszy. Scena napadu na pociąg była dla niego nie lada przeżyciem, a szereg postaci drugoplanowych co chwila wywoływał wytrzeszcz oczu. Nieco mniejszą uwagą (ponownie) obdarzył główne postaci westernu - Misia Zbysia i Borsuka Mruka, na których tym razem spadła misja złapania złodzieja figurki tytułowego sokoła teksańskiego. Powtórzenie motywu przewodniego z pierwszego tomu (tam ścigano złodzieja miodu) okazało się kiepskim rozwiązaniem. 4,5-letni konsultant bardziej zainteresował się listem gończym, wiszącym na ścianie u szeryfa i do końca żywił nadzieję, że motyw Tukana Tuco, za którego głowę zgarnąć można było 500 dolców, powróci i rozpędzi fabułę komiksu. Co jeszcze zapadło w pamięć recenzenckiego doradcy? Wykolejenie pociągu, pościg kolejką w kopalni, indiańskie wigwamy i fantastyczne rozkładówki. Jeśli zaś chodzi o ziewnięcia podczas lektury - wynotowałem je tylko w momentach konwersacji misia z borsukiem. Było też jedno zdziwienie - na ostatniej planszy: "Jak to? To już koniec?"
Opinia starego recenzenta pokrywa się ze spostrzeżeniami młodego pomocnika. Serię ponownie dźwiga na swoich barkach świetny drugi plan, a dużo dobrego robią znakomite, klarowne i komunikatywne rysunki. Niestety, istotnym minusem "Złotego sokoła teksańskiego" jest zakończenie. Zbyt nagłe, za szybkie i słabo napisane (a dodatkowo w dość dyskusyjny sposób usprawiedliwiające napad z bronią w ręku i kradzież). Trudno oprzeć się wrażeniu, że byłoby lepsze, gdyby zostało poprzedzone choćby jedną dodatkową sceną.
Drugi album z przygodami Misia Zbysia i Borsuka Mruka to uczta dla oczu, ale też fabularna powtórka z rozrywki. Czy jednak ten drugi fakt należy traktować jako zarzut? Niekoniecznie. Ten komiks przeznaczony jest nie dla fanów serii, którzy mają zamiar się z nią zestarzeć, a dla dzieciaków w określonym wieku. Być może autorzy nie poszli do przodu, sprawiając wrażenie stagnacji i powtarzalności, bo taki właśnie był zamysł? Jeśli tak, "Złoty sokół maltański" uraduje "nowych" 3-4-latków, natomiast tym, którzy spodziewali się, że ich bohaterowie podrośli razem z nimi o te 1,5 roku zapewni nieco mniej przyjemności. Przy czym niewątpliwie wszyscy (wliczając w to starych recenzentów) będą zachwyceni ilustracjami duetu Nowacki/ Rybb.
"Detektyw Miś Zbyś na tropie: Złoty sokół teksański". Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Piotr Nowacki. Kolory: Norbert Rybarczyk. Wydawca: krótkie gatki, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Kibicujemy (370)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Pierwszy tom "Detektywa Misia Zbysia na tropie", zatytułowany "Lis, ule i miodowe kule" to chyba najchętniej recenzowany komiks mijającego roku. Zgodnie z planem, autorzy - Maciej Jasiński, Piotr Nowacki i Norbert Rybarczyk - pracują już nad drugą częścią. Dziś Ziniol ma przyjemność zaprezentować pierwszą planszę drugiego tomu ("Złoty sokół teksański") oraz kilka słów od scenarzysty komiksu... 
Maciej Jasiński: Scenariusze kolejnych przygód detektywa Misia Zbysia miałem gotowe już rok temu. Jednak i tak postanowiłem jakiś czas temu napisać zupełnie nową historię – w której będzie więcej tego wszystkiego, co najbardziej podoba się dzieciom. To w końcu tytuł dla nich, dla tych najmłodszych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z komiksem. I na podstawie własnych obserwacji oraz różnych recenzji i wpisów na blogach, myślę że to co zrobiliśmy z Piotrem i Norbertem tym maluchom przypadło do gustu. To bardzo cieszy i motywuje do dalszej pracy. 
Akcja drugiej część serii będzie się rozgrywać na Dzikim Zachodzie (uwielbiam Dziki Zachód i jego scenerię). Miś Zbyś i Borsuk Mruk wpadną od razu w sam środek akcji i rozpoczną śledztwo, które będzie dotyczyło tytułowego Złotego Sokoła Teksańskiego. 
Będzie jeszcze więcej akcji, więcej dwustronicowych rozkładówek, a także więcej humoru. Mam nadzieję, że rodzice wychowani na westernach z Johnem Waynem czy tych z Clintem Eastwoodem, też znajdą tych kilka nawiązań do filmowej klasyki. 
Piotr już rysuje, ale miesiąc premiery póki co trudno określić. Na razie do obejrzenia pierwsza plansza w tuszu.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

środa, 2 października 2013

Detektyw miś Zbyś na tropie - Jasiński/ Nowacki/ Rybb

Podchodząc do pisania recenzji pierwszego tomu przygód Misia Zbysia, zatytułowanego "Lis, ule i miodowe kule", postanowiłem uniknąć błędów kolegów po fachu, mierzących się z komiksem dla dzieci i skonsultować się ze specjalistą. Błędy te to zdania pokroju "scenariusz mnie nie porwał, bo nie jestem już dzieckiem" lub "być może jestem za stary" itp. Konsultantem został mój syn - lat 3, miesięcy (prawie) 2.
Miś Zbyś i jego pomocnik - borsuk Mruk dostają zadanie od królowej pszczół: ktoś kradnie miód z uli. Trzeba tego kogoś znaleźć i rozwikłać zagadkę. Miś i borsuk zlecenie przyjmują i ruszają w pościg za złodziejem. Dialogów w komiksie jest niewiele, kadry są ogromne, ale na szczęście Misia Zbysia nie czyta się ekspresowo. Autorzy zadbali o kilka bardzo owocnych parkowań na planszach: są to fantastyczne rozkładówki, wywołujące czynny udział dziecka w lekturze komiksu. W opinii trzylatka jest to najciekawszy element albumu. Frajdę sprawiło mu wyszukiwanie postaci, wyłapywanie kto kogo goni i którędy musi biec, by go złapać. Wspaniała sprawa do umieszczenia na ścianie - jako plakat bądź malowidło w pokoju dziecka.
Trzylatek zwrócił dużą uwagę na warstwę graficzną, doceniając np. precyzyjne rysunki książek poustawianych na biurkach i regałach czy też ciekawą konstrukcję beczki, do której lis odprowadza miód. Istotne dla niego było wyszukiwanie nawiązań do tego, co już widział. I tak na przykład cała fabuła, wymyślona przez Macieja Jasińskiego wydaje się zaczynać tam, gdzie zazwyczaj kończy się pewien stały element serialu "Dora poznaje świat". We wspomnianej animce, na tytułową Dorę i jej kolegę czyha złodziejaszek lis, który zazwyczaj powstrzymywany jest przed niecnym uczynkiem gromkim: "Rabusiu! Nie kradnij!". U Jasińskiego lis kradnie, a rzucający się w pogoń za nim bohaterowie spotykają na swej drodze chociażby śmieszną sowę, tukana Tuk-Tuka, przywołującego wspomnienie Puk-Puków z "Adasia i Tosi" czy też pancernika, wyczulonego na maruderów, jakimi są główni bohaterowie.
Z całą pewnością mogę powiedzieć, że trzylatka urzekł drugi plan - wszędzie widział coś znajomego ("O! Kaczka z "Shauna the Sheepa!") lub po prostu "śmieszne hipki", natomiast niespecjalnie spodobali mu się główni bohaterowie - miś Zbyś i borsuk Mruk byli jedynie nudnymi przerywnikami w drodze do ciekawych przestrzeni i postaci. Dodam, że odczucia trzydziestolatka + były podobne.
Podsumowując: trzylatek znalazł w "Misiu Zbysiu" mnóstwo ciekawych rzeczy, przy czym najbardziej ucieszył się z zaproszenia do zabawy, jakie wystosowali do niego autorzy w świetnie skomponowanych rozkładówkach. Główni bohaterowie go nie porwali, ale drugoplanowi już owszem. Po pierwszym czytaniu teksty w dymkach wydały mu się zbędne i wolał komiks jedynie oglądać. Być może więc wskazówką dla autorów byłoby pakowanie w dymki większej ilości tekstów bądź zrobienie z "Detektywa misia Zbysia na tropie" komiksu niemego.
"Detektyw miś Zbyś na tropie: Lis, ule i miodowe kule". Scenariusz: Maciej Jasiński. Rysunki: Piotr Nowacki. Kolor: Norbert Rybarczyk. Wydawca: krótkie gatki (kultura gniewu), Warszawa 2013
Tak kibicowaliśmy Misiowi Zbysiowi:

piątek, 6 września 2013

Kibicujemy (331)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
O dwóch pierwszych tomach kolekcji „Z archiwum Jerzego Wróblewskiego” opowie dzisiaj Maciej Jasiński, który ostatnimi czasy przy współpracy życzliwych osób oddawał się żmudnemu przygotowaniu materiałów do druku...

Wielu czytelników komiksowych zna Jerzego Wróblewskiego jako autora zeszytów o kapitanie Żbiku czy komiksów sensacyjnych wydawanych w latach 80. Jednak to tylko ułamek jego twórczości. Tysiące pasków i ilustracji tworzonych dla lokalnych gazet jest dziś dostępnych jedynie w zbiorach nielicznych bibliotek i grupki kolekcjonerów. Stąd też właśnie pomysł, aby stworzyć cykl albumów, które pozwolą na zebranie tych materiałów.
Pracy było strasznie dużo, bo rekonstrukcja pasków na podstawie druku sprzed kilkudziesięciu lat zajmuje naprawdę dużo czasu. Im bardziej szczegółowy obrazek, tym więcej godzin wpatrywania się w monitor, zamazywania białych plam, dorysowywania linii, które częściowo zaginęły na etapie skanowania itp. 
Muszę przyznać, że ogromną motywacją do podjęcia tego wyzwania był fakt, że projekt zyskał aprobatę osób, które przyznają w Bydgoszczy stypendia na działalność artystyczną, a także na upowszechnianie kultury. W ramach tego projektu część nakładu zostanie rozesłana do bibliotek w całym kraju. Do dystrybucji powinno trafić po około 350 egzemplarzy pierwszego  i drugiego tomu. Specjalnie na MFKiG zostanie także wydrukowanych 300 egzemplarzy krótkiego komiksu „Huczące Colty”, który będzie można dostać na stoisku jako bonus do zakupu.
Ogromną pomoc w przygotowaniu komiksów okazał Tomasz Szalla - bydgoski fan twórczości Wróblewskiego i kolekcjoner pasków z „Dziennika Wieczornego”. Ma on w swoich zbiorach po kilka kompletów poszczególnych historii, dzięki czemu można było powybierać te najlepiej wydrukowane paski. 
W każdym tomie znajdą się po dwie historie: w pierwszym „James Hart” i „Nie z tej ziemi”, w drugim „Tom Texas” i „Rycerze prerii”.  Do tego dojdą jeszcze rewelacyjne dodatki: paski komiksowe z serii „Wróbelek” oraz ilustracje które Wróblewski tworzył dla „Dziennika Wieczornego” – wśród nich np. bardzo szczegółowe rysunki konkursowe drukowane w świątecznych numerach bydgoskiej popołudniówki. 
W chwili obecnej dwa komiksy są drukowane, z trzecim będzie jeszcze trochę pracy…
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki

czwartek, 22 sierpnia 2013

Kibicujemy (320)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Pierwszej części serii "Tajemnice DAG Fabrik Bromberg" Ziniol kibicował ponad rok temu. W międzyczasie komiks się ukazał, a autorzy rozpoczęli prace nad drugim odcinkiem - "Na tropie Wunderwaffe", którego premiera nastąpi już w najbliższą sobotę. Rysuje Jacek Michalski, pisze i opowiada poniżej - Maciej Jasiński:
Zbudowane w czasie drugiej wojny światowej obiekty zakładów zbrojeniowych D.A.G Fabrik Bromberg przez kilkadziesiąt lat były niedostępne dla mieszkańców Bydgoszczy. Otaczało je ogrodzenie Zakładów Chemicznych Zachem, które również prowadziły tajną produkcję na potrzeby wojska, stąd ograniczenie dostępu – na teren zakładu mogli wejść tylko pracownicy za okazaniem przepustki.
Po raz pierwszy na teren D.A.G. Fabrik mogłem wybrać się dopiero w 2006 roku, po częściowym przesunięciu ogrodzenia Zachemu. Betonowe konstrukcje pośrodku lasu zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dziś niestety wiele z tych obiektów już wyburzono.  Na terenie części z nich utworzono natomiast Exploseum – Centrum techniki wojennej (www.exploseum.pl).

Od czasu pierwszej wizyty na tym terenie, staram się zgłębić ciekawą historię tych zakładów. Więc gdy Jacek Michalski rzucił kiedyś pomysł narysowania komiksu, stwierdziłem, że trzeba to zrobić koniecznie, najlepiej nieco w stylu komiksowych przygód Hansa Klossa. Stąd między innymi na tylnej okładce zapowiedź kolejnych części.

Druga część serii, zatytułowana "Na tropie Wunderwaffe" w ubiegłym tygodniu trafiła do druku. Tym razem głównym tematem komiksu jest słynna operacja „Krem” w trakcie której członkowie Armii Krajowej zniszczyli nie tylko nowe instalacje do produkcji materiałów wybuchowych (wykorzystywanych między innymi w pociskach V1), ale także w wyniku wybuchu uśmiercili wszystkich inżynierów pracujących przy projektowaniu i budowie tej instalacji. Skutkiem tego Niemcy nie zdołali już odbudować zniszczonych budynków.

Cała seria jest zaplanowana na pięć części. Kolejna, która mam nadzieję ukaże się w przyszłym roku, będzie kończyć się walkami o Bydgoszcz w styczniu 1945 r. Następne części będą przedstawiały niezwykle ciekawe powojenne losy zakładów: rozkradanie wyposażenia przez Armię Czerwoną, późniejsze próby przywrócenia produkcji, historię pierwszego powojennego dyrektora zakładów, który w sfingowanym procesie został oskarżony o sabotaż i skazany na karę śmierci, aż po ogromną eksplozję trotylu, którą w nocy 19 listopada 1952 r. słyszeli wszyscy mieszkańcy Bydgoszczy.

Podobnie jak pierwsza część komiksu, także druga ukazała się dzięki wsparciu miasta Bydgoszczy, w ramach programu stypendialnego dla osób zajmujących się twórczością artystyczną, w którym uczestniczy Jacek Michalski.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki