Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KRL. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 maja 2018

Xero na niedzielę: Bazmag/ Furkot

Drogie fanki i drodzy fani komiksu rodzimego, niezależnego, podziemnego i alternatywnego: Bazmag to magazyn wydawnictwa Bazgrolle. Grypserski greps, smutna pieśń o korporacji, osiedlowe pogaduchy na ławeczce połączone z kung-fu rodem z VHS-u i zestaw trailerów filmów, które chcielibyście zobaczyć. Pisane z polotem, gdy za sterami siedzi Fil, a rysowane z miłością i pietyzmem, gdy biorą się za to Jaszczu i XNDR. Zeszyt bogaty w rozsądnie dozowany raster i opakowany w ręczny, wywołujący pozytywne wrażenie layout. Z piękną okładką. 

Są także słabsze momenty, ale takie zdarzają się wszędzie.
 

Nie jest to humor dla każdego, ale wszyscy fani znakomitego i najlepszego w Polsce nadcastu Bazgrolle powinni być zadowoleni. Największe plusy to zdecydowanie rysunki Jaszcza oraz znakomity, wręcz esencjonalny dla Bazgrolli, komiks Fila Parafia św. Andrzeja. Tak trzymać.

A jak nie trzymać? Złośliwi twierdzą że wers o tym komiksie w swojej piosence napisała ostatnio Kayah. Brzmi on: Po co, po co, po co, po co? 

Furkot to nowy komiks KRLa (Łauma) Maxa Atlanty (Las Marakas). Przyznam, że miałem z nim problem. Pierwsze strony przygód zesłanego na tułaczkę królewskiego syna brzmiały mi jak napompowany, nabzdyczony bełkot, spotęgowany specyficzną nowomową imitującą brak korekty. Dopiero gdy zrozumiałem, że to naprawdę jest brak korekty, dokończyłem lekturę rzuconego w kąt zeszytu. I muszę stwierdzić, że szału nie ma, choć potencjał jest – pod koniec elegancko wydanej publikacji autorzy proponują kilka kosmicznych rozwiązań rodem z komiksów Jodorowskiego i parę niezłych dialogów. Całość jednak sprawia wrażenie robionej na szybko, niedopracowanej i wypchanej na siłę. 

Zbyt szybko, chaotycznie i bez sensu. Ten komiks powinien odleżeć w głowie autora kilka miesięcy. A może lat. A następnie odbębnić drugie tyle u redaktora/korektora i dopiero później podbijać komiksowy niezależ.

środa, 16 marca 2016

Ósemka w szóstce

Sebastian Skrobol na okładce, Maciej Jasiński jako scenarzysta trzech historyjek oraz Agata Wawryniuk, Maria Rostocka, Karol Kalinowski, Szymon Kaźmierczak, Paweł Garwol i Łukasz Kowalczuk odpowiedzialni za rysunki (Kowalczuk i Kaźmierczak dodatkowo sami wymyślili sobie scenariusze) – tak przedstawia się skład komiksowego numeru „Szóstki” – magazynu stworzonego przez portal i magazyn F5 przy współpracy z Totalizatorem Sportowym, właścicielem marki LOTTO.
Projekt okładki: Sebastian Skrobol
Skąd w ogóle ten pomysł? Opowiada Agata Ruszkowska z portalu F5, która jest redaktorem prowadzącym magazynu:

- Wraz z Totalizatorem Sportowym zrealizowaliśmy już trzy numery 'Szóstki'. W najnowszym wydaniu postanowiliśmy postawić właśnie na komiks, ponieważ zaobserwowaliśmy, że ta dziedzina artystyczna rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie – pojawia się coraz więcej tytułów na naszym rynku, a polscy rysownicy są coraz częściej angażowani do dużych międzynarodowych wydawnictw, jak Marvel, DC Comics czy też Boom! Studios. Jako twórcy portalu i magazynu o trendach rynku i kultury nie mogliśmy być obojętni wobec tego zjawiska. Za jego pomocą w nowoczesny i atrakcyjny sposób mogliśmy opowiedzieć o marce LOTTO.

scen. i rys. Łukasz Kowalczuk
scen. i rys. Szymon Kaźmierczak
Komiksów w elegancko wydanym albumie jest sześć. Każdy opowiada o innym produkcie Lotto. Są historie czarno-białe i kolorowe. Ich zakres tematyczny jest szeroki – od historyjki obyczajowej osadzonej w polskich realiach na przestrzeni ostatnich 50 lat („Z pokolenia na pokolenia” Kaźmierczaka) aż po pulpowy cartoon („Zdrapka i jatka, a poszło jak z płatka” Kowalczuka). Autorzy komiksów zostali wybrani według konkretnego klucza.

- Chcieliśmy pokazać różne oblicza polskiego komiksu - mówi Agata Ruszkowska. - Jest to tak szerokie zjawisko artystyczne, że nie da się go zawrzeć w jednej definicji. Dlatego wybraliśmy do naszego magazynu przedstawicieli różnych stylistyk rysunkowych – począwszy od Pawła Garwola, reprezentującego drobiazgowy realizm, poprzez Marię Rostocką i jej delikatne akwarelowo-gwaszowe ilustracje, aż po Łukasza Kowalczuka z najbardziej odjechaną cartoonową kreską. Oczywiście tych kilka wybranych przez nas stylów komiksowych nie wyczerpuje tematu, bo można byłoby wyróżnić znacznie większą ilość rysowników, ale tradycyjnie musieliśmy ograniczyć się do tytułowej szóstki.

Szymon Kaźmierczak początkowo miał tworzyć komiks do „Szóstki” z Magdą Rucińską.

- Pierwotnie to ona miała narysować historię do antologii, ale z powodu natłoku zajęć zaprosiła mnie do kooperacji - ja miałem napisać scenariusz i rozrysować historię, a zadaniem Magdy miało być wycyzelowanie rysunków i położenie koloru. Ostatecznie jednak rysowniczka musiała zrezygnować z projektu, a całość przejąłem ja – mówi Kaźmierczak.

Autor podkreśla, że podczas prac nad komiksem miał wolną rękę. Pracował na bazie zdawkowego szkicu scenariusza, który zawierał podstawowe wydarzenia, jakie powinny znaleźć się w komiksie.

- Były mniej lub bardziej szczegółowe założenia o czym ma być komiks, ale swobody było dużo. Najwięcej w tym komiksie, który narysował Paweł Garwol – dodaje scenarzysta, Maciej Jasiński.

scen. Maciej Jasiński, rys. Paweł Garwol
Autorka „Rozmówek polsko-angielskich” Agata Wawryniuk w swojej historii („Szczęście sprzyja odważnym”) odpowiedzialna była jedynie za rysunki.

- Dobrze mi się pracowało, bo lubię rysować do cudzych scenariuszy. Mogę wtedy skupić się na aspektach czysto graficznych i po prostu cieszyć rysowaniem - stwierdza autorka.

Czy „Szóstka” będzie jednorazowym wydarzeniem, czy może komiks zagości na jej łamach na dłużej?

- Cały czas planujemy popularyzować w Polsce tę formę wypowiedzi artystycznej. Robimy to już od dawna online, ale chcemy również kontynuować ideę wydawania komiksu na papierze. "Szóstka" już teraz spotyka się z dużym zainteresowaniem ze strony czytelników, którzy będą ją mogli zdobyć na festiwalach komiksowych, a także bezpośrednio od nas. Mamy nadzieję, że polski komiks będzie nadal rósł w siłę, dlatego i my, i LOTTO, które jest narodowym mecenasem kultury, dokładamy do tego swoją cegiełkę – konkluduje Agata Ruszkowska.

Dla czytelników Ziniola mamy do rozdania 10 egzemplarzy magazynu. Wystarczy wymienić po jednym tytule komiksu stworzonego lub współtworzonego przez każdego z ośmiu wymienionych w tekście twórców. Na odpowiedzi czekamy pod adresem ziniolzine@gmail.com do poniedziałku 21 marca.

rys. Agata Wawryniuk
scen. Maciej Jasiński, rys. Maria Rostocka
scen. Maciej Jasiński, rys. Karol Kalinowski

czwartek, 26 listopada 2009

"Łauma" - KaeReL

Autor: Dominik Szcześniak

Najnowszy projekt Karola Kalinowskiego zadebiutował na tegorocznym MFKiG, co wcale nie znaczy, że nie był znany wcześniej. Poprzedziła go prezentacja pierwszego rozdziału komiksu w internecie, na stronie wydawcy (aktualnie na blogu komiksu). Na pierwszy rzut oka zabieg to dość karkołomny. Po wnikliwym przyjrzeniu się - bardzo trafny. Bo jakościowo te kilkanaście stron to bardzo smakowity kąsek, w pełni zachęcający do zakupu albumu.

"Łauma" to opowieść obyczajowa z folklorem w tle. Podpierając się jaćwieskimi legendami, autor opowiada o Dorotce - dziewczynce, która wraz z rodzicami wyrusza
z Warszawy do Łojm, wsi niedaleko Suwałk, by odwiedzić babcię. Na miejscu okazuje się, że babcia zmarła - i to zmarła "nie na standardowych warunkach" oraz że pod wpływem jej śmierci, ojciec Dorotki postanawia zrewidować swoje życie i z zapracowanego, pozbawionego czasu mieszczucha przemienić się w Złotą Rączkę, używając wiejskiej sielanki i zajmując się remontem nowego domu. Sielankę psuje jednak tajemniczy mieszkaniec - opiekun domowego ogniska, żyjący pod kredensem i będący niejako spuścizną babci Rozalii. Jest nim wąż, strzegący domostwa (jak i całych Łojm zresztą) przed Łaumą - postacią z jaćwieskich podań, uwielbiającą kulinarne przysmaki stworzone na bazie dziecięcego mięsa. Kiedy ojciec Dorotki zabija węża, będącego jednocześnie inkarnacją dziadka dziewczynki, zaczynają się kłopoty. Pomóc może jedynie mała Dorotka, bóg piorunów Perkun i... muzyka country.

Komiksu KaeRela się nie czyta. Przez niego się płynie. To jest idealna synteza treści i formy, zupełnie odmienna od ostatniego albumu autora, "Yoela". Warsztatowo jest to ekstraklasa, więc nie ma sensu tego zagadnienia analizować. Natomiast warto zwrócić uwagę na fakt, że targetem tego komiksu są
nie tylko dzieci czy tylko dorośli. Nie tylko wielbiciele historii i legend czy też zwolennicy li tylko dobrego obyczaju. Nie tylko fani grozy czy też tylko ci, którzy stawiają na humor. Odbiorcą "Łaumy" może być absolutnie każdy. KaeRel bez skrupułów wyciągnie dziecko nawet z najbardziej wiekowego starca, przestraszy i wywoła gromki śmiech. Zabawi, ale i nauczy.

KaeReL dawno temu wystartował ze swoimi "Kaerelkami" - z rysowanymi w bardzo charakterystyczny sposób postaciami - najpierw publikowanymi w "Produkcie", następnie wydanymi przez Daniela Gizickiego, później uskutecznił paraamerykański mainstream w "Yoelu", by teraz zaprezentować iście słowiańską kreskę. Świetne, oparte na
kontraście czerni i bieli grafiki stanowią w "Łaumie" fantastyczne tło dla rysowanych w konsekwentnie prosty (acz nieco inny, niż w przypadku dawnych Kaerelków) sposób postaci. W "Łaumie" znalazło się również miejsce na oniryczny występ Jakuba Rebelki oraz na "cross-over" z "Wartościami rodzinnymi" nr 3 Śledzia.

"Łauma" to prawdziwe komiksowe mięso; koktajl wyzuty z popkulturowej sieczki i igrający z przeróżnymi gatunkami komiksowymi w najczystszej postaci. Ten komiks od pierwszej do ostatniej strony przeżywa się razem z bohaterami. Jest niepokojący, a jednocześnie fantastycznie dziecięcy. Momentami wręcz utopijny i idealistyczny (co przejawia się choćby w świetnym zakończeniu, czy w postawie ojca Dorotki). Fantastyczna rzecz, do obowiązkowego postawienia na półce. Gdzieś między "Muminkami", a "Calvinem i Hobbesem".
"Łauma". Scenariusz i rysunki: Karol Kalinowski. Wydawca: Kultura Gniewu 2009