Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie roku 2012. Z PRZESZŁOŚCI

Jest 31 stycznia 2012 roku. Piszę do Was z przeszłości. Jeśli nie było końca świata, jeśli nie nastąpił krach Internetu, Ziniol nie wyzionął ducha i jeśli komiks w Polsce się nie skończył, czytacie te słowa 31 grudnia 2012 roku.
Kilka dni temu, pod koniec stycznia, a właściwie w samym środku drugiej jego połowy, poprosiłem kilka osób o podsumowanie roku, który dopiero się rozpoczął. Poprosiłem ich, by zabawili się we wróżkę i wyobrazili sobie, że jest koniec grudnia 2012 roku. Poprosiłem, by zerknęli na to, co się działo w ich komiksowym życiu i życiu komiksowej Polski na przestrzeni minionych 12 miesięcy i aby to opisali. Poza komiksami mogli poruszyć również inne tematy: Kto wygrał Euro? Czy internet został skutecznie ocenzurowany? Czy dobrze bawili się na MFKiG? Mogli zabawić się w tę wróżkę śmiertelnie poważnie, ale też popuścić wodze fantazji i potraktować sprawę z uśmiechem.
Tak, jest to (był?) swego rodzaju list w butelce. Ale również powrót do przyszłości. Oto wypowiedzi, jakie otrzymałem (większość zaproszonych olała akcję lub odpowiedziała po terminie, o czym jeszcze nie wiem) i jakie 31 stycznia 2012 roku ustawiłem do opublikowania na 31 grudnia 2012 roku, po czym o nich zapomniałem i zobowiązałem się do nieedytowania wpisu. Zapomnieli o nich również autorzy poniższych słów. Czas je przypomnieć i zweryfikować ich oczekiwania i marzenia. Proszę Państwa, zapraszam na podsumowanie roku 2012 w komiksie. Specjalnie dla Was, prosto z przeszłości:
Rok 2012: miesiąc po miesiącu, 
czyli pirazydrzwi najważniejsze wydarzenia
Napisał: KUBA JANKOWSKI
Styczeń: Chyba nikt nie spodziewał się, że „Konstrukt” Jakuba Kiyuca dopiero po całkowitym scyfrowaniu się ujawni cały swój geniusz (na pewno nie spodziewali się tego Bartek Biedrzycki i Maciej Pałka! A zaczęło się z dniem 31 stycznia, kiedy to wystartowało cyfrowe wcielenie serii. To niewątpliwie najważniejsze wydarzenie tego miesiąca.
Luty: Niespodziewanie nastąpił przełom w sprawie wielkiej sieci, która zalegała z płatnościami wydawcom. Nie dość, że płatności zostały uregulowane ze skutkiem natychmiastowym, to wydawcom zaproponowano na okres próbny bardzo dobre warunki wznowionej współpracy. Sieć postanowiła aktywnie włączyć się w życie komiksowego środowiska, czego efektem nawiązanie ścisłej współpracy z MFKiG (również w strefie gier) [patrz także: październik].
Marzec: mały sukces wydawnictwa Taurus Media, które ogłosiło w tym miesiącu publikację kilku „zalegających” tytułów – „Sunday” (Mora/De la Fuente), „Mr Punch” (Gaiman/McKean) i „Niewidzialne światy” (Patricio Betteo) – oraz zostało królem polowania – po długich negocjacjach z DC Comics udało się ustalić satysfakcjonujące warunki kontynuowania serii „100 Naboi”. Jakby tego było mało – również „Portugal” Cyrila Pedrosy padło łupem Byka.
Kwiecień: miesiąc gorączkowych przygotowań do kolejnej edycji festiwalu kultury komiksowej Ligatura, który znów nie przyciągnął tak wielkiej publiczności, jak chcieliby organizatorzy. Trzecia edycja, trzecia data. Jak będzie za rok? Tego nie wie nikt.
Maj: Festiwal Komiksowa Warszawa zrobił krok do przodu, ale znów pojawiło się sporo głosów krytycznych. Faktem godnym odnotowania jest zacieśnienie współpracy FKW z zagranicznymi instytutami, promującymi kulturę swoich krajów. Dzięki wspólnym wysiłkom udało się zorganizować w ramach FKW kolejny panel translatologiczny oraz wystawę komiksu  hiszpańskiego i portugalskiego, która trafiła potem jeszcze do Krakowa, Łodzi i Lublina.
Czerwiec: ogłoszono zwycięzcę nagrody tłumaczeniowej Instytutu Cervantesa. O ile w roku 2011 żaden ze zgłoszonych komiksów („Torpedo 2” i „Torpedo 3” oraz „Latarnia”) nie zyskał aprobaty jury, o tyle w 2012 zwyciężył komiks, który przetłumaczył autor niniejszego kalendarium – „Cafe Budapeszt” co prawda nie jednogłośnie i w atmosferze małego skandalu (podobno części jury oferowano łapówki za głosy!), ale jednak sprzątnęło główną nagrodę powieści noblisty Mario Vargasa Llosy „Marzenie Celta” w tłumaczeniu Marzeny Chrobak.
Lipiec/sierpień: absolutny sezon ogórkowy, w którym kompletnie nic się nie działo, a wydawcy milczeli, czekając na wrzesień i październik.
Wrzesień: sypnęło zapowiedziami na MFKiG i nowościami (niektóre to całkowite zaskoczenie!): „Dzienny Marek (Daytripper)” (Mroja Press), „Akademia parasolek (Umbrella Academy)” (Mucha Comics), „Załatwiacz (The Fixer)” (Post), „Atos w Ameryce (Atos in America)” (Taurus Media) czy „Prometea” (ATY). Tak dobrego roku wydawniczego nie było dawno!
Październik: oczywiście wspaniałe MFKiG, które przejdzie do historii przynajmniej z dwóch powodów:
- Taurus Media w końcu otrzymało nagrodę dla najlepszego wydawcy, która, jak szeptano w kuluarach, należała się Maciejowi Pietrasikowi i spółce już dawno temu, 
- sieć Empik, po lutowym przełomie, stworzyła własną nagrodę (na wzór francuskiej sieci FNAC, która przyznaje swoją na festiwalu w Angouleme), którą wręczyła podczas MFKiG całkowicie zaskoczonemu Jakubowi Kiyucowi za Konstrukt.
Listopad: Niżej (lub wyżej) podpisany, po kolejnej utarczce na temat wulgaryzmów w swoich felietonach, zrezygnował z funkcji szefa działu komiksowego na Polterze i przeniósł się do serwisu independent.pl, w którym jeszcze w czasie studiów próbował stworzyć dział komiksowy. Po latach, niżej (lub wyżej) podpisany, powrócił na gotowe, aby wspomagać dział komiksowy tego niezależnego serwisu.
Grudzień: Nie spodziewał się tego nikt, ale stało się – Egmont oficjalnie zrezygnował z zabawy w komiks dla dorosłych. W ofercie wydawnictwa pozostały tylko tytuły dla młodszego czytelnika. Za wieloletnie działania propagujące komiks w Polsce, wydawnictwu należą się gorące podziękowania.
Podsumowanie roku 2012
Napisał: MACIEJ GIERSZEWSKI
Rok 2012 był rokiem dobrym dla komiksowa. Uważam, że właściwie był to rok przełomowy. Komiksy wychodzą z getta. Powoli, bo powoli, ale jednak. Nie tylko wydawnictwa i portale branżowe (wielbicieli kolorowych historii), ale także wydawnictwa komercyjne zaczęły „inwestować” w komiks. Bardzo dobrym przykładem jest seria „Powieść graficzna” wydawnictwa W.A.B. Dzięki takiemu działaniu i większej łatwości, jaką posiadają wydawnictwa komercyjne, w kontaktach z mediami, zaczęto pisać i mówić o „historiach obrazkowych” w gazetach codziennych i TV. Co spowodowało wytworzenie potrzeby obcowania z komiksem u osób, które jeszcze rok temu uważały go za historie przeznaczone dla dzieci i młodzieży. Drukowanie powieści graficznych przez duże wydawnictwa, a co za tym idzie, możliwość obniżenia ceny egzemplarzy, spowodowało, że wydawnictwa branżowe, takie jak timof i Centrala musiały co rusz obniżać ceny, przygotowywać atrakcyjne promocje dla swoich produktów.
Obfitość, ilość albumów, które się w bieżącym roku ukazały, ma niepokojący wpływ na małe i mniejsze wydawnictwa takie jak Ważka czy Ongrys. Stoją one nad przepaścią, nie jestem pewien, czy czasem w 2013 roku nie znikną, nie umrą śmiercią naturalną.
Bardzo cieszy fakt, że komiks Grzegorza Janusza i Marcina Podolca ukazał się Wielkiej Brytanii, że zbiera pozytywne recenzje. Równie pozytywna jest informacja o wydaniu we Francji książki „Navires Polonais de Silence”. Cieszy tym bardziej, że książka powstała we współpracy wydawnictw Centrala i Kultura Gniewu oraz strony Polish’d Silence.
Smuci informacja, jaką podał Michał Słomka, który w wywiadzie dla „Ziniola” opowiadał, że na konkurs „Długi Debiut” nie przysłano żadnego albumu spełniającego podstawowe, formalne kryteria, a łączna liczba przesłanych albumów wynosiła 5 sztuk.
Organizatorzy MFKiG w Łodzi prawie do ostatniej chwili ukrywali informację, że tegorocznym gościem specjalnym będzie Mike Mignola, ale i tak Łódź dawno nie przeżyła takiego oblężenia fanów, jak w tym roku.
Najlepszy komiks zagraniczny wydany w 2012 roku to „Baby's in black”.
Najlepszy komiks polski wydany w 2012 roku to „Wszystko zajęte”.
Największe komiksowe rozczarowanie roku 2012 to „Habibi”.

czwartek, 27 grudnia 2012

Zapowiedzi 2013: timof comics/ Mroja Press

Przedstawiamy zapowiedzi timof comics na rok 2013. To, co poniżej to spis pewniaków, który prawdopodobnie zostanie uzupełniony kilkoma innymi pozycjami.
2013 rozpocznie się tym, co było zapowiadane na koniec 2012 - "Strefa bezpieczeństwa Gorażde" Joe Sacco i "Komiks w szponach miernoty" Jerzego Szyłaka powinny mieć premierę na przełomie stycznia i lutego. Zestaw zostanie wsparty najnowszą produkcją Adama Święckiego z cyklu "Przebudzone legendy". "Oczy dla kruka" zapowiadają się bardzo ciekawie - więcej o tym komiksie możecie poczytać w ziniolowym kibicowaniu.
W marcu: "Doomboy" Tony'ego Sandovala oraz tajemniczy komiks portugalskiego autora.
Kwiecień: "Are You My Mother?" Alison Bechdel, znanej z "Fun Home" (wydanego w koprodukcji timofa i Abiektu w 2008 roku). 
Maj to bardzo mocne uderzenie w postaci trzech "musiszmieciów": "Dzienniki rosyjskie" Igorta ("Dzienniki ukraińskie" recenzowaliśmy tutaj), "Portugal" Cirila Pedrosy oraz "Noir" Łukasza Bogacza i Wojciecha Stefańca. Trailer do tego ostatniego komiksu obejrzeć możecie tutaj.
W czerwcu po latach perturbacji, światło dzienne ujrzy finał "Domu żałoby". Być może w tym samym miesiącu wydany zostanie kolejny tom "Profesora Bella" oraz książka Jerzego Szyłaka "Gra ciałem". Kontynuacji kolejnych znakomitych serii można spodziewać się w sierpniu, kiedy to planowana jest publikacja "Lincolna 3", oraz we wrześniu, gdy światło dzienne powinien ujrzeć ósmy tom "Rewolucji" Mateusza Skutnika.
Na październik wydawca przygotuje (zapowiadany już na 2012) komiks "Vincent i van Gogh" Smudji. W listopadzie spodziewać się możecie trzeciego tomu "Fotostory", a między majem a październikiem - "Palestyny" Joe Sacco.
W ramach imprintu Dolna Półka zapowiadane są dwa kolejne numery antologii "Profanum" oraz druga część serii "Pobite Gary" Małgorzaty Szymańskiej.

środa, 26 grudnia 2012

Dom żałoby 8 - plansze i wieści

"Dom żałoby 8" zapowiadany był na przełom listopada i grudnia. Okazuje się jednak, że pech tego projektu nie opuszcza. Choć wszystko było już niemalże gotowe, deadline'y nie miały zostać przekroczone, to w ostatniej chwili - z różnych przyczyn - kilku rysowników wypadło z gry. W związku z tym walczymy dalej w temacie, a żelazny termin publikacji komiksu przekładamy na czerwiec 2013 roku. Kilku grafików ukończyło już swoją pracę, w związku z czym mam przyjemność zaprezentować przykładowe plansze z albumu. Na osłodę.
Daniel Grzeszkiewicz
Katarzyna Babis
Wojciech Stefaniec
Grzegorz Pawlak

wtorek, 25 grudnia 2012

Golgota kota - Katarzyna Babis

Przedstawiamy komiks Katarzyny Babis, zatytułowany "Golgota kota". Ta krótka forma brała udział w tegorocznym konkursie na krótką formę komiksową Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Ziniol życzy

Z okazji świąt, wszystkim Czytelnikom Ziniola życzymy wszystkiego dobrego. Do życzeń dołącza się Leszek, melorecytując kolędę na własną modłę:
Powyższe kadry pochodzą z komiksu "Wszyscy jesteście gwiazdorami" (scen. Szcześniak/ rys. Pałka), opublikowanego w dziesiątym numerze "Ziniola".

niedziela, 23 grudnia 2012

Miłość - Godlewski

Zniszczona fotka dziewczyny i ten tytuł. "Miłość". Moja wewnętrzna zwariowana nastolatka zacierała rączki na ckliwe czytadło do poduchy, lecz po kilku stronach komiksu Łukasza Godlewskiego przeżyła srogi zawód. To nie jest ckliwe, ani to nie jest czytadło. Przez "Miłość" przelatuje się niezwykle szybko - lektura komiksu trwa kilka minut, a seria pytań, pojawiających się w głowie po jej zakończeniu - pytań pokroju "o co chodzi?", "kim on jest?", "co tu się dzieje?" zostaje skwitowana zdaniem jednego z bohaterów, który wypowiada je pod koniec zeszytu.
Zdanie to brzmi: "chuj cię to obchodzi".
Godlewski nie robi komiksu o miłości pięknej, miłości żywiołowej, miłości podniosłej. W historii Ani, upokarzanej przez rówieśników uczennicy podstawówki, istnieją tylko pedofilskie zapędy szatniarza, uczucie żony do zmarłego męża i miłość starej wiedźmy do demona, którego udaje jej się wywołać. "Miłość" zaczyna się jak komiks zaangażowany społecznie. Mówi, że należy zwracać uwagę na pewne sprawy, zanim będzie za późno. Zanim dzieciak, nie mający oparcia w rodzinie ani akceptacji wśród kolegów, posunie się do ostateczności. Obudzenie demona wydaje się być metaforą podcięcia sobie żył - Godlewski przeskakuje z konwencji obyczajówki na tereny horroru. I gier video, jak donosi notka wydawcy.
Są tu wpływy "Silent Hill"; jest motyw reporterów, kręcących sensację w opuszczonym szpitalu. Są demony, eksplodujące ciała, lewitujące dziewczynki i krew wytryskująca z kibla. Po spokojnym początku, dzieje się naprawdę dużo. Aż za dużo.
Czytelności historii nie służy kreska - ołówkowe rysunki momentami pokazują, że Godlewski ma moc w łapie, ale gdzieniegdzie wyglądają co najwyżej jak szybko sklecony storyboard. W tego rodzaju komiksach, które zamiast wyjaśnienia komunikują odbiorcy, że "chuj cię to obchodzi", grafika powinna precyzyjnie odzwierciedlać intencje autora. Gdyby tak było, reakcją czytelnika mogłoby być zdziwienie, albo uśmiech, albo cokolwiek innego. Tymczasem odnoszę wrażenie, że do reakcji czytelnika uprawniony może być jedynie środkowy palec którejkolwiek z jego dłoni.
Debiut Łukasza Godlewskiego to całkiem fajne kilka stron - absolutnie nie odkrywające Ameryki, ale mówiące o ważnym problemie - oraz cała reszta, będąca komiksową grafomanią z kilkoma przebłyskami, świadczącymi o tym, że autor jest sprawnym rysownikiem.
"Miłość" to debiut wydawniczy Smallpressu. Jeden z dwóch. I to tym drugim - "Kwiatuszku" raczkujące wydawnictwo może się póki co bez wątpienia chwalić. A "Miłość" zawodzi.
"Miłość". Autor: Łukasz Godlewski. Wydawca: Smallpress.pl (www.smallpress.pl), Rumia 2012.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

czwartek, 20 grudnia 2012

Foto z Fotostory

"Fotostory: Dokładki nie będzie" istnieje naprawdę! Album można dotknąć, kupić, a nawet obejrzeć czy przeczytać. Dla czytelników "Ziniola", którzy śledzą serię od momentu ukazania się jej pierwszego odcinka w pierwszym numerze drukowanego magazynu ze stajni timofa, dwa odcinki zamieszczone w "Dokładki nie będzie" wydadzą się znajome. Pozostałe to nowość, nad którą pracowaliśmy przez ostatni rok. Spis rozdziałów wygląda następująco:
1. Stara. I nie rdzewieje.
2. W poszukiwaniu świętego Mikołaja.
3. Dokładki nie będzie.
4. Gośki.
5. Fuckin' Fuji.
6. Wy sobie chyba jaja robicie.
Jak więc widać dla każdego coś dobrego - jest i wątek świąteczny, i komiks kobiecy, trochę brudnego języka i niesamowitych przygód. Każdy z rozdziałów ma własną okładkę. W albumie znajdziecie również mnóstwo różnego rodzaju grafik z postaciami serialu.
Prace nad tomem trzecim rozpoczynają się już w styczniu 2013, który do rąk czytelników - przy sprzyjających warunkach - trafi w grudniu 2013.
Album można nabyć u wydawcy, bądź w sklepie gildii. A dlaczego warto to zrobić? Bo na przykład elegancko będzie się prezentował w tego rodzaju scenerii:

wtorek, 18 grudnia 2012

New Avengers: Wojna domowa - Bendis

Zarówno seria "New Avengers", jak i zjawiska poboczne pokroju "Rodu M" przygotowywały na to fanów Marvela: wojna domowa rozpoczyna się. Po przetrzebieniu populacji mutantów, czas na rejestrację superbohaterów. Pracuj dla rządu albo zostań zdrajcą - z tym ultimatum musi sobie radzić grupka facetów w trykotach. Jest ostro i pojawiają się mocne słowa. Rewolucja. Bezpieczeństwo narodowe. Rebelianci. Brian Michael Bendis układa poszczególne klocki afery całkiem sprawnie, choć jego poczynaniom często towarzyszy sucha kalkulacja zamiast pełnej żywiołów narracji. Nic więc dziwnego, że to rysownicy - w ilości siedmiu - kradną mu cały show. 
Poddanie się woli rządowej korporacji, wiążące się ze służbą nie ideałom, a wyrachowaniu i żądzy władzy (plus pieniądza) zestawione zostaje z kompletną i bezwarunkową służalczością, co staje się przyczynkiem wojny między kolegami. Sługusem systemu zostaje obrany Iron Man, przywódcą anarchistów - Kapitan Ameryka. Mimo, iż uczucia i rozsądek radzą sympatyzować z rebelią, powikłane losy amerykańskich superbohaterów, pełne tajemnic i potrójnych agentów, nakazują zupełnie poważnie rozważyć opcję tajnego planu tych, których uważamy za złych w tej wojnie. Planu, który pozwoli na wyczyszczenie sytuacji i powrót do czasów wesołego śmigania po Manhattanie celem bezstresowego wyłapywania złoczyńców. Lecz póki co, niech się chłopaki trochę nawzajem poobijają. 
To obijanie ma swoje podniosłe momenty, ofiary i męczenników, obecnych w każdej rewolucji. U Bendisa taką postacią jest na przykład Luke Cage, który świadom tego, iż równo o północy zapuka do niego załoga agentów Shield, woli zostać na swojej dzielnicy, o której dobro walczył do utraty tchu. Cage jest jednym z bohaterów, których zetknięcie z rządowym planem w kilku odrębnych historiach ukazane zostało na łamach "Wojny domowej". Pozostali to: Kapitan Ameryka, Spider Woman, Sentry, Iron Man i Kolektyw. 
Wielki wpływ na odbiór tych historii mają rysownicy je tworzący. Howard Chaykin, którego charakterystyczny styl kwadratowych podbródków pamiętają czytelnicy "American Flagg" to ciekawostka. Wprowadza świeżość, ale momentami razi groteską i zachwianiem proporcji. Olivier Coipel to realistyczny standard, znany miłośnikom Marvela w Polsce. Leinil Francis Yu to (przynajmniej dla piszącego ten tekst) odkrycie - własny styl, wizja i jedne z najlepszych splashy z suprbohaterami w kozackich pozach ostatnich lat. I wreszcie Marc Silvestri - jeden ze "świętych" w okresie panowania Tm-Semic, w "Wojnie domowej" prezentuje swoją standardową formę. Stopka informuje jeszcze o trzech rysownikach: Pasqual Ferry, Paul Smith, Jim Cheung - porządni rzemieślnicy. 
Perfekcyjny epizod z udziałem Luke'a Cage'a zrównoważony został pełnym absurdalnych, pozbawionych logiki i konsekwencji zwrotów akcji w kawałku o Spider Woman. Nieźle rozegrany fragment o Iron Manie dostał fatalnego towarzysza w postaci odcinka o Kolektywie... pod względem scenariusza "Wojna domowa" jest jak antologia, w której pewne komiksy górują nad innymi. Nie jest to jednak wahanie formy Bendisa, a raczej matematyczne dążenie do wyznaczonego przez korporację celu. 
"New Avengers: Wojna domowa" jest ostatecznym przygotowaniem czytelników przed premierą "Wojny domowej". Bardzo atrakcyjnym wizualnie, dobrze podsumowującym to, co wydarzyło się dotychczas. Momentami wciągającym, momentami mniej. Ot, po prostu: korporacyjna machina działa sprawnie. 
New Avengers (5): Wojna domowa. Scenariusz: Brian Michael Bendis. Rysunki: Howard Chaykin, Leinil Yu, Olivier Coipel, Pasqual Ferry, Paul Smith, Jim Cheung, Marc Silvestri. Tusz: Howard Chaykin, Leinil Yu, Mark Morales, Livesay, Joe Weems, Marco Galli. Kolor: Dave Stewart, Dave McCaig, Jose Villarrubia, Dean White, Justin Ponsor, Frank D'Armata. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics 2012 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Amerykański wampir 2 - Snyder/Abluquerque/ Santolouco

Drugi tom Amerykańskiego wampira - serii, której nie dawałem nadziei - posiada wszystko to, czego zabrakło pierwszemu. Świetnie zarysowanych bohaterów, porywające wątki fabularne i krwiste dialogi. Być może to kwestia braku nazwiska Stephena Kinga na liście płac, a być może sprawa naturalnego rozwoju serii, podczas którego postaci stają się mniej papierowi, a odbiorca bardziej do nich przywiązany. 
Dwie historie, składające się na omawiany album, w idealnych proporcjach schlebiają gustom tych, którzy od serii wymagają mnożenia nowych wątków przy jednoczesnym kontynuowaniu starych. Powiewem świeżości jest tu element kryminalny orbitujący wokół osoby komisarza policji w Las Vegas, a hołdem złożonym pierwszemu tomowi - odcinki, w których główną rolę odgrywa pewna ruda wampirzyca. W tym pierwszym przypadku - historii "Diabeł wśród piasków" - autorzy poszerzają wątek wampiryczny posługując się amerykańskim snem, wiernością kodeksowi oraz motywem samotnego kowboja. Wykreowana przez nich postać Cashela McCowana to w moim odczuciu główny reanimator kiepskiej serii, jak również postać bardziej charyzmatyczna niż sam Skinner Sweet, tytułowy amerykański wampir. 
Snyderowska wampirologia nie opiera się już na tanich trikach i szalonej akcji, która daleko w tyle pozostawia logikę. Wampiry, których gatunków na kartach serii bez liku (a wśród nich tacy, którzy spokojnie stąpają po ziemi za dnia) to cwani biznesmeni, będący cichymi spiritus movens ważnych inwestycji, których śladem podążają równie zresztą przebiegli członkowie Wasali Gwiazdy Zarannej, formacji specjalizującej i lubującej się w zabijaniu dzieci nocy. Intryga nabiera rumieńców z każdą stroną, a zajawka tomu trzeciego (będąca jedynym dodatkiem do tego tomu) zapowiada kolejne konkretne emocje. 
Ciekawie poprowadzony został również motyw drogi zemsty znanej z pierwszego tomu Hattie Hargrove. Mimo podążania ścieżką schematów (a może właśnie dlatego) historia "Wyjście" robi wrażenie, kreując kolejną pełnokrwistą postać, która zapada w pamięć swoim szalonym wizerunkiem. 
Tom drugi serii różni się od pierwszego proporcjami. Zamiast dwóch scenarzystów i jednego rysownika, daje czytelnikom jednego pisarza i dwóch rysujących gości. Wizja Snydera zyskuje tym samym na spójności, a nie do końca bliscy sobie stylistycznie twórcy, jakimi są Rafael Albuquerque i Mateus Santolouco bynajmniej nie wchodzą sobie w drogę. Ich praca została zaplanowana rozsądnie. Podczas, gdy jeden tworzy trzon historii, drugi dopowiada ją retrospekcjami. Historia "Wyjście" została narysowana w całości przez Santolouco, który nie ustępuje dynamizmowi Albuquerque, a dorzuca zamiłowanie do detalu. 
Nie ma co odszczekiwać - tak, jak tom pierwszy "Amerykańskiego wampira" zmarnował potencjał drzemiący w historii i pozostaje kiepskim komiksem, tak tom drugi daje wiarę w poczynania Scotta Snydera i kolegów, czyniąc z serii solidną, świetnie wykonaną produkcję.
Amerykański wampir 2. Scenariusz: Scott Snyder. Rysunki: Rafael Abluquerque i Mateus Santolouco. Kolory: Dave McCaig. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

niedziela, 16 grudnia 2012

Ziniol wspiera: Fans 4 WOŚP

Wspieramy zacną inicjatywę i zapraszamy czytelników Ziniola do tego samego. O szczegółach - organizatorzy w informacji prasowej: 
Kilka lat temu strona motyw drogi zorganizowała akcję Komiks4WOŚP. Zbiórka w środowisku fanów komiksów cieszyła się ogromną popularnością. Chcielibyśmy, nawiązując do tej inicjatywy, rozszerzyć ją na inne środowiska fanowskie – związane z literaturą, filmem i grami. Jako organizatorzy akcji, na co dzień prowadzimy duże portale skierowane do Fanów. Jesteśmy przekonani, że wspólnie możemy dotrzeć do szerokiej grupy potencjalnych darczyńców.
Przebieg akcji jest bardzo prosty. Za pośrednictwem specjalnego serwisu allegro będziemy w dniach 7-31 stycznia 2013 roku organizować aukcje, z których dochód zostanie przekazany na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Fundacja podczas najbliższego finału zbiera środki na ratowanie dzieci oraz godną opiekę medyczną seniorów. 
Akcja będzie promowana w serwisach poświęconych fantastyce oraz na profilu na Facebooku. 
Zwracamy się z propozycją współpracy do Was: do wydawców, serwisów internetowych oraz wszystkich Fanów. 
Jak możesz nam pomóc? 
Jeśli jesteś wydawcą:
• Prześlij na adres fans4wosp@gmail.com listę przedmiotów, które chciałbyś ofiarować na aukcję. Nie zależy nam na ich ilości, lecz atrakcyjności.
• Potrzebujemy krótkiej informacji o każdym z nich. Wspólnie ustalimy, które z nich zaproponujemy uczestnikom aukcji.
• Następnie prześlij na adres: sklep.gildia.pl, Kolejowa 9/11, 01-217 Warszawa ustalone przedmioty.
• To wszystko, zajmiemy się resztą.
• Informacja o wsparciu Twojego wydawnictwa znajdzie się w opisie przedmiotu na stronie aukcji oraz na naszym profilu na Facebooku. 
Jeśli prowadzisz bloga, stronę lub serwis:
• Napisz do nas na adres fans4wosp@gmail.com. Otrzymasz materiały prasowe i graficzne (button, bannery).
• Zamieść te materiały na swojej stronie.
• Pomóż nam w akcji informacyjnej, zamieszczając nadsyłane przez nas materiały prasowe. Będziemy z Tobą w kontakcie. 
Jeśli jesteś Fanem i chciałbyś coś ofiarować:
• Napisz na adres fans4wosp@gmail.com i zgłoś przedmioty, które chciałbyś przekazać. Potrzebujemy krótkiej informacji o każdym z nich.
• Ustalone przedmioty możesz wysłać na nasz adres lub zaproponować samodzielną wysyłkę po zakończeniu aukcji. Sam ustalisz, czy chcesz, aby koszty wysyłki pokrył zwycięzca aukcji.
• Poinformuj o naszej akcji Fanów, których znasz.
• Lub po prostu weź udział w jednej z aukcji! 
Jeśli chciałbyś pomóc w inny sposób: napisz na fans4wosp@gmail.com. 
Za logistykę odpowiada:
sklep.gildia.pl 
Akcję wspierają:
Gildia, Poltergeist, Paradoks, Bestiariusz, Aleja Komiksu, Kolorowe Zeszyty, Kawerna, Konwent Pyrkon, Klub Fantastyki "Druga Era", Blog Zaginiony Almanach, FilmyFantastyczne.pl, Efantastyka.pl 
Sponsorzy:
Fabryka Słów
Techland

sobota, 15 grudnia 2012

Dzienniki ukraińskie - Igort

Sprawozdanie z prawie dwuletniej podróży - tak określa "Dzienniki ukraińskie" ich autor. Reportaż komiksowy - dodaje wydawca. Igort, zbierając wspomnienia kilku Ukraińców, łącząc je z obserwacjami czasów współczesnych oraz zamieszczając nienachalne adnotacje historyczne, stworzył poruszający i szczery materiał.
"Wspomnienia z czasów ZSRR" rozpoczyna cykl jednoplanszówek, skupiających się na obserwacjach Igorta z podróży. Pisze i rysuje o Dniepropietrowsku (Rocket City), o ludziach, których spotkał i którzy szczodrze częstowali go anegdotami na temat życia na Ukrainie, ale również o emocjach, towarzyszących rozmowom: zdziwieniu kiedy trzy dni z rzędu nie ma wody, przerażeniu, gdy zdaje sobie sprawę, że być może właśnie uniknął śmierci odrzucając zaproszenie ukraińskiego patrioty na strzelnicę. "Rozdział współczesny" konkluduje zdaniem: "Wystarczy trochę zdrapać, aby odkryć pod warstwą radzieckiej powściągliwości chęć bycia wysłuchanym".
Tych, których wysłuchał, Igort wiernie przeniósł na karty krótkich komiksów, rozpoczynając od historii Serafimy Andriejewnej, która mając 4-5 lat przeżyła klęskę głodową na Ukrainie. Hołodomor to największa zbrodnia reżimu bolszewickiego, będąca efektem destrukcyjnej polityki gospodarczej - przymusowej kolektywizacji rolnictwa, wprowadzającej chaos na wsi. W miarę wzrostu kolektywizacji sytuacja chłopów - kułaków, ulegała pogorszeniu - w 1931 nie dojadali, w 1932 cierpieli głód, a w 1933 doszło do głodowego ludobójstwa. Te lata, w historycznym datowniku brzmiące sucho, w historii Serafimy nabierają okrutnych barw. Zobrazowana stonowanymi, nienachalnymi rysunkami historia najpotworniejszego roku jej życia, wstrząsa do głębi. Serafimie dedykowany jest ten album: "Dla Serafimy Andriejewnej, która zobaczyła i przeżyła".
Bohaterowie "Dzienników ukraińskich" - Nikołaj Wasilewicz, którego życie "stało się niestrawną intrygą", Maria Iwanowa, Nikołaj Iwanowicz - są jednocześnie jego autorami. Igort stoi w cieniu, spisuje, schodzi z oczu, kiedy poczuje, że może stać się źródłem niepotrzebnego kłopotu. Komiks jest tutaj formą przekazu, w związku z czym wszyscy, którzy zachwycili się kompozycyjnymi fajerwerkami w gangsterskim "5 to liczba doskonała", mogą zostać zawiedzeni widząc szablonowy układ kadrów. Jest to jednak układ idealnie pasujący zarówno do reportażowego charakteru albumu, jak i skromności jego autora.
Igort ucieka od stosowania ckliwych chwytów. Rozmówców traktuje z szacunkiem, a emocje, którymi stara się nie epatować, przedstawia opisując ich spojrzenia, zachowanie, współczesną codzienność. Również historyczne suplementy skupiają się na faktach. Znaleźć je można na stronach stylizowanych na notatnik, gdzie autor przywołuje treść odpowiednich do tematu rozporządzeń i bogato ilustruje je znakomitymi szkicami. Odkrywa historię Ukrainy skrupulatnie; tak, by każdy czytelnik zapamiętał to, co trzeba. Rysunki nie są sprowadzone jedynie do roli ilustrowania tekstu. Niektóre z nich stanowią dosadny komentarz autora, bądź stanowią sekwencje kadrów, wywołujących pożądany efekt.
Poza świadectwami tych, którzy przeżyli, "Dzienniki ukraińskie" przedstawiają również siłę propagandy - wzmianki o jednostkowych robotnikach, którzy wzbogacili się w kołchozie, zdjęcia szczęśliwców w gazetach; przepych i świetna organizacja serwowana przyjezdnym; wymarłe wioski tętniące życiem ze spreparowanych części. Igort cytuje również Waltera Duranty'ego, korespondenta "New York Timesa" w Moskwie, zdobywcy Nagrody Pulitzera, rozsławionego w oczach władz radzieckich wywiadem ze Stalinem, który swoimi artykułami, stwierdzającymi m.in. że "mówienie o klęsce głodowej jest śmiechu warte" wywołał narodziny kultu dyktatora na zachodzie.
Reportaż Igorta, zrealizowany po mistrzowsku, jest najważniejszą publikacją komiksową tego roku w Polsce. Nawet wśród zaznajomionych z tematyką wielkiego głodu, wyzwoli gigantyczne emocje. Piękne, poruszające świadectwo połączone jest z ukazaniem zmiany obrazu Ukrainy na przestrzeni lat - od spichlerza Europy po oblicze nędzy. Nie brak tu pytań, ale są i próby odpowiedzi. Igort stworzył pełne pokory dzieło. Komiks będący wulkanem pełnym emocji, zrealizowany z pełną świadomością medium i przy użyciu odpowiednich chwytów. Przede wszystkim jednak komiks, który mówi o historii ustami zwykłych ludzi.
"Dzienniki ukraińskie. Wspomnienia z czasów ZSRR". Autor: Igort. Tłumaczenie: Marzena Sowa. Wydawca: timof comics 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

czwartek, 13 grudnia 2012

Moja terapia - Płóciennik/ Gołaszewski

Szaweł Płóciennik to człowiek-orkiestra. Był wydawcą i redaktorem zina, pisze scenariusze, rysuje i maluje. Ma gigantyczny rozstrzał stylistyczny - pomijając obrazy, niemal każdy jego komiks narysowany jest inaczej - od cartoonu, poprzez niedbały, niczym z wciągniętej przez magnetofon kasety underground, skończywszy na wycyzelowanej grafice, drobiazgowo ukazującej każdy szczegół. Jego życie to, poza komiksem, również muzyka - jest wokalistą zespołów Żelazna Brama i Apacze z wolnej woli. To właśnie aspekt muzyczny zainspirował powstanie "Mojej terapii", a ściślej - spotkanie Szawła ze Sławomirem Gołaszewskim.
Już przy okazji "Spranych dżinsów i sztamy" Szaweł wykazał się nosem, "zatrudniając" do roli współscenarzysty swojego ojca, Jarosława. Podobną funkcję - bajarza, którego opowieści należy spisać - pełni w "Mojej terapii" legenda alternatywnej kultury. Gołaszewski, piewca reggae, znany ze współpracy z zespołami kalibru Izraela i Armii wpadł kiedyś na koncert Żelaznej Bramy, poznał tam Szawła i... zaczął opowiadać, między innymi o tym, jak pracował jako muzykoterapeuta w szpitalu psychiatrycznym. "Temat bomba! - pomyślałem sobie i postanowiłem zrobić komiks. Zaaranżowałem wywiad, nagrałem rozmowę na dyktafon i miałem już materiał na kolejną nowelkę komiksową." - pisał Szaweł w ziniolowym kibicowaniu. Gołaszewski w ich wspólnym projekcie nie jest więc scenarzystą sensu stricte, a impulsem, który pchnął sprawę do przodu.
Akcja - jak wspomniano - dzieje się w szpitalu psychiatrycznym, a uściślając: w Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej na ulicy Sobieskiego w Warszawie. Komiks pozbawiony jest dialogów (choć są momenty, gdy bohaterowie komunikują się między sobą rysunkami w dymkach), a na fabułę składa się ciąg wydarzeń od momentu przybycia Gołaszewskiego do szpitala do jego zburzenia. Pomiędzy, znalazło się miejsce na omówienie prowadzonej tam działalności oraz wgłębienie się w kilka interesujących przypadków, jak przystało na pierwszy polski komiks terapeutyczny. Tytuł daje do zrozumienia, że dostajemy opis zarówno zajęć terapeutycznych prowadzonych przez Gołaszewskiego, jak również jego osobistą terapię, opartą o obserwacje.
Z tematyką koresponduje kolorystyka komiksu - najmocniejszy jego punkt. Szaweł zdecydował się na "szpitalne barwy", idealnie podkreślające klimat opowieści i wspaniale współdziałające z dołączoną do "Mojej terapii" ścieżką dźwiękową. Kreska jest odmienna od tej, zastosowanej w "Spranych dżinsach i sztamie" - wszechstronność Szawła zaowocowała psychodelą, będącą jakby połączeniem Papcia Chmiela z Maciejem Pałką. Nawet czcionka - na pierwszy rzut oka nietrafiona i toporna - ma swoje miejsce w tej terapii.
Podobnie jak poprzedni album Szawła, tak i ten osadzony jest w PRLu, jednak gryzie temat z zupełnie innej strony (zresztą pierwotny tytuł tej noweli to "Pracowałem dla reżimu"). Jest spokojny jak muzyka reggae ("smutna i nudna, nic się w niej nie dzieje" - stwierdza główny bohater) i o to w nim chodzi. Na pewno nie jest to pozycja dla wszystkich, jak również nie jest to komiks o którym można napisać, że jest "świetny" albo "słaby". Jest to po prostu komiks, który musiał powstać. Komiks potrzebny.
Moja terapia. Scenariusz i rysunki: Szaweł Płóciennik. Na podstawie opowieści Sławomira Gołaszewskiego. Wydawca: Fundacja Tranzyt/ Centrala - Central Europe Comics Art, Poznań 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl
Tak kibicowaliśmy:

środa, 12 grudnia 2012

Mądre komiksy na mądre święta

Ziniol patronuje akcji Centrali i oddaje głos jej twórcom:
Akcja "Mądre komiksy na mądre święta" staje się już nową, świecką tradycją. Dlatego i w tym roku proponujemy miłe i mądre zakupy pakietowe naszych komiksów. Ilustrację "Mądre komiksy na mądre święta" przygotowała dla nas Joanna Karpowicz. 
Serię ikon zestawów przygotował dla nas Michał Rzecznik. Akcja "Mądre komiksy na mądre święta" trwa do 31 grudnia 2012 do godziny 13.00.
ZESTAWY:
Pakiet pierwszy: Czarny renifer w cenie 111,11 zł.
Składa się z następujących komiksów: Dzicy + Dzieci i ludzie + Goliat.
Do pakietu, w ramach gratisu, dodajemy: świąteczne i noworoczne pocztówki Ligatury + notes TM Semic.
Pakiet drugi: Czeski śnieg w cenie 99,99 zł.
Składa się z następujących komiksów:  Dzicy + Anna chce skoczyć + Alois Nebel (komplet 3 tomów). Do pakietu, w ramach gratisu, dodajemy: świąteczne i noworoczne pocztówki Ligatury.
Pakiet trzeci: Nowe sanie w cenie 55,55 zł, pakiet ten ma dwa warianty
1) Lewa płoza, składa się z następujących komiksów:  Dzieci i ludzie + Anna chce skoczyć. Do pakietu, w ramach gratisu, dodajemy: świąteczne i noworoczne pocztówki Ligatury.
2) Prawa płoza, składa się z następujących komiksów:  Goliat + Anna chce skoczyć.
Do pakietu, w ramach gratisu, dodajemy: świąteczne i noworoczne pocztówki Ligatury.

Daytripper: Dzień po dniu - Moon/ Ba

"Daytripper" jest przejażdżką po dniach z życia człowieka. Przejażdżką, mierzącą się z trudnymi tematami i starającą się odpowiedzieć na bolączki ludzkości dotyczące sensu życia, śmierci, znaczenia ulotnych chwil. Jak często umieramy? Jak chętnie określamy każdy przeżyty dzień małym cudem? By uzyskać odpowiedzi na te pytania wystarczy - jak radzi główny bohater opowieści - przeczytać rozdział "Daytrippera", wziąć głęboki oddech, otworzyć oczy i zamknąć tę książkę. I tak dziesięć razy. Ale czy to poskutkuje?
Bliźniacy Moon i Ba stworzyli pochwałę życia posługując się śmiercią, o której pisanie jest przecież "dość proste". Wykreowany przez nich bohater - Bras de Oliva Domingos - doświadcza śmierci wielokrotnie. Jest to śmierć traktowana metaforycznie, jako koniec pewnego etapu. Umieramy na myśl o śmierci bliskich, umieramy dla miłości, ze względu na przyjaźń i w ekstazie po pierwszym pocałunku. I dopiero po wielu śmierciach, kiedy wreszcie zaczynamy żyć, kres egzystencji przynosi banał, pokroju na przykład raka mózgu.
Profesją Brasa jest spisywanie nekrologów. Jako syn słynnego brazylijskiego pisarza, ma do tego smykałkę i radzi sobie wyśmienicie, jednocześnie zdradzając predyspozycje ku prawdziwemu powieściopisarstwu. Opisując (bardzo kwieciście) śmierć, dużo uczy się o życiu. Poznajemy jego relacje z ojcem - niedościgłym wzorem, przyjacielem - za którego oddałby dosłownie wszystko, ale doświadczamy również momentów, w których o Brasie mówią inni - jego żona, syn, matka. Mimo, iż w niektórych rozdziałach Bras się nie pojawia, "Daytripper" jest jego biografią. Kompletną charakterystyką bohatera, której podporządkowane jest każde zdarzenie i każda postać drugoplanowa. Jeśli chodzi o kreację postaci, jest to jeden z najbardziej sugestywnych portretów w komiksie.
Wszystko, co opisane w komiksie - czy jest to katastrofa lotnicza, absurdalny mord na pustyni czy narodziny w mroku - służy ukazaniu kilku prawd, wśród których dominuje ta, że życie nie należy tylko do nas. Sieć związków z innymi ludźmi, w jaką jest uwikłany Bras mając 32, 21 czy 11 lat uzmysławia (lub przypomina) to, co najważniejsze.
Fabio Moon i Gabriel Ba dotknęli delikatnego zagadnienia, w którym bardzo łatwo można przekroczyć granicę między opowiadaniem a moralizowaniem. Nie zabrakło dydaktyzmów w rodzaju "Życie jest jak książka, synu. A każda książka się kiedyś kończy", "Dom jest czymś więcej niż budynkiem" albo "Wszyscy rodzimy się równi. Ciała nie znają różnic społecznych", ale są one w zdecydowanej mniejszości. Przeważają morały proste, ale nie prostackie. Takie, o których w przeróżnych formach należy wciąż ludziom przypominać. W komiksie dominuje spokojna, niemal oniryczna narracja, a sugestywne rysunki w połączeniu z kilkoma wątkami fabularnymi autentycznie chwytają za serce. Świat bliźniaków Ba pochłania i nie pozwala z niego uciec.
Nie bez przyczyny rysunkowy wstęp do albumu przygotował Craig Thompson. Fabio Moon i Gabriel Ba operują podobną do twórcy "Habibi" lekkością tak w opowiadaniu, jak stawianiu kresek. Dynamizm, piękne krajobrazy, uchwycenie przelotnych emocji - wszystko w "Daytripperze" działa znakomicie, a tę graficzną maestrię podkreślają kolory Dave'a Stewarta.
"Daytripper" to pean na cześć życia, przy maksymalnym wykorzystaniu tematu śmierci. Dla tych, którzy potrafią przymknąć oko na kilka dydaktyzmów - piękny. Dla tych, którzy nie będą tak wyrozumiali - jedynie świetny, solidny, znakomity. Czy to mało?
"Daytripper: Dzień po dniu". Autorzy: Fabio Moon i Gabriel Ba. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

wtorek, 11 grudnia 2012

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Mina/ Manco/ Mutti

Trylogia "Millenium" Stiega Larssona to światowy bestseller. Trzymająca w napięciu powieść dorobiła się już adaptacji filmowej, za którą odpowiedzialny jest nie byle kto, bo sam David Fincher. Wersja komiksowa została przygotowana przez równie imponującą markę - oficynę Vertigo. Adaptację oddano w ręce szkockiej pisarki, Denise Mina oraz argentyńsko-włoskiego duetu rysowników Leonardo Manco/ Andrea Mutti. Drogi Miny i Manco skrzyżowały się w sztandarowej dla wydawnictwa, właśnie zamykanej serii "Hellblazer", Mutti znany jest chociażby z prac nad komiksami "Nathan Never" czy "DMZ".
Ciekawostką jest fakt, że w Polsce komiks ukazuje się ledwie miesiąc po amerykańskiej premierze i ze zmienionym tytułem. "Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" to wierne tłumaczenie szwedzkiego oryginału, jak również brzmienie jego przekładu w polskiej wersji książki. W Stanach adaptacja - zarówno filmowa jak i komiksowa - ukazała się jako "Girl With a Dragon Tatoo". Jak tłumaczono - chodziło o chwytliwość tego właśnie tytułu..
Akcja komiksu dzieje się w Sztokholmie oraz na zaśnieżonej wyspie Hedeby. Trzonem są trzy narracje i powiązania między biorącymi w nich udział osobami. Mikael Blomqvist, dziennikarz ekonomiczny pracujący dla gazety "Millenium", przegrywa proces z potentatem finansowym Wennerstromem, czym zwraca na siebie uwagę konkurencyjnego potentata - Henrika Vangera. Vanger prosi go o odszukanie zabójcy jego siostrzenicy, Harriet i rozwikłanie zbrodni, która miała miejsce ponad 40 lat temu. Jednocześnie obu panów lustruje hakerka i geniusz komputerowy - Lisbeth Salander. Pytania: "kto zabił Harriet Vanger?", "W jaki sposób dojdzie do współpracy pomiędzy Blomqvistem i Salander?" oraz "Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Wennerstrom?" zyskają odpowiedzi wraz z premierą drugiego tomu adaptacji.
Mina zdecydowała się wykonać zabieg, który dla jej adaptacji okazał się zbawienny: nie zadręcza czytelnika mnogością narracji, a pewne sceny ukazuje wręcz bez słów. Dokonane przez nią cięcia w stosunku do książki poskutkowały m.in. wyeliminowaniem kilku wątków, co z jednej strony było niezbędne, lecz z drugiej zastanawia w jaki sposób scenarzystka poradzi sobie bez nich w kolejnych tomach. Póki co jednak cały album świadczy o tym, że idzie jej bardzo sprawnie. Napięcie, towarzyszące lekturze książki zostało utrzymane, a połączenie wątków sensacyjnych z obyczajowymi sprawdza się idealnie.
"Trylogia "Millenium" to niebezpieczny kawał feministycznej propagandy, zapakowanej w populistyczną narrację" - twierdzi Denise Mina. Ekranizacja powieści omijała szerokim łukiem tytuł "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", jak również podawane na rozpoczęcie poszczególnych rozdziałów statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet ("18% szwedzkich kobiet przynajmniej raz doświadczyło groźby ze strony mężczyzny", "46% szwedzkich kobiet przynajmniej raz doświadczyło przemocy ze strony mężczyzny" itp.). Wersja komiksowa zachowała statystyki, a w polskiej wersji językowej - również i oryginalny tytuł, więc przynajmniej na tych płaszczyznach "feministyczna propaganda" jest widoczna. Faktem jest, że choć książka rzeczywiście traktuje o zjawisku nienawiści do kobiet, jej komiksowy odpowiednik póki co szczątkowo traktuje ten temat. Będzie tak, jak sądzę, do momentu opublikowania drugiej części cyklu.

Od strony graficznej jest to sprawna realizacja, w której widoczny jest podział prac pomiędzy obu rysowników. Każdy otrzymał swoje sceny do narysowania, skutkiem czego otrzymujemy przeplatankę fotorealistycznego stylu Leonardo Manco z "realistycznym", do jakiego przywykli fani wspomnianego wcześniej "Nathana Nevera", w wykonaniu Andrea Mutti. Widać, że twórcy grafik bazowali na wyobrażeniach z książki, w związku z czym czytelnik nie uświadczy inspiracji aktorami, odgrywającymi role w filmie.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" mają jeden podstawowy feler. Mimo sporej objętości, komiks kończy się, zanim tak naprawdę na dobre się rozpoczyna. Premiera drugiego tomu w Stanach przewidziana jest na maj 2013 (początkowo oba tomy miały być wydane w 2012; dwa kolejne, składające się na "Dziewczynę, która igrała z ogniem" - w 2013, a dwa ostatnie, tworzące "Zamek z piasku, który runął" - w 2014). Tym, którym doskwierał będzie brak odpowiedzi na postawione w części pierwszej pytania, bądź którzy stęsknią się za komiksowymi wizerunkami Mikaela Blomqvista i Lisbeth Salander, na szczęście pozostaje zakup książek.

Druga część "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" ukaże się nakładem wydawnictwa Czarna Owca jednocześnie z premierą amerykańską w maju 2013 roku.
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" księga I. Scenariusz: Denise Mina. Rysunek: Leonardo Manco, Andrea Mutti. Okładka: Lee Bermejo. Tłumaczenie: Marcin Wróbel. Wydawca: Czarna Owca, Warszawa 2012.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Człowiek Paroovka: Gorące głowy - Lachowicz/ Kuczma

Człowiek Parówka i cała reszta bohaterów z uniwersum Marka Lachowicza powracają nie tylko w full kolorze, ale i w glorii i chwale. "Gorące głowy" bawiąc, komentują rzeczywistość, a sięgając do tradycji komiksowych i czerpiąc z nich pełną garścią, wyznaczają zupełnie nowe standardy. Wielkim spoilerem tej recenzji jest jedno zdanie (wrażliwi niech zasłonią oczy): pod koniec zeszytu (jak i wielokrotnie w jego trakcie) na czytelnika czeka mnóstwo akcji pokroju turlania się po dywanie, albo parskania ze śmiechu.
Jest tu elegancko zarysowany konflikt w III LO, którego stronami są dyrektor dwujęzycznej placówki oraz magister Szczut, nauczyciel chemii. Są dobre wstawki z zakresu wykończeniówki, jest też przewijający się przez cały zeszyt wątek walki z robotami, prowadzony przez najbardziej chyba gorące głowy, a więc przedstawicieli LPR-u. Jest również Człowiek Żelazko oraz dużo wątków zapożyczonych od Papcia Chmiela i jemu też składających hołd. Wielowątkowa fabuła poprowadzona jest fantastycznie, a swoje miejsce na scenie mają również Gang Wąsaczy, Grand Banda i Czopek Piotrek. Ten ostatni robi konferansjerkę, a pozostali zyskują swoje własne, charakterystyczne epizody. Banda - niemy, gang - w oparach polskiej muzyki popularnej.
Mimo wielu oczywistych plusów, tym, co chyba najbardziej urzeka w komiksie Lachowicza jest umiejscowienie akcji w rejonach wszystkim dobrze znanych, jak również odpowiednie tych miejsc nazwanie. Supermarket to Pałac Zakupów, jedno z jego stoisk - Świątynia Zakupów, a miejsce potyczki bohaterów to nie sceneria, gwarantująca wpisaną w życie herosów epickość, lecz magiel na Rydzowej. Cała reszta też na miejscu - radioodbiorniki gwarantują pranie mózgu, z gorących głów wylatują nieprzemyślane ataki, a w ramach protestów pali się książki. Witamy w kraju. 
"Gorące głowy" to komiks nietypowy. W swojej wcześniejszej produkcji - "Gangu Wąsaczy", Marek Lachowicz zaserwował czytelnikom atrakcję w postaci Czopka Piotrka narysowanego na marginesie strony. Kartkując zeszyt, dostawaliśmy staromodną animację. Tutaj podniósł sobie poprzeczkę i dorzucił prawdziwy trzeci wymiar (sprawdźcie rozkładówkę zeszytu) oraz wszedł na wyższy poziom komunikacji z czytelnikiem, czyniąc Człowieka Parówkę najbardziej świadomym bohaterem komiksu na świecie. Trzeci wymiar to bardzo fajny gadżet, natomiast włączenie czytelnika w akcję komiksu (bez jego pomocy nie będzie happy endu!) to inteligentny i świeży zabieg.
Rysunki Marka Lachowicza pokolorowane przez Tomasza Kuczmę to niewątpliwie jeden z najlepszych cartoonów w Polsce. Jest to rysunek czysty, komunikatywny i świetnie korespondujący z szalonymi pomysłami scenarzysty. Warto dodać, że są to pomysły bardzo uniwersalne i przeznaczone do szerokiego odbiorcy. Okazuje się, że stworzenie komiksu autentycznie humorystycznego bez użycia bluzgów to akcja do wykonania.
Na koniec najlepiej byłoby napisać, że wielbiciele komiksów Marka Lachowicza będą zadowoleni. Ja jednak ugryzę temat z innej strony: nawet ci, którym komiksy Marka Lachowicza kompletnie się nie podobały, mogą pod wpływem "Gadających głów" zmienić zdanie na temat jego twórczości. Ja zmieniłem. I polecam ten zeszyt. Jest definicją czystej rozrywki.
Człowiek Paroovka: Gorące głowy. Scenariusz i rysunki: Marek Lachowicz. Kolor: Tomasz "TJFK" Kuczma. Wydawca: kultura gniewu 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

piątek, 7 grudnia 2012

Profanum, tom I

Autorzy magazynu "Profanum" nie witają mnie w swoim klubie. Bo ani nie mam dosyć "króciutkich komiksowych historyjek z których niewiele zostaje w głowie" ani "magazynów wypchanych nimi po brzegi". Narzekanie na "brak prawdziwych mięsistych historii" i "porządnej czytelniczej strawy" przypomina mi niegdysiejsze jałowe przekonywanie, że xerowane ziny umarły. A przecież nie umarły i mają się całkiem dobrze, tak samo jak całkiem dobrze ma się krótka forma, przez niektórych uczestników łódzkiego konkursu dopracowana do mistrzostwa. Redakcja "Profanum" - Jan Mazur i Robert Sienicki - pisze we wstępie: "(...) spróbowaliśmy stworzyć coś dłuższego, lepszego, co dałoby czytelnikom fajną, sycącą lekturę. Miejsce, w którym historie będą mogły snuć się tak długo, jak tylko potrzebują". Jako miłośnik zarówno krótkiej formy, jak i pełnych metraży, na zadane przez nich pytanie: "Czy nam się udało?" odpowiem szczerze: tak, udało, a sycące lektury snuły się jak porządna, mięsista czytelnicza strawa. Co prawda nie do końca, ale w większości. 
No, w połowie na bank.
Pierwszym plusem tomu jest najlepszy scenariusz Daniela Gizickiego, jaki dane mi było czytać. Narysowane przez Mikołaja Ratkę "Perpetuum Mobile" to przemyślana, oparta na bardzo prostym pomyśle historia, której największym plusem jest zakończenie, powodujące, że rzeczywiście komiks może snuć się tak długo, jak tylko potrzebuje. Scenarzysta sprawnie radzi sobie z dialogami i świetnie rozumie się z rysownikiem, który, choć - jak przeczytamy w jego notce biograficznej - dąży do minimalizmu pokroju Jasona lub Gaulda, miewa jednak chwile pełnego oddania się magii szczegółu. Komiks ma 11 stron, w tym dwa przecudne splash-page. Gdyby je usunąć, a jedną z plansz wcielić w pozostałe po tej roszadzie osiem, autorom na uroczystej gali MFKiG 2013 ściskano by dłonie i wysyłano na podróż do Angouleme w roku następnym. 
Drugim plusem "Profanum" jest najlepszy scenariusz Grzegorza Janusza, jaki dane mi było czytać. Zrobione wespół z Tomaszem Niewiadomskim "Bibliopolis" to lekki i zabawny zestaw grepsów orbitujących wokół tematów związanych z literaturą i sztuką, w którym bardziej niż o atakowanie cwaną erudycją chodzi o wywołanie niewymuszonego uśmiechu na twarzy czytelnika. Lektura zaiste sycąca.
Plus numer trzy: "Buc Kartofel" - za całokształt. Rozgrywająca się w świecie owoców i warzyw historia detektywistyczna urzeka niesamowitym humorem, pełnokrwistymi postaciami, warzywną nowomową i fenomenalnymi dialogami. To jest idealny materiał na serial, w związku z czym bardzo ciężko przeżyłem napis "koniec" na ostatniej planszy*. Tomasz Grządziela stworzył dzieło kompletne, brukwa nać. A skoro już przy nim jestem - kompletnie nie trafia do mnie okładka jego autorstwa, ani logo magazynu ją zdobiące. Choć potrafię zrozumieć, że jest to nowoczesne projektowanie, które na pewno zyskuje coraz więcej wielbicieli.
Plus czwarty: rysunki Małgorzaty Szymańskiej. Dysponując taką kreską i będąc na takim poziomie, autorka powinna odganiać się od propozycji wydawniczych z zagranicy, żyć z komiksu, a może nawet w geście dobrej woli sponsorować istnienie zjawiska zwanego "komiks polski" z perspektywy willi w Californii. Ona po prostu wie, o co chodzi w rysunku komiksowym, rozumie prawidła nim rządzące, ale... no właśnie, nie snuje historii i nie daje sycącej lektury. Scenariusz w "Podpitych" kuleje. Rysunki wibrują w głowie. Na pewno większość polskich scenarzystów (nawet tych początkujących, jak ja) bardzo chciałoby mieć z Małgorzatą Szymańską komiks.
Plus piąty: Mateusz Skutnik. Snucie historii: 8/8. Sytość lektury: 8/8. Porządna czytelnicza strawa: 8/8.
Plus szósty: fantastyczne rysunki Krystiana Garstkowiaka w komiksie "Kły" do scenariusza Roberta Sienickiego. Nieco puszczone pod koniec, ale mimo wszystko urzekające.
Komiksy "Po sezonie" (Jan Mazur/ Katarzyna Imana) i "Inzynier T." (Tomasz Kontny/ Damian Dideńko) to długie komiksowe historyjki, z których niewiele zostaje w głowie.
Po szybkich wyliczeniach matematycznych, "Profanum" dostałoby 5/8 w (nieistniejącej) skali cyferkowej Ziniola. Równa połowa zamieszczonych w magazynie komiksów to rzeczy wybijające się ponad przeciętność polskiego komiksu; u reszty coś niestety nie domaga. Niemniej jednak, należy wziąć pod uwagę, że nie każdemu wszystko podobać się musi, a cztery mięsiste historie wystarczą, by strawa była porządna. "Profanum" obrało dobry kurs. Będę kibicował tej inicjatywie.
"Rewolucje: Sztorm", rys. Mateusz Skutnik
*aktualizacja: na swoim facebookowym profilu, redakcja "Profanum" podała informację o powrocie Buca Kartofla w drugim tomie magazynu. Wspaniała informacja! 

Profanum, tom 1. Redakcja: Jan Mazur, Robert Sienicki. Inicjatywa wydawnicza Dolna Półka. Imprint wydawnictwa timof i cisi wspólnicy, 2012.

czwartek, 6 grudnia 2012

Fotostory: wydanie specjalne

Mamy prezent dla czytelników komiksu, fanów "Fotostory", wielbicieli wydawnictwa timof i cisi wspólnicy. Na kilka dni przed premierą "Fotostory: Dokładki nie będzie" dajemy Wam do przeczytania tytułowy odcinek z pierwszego tomu serii, zatytułowanego "Zanim zaczniemy" ze specjalnie na tę okazję przygotowaną okładką autorstwa Rafała Trejnisa. Okładka wygląda tak:

środa, 5 grudnia 2012

Kamień przeznaczenia 4 - Kleszcz

Tak, jak pierwszy tom "Kamienia przeznaczenia" był solidnym akcyjniakiem, tak każdy kolejny stawał się już tylko zadaniem domowym dla Tomasza Kleszcza, wyznaczonym przez zastępy krytyków i recenzentów. Rady co ma zrobić, aby było lepiej wynikały z dobrej woli oceniających i sympatii dla autora, który poświęcając wolny czas oddawał się bez reszty swojej pasji. Niestety, Kleszcz na niektóre porady okazał się być odporny, a i recenzenci się pogubili i nie mając solidnych argumentów, zaczęli odpływać w rejony sugestii, by Kleszcz zajął się stylistyką cartoonową, której nie znosi i która zresztą wychodzi mu fatalnie. Kuriozalna sytuacja osiągnęła apogeum w czwartym tomie serii, sprawiającym wrażenie skleconego na szybko, z zachowaniem dotychczasowych błędów i dodatkiem kilku zupełnie nowych.
Lektura komiksu to droga przez mękę. Nie ma scenariusza, nie ma pogłębiania psychologii postaci, a związki przyczynowo-skutkowe między scenami nie istnieją. Najbardziej myląca jest przeplatanka retrospekcji z teraźniejszością w początkowych scenach albumu, pełna bezsensownych splash-page'ów i pojawiających się znikąd postaci przemawiających do nie wiadomo kogo. O tym, że w jednej z retrospekcji występuje młody Dux dowiadujemy się (albo i nie) podświadomie, ponieważ jest on w niej przedstawiony jako czarnoskóry młodzieniec (tu wychodzi nieumiarkowanie Kleszcza w kładzeniu szarości). Dalej jest jeszcze gorzej - Kleszcz serwuje czytelnikom deja vu, dwukrotnie w albumie prezentując sceny walk, poprzedzone gadaniną. Schemat jest ten sam: pojawia się zły koleżka, stoi, gada, długo gada (obowiązkowy splash-page z gadająca głową i mnóstwo dymków), po czym rozpoczyna się krótka bójka. Ta sama scena w połowie dziewiątego i na początku dziesiątego rozdziału. Z gadaniny niewiele można wywnioskować, głównie dlatego, że plansze z nią po prostu odrzucają. Przerywniki z prezydentem Barackiem Obamą służą chyba tylko ukazaniu jakiejś znanej twarzy. Może to jest jakaś przepustka do sukcesu?
Dux i Natasza zostali sprowadzeni do roli statystów w historii, w której do tej pory grali pierwsze skrzypce. Robią dokładnie to, co na okładce - stoją obok samochodu, bądź też w nim siedzą, a w najciekawszych scenach - jadą. Natasza ma również udział w fatalnym cliffhangerze zeszytu.
Co do rysunku - Kleszcz zrobił niesamowity progres od momentu publikacji chociażby "Supermana" w trzecim numerze "Ziniola", tyle, że stanął w miejscu, a kilka stosowanych przez niego namiętnie chwytów sprawia wrażenie bardzo tanich, głównie przez to, że nie mają krycia w kiepskim scenariuszu. Sugerowanie mu, by nawrócił się na styl cartoonowy jest spuszczaniem w kiblu jego dotychczasowej ciężkiej pracy, z której - jak uparcie sądzę - urodzi się jeszcze coś ciekawego. Być może przez wzgląd na fascynację rysownika kreską Jae Lee ("Mroczna wieża"), a być może przez chęć odejścia od linijki i stworzenia czegoś innego, udało się mu narysować kilka świetnych kadrów (choćby na stronach 23 i 35). To jest dobry kierunek. Odejście od linijki, wykrzywienie rzeczywistości. Ale absolutnie nie cartoon.
Do tego, że komiks robiony był w bardzo szybkim tempie przyznał się sam autor. Zaraz po wydrukowaniu albumu, wystosował odpowiednie pismo do serwisów komiksowych, w którym przeprosił za błędy. Niestety, wszystko wskazuje na to, że będzie musiał robić to przy każdym kolejnym albumie, chyba, że - i to jest moja rada - znajdzie sobie scenarzystę, który ogarnie wymyśloną przez niego historię, oraz korektora, który choćby w noc przed oddaniem albumu do druku wyeliminuje te wszystkie straszliwe byki. Bo póki co jest coraz gorzej. Kleszcz popadł w chaos. Gdyby przyszedł z takim komiksem na jakiekolwiek warsztaty komiksowe, dostałby szereg wskazówek oraz radę, by "rysować, rysować, rysować", a może za dziesięć lat doczeka się wymarzonej publikacji. Dołączając do grona wymądrzających się recenzentów, dorzucę jeszcze jedną sugestię: odpocznij sobie, autorze. Zbierz siły. I przemyśl dokładnie swój następny krok.
Kamień przeznaczenia 4. Autor: Tomasz Kleszcz. Wydawca: Wydawnictwo Roberta Zaręby, Radom 2012
Komiks można nabyć tu: Sklep.Gildia.pl
Poprzednie recenzje serii:

wtorek, 4 grudnia 2012

Polski komiks kobiecy

Podstawą antologii "Polski komiks kobiecy" jest praca licencjacka Kingi Kuczyńskiej napisana pod opieką profesora Jerzego Szyłaka. Uzupełnieniem - przedstawienie sylwetek wielu polskich artystek komiksowych wraz z większymi lub mniejszymi fragmentami ich dokonań. Obie części są wielce ciekawe, a opasła książka - jedną z najważniejszych, opublikowanych w Polsce w minionym roku.
Kwestia kobieca, podjęta przez Kuczyńską została przedstawiona przy użyciu dość mylącej nazwy. Tęgie głowy od dawna zadają sobie pytanie czymże jest ten komiks kobiecy i czy termin ten należy rozpatrywać jako przeciwieństwo komiksu męskiego. Pozwalając sobie na kilka zdań prywaty, zaznaczę, że niespecjalnie istotne było dla mnie na przykład wyjście Marty Nieznayu na Manifę z transparentem "Dziewczyny też rysują komiksy!" w kontekście docenienia jej prac czy też zauważenia, że rzeczywiście tak się dzieje. Podział płciowy uważam za absurdalny, a jeśli już miałbym szukać jakiegoś naturalnego odbiorcy czy twórcy komiksu, to w zasadzie skłaniałbym się właśnie w stronę kobiet/dziewczyn, które z własnej woli w znacznie większych ilościach zjawiają się na warsztatach czy spotkaniach, niż tych archetypowych, chłopięcych/męskich twórców/czytelników komiksów. Idąc dalej, jeśli miałbym kultywować pogląd o podziale płciowym, z całą pewnością stwierdziłbym, że kobiety, choć produkują tych komiksów mniej, to robią to bardziej świadomie, niż mężczyźni. Są konkretne, skupiają się na danym zagadnieniu, a zamiast oddawać cześć panom w rajtuzach, sięgają do tematów niby głębszych, choć tak naprawdę zwyczajnych, związanych z życiem, o których męski krytyk komiksowy mógłby w skrócie powiedzieć, że są obyczajowe. Zdają się nie być skażone komiksowym badziewem, a po prostu robią swoje, częstokroć tworząc, nie będąc czytelniczkami. Piszą i rysują, zamiast chłonąć i trawić. Moja interpretacja "komiksu kobiecego" mogłaby błąkać się po przeróżnych rejonach, bo - jak wyznałem - nie jest to temat spędzający mi sen z powiek, z jednego prostego powodu: nie jestem zwolennikiem uznawania płci jako kryterium podziału. Jakieś przemyślenia na ten temat miałem jedynie kiedy mianem "komiksu kobiecego" określony został komiks do mojego scenariusza, zatytułowany "Czaki". Dlatego też uważam, że niezbywalną wartością antologii "Polski komiks kobiecy" jest odpowiednie ukierunkowanie mnie, a właściwie nawet wytłumaczenie dlaczego taka nazwa, a nie inna. Uważam więc, że jeśli ktokolwiek ma jakieś przemyślenia a propos tego terminu (bądź też nie ma ich wcale, gdyż uważa, że nie ma sobie czym zaprzątać głowy), powinien poczytać sobie ten album.
rys. Anna Helena Szymborska
Prawda jest taka: komiks jest dla chłopców, jego bohaterami są przeważnie chłopcy, a jeśli pojawiają się dziewczyny to tylko jako obiekt seksualny. Kuczyńska analizuje polski komiks pod względem "kwestii kobiecej" bardzo trafnie, dając do zrozumienia, że ów "komiks kobiecy" jest przeciwwagą dla nieśmiertelnej "gołej baby", kalki płciowej i seksistowskiej "Pauli". Materiału wbrew pozorom ma sporo - dużo miejsca w swojej pracy poświęca analizie porównawczej "kobiecych" wydań polskich magazynów komiksowych ("KKK" vs "Zeszyty Komiksowe"), omawia polskie heroiny, ale przede wszystkim sięga do dziewczyńskiego undergroundu amerykańskiego, feminizmu oraz badań (póki co skromnych) nad kobiecym komiksem w Polsce. Praca z oczywistych względów utrzymana jest w tonie naukowym, który jednak w wykonaniu Kuczyńskiej nie należy do uciążliwych, a ponadto rozładowywany jest fenomenalnymi wywiadami, wśród których wyróżniłbym te z Szarlotą Pawel i Joanną Karpowicz jako takie do koniecznego przeczytania.
Książka pokazuje jak wiele jest rysujących kobiet. Nie tylko tych znanych. Oczywiście zawsze można się spierać o to KTO i ZA CO powinien być opublikowany, ale uważam, że jest to przekrój dość konkretny - od dziewczyn publikujących w punkowych zinach, poprzez tematy feministyczne, po artystki-malarki, czy kobiety, które od dawna znane są w środowisku. Co równie istotne, dla odbiorcy zupełnie niezwiązanego z tematem, taki a nie inny dobór nazwisk może być idealnym, ponieważ zaprezentowane przez autorki prace trzymają równy, bardzo dobry poziom. W zbiorze znajduje się m.in. najlepszy, jaki do tej pory czytałem, komiks Edyty "Mei" Bystroń ("Imiona"), urzekająca klimatem dłuższa fabuła, zatytułowana "Bezpieczne miejsce" Joanny Karpowicz, fenomenalne graficznie "Pentapolis" Dagmary Matuszak i praca Anny Heleny Szymborskiej. Są formalne eksperymenty, wyciskające z komiksu bardzo dużo ("Kobieta lekarką domową" Gośki Kulik, "ona wanna i prasa poranna" Agnieszki Szczepaniak), ale i "standardy", do których niektóre autorki zdążyły już swoich czytelników przyzwyczaić - Kasia Szaulińska tworzy o tożsamości seksualnej, Marta "Nieznayu" Bystroń bazgroli, Olga Wróbel operuje "gadającymi głowami", a Małgorzata Szymańska bawi się komiksem przygodowym. Są również fantastyczne rysowniczki, których prace na łamach "Polskiego komiksu kobiecego" zobaczyłem po raz pierwszy - Zofia Dzierżawska, Agata Gorządek i Magdalena Rucińska. Oby nie ostatni.
rys. Joanna Karpowicz
Kończąc lekturę antologii odniosłem wrażenie, że kryterium wybrane przez autorkę, tytuł, zamieszczone prace, składają się na coś, czego inaczej, niż "komiksem kobiecym" nazwać nie można. Jest tu - jak to zostało określone w pracy Kingi Kuczyńskiej - perspektywa kobieca. Jest tematyka lesbijska, bazowanie na codzienności i właściwie żadnych prostackich oczek, puszczanych do czytelnika, sygnalizujących, że "hej! To komiks! Wyrosły z superbohaterszczyzny, komiksu gazetowego, cartoonu". Kobiety wykorzystały tę formę przekazu, ponieważ chciały coś powiedzieć. Facet mógłby tę konsekwentną i pełną antologię po prostu zepsuć. Za bardzo trafną uważam tezę o autobiografizmie jako bardzo bliskiej cesze komiksu, uprawianego przez kobiety. Wystarczy spojrzeć zarówno na ostatnio wydane komiksy Olgi Wróbel czy Agaty Wawryniuk, jak i znane nie od dziś "Marzi" Marzeny Sowy, czy też - wykraczając poza Polskę - komiksy Marjane Satrapi. Mnóstwo tego rodzaju komiksów zostało zresztą zawartych w omawianej antologii i choć ich rozstrzał tematyczny jest spory, różnorodność tematyczna imponująca, to łączy je jedna cecha: wysoki poziom.

Mimo, iż nie do końca zaktualizowana (pierwsza wersja pracy powstała w 2009 roku, a jej publikacja była wielokrotnie przekładana), praca Kuczyńskiej jest niezwykle ważna. Abstrahując od omówienia najważniejszych przedstawicielek komiksu kobiecego, czy też nawiązań do zagranicznych prekursorek, jest pierwszą tak poważną próbą potraktowania tematu, a zarazem zaproszeniem do dyskusji na temat świeżego, niedoprecyzowanego jeszcze zagadnienia. Zamieszczone w zbiorze prace komiksowych artystek działających w Polsce składają się na jedną z najlepszych antologii komiksowych, opublikowanych w kraju.
Jak donosi Kinga Kuczyńska we wstępie (świetny nius na dzień dobry) - "(...) Część tematów została w tekście zaledwie zasygnalizowana (fandom mangi, webkomiksy), a swego rozwinięcia doczeka się w rozprawie doktorskiej". Zachęcony licencjatem czekam na więcej. Choć i licencjat stawiam na półce obok książek Jerzego Szyłaka, który nareszcie nie jest sam w mądrym pisaniu o komiksie. 
rys. Magdalena Rucińska
Polski komiks kobiecy. Antologia pod red. Kingi Kuczyńskiej. Autorki: Agata Bara, Daria Bogdańska, Asia Bordowa, Matylda Bruniecka/ Klaudyna Bajkowska, Edyta Mei Bystroń, Renata Gąsiorowska, Marta "Nieznayu" Bystroń, Magdalena Danaj, Zofia Dzierżawska/Monika Powalisz, Agata Gorządek, Ewa Juszczuk, Joanna Karpowicz, Berenika Kołomycka, Martyna Krutulska - Krechowicz, Gośka Kulig, Joanna Krótka, Dagmara Matuszak, Agata "Endo" Nowicka, Agnieszka Piksa/ Aleksandra Tyszczyk, Agnieszka Prygiel, Sylwia Restecka/ Joanna Sanecka, Maria Rostocka, Magdalena Rucińska, Beata Sosnowska/ Agnieszka Weseli/ Karolina Sosnowska, Aleksandra Spanowicz, Kasia Szaulińska, Agnieszka Szczepaniak, Anka Steliżuk, Małgorzata Szymańska, Anna Helena Szymborska, Agata Wawryniuk, Anna Wieszczyk, Olga Wróbel, Dorota Zaremba. Wydawca: www.timof.pl 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl