Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amerykański wampir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amerykański wampir. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2018

American Vampire #1 - Snyder/ King/ Albuquerque

Przy okazji Fables wspomniałem, że ziniolowy cykl Vertigo służy też temu, aby dać pewnym komiksom ze znaczkiem V. drugą szansę. Obok Fables (za drugim razem również oblali test) postanowiłem raz jeszcze sprawdzić American Vampire, po którego początkach swego czasu rednacz. Z. przejechał się bez litości…

…i ja się z tym zgadzam (tak, to CAŁY drugi z zalecanych dla ziniolowego cyklu Vertigo czterech akapitów, więcej tu nie będzie).

System zeszytówek jest bardzo przydatnym systemem, bo zamiast od razu wtopić kasę w całego trade’a albo omnibusa, czy innego dużego zbiorczaka, można sobie dziubnąć troszkę i sprawdzić, czy nam podchodzi. W ten sposób nie będziemy tracić czasu, a w zalewie dostępności tak wielu tytułów do przeczytania jest naprawdę wyższą koniecznością robić dobrą selekcję. W ten sposób jednak również możemy skreślić już na początku coś, co się ładnie rozwinie i złoży w piękną, przemyślaną całość. Z jednej strony, to ryzyko autorów, którzy muszą o czytelnika zawalczyć od pierwszego numeru (choć ile było „pierwszaków”, w których zaczynało się „intrygująco”, a potem nie było?). Z drugiej, to być może nasza strata, jeśli takie z nas raptusy. Zatem, czy ktoś mi napisze coś, co mnie przekona, żeby czytać poza pierwszy numer American Vampire (tak naprawdę to doczytałem gdzieś do ósmego i nie poczułem się wciągnięty)? Zastanawiam się, czy odrzucają mnie wampiry, najmniej ulubione przeze mnie horrorowe postaci (no może poza światem Blade’a, tutaj jakoś było całkiem w porządku; swoją drogą: też Was wkurzyło, że przy okazji filmu Czarna Pantera z MCU, zupełnie zapomniano o tym, że wcześniej w ramach – no, powiedzmy – „black pride” to właśnie Blade zaistniał filmowo?)? Czy może bezpłciowe gadu-gadu tego pierwszego zeszytu?

Nie wiem, co dodać jeszcze w czwartym zalecanym akapicie. Może tyle, że nazwisko King na okładkach komiksów raczej mnie zniechęca (po co ja się dałem nabrać na komiksową Mroczną Wieżę…), niż zachęca do kupna danego albumu. Dużo lepiej, według mnie, radzi sobie w komiksie wyobraźnia „królewskiego syna”, Joe Hilla (poza znanym u nas obłędnym Locke&Key polecam The Cape!).
(Kuba Jankowski)
"American Vampire" #1. Scenariusz: Scott Snyder, Stephen King. Rysunki: Rafael Albuquerque. Kolor: Dave McCaig. Wydawca: DC Vertigo, maj 2010

środa, 4 maja 2016

Wieczny Batman, Amerykański wampir i Gotham Central

„Wieczny Batman” to pokaźnych rozmiarów komiks autorstwa całego sztabu rysowników, scenarzystów i inkerów. Początek jest intrygujący. Komisarz Gordon trafia za kratki w związku ze spowodowaniem katastrofy w ruchu lądowym. Jednocześnie rozpętuje się wojna gangów, na którą oko przymyka skorumpowana policja. I choć działający w Gotham herosi mają już i tak dużo roboty, to są to zaledwie zwiastuny nadchodzącego wielkiego zła, które docelowo ma zrównać miasto z ziemią. Im dalej w las, tym trochę gorzej. Do dość ciekawie zaplanowanej fabuły dołączają kuriozalne wątki implikowane a to działaniami młodej blogerki, która przypadkiem odkrywa że jej ojciec jest łotrem w fikuśnych rajstopach, a to pojawiającej się znikąd córki Alfreda, lokaja Batmana, a to wreszcie wprowadzającymi zamęt wyprawami wszystkich bat-kompanów do różnych egzotycznych krajów. Autorzy podporządkowani są tutaj korporacyjnemu mechanizmowi, polegającemu na wspieraniu się nawzajem w wymyślaniu kolejnych odcinków i ujednolicaniu scenariuszy, aby wyglądały jakby zeszły z tej samej taśmy produkcyjnej. „Wieczny Batman” to taki komiks od linijki. Starych wyjadaczy nie zaskoczy, ale u młodych adeptów komiksu superbohaterskiego powinien spowodować wielokrotny wytrzeszcz oczu i aprobujące kiwanie głową. Bo są tu i stworzone z matematyczną precyzją zawieszenia akcji, i zaskakujące powroty i pojedynki w ilościach hurtowych. Rzecz dla koneserów Batmana. Dla tych, którzy nie są fanami Nietoperzastego, też jest jeden plus: Ian Bertram, fenomenalny rysownik, który narysował jeden z odcinków tej długiej historii. I zrobił to świetnie. 
A skoro mowa o sztabie twórców, to na tę dolegliwość cierpi również kolejny, szósty już tom "Amerykańskiego wampira". A to dlatego, że obok regularnych przygód bohaterów, znalazło się tu miejsce dla antologii prac zaproszonych autorów. Nie ma tu jednak takiego rozmycia, jak w „Wiecznym Batmanie”. Ten pisze, tamten rysuje. Każdy ma swoją funkcję. Taśmy produkcyjnej raczej brak, choć wśród tych krótkich historyjek zdarzają się graficzne koszmarki. Najciekawsza w tomie jest historia z głównej serii, skupiająca się na parze złodziejaszków, których umiejętności pragnie wykorzystać grupka wampirów. Krwiopijcy spotykają się jednak z oporem krewkiego duetu. Ten komiks to tak właściwie dość piękna opowieść o miłości, przywiązaniu do wartości i walce ze swoim zwierzęcym „ja”. Scenarzysta Scott Snyder odchodzi tu od stereotypowego wizerunku wampira. A jednocześnie pokazuje, że ta seria jest jego i tylko jego. Bo pokazane w antologii prace sławnych kolegów – Jasona Aarona, Jeffa Lemire’a, Becky Cloonan czy Grega Rucki – nie umywają się do wyczynów Snydera. On jeden wie, jak zabrać czytelnika w długą podróż do wampirycznego piekła.

A na deser coś pysznego, czyli Gotham Central – sensacyjny komiks o policyjnej robocie z Batmanem w tle. Ten wielokrotnie nagradzany za oceanem serial opowiada o gliniarzach z Wydziału Poważnych Przestępstw, których siedziba znajduje się w głównym posterunku miasta Gotham. Śladowe ilości Batmana i jego najbardziej znanych przeciwników są największym atutem tego komiksu. Dzięki temu autorom udało się skupić na wciągających zagadkach detektywistycznych i wzajemnych relacjach między funkcjonariuszami. Surowa, realistyczna kreska i niezłe dialogi sytuują Gotham Central w gronie tych serii komiksowych, które są idealnym materiałem na adaptację telewizyjną lub kinową. Komiks stworzył bardzo sprawnie funkcjonujący tercet: scenarzyści Ed Brubaker i Greg Rucka oraz rysownik Michael Lark. Pierwszy tom gładko wprowadza w akcję, przedstawiając pierwszoplanowe postaci i kreśląc związki między nimi. Mamy tu zarówno relacje w pracy, jak i wgląd w życie prywatne bohaterów. Większa część akcji rozgrywa się w budynku komisariatu i pokoju przesłuchań, niż na ulicach, co pozwala czytelnikowi wniknąć w specyfikę pracy gliniarzy z Gotham. Pierwszy tom serii, zatytułowany „Na służbie” to bardzo solidna lektura. W bliskiej perspektywie czasu wydawca zapowiedział dwie kolejne części. To dobrze. Bo pierwsza wciąga na tyle, że kolejne dawki stają się niezbędne.

sobota, 16 stycznia 2016

Trójca i dwie twarze Vertigo

Opublikowana w kolekcji DC Deluxe „Trójca” to historia pierwszego spotkania ikon amerykańskiego komiksu superbohaterskiego: Batmana, Supermana i Wonder Woman. Prawdę mówiąc nie jest to ich pierwsze spotkanie sensu stricte, bo panowie są kumplami od dawna, natomiast na pewno jest to historia pierwszych spotkań walecznej Amazonki z każdym z wymienionych bohaterów. Bardzo istotnym w wypadku tego komiksu jest fakt, że został stworzony przez Matta Wagnera – artystę, którego prace polski czytelnik ma okazję podziwiać zdecydowanie zbyt rzadko. Wagner zasłynął autorską serią „Grendel”. Dołożył również kilka cennych cegiełek do samodzielnych opowieści o Batmanie. Do tematu spotkania ikon podszedł w całkiem ciekawy sposób, angażując w swoją opowieść zarówno największych wrogów tytułowych postaci, jak i charakterystyczne dla nich lokacje. Jest więc mroczne Gotham City, Metropolis ze swoimi drapaczami chmur oraz zielona i piękna wyspa Amazonek. Co jednak najciekawsze, to konfrontacje charakterów Supermana, Batmana i Wonder Woman. I chemia między nimi. „Trójca” to bardzo przyjemna – ale właściwie nic ponadto - lektura dla fanów herosów ratujących świat.

Album „Sandman: Przebudzenie” pochodzi z okresu schyłkowego pierwszego etapu działań Vertigo, z kolei „Amerykański Wampir” to rzecz całkiem świeża, będąca przykładem tego, jak ta linia wydawnicza wygląda obecnie. Od razu nadmienię, że oba tytułu warto znać i przeczytać. Choć każdy z innych powodów. Finał „Sandmana” to naszpikowana cytatami, intertekstualna zabawa artysty z czytelnikiem, z kolei piąty tom „Wampira” to sensacyjno-przygodowo-wampiryczny tasiemiec, o którego za chwilę będą się pewnie bić producenci seriali telewizyjnych. Frajda podczas lektury obu komiksów jest wielka. Neil Gaiman, pochylając się dostojnie nad grobem swojego bohatera, czerpie z Szekspira i nawiązuje do czasów niewolnictwa, opowiada o śmierci i przemijaniu, ale też o narodzinach i radości życia. Scott Snyder natomiast sięga do legendy o Drakuli, ale daje również dość zaskakującą koncepcję prawdziwej tożsamości Kuby Rozpruwacza. Opowiada o zabójczej odmianie wampirów zwanych Karpatczykami i o dzielnych pogromcach krwiopijców w iście hollywoodzkim stylu. Bywa, że Gaiman przynudza gadaniną. Bywa też, że Snyder przesadza z nagłymi zwrotami akcji. Ale wciąż są to bardzo dobre opowieści. Świetnie narysowane. 
Za oprawę graficzną „Sandmana” odpowiedzialni są tacy artyści, jak Michael Zulli, Charles Vess oraz Jon J. Muth. Za „Amerykańskiego wampira” wzięli się Dustin Nguyen i Rafael Albuquerque. Starzy wyjadacze kontra młodzi gniewni. Piękny pojedynek. „Sandman” to Vertigo takie, jakim było kiedyś: tajemnicze, dziwaczne, mierzące czytelnika z morzem cytatów i odwołań. „Amerykański Wampir” to z kolei Vertigo współczesne – pełne efektownych zwrotów akcji, epickie, zbudowane na silnych charakterach i wsparte krwistymi dialogami. Każdą z tych twarzy amerykańskiego edytora warto poznać na przykładzie właśnie tych serii, bo w swoich kategoriach wagowych są one zdecydowanie najlepsze.
"Trójca". Autor: Matt Wagner. Kolor: Dave Stewart. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl
"Sandman (10): Przebudzenie". Scenariusz: Neil Gaiman. Rysunki: Michael Zulli, Jon J. Muth, Charles Vess. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl 
"Amerykański wampir (5)". Scenariusz: Scott Snyder. Rysunki: Rafael Albuquerque, Dustin Nguyen. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Amerykański wampir 2 - Snyder/Abluquerque/ Santolouco

Drugi tom Amerykańskiego wampira - serii, której nie dawałem nadziei - posiada wszystko to, czego zabrakło pierwszemu. Świetnie zarysowanych bohaterów, porywające wątki fabularne i krwiste dialogi. Być może to kwestia braku nazwiska Stephena Kinga na liście płac, a być może sprawa naturalnego rozwoju serii, podczas którego postaci stają się mniej papierowi, a odbiorca bardziej do nich przywiązany. 
Dwie historie, składające się na omawiany album, w idealnych proporcjach schlebiają gustom tych, którzy od serii wymagają mnożenia nowych wątków przy jednoczesnym kontynuowaniu starych. Powiewem świeżości jest tu element kryminalny orbitujący wokół osoby komisarza policji w Las Vegas, a hołdem złożonym pierwszemu tomowi - odcinki, w których główną rolę odgrywa pewna ruda wampirzyca. W tym pierwszym przypadku - historii "Diabeł wśród piasków" - autorzy poszerzają wątek wampiryczny posługując się amerykańskim snem, wiernością kodeksowi oraz motywem samotnego kowboja. Wykreowana przez nich postać Cashela McCowana to w moim odczuciu główny reanimator kiepskiej serii, jak również postać bardziej charyzmatyczna niż sam Skinner Sweet, tytułowy amerykański wampir. 
Snyderowska wampirologia nie opiera się już na tanich trikach i szalonej akcji, która daleko w tyle pozostawia logikę. Wampiry, których gatunków na kartach serii bez liku (a wśród nich tacy, którzy spokojnie stąpają po ziemi za dnia) to cwani biznesmeni, będący cichymi spiritus movens ważnych inwestycji, których śladem podążają równie zresztą przebiegli członkowie Wasali Gwiazdy Zarannej, formacji specjalizującej i lubującej się w zabijaniu dzieci nocy. Intryga nabiera rumieńców z każdą stroną, a zajawka tomu trzeciego (będąca jedynym dodatkiem do tego tomu) zapowiada kolejne konkretne emocje. 
Ciekawie poprowadzony został również motyw drogi zemsty znanej z pierwszego tomu Hattie Hargrove. Mimo podążania ścieżką schematów (a może właśnie dlatego) historia "Wyjście" robi wrażenie, kreując kolejną pełnokrwistą postać, która zapada w pamięć swoim szalonym wizerunkiem. 
Tom drugi serii różni się od pierwszego proporcjami. Zamiast dwóch scenarzystów i jednego rysownika, daje czytelnikom jednego pisarza i dwóch rysujących gości. Wizja Snydera zyskuje tym samym na spójności, a nie do końca bliscy sobie stylistycznie twórcy, jakimi są Rafael Albuquerque i Mateus Santolouco bynajmniej nie wchodzą sobie w drogę. Ich praca została zaplanowana rozsądnie. Podczas, gdy jeden tworzy trzon historii, drugi dopowiada ją retrospekcjami. Historia "Wyjście" została narysowana w całości przez Santolouco, który nie ustępuje dynamizmowi Albuquerque, a dorzuca zamiłowanie do detalu. 
Nie ma co odszczekiwać - tak, jak tom pierwszy "Amerykańskiego wampira" zmarnował potencjał drzemiący w historii i pozostaje kiepskim komiksem, tak tom drugi daje wiarę w poczynania Scotta Snydera i kolegów, czyniąc z serii solidną, świetnie wykonaną produkcję.
Amerykański wampir 2. Scenariusz: Scott Snyder. Rysunki: Rafael Abluquerque i Mateus Santolouco. Kolory: Dave McCaig. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl