Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 1 sierpnia 2010

"Ikigami" - Mase

Autor: Dominik Szcześniak

"Ikigami" powstało na bazie pomysłu bardzo prostego: oto w Japonii totalitarnej wprowadzony zostaje dekret o nieustannym rozwoju kraju. W jego myśl każdemu pierwszoklasiście zostaje zaaplikowana szczepionka "Roz-kraj" (autora tego terminu zapraszam na korepetycje do Jodo), mająca byś gwarantem owego rozwoju. Ale tak naprawdę jest nim to, że wraz z jedną szczepionką na tysiąc wszczepiana jest w ciało młodego człowieka nanokapsuła, która eksploduje, gdy ten dożyje przedziału 18-24 lat. Obawa przed śmiercią podnosi świadomość narodową i pozwala docenić wartość życia.

W komiksie obserwujemy losy Fujimoto, młodego i ambitnego (aczkolwiek również obowiązkowo mającego własne przemyślenia) pionka w szponach systemu, który dość bezkrytycznie łyka nowomowę Departamentu Nieustannego Rozwoju Kraju. Fujimoto jest roznosicielem Ikigami - zawiadomień o śmierci. System bowiem jest na tyle sprytny, że w myśl wyższych zasad informuje przyszłego delikwenta o rychłym zgonie, ale dopiero na 24 godziny przed nim. Tak, aby "wkrótce martwy" nie zdążył popełnić jakiegoś głupstwa. System obstaje również przy tym, że nanokapsuły wszczepiane są na chybił-trafił i nie można ostrzec przyszłej ofiary przed jej losem.


Są na szczęście luki w systemie, które zresztą przez ten sam system zostały wypracowane. W jednej z historii adresat Ikigami postanawia zemścić się na swoich oprawcach z przeszłości i choć nie doznaje oczekiwanego katharsis, udaje mu się namówić inną prześladowaną jednostkę na zmianę podejścia do życia. W innej obserwujemy triumf żywiołowego alternatywnego brzmienia nad gładkim popem z radia. Smutnym urzędnikom, z totalitaryzmami w głowie, powoli zostaje przeciwstawiony wigor młodości.


Fujimoto ma za zadanie wręczyć Ikigami osobie zainteresowanej lub jej rodzinie, wybełkotać kilka frazesów ku rozwojowi kraju i odejść z poczuciem spełnionego obowiązku. Po pierwszym tomie serii jego naiwność jest lekko frustrująca, choć - jak już wspominałem - widać przebłyski w jego myśleniu. Przewidzenie dalszego ciągu fabuły może nie być trudne - Fujimoto z gościa z klapkami na oczach zmieniał się będzie w człowieka dociekliwego, który na skutek jakiegoś zdarzenia - być może zadania wręczenia Ikigami komuś bliskiemu - przejdzie na jasną stronę mocy. Przewidywalne są również same opowieści, które zebrał w pierwszym tomie autor, Motoro Mase. Ale jednocześnie interesujące, ciekawie napisane i rytmiczne.

Natomiast uważam, że nie o oryginalność w opisywaniu losów swoich bohaterów chodziło autorowi "Ikigami", a raczej o ukazanie tego, co wiadomość o śmierci robi z człowiekiem. Jak nakazuje mu postępować, jakie emocje uwalnia i do jakich zmian go popycha. Póki co ten wątek dominuje nad bzdurną teorią o "Roz-kraju" i jest szkieletem komiksu. Warto poczekać co dalej wymyśli Matoro Mase. Pierwszy tom serii jest bardzo fajnym w nią wprowadzeniem. I choć jest wiele wskazówek ku temu, by określić "Ikigami" najlepszą mangą spod skrzydeł wydawnictwa, wstrzymam się z decyzją do kolejnych tomów
z nadzieją, że Matoro Mase rzuci nieco więcej światła na świat przedstawiony opowieści, tło społeczne, a przede wszystkim, że choć na chwilę wyjdzie poza ukazywanie emocji jednostek i w szerszym niż bełkot urzędników zakresie skupi się na ukazaniu struktury polityczno-społecznej opisywanej przez niego Japonii. Póki co pozostaję nie do końca przekonany, ale za to z dużą ochotą na więcej.


"Ikigami, tom I". Autor: Motoro Mase. Tłumaczenie: Radosław Bolałek. Wydawca: Hanami 2010

Brak komentarzy: