Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 25 sierpnia 2010

Kibicujemy (03)

Autor: Dominik Szcześniak

Hej! Kibicuj z nami dobrym komiksom. Takim, które są już w zapowiedziach wydawców albo które są dopiero rozrysowywane w pracowniach twórców. Do kibicowania zachęcają sami autorzy, którzy w regularnych raportach będą informowali na temat postępu prac. Większość z nich zaprezentuje ekskluzywne, niepublikowane dotąd materiały dotyczące ich utworów. Bez zbędnego gadania, przechodzimy do kibicowania:

Dzisiaj przyjrzymy się albumowi, koordynowanemu przez Macieja Pałkę oraz sensacyjnemu akcyjniakowi Tomasza Kleszcza. Obie pozycje są w produkcji - "Sceny z życia murarza" na etapie składu, "Kamień przeznaczenia" w fazie rysowania. Na pierwszy ogień doniesienia z placu boju Maćka Pałki, który zapytany o to "jak to się wszystko zaczęło", wysnuł iście epicką opowieść z wieloma zwrotami akcji:

- O scenariusz do "Scen z życia murarza" zapytał już Jerzego Szyłaka Tomek Kontny na wywiadówce. Do mnie scenariusz trafił wkrótce po napisaniu, bo podczas pierwszej edycji lubelskiego Trach!a w 2004 roku. Dostałem do zilustrowania pierwszy rozdział albumu i była to dla mnie - jako dla początkującego komiksiarza - niezła nobilitacja, gdyż do projektu była zaproszona ówczesna czołówka polskich rysowników. Nie powiem kto konkretnie, bo nie pamiętam szczegółów. Na pewno epilog miał rysować Marek Turek. To było pierwsze podejście do "Scen...".

Dwa lata później, przy okazji antologii "Opowieści tramwajowe" Jerzy zaproponował żeby puścić tam mój epizod. Narysowałem go od początku. Zapytałem, jak tam prace nad albumem. Okazało się, że sprawa rozeszła się po kościach. Zaproponowałem, że zbiorę swój skład. Uderzyłem z pomysłem do kilku osób i... nikt nie był zainteresowany. Zdruzgotany - odpuściłem. To było drugie podejście do "Scen...".


Minęły kolejne dwa lata. Pod koniec 2007 r. wróciłem do tematu. Stworzyłem sobie listę potencjalnych twórców, których widziałem w konkretnych epizodach. Tym razem zagadałem do rysowników, których wcześniej miałem ochotę zwerbować do "Domu Żałoby" na gościnne występy. Zaprosiłem (z perspektywy czasu sądzę że trafnie) najlepszych komiksiarzy do tej roboty. Ponadto wyszedłem z założenia, że chcę zrobić ten komiks z ludźmi
których lubię. Powiem więcej - z przyjaciółmi. Z pierwszego składu został Marek Turek. Po kolejnych trzech latach mozolnego dłubania - dzięki Bogu - kończymy.

Album powinien mieć premierę podczas tegorocznego MFK. Co ciekawe, będzie wydany w takiej samej formie jak "Szminka". Twarda okładka, kolor, 80 stron. Kolekcjonerzy powinni być zadowoleni mogąc postawić oba komiksy obok siebie na półce. W środku świetna historia i mocna reprezentacja komiksiarzy z pokolenia obecnych 30-latków.



Brzmi nieźle. Ewolucję pracy Macieja możecie zaobserwować powyżej. Kibicujemy Maciejowi i spółce, by wyrobili się w terminie. Kolejną pozycją, jaką chciałbym dziś zaprezentować jest "Kamień przeznaczenia". Tomasz Kleszcz wziął na warsztat historię na poziomie amerykańskiego mainstreamu i z żelazną konsekwencją zbliża się do zakończenia prac nad swoim albumem. Kibicując mu, jednocześnie zapytałem o genezę komiksu...


- Jeszcze kiedy byłem w liceum, przypadkiem zobaczyłem jak mój wujek czyta książkę Ericha von Danikena. Dziś nie pamiętam już jej tytułu. Przejrzałem parę obrazków, pobieżnie ją przeczytałem i dowiedziałem się, że naszą planetę odwiedzali kosmici. Miałem wtedy inne zajęcia na głowie i dość mało gotówki, więc temat na tej jednej pozycji się na jakiś czas zakończył, ale pozostał na trwałe w mojej pamięci.

Na studiach miałem dużo wolnego czasu siedząc na wykładach - wtedy zająłem się tematyką paleoastronautów na poważnie. Do dzisiaj mam chyba większość pozycji z tego gatunku wydanych w naszym kraju. Temat mnie zafascynował i trwa to do dziś. Wiem, wydaje się to śmieszne. Kosmici? U nas? Jasne.

Też miałem takie podejście, ale po przestudiowaniu setek stron książek mój światopogląd uległ diametralnej zmianie. Dokładając do tego literaturę, która podważa pewne aspekty naszej religii i wyjaśnia w sposób alternatywny wiele „cudów” zawartych w Biblii można uzyskać nieco inne spojrzenie na to, co się nam serwuje w szkołach i w domach. Trzeba tylko chcieć się czegoś dowiedzieć.

Kamień przeznaczenia to efekt tych zainteresowań. Chciałbym w nim przedstawić czytelnikom kilka zagadnień, które są fundamentalnymi założeniami rozwijającej się prężnie paleoastronautyki. Teorie o aniołach, końcu świata, uprowadzeniach ufo... wszystko to jest ze sobą powiązane i nie są to tylko wymyślone historie. Ja w to wierzę, i chciałbym żeby człowiek, który przeczyta komiks zainteresował się taką tematyką, jeśli się z nią nie zetknął i rozpoczął swoje własne poszukiwania. Dla ludzi którzy są zaznajomieni z tematem paleo komiks będzie (jeśli zdołam go skończyć...) ciekawym powiązaniem niektórych koncepcji.

A przede wszystkim, zależy mi aby komiks był jak najbardziej atrakcyjny graficznie. Jako czytelnik osobiście zawsze zwracam uwagę głównie na rysunki, dopiero potem na fabułę. W naszym kraju niewiele jest komiksów o realistycznej kresce, więc mam nadzieję że mój - pomimo wielu usterek - będzie miał szansę się spodobać.

Jak widać, polscy komiksiarze na tapetach mają bardzo różnorodny materiał. Za tydzień poznacie dalsze losy "Scen z życia murarza" i "Kamienia przeznaczenia".

Ciąg dalszy nastąpi...

Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

4 komentarze:

Maciej pisze...

Tym komiksom nikt nie kibicuje :(

lucek pisze...

Śmietanka polskich rysowników i jeden ambitny, młody, zdolny, który chce uderzyć w segment według wielu do tej pory niezagospodarowany? Hm, dziwne! Ja tam niezmiennie kibicuję!

Anonimowy pisze...

Cóż... po wstępnych emocjach sprawa szybko ucichła, miejmy nadzieje że redaktor będzie wytrwalszy od czytelników i nie zarzuci tego ciekawego pomysłu :)

Biram pisze...

Pamiętam, że dziecięciem będąc czytałem "Lądowanie w Andach" itd., niewiele już pamiętam, ale wspominam je z pewnym sentymentem.