Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

"Lucyfer: Dworce ciszy" - Carey

Autor: Dominik Szcześniak

Christopher Moeller po przejęciu pałeczki twórcy okładek serialu "Lucyfer" po Duncanie Fegredo wciąż jest jej najjaśniejszym punktem. Grafika zdobiąca "Dworce ciszy" jest absolutnie fantastyczna, a jej kompozycja przypomina najlepsze albumy "Thorgala". Trzeba sobie jednak zadać pytanie, czy taka okładka jest wizytówką zawartości albumu, czy może zasłoną dymną, zachęcającą do zakupu intelektualnej wydmuszki?

Po dobrze rokującym tomie "Inferno", "Dworce ciszy" to powrót do korzeni pisarstwa Mike'a Careya, a więc formy zdecydowanie wahadłowej. Akcja toczy się dwutorowo - z jednej strony obserwujemy działania drużyny Lucyfera, podążającej mitycznym statkiem Naglfarem w stronę Dworców Ciszy w celu uwolnienia duszy Elaine Belloc, a z drugiej jesteśmy świadkami grzebania Gwiazdy Zarannej w swojej przeszłości oraz w umyśle Boga (to ostatnie potraktowane jest wręcz dosłownie). Typowe perypetie drużyny noszą znamiona komiksu przygodowego - są walki na ziemi i w powietrzu, trudni do przejścia strażnicy oraz próby, którymi poddawani są członkowie ekipy. Ale jest również careyowski bełkot, nijak do tej formuły nie przystający. Wracają archaizmy i pompatyczne teksty, sprawiające wrażenie, że wszyscy (poza dwoma chochlikami klnącymi jak szewcy) mówią językiem szekspirowskim.


Podczas lektury można odnieść wrażenie, że to nie Lucyfer manipuluje na planszach swojej serii, lecz jej scenarzysta. Serwując szereg nielogiczności - również tych, dotyczących charakteru Gwiazdy Zarannej - miast być zmyślnym władcą marionetek, okazuje się jedynie kiepskim hochsztaplerem. Zaczął, wzorując się na Gaimanie, a w jednej ze scen "Dworców ciszy" próbuje być drugim Ennisem.


W sukurs kiepskiemu scenariuszowi idą całkiem niezłe rysunki. Tym razem pomysł polega na przeplatance rysowniczej - swoje sceny robi Peter Gross, swoje Dean Ormston. Trzeba przyznać, że wychodzi to szacie graficznej na dobre - Ormston jeszcze nigdy nie był w tak dobrej formie, Gross może jakoś specjalnie nie błyszczy, ale również jest niezły. Obaj jednak bledną przy historyjce Davida Hahna. Prostej, konturowej i - co najważniejsze - współgrającej ze scenariuszem. "Siostry miłosierdzia" to odcinek, stanowiący epilog głównej historii tego albumu. Epilog, ponownie windujący poziom i dający nadzieję na rychłą poprawę. Tyle, że jest to już szósty tom. Szósty tom z jednym przebłyskiem
. Ile szans może dostać seria na rozruch?

"Lucyfer: Dworce ciszy". Scenariusz: Mike Carey. Rysunki: Peter Gross, Ryan Kelly, Dean Ormston, David Hahn. Kolor: Daniel Vozzo. Okładka: Christopher Moeller. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont 2010

Brak komentarzy: