Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Rosiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grzegorz Rosiński. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 stycznia 2017

Thorgal: Szkarłatny ogień - Dorison/ Rosiński

Są tacy, którzy twierdzą, że Thorgal skończył się na "Strażniczce kluczy", "Wilczycy", bądź "Słonecznym mieczu".  A jednak - wbrew ich idealistycznemu podejściu - seria nadal trwa. Od wielu, wielu lat napędzana jest jednak nie poziomem artystycznym, a intencjami biznesowymi. Po odejściu wyraźnie zmęczonego i wyeksploatowanego współtwórcy serii Jeana van Hamme’a za pisanie scenariuszy wziął się Yves Sente. A gdy ten zaczął przesadzać, wrzucając młodocianych bohaterów serii w sesje RPG, spychając Thorgala na drugi plan i obdarowując wszystkich jak leci cechami charakteru dalekimi od pierwowzoru, kierownictwo produkcji na stanowisku scenarzysty zatrudniło Xaviera Dorisona. 
Jego celem było uratowanie cyklu, którego ostatnie odcinki przekraczały granicę dopuszczalnego bełkotu. I muszę przyznać, że Dorisonowi udało się tę serię wyciągnąć z samego dna grafomanii. Czy jednak podczas lektury "Szkarłatnego ognia" poczuć można emocje towarzyszące niepokojącemu "Alinoe", tajemniczej i okrutnej "Krainie Qa", przyprawiającej o gęsią skórkę "Wilczycy", czy zaplątanemu w czasie "Władcy Gór"? 
Nie. Nie można. Dominującym uczuciem podczas lektury „Szkarłatnego ognia” jest uczucie ulgi, że oto ktoś na naszych oczach bardzo ładnie sprząta! Bo Dorison rzeczywiście zgrabnie wyczyścił głupoty zainicjowane przez wcześniejszego scenarzystę. Sklecił tak wyrazistą intrygę, jaką tylko mógł, korzystając z klocków, które pozostawił jego poprzednik. A w usta bohaterów powkładał momentami naprawdę dobrze brzmiące dialogi. Czuć rękę fachowca, co jest słodką obietnicą na przyszłość. 
Na początku „Szkarłatnego ognia” Thorgal wciąż przebywa w Bag Dadzie, gdzie próbuje odzyskać swojego syna Aniela z rąk Czerwonych magów, przekonanych, że Aniel jest inkarnacją mistrza ich zakonu. Zaś pod koniec albumu dziecko gwiazd jest już w drodze do Northlandu, na ziemie wikingów, które widziały najbardziej zapadające w pamięć przygody tytułowego  bohatera. Czyszczenie zakończone wzorcowo i nowa karta otwarta dla scenarzysty. 
Jeśli zaś chodzi o rysunki - Grzegorz Rosiński ponownie rysuje i maluje inaczej. Na gęstych plamach farby niekiedy jedynie umownie zarysowuje piórkiem kształt budynków. W BagDadzkich klimatach wyraźnie nie czuje się zbyt dobrze. Dla Rosińskiego, który podczas prac nad albumem borykał się z problemami zdrowotnymi, powrót do Northlandu również - być może - będzie powrotem z dalekiej podróży. 
Sądzę, że po raz pierwszy od wielu lat warto czekać na kolejny album Thorgala. To będzie prawdziwy test dla Dorisona, który póki co zaplusował tym, że potrafi świetnie sprzątać. 
"Thorgal: Szkarłatny ogień". Scenariusz: Xavier Dorison. Rysunki: Grzegorz Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

sobota, 5 listopada 2016

Relax: Antologia opowieści rysunkowych

Choć nie wszystkie zamieszczone w niej komiksy bronią się po latach, antologia zbierająca najlepsze komiksy z kultowego, ukazującego się w latach 1976-1981 magazynu „Relax” to niezbędny i piękny powrót do przeszłości. 
Wśród opublikowanych tu prac znaleźć można samą śmietankę polskiego komiksu wszechczasów. Są więc wszyscy najlepsi: Grzegorz Rosiński z "Najdłuższą podróżą", "Dziewięcioma z nieba" i "Pojedynkiem", Janusz Christa z "Panem Paparura i psem Aj" oraz "Bajkami dla dorosłych", Tadeusz Baranowski z "Orient-Menem", Jerzy Wróblewski z "Czarną różą", "Ludziom trzeba wierzyć" i "Wolność mieszka w górach", Marek Szyszko z "Tajemnicą kipu" i "W mocy wielkiej bogini" czy Bogusław Polch ze "Spotkaniem". 
Zbiór zawiera 13 komiksów – zarówno form krótkich, jak i pełnometrażowych – zgromadzonych na 160 stronach w eleganckiej twardej oprawie. Choć graficznie wszystkie komiksy stoją na najwyższym poziomie, a podziwianie wczesnych prac Rosińskiego czy Wróblewskiego to uczta dla oczu, niektóre scenariusze nie przetrwały próby czasu. Rzecz jasna poza Orient Menem Baranowskiego, który był, jest i będzie zawsze żywy i aktualny. 
Scenarzyści odlatują w kosmos, sięgają w stronę przyszłości, tworzą historie sensacyjne, awanturnicze i humorystyczne. Komiksy prezentowane na łamach antologii były pod koniec lat 70. ubiegłego wieku kopalnią cytatów, a twórcy „Relaxu” zainspirowali całe pokolenie artystów tworzących komiksy obecnie. 
Legendarny magazyn obchodzi właśnie 40-lecie powstania. Tej publikacji towarzyszy jeszcze jedna niezwykle ważna okoliczność – antologia „Relaxu” jest tysięcznym albumem Klubu Świata Komiksu wydawnictwa Egmont Polska, które od 1999 roku ciągnie rynek komiksowy w Polsce na swoich barkach. O powiązaniach Relaxu z Egmontem na łamach wprowadzenia do albumu opowiada Tomasz Kołodziejczak, a już o samym „Relaxie” ze znanym sobie zapałem pisze w posłowiu niezastąpiony Adam Rusek. Podczas lektury tego zbioru wielu 40-60-latków może uronić łezkę. Starszym nie muszę polecać tego powrotu do przeszłości, młodych zachęcam do sprawdzenia, jakie komiksy powstawały w PRL-u. 
"Relax: Antologia opowieści rysunkowych". Scenariusz: Ryszard Siwanowicz, Stanisław Majewski, Tadeusz Baranowski, Ryszard Bańkowicz, Janusz Christa, Elżbieta Dobrzyńska, Cezary Chlebowski, Andrzej Sawicki, Stefan Weinfeld, Maria Olszewska. Rysunki: Bogusław Polch, Grzegorz Rosiński, Tadeusz Baranowski, Jerzy Wróblewski, Janusz Christa, Marek Szyszko. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

środa, 6 stycznia 2016

Grzegorz Rosiński - monografia

Grzegorz Rosiński - autor "Thorgala", "Yansa", "Zemsty hrabiego Skarbka" i "Westernu" doczekał się opasłej monografii. Wielkoformatowa, czterystustronicowa cegła to prawdziwa gratka dla fanów twórczości słynnego Polaka. Album został przygotowany na zasadzie wywiadu-rzeki, jaki z Rosińskim przeprowadził Patrick Gaumer. Współudział w powstaniu monografii miał również syn Rosińskiego, Piotr. A nad całością czuwała zmarła w 2009 roku żona artysty – Katarzyna Rosińska, której pamięci książka została zadedykowana. Ogromny wkład w powstanie albumu miał również Wojciech Birek – wieloletni tłumacz komiksów Rosińskiego, fan i przyjaciel autora.

„Słychać mnie czy nie?” – pytał Rosiński zgromadzonych na Sali Atlas Areny podczas zeszłorocznego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, dodał: „Dobrze. Albo może niedobrze, bo właściwie niewiele mam do powiedzenia. Wszystko jest tutaj, w tej książce”. To prawda. Autor Thorgala został przepytany z każdego możliwego tematu pośrednio lub bezpośrednio dotyczącego jego twórczości. Począwszy od dzieciństwa, spędzonego w Polsce, pierwszych odkryć komiksowych, poprzez wspomnienia na temat komunizmu, ilustracji wykonywanych na zlecenie, aż po pierwsze międzynarodowe wojaże i emigrację w marcu 82 roku. Samotnik, w młodości obywający się bez przyjaciół, perfekcjonista i człowiek oddany rodzinie – takiego Rosińskiego opisuje ta książka.

W odpowiedziach na pytania francuskiego badacza komiksu, Rosiński podkreśla swoje pragnienie zmiany, chęć ciągłej ewolucji i poznawania kolejnych technik rysunku. Potwierdzenie jego słów znajduje się w materiałach ilustracyjnych, stanowiących główną część, a jednocześnie wielką siłę albumu. Znaleźć tu można wygrzebane z archiwum pierwsze komiksy autora, które tworzył jeszcze jako dzieciak, inspirowane w równej mierze literaturą, jak "Wyspa Skarbów" czy "20 tysięcy mil podwodnej żeglugi", ale i wynikające z wyobraźni mistrza. Są także szkice stworzone podczas edukacji w liceum plastycznym, obrazy z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, okładki książek i płyt, portrety, czy też plansze i kadry z tworzonych przez autora przez dekady komiksów, znanych niemal każdemu czytelnikowi na świecie.

Rosiński opowiada o kulisach powstawania swoich serii, o ulubionych scenach z "Thorgala", ale też o pracach, które dzisiaj uważa za nieudane. Co ciekawe, rzuca również światło na pewne kontrowersyjne decyzje, np. usunięcie z "Thorgala" psa rodziny Aegirssonów, Muffa, który w jednym z odcinków pozostawiony został na greckiej wyspie. Okazuje się, że powodem była śmierć prawdziwego psa Rosińskiego, na którym wzorowany był Muff. Artysta emocjonalnie nie czuł się na siłach, by rysować zmarłego przyjaciela, w związku z czym symbolicznie sprowadził go do raju w rysowanym przez siebie komiksie. Z wypowiedzi Rosińskiego biją emocje, ale są również momenty humorystyczne.

Ilość smaczków, jakie zostały przemycone na łamach monografii zadowoli nawet najbardziej wybrednego fana twórczości artysty. Poza materiałem rysunkowym, Rosiński ujawnia mnóstwo zdjęć z archiwum rodzinnego, przedstawiających twórcę na każdym etapie życia – od bobasa, poprzez zdjęcia z wąsem, aż po czasy obecne. W efekcie dostajemy 400 stron, w które można wgapiać się w nieskończoność. Szkoda tylko, że niektóre obrazy, czy kadry komiksowe zostały zaprezentowane w miniaturkach, podczas gdy swobodnie mogłyby funkcjonować jako całostronicowe ilustracje i jeszcze bardziej cieszyć oko.

W albumie znalazło się także miejsce dla poglądów Rosińskiego na temat umiłowanego przez niego dziewiętnastowiecznego malarstwa historycznego, jak również dla wypowiedzi artystów, współpracujących z Rosińskim. I tak na przykład Roman Surżenko, rysownik pobocznych serii ze świata "Thorgala" zapytany o to, kim dla niego jest Rosiński, odpowiada, że „dzieła polskiego artysty bardzo dawno temu zmieniły jego życie”. „Bardzo skromny i ludzki” – mówi Giulio de Vita. „Ilustrator, który uwielbia ryzyko” – to słowa Yvesa Sente. „Prawdziwy artysta komiksu” – rzecze Jean van Hamme. No cóż, jak widać jeden z najwybitniejszych polskich twórców komiksu doczekał się zasłużonego pomnika. 
"Grzegorz Rosiński. Monografia". Autorzy: Patrick Gaumer, Piotr Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Album można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

piątek, 29 sierpnia 2014

Yans - Duchateau/ Rosiński

Nareszcie się doczekał. Po wielu latach funkcjonowania w zeszytowych wydaniach "Komiksu Fantastyki" i egmontowskich albumach "Yans" trafił do trzytomowego wydania zbiorczego. Opublikowane w pierwszym zbiorze historie pochodzą z lat 1983-1988, wszystkie zostały napisane przez Andre Paula Duchateau, a narysowane przez Grzegorza Rosińskiego, który - równolegle rysując Thorgala - przeżywał najważniejsze chwile swojej kariery rysownika, mistrzowską formą rzucając na kolana krytyków i publikę.
Egmontowskie wydanie zbiorcze, poza czterema albumami ("Ostatnia wyspa", "Więzień wieczności", "Mutanci z Xanai", "Gladiatorzy"), zawiera również dziesięcioplanszową, niepublikowaną w żadnym albumie historię "Wieża rozpaczy" (z którą polski czytelnik mógł się zapoznać w jednym z numerów magazynu "Super Boom"), jednoplanszówkę "Tajemnicze i niewiarygodne przygody agenta kosmicznego" (pochodzącą z jednego z numerów magazynu "Tintin") oraz pierwszą część dossier, w którym Patrick Gaumer w interesujący sposób opisuje historię duetu Rosiński/ Duchateau, okraszając ją szeregiem anegdot i mnóstwem archiwalnych fotografii, alternatywnych okładek i szkiców. Całość wydana jest w efektowny sposób - twarda oprawa, zwykły papier (znacznie bardziej odpowiedni, niż kredowy) i reprodukcje wszystkich okładek. Jak więc widać, jest to pozycja idealnie skrojona pod wymagania kolekcjonerów, fanów serii i tych, którzy czują sentyment do bohaterów znanych z dzieciństwa. Czy jednak "Yans" broni się po tylu latach jako komiks?
Oczywiście, że broni. Nie tylko jako pokaz możliwości rysowniczych Grzegorza Rosińskiego, ale również jako popis scenarzysty. Duchateau przez wielu postrzegany jest już tylko jako powolny zabójca tej serii, obniżający loty z każdym kolejnym albumem, tworzonym już wspólnie ze Zbigniewem Kasprzakiem. Pod tymi tonami zmarnowanego na radosną grafomanię papieru dumnie lezą nieco zakurzone pierwsze odcinki serii. I choć doszukać się w nich można błędów logicznych i banałów narracyjnych, całość wciąż czyta się świetnie. Duchateau z albumu na album podwyższał sobie poprzeczkę i z fantastycznej historyjki o gwiezdnym agencie zagubionym w czasie, przeskoczył do opowieści o wolności, równości i braterstwie. W jego historii zwracają uwagę świetnie skonstruowane postaci, z przypadkowym herosem Yansem i diabolicznym tyranem Valsarym na czele. Co interesujące, scenarzysta na równi traktuje wszystkich bohaterów, nawet trzecioplanowych żołnierzy nazywając z imienia i dając im "pięć minut" w komiksie.
Lecz choć scenariusz świetny, pulpowy i wchłaniający się przez umysł szybko i bezboleśnie, to jednak cała magia "Yansa" leży w dłoniach Grzegorza Rosińskiego. Komiks narysowany jest po mistrzowsku. Obserwujemy prace artysty z czasów, gdy posługiwał się dość prostą, acz już charakterystyczną kreską, jak również z okresu maksymalnej szczegółowości. Projekty postaci, stworów, przestrzeni i statków wciąż robią niesamowite wrażenie, a scena we mgle z albumu "Więzień wieczności" to perfekcyjny, wielki hołd złożony pracom Hermanna Huppena. W zasadzie zbędne jest pisanie czegokolwiek więcej ponad fakt, że w omawianym zbiorczym wydaniu "Yansa" każda kreska - a jest ich mnóstwo - ma swoje miejsce na planszy.
Świetne wydanie, wspaniałe rysunki i historia, która się nie zestarzała. Pierwszy zbiorczy "Yans" to album do postawienia na półce dla wszystkich, którzy z rozrzewnieniem wspominają tę serię, tych, którzy cenią sobie twórczość Grzegorza Rosińskiego, jak również tych, którzy pochłaniają pulpowe opowieści w starym stylu. 
"Yans: Wydanie zbiorcze, tom 1". Scenariusz: Andre-Paul Duchateau. Rysunki: Grzegorz Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal.

środa, 4 grudnia 2013

Thorgal: Kah-Aniel - Sente/ Rosiński

W trzydziestym czwartym albumie serii "Thorgal" znalazło się aż dziewięćdziesiąt sześć niemych kadrów. Jeśli przyjmiemy, że na planszy średnio mieści się tych kadrów siedem, niemal czternaście plansz składa się na milczący popis umiejętności Grzegorza Rosińskiego. Co więcej, polski rysownik wykonał w "Kah-Anielu" jeden kadr całostronicowy, co zdarza mu się niezwykle rzadko. Wierzę, że zrobił to po to, by samemu mieć frajdę i dać ją również czytelnikom, ale ciężko oprzeć się wrażeniu, że przede wszystkim chodziło mu o odwrócenie uwagi od "popisów" swojego kolegi, Yvesa Sente.
Kontynuujący dzieło Jeana van Hamme scenarzysta, który podczas reanimacji serii o dzielnym Wikingu mógł do tej pory liczyć na moje recenzenckie poparcie, doszedł do takiego momentu w swojej karierze, kiedy i ja zmuszony musiałem złapać się za czoło, przymknąć oczy, zacisnąć zęby i powiedzieć: "koniec". Gdy przedstawiał utrzymane w stylu sesji RPG przygody Jolana i jego świty - twierdziłem, że dostosowuje produkt do nowego czytelnika. Kiedy wszyscy krzyczeli, że nowym Thorgalem dokonuje zamachu na ich młodość - sugerowałem, że ich młodość przecież przeminęła, a warto by ta świeża, która trwa, również miała przyjemność rozwijać się w towarzystwie przystojnego naturalizowanego Wikinga. Kiedy dokonywał telenowelizacji serialu - bagatelizowałem temat, dając do zrozumienia, że przecież "Thorgal" telenowelą był od zawsze. W "Kah-Anielu" Sente nie tylko rozwinął powyższe tematy w trudny do zaakceptowania sposób, ale też przekroczył kilka innych granic, a przy tym - niestety - sprawił, że nie przeczytałem komiksu na jednym wdechu, przerywałem lekturę oraz - uwaga - ziewałem. Tak, Yves Sente stworzył nudny scenariusz, najnudniejszy w całej serii, przegadany i oparty na tym, że cały czas ktoś z offu nawija na temat kilkudziesięciu wymienianych z imienia, nazwiska i funkcji postaci.
Wysłanie Thorgala do Bag Dadhu w pogoni za porwanym synem i legendarnymi Czerwonymi Magami zaowocowało marazmem fabuły. Gadające głowy jedynie na chwilę ustępują pola wartkiej akcji, a wiele istotnych sytuacji rozgrywa się poza kadrem. Obok fantastycznych pustynnych scenerii oraz portowych klimatów, Rosiński zyskał sposobność zilustrowania lokalnych domostw, obyczajów i miejsc, które jednak znikają pod ogromem tekstu i ukazują swego rodzaju bezsilność polskiego artysty.
"Thorgalowi" bliżej obecnie nie do telenoweli wenezuelskiej, lecz tasiemca amerykańskiego, znanego polskim widzom jako "Moda na sukces". Zamiast pozwolić bohaterom zestarzeć się w spokoju i z honorem, twórcy "Światów Thorgala" beztrosko spuszczają ich ze smyczy, która przecież za ich świętym przyzwoleniem wiązała im szyje. Już teraz Sente doprowadził do tego, że niemal wszyscy (nie tylko dorośli) bohaterowie serii zaczęli się puszczać, a już wkrótce będziemy zapewne dochodzić jak doszło do tego, że jej ojciec jest zarazem jej synem, brat też jest synem, a syn mężem byłej żony.
Yves Sente na łamach "Thorgala" i "Kriss de Valnor" zniszczył spontaniczność serii. Zabrał Grzegorzowi Rosińskiemu przestrzeń do rysowania. Sprawił, że pomiędzy Thorgalem, Kriss, Jolanem, Aaricią - tymi wolnymi duchami świetnie nakreślonymi przez van Hamme'a narosły teraz ciężkie zależności i relacje godne telewizyjnej dusznej psychodramy.
"Thorgal" ma przed sobą jeszcze dwa tomy, ale już się skończył. Pozostało tylko sięgnąć na półkę po "Gwiezdne dziecko" lub "Władcę gór" i powspominać starą, dobrą, zakończoną kilka lat temu serię.
"Thorgal: Kah-Aniel". Scenariusz: Yves Sente. Rysunki: Grzegorz Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Incal, Picture Book.pl, Elemental
Inne recenzje serii:

sobota, 7 września 2013

Pokaż ścianę (04)

Kolejne osoby wychodzą z szafy i pokazują co mają na ścianie. Jeśli czytasz te słowa i kolekcjonujesz oryginalne plansze komiksowe, rysunki, mazaje na ścianach - dołącz do akcji. Podeślij zdjęcia swojej ściany, opisz je w kilku słowach, a Ziniol je opublikuje. Oryginały na ścianach to wspaniała sprawa!
Dzisiaj zaglądamy do mieszkania Katarzyny Babis i Daniela Grzeszkiewicza. Na ścianach tej komiksowej pary zawisło kilka ciekawych nazwisk. Sprawdźcie to:

sobota, 7 stycznia 2012

Thorgal: Statek miecz - Sente/ Rosiński

Autor: Dominik Szcześniak
W kilku ostatnich tomach Thorgala głównym bohaterem serii był jego syn, Jolan. Aegirsson zaliczał jedynie krótkie epizody, dając tym samym przestrzeń do rozwijania wątku dziecięcej fantasy, której kulminację stanowiła wielka bitwa o Asgard. Scenarzystę odsądzano od czci i wiary. Z ust recenzentów padały zdania o zamachu na ich młodość i zbezczeszczeniu idealnego komiksu. Rok po premierze Bitwy o Asgard dostajemy kolejny tom serii, zatytułowany Statek miecz. I okazuje się, że wystarczy odwrócić proporcje, by serial wrócił do formy i dostarczył wrażeń, porównywalnych do tych z czasów swojej świetności.
Aegirsson powraca w wielkim stylu. Yves Sente zdaje się kompletnie rewidować tezę o dostosowaniu sagi do młodszego odbiorcy, co jednocześnie otwiera mu furtkę do ukazania swego talentu pisarskiego. Stworzenie nowej jakości, opartej o przygody młodego Jolana, okazało się błędem - przykłady Louve czy Kriss de Valnor pokazują, że odpowiednim do tego miejscem mogłyby być "światy Thorgala", czyli serie odpryskowe, opisujące postaci z dalszego planu i zazębiające się z główną w niektórych momentach. Błąd ten wyraźnie związał ręce scenarzyście na dorobku i nie pozwolił mu się wykazać.

Statek miecz to zaledwie kilka plansz przygód Jolana i o wiele więcej perypetii starego, dobrego Thorgala. Wątek z udziałem Jolana napisany jest bardzo zwięźle - nie rozwlekając niepotrzebnie akcji, scenarzysta zaznacza kolejny quest, przed którym stanie ekipa młodzieńca i daje kilka wskazówek co do tego, w którą stronę podąży ta linia fabularna. Całkiem możliwe, że w jednej ze scen dostajemy również informację co do potencjalnego zakończenia serii, która ma dokonać żywota na tomie numer 36, splatającym losy większości postaci z serii odpryskowych.

Na tych kilku stronach równie widoczne co zaangażowanie scenarzysty jest znużenie rysownika. Rosińskiemu najwidoczniej nie do końca spodobało się uczynienie z Jolana głównego bohatera jego najpopularniejszego komiksu, wobec czego wątek z jego udziałem zupełnie sobie odpuścił, całą parę poświęcając na resztę albumu, który osadzony jest w zimowej scenerii.

Graficznie jest to perełka, stworzona z pełną świadomością języka komiksu. Zaufanie, jakim darzyli się nawzajem Rosiński i van Hamme procentowało w pełni zespołowymi albumami, w których każda scena przygotowana była znakomicie. W przypadku Yvesa Sente ta współpraca również wygląda imponująco, ale z zupełnie innego powodu - jest w Statku mieczu kilka scen, wyraźnie pokazujących, że Rosiński to mistrz, który po profesorsku potrafi zatuszować niedociągnięcia scenariusza (nie uratował jedynie naciąganego zakończenia).

Komiks ten jest nie tyle powrotem do dobrej formy serii, co zupełnie inną "dobrą formą". Thorgal zostaje wrzucony w zupełnie nowe rejony i - płynąc szlakiem handlowym Wikingów - niebawem dotrze zapewne do Bag Dadhu, będzie miał na głowie kakhazańskich przestępców i stanie twarzą twarz z sułtanem Ibn Aiszą. Akcja omawianego tomu dzieje się w tak egzotycznych miejscach jak Nowogorew czy Brojewo. Ekspansja uniwersum thorgalowskiego trwa w najlepsze, jednak dopiero po dotknięciu przez Sente nabrała kolorów (przypomnijmy sobie np. okropne epizody greckie za kadencji Jeana van Hamme). I nabierze jeszcze większych, bo scenarzysta zapowiada wojny religijne.

Statek miecz usatysfakcjonuje starszych fanów serii, którzy z rozrzewnieniem wspominają wszystko, co wydarzyło się w światach Thorgala do momentu opublikowania albumu Władca gór. Nie jest to ten sam Thorgal, ale wreszcie ktoś znalazł receptę na to, by ten nowy wyglądał co najmniej przyzwoicie.
Thorgal t. 33: Statek miecz. Scenariusz: Yves Sente. Rysunek: Grzegorz Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska 2011

czwartek, 5 listopada 2009

"Skarga utraconych ziem" - Dufaux, Rosiński

Autor: Dominik Szcześniak

Premierowy album kolekcji komiksów Grzegorza Rosińskiego, na tle pozostałych tytułów mających ukazać się w jej ramach ("Szninkiel", "Western", "Zemsta Hrabiego Skarbka") wypada dość blado. Czterotomowa "Skarga utraconych ziem" do scenariusza Jeana Dufaux to historia fantasy, pełna czarnej magii, intryg dworskich, szlachetnych rycerzy i paskudnych czarnych charakterów, wplątanych w losy księżniczki Sioban.

Komiks ten został narysowany przez Rosińskiego w ramach chęci odpoczynku od "Thorgala" i w momencie, gdy jego sztandarowa seria przeżywała spadek formy. W "Skardze" rysownik zaskoczył przede wszystkim inną kompozycją plansz oraz uproszczeniem kreski. Zarzut pójścia na łatwiznę nie odbiera jednak uroku jego grafikom - wciąż znać w nich rękę mistrza. Gorzej natomiast z dokonywanym przez niego doborem scenarzystów. Kiedy Dufaux zaproponował Rosińskiemu (a właściwie anonimowo podłożył mu na biurko skrypt) stworzenie rysunków do "Skargi utrac
onych ziem", miała to być seria dwuczęściowa. Dwa odcinki - "Sioban" i "Blackmore", bogate w grafomańskie teksty i upstrzone szeregiem kliszy, spotkały się jednak z aplauzem ze strony publiki. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że kolejne - "Pani Gerfaut" i "Kyle z Klanach" narysował Rosiński nie tylko z myślą o ugłaskaniu wiernych fanów, lecz również z chęci rehabilitacji. Bo druga dylogia jest od pierwszej znacznie lepsza pod każdym względem.

Dufaux odwraca w niej wszystko do góry nogami. Cukierkowe, osadzone w klimacie młodzieżowej fantasy perypetie Sioban i jej przodków przekształca w krwistą opowieść o władzy i szaleństwie. Podejmując decyzje, z których scenarzystom zawsze bardzo ciężko wyjść wiarygodnie (np. wymordowanie głównych bohaterów opowieści), udaje mu
się doprowadzić do spójnego i konkretnego finału.

Wspominałem, że "Skarga utraconych ziem" była dla Rosińskiego okazją urlopu od tworzonych corocznie kolejnych tomów "Thorgala". Oznaką tego, że z pewnych przyzwyczajeń ciężko się otrząsnąć lub tego, że rysownik lubi puszczać oczko do swoich Czytelników jest fakt, iż na kartach omawianego komiksu można natknąć się na postaci łudząco podobne do znanych z "Thorgala" Arguna Drewnianej Stopy czy Tjalla. Dla jednych będzie to smaczek, dla innych oznaka cytowania samego siebie.

Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego obejmuje przedruki p
ozycji, które już kiedyś ukazały się w naszym kraju i wciąż dostępne są na rynku w przeróżnych formach i wydaniach, a stworzone zostały we współpracy rysownika z różnymi scenarzystami. Usprawiedliwia to fakt takiej, a nie innej formy wydania. Projektem okładki, wspólnej dla wszystkich albumów cyklu zajął się Piotr Rosiński i pod względem konceptualnym jego projekt jest znakomity - jego trzon stanowi zajmujący większą powierzchnię okładki znak graficzny, złożony z inicjałów rysownika, natomiast rysunek, tytuł i scenarzysta są względem inicjałów podrzędne. Rosiński jest najpopularniejszym w Polsce rysownikiem komiksów. Ta kolekcja jest przede wszystkim zbiorem dzieł sygnowanych jego nazwiskiem, stąd też owe inicjały podziwiać możemy na okładce, zamiast jakiegoś ekskluzywnego, stworzonego specjalnie na potrzeby cyklu, rysunku.
Poza szatą graficzną i możliwością przeczytania integrala historii, wydawca zadbał o kilka ekskluzywnych dodatków - kilkadziesiąt stron szkiców rysownika (wzbogaconych tekstem na temat mitologii opowieści o Sioban), galerię oryginalnych okładek oraz dołączoną do albumu reprodukcję szkicu Rosińskiego. Wszystko to składa się na wyśmienitą rzecz dla fanów rysownika. I nawet mimo kiepskiego pod względem fabularnym początku, album ten jest tak zwanym "musiszmieciem".

"Skarga utraconych ziem". Scenariusz: Jean Dufaux. Rysunek: Grzegorz
Rosiński. Kolory: Graza. Projekt okładki: Piotr Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont 2009. Album wydany w ramach kolekcji komiksów Grzegorza Rosińskiego.