Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Birek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wojciech Birek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 grudnia 2017

"Sztuka i obraz" - BWA Jelenia Góra

W jeleniogórskim BWA zakończył się właśnie projekt „Sztuka i obraz”, w ramach którego odbyło się kilka imprez z udziałem komiksiarzy. Krzysztof Ostrowski poprowadził warsztaty z animacji, Wojciech Stefaniec i Olaf Ciszak warsztaty z komiksu oraz ilustracji, Benedykt Szneider opowiadał o grze „Ruiner” a Wojciech Birek i Jerzy Szyłak dyskutowali o miejscu komiksu we współczesnej kulturze ikonicznej. Projekt zakończył się spotkaniem z Maciejem Parowskim i Bogusławem Polchem, które poświęcone było ich wspólnej pracy nad „Funky Kovalem” i „Wiedźminem”.
W trakcie „Sztuki i obrazu” w Jeleniej Górze gościł też Dominik Szcześniak, który spotkał się z młodzieżą i poprowadził warsztaty ze scenariusza. Historie wymyślone i spisane podczas tych zajęć uczestnicy zrealizowali w formie komiksów pod czujnym okiem Przemysława Truścińskiego. Wkrótce ukaże się zin, w którym zebrane zostaną wszystkie te komiksy.

środa, 6 stycznia 2016

Grzegorz Rosiński - monografia

Grzegorz Rosiński - autor "Thorgala", "Yansa", "Zemsty hrabiego Skarbka" i "Westernu" doczekał się opasłej monografii. Wielkoformatowa, czterystustronicowa cegła to prawdziwa gratka dla fanów twórczości słynnego Polaka. Album został przygotowany na zasadzie wywiadu-rzeki, jaki z Rosińskim przeprowadził Patrick Gaumer. Współudział w powstaniu monografii miał również syn Rosińskiego, Piotr. A nad całością czuwała zmarła w 2009 roku żona artysty – Katarzyna Rosińska, której pamięci książka została zadedykowana. Ogromny wkład w powstanie albumu miał również Wojciech Birek – wieloletni tłumacz komiksów Rosińskiego, fan i przyjaciel autora.

„Słychać mnie czy nie?” – pytał Rosiński zgromadzonych na Sali Atlas Areny podczas zeszłorocznego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Usłyszawszy twierdzącą odpowiedź, dodał: „Dobrze. Albo może niedobrze, bo właściwie niewiele mam do powiedzenia. Wszystko jest tutaj, w tej książce”. To prawda. Autor Thorgala został przepytany z każdego możliwego tematu pośrednio lub bezpośrednio dotyczącego jego twórczości. Począwszy od dzieciństwa, spędzonego w Polsce, pierwszych odkryć komiksowych, poprzez wspomnienia na temat komunizmu, ilustracji wykonywanych na zlecenie, aż po pierwsze międzynarodowe wojaże i emigrację w marcu 82 roku. Samotnik, w młodości obywający się bez przyjaciół, perfekcjonista i człowiek oddany rodzinie – takiego Rosińskiego opisuje ta książka.

W odpowiedziach na pytania francuskiego badacza komiksu, Rosiński podkreśla swoje pragnienie zmiany, chęć ciągłej ewolucji i poznawania kolejnych technik rysunku. Potwierdzenie jego słów znajduje się w materiałach ilustracyjnych, stanowiących główną część, a jednocześnie wielką siłę albumu. Znaleźć tu można wygrzebane z archiwum pierwsze komiksy autora, które tworzył jeszcze jako dzieciak, inspirowane w równej mierze literaturą, jak "Wyspa Skarbów" czy "20 tysięcy mil podwodnej żeglugi", ale i wynikające z wyobraźni mistrza. Są także szkice stworzone podczas edukacji w liceum plastycznym, obrazy z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, okładki książek i płyt, portrety, czy też plansze i kadry z tworzonych przez autora przez dekady komiksów, znanych niemal każdemu czytelnikowi na świecie.

Rosiński opowiada o kulisach powstawania swoich serii, o ulubionych scenach z "Thorgala", ale też o pracach, które dzisiaj uważa za nieudane. Co ciekawe, rzuca również światło na pewne kontrowersyjne decyzje, np. usunięcie z "Thorgala" psa rodziny Aegirssonów, Muffa, który w jednym z odcinków pozostawiony został na greckiej wyspie. Okazuje się, że powodem była śmierć prawdziwego psa Rosińskiego, na którym wzorowany był Muff. Artysta emocjonalnie nie czuł się na siłach, by rysować zmarłego przyjaciela, w związku z czym symbolicznie sprowadził go do raju w rysowanym przez siebie komiksie. Z wypowiedzi Rosińskiego biją emocje, ale są również momenty humorystyczne.

Ilość smaczków, jakie zostały przemycone na łamach monografii zadowoli nawet najbardziej wybrednego fana twórczości artysty. Poza materiałem rysunkowym, Rosiński ujawnia mnóstwo zdjęć z archiwum rodzinnego, przedstawiających twórcę na każdym etapie życia – od bobasa, poprzez zdjęcia z wąsem, aż po czasy obecne. W efekcie dostajemy 400 stron, w które można wgapiać się w nieskończoność. Szkoda tylko, że niektóre obrazy, czy kadry komiksowe zostały zaprezentowane w miniaturkach, podczas gdy swobodnie mogłyby funkcjonować jako całostronicowe ilustracje i jeszcze bardziej cieszyć oko.

W albumie znalazło się także miejsce dla poglądów Rosińskiego na temat umiłowanego przez niego dziewiętnastowiecznego malarstwa historycznego, jak również dla wypowiedzi artystów, współpracujących z Rosińskim. I tak na przykład Roman Surżenko, rysownik pobocznych serii ze świata "Thorgala" zapytany o to, kim dla niego jest Rosiński, odpowiada, że „dzieła polskiego artysty bardzo dawno temu zmieniły jego życie”. „Bardzo skromny i ludzki” – mówi Giulio de Vita. „Ilustrator, który uwielbia ryzyko” – to słowa Yvesa Sente. „Prawdziwy artysta komiksu” – rzecze Jean van Hamme. No cóż, jak widać jeden z najwybitniejszych polskich twórców komiksu doczekał się zasłużonego pomnika. 
"Grzegorz Rosiński. Monografia". Autorzy: Patrick Gaumer, Piotr Rosiński. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Album można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 30 marca 2015

"Polina" - Vives

Bastien Vivès na polskim rynku zadebiutował serią "Za imperium", tworzoną wspólnie z Mervanem Chabane. Elektryzująca trylogia o podboju nowych ziem, barbarzyństwie i honorze została pozytywnie odebrana zarówno przez czytelników, jak i krytykę. Wydana przez timofa i cichych wspólników „Polina” jest natomiast debiutem autorskim Vivèsa na polskim rynku - niezwykle kameralnym, pozbawionym koloru, wręcz szkicowym, a przy tym niesamowicie naszpikowanym emocjami i skromną formą podkreślającym wszechstronne możliwości komiksowego medium. 

Album młodego Francuza to opowieść o dążeniu do spełnienia marzeń, konsekwencji, nauce, a przede wszystkim o skomplikowanej dla odbiorcy, lecz zapewne prostej dla osób zaangażowanych relacji uczeń -  nauczyciel. Polina Ulinowa – jeszcze jako dziewczynka – trafia do akademii profesora Bożyńskiego, niezwykle surowego baletmistrza. Naukę tańca w jego akademii Polina stara się łączyć z nocnym zakuwaniem do egzaminów, rozkwitającym powoli życiem towarzyskim oraz szkołą teatralną. Niedoświadczona, stoi w rozkroku między tańcem klasycznym, a eksperymentalnym. Starając się dociec, który z nich jest w życiu ważniejszy, oddaje się „szukaniu siebie” i wyrusza w podróż, która zapewni jej spory ładunek zachwytów i rozczarowań i podczas której natknie się na postaci o różnych osobowościach.

"Polina" prezentuje różne szkoły taneczne - od zamiłowania do klasyki poprzez "uzewnętrznianie siebie" i szukanie własnej ekspresji. Ścieranie się tych prądów napędza opowieść, wymyśloną przez Vivèsa. Urealnia ją natomiast szereg reguł funkcjonujących w tańcu, bardzo często przywoływanych na łamach albumu. "Jeśli chcesz któregoś dnia zostać tancerką, musisz być rozciągnięta", "Taniec to sztuka. Nie da się go nauczyć", ale też "Musisz wyrażać to, co masz w środku. Musisz to odkrywać". Vivès ustami bohaterów przedstawia skrajne tezy, nie zahaczając o banalizowanie, a momentami pozwalając sobie na odrobinę humoru. Jednocześnie nieustannie podtrzymuje napięcie na linii mistrz - uczennica, nawet kiedy ich drogi się rozchodzą. Ta magnetyczna relacja stanowi sedno albumu, wspaniale zresztą oddane w finale opowieści. 

Bastien Vivès rysuje w dość prosty sposób (a jak to robi - można podpatrzeć na przykład tutaj). Umowne szkice urozmaica plamami czerni, a wizerunki postaci częstokroć przedstawia za pomocą  kilku pociągnięć ołówka. Przyglądając się jego kresce bardziej wnikliwie okazuje się, że artysta dysponuje perfekcyjnym warsztatem, a technikę podporządkowuje tematyce komiksu. I choć w fascynujący i ekspresyjny sposób rysuje sceny tańca i wnętrza teatrów, przede wszystkim zapada w pamięć elektryzujący sposób rysowania głównej bohaterki, która dorasta na oczach czytelnika, lecz niezależnie od wieku wciąż hipnotyzuje tym samym spojrzeniem. Kreacja graficzna tej postaci godna jest utworzenia specjalnej kategorii nagród Eisnera i dożywotniego zdobywania tejże statuetki przez Polinę Ulinową. 

„Polina” to zdecydowanie jeden z najważniejszych frankofońskich komiksów, wydanych ostatnio w Polsce. Pięknie narysowany, świetnie opowiedziany i bazujący na magnetycznej relacji dwóch osób album na pewno znajdzie się na szczytach zestawień najlepszych komiksów roku. Rzecz zdecydowanie do zachwycania, ujmująca prostotą i emocjami. Do koniecznego postawienia na półce. 
"Polina". Autor: Bastien Vives. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: timof comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Wieże Bois-Maury: Oliwier - Hermann

Chwila, na którą polscy czytelnicy serii "Wieże Bois-Maury", podsycani publikowanymi w regularnych odstępach czasowych odcinkami, czekali z niecierpliwością, wreszcie nadeszła. Po dziesięcioalbumowej tułaczce, rycerz Aymar de Bois-Maury dotarł wreszcie do celu swej podróży i dostał od losu możliwość sięgnięcia po miecz, by oswobodzić ziemie swoich przodków.
Swoim zwyczajem, Hermann pozwolił sobie na lekki skok czasowy w stosunku do przygód, znanych z poprzedniego albumu tego osadzonego w średniowieczu serialu. Aymara zastajemy na długo po powrocie z ziemi świętej. Stacjonuje u sąsiada swych rodzinnych terenów, zbiera upragnioną armię, a u swego boku ma ciężarną żonę i kilku towarzyszy podróży, znanych z poprzednich albumów. Wśród nich jest ten najważniejszy - giermek Oliwier, którego imieniem - nie bez przyczyny - Hermann obdarował ostatni tom sagi. Obwiniający żonę głównego bohatera o odstawienie na boczny tor wierny pomocnik dziedzica Bois-Maury, upijając się do granic możliwości i bełkocząc po kątach, poświęca się powolnemu odzieraniu z szacunku, jakim darzyli go współtowarzysze przygód. Ostatecznie jednak staje się trybikiem, który dopełni całości i domknie ją w tragicznym finale.
Jakby zdając sobie sprawę z tego, że daje tę przyjemność czytelnikom po raz ostatni, Hermann wykorzystuje większość (jeśli nie wszystkie) chwytów komiksowych, jakie zastosował w poprzednich dziewięciu tomach. Na kartach "Oliwiera" znalazło się miejsce zarówno dla brudnych, średniowiecznych obrządków, jak i dla sennych zjaw, dla pięknie rysowanych scen nocnych, mglistych i dla jesiennych porannych pejzaży, dla efektownych pojedynków na śmierć i życie, jak i dla chwil, w których oddaje się hołd naturze, dla regularnego kadrowania i - tu nowość - paru nieobramowanych, niestandardowych kadrów. Hermann zadbał również o kilka niezwykle ważnych powrotów postaci znanych z poprzednich tomów - postaci, posiadających swoją historię, która - podobnie jak dzieje dzielnego rycerza - zostaje domknięta w niniejszym tomie. 
W ostatecznym rozrachunku, "Wieże Bois-Maury" nie są sugestywną próbą ukazania mroków średniowiecza, czy też wojen religijnych, lecz opowieścią o ludziach, którzy respektując pewne bezdyskusyjne wartości i szerząc je wśród napotkanych, dążą do konkretnego celu. Rzecz jasna, po drodze popełniają błędy, lecz w tych najważniejszych kwestiach starają się być w zgodzie z własnym sercem i sumieniem. 
"Oliwier" jest godnym zamknięciem wybitnego dla światowego komiksu cyklu. Na szczęście, czeka nas jeszcze pięciotomowa kontynuacja, którą Hermann stworzył wspólnie ze swoim synem, a której to cykl wydawniczy Wydawnictwo Komiksowe planuje rozpocząć we wrześniu. Póki co, zalecanym rozwiązaniem jest ponowne przejście przez dziesięć tomów tej genialnej serii. Najlepiej kilkukrotne. Z arcydziełami warto obcować więcej, niż jeden raz.
"Wieże Bois-Maury (10): Oliwier". Autor: Hermann. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.

poniedziałek, 15 września 2014

Wieże Bois-Maury: Sigurd - Hermann

W "Sigurdzie" zapędy Hermanna ku łączeniu średniowiecznej obyczajowości z realizmem magicznym dają o sobie znać z siłą większą, niż w "Reinhardzie" i "Germainie" razem wziętych. Szósty tom "Wież Bois-Maury", poprzez swój niedopowiedziany klimat, wylewający się z kadrów mrok i absolutnie arcymistrzowską kreskę zaliczyć można do najlepszych dokonań belgijskiego artysty.
Już w znakomitej "Aldzie" Hermann rozpoczął wręcz niezauważalny, subtelny proces zapoznawania się czytelnika z Aymarem de Bois-Maury - bohaterem, który wprawdzie gra główną rolę w historii poszukiwania tytułowych wież, lecz częstokroć pojawia się w albumie na moment, zrzucając całą uwagę odbiorcy na tytułowe postaci. Jak się okazuje, owi bohaterowie z drugiego planu i ich relacje z Aymarem służą budowaniu postaci błędnego rycerza, ukazując zarówno jego szlachetność, jak i upór, a przede wszystkim - dążenie do celu wbrew przeciwnościom losu i według zakodowanego w głowie obrazu. Aymar, aspirujący do odbicia rodzinnych wież Bois-Maury, brnie ze swoim giermkiem przez mniej lub bardziej znane ziemie. W przypadku "Sigurda" napisać, że "przeżywa przygody" byłoby lekkim nadużyciem, bowiem zdarzenia z pogranicza snu i jawy, jakich doświadcza, nie są przygodami sensu stricte. To impresje, ułudy, gry pozorów, które niewprawnemu twórcy pozwoliłyby stworzyć stereotypową serię awanturniczo-przygodową, zaś w dłoniach mistrza posłużyły do wykreowania fantastycznej wizji starego świata.
Aymar z pozycji świadka zdarzeń ("Babette") i cichego pomocnika ("Alda") w "Sigurdzie" jawi się jako archetypowy wybraniec. Jego przybycie do objętej klątwą osady zbiega się z pojawieniem się w niej białego rumaka i statku-widmo. Błędny rycerz będzie musiał doświadczyć zdarzeń, udostępnionych tylko jego oczom i stoczyć bój o odkupienie przodków bez wiary. Z drugiej strony, czeka go bardzo życiowa rozprawa z wyszczekanym rycerzem Jocelynem de Courcy, znającym odpowiedzi na pytania, których Aymar nie chce zadać. A wszystko to przy akompaniamencie ówczesnych realiów - rozmów o chrześcijaństwie i czasach pogańskich prowadzonych przy biesiadnych stołach oraz częstokroć drastycznych relacjach na linii giermek-pan.
Prace Hermanna cieszą oko zarówno w rozmiarze planszy, jak i w powiększeniu (wspaniałe wyklejki na wewnętrznych stronach okładki!), a wszyscy, którzy narzekali na jakość kolorów w poprzednich tomach, nasyceniem barw w "Sigurdzie" powinni być usatysfakcjonowani. Mistrzowska kreska belgijskiego rysownika robi niesamowite wrażenie zwłaszcza w nocnych scenach oraz finałowej batalii w scenerii zamczyska i gruzu.
W dotychczasowych tomach, Hermann umiejętnie splatał ze sobą losy kilku postaci i choć kilkoro z nich doczekało się już rozliczenia z serią, pozostali tacy, których pojawienia możemy się jeszcze spodziewać. Zakończenie "Sigurda" jasno pokazuje jaki będzie cel podróży w kolejnym tomie - Ziemia Święta. Towarzyszem Aymara będzie tym razem debiutujący w "Sigurdzie" William, imieniem którego zatytułowany został siódmy odcinek serii. 
Po dłuższej przerwie, Wydawnictwo Komiksowe ruszyło z publikacją kolejnych albumów w tempie podobnym do pierwszych pięciu tomów. W chwili, gdy piszę te słowa, "William" jest już dostępny, a 15 stycznia 2015 roku na rynku zadebiutuje dziesiąty tom "Wież". Rewelacyjna seria w rewelacyjnym tempie i rewelacyjnej jakości. Czego chcieć więcej?
"Wieże Bois-Maury (tom 6): Sigurd". Autor: Hermann. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Incal