Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Sztybor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bartosz Sztybor. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 października 2018

Dozorca: Nie wszystko złoto - Sztybor/ Shavrin

Pierwszy (?) tom Dozorcy, zatytułowany Nie wszystko złoto wart jest uwagi chociażby przez wzgląd na fakt, że scenariusz do niego napisał znany i ceniony w Polsce Bartosz Sztybor. Pierwotnie wydany za granicą, Dozorca trafił również do Polski. W naszych okolicznościach przyrody powinien spodobać się przede wszystkim fanom Osiedla Swoboda, którzy jednocześnie lubią szczyptę horroru.

Sztybor stawia tu na krwiste dialogi, trochę niepotrzebnie zanieczyszczone angielskimi wstawkami, oraz na pierwszoosobową narrację. Tak naprawdę jest to historia o trzech ziomkach spod bloku, którzy w miejskiej dżungli muszą stawić czoła drapieżcy. Nie żaden tęgi kulturysta ani doświadczony policjant. Trzech gości. Których na co dzień mijamy w drodze do sklepu. Po bułki. I walczą ze średniowiecznym stworem, nie tracąc przy tym drygu do luzackich dialogów. Dość istotna sprawa – pomaga im dozorczyni, widoczna zresztą na okładce.

Takich historii było wiele. I wiele będzie. Ta opowiedziana jest sprawnie, ale bez odkrywczych momentów, a narysowana bardzo ekspresyjnie, ale momentami na granicy czytelności. To taka niezobowiązująca rozrywka, jakich człowiek czasem potrzebuje, by odetchnąć od zaangażowanych dzieł. 
"Dozorca: Nie wszystko złoto". Scenariusz: Bartosz Sztybor. Rysunki: Ivan Shavrin. Wydawca: Non Stop Comics, 2018.

wtorek, 12 stycznia 2016

Przeczytane (03)

"Przeczytane" to rubryka, która powstała na łamach xerowanego "Ziniola" kilkanaście lat temu. Wówczas twierdzono, że "walimy w niej we wszystko, co się rusza". Dział na krótko powrócił do drukowanej wersji magazynu, a od niedawna funkcjonuje w jego odsłonie cyfrowej. 
Jacek Świdziński znowu to zrobił. Po "A niech cię Tesla" i "Zdarzeniu 1908" opublikował kolejny niebanalny komiks. Punktem wyjścia "Wielkiej ucieczki z ogródków działkowych" jest postój pociągu w lesie. Powodem jest trup na torach. Ludzie w oczekiwaniu na prokuratora i pociąg naprawczy wychodzą z pociągu i wchodzą w hm, interakcję z otoczeniem. Robi się śmiesznie. Ludzie chodzą, gadają o różnicy pokoleń, o tym z czym mają kanapki, a gdzieś tam niedaleko student multimediów maluje łuk-bramę jako formę pracy wakacyjnej, a pewien działkowiec prowadzi batalię z biurokracją, która zasłoniła jego piękny ogródek paskudnym bilbordem. W poszatkowanych scenkach rodzajowych widzimy również mieszkańców bloku i obserwowane przez nich przechadzające się ulicą postaci i perypetie kilku innych osobowości. Jest też nawiązanie do klasyki polskiego komiksu, ujawniające prawdziwą genezę powstania Tytusa. Ciekawe co na to Papcio Chmiel?! Odpowiedzi na to pytanie nie ma, ale na inne już owszem. Bohaterowie Świdzińskiego opowiadają na przykład o tym, dlaczego trzeba uważać na ludzi, którzy jedzą czosnek? Skąd się wziął człowiek? Ile wiedzą o nas kosmici?
 

Trochę tu koterszczyzny, trochę jakichś bareizmów. A właściwie to można chyba już powiedzieć, że to jakaś świdzińszczyzna jest. Autor komiksuje w sposób bardzo naturalny, czasem można odnieść wrażenie, że to jego naturalna, spontaniczna forma wypowiedzi. Jest tu sporo nawiązań do literatury, kultury i sztuki, absurdu, nonsensu. Świdziński jest również bacznym obserwatorem rzeczywistości i przekłada medialne fakty na język komiksu. Jak choćby ten o pumie widzianej na południu Polski. Chodzi zapewne o pumę w Leniuszkach w gminie Tuczna w powiecie bialskim, o której głośno zrobiło się w lipcu minionego roku. "Wielka ucieczka z ogródków działkowych" jest wielka. Dodam jeszcze, że autor jest członkiem grupy Maszin, a za swój poprzedni komiks otrzymał literacką nagrodę imienia Henryka Sienkiewicza, do której poza nim nominowani byli między innymi Łukasz Orbitowski, Wit Szostak, Marcin Wroński, Andrzej Sapkowski czy Katarzyna Bonda. 
"Wróć do mnie, jeszcze raz" to album traktujący o wielu uzależnieniach, pośród których znajdują się np alkohol, narkotyki czy miłość. W roli głównej występuje tu scenarzysta – Bartosz Sztybor, z werwą malowany przez Wojciecha Stefańca. Obserwujemy jego losy na haju, na rauszu, we śnie i na jawie, nie zawsze zdając sobie sprawę co jest czym. Sztybor w tym komiksie próbuje uzyskać jeszcze jedną szansę – kolejną już - u swojej dziewczyny, którą odstawił na rzecz balowania. W związku z tym tenże Sztybor wybebesza się emocjonalnie i pokazuje czytelnikowi swoje wnętrzności. 

Ten niezwykle osobisty album napisany jest bardzo sprawnie i rytmicznie. Po odłożeniu książki na półkę wibruje w głowie. To jeden z tych komiksów, co to nie dają zasnąć. Sztybor tworząc senne personifikacje różnych używek, stwarza sobie świetną furtkę do opowiedzenia historii w historii. Motyw zaginięcia jednej z ważnych postaci zamieszkujących jego sny powoduje, że w opowieści o wyłażeniu z uzależnienia mamy jeszcze intrygę kryminalną. To, co Sztybor wymyślił, pięknie namalował Stefaniec. Panowie w tej trudnej tematyce odnaleźli się idealnie, co świadczy o świetnej współpracy. Jak sądzę, rysownik dodał tu wiele od siebie, dorzucając cząstkę swojej intymności. Piękne, malarskie plansze, idealne dostosowanie się obrazem do rytmu słów to duże atuty Stefańca. Realistycznie malowany komiks ma swoje surrealistyczne momenty. Czasem rysownik odchodzi od obranej przez siebie techniki, uciekając w stronę kolażu. I wszystko jest tu na swoim miejscu. Już sama okładka mówi czego można spodziewać się po tym albumie. Dla fanów historii onirycznych i wkręcających się w głowę jest to tytuł niezbędny. 
Zawieszę teraz oko na "Gedeonie" – albumie zbierającym mnóstwo krótkich form komiksowych lubelskiego rysownika Daniela Grzeszkiewicza, którego szczera i szlachetna twarz zdobi okładkę zbioru. „Nie czytajcie moich komiksów – one się tego boją” – pisze autor pod jedną z plansz, sugerując, że jego twory to materia ożywiona, wchodząca w interakcję z czytelnikiem. Osobiście uważam, że nie ma się czego bać – Grzeszkiewicz to artysta, który operuje wieloma stylami, wśród których najpopularniejszy jest ten monumentalny, malarski, który podczas jednego z festiwali komiksowych urzekł samego Grzegorza Rosińskiego. Pod względem graficznym cały album to petarda, przedstawiająca wachlarz możliwości autora, a jednocześnie ukazująca rozwój jego kreski. Są tu zarówno bardzo wczesne, licealne próby komiksowe, jak i rzeczy najświeższe, przygotowane specjalnie na potrzeby publikacji. Warto wspomnieć, że Gedeon to rozszerzone wydanie "Gedeona Zebranego" – komiksu, który ukazał się kilka lat temu. Tym razem jednak dostajemy więcej stron, sekcję komiksów kolorowych, zremasterowaną okładkę oraz nieco większy format. Polecam. 

"Wielka ucieczka z ogródków działkowych". Autor: Jacek Świdziński. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

"Wróć do mnie, jeszcze raz". Scenariusz: Bartosz Sztybor. Rysunki: Wojciech Stefaniec. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

"Gedeon zebrany". Autor: Daniel Grzeszkiewicz. Wydawca: Gindie, Kraków 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kibicujemy (391)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Gedeon i Babis
KGB powróciło. Najpierw Hubert Ronek wydał dwa numery zina zbierające to, co działo się na jego blogu, teraz wraca do starej formuły i przedstawia nowy materiał. Co to za skład i co zaprezentuje w zaplanowanym na maj, 28. numerze zina? O tym dzisiaj w kibicowaniu.
Spis treści
Romano G.
Szcześniak
Ronek
Ronek i Kleszcz
Ronek
Sztybor i Jaszczu
Premiera nowego KGB w maju, podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa. Okładka magazynu będzie wyglądała tak:
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki

poniedziałek, 28 maja 2012

Kapitan Mineta - Sztybor/Nowacki

Autor: Dominik Szcześniak
Duet Sztybor/Nowacki nie próżnuje. Po wydanym na początku roku zbiorku Byle do piątku trzynastego, powracają z kolejnym zbiorczym wydaniem swoich szlagierowych serii. Tym razem padło na  12-stronicowy zeszyt zatytułowany Kapitan Mineta. Równolegle z tą publikacją popularny Jaszczu pojawił się również w czwartym numerze Bicepsa (z krótkometrażówką A pamiętasz jak?) oraz w bijącej rekordy popularności darmowej publikacji Om, któremu to tytułowi zresztą kibicowaliśmy. Bartosz Sztybor również zaistniał w czwartym Bicepsie, w którym wydrukowano jego komiks Na szczęście z rysunkami Janusza Wyrzykowskiego.
Cały nakład Kapitana Minety (100 egzemplarzy) rozszedł się ponoć podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa, a znaczny procent jego odbiorców stanowiły przedstawicielki płci pięknej, przywabione interesującym tytułem skromnego zeszytu. Tę popularność autorzy sami sobie wykrakali, ponieważ równie przyciągające odbiorców były utwory z których na łamach Kapitana Minety się nabijają, a więc Action Comics nr 1 z czerwca 1938 roku oraz Spotkania z Zuzią: Narodziny niezależnego ruchu wydawniczego w Lublinie z 13 grudnia 2011 roku. Ten pierwszy wyprzedał się cały, a sumy, jakie za niego można uzyskać w czasach współczesnych nie śniły się największym filozofom, natomiast ten drugi nie dość, że również rozszedł się cały, to jeszcze wciąż jest dodrukowywany i rozdawany za darmo.
Okładka parodiująca Action Comics to zresztą jedna z najciekawszych inicjatyw, w jakich wziął udział Piotr Nowacki. I nie jedyna. Na prośbę Łukasza Mazura wykonał również pinup parafrazujący okładkę Avengers oraz wziął udział w akcji bloga Na plasterki i w okładkę Tytusa, Romka i A'Tomka wkomponował Kajtka i Koka. Trzeba przyznać, że radzi sobie w tych klimatach świetnie - zwłaszcza rysunki z gatunku super-hero w jego cartoonowym ujęciu (w tym okładka omawianego zeszytu) robią wrażenie.
Inspiracja Spotkaniami z Zuzią widoczna jest jedynie na stronie tytułowej rozdziału Kapitan Mineta vs. Niezależna Prasa Drukująca Gminy Żydowskie, gdzie wykorzystana została czcionka użyta w tytule Spotkań oraz przerysowany (i uwspółcześniony) kadr przedstawiający powielacz. Istotna jest również objętość obu komiksów - każdy z nich ma po 12 stron.
Sam komiks o przygodach Kapitana Minety nie nawiązuje w żadnym stopniu ani do fabuły Action Comics ani do reportażowego stylu Spotkań z Zuzią. Poza kilkoma śmiesznymi rymowankami i fajną grafiką o Kapitanie Minecie mogę powiedzieć tylko jedno: nie jestem jego fanem. Kolorytu tejże publikacji dodaje natomiast fakt, że znalazł się w niej odcinek odrzucony przez redakcję magazynu Kolektyw. Doszło więc do bezprecedensowej sytuacji, kiedy to jednoplanszowy utwór został wyrzucony z podziemia i trafił do kontr-podziemia. Będzie rewolucja?
Poza wspomnianym w jednym z poprzednich akapitów rozdziałem, w zbiorku znajdziecie również odcinek zatytułowany Kapitan Mineta vs. Obwisłe łechtaczki 80-letnich Emerytek. Tytuły w dość dużym stopniu oddają klimat całego zeszytu. Nie mam zamiaru zachęcać kogokolwiek do zakupu Kapitana Minety, a to przez wzgląd na to, że tego komiksu nie ma już w obiegu. Natomiast szczęśliwym nabywcom życzę, aby za te kilkanaście/ kilkadziesiąt lat Kapitan Mineta został wyceniony na co najmniej tyle, co Action Comics z czerwca 1938 roku oraz aby zyskał poziom artystyczny co najmniej taki, jak Spotkania z Zuzią z 13 grudnia 2011 roku.
Kapitan Mineta nr 1. Maj 2012. Scenariusz: Bartosz Sztybor. Rysunek: Piotr Nowacki.

poniedziałek, 19 marca 2012

Byle do Piątku Trzynastego – Sztybor/ Nowacki

Autor: Łukasz Kowalczuk
Byle do Piątku Trzynastego opowiada o perypetiach seryjnych morderców, którzy usiłują wiązać koniec z końcem w rzeczywistości przerastającej niejednego zwyrodnialca. Pierwotnie cykl drukowany w nieodżałowanym Kartonie, doczekał się trejdpejperbeku z prawdziwego zdarzenia. Siedem epizodów w jednym zeszycie. 
To komiks, który najzwyczajniej w świecie trafia w mój gust. Narysowany miłym dla oka, kreskówkowym stylem. Bez „artystycznych” popisów, których nienawidzę*. 
Postacie są żywcem wyjęte ze slasherów, ale nie chamsko skopiowane. Sztybor z Nowackim zadbali o to, żeby było swojsko i jednocześnie bez obciachu (to trudna sztuka). Fabule i gagom bliżej do Family Guya niż włatców móch. Rażących sucharów nie odnotowałem. Kolejny plus.   
Okładka jest bajerancka, layout wzorowany na EC to zawsze świetny wybór świadczący o wysublimowanym guście autorów (w tym miejscu porozumiewawcze mrugnięcie okiem). Historyjki zostały poddane graficznemu tuningowi. Nie jestem do końca przekonany jeśli chodzi o wykorzystanie tekstury starego papieru w całym komiksie... Ale rozumiem, że jak stylizacja, to na całego. 
Między poszczególnymi odcinkami można podziwiać wariacje na temat bohaterów w wykonaniu takich zawodników jak Kalinowski, Śledziński czy Truściński. Zaproszeni goście nie odwalili pańszczyzny. Na drugiej stronie okładki odręczny rysunek Nowackiego, na trzeciej zamontowany oryginalny kadr z komiksu. Rzecz jest bardzo dobrze wydana. Z okazji 20-lecia serii życzę sobie wersję oprawioną w ludzką skórę. 
Podsumowując w modny sposób – Lubię To, tudzież Jaram się. Cieszy mnie, że nie zaspałem i zakupiłem Byle do Piątku 13 zanim minęła okazja**. Szkoda, że nakład jest tak mały (100 egzemplarzy). To zbyt fajna rzecz żeby czytali ją tylko komiksiarze! Takie jednak mamy realia i autorzy nie mieli złych intencji. Widziałbym ciąg dalszy przygód wesołej gromadki np. na łamach Grabarza Polskiego*** - polubiłem tych morderców i trudno mi się z nimi rozstawać. 
*Chodzi mi o przysłowiowe „dorabianie piździe uszu” - rysowanie w „artystycznym” stylu nie pasującym do historii, ale pieszczącym ego rysownika.
**Kupiłem nawet dwa egzemplarze – ta recenzja to część niecnego planu, żeby drugi sprzedać z okrutną przebitką.
***Dla niezorientowanych. Grabarz Polski to regularnie ukazujące się, cyfrowy spadkobierca Czachopisma – magazynu poświęconego grozie. W ostatnim numerze, głównie poświęconym postaciom barbarzyńców, można przeczytać o komiksowym Conanie.

niedziela, 19 września 2010

"Tainted" - Sztybor, Nowacki

Autor: Dominik Szcześniak

"Tainted" to
zbiór komiksów o skażonej, nieczystej miłości. Takiej, która nie ma szans na powodzenie albo która ma prawo istnieć tylko w bólach. W sześciu krótkich komiksowych formach autorzy przekonują czytelnika, że miłość to cierpienie, uczucie którego nie da się kontrolować; że miłość nie wybiera i że nie można jej kupić; jest toksyczna i wymaga poświęceń. Robią komiks o sprawach, które pewnie każdy z nas przeżył, przeżywa lub przeżyje. Na szczęście, Bartosz Sztybor i Piotr Nowacki tworzą ten komiks z odpowiedniej pozycji - zdystansowanej, doświadczonej. I z tej dojrzałej perspektywy dedykują komiks swoim własnym miłościom. Miłościom niczym nieskażonym.

Jak na łamach "Kibicujemy komiksiarzom" wspominał Piotr Nowacki, tytuł komiksu pierwotnie miał brzmieć "Tainted Love", lecz w związku ze zbieżnością z tytułem jednego z tomów serii "Hellblazer", zniknęło z niego słowo "Love" (tutaj zresztą autorzy nie odeszli zbyt daleko od vertigowskich nawiązań, bowiem "Tainted" to również komiks Jamiego Delano i Ala Davidsona, wydany w początkowej fazie rozwoju tego amerykańskiego wydawnictwa). Jak to się jednak mówi - niejednemu Wojtek na imię. W przypadku tego albumu tytuł idealnie odzwierciedla treść.

W zbiorku znalazły się opowieści już znane - czy to ze stronic "Jeju" czy "Ziniola". Ich zgromadzenie w jednym miejscu stało się okazją do podrasowania plansz i przerobienia z wersji czarno-białych na kolorowe. Zabieg ten okazał się być strzałem w dziesiątkę i motorem napędowym albumu. Sztab kolorystów spisał się znakomicie. "Smerfne" kolory Ewy Juszczuk, znakomita gra barwą
Sebastiana Skrobola w nagradzanym i znanym kawałku "Szóstego dnia", fantastyczna inwencja Radosława Czyża oraz - w moim przekonaniu najlepsza - "brudna" kolorystyka Tomasza Pastuszki - nie dość, że w pełni profesjonalne, to w dodatku wspaniale uzupełniające rysunek Piotra Nowackiego.

Jaszczu ewoluował w sposób naprawdę zadziwiający. W ciągu kilku lat z obszaru, zajmowanego przez nieśmiałych chłopców, stawiających rozedrgane kreski w produkcjach pokroju kiepskiej "Mutującej teczki" wskoczył na tereny zamieszkiwane przez rysowników, od których młodsi koledzy powinni uczyć się wszelkich aspektów komiksowej roboty. Nowacki swój cartoonowy styl pieścił do granic perfekcji w dotychczasowych produkcjach. I choć jeszcze nie wypieścił do końca, to widać, że żelazna konsekwencja i ćwiczenie podobnych rozwiązań technicznych sprawdziły się u niego na tyle, że na łamach "Tainted" mógł sobie poszaleć. Efektem tego szaleństwa stała się ostatnia z zamieszczonych w zbiorze historii, która w odróżnieniu od pozostałych została stworzona specjalnie na potrzeby publikacji. Nie jest to jednak typowa zapchajdziura, lecz wręcz przeciwnie: komiks o największej sile wyrazu - przez wzgląd na świetną "zabawę formą" i zawarty w nim pewien chwyt formalny.

Temu chwytowi towarzyszą równie fantastyczne i świeże motywy, znajdujące się w innych komiksach, które - mimo iż większość historyjek nie jest jakoś specjalnie odkrywcza - sprawiają, że do każdej z nich warto wrócić i spojrzeć w nią głębiej. Zwłaszcza, że jest to komiks niemy, wymagający od czytelnika najwięcej uwagi.

Mroja Press kontynuuje przygodę z polskim komiksem. "Tainted", podobnie do "Rewolucji", nie jest utworem przeznaczonym jedynie na rynek polski - ich niema uniwersalność śmiało może podbijać świat. Wydawca, mimo zmiany drukarni, zadbał o taką samą szatę graficzną - jest więc i twarda oprawa i gruba kreda i ten sam format, co w przypadku komiksu Skutnika. To są parametry "mistrzowskie". I akurat w tym wydaniu Sztybor i Nowacki jak najbardziej na nie zasłużyli.

"Tainted". Scenariusz: Bartosz Sztybor. Rysunek: Piotr Nowacki. Kolor: Ewa Juszczuk, Sebastian Skrobol, Tomasz Pastuszka, Radosław Czyż. Okładka: Piotr Nowacki i Tomasz Zych. Wydawca: Mroja Press 2010

Czytaj również:

Uma Thurman i Kurt Russell w filmowej adaptacji "Tainted"

Piotr Nowacki o komiksie niemym

"Tainted" - geneza tytułu
Wywiad z Bartoszem Sztyborem

Wywiad z Piotrem Nowackim