Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 19 marca 2012

Byle do Piątku Trzynastego – Sztybor/ Nowacki

Autor: Łukasz Kowalczuk
Byle do Piątku Trzynastego opowiada o perypetiach seryjnych morderców, którzy usiłują wiązać koniec z końcem w rzeczywistości przerastającej niejednego zwyrodnialca. Pierwotnie cykl drukowany w nieodżałowanym Kartonie, doczekał się trejdpejperbeku z prawdziwego zdarzenia. Siedem epizodów w jednym zeszycie. 
To komiks, który najzwyczajniej w świecie trafia w mój gust. Narysowany miłym dla oka, kreskówkowym stylem. Bez „artystycznych” popisów, których nienawidzę*. 
Postacie są żywcem wyjęte ze slasherów, ale nie chamsko skopiowane. Sztybor z Nowackim zadbali o to, żeby było swojsko i jednocześnie bez obciachu (to trudna sztuka). Fabule i gagom bliżej do Family Guya niż włatców móch. Rażących sucharów nie odnotowałem. Kolejny plus.   
Okładka jest bajerancka, layout wzorowany na EC to zawsze świetny wybór świadczący o wysublimowanym guście autorów (w tym miejscu porozumiewawcze mrugnięcie okiem). Historyjki zostały poddane graficznemu tuningowi. Nie jestem do końca przekonany jeśli chodzi o wykorzystanie tekstury starego papieru w całym komiksie... Ale rozumiem, że jak stylizacja, to na całego. 
Między poszczególnymi odcinkami można podziwiać wariacje na temat bohaterów w wykonaniu takich zawodników jak Kalinowski, Śledziński czy Truściński. Zaproszeni goście nie odwalili pańszczyzny. Na drugiej stronie okładki odręczny rysunek Nowackiego, na trzeciej zamontowany oryginalny kadr z komiksu. Rzecz jest bardzo dobrze wydana. Z okazji 20-lecia serii życzę sobie wersję oprawioną w ludzką skórę. 
Podsumowując w modny sposób – Lubię To, tudzież Jaram się. Cieszy mnie, że nie zaspałem i zakupiłem Byle do Piątku 13 zanim minęła okazja**. Szkoda, że nakład jest tak mały (100 egzemplarzy). To zbyt fajna rzecz żeby czytali ją tylko komiksiarze! Takie jednak mamy realia i autorzy nie mieli złych intencji. Widziałbym ciąg dalszy przygód wesołej gromadki np. na łamach Grabarza Polskiego*** - polubiłem tych morderców i trudno mi się z nimi rozstawać. 
*Chodzi mi o przysłowiowe „dorabianie piździe uszu” - rysowanie w „artystycznym” stylu nie pasującym do historii, ale pieszczącym ego rysownika.
**Kupiłem nawet dwa egzemplarze – ta recenzja to część niecnego planu, żeby drugi sprzedać z okrutną przebitką.
***Dla niezorientowanych. Grabarz Polski to regularnie ukazujące się, cyfrowy spadkobierca Czachopisma – magazynu poświęconego grozie. W ostatnim numerze, głównie poświęconym postaciom barbarzyńców, można przeczytać o komiksowym Conanie.

Brak komentarzy: