Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 29 lutego 2012

Kibicujemy (255)

Autor: Dominik Szcześniak Luty się kończy. Nadszedł czas na wewnętrzne rozliczenie z realizacją GadKaszmatki
Nie udało się. Komiks nie został narysowany na czas, jednak termin jego wydania pozostaje bez zmian. Rysowanie pochłonęło tyle czasu, że z dokumentu o produkcji GadKaszmatki również nici. A więc: wtopa.

Jest też plus: materiał, który powstał jest satysfakcjonujący, a objętość albumu rozrosła się do około 150 stron. I ciągle rośnie, jako, że komiks powstaje w taki sposób, w jaki je realizowałem 15 lat temu, a scenariusz, mimo pewnych konkretnych ram, jest jednak dość płynny i aktualizowany w miarę rysowania.

Kibicujcie. Na dowód tego, że coś się dzieje, podsyłam fotę, że coś robię.
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Bighead – Jeffrey Brown

Autor: Łukasz Kowalczuk
Parodia komiksu superbohaterskiego to żadna nowość*. 
Nawet na naszym skromnym rynku ten pod-pod-gatunek ma chlubne tradycje (sam recenzowałem tutaj niedawno Człowieka bez Szyi). Historyjki o postaciach noszących bieliznę na wierzchu stanowią temat na tyle wdzięczny, że trudno jest znaleźć twórców, którzy nigdy nie próbowali się popastwić nad superbohaterami. 
Jeffrey Brown ma na koncie kilkanaście komiksów wydanych w Top Shelf. Są to głównie rzeczy o codziennym życiu, ale Brown uwielbia też zmiennokształtne roboty oraz superherosów. Transformers zainspirowało go do narysowania 'Incredible Change-Bots' a nadludzie w trykotach do stworzenia serii mini-komiksów 'Bighead'. 
Tytułowy bohater jest szlachetny do bólu, zawsze wychodzi z opresji i pokonuje wrogów, ale trudno znaleźć mu sposób na rozwiązanie osobistych problemów. 
On i jego przeciwnicy są żywcem wzięci z jakiejś złotej ery. Co prawda nie wyglądają tak imponująco**, ale ich absurdalne poczynania i pojedynki mają w sobie wiele z klasycznych historyjek o superbohaterach, które bywają tak niedorzeczne... że parodiują się same. Brown nie musiał więc za dużo kombinować - po prostu przedstawił superbohaterów i arcyłotrów takich, jakich zapamiętał z dzieciństwa dodając im trochę człowieczeństwa. Proszę się nie spodziewać zaawansowanej psychologii - mowa tu o bezpretensjonalnych mini-komiksach. Okazuje się, że z niektórymi złoczyńcami wystarczy porozmawiać. 
Słów kilka o rysunkach. Spotkałem się ze stwierdzeniem, że część z nich (większość) wygląda jakby były robione po pijaku. Jest w tym wiele prawdy, ale to moim zdaniem żaden zarzut w sytuacji kiedy mamy do czynienia z mini-komiksami. Mi ten niechlujny styl nie przeszkadzał w trakcie lektury. Odnoszę również wrażenie, że to raczej celowy zabieg niż brak umiejętności autora – staranna kreska nie pasowałaby do tego typu „głupot”. 
Bighead broni się jako zbiór krótkich, fajnych historyjek czytanych w przerwach od „większych” lektur. Zawiera 9 odcinków regularnej serii oraz niemal 40 stron różnych bonusów – razem ponad 130 stron za 2 dolary i 99 centów. Skusiłem się i  nie przeżyłem katharsis, ale też nie żałuję. 
W skali szkolnej solidna czwórka. 
*Pisanie o oczywistych oczywistościach to najlepsze rozwiązanie w sytuacji, kiedy nie mam pomysłu na początek recenzji. 
**Proszę porównać te postacie z przedstawionymi np. w klasycznym podręczniku Stana Lee :)
Jeffrey Brown
Jeffrey Brown TopShelf
Bighead na Comixology
Bighead na Graphicly

Kibicujemy (254)

Autor: Dominik Szcześniak Pamiętacie jak kibicowaliśmy komiksowi Sprane dżinsy i Sztama ojca i syna Płócienników? Szaweł wreszcie znalazł nowy temat na komiks i dziarsko go realizuje. Zapowiada się kolejna smaczna rzecz. Zresztą - przeczytajcie sami. Oddaję głos Szawłowi:
Sławka Gołaszewskiego poznałem na jedynym z koncertów Żelaznej Bramy, wpadł nas posłuchać. Od tamtego czasu to ja wsłuchuje się dokładnie w każdą jego opowieść. Jest niezwykle interesującym człowiekiem. Dla zielonych w temacie wspomnę tylko, że uważany jest za ojca założyciela polskiej muzyki reggae, współtworzył formacje muzyczne: Izrael, Armia a także 52um czy ostatnimi czasy nasz wspólny projekt Pierwiastki Chaosu (tworzony wspólnie również z Piotrazem, Kelnerem i Robertem Brylewskim). Sławek to także pisarz, poeta, dziennikarz muzyczny. Guru i tyle. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do zbadania jego działalności - jest to dorobek niezwykle inspirujący.
 

Od jakiegoś roku cyklicznie wpadam do Sławka z różnymi tematami, z nowymi piosenkami, z pomysłami na imprezy. Rozmawiamy o muzyce, filmach (Sławek jest posiadaczem unikatowego archiwum z nagraniami z festiwalu "Rób Reggae", wielu taśm Izraela i nie tylko). Pomagałem również ostatnio w realizacji filmu dokumentalnego o Sławku "Przeblaski" (mocna psychodela), w reżyserii Vienia. Zrobiłem tam kilka rysunków. 
Na jednym z takich spotkań dowiedziałem się, że Sławek pracował niegdyś jako muzykoterapeuta w szpitalu psychiatrycznym. A konkretnie to w Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej na ulicy Sobieskiego w Warszawie (placówka Instytutu Higieny Psychicznej). Temat bomba! - pomyślałem sobie i postanowiłem zrobić komiks. Zaaranżowałem wywiad, nagrałem rozmowę na dyktafon i miałem już materiał na kolejną nowelkę komiksową. Nie ukrywam, że długo rozglądałem się za czymś co by mnie zapaliło. Podobnie jak w przypadku "Spranych dżinsów" musiała to być historia bohatera naszych czasów, temat obyczajowy, który będzie miał w sobie jakąś ukrytą magię. Przypadek sprawił, że historia osadzona jest w PRL (tak jak w przypadku "Typuci" i spółki). Tym razem ma to jednak zupełnie inny wydźwięk i znaczenie.
 

Następnie przepisałem wywiad i na bazie tego stworzyłem zarys scenariusza. Kolejnym krokiem była forma graficzna. Zdecydowałem się na połączenie kilku patentów ze "Spranych", z bardziej jednak cartoonowym pomysłem na postacie. Do tego akwarela, kolory lekko szpitalne. Głównie odcienie zieleni i błękitu. Efekt możecie sprawdzić i ocenić sami. Do prezentacji wysłałem dwie pierwsze strony plus fotografię plansz przed nałożeniem koloru.
 

Mam już narysowaną lwią część komiksu, myślę, że w marcu skończę całą historię a wtedy rozpocznę poszukiwanie wydawcy. Wymarzona premiera: na wiosnę tego roku. Jak będzie, czas pokaże. Dodatkowo w marcu wyjdzie reedycja książki Sławka Gołaszewskiego "Reggae-Rastafari" połączona z premierą płyty-składanki, na której znajdzie się moja wersja kawałka zespołu Izrael - "Nasza Kultura".

Natomiast co do tytuł komiksu... mamy pomysł na dosyć przewrotne: "Pracowałem dla reżimu". Pewnie tak zostanie. 
Aktualizacje odnośnie komiksu dostępne będą na fanpage'u Apaczy z wolnej Voli.

Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

piątek, 24 lutego 2012

Long John Silver - Dorison/ Lauffeay

Autor: Dominik Szcześniak
Ci, którzy w młodości czytali Wyspę Skarbów Roberta Louisa Stevensona, myśląc o piratach mają zazwyczaj w głowie Długiego Johna ze swoją drewnianą nogą. Nic więc dziwnego, że ta postać doczekała się dalszej eksploatacji, również na polu komiksowym. Twórcy Long Johna Silvera - Xavier Dorison i Mathieu Lauffeay - wykazali się jednak dużą pokorą i zanim przedstawili fikcyjne perypetie postaci, którą również obdarzyli sympatią w młodości, wyraźnie zaznaczyli, że ich komiks nie rości sobie praw do bycia kontynuacją Wyspy Skarbów, a jedynie - cytuję - "skromnym hołdem". Dodam, że bardzo udanym.
Polscy czytelnicy papierową wersję pierwszego tomu serii dostali w listopadzie 2011 roku, jednak ciekawostką jest, że zapoznać się z nim mogli kilka miesięcy wcześniej. Z inicjatywy tłumacza komiksu, Wojciecha Birka, podczas odbywających się 2 lipca XXII Ogólnopolskich Spotkań Komiksowych w Rzeszowie nastąpiło jego odczytanie. Inicjatywa zacna, ale jednak wersja czytania na żywo dla publiczności przegrywa ze spokojną lekturą na fotelu z kubkiem kawy.
Lady Vivian Hastings to awanturniczy komiks przygotowany wedle wszelkich prawideł gatunku, wzbogacony solidną intrygą oraz obowiązkową wyprawą w poszukiwaniu skarbu. Tym razem chodzi o mityczne El Dorado, czyli złote miasto Guyanacapac, będące obiektem bezskutecznych poszukiwań konkwistadorów. Mapa, ukazująca drogę do wyśnionego miasta trafia do lorda Byrona Hastingsa, któremu udaje się dokonać tego, czego nie dokonał nikt wcześniej. Pierwszy tom opowieści skupia się jednak na jego żonie - prowadzącej dość rozwiązłe życie lady Vivian Hastings. To ona wplątuje w całą aferę Long Johna, który - mimo kilku przeciwności - prawdziwemu skarbowi przecież nie przepuści.
Pierwszy tom to zaledwie wstęp do opowieści, ale jakże imponujący jest to wstęp. Każdy zwolennik dobrej zabawy i komiksu przygodowego będzie zachwycony nie tylko przez wzgląd na standardowe elementy fabuły, ale również na styl, w jakim komiks został przygotowany. Kreska przywodzi na myśl stare komiksy, w których na planszach poupychano mnóstwo kadrów (bez straty dla ich czytelności) i które to kadry niekoniecznie były więzieniem dla kreski rysownika. Niejednokrotnie bowiem kreska ucieka gdzieś na margines, ukazując ruchy ręki twórcy. Tego (trzeba przyznać że dość przypadkowego) zabiegu w dobie komiksów tworzonych na komputerze już się nie praktykuje, więc takie drobne smaczki należy zaliczyć na plus.
Sama warstwa graficzna to również typowa "stara szkoła" - kreska pretendująca do miana realistycznej, regularne kadrowanie, żywy drugi plan, świetne tła... Bardzo solidne rzemiosło, z kilkoma fajerwerkami i raczej bezbłędne.
Ten skromny hołd tak naprawdę wcale taki skromny nie jest i na tle innych komiksów o piratach, wydanych ostatnimi czasy w Polsce, wydaje się być jedynym, który powinien porwać tłumy - zarówno przez swoje literackie powiązania, jak i wciągającą fabułę. Dajcie więc się porwać, bo to rozrywka pierwszej klasy. A w dodatku, będąc zaledwie wstępem, jest prawdopodobnie rozgrzewką przed emocjami, jakie przygotowali autorzy w kolejnych tomach. Przecież Long John i spółka dopiero co weszli na pokład!
Long John Silver 1. Lady Vivian Hastings. Scenariusz: Xavier Dorison i Mathieu Lauffeay. Rysunki: Mathieu Lauffeay. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Taurus Media 2011
Komiks możesz nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl

środa, 22 lutego 2012

Kibicujemy (253)

Autor: Dominik Szcześniak Awantura 2.0 pojawi się już na Bydgoskiej Sobocie z Komiksem w ostatnią sobotę marca. dzisiaj mamy dla Was okładkę magazynu, wykonaną przez Krzysztofa Krisa Różańskiego oraz kilka słów od niego.
Okładka (wersja jeszcze nieostateczna) autorstwa Krisa
Kiedy Panowie z ATY zaproponowali nam odkopanie "Awantury" (z cmentarzyska polskich magazynów komiksowych) i wypuszczenie na światło dzienne tego tytułu w nowej, jednorazowej odsłonie, wypłynął m.in. temat okładki.

Za aprobatą Andrzeja Janickiego (niezastąpionego redaktora naczelnego) oraz Inwestorów, tym razem padło na mnie. Nareszcie!

To, że mogłem zaprojektować okładkę do "Awantury 2.0" uważam za przejaw sprawiedliwości dziejowej [:)]. Dotychczas żadna z moich prac nie zdążyła przyozdobić magazynu w jego krótkim życiu. Wtedy tylko Andrzejowi Janickiemu i Jackowi Michalskiemu udało się uświetnić fronty 4 numerów swoimi ilustracjami. Nikt z nas nie przypuszczał wówczas, że przygoda z "Awanturą" tak szybko się skończy.

Ale wystarczyło, że odczekałem cierpliwie 20 lat i proszę, dostałem swoją szansę!

Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

wtorek, 21 lutego 2012

Szelki - Szyłak/Stefaniec

Autor: Dominik Szcześniak
Osiem lat to dużo czasu. A tyle właśnie minęło pomiędzy ukazaniem się w druku komiksów Szminka i Szelki, z których ten drugi jest bezpośrednią kontynuacją pierwszego. Szminka, wskutek poruszanej tematyki, zyskała status komiksu kontrowersyjnego i kultowego, Szelki - choć mają podobną siłę rażenia - są świadectwem na to, że to, co kiedyś kontrowersyjne, dzisiaj powszednieje. 
W momencie ukazania się Szminki głośno było o inspiracji scenarzysty Pianistką Michaela Haneke który to film był wręcz zalecany jako lektura uzupełniająca. Faktycznie, te dwa dzieła wrzucone do jednego worka robiły piorunujące wrażenie i powodowały, że Szminka do dziś pozostaje chyba najbardziej sugestywnym komiksem, stworzonym przez Polaków. Nie chodziło tu jedynie o zręczny PR - w kategorii kontrowersyjności Szminka stała bowiem w cieniu Pianistki. Istotna była natomiast zręczność, z jaką Szyłak przygotował swój komiks. Opowieść o tym, jak z każdego można zrobić ofiarę, psychologiczna rozgrywka między oskarżonym a oskarżycielem, wreszcie studium mentalnego terroru i jego skutków - Szyłak okazał się być w tym bezbłędny. Wtórowała mu rysowniczka, Joanna Karpowicz, obrazując komiks szeregiem kadrów klimatycznie współgrających ze scenariuszem w sposób idealny. 
Szelki stanowią równie zgrany duet, choć ze znacznie wyraźniej zaakcentowaną rolą rysownika. Wojciech Stefaniec uwielbia dodać coś od siebie, rozbuchać objętośc o te kilkanaście plansz, wrzucić do utworu nieco symboliki oraz - przede wszystkim - wzbogacić go o ścieżkę dźwiękową. W Szelkach Stefańca jest mnóstwo - i dosłownie (kilku bohaterów komiksu, w tym główny, mają twarz Wojtka) i w przenośni. Malarskie kadry są zachwycające, a niektóre z ujęć porażają swą innowacyjnością. Dla niektórych czytelników minusem może być to, że ze zmiennej stylistyki Stefaniec uczynił constans - w komiksie widać ślady początkowej fazy pracy artysty oraz końcowej, w której postaci niekoniecznie wyglądają już tak samo. Stąd bijąca po oczach różnica pomiędzy graficzną formą niektórych scen. To, co dla jednych będzie minusem, innym się spodoba - świadczy przecież o świadomym rozbuchaniu warsztatowym autora. 
Szyłak natomiast napisał romans. Love story uwikłaną w bezwzględne morderstwa na kobietach. Miłosną historię z drugim dnem, rozgrywającą się pomiędzy Pawlukiem a cieżarną żoną Tymka, policjanta zabitego podczas akcji mającej miejsce w Szmince. Romans podszyty jest głośno brzmiącą nutą seksualnych zawirowań, które zostały wyraźnie zaznaczone w części pierwszej oraz śledztwem w sprawie tytułowych szelek. Ale przede wszystkim dominuje w Szelkach odkupienie win Pawluka. Momentami to, co w Szmince było czarne, w Szelkach staje się białe. 
Szelki są chyba pierwszym tak wyraźnie przemaglowanym przez rysownika komiksem napisanym przez Jerzego Szyłaka. Stefaniec dał mu muzykę, ornamentykę, nawrzucał gadżetów gdzie tylko mógł. Sceny wręcz nieme zyskały zupełnie nowy wymiar - wystarczy spojrzeć na moment, kiedy Pawluk zabawia się w damskich ciuszkach (istotna jest tutaj świadomość tego, który kawałek znajduje się pod numerem 3 na płycie Mental Cut Maanamu). Ten komiks nie jest idealną kooperacją dwóch twórców, ale na pewno jest udaną koegzystencją dwóch fantastycznych artystów. Każdy z nich opowiedział to, co chciał, nie wchodząc jednocześnie drugiemu w drogę. Stworzyli komiks wybitny. 
W odbiorze Szminki istotne znaczenie odgrywa czas. Komiks wszedł na rynek w okresie panowania gatunku humorystycznego, cartoonowego, który niektórych recenzentów ogłupił na tyle, że komiksu Szyłaka i Stefańca nie potrafili odczytać ze zrozumieniem. Zmiana warty, jaka zaszła w ciągu tych ośmiu lat, była zmianą na komiks mniej wymagający. Pomijając całą swą kontrowersyjność, Szelki są więc dla mnie przede wszystkim jasnym sygnałem, mówiącym, że jeszcze można. Można robić wybitne komiksy w tym kraju. Takie, które nie wymagają od czytelnika szybkiej lektury i kilkukrotnego parsknięcia śmiechem. 
Panie i Panowie, Jerzy Szyłak i Wojciech Stefaniec - czapki z głów. 
Szelki. Scenariusz: Jerzy Szyłak. Rysunki: Wojciech Stefaniec. Wydawca: timof comics 2011 
Komiks możesz nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl 
Tak kibicowaliśmy Szelkom:

Kibicujemy (252)

Autor: Dominik Szcześniak Proszę państwa, po raz pierwszy na łamach naszej stałej rubryki gościmy Marka Turka, znanego przez wszystkich komiksiarza, autora Bajabongo, Fastnachtspiela i komiksu N.E.S.T, któremu kibicujemy! Czy będzie to przełomowy komiks? Kiedy koniec prac? Posłuchajcie:
Widzę światło w tunelu. 

Zacząłem rysować ten album mając 33 lata (czyli w wieku "Chrystusowym"), kończę mając 42 (czyli głęboko w "smudze cienia"). Czy jest sens robić komiks przez tyle czasu? Nie mam zielonego pojęcia. Dzisiaj, praktycznie na finiszu, większość plansz narysowałbym najchętniej od nowa. Ale nie narysuję, zostaje tak jak jest i niech się inni pomęczą (podczas lektury). 

Zostało jeszcze do narysowania jakieś 10% zawartości, wkomponowanie dialogów i narracji, zaprojektowanie kilku dodatkowych grafik, okładki itd. itp. Na takim etapie po prostu trzeba przysiąść i skończyć, zanim człowieka opuszczą resztki entuzjazmu. Szczególnie, że materiał musi jeszcze zostać zaakceptowany przez wydawnictwo (i zapewne, o ile zostanie zatwierdzony do druku, musi odczekać swoje w kolejce), a przecież siedzę już nad kolejnymi projektami, i czasu mam coraz mniej, bo lata lecą, a ja nie młodnieję.
To nie będzie żaden przełomowy komiks. 

Nie sprzeda się w setkach tysięcy egzemplarzy na całym świecie. Ba, będzie dobrze, jeśli po kilku latach zwróci się przynajmniej koszt jego wydania w naszym pięknym kraju. Prosta historia, opowiedziana w skomplikowany sposób i rysowana metodą "od czasu do czasu". 

I tyle. 

"N.E.S.T."
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

poniedziałek, 20 lutego 2012

Żywe trupy: Odnajdujemy siebie - Kirkman/Adlard

Autor: Dominik Szcześniak
Stonowana, statyczna okładka oraz tytuł, który równie dobrze pasowałby do pełnometrażowego filmu na motywach serialu Moda na sukces, to dla czytelników serii o żywych trupach jasny komunikat, świadczący o tym, że w nieustannej przeplatance albumów przepełnionych akcją z takimi, w których nic się nie dzieje, autorzy tym razem zdecydowanie postawili na tę drugą opcję. I tym samym sprowokowali pytanie: ile razy można smęcić o tym samym? Jak długo ciągnąć temat "wnikania we wnętrza bohaterów" i "udowadniania, że w obliczu armagedonu to ludzie są żywymi trupami"? Innymi słowy: czy starej formule, którą witaliśmy z radością wraz z jej pierwszym pojawieniem się, ale z każdym kolejnym już niekoniecznie, można nadać jakiejkolwiek świeżości?
Okazuje się, że tak.
Przez minionych czternaście tomów Kirkman absolutnie nie sprawiał wrażenia scenarzysty, którego interesuje cokolwiek innego, niż ukazanie drogi do ostatecznego zezwierzęcenia ludzi. Ekipę Ricka Grimesa przetrzebił wielokrotnie, uśmiercał postaci mniej i bardziej istotne, czasem w tonie moralizatorskim, czasem dla efektu dobrej rozpierduchy. Nawet jeśli zaczynało już być dobrze, starał się, by w powietrzu wisiało poczucie nadchodzącego zagrożenia. Wieloma scenami stawał na krawędzi i powodował, że zastanawiałem się jak daleko może jeszcze posunąć się w swojej misji. Tymczasem w tomie Odnajdujemy siebie kompletnie zmienił kierunek i postawił na ponowne uczłowieczenie swoich bohaterów.
Odtworzenie cywilizacji stało się dla Ricka i spółki celem nadrzędnym. Rozmowa zastępuje chęć naciśnięcia za spust. Życie w zwartej wspólnocie zwycięża z opcją dbania o własny interes. Kirkman nadaje serialowi ton melodramatyczny, w związku z czym pełno w nim ckliwych gadek, rozmów na temat emocji, czy też dialogów mających na celu naprawę związków międzyludzkich i zbudowania pewnych uczuć od samych podstaw. Myślę, że bohaterom Kirkmana coś takiego się należało, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że gdyby scenarzysta szedł wyznaczoną przez siebie na samym początku ścieżką, to zamiast melodramatu mielibyśmy początek autentycznego horroru. A może to tylko zasłona dymna? Może Kirkman po prostu odracza wyrok?
Osią serii o zombich były zawsze elementy strategiczne. Ten komiks to raj dla wielbicieli planowania. Nie inaczej jest w omawianym tomie: bohaterowie rozmawiają o możliwościach umocnień, o tym, gdzie wykopać dół, a gdzie postawić sznur samochodów. Fakt, że Kirkman wykazuje się wciąż przytomnym umysłem przy tego typu sprawach, jest istotnym atutem Żywych trupów. Nie mówiąc o tym, że fantastycznie buduje przestrzeń w komiksie i pozwala czytelnikowi prowadzić rozważania wraz z bohaterami.
Mimo tego, że jest dość melodramatycznie, to jednak się dzieje. Asekuracyjnie planowałem wspomnieć o tym, że na kartach komiksu pojawiają się gdzieniegdzie żywe trupy i że wielbiciele flaków i rozwalanych głów również znajdą coś dla siebie, ale tak naprawdę ten odcinek takiej rekomendacji nie potrzebuje. Wystarczy, że skupimy się na emocjach i na odzyskaniu utraconego człowieczeństwa. To bardzo duży krok dla bohaterów komiksu, ale i dla całej serii. Takiego ożywienia Żywe trupy potrzebowały.
Żywe trupy. Tom 15. Odnajdujemy siebie. Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunek: Charlie Adlard. Współpraca graficzna: Cliff Rathburn. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media 2012.
Komiks możesz zakupić tutaj: Sklep Gildia.pl

Destroyer – Kirkman/ Walker

Autor: Łukasz Kowalczuk
Redakcyjni koledzy nie będą zadowoleni. W sumie miałem pisać głównie o zinach i komiksach niszowych a ja tu wyskakuję z jakimś Marvelem. Ale Marvel Marvelowi nierówny i wśród ogromnej ilości zeszytówek, na które bym się nawet nie wysikał, trafić można na prawdziwe perełki. A o takich komiksach nigdy nie pisze się za dużo. 
Twórców wydanej w ramach imprintu MAX mini-serii przedstawiać chyba nie trzeba. Nazwiska Kirkman i Walker to dla czytelnika gwarancja rozrywki na (co najmniej) dobrym poziomie. Wzięli na warsztat jedną z najstarszych postaci stworzonych przez Stana Lee (pierwsza historia ukazała się w 1941 roku). Destroyer to drugi garnitur bohaterów rodem z Domu Pomysłów*. 
Dzieje się tutaj dużo. Główny bohater jest już w podeszłym wieku, ale nadal wypełnia swoje obowiązki najlepiej jak potrafi. A polegają one głównie na skokach z dużej wysokości i neutralizacji przeciwników wszelkiej maści – od „zwykłych” terrorystów po gigantyczne monstra. Zanim jego dni dobiegną końca, postanawia rozprawić się z wrogami i zakończyć wszystkie wątki. Przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. 
Destroyer został potraktowany tak, jak gdyby seria o jego przygodach ukazywała się od lat 40. Byłem nieświadomy tego zabiegu w trakcie lektury i myślałem, że wydarzenia o których mowa są wydane! Dodatkowy punkt dla autorów**. 
Szukałem jednego przymiotnika, którym mógłbym opisać ten komiks i myślę, że „intensywny” to dobre słowo. Kto czytał Invincible ten może sobie wyobrazić jak wyglądają w Destroyerze sceny walki – takiej, w której przeciwnicy są doprowadzeni do ostateczności. Parafrazując pewnego kulturystę-celebrytę, który sam wygląda jak żywcem wzięty z historyjki obrazkowej: „Nie ma opierdalanja sja”. 
Czasem wyobrażam sobie ekranizacje rzeczy, które zrobiły na mnie wrażenie. Gdyby John Wayne żył, byłby idealny w głównej roli. Jest jeszcze Clint Eastwood... Nadzieja matką głupich. W dobie filmów z Marvela tyleż efektowynych co syfiastych są to pobożne życzenia. Mniejsza z tym, najważniejsze, że Destroyer to rewelacyjny super-bohaterski komiks dla dorosłego czytelnika. Chciałbym zobaczyć jego polskie wydanie.
*O ile nie trzeci. Pytanie do czytelników – czy Destroyer pojawił się w ogóle w komiksach Marvela wydanych w Polsce? Z tm-semicowskich zeszytów go nie pamiętam... 
**Nie jestem na bieżąco z żadnym wielkim komiksowym uniwersum, pewnie dlatego łatwo mnie nabrać.

niedziela, 19 lutego 2012

Patronujemy: WWR

Ziniol objął patronat medialny nad wydarzeniem organizowanym przez naszego redakcyjnego kolegę, Pawła Wojciechowicza - Wrocławską bitWą Rysowników. Impreza odbędzie się 21 marca o godzinie 20:00 w klubokawiarni Mleczarnia. Na stronie internetowej wydarzenia co tydzień prezentowana będzie kolejna infografika przybliżająca uczestników imprezy - jako pierwsi pojawili się Robert Sienicki i Grzegorz Przybyś. Niebawem zaprezentujemy plakat WWR. Jego wersja robocza przedstawia się następująco:

sobota, 18 lutego 2012

Incubatorium Rustecki (50)

Autor: Marcin Rustecki
Incubatorium Rustecki wita przybyłych! Co tydzień o tej samej porze i w tym samym miejscu będziecie świadkami efektów pracy Marcina Rusteckiego, rzeźbiącego co mu do łba przyjdzie. Będzie satyra, będą stripy, będzie space-opera o niemotach space-explorerach... WSZYSTKO będzie! A dzisiaj...

piątek, 17 lutego 2012

Kibicujemy (251)

Autor: Dominik Szcześniak GadKaszmatka się tworzy. Raporty z placu boju miały być częstsze, ale okazało się, że rysowanie jest ważniejsze od raportowania! Dzisiaj kilka słów od autora plus niewielki kontent graficzny, w którym ze względów bezpieczeństwa słowa zostały usunięte.

Mówię to po dziesięciu latach przerwy: Rysowanie to świetna sprawa. Po tak długim okresie każdy kadr to dla mnie niezłe wydarzenie, a GadKaszmatka została zaprogramowana w taki sposób, że większość z tych kadrów jest przy okazji sporym wyzwaniem. Dzisiaj prezentuję jedną i pół planszy. Totalne DIY, bez ingerencji komputera. Sprawdźcie.
Prezentowane plansze to fragment pierwszego rozdziału komiksu. Wracam do rysowania. Następny raport - być może - w przyszłym tygodniu. Póki co, praca wre, a album (prawdopodobnie w zwiększonej objętości) pojawi się w maju podczas FKW dzięki wydawnictwu Ważka.
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

środa, 15 lutego 2012

Kibicujemy (250)

Autor: Dominik Szcześniak 250. odsłonie kibicowskiego cyklu towarzyszy całkiem niezła awantura. A konkretnie Awantura 2.0, czyli reanimowany magazyn komiksowy z Bydgoszczy. Dzisiaj na jego temat wypowie się Andrzej Janicki, a jego podróż w nie tak odległą przeszłość i odpowiedź na pytanie "jak to się zaczęło?" zilustruje Jacek Michalski!
Marzenia o przywróceniu do życia Awantury budziły się w moim sercu dosyć często, bowiem upadek magazynu w 1991 roku był dla całej ekipy potężnym rozczarowaniem i zawodem. Minęło dwadzieścia lat i w rozmowach z Krisem Różańskim hasło Awantura zaczęło padać znacznie częściej. Zastanawialiśmy się, w jaki sposób można do magazynu powrócić, gdzie znaleźć na tyle szalonego wydawcę, aby zrzucić na niego ciężar finansowy przedsięwzięcia i jak ów magazyn powinien teraz wyglądać.

Inicjatywa Karola Wiśniewskiego, który namówił nas do spisania awanturniczych wspomnień opublikowanych później na Alei Komiksu i blogu Binio Bill i Inni sprawiła, że nasze myślenie o Awanturze jeszcze bardziej się nasiliło, chociaż nie mieliśmy wielkiej nadziei, że uda nam się ten temat jakoś sensownie ugryźć...


Zupełnie niespodziewanie trójka wesołych Panów chwalących się swoimi bicepsami (ATY) rzuciła pomysł wyciągnięcia Awantury z mroków przeszłości. Błyskawicznie trafili do mojego serca zwłaszcza, że postawili kielicha, ale kiedy głowy otrzeźwiały nic nie wyglądało już aż tak różowo, nie wszystko wydawało się realne i trzeba było kolejnych miesięcy by koncept dojrzał.


Ponowne spotkanie i pogaduszki, tym razem na Bałtyckim Festiwalu Komiksu przypieczętowały porozumienie. I to na tyle skutecznie, że jeszcze w trakcie festiwalowego afterparty, niemal na kolanie urodziła się koncepcja tej publikacji. Wraz z Krisem ruszyliśmy z kopyta brutalnie odciągając Wojtka Birka od rozmowy z Simonem Bisley`em i przedstawiliśmy mu ofertę sentymentalnej podróży w przeszłość, następnego dnia Arek Klimek wpadł w moje łapska i ochoczo przystał na współpracę. Kilka godzin później Maciej Jasiński przedstawił mi Przemysława Kłosina i natychmiast zwróciłem uwagę na jego świetne rysunki. Chyba już wtedy gdzieś z tyłu głowy zaczęła się układać lista rysowników, których z dziką rozkoszą chciałbym zaprosić do przygody z Awanturą 2.0.


Tak to się zaczęło.


Dalej to już tylko stres i harówa, szukanie scenariuszy, kombinowanie jak podzielić strony w magazynie, kogo jeszcze wciągnąć do współpracy, jakim materiałem dysponujemy, który z rysowników trafi na strony kolorowe, ile potrzebują plansz by rozwinąć skrzydła i zaprezentować coś atrakcyjnego i w końcu czy to wszystko razem trzyma się kupy i klimatu dawnej Awantury, którego za nic nie chcieliśmy zgubić.


Czekam niecierpliwie na Awanturę 2.0 by znowu poczuć radość z trzymania w dłoniach magazynu komiksowego, który się współtworzyło, jak w 1991 roku... Choćby jeszcze tylko raz. 


Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

wtorek, 14 lutego 2012

Kibicujemy (249)

Autor: Dominik Szcześniak Tomasz Kleszcz w chwili oddechu pomiędzy kolejnymi planszami trzeciej części Kamienia Przeznaczenia wziął się za walentynkową obsługę komiksowego półświatka, zasypując serwisy i magazyny swoimi grafikami okolicznościowymi. My również padliśmy jego ofiarą.
Wszystkie grafiki autorstwa Tomka zostały zebrane na jego blogu. Dołączając się do obchodów dzisiejszego święta, przypominamy, że swego czasu Ziniol również świętował - co prawda prac tematycznych nie udało się zebrać w jednym numerze, ale komiksy, które w pewien sposób oddawały część św. Walentemu, patronowi ciężkich chorób umysłowych, rozproszyły się po kilku wydaniach xerozina, a stworzyli je m.in. Tomaz oraz duet Szcześniak/ Śmieciuszewski (komiks Greps miłosny możecie znaleźć w antologii The Very Best OFF The Ziniols vol.1).
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

poniedziałek, 13 lutego 2012

Kibicujemy (248)

Autor: Dominik Szcześniak Kibicujcie Otoczakowi! Autor ostro pracuje nad albumem BB3 - na tyle ostro, że zaczął przemawiać obrazem, nie słowem. W związku z tym dzisiaj prezentujemy Wam historię obrazkową, stanowiącą podróż przez jaźń Otoczaka i dającą przedsmak tego, co czeka nas w albumie.
Okładka. Wersja czerwona. Autor: Otoczak
Niewinny początek
Mutacje
Szemrane typy
Turpistyczni kochankowie
Lewizna
Cięte riposty
Frustracja
Granice wytrzymałości
Bunt
Brawura
Doktor Desperak
Potworności
Jazda po krawędzi
Pora relaksu
Koniec
Ciąg dalszy nastąpi...
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.