Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 1 lutego 2012

Tales of the Clockwork Empire #1 – Ian Duerdon

Autor: Łukasz Kowalczuk
Jest początek XIX wieku, Napoleon Bonaparte chce zdobyć panowanie nad światem dzięki potędze maszyn. Szykuje się do inwazji na Wielką Brytanię, tą z kolei może ocalić tylko Calamus Quill, „człowiek wielu profesji”. Brzmi zachęcająco, szczególnie dla fanów alternatywnych wersji historii i steampunka. Skusiłem się na pierwszy numer serii i wiem, że już tak szybko nie wydam nawet dolara na komiks pozbawiony jakichkolwiek zajawek graficznych poza okładką*. 
Podejrzewam, że Ian Duerdon włożył w tą historię dużo serca i mnóstwo pracy. Niestety na próżno. Kiedy zobaczyłem pierwsze plansze, przypomniały mi się przerywniki w grach na pierwsze Playstation. O ile obiekty (budynki, statki, pojazdy) stworzone w taki sposób jeszcze się jakoś prezentują, o tyle z postacie wypadają tragicznie. Wszyscy wyglądają jak manekiny z kiepsko dopasowanymi perukami. 
Strona wizualna to rzecz jasna nie wszystko. Jakoś przełknąłem gorzką pigułkę w postaci obleśnych renderów. Postanowiłem dać szansę ciekawie zapowiadającej się historyjce. I, mimo naprawdę dobrych chęci, nie mogę o niej napisać za wiele dobrego. Bohaterowie nie tylko wyglądają jak kukły – oni też mówią jak kukły. Narrator w większości przypadków opisuje to, co doskonale widać. Tekstu jest dużo – przebrnięcie przez 30 stron jest tak męczące, że aż boli. Ekranizacja Ligi Niezwykłych Dżentelmenów to przy tym komiksie mistrzostwo świata. 
Po świetnym Rex Librisie, który recenzowałem niedawno, mamy kolejny przykład komiksu z komputerową grafiką. Przykład jak takiego komiksu NIE robić. O zgrozo, pozostałe „dzieła” Duerdena są tworzone w takim właśnie stylu. 
Kompletne, liczące sobie 128 stron, papierowe wydanie Tales of the Clockwork Empire ma się ukazać w kwietniu nakładem AAM Markosia. Rewelacyjny prezent dla odwiecznego wroga. 
*W sumie to moja wina, wystarczyło dokładniej poszukać na comixology oraz na stronie autora. http://ianduerden.com/page400.html

2 komentarze:

Tomek pisze...

Może nie jestem znawcą tematu, ale mi się ekranizacja ligi podobała, więc nie wiem, co tak do niej towarzystwo wbija zęby. Swoją drogą na taką okładkę teżbym się skusił;]

Anonimowy pisze...

Well it is not by surprise to me that such excellent work is bound to be slated by someone. The fact that you read it in turn shows that the cover did what was expected. Maybe an act of jealousy drove this blog to be created or simply written by someone with no taste in pure graphic genius, yet everyone is entitled to their own opinion, no matter how unjust it is.

“They all look like mannequins with poorly-fitting wigs.” This quote alone lead me to laugh and I am sure many people would agree with me that it is nothing but filled with poison. Not only is the composition in the positioning of the characters perfect, but their posture and pose are befitting for every picture they are in, now, that is the talent of a graphic artist and novelist. Because of Ian Duerden’s creativity and clear artistic history, every picture created displays the story in a obvious and understandable way. By placing every detail into the frame.

As for the comments on the writing of this suburb literary novel, I would say that many would remark that as untrue and I think that is enough said. Every piece of writing has clearly been thought through and carries the story well. Thanks to this blog, I have done some research on this ‘Ian Duerden’ and have found that many of his works, including “Avenger Artland” are fantastic and of great entertainment. Although it is clear that Ian Duerden has improved over the years in his techniques, his stories remain entertaining.