Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 20 stycznia 2011

Kibicujemy (103)

Autor: Dominik Szcześniak
"Dom żałoby" w reżyserii Małgorzaty Kałużyńskiej - 6 minut 51 sekund filmu noir na podstawie fragmentu drugiego zeszytu "Domu żałoby" i kilku scen narysowanych przez Macieja Pałkę i Huberta Ronka. Kilku znanych aktorów, kilku mniej. Świetna scenografia i klimat, będący połączeniem "Sin City" z filmami Davida Lyncha. Kibicujemy po to, by z tych 6 minut 51 sekund zrobiło się znacznie więcej. Czy tak się stanie? Zobaczymy. Póki co - przygody z planu filmowego okiem reżyserki:
Cały materiał skręciliśmy w ciągu dwóch dni. Niemała tu zasługa operatora i reszty ekipy. Wymieniam operatora na pierwszym miejscu, bowiem Jacek Kędzierski jest wspaniałym artystą pod względem estetyki, ale, co było dla nas równie istotne, artystą sprawnym. Bez niego zdjęcia nie odbyłyby się, ponieważ zaplanowanemu z wyprzedzeniem operatorowi coś wypadło. Jacek zgodził się od razu, tym bardziej, że jego wizja stylistyczna zdjęć pokrywała się z moją. Przekonał mnie, że lepsze efekty, tzn.: kontrast zdjęć, uzyska się kręcąc od razu w czarno-bieli. Bez asekuracji w postaci kręcenia zdjęć kolorowych, przerabianych potem podczas montażu na czarno-białe. 
Myślę, że byliśmy zgraną ekipą. Chociaż zdarzały się nieprzewidziane sytuacje. Szwenkier, czyli osoba, która bezpośrednio stoi za kamerą (operator nadzoruje zdjęcia, nie stoi za kamerą, a siedzi przed monitorem) zwyczajnie nie dojechał. Wsiadł w metro rozmawiając ze mną i… nie dotarł na plan. Podobnie pierwszego dnia zawiodły charakteryzatorki, które nie przyjechały. Zastąpić je musiała moja mama, amatorka, która ratowała sytuację. Drugiego dnia nie było wpadek z charakteryzacją, ale za kamerą stał już do końca operator Jacek. 
Mieliśmy fajnych, profesjonalnych aktorów. Ryszard Jabłoński wcielił się w rolę Diuna. W pierwowzorze, w komiksie, Diun przypominał Brudnego Harry’ego. Ryszard dodał do tej postaci ciepła. Sam Ryszard przyznaje: „Na udział zgodziłem się dlatego, że nadchodzący czas, czyli przyszłość, należy do ludzi młodych. A propozycję otrzymałem od młodego i bardzo subtelnego  reżysera. Jak każdego aktora zainteresowała mnie w tej historii postać, którą zaproponowano mi do stworzenia, albo - jak mówimy w slangu zawodowym - odegrania. Plan przebiegał, we wszystkich aspektach, jak zawodowy plan filmowy z plusami i minusami. Zaskoczyła mnie sprawność operatora.” 
Najmłodszy spośród aktorów, Dariusz Bubienko, wiele nauczył się od starszych kolegów. Np.: pozornie łatwej czynności odgrywania momentu śmierci. 
Pogoda była naszym sprzymierzeńcem. Potrzebowaliśmy śniegu w parku, śnieg spadł. To ważne, nie tylko dlatego, że budował on atmosferę, ale również dlatego, że śnieg w naturalny sposób odbija światło i dzięki temu dwoma lampami poświeciliśmy wielki teren parku. 
Ale sprzymierzeńcem na pewno nie była technika. Najpierw w szkole nie było wystarczającej ilości sprzętu do oświetlenia. Uratowała nas profesjonalna firma oświetleniowa, która pozwoliła skorzystać za darmo ze swojego sprzętu. Potem, na planie popsuła się kamera i to tak niefortunnie, że nie można jej było przytwierdzić do statywu. Dziewięćdziesiąt procent zdjęć było więc robione z ręki, tzn.: operator trzymał kamerę w dłoniach. Ręce Jacka na szczęście się nie trzęsły, więc chyba nikt z oglądających nie ma świadomości, jak to było nagrywane. Na zdjęcia w parku potrzebny nam był agregat. Niestety, okazało się, że działa on zaledwie 3 minuty, a potem automatycznie przestaje. Musieliśmy więc włączać agregat, kręcić ujęcia nie dłuższe niż 3-minutowe, potem agregat gasł, trzeba było odczekać, aby nagrzane lampy wystygły, potem je ponownie podłączyć, musiały się nagrzać i znowu 3- minutowe ujęcie. Cały powtarzający się proces trwał 15 minut, podczas którego mieliśmy nakręcone jedno ujęcie. Aby wyrobić się w czasie, nie mieliśmy możliwości kręcenia dubli. Cała scena w parku została więc skręcona bez nich. A na koniec, okazało się, że statyści, którzy mieli udawać złoczyńców w barze, nie mogą dojechać na plan. Byli ochroniarzami i zostali nagle oddelegowani do zabezpieczania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która grała tego dnia. Zaczęła się łapanka na brutalnych typów. Jednym z nich został nasz kierowca o gołębim sercu.
Przy produkcji filmowej cudownie sprawdza się zasada, że jak coś ma się popsuć, to na pewno się popsuje. Ale dzięki temu jest więcej wspomnień po latach.
Ciąg dalszy nastąpi... 
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec.

Tak kibicowaliśmy:
Informacje na temat ekranizacji
Małgorzata Kałużyńska o wierności komiksowemu pierwowzorowi
Dlaczego "Dom żałoby"?

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

ooo, profeska w obsadzie!
Dlaczego serwisy jeszcze o tym nie donoszą? Znowu problem ze zrozumieniem tekstu pisanego?

Maciej pisze...

Pewnie tak :)
Ale raczej dlatego, że nikogo to nie obchodzi.