Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 18 stycznia 2011

Epoka żółtego papieru

Autor: Sławomir Zajączkowski
W artykule „Dekada w komiksie - Polska” (Gazeta Wyborcza 2011-01-05) redaktor Wojciech Orliński stawia trafną tezę o solidnym europejskim poziomie polskich komiksów lat 70. i zerwaniu ciągłości rynku oraz karier twórców poprzez wprowadzenie przez generała Wojciecha Jaruzelskiego w 1981 roku stanu wojennego. Chciałbym rozwinąć tę tezę, tym bardziej że ciągle jeszcze zdarzają się w środowisku komiksowym przekonania o tym, że lata 80. były najlepszym okresem dla polskiego komiksu, pojawia się też szydzenie z osób (jak w przypadku redaktora Orlińskiego) i tez, które uważają, że Jaruzelski i jego ekipa przyczyniła się do załamania rynku wydawniczego (a co za tym idzie komiksowego) w Polsce. Złośliwe komentarze, że znów znalazł się ktoś, kto oskarża „bogu ducha winnego generała”, świadczą  o braku znajomości elementarnej historii lat 80. Stąd też trzeba przypominać tamte czasy co poniektórym komiksowym redaktorom forującym powyższy powierzchowny (by nie powiedzieć ostrzej) osąd, co jest smutne - wydawało się przecież, że lekcję z historii pt. „stan wojenny” mamy już za sobą, i nie ma co do niej sporu.
Oczywiście, polski komiks miał w końcu lat 70. zapóźnienia ilościowe w liczbie  wydawanych tytułów, nie mieliśmy dostępu do komiksów francuskich czy amerykańskich. Ominęły nas choćby utrzymane w estetyce pop-artu komiksy Estebana Maroto,  kontrkulturowa „Barbarella” czy undergroundowe prace Roberta Crumba.  Ale przecież trzeba na to spojrzeć jak na normę typową dla bloku państw socjalistycznych.
Kondycja polskiego komiksu końca lat 70. pozwalała przede wszystkim z optymizmem patrzeć w przyszłość.  Funkcjonował wtedy dobry komercyjny magazyn – „Relax”; do dziś w redakcjach gazet wśród dziennikarzy spotykam osoby, którym polski komiks kojarzy się z tylko i wyłącznie z „Relaxem”. Mieliśmy tasiemcowe serie komiksowe „Kapitan Żbik”, „Kapitan Kloss”, „Pilot śmigłowca”.  Szkołę realistycznego rysunku udoskonalał w kolejnych pracach Jerzy Wróblewski. Twarz Kapitana Żbika, jaką najczęściej kojarzymy z komiksów o dzielnym milicjancie rysowana jest właśnie kreską Wróblewskiego.
Z kolei Grzegorz Rosiński po osadzonych we współczesności komiksach o „Żbiku” i „Pilocie śmigłowca” rysuje komiksy o legendarnych początkach państwa polskiego, a w „Relaxie” o pierwszych polskich królach. Czy to nie właśnie te  twórcze doświadczenia z rysowania komiksów w stylistyce  baśniowo - wczesnośredniowiecznej  zdecydują o napisaniu specjalnie dla Rosińskiego przez  francuskiego scenarzystę Jean’a van Hamme’a  serii o „Thorgalu”. Czy jeśli w jednym z „Relaxów” nie byłoby rysowanego przez artystę komiksu „Zemsta wikinga” byłby możliwy taki scenariusz? Raczej nie. Wreszcie - czy jakiś uznany scenarzysta pisze w następnych dwóch dekadach scenariusz specjalnie dla polskiego rysownika?
Jeśli chodzi o komiks artystyczny też jest ciekawie – Tadeusz Kwiatkowski (scenariusz) i Jerzy Skarżyński (rysunki) publikują bardzo dobrego i dostrzeżonego za granicą „Janosika”. To po narysowaniu tego komiksu prof. Skarżyński zostaje nagrodzony na XI Międzynarodowym Salonie Komiksu i Animacji w Lucce we Włoszech, w 1975 roku. I znów - czy którykolwiek z polskich twórców w latach późniejszych za przygotowany na krajowy rynek komiks dostanie zagraniczną nagrodę?
W „Relaxie” publikuje głośny czeski artysta Karel Saudek (brat światowej sławy  fotografa Jana Saudka), którego prace nie odbiegają poziomem od prac wspomnianych na wstępie twórców amerykańskich.
Na ogólnopolskie łamy „Relaxu” trafia wreszcie znany jedynie na Pomorzu  Janusz Christa ze swym „Kajkiem i Kokoszem”. Gdański twórca przedstawi w magazynie także autorski komiks „Bajki dla dorosłych” oraz marynistyczny „Kurs na półwysep York”.  W „Relaksie” debiutuje uznany dziś artysta Marek Szyszko, a Tadeusz Baranowski opublikuje w magazynie parodię komiksu superbohatersiego „Orient-Men”.  W kioskach ukazują się komiksy Bohdana Butenki („Gucio i Cezar”) i Henryka Chmielewskiego („Tytus, Romek i A’Tomek”).
Lista komiksowych dokonań lat 70. nie jest może długa, ale potwierdza tezę o trzymaniu solidnego europejskiego poziomu.
Trzeba jeszcze wspomnieć o dobrej poligrafii ww. komiksów – komiksy były drukowane na dobrym papierze, z dobrymi kolorami, a w większym niż A4 formacie i na ekskluzywnym papierze wydrukowano „Janosika”.
Ciekawym zjawiskiem potwierdzającym taniość ale i wysoką jakość pracy polskich drukarzy lat 70. są tzw. klassikery – to komiksy drukowane przez zachodnich (głównie niemieckich i skandynawskich) wydawców w polskich drukarniach. Polska nazwa „klassiker” wzięła się od niemieckiej serii „Illustrierte Klassiker”, która m.in. była drukowana w polskich drukarniach. W stopce redakcyjnej tych komiksów drukowano notę „printed in Poland”, a część z nich  („Bonga”, „Wilhelm Tell”) „lewymi” kanałami trafiała na polski rynek i stanowiła nie lada gratkę dla czytelników – a raczej oglądaczy. Niewielu z nich znało przecież duński czy finlandzki język.
Załamanie komiksowego rynku przychodzi faktycznie wraz z wprowadzeniem stanu wojennego 13.12.1981 roku.  Przed omówieniem sytuacji w komiksach trzeba zdawać sobie sprawę, że stan wojenny oznaczał praktycznie likwidację całego rynku wydawniczego w Polsce.  Przez pierwsze miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego wydawano niewiele książek, a w kraju działała cenzura.
Czym było wprowadzenie stanu wojennego dla czytelników komiksu najlepiej widać na przykładzie Harcerskiej Gazety Nastolatków „Świat Młodych”, która tradycyjnie ostatnią stronę poświęcała na druk komiksu. Oznaczało ono po prostu zamknięcie gazety na kilka tygodni.  Kolejny numer gazety ukazał się po 2,5-miesięcznej przerwie (25  lutego 1982).  Po wprowadzeniu stanu wojennego zamknięto także sam „Relax” oraz  drugi magazyn komiksowy – „Alfę”.
Normalizacja następowała powoli. Tak bardzo zasłużony dla popularyzacji komiksu magazyn „Fantastyka” z komiksem „Funky Koval” ukazał się w październiku 1982 roku (czyli 10 miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego) . Wydrukowano w nim… zaledwie cztery plansze komiksu.
Pierwsze komiksy, jakie pojawiły się po wprowadzeniu stanu wojennego cechował widoczny spadek jakości poligraficznej. Komiksy były drukowane w czerni i bieli,  na ohydnym żółtym papierze z odzysku, i na małym formacie A5  (choć już w wcześniej – w 1980 roku w ten sposób wydrukowano komiks „Vahanara” J.Wróblewskiego i S. Weinfelda). Mowa tu o komiksach „Wywiadowca XX wieku” (1982) „Dr. Jeckyll & Mr Hyde (1983) „Przygody dobrego wojaka Szwejka” (1983). Papier i format musiał być nie lada dołującym przeżyciem dla czytelników, niektórzy z nich pamiętali przecież dobrze ilustracje Jerzego Wróblewskiego do „Wywiadowcy XX wieku”,  drukowanego wcześniej w kolorze, na dobrym papierze i w odpowiednim formacie w „Relaxie”.  W zasadzie w 1982 roku  tylko antologię „Ogień nad tajgą” wydrukowano w formacie A4 (1982). Kolejne lata przyniosły co prawda większy tradycyjny format A4 komiksów : „Diamentowa rzeka” (1983) „Faraon” (1984)  ale nadal drukowano je na żółtym brzydkim papierze.  Tak wydawali swe komiksy Marek Szyszko, Jerzy Wróblewski i Zbigniew Kasprzak. Ten ostatni rysownik, który wygrał konkurs redakcji „Relaxu”  któremu zaproponowano współpracę, niefortunnie zwycięskim komiksem (praca „Regenerit”) debiutuje właśnie na „żółtych stronach”.  Na ironię zakpiewa fakt, że pierwsza książka teoretyczna poświęcona komiksowi „Sztuka komiksu” (1985) K.T.Toeplitza, też miała żółty papier na okładce. Trudno o lepsze wyczucie – grafika okładki idealnie wpisywała się w komiksowe drukarskie standardy tamtych lat.
Publikacje połowy lat 80., chyba już na zawsze powinny kojarzyć się czytelnikom z żółtym papierem z odzysku. Dopiero około 1985 roku (a więc już po zniesieniu stanu wojennego) pojawiły się komiksy kolorowe: „Bogowie z gwiazdozbioru Aqariusa” Zbigniewa Kasprzaka (1985-1986)  „Herman Cortes i podbój Meksyku” (1986) Stefana Weinfelda (scenariusz) i Jerzego Wróblewskiego (rysunki), „Sąd Parysa” (1986) Jacka Bocheńskiego (scenariusz) i Marka Szyszko (rysunki), „Antresolka profesorka Nerwosolka” (1985r.) Tadeusza Baranowskiego czy spory wybór komiksów węgierskich.
Kolejną sprawą świadcząca o zapaści był fakt, że po stanie wojennym komiksów nie zamawiano – te które były drukowane, były tak naprawdę pokłosiem zamówień redakcji „Relaxu” i materiałów zgromadzonych z myślą o kolejnych numerach magazynu. Dwa największe wydawnictwa komiksowe: Krajowa Agencja Wydawnicza i Sport i Turystyka przez całe lata osiemdziesiąte nie miały pomysłu na stworzenie nowej koncepcji wydawania komiksów. Brakowało też zapewne pieniędzy – pamiętajmy o materialnej nędzy tamtych lat.  Gdy wyczerpały się zasoby redakcji „Relaxu” wznawiano w dużych nakładach „Tytusa” i „Kajka i Kokosza”, zbierano w książeczki komiksy Tadeusza Baranowskiego – znane wcześniej ze „Świata Młodych”.  Nowymi pracami niezwiązanymi już z „Relaxem” musiały być zapewne dopiero komiksy spółki autorskiej Wróblewski-Weinfeld z drugiej połowy lat 80. - „Czarna róża”(1888) i „Figurki z Tilos”(1988) oraz autorskie prace: „Ostatnia przystań” Marka Szyszko (1989) i „Binio Bill i Skarb Pajutów” (1990) Jerzego Wróblewskiego.
Działania wydawnictw były oceniane przez publiczność jako stanowczo poniżej jej oczekiwań. Panujące w latach 80. nastroje niedosytu doskonale odzwierciedla artykuł Jerzego Szyłaka „O polskim komiksie dużo i mało” opublikowany przez miesięcznik „Fantastyka” w maju 1988 roku. „Aby określić to, co się obecnie dzieje na polskim rynku komiksowym, wystarczą trzy słowa: przypadkowość, sporadyczność,  różnorodność” – pisał autor artykułu.
Dopiero pod koniec 1887 roku ukazuje się pierwszy zeszyt „Funky'ego Kovala” – pod szyldem magazynu „Komiks Fantastyka”. Znów jednak nie był to komiks premierowy, ale zebrana w album historia drukowana wcześniej w odcinkach. Jeszcze w 1988 roku we wstępie do 2 numeru magazynu (z komiksem „Yans” – też częściowo powtórki komiksu ze „Świata Młodych”) redaktor Fantastyki Adam Hollanek pisał:  „Kultura obrazkowa ma swoje obyczaje i prawa.  U nas te obyczaje i te prawa dopiero się kształtują, dopiero je sobie przyswajamy. Komiks ciągle pozostaje czymś nowym w naszej cywilizacji i kulturze (…)”. Czytając te słowa trudno oprzeć się wrażeniu, że staliśmy przez całą dekadę lat 80. w miejscu, a być może nawet się cofnęliśmy.
Kolejna sprawa to brak poszanowania praw autorskich. Tak chwalony za popularyzację komiksów „Świat Młodych” umieszcza w latach 80. utwory z pochodzące z rynku francuskojęzycznego, bez zgody pierwotnych wydawców (w ten sposób ukazują się fragmenty „Yansa” z rysunkami Grzegorza Rosińskiego). Nie szanuje się też własności autorów. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach drukarnie drukują komiksy techniką offsetową przy nakładaniu kolorów na tzw. blaudrukach (niebieskawych tekturkach). Do potrzeb składu konieczny jest oryginalna plansza i pomniejszony kolorowy blaudruk. Charakterystyczne czasem przesunięcia kolorów w wydawnictwach lat 80., dowodzą niechlujności w stosowaniu przez drukarzy tej technologii. Do  drukarni przekazywane są zawsze oryginalne komiksowe plansze (a nie, jak dziś, elektroniczne pliki), zdarza się że wracają do autorów dopiero po ich interwencji, czasem podniszczone. Czasem też nie wracają wcale – jak u rysownika Andrzeja Chyżego.
Jedynymi elegancko drukowanymi, na kredowym papierze, komiksami połowy lat 80. jest seria „Doman” (różni scenarzyści, rysunki Andrzej O. Nowakowski). Powód jest znów prozaiczny – komiks drukowany jest na drukarskich spadach (ścinkach) odzyskanych z produkcji przeznaczonej na eksport. Stąd też jego nieporęczny, nietypowy kwadratowy (!) format.
Mówiąc o stanie wojennym, koniecznie też trzeba wspomnieć o złamaniu życia osobistego i zawodowego wielu twórcom, a czasem też i zdrowia  – za co trzeba winić generała Jaruzelskiego i jego ekipę.  Niektórzy ilustratorzy z przyczyn politycznych, tj. zaangażowanie w ruch „Solidarności”, tracą w 1981 roku pracę, otrzymują „opiekę” służby bezpieczeństwa i mają zakaz publikacji rysunków w prasie lokalnej – aż do 1989 roku.
Komiksowy rysownik Tadeusz Raczkiewicz, zmuszony ciężkimi warunkami materialnymi wyjeżdża do Republiki Federalnej Niemiec, by pracować na budowie przy kryciu dachów. Jerzy Wróblewski podejmuje nieudane próby zainteresowania wydawców amerykańskich narysowanym westernem. Grzegorz Rosiński, stojący na progu światowej kariery i drukujący już „Thorgala” na rynek francuskojęzyczny, decyduje się emigrować, bo nie działa poczta i nie może wysłać do belgijskiego wydawcy zamówionych przez niego plansz. Jest to niewątpliwie dla twórcy traumatyczna decyzja, będzie o niej potem wielokrotnie wspominał w wywiadach - niemal przy każdej okazji.
Tak to wyglądało – zakaz pracy, emigracja za chlebem lub z konieczności (Tadeusz Raczkiewicz, Grzegorz Rosiński, Tadeusz Baranowski), brak możliwości druku w kraju, brak komiksowych wydawniczych inicjatyw, słaba jakość poligrafii, powtórki materiałów znanych już wcześniej z czasopism. Materialna nędza wydawców, czytelników i rysowników. Sądzę, że byli też twórcy, którzy wybierali wewnętrzną emigrację.
Moje skromne autorskie doświadczenia z komiksem też mieszczą się w normie tamtych czasów. W 1987 roku, gdy miałem 16 lat w moim LO zjawiają się dziennikarze lokalnej gazety „Wiadomości Skierniewickich”, proponując uczniom zabawę w dziennikarstwo i oddając do dyspozycji stronę gazety. Narysowałem dla nich komiks w odcinkach (10 pasków).  Pracę złożyłem w redakcji, pojechała ona następnie do Łodzi – do cenzora i do drukarni. Niestety w bałaganie zaginęła, a mnie poproszono o narysowanie pasków jeszcze raz.
Ciekawe w tym wszystkim jest też coś innego - wydaje mi się, że wtedy w latach 87-89 w wielu lokalnych gazetach było sporo pomysłów „oddolnych”, duża otwartość na współpracę, jestem pewien że w wielu redakcjach zastanawiano się też nad drukiem komiksów, sam rozmawiałem na ten temat z dziennikarzami mojej lokalnej gazety wielokrotnie mówiąc, że warto to robić. Chyba ich przekonałem, bo któregoś dnia jeden z redaktorów powiedział, że gazeta będzie drukowała komiksy dwóch zawodowych rysowników z Łodzi. W ten sposób „Wiadomości Skierniewickie” wydrukowały komiksy Wojtka Birka i Piotra Zdrzynickiego. Wydaje mi się, że zjawisko lokalnych, gazetowych komiksowych inicjatyw końca lat 80. nadal czeka na rzetelne opisanie i swego „odkrywcę”. To wtedy rodziła się inicjatywa brania rzeczy w swoje ręce, bez oglądania się na państwowe przedsiębiorstwa. Był to znak zbliżającego się przełomu.
Dopiero właśnie przełom mentalny, polityczny i gospodarczy roku 89/90 nadrabia zaległości schyłkowego okresu PRL-u, zapoczątkowane stanem wojennym. Pojawiają się wydawnictwo „Orbita” i  magazyn „Fantastyka-Komiks”.  Popularyzującą komiks publicystykę (głównie ale nie tylko) w „Fantastyce” uprawiają Maciej Parowski, Jerzy Szyłak i Wojciech Birek. W jednym z numerów „Komiksu-Fantastyki” debiutuje niezwykle dojrzałą pracą („Księga miecza”) Jerzy Ozga. Z kolei planszą z „Erna” tegoż autora – nie mającego jeszcze wówczas 20 lat (!) zilustruje swój artykuł o komiksach w „Polityce” Jerzy Szyłak.  „Ern” jest też wtedy w planach  wydawnictwa „Orbita” . Wydaje się po raz pierwszy, że w skali kraju nadciąga nowe pokolenie rysowników.
Szacunku dla pracy autorów komiksów nie udaje się jednak stworzyć. Umówmy się, że i w latach 70. nie wyglądało to najlepiej. W 1988 roku czytelnicy komiksów ze zdziwieniem czytają wywiad Macieja Parowskiego z Grzegorzem Rosińskim („Malowałem tyłem do obrazu”  - Komiks Fantastyka” nr 4/88) , w którym ten opowiada m.in. o swoim starcie w życiu na emigracji - „Konsul, u którego załatwiłem wizę, gdy usłyszał, czym się zajmuję, nie robił mi żadnych kłopotów, przeciwnie, pochwalił się zaraz obszerną kolekcją zeszytów Tintina pięknie oprawioną w skórę”, wspomina, że dzieciom nadaje się imiona jego komiksowych bohaterów, i że w prasie ukazują się komiksowe recenzje.  Twórca powtarza jeszcze te i inne „rewelacje” w późniejszym wywiadzie w „Rzeczpospolitej” (1994?) przeprowadzonym przez Barbarę Hollender oraz obszernym wywiadzie dla magazynu komiksowego „AQQ” (październik 1996) przeprowadzonym przez Witolda Tkaczyka i Łukasza Zandeckiego). Po roku 1989 w kraju ciągle pokutuje jednak przeświadczenie, że komiksy rysownicy rysują hobbystycznie, dla przyjemności - a skoro tak, nie mogą żądać poważniejszych wynagrodzeń.  Podobnie jest na wyższych uczelniach, gdzie komiks nie traktowany jest poważnie. Rysownik Krzysztof Wyrzykowski wspominał mi, że nawet gdy on studiował na gdańskiej ASP, co miało miejsce przecież już w latach 90., przyznawanie się do rysowania komiksów nie było mile widziane przez wykładowców. Walka twórców o uznanie dla ich pracy zajmie im następne dwie dekady. Podobnie jak odbudowa komiksowego rynku – będzie ona rodzić się stopniowo, minie kolejne 10 lat nim uznanie na rynku zdobędą nowe komercyjne magazyny („Świat Komiksu” zacznie ukazywać się w  1998,  a „Produkt” w 1999 roku)  a wydawnictwa zaproponują szerszy wybór komiksów zachodnich i polskich autorów.
Gdyby nie ogłoszenie stanu wojennego i zapaść kulturalno-gospodarcza, jaka temu wydarzeniu towarzyszyła, po świetnie zapowiadającym się okresie lat 70., komiksowy rynek rozwijałby się w bardziej zrównoważony sposób, a w kolejnych trzech dekadach twórcy i wydawcy nie zderzaliby się z tak wielką liczbą problemów.
Sławomir Zajączkowski - scenarzysta komiksów „Łupaszka.1939”, „Korfanty”, „Wyzwolenie?1945”.

17 komentarzy:

Maciej pisze...

Bardzo dziękuję za głos polemiczny. Elaborat Sławomira Zajączkowskiego traktuję jednak jako uzupełniający moją wypowiedź, gdyż żaden z argumentów oraz „argumentów” mnie niestety nie przekonał. Czasami, zapewne wbrew intencjom autora, część argumentów potwierdza wręcz (lub powtarza) moją tezę. Tekst ten jest jednak wartościowy o tyle, że doprecyzował tło społeczne, które potraktowałem gdzieniegdzie skrótem myślowym, o którym (być może błędnie) sądziłem że będzie trafnie odczytany.

Odnoszę zarazem wrażenie, że autorowi polemiki mój żart z generała przysłonił sedno mojego emo. Tam gdzie ja piszę o tragedii zerwania ciągłości, tam Sławomir pisze o upadku jakości poligrafii. Tam gdzie ja piszę o braku kultury komiksowej, tam Sławomir wyskakuje z klasikerami będącymi marginesem. Tam gdzie ja staram się syntetyzować, tam Sławomir wymienia wyjątki (Rosiński, Skarżyński) uznając je za regułę. Nie mamy płaszczyzny porozumienia, gdyż operujemy innymi pojęciami. Gdy podaję w znaczeniu pejoratywnym przykład „małpy w mundurze” operuję memem którego mój starszy kolega nie rozumie, gdyż dla niego jest to przykład pozytywny. Ot, starcie pokoleń.

Czytelnik zainteresowany tematem może przeczytać zarówno mój tekst jak też próbę polemiki, skonfrontować to z własną wiedzą i wyciągnąć swoje wnioski.

Karol Konwerski pisze...

TL'DR

pszren pisze...

Maciej w tym starciu wygrywa.

mazol pisze...

Wróblewski próbował zainteresować marvela swoim westernem przed ogłoszeniem stanu wojennego: http://3.bp.blogspot.com/_moCaT0BL2ow/TBocJNKiNbI/AAAAAAAAEQ8/HhNxVe-Y2Lo/s1600/480_od_roda_do_sasa_03.jpg

Kapral pisze...

Takiej kolekcji półprawd, przemilczeń i tendencyjnie dobranych "faktów" pod z góry ustaloną tezę dawno nie czytałem. Oto kilka najzabawniejszych:

Gdy wyczerpały się zasoby redakcji "Relaxu" wznawiano w dużych nakładach "Tytusa" i "Kajka i Kokosza",
Bzdury. Wszystkie tomy "Kajka i Kokosza" wydano po raz pierwszy w latach 1982-1990 (za wyjątkiem flip-booka "Szkoła latania/Wielki turniej"). Popłuczyny po Relaksie to był tylko margines, wychodziło to dopiero około roku 1985. A wielkonakładowe wznowienia to najwcześniej rok 1988.

Pozwoliłem sobie sprawdzić fakty w bibliografii Marka Misiory, jest tam układ chronologiczny. Otóż w "cudownych" latach 70-tych ukazywały się niemal wyłącznie: Żbik, Podziemny front, Tytus, Gapiszon/Kwapiszon, Janosik, Pilot śmigłowca i Legendarna historia Polski. Czyli jakieś kilkanaście tytułów rocznie plus Relax. Lata 80-te to co najmniej dwukrotnie więcej tytułów rocznie i ogromne ich bogactwo. Już w 1982 wyszedł Christa, Polch i Baranowski. Potem były Fistaszki, Szarlota i tak cały czas w górę.

Przez pierwsze miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego wydawano niewiele książek, a w kraju działała cenzura.
Cenzura działała i przed i w czasie i po stanie wojennym, od 1945 do 1990 roku. Każda publikacja nosiła sygnaturkę cenzora, pisaliśmy o tym nawet "Na plasterkach". Być może kolega Zajączkowski myli cenzurę (Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk) z cenzurą korespondencji. Ta ostatnia rzeczywiście została wprowadzona w stanie wojennym, ale nie miała żadnego wpływu na działalność wydawnictw.

Tak bardzo zasłużony dla popularyzacji komiksu magazyn "Fantastyka" z komiksem "Funky Koval" ukazał się w październiku 1982 roku (czyli 10 miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego) . Wydrukowano w nim… zaledwie cztery plansze komiksu.
"Fantastyka" nie była czasopismem komiksowym, tylko literackim. Więc niby dlaczego miało się w nim ukazywać więcej komiksu? Poza tym o co chodzi z tymi 10 miesiącami - że niby za długo?

Pierwsze komiksy, jakie pojawiły się po wprowadzeniu stanu wojennego cechował widoczny spadek jakości poligraficznej. (...) Charakterystyczne czasem przesunięcia kolorów w wydawnictwach lat 80., dowodzą niechlujności w stosowaniu przez drukarzy tej technologii.
Po wprowadzeniu stanu wojennego Zachód nałożył na PRL embargo, stąd brak papieru, farb drukarskich z importu i części zamiennych do maszyn, ergo fatalna jakość poligrafii. Zresztą za Gierka też nie było najlepiej, przypominam pierwszego "Kajtka i Koka w kosmosie" (1975) na papierze gazetowym i z przesunięciami na centymetr. Kolega Zajączkowski sugeruje, że drukarze nagle zaczęli pracować niechlujnie, bo był stan wojenny?

Anonimowy pisze...

swietny tekst. Bardzo dziekuję

Mylessed

Sławomir Zajączkowski pisze...

"Kapralu":

kilka może słów do Twoich uwag:

1)Nie rozumiem zarzutu. Co jest nieprawdziwego w zdaniu , które zacytowałeś?
Przecież napisałem „wznawiano” a nie „wydano po raz pierwszy”. A Ty mi podajesz daty pierwszych wydań „KiK”???

Mój tekst traktował o stopniowym wychodzeniu z kryzysu rynku wydawniczego (w tym komiksowego) , który rozpoczął stan wojenny. Taką faktycznie tu stawiam tezę.
A u Ciebie – jak rozumiem - lata 80-te to „cały czas w górę”. Tak jakby nic się po drodze się nie wydarzyło.

2) Nikt, nie mówi, że cenzura nie działała i wcześniej. Czy napisałem, że ją wprowadzono ze stanem wojennym? Proszę tego nie sugerowac czytelnikom.
A skąd pewność, że cenzura korespondencji nie miała żadnego wpływu na działalność wydawnictw?

3) Chodziło mi o to, że w pewnej pustce po upadku „Relaxu”, przez 10 miesięcy nie ukazało się nic, co by na tyle powiało świeżością i rozbudziło emocje środowiska komiksowego jak „Fantastyka” i „Funky Koval” . Znam ludzi, którzy kupowali wtedy „Fantastykę” dla tych czterech stron.
W tym sensie okres 10 miesięcy uznałem za długi a liczbę stron „FK” za niewielką. Oczywiście możesz się nie zgodzić i napisać , że wtedy przecież wyszedł „Christa, Polch i Baranowski. Że potem były Fistaszki, Szarlota” – i polski komiksowy rynek w tym czasie się szedł „cały czas w górę”. Czy jednak nie za bardzo skupiasz się na ilości publikacji? To nie jedyne przecież kryterium oceny kondycji sytuacji komiksu.

4) Pociągnąłeś temat i napisałeś o embargu. To ciekawy argument. Cieszę się, że zwróciłeś uwagę, że wiązało się ono ze stanem wojennym. I że to Ty powiedziałeś a nie ja. Ktoś Ci może tu zaraz zarzucić , że forujesz „półprawdy” :)
Trzeci argument – niechlujność pracy drukarzy – nie szukam w tekście jej przyczyn. To ty ją znalazłes tłumacząc brakiem farb, części zamiennych itd, co nie zmienia mojej tezy o nędzy tamtego czasu i braku pieniędzy; nie będziemy tego rozwijali i szukali innych przyczyn - choćby podejścia do pracy pracowników w państwowych przedsiębiorstwach w latach 80-tych.
Ostatnie zdania: Nie, nie sugeruję. A skąd ten pomysł?

SZ

Anonimowy pisze...

Zarówno ten, jak i tekst do którego się odnosi - świetne! Ponieważ: Dwa różne spojrzenia, momentami bardzo zbliżone; sporo faktografii; dużo ciekawych spostrzeżeń, ale PRZEDE WSZYSTKIM - wartość edukacyjna, zwłaszcza dla młodzieży:D
Teksty pokazujące, że można jeszcze w sposób kulturalny dyskutować o komiksie. I w sposób rozbudowany. Przy użyciu zdań złożonych.
Dawno nie czytałem tak dobrych artykułów. Dzięki. Szacun.
wojtas

Kuba Oleksak pisze...

Wojtasie, ale trudno mówić o jakiejkolwiek "dyskusji", skoro na dobrą sprawę S.Z. nie przedstawił żadnych konkretnych argumentów przeciw M.P. Co wartości edukacyjno-merytorycznej - specjalistą w omawianym okresie nie jestem, ale widzę wiele nieścisłości i niedomówień, o których pisał Kapral.

A Maciej to powinien odgrywać rolę tego, do którego popularne media idą się spytać ocb jeśli idzie o komiks, a nie jakiś Trust, powtarzający co i rusz te same komunały. Albo mieć komiksową kolumnę w Dużym Formacie czy cuś.

Anonimowy pisze...

Dostałem dwa punkty widzenia w wykonaniu ludzi, których pisanie cenię. Pałka jest współczesnym głosem internetu (jest wszędzie, bez niego i jego teorii byłaby nuda i jeszcze większy kryzys niż jest) a Zajączkowski to publicysta z ery AQQ (i jeden z najjaśniejszych punktów publicystycznych tego pisma). Zrobili tutaj niezłego "versusa". Chętnie poczytałbym dalszą wymianę zdań obu Panów.
Kilka argumentów jednak padło, musiałbyś się po prostu wczytać.
Co do głosu ludu komiksowego, jaki chcesz przypiąć Maciejowi - zgadzam się. Uważam nawet, że cała redakcja "Ziniola", jako najrozsądniej pisząca w naszej publicystyce, taką funkcję spokojnie mogłaby spełniać. Tylko że zazwyczaj dużym mediom nie chodzi o konkretną analizę, a o komunały. Trust się do tego nadaje.

Anonimowy pisze...

zapomniałem o podpisie:
wojtas

Kapral pisze...

Sławomirze (i Ty, szanowna publiko), pozwól, że wrócę do "ad remu".

1. Wznowienia
Troszkę wyrywasz z kontekstu. Napisałeś, że "te które były drukowane, były tak naprawdę pokłosiem zamówień redakcji Relaxu i materiałów zgromadzonych z myślą o kolejnych numerach magazynu". Dalszy Twój wywód jest tylko twórczym rozwinięciem tej tezy. Ale jest to nieprawda. Od początku lat 80-tych wydawano głównie rzeczy premierowe oraz przedruki ze Świata Młodych, a nie porelaxowe zbiorki, których było zaledwie kilka.

2. Cenzura
Jestem bardzo ciekaw jak zamierzasz udowodnić, że cenzura korespondencji miała wpływ na "rynek" wydawniczy. Trochę to naciągane, nie sądzisz?

3. Magazyny
Fetyszyzujesz Relax, a to był odgórny projekt kilku facetów z KC PZPR. Relax miał tylko dobry początek - im dalej, tym gorzej. W ostatnich numerach nie było już prawie czego czytać. Chyba po prostu materiałów zabrakło, dlatego magazyn został rozmyślnie zamknięty na numerze 31, dokończywszy wszystkie rozpoczęte serie. Stan wojenny nic do tego nie miał. Tymczasem życie komiksowe kwitło sobie w najlepsze na łamach Świata Młodych. I tam nie było żadnego przerwania ciągłości, komiksy ukazywały się non-stop, za wyjątkiem krótkiego okresu, kiedy wydawanie prasy było zawieszone. Tylko Papcio Chmiel miał przerwę w latach 1981-1983, ale nie wiem dlaczego.

Nie było wtedy także żadnego "środowiska komiksowego", więc tej części nie zrozumiałem.

4. Poligrafia
I znów argumenty "pod tezę". To nie było tak, że nagle 13 grudnia poligrafia się popsuła. Bieda zaczęła się już pod koniec lat 70-tych. Porównaj sobie pierwsze i ostatnie numery swojego ukochanego Relaxu. To była równia pochyła w dół, papier był coraz bardziej paskudny, a kolory szaro-bure. Gierek nazaciągał kredytów, kupił maszyny, tylko potem nie było dewiz na ich konserwację i materiały eksploatacyjne. Stan wojenny to był tylko gwóźdź do trumny.

Na koniec chciałbym postawić ryzykowną tezę, która nie wszystkim może się spodobać. Otóż moim zdaniem, polskiego komiksu nie zabił ani Gierek, ani Jaruzelski, ani wolny rynek, tylko konfrontacja z komiksem zachodnim. Kiedy na początku lat 90-tych dotarły do nas komiksy zza żelaznej kurtyny, okazało się, że nasze są po prostu okropnie wtórne wobec nich i - co tu dużo gadać - słabsze. Młode pokolenie, głodne Zachodu i nie obciążone żadnym sentymentem do Kajka i Tytusa, wybrało komiksy fajniejsze, a ostatecznie najfajniejsze okazały się Semiki. Z tym, że i one w końcu przegrały z grami komputerowymi :)

Sławomir Zajączkowski pisze...

Kuba Oleksak:

mój tekst był o (pierwsze zdanie tekstu) trafnej wg. mnie tezie redaktora Orlińskiego o solidnym poziomie polskich komiksów lat 70-tych i zerwaniu ciągłości rynku oraz karier twórców wprowadzeniem stanu wojennego. Rozwinąłem temat - tak jak umiałem najlepiej. Oczywiście mogły się tu wkraść jakieś nieścisłości.

A teraz proszę powiedzieć w jednym równie zwięzłym zdaniu co było Twoim zdaniem tezą artykułu M.P.?
O czym to było?

Ja odczytałem tekst M.P. jako atak na red.Orlińskiego, i zrobienie sobie niemądrego żartu z generałem w tle.

Nie próbuje walczyć z niczyimi opiniami (M.P. ma do niej prawo - jest dorosły), ale uważam że pszeszarżował.

Co do komiksowych kolumn w magazynach (choćby przytoczone przez Ciebie Wysokich Obcasach) to co szkodzi ich spytać? Próbowałeś?

SZ

Sławomir Zajączkowski pisze...

"Kapralu":

Wznowienia: rzeczywiście, chyba masz rację, że trochę fetyszyzuję "Relax".
W tekście pisałem o wznowieniach również ze "Świata Młodych" . Być może poświęciłem na to za mało miejsca.

cenzura: Czy ja wiem? Prowadzisz wydawnictwo , lub jesteś twórcą, ktoś czyta Twoją korenspondencję, może to nie ma na nic wpływu, może ma... to zależy.

poligrafia, stan wojenny i gwóźdź do trumny - no widzisz, tak się robi dobrą publicystykę. Gdyby Twoje argumenty spisać, zrobić z nich tekst, to myślę, że mógłbyś łatwo spotkać redaktora, który by zaproponował dla niego tytuł "Gwóźdź do trumny" albo "Fetyszyzacja Relaxu". Wtedy spotkałbyś na swej drodze swojego "kaprala":).
Zachęcam.

Co do Twojej tezy "upadku" rzuconej na koniec - trzeba to przemyśleć.

pas.
SZ

Maciej pisze...

Szanowny kolego. Ja naprawdę nie wiem, co mam napisać. Chcesz aby ktoś wytłumaczył Ci o czym był mój tekst? Wystarczy przecież, że go przeczytasz po raz kolejny. Włącz sobie "dobrą wolę" i nie zakładaj z góry, że nie znam historii a co gorsza twierdzę, że lata '80 były złotą erą polskiego komiksu.

Mój tekst jest sporo krótszy od Twojego. Nie powinno być dla Ciebie problemem znalezienie cytatu gdzie twierdzę to co mi imputujesz już w pierwszym akapicie swojego zacnego eseju.

Spiąłeś się tym nieszczęsnym generałem i ulałeś berserkiem. A Orliński, cóż - cenię go i jestem fanem, ale przecież nie ulega wątpliwości, że napisał be-ze-durę.

Sławomir Zajączkowski pisze...

Panie Macieju:

No to doszliśmy chyba do sedna zarzutu/sporu -

Chcesz cytatu:
"Jednak obwinianie (w tym przypadku) bogu ducha winnego generała jest kreowaniem rzeczywistości (...)"

Piszesz, że się spiąłem nieszczęsnym generałem i faktycznie trafnie to odczytałeś. Twoja wypowiedź wpisuje się w wiele medialnych wypowidzi, że generał był "Bogu ducha winny". Czegokolwiek. Biedaczysko. Taki u Ciebie poszedł przekaz w swiat. I to faktycznie mnie zdenerwowało.

I jeszcze jedno: oczywiście Tobie zapalają się różne lamki przy lekturze Orlińskiego. Masz prawo bycia wkurzonym na piszących bzdury dziennikarzy. U mnie mnie podobne (do Twojego) zachowanie to przejaw spięcia i ulania się.

O kulturze zarzutu (zaczepce ad personam), że byłem ulany nie dyskutuję.

Myślę, że powinniśmy już zostawić temat, i niech go rozsądzą czytelnicy. Żeby nie było - miałeś prawo napisać to co napisałeś. Ja też.

pozdrawiam
SZ

terminator125000 pisze...

Jestem w posiadaniu blaudruków tej zaginionej księgi, Tytus uczniem, zainteresowanych zapraszam na maniekn@op.pl