Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jason Aaron. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 czerwca 2018

Scalped #35 - Aaron/ Zezejl

Kiedy czytam serie komiksowe (nie, nie chodzi mi o styl Batmana), na ogół w pewnym momencie zaczynam się obawiać tego samego, za każdym razem: że zmienią pierwszego rysownika, że scenarzysta wpadnie w powtarzalność, że akcja zwolni przez jakiś poboczny epizod, którym z jakiegoś powodu postanawia się wypchać kolejny zeszyt. Wcale nie jest mi łatwo machnąć ręką na coś, co zacznę czytać. Kibicuję twórcom i przeżywam, jak im się coś nie uda. Żywe trupy popełniły chyba wszystkie grzechy tasiemcowe, mój ulubiony Chew z jakiegoś powodu też miał niezrozumiały dla mnie skok w bok z crossoverem Chew/Revival (w wersji „omnivore”, którą zakupiłem do kolekcji, przeskoczyłem czytanie tego fragmentu…). W takich momentach ujawnia się wyższość zeszytówek nad trade'ami (czy też innymi deluksami, omnivorami i galery edyszynsami): zeszytówkę można „wyeliminować” bez konieczności wydzierania niepożądanych stron. Wiadomo przecież, że takie perełki jak 100 Bullets, czy Sandman zdarzają się rzadko. Scalped też sprawiał wrażenie, że do takiego panteonu należeć będzie w całej rozciągłości skalpu. A jednak.

Wszystko przez zeszyt #35 (
Listening to the Earth Turn - pierwsza historia w egmontowskim wydaniu zbiorczym, tom 4), w którym poznajemy opowieść o dwójce starych Indian, Mance'u i Hazel, którzy mieszkają daleko poza miastem i utrzymują się z własnego ogródka. Ona miała problemy z nerkami, on złamał kostkę przy naprawie dachu. Przez to nie mogli zająć się ogródkiem tak, jak od dziesięcioleci to robili. A to zawsze wystarczało im na przeżycie zimy. Mance zmuszony zostaje, aby pojechać po paczkę z żywnością do miasta. Kiedy wraca, znajduje Hazel w czasie kolejnego ataku bólu nerek. Zabiera ją do apteki. Wracają przez śnieg, psuje im się samochód. Kiedy bohatersko docierają do domu, spada na niego samolot wojskowy… Z odszkodowania jednak postanawiają odbudować dom dokładnie w tym samym miejscu.

Historia jest w sumie ładna, samodzielna. Dla każdego, kto nie czytał wcześniej nic ze Scalped, nie przekracza granicy nieznośnej ckliwości. Dobrze pokazuje, że w Rezie można żyć uczciwie i skromnie, że wiara w miłość i własne siły pozwala przetrwać. Krzepi, dodaje otuchy. Dobrze też punktuje wszystko to, co stawia Indian (czy inne mniejszości) w trudnej sytuacji. Może i bez wyjścia?

Problem w tym, że zupełnie nie sprawdza się jako część większej całości. Grzech pierwszy to toporny Zezelj - im dłużej obcuję z jego rysunkami, tym mniej je rozumiem. W Scalped odbiera on niestety klimat opowieści za każdym razem, kiedy przejmuje ołówek. Grzech drugi, to malowanie tła (życie w Rezie), które do niczego scenarzystom nie jest potrzebne. Każdy inny epizod Scalped jest  puzzlem z zestawu 1000 elementów. Ten jest błędem fabrycznym, 1001 częścią układanki, której niczego nie brakuje. A my na koniec, kiedy układanka się dopełnia, zostajemy z jednym elementem całości, który do niczego nie pasuje.
(Kuba Jankowski)
"Scalped" #35. Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Danijel Zezejl. Kolor: Giulia Brusco. Wydawca: DC Vertigo, marzec 2010.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Przeklęty - Aaron/ Guera

Jason Aaron i R.M.Guera powrócili. Dość szybki to powrót, bo od zakończenia polskiej edycji Skalpu minęło raptem kilka miesięcy. Zatem ci, którzy czekali na ten komiks – już się doczekali, a ci, którzy nie wiedzieli nawet, że czekają, już wiedzą i czekać nie muszą.

Dlaczego to wydarzenie jest tak ważne? Ponieważ ci dwaj autorzy, gdy ze sobą współpracują, ocierają się o geniusz. Oddzielnie nie idzie im już tak dobrze. Rozumieją się niemalże bez słów. Są jak Ennis i Dillon, Dempsey i Makepeace, Starsky i Hutch. W wydanym przez Muchę Przeklętym sięgają do czasów biblijnych i ciągną historię Kaina, wędrującego po świecie, obserwującego degrengoladę tegoż świata i w tejże degrengoladzie uczestniczącego.

Jak zwykle twórcy nie biorą jeńców. Jest brutalnie, drapieżnie i kontrowersyjnie. To komiks pierwotny. Prosty i dosadny. Nie obarczony współczesnością, bzdurnymi koncepcjami i wysilaniem się na efektowność. Ta efektowność przychodzi sama – w prostych linijkach tekstu, w szarpanej grafice, w prostym, chwytającym za gardło przekazie.

Przeklęty to komiks, który pokazuje, że wciąż można pisać i rysować świetnie, nie czyniąc niepotrzebnego bałaganu. Będą tacy, którzy po lekturze przeklną autorów, będą też tacy, którzy wychwalą ich pod niebiosa. Polecam sprawdzić.

"Przeklęty: Przed powodzią", tom 1. Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: R.M.Guera. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Mucha Comics, 2018.

wtorek, 14 listopada 2017

Skalp (5) - Aaron/ Guera

Skalp się skończył. Dosłownie. Piąty tom osadzonej w indiańskim rezerwacie historii zamyka wszystkie wątki i daje czytelnikowi jasne i klarowne zakończenie. Przez pięć tomów mieliśmy tu do czynienia z jedną z najlepszych obecnie serii wydawanych na polskim rynku, jak również jedną z najciekawszych produkcji linii wydawniczej Vertigo, przeznaczonej dla dorosłego czytelnika. 
Znakomity jest już początek tego albumu, bardzo zresztą charakterystyczny dla scenarzysty cyklu, który lubi sobie czasem odskoczyć od głównej linii fabularnej i opowiedzieć historię niby poboczną, a jednak ściśle związaną z trzonem opowieści. W tym albumie ta krótka historia traktuje o tytułowym skalpie. Nie dość, że napisana jest tak, jak powinny być pisane krótkie formy, po profesorsku i z wyczuciem, to jeszcze jest wzbogacona o galerię rysunków znanych autorów, zgrabnie wkomponowaną w opowieść. Jak wyglądałby Czerwony Kruk rysowany przez Steve’a Dillona? Albo Carol w wykonaniu Jordi Berneta? Albo Catcher w wersji Brendana McCarthy’ego? Chwilowe pojawienie się nowych twórców jest bardzo nienachalne i nie wytrąca z rytmu głównego rysownika serii, który do końca radzi sobie znakomicie. 
Korci mnie, żeby zdradzić coś z zakończenia, z tego jak potoczyły się losy tych wszystkich tragicznych postaci i jakie zmiany zaszły w ich życiu przed ostatnią planszą piątego tomu, ale powstrzymam się. Bardzo polecam zapoznać się z całą serią - wciąga tak bardzo, że przez te pięć tomów można przemknąć niezwykle szybko. 
Warto wspomnieć, że wkrótce komiks ma zostać przeniesiony na małe ekrany. Czego można spodziewać się po serialu? Po pierwsze, na pewno tego, że będzie gorszy od pierwowzoru. Bo tak wybitną rzecz bardzo trudno przeskoczyć. Po drugie: że to nie będzie ładny serial pokroju Dr Quinn, a raczej jeszcze bardziej brutalna wersja Banshee, Deadwood i The Wire. W jego ścieżce dźwiękowej pewnie usłyszymy Bruce’a Springsteena i Johnny’ego Casha, a całość zrealizowana będzie w oparach spaghetti westernu. 
Zanim padną jakiekolwiek pierwsze klapsy na planie tego przedsięwzięcia, warto... tfu! TRZEBA zapoznać się z oryginałem. Znakomitym, wciągającym, dającym po głowie, brutalnym, intrygującym, jedynym w swoim rodzaju. Ziniol poleca.
"Skalp (5)". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: R.M.Guera. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2017.

środa, 11 stycznia 2017

Groza w hrabstwie Harrow, twarde życie w hrabstwie Craw

Chciałem zacząć od tego, że po lekturze tych dwóch albumów, dzięki profesjonalnej robocie autorów czytelnik z całą pewnością przeniesie się w świetnie odwzorowane regiony dwóch amerykańskich hrabstw. Prawda jednak jest taka, że nigdy ani w hrabstwie Harrow, ani w hrabstwie Craw w Alabamie nie byłem i nie wiem jak tam jest naprawdę. Co natomiast mogę napisać, to, że autorzy wytworzyli bardzo sugestywny i dający się odczuć podczas lektury klimat. 

Hrabstwo Harrow Cullena Bunna i Tylera Crooka, potrafiące zaniepokoić już samą okładką to może nie horror, ale na pewno trzymająca w napięciu folkowa opowieść z dreszczykiem. Z kolei drugi tom „Bękartów z południa” Jasona Aarona i Jasona Latoura to rasowy kryminał, z twardymi charakterami i szeregiem mocnych scen. W tym komiksie widać zresztą zręczną rękę Aarona, który w większość zaprezentowanych w Polsce scenariuszy zdaje się kroczyć tą samą ścieżką. Ścieżką twardych gości, dążących do celu za wszelką cenę i mimo regularnie zwalających im się pod nogi kłód. 

Wbrew oczekiwaniom, jakie pojawiły się po tomie pierwszym, Aaron zamiast kontynuować wydawałoby się główny wątek opowieści ucieka w dygresję, kreśląc historię Bossa - człowieka, którego nazwisko zobowiązuje. Wgłębiając się w zatęchły, przepełniony brudem smród hrabstwa Craw, opisuje jego drogę od zwykłego licealisty po bezwzględnego, trzęsącego miasteczkiem trenera. Aaron operuje kliszami, ale robi to w sposób niezwykle urokliwy. Sportowe relacje mistrz i uczeń, kolejne etapy w rozwoju kariery, czy wreszcie nieczyste zagrywki - zarówno na boisku, jak i poza nim. 

„Na boisku” to zresztą tytuł drugiego tomu „Bękartów z południa”. Wielbiciele futbolu amerykańskiego znajdą tu sporo dla siebie, choć zapewne więcej wyniosą fani elektryzujących historii. Aaron jak zwykle zadbał o tło. Jego bohaterowie nie istnieją w próżni, oderwani od otaczającej ich rzeczywistości. Po raz kolejny scenarzysta odniósł się również do związku ojca z synem. Ta tematyka pobrzmiewa w praktycznie każdym jego komiksie. I tylko nieznacznie zmieniane realia pozwalają stwierdzić, że autor nie pisze wciąż tego samego. 
Tak brutalnych realiów, jak w hrabstwie Craw nie ma w Harrow, mimo, że tematyka - już po zerknięciu na okładkę - wydaje się bardziej drastyczna. W polecajce tego komiksu Mike Mignola napisał, że „rzadko trafia na równie urocze, a jednocześnie niepokojące historie”. Przed lekturą chciałem zakrzyknąć: „być może za mało czytasz, Mike!”, ale po przewróceniu ostatniej kartki nie wypada nie zgodzić się ze słynnym twórcą Hellboya. 

Uroczy niepokój, jaki wytworzył duet Bunn/ Crook to skutek świetnej kreski, fantastycznych akwarelowych kolorów oraz skrupulatnie opanowanego warsztatowo scenariusza. W kameralnej historii o polowaniu na czarownice Bunn sprawdza się o wiele lepiej niż w napakowanym akcją i sensacją „Szóstym rewolwerze”, którym zadebiutował na polskim rynku. „Niezliczone duchy” inaugurujące serię „Hrabstwo Harrow” to osadzona w niewielkiej mieścinie historia o skrywanej przez lata tajemnicy i jej współczesnych konsekwencjach. Mroczny las i zamieszkujące go stworzenia to wdzięczny temat do głębszego rozpracowania. 

Baśniowy charakter tej historii znakomicie oddaje rysownik. Tylerowi Crookowi, który przez dwanaście lat tworzył projekty dla sportowych gier komputerowych, świetnie zrobiło przebranżowienie się. Kilka projektów głównych bohaterów wyszło mu bardzo dobrze, podobnie z pulsującymi żółcią i czerwienią duchami - kościotrupami. W komiksie pełno jest imponujących dwuplanszowych obrazków. Crook, jak widać w materiałach dodatkowych zamieszczonych w komiksie, świetnie sprawdza się w czerni i bieli, choć trzeba przyznać, że bez pięknych akwarelowych barw ten komiks sporo by stracił. 

Dwa hrabstwa przedstawione na kartach komiksów duetów Aaron/ Latour i Crook/Bunn to miejsca, do których warto wstąpić na dłuższą chwilę i sprawdzić co ciekawego nas tam czeka.
"Hrabstwo Harrow: Niezliczone duchy". Scenariusz: Cullen Bunn. Rysunki: Tyler Crook.
"Bękarty z południa: Na boisku". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Jason Latour. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2016.

niedziela, 8 stycznia 2017

Skalp, tom 3 - Aaron/ Guera/ Furno/ Francavilla

Trzecie uderzenie jeszcze mocniejsze niż poprzednie? We wprowadzeniu do trzeciego tomu serii „Skalp” Jason Starr zauważa, że w historii amerykańskiej powieści kryminalnej trwa obecnie okres przejściowy, w którym to pęd za poszukiwaniem kolejnej „wielkiej książki”, pisanej prostym językiem i pozbawionej wyrazistego stylu, spycha na margines powieści mroczne, skomplikowane i tworzone z pomysłem. Dodaje, że zanim wydawcy książek na nowo odkryją mroczne, ryzykowne historie, czytelnicy powinni zainteresować się najlepszymi tworzonymi obecnie opowieściami kryminalnymi. A te, jak twierdzi, oferowane są współcześnie przez komiks. Ta teza nie jest tylko uprzejmością skierowaną w stronę medium przez autora, któremu w jego ramach również zdarzało się tworzyć. Lektura serii „Skalp” potwierdza jego słowa w całej rozciągłości. To chyba najbardziej konsekwentna, drapieżna, mroczna i ekscytująca fabuła, jaka przytrafiła się gatunkowi w ostatnich latach. 
Trzeci tom opowieści o mieszkańcach rezerwatu Prairie Rose nie tyle trzyma poziom poprzednich, co wrzuca historię w jeszcze bardziej podwyższające adrenalinę rejony. Jason Aaron, którego pisarstwo polski czytelnik miał okazję poznać już zarówno od lepszej, jak i gorszej strony, na świecie zasłynął właśnie „Skalpem”. I jest to jego najdojrzalsze jak dotąd dzieło. 
Fabuła nie ma charakteru liniowego. Mnóstwo tu retrospekcji, jeszcze więcej zabiegów polegających na pozornym odejściu od głównej linii fabularnej, czy też efektownych wprowadzeń na scenę wydarzeń nowych bohaterów. Jason Aaron zwykłą historyjkę o tajniaku wgryzającym się w struktury mafijne podlewa obyczajowym sosem i brutalną rzeczywistością. Igra z czytelnikiem, uświadamiając mu, że to właśnie on jest panem tej opowieści. Nie prosi o jego zaufanie, ale gdzieś między kadrami dobitnie daje do zrozumienia, że jeśli tym zaufaniem go obdarzymy, on odwdzięczy się w finale opowieści. 
Na finalną nagrodę od Jasona Aarona będziemy musieli poczekać - przed nami jeszcze dwa tomy tej historii. Ale już w trzeciej odsłonie indiańskiego kryminału autor oferuje tyle smakowitych kąsków, że absolutnie nie można poczuć się zawiedzionym. Jedynym zawodem jest tu rysownik - R.M.Guera, który rysuje tak fantastycznie, że bledną przy nim inni współtwórcy warstwy graficznej serialu. Jakkolwiek o Davide Furno i Francesco Francavilli bez kontekstu Guery można by powiedzieć, że są świetni w tym co robią, tak umiejscowienie ich prac obok grafik fenomenalnego Serba powoduje, że różnica poziomów widoczna jest gołym okiem. Na szczęście większość kartek trzeciego tomu serii zarysował mistrz. 
„Skalp” to idealny materiał na serial telewizyjny czy film kinowy, ale po co adaptować coś, co jest tak profesjonalnie przygotowane w konwencji komiksu, czyli najlepszego obecnie nośnika mrocznych kryminałów?
"Skalp, tom 3". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: R.M. Guera, Davide Furno, Francesco Francavilla. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep Gildia.pl

poniedziałek, 19 września 2016

Marvele: 3 razy "TH"

Komiksów spod szyldu Marvel Comics ukazuje się na tyle dużo, że szary czytelnik może się w tym pogubić. Co warto kupować, a co lepiej omijać szerokim łukiem? O tym w dzisiejszych "Marvelach".
"Thor: Bogobójca". Pod opieką Jasona Aarona postać Gromowładnego rozkwitła. "Bogobójca" to rozgrywająca się na trzech płaszczyznach czasowych historia, powiązana główny motywem buszującego w czasie i przestrzeni zabójcy bogów. Tu nie ma trykotów. Jest za to zimny klimat wybrzeży Islandii i mrożąca krew w żyłach pustka kosmosu. Rysunki Esada Ribicia są znakomite, ale gwiazdą, grającą pierwsze skrzypce w "Bogobójcy" jest Aaron. Znakomite dialogi i narracja, sprawne powiązanie wątków z trzech różnych epok i wrzucenie Thora w historię opartą o kontekst mitologiczny zamiast superbohaterskiego - za to wszystko amerykański scenarzysta powinien zebrać same plusy. Debiutancki album "Thora" jest najlepszym komiksem, jaki póki co ukazał się w kolekcji Marvel Now.
Na którą półkę z komiksami nie spojrzysz - na każdej Aaron. Takie historie mogą wkrótce czekać na polskich czytelników komiksów. Niezwykle płodny scenarzysta, który znalazł się w orbicie zainteresowań kilku rodzimych edytorów, kontynuuje swoją przygodę z Marvelem komiksem zatytułowanym "Thanos powstaje". To typowy origin postaci, klimatem nawiązujący bardziej do dziedzictwa komiksu europejskiego, niż superbohaterskiej konwencji. Aaron pokazuje drogę głównego bohatera od momentu narodzin aż po przemianę w największego tyrana wszechświata. Robi to raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, nie schodząc jednak poniżej poziomu swoich możliwości. Skojarzenia z "Kastą Metabaronów" i komiksami Alexandro Jodorowskiego jak najbardziej uzasadnione, choć jednak Aaronowi jazdy po bandzie nie zdarzają się tak często, jak chilijskiemu wizjonerowi. Na plus znakomite rysunki - Włoch Simone Bianchi zmusił mnie do zastanowienia się nad nastęującą kwestią: Co by było gdyby do pracy przy superbohaterach zatrudnić wszystkich świetnych grafików z "Dylan Doga"? Sądzę, że efekty byłyby bardziej niż zadowalające. Minusem komiksu - a właściwie zamieszczonych w nim dodatków - jest kuriozalne zdanie z posłowia, jakoby postać Śmierci z uniwersum Marvela była dziś "równie wyrazistą postacią, jak Śmierć z gaimanowskiego Sandmana czy z powieści o Świecie Dysku Terry'ego Pratchetta". Równie wyrazistą? Litości!
Był "Thor", był "Thanos", teraz o "Thunderbolts". Zbieranina postaci z Marvela o bardzo dyskusyjnej reputacji najpierw rozwala reżim dyktatora Avy na wyspie Kata Jaya, a nastęnie walczy z armią napędzaną energią gamma. Miny przeciwpiechotne nie robią krzywdy sprawiedliwym, bzdura goni bzdurę i tylko Steve'a Dillona szkoda. Angielski rysownik zupełnie nie pasuje do takiej konwencji, a jedyne udane sceny w jego wykonaniu to  te z Punisherem, którego przecież rysował przez lata. "Bez pardonu" i "Czerwony postrach" to lektury do ominięcia. Typowe produkcyjniaki, żerujące na czytelnikach pragnących obcowania z najpopularniejszymi bohaterami Marvela w ilościach hurtowych. Szkoda czasu.
(Szczepan Falafel)
"Thor Gromowładny, tom 1: Bogobójca". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Esad Ribić. Tłumaczenie: Marceli Szpak. "Thanos powstaje". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Simone Bianchi. Tłumaczenie: Piotr Krasnowolski. "Thunderbolts, tom 1: Bez pardonu". Scenariusz: Daniel Way. Rysunki: Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. "Thunderbolts, tom 2: Czerwony postrach" Scenariusz: Daniel Way, Charles Soule. Rysunki: Phil Noto, Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiksy można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

sobota, 11 czerwca 2016

Skalp, tom 2 - Aaron/ Guera/ Furno/ Leon

Bardzo często pierwszy tom serii uznajemy za świetny, ponieważ oddziałuje on na czytelnika na zasadzie zaskoczenia. Tom drugi, tego elementu pozbawiony, musi postarać się nieco bardziej, by utrzymać zainteresowanie odbiorcy. I to właśnie drugi tom jest prawdziwym testem dla twórców, którzy – aby nie przegrać po niezwykle udanym starcie – muszą zmienić nieco optykę, odejść od schematu i zaskoczyć ponownie, ale już w odmienny sposób. Piszę o tym, ponieważ do sprzedaży trafił właśnie drugi tom serii „Skalp”, której pierwszy odcinek bardzo chwaliłem. Drugi muszę pochwalić jeszcze bardziej. 
Jason Aaron, po mocnym wprowadzeniu do perypetii mieszkańców rezerwatu Prairie Rose, jeszcze bardziej pogłębia beznadzieję znaną z pierwszego tomu, wciąż pisząc językiem autentycznym i bezlitośnie wnikając w relacje między bohaterami. Rezerwat Prairie Rose to kraj Trzeciego Świata leżący w samym sercu Stanów Zjednoczonych. Ponad połowa mieszkańców żyje tu poniżej poziomu biedy. 80% jest bez pracy. Liczba samobójstw wśród dorosłych czterokrotnie przewyższa średnią krajową, alkoholizm dotyka 8 na 10 rodzin. W większości domów nie ma elektryczności, wody, ani telefonu. Gliniarzem na usługach lokalnego mafiozo jest tu Dash Zły Koń, który jednocześnie jest agentem FBI. 
Jason Aaron pisze tu jedną ze swoich najlepszych historii. Brudną, pogrążoną w mroku, indiańskich legendach, a jednocześnie bezlitośnie osadzoną w brutalnej rzeczywistości, w której trup ściele się gęsto, a bohaterowie to ludzkie wraki, posługujące się sloganami, w które dawno przestali wierzyć. 
Drugi tom „Skalpu” świetnie pokazuje samotność i wyobcowanie. Są tu genialnie nakreślone relacje synów z matkami, czy fenomenalnie uchwycona komunikacja niewerbalna między kochankami. W czasach, gdy większość zeszytów komiksowych kończy się szokującymi zawieszeniami akcji, Aaron i Guera stosują niepopularny zabieg wyciszenia końcówki komiksu. Grają emocjami, zdawkowym słowem lub wręcz milczeniem zilustrowanym przez wymowny kadr. 
Świat „Skalpu” to miejsce niezwykle brutalne, powodujące wibrowanie w żołądku, a jednocześnie tak sprawnie uchwycone przez autorów, że od lektury nie można się oderwać. Znakomita rzecz. 
"Skalp, tom 2". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: R. M. Guera, Davide Furno, John Paul Leon. Kolory: Giulia Brusco. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016
Komiks można kupić tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

czwartek, 14 kwietnia 2016

Marvele: Angela, Zagubieni i Szkoła przetrwania

Todd McFarlane, Neil Gaiman i Milo Manara - gdyby ta trójca zrobiła coś więcej, niż tylko wymyśliła postać Angeli (McFarlane i Gaiman), skonsultowała scenariusz (Gaiman) i narysowała pin-up (Manara), drugi tom "Strażników Galaktyki" byłby pewnie lepszy od pierwszego. Wypada jednak się cieszyć, że przynajmniej nie odstaje od niego poziomem i reprezentuje sobą całkiem niezłą rozrywkę. "Angela" to przede wszystkim kosmiczne scenerie, akcja i mordobicie, przerywane humorystycznymi scenkami i technologicznymi dyskusjami. Bendis pisze sprawnie, a Sara Pichelli rysuje tak dobrze, że gdy przez moment zastępują ją inni rysownicy, spadek poziomu graficznego jest bardzo widoczny. Gratka dla fanów lubiących epickie, kosmiczne fabuły - tak, to jest zwiastun jednej z nich. Dość powiedzieć, że na strony "Angeli" pofatygował się sam Watcher, którego polski czytelnik poznał dawno temu, bo w 1992 roku na łamach semicowych "X-Men". Będzie się działo.
Telenoweli x-meńskiej ciąg dalszy. W trzecim tomie "All New X-Men", zatytułowanym "Zagubieni" kontynuowany jest wątek, w którym oryginalny skład drużyny mutantów przeniósł się w czasie, by stawić czoła swoim wersjom z przyszłości. "Kim się staliśmy?", "Cóżeśmy uczynili?" oraz "Czy możemy to odkręcić?" to podstawowe pytania, z którym Jean Grey, Cyclops, Angel, Iceman i Beast będą musieli sobie dać radę. Najpierw jednak wszyscy zawieszeni w oczekiwaniu czytelnicy poznają rozwiązanie cliffhangera, który zakończył poprzedni tom, a który to można śmiało przyrównać do finału szóstego sezonu serialu "The Walking Dead". Kto zdecydował się opuścić drużynę i przejść na złą stronę mocy? By dopomóc bohaterom, Brian Michael Bendis sięga po cytaty ze swojego ukochanego Spider-Mana, pochyla się nad przeznaczeniem Jean Grey i wrzuca na arenę nowe, związane emocjonalnie z "piątką z przeszłości" postaci. Można poczytać, bo napisane jest dość sprawne, a narysowane świetnie (Immonen!), ale czy nie lepiej było zrobić z tej historii jednotomową ciekawostkę? 
Czy to sprawka Ramona Pereza, znanego w Polsce z "Piaskowej opowieści" i jednego z komiksowych epizodów z uniwersum Star Wars, czy może kwestia nauk wyciągniętych przez Jasona Aarona po fatalnej części pierwszej serialu o dyrektorze Rosomaku i dużej liczbie młodych uczniów-mutantów? Co by nie było, drugi tom serii "Wolverine i X-Men", zatytułowany "Szkoła przetrwania" daje radę. Lektura nie jest męcząca, a chęć rzucenia komiksu w kąt raczej się nie pojawia. Główny wątek komiksu to wyprawa dyrektora i grupy młodych mutantów na lekcje w plenerze. Młodzi adepci X-drużyny mają za zadanie przetrwać. Szybko jednak okazuje się, że o przetrwanie będzie musiał walczyć sam prof/mgr/? Wolverine. Coś dla wielbicieli wartkiej akcji oraz dla fanów mini-serii "Origin", której pewne wątki pociągnięte są tu w retrospekcjach (lepiej niż w oryginale!). Co do ortodoksyjnych fanów Rosomaka - ci powinni sobie tę serię bez żalu odpuścić. To produkt przeznaczony dla młodszego odbiorcy. 

(Szczepan Falafel) 
"Guardians of the Galaxy (2): Angela". Scenariusz: Brian Michael Bendis. Konsultacja: Neil Gaiman. Rysunki: Sara Pichelli, Olivier Coipel, Valerio Schiti. Kolory: Justin Ponsor, Ive Svorcina. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.    

"Wolverine i X-Men (2): Szkoła przetrwania" Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Ramon Perez. Kolory: Laura Martin, Matt Milla. Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.

"All New X-Men (3): Zagubieni". Scenariusz: Brian Michael Bendis. Rysunki: Stuart Immonen, David Lafuente. Tusz: Wade von Grawbadger. Kolory: Marte Gracia, Rain Beredo, James Campbell. Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. 

środa, 2 marca 2016

Skalp - Aaron/ Guera

"Skalp" Jasona Aarona i Rajko Milosevica to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku - głównie wśród fanów komiksów z oficyny Vertigo, a więc historii przeznaczonych dla dorosłego odbiorcy, wkręcających się w mózg i niepokojących. Na nasz rynek ten komiks wchodzi w momencie, gdy na zachodzie ukazała się już całość serii (60 zeszytów zebranych w 10 albumach). Pierwszy tom polskiej wersji językowej zbiera dwa zbiorcze wydania oryginału - "Indian Country" i "Hoka Hey". Doceniony przez zachodnią krytykę serial został uznany za jeden z najciekawszych współczesnych komiksów opublikowanych w ramach Vertigo.
Choć "Skalp" ma jednego bohatera aspirującego do bycia głównym, to cały komiks opowiada raczej o pewnej lokalnej społeczności. Podobnie jak serial "The Wire" opowiadał o Baltimore, a "Miasteczko Twin Peaks" o... Twin Peaks, tak "Skalp" daje czytelnikom wgląd w życie mieszkańców rezerwatu Prairie Rose. Ich ogólna sytuacja jest beznadziejna – nie ma pracy, kwitnie handel narkotykami, a średnia roczna sprzedaż puszek piwa to 4 miliony na 28 mieszkańców. W te nędzne pejzaże po 15 latach nieobecności powraca Dashiell Zły Koń – twardy, mocny w gębie i bezkompromisowy Indianin. Tym powrotem i ukrytymi w swojej szafie trupami wywołuje ciąg elektryzujących społeczność rezu (tak slangowo określany jest w komiksie rezerwat) wydarzeń - tych współczesnych, jak otwarcie kasyna przez lokalnego gangstera Lincolna Czerwonego Kruka, jak i zakorzenionych w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku i związanych z walką na rzecz praw Indian. Ten ostatni wątek został zresztą oparty na faktach - w 1975 roku Leonard Peltier, Indiański radykał, został aresztowany za morderstwo dwóch agentów FBI podczas strzelaniny w rezerwacie Pine Ridge. Wątek ten stanowi istotny punkt zaczepienia w komiksie.
"Skalp" to czarny kryminał. Brutalny komiks sensacyjny, w którym padają ostre słowa i dzieją się straszne rzeczy. Bardzo podobny do serialu "Banshee" – tam też do przytłoczonego beznadzieją i syfem miasta wkracza niekonwencjonalnie działający strażnik prawa z dość przypadkowego nadania. Idealne zawieszenia akcji, świetnie nakreślone postaci i elektryzujące relacje między nimi, jak również dość spora dawka seksu i przemocy dostają tu wsparcie w postaci sprawnych dialogów i znakomicie przygotowanego scenariusza.
Poza trzymającą w napięciu fabułą, "Skalp" może pochwalić się świetną realizacją. Pierwszym, co przykuwa  uwagę jest konstrukcja scenariusza. Większość odcinków oparta jest na retrospekcjach. W związku z tym zdarzenia z przeszłości zyskują swoją dramaturgię i nie są przedstawiane w nużących monologach bohaterów. Drugim ogromnym plusem "Skalpu" są rysunki autorstwa serbskiego twórcy Rajko Milosevica, działającego pod pseudonimem R.M. Guera. Jego dynamiczne, brudne obrazki przywodzą na myśl komiksy Vertigo z początkowego, najlepszego okresu tego wydawnictwa. I tak też wygląda cały "Skalp" – jakby był wydany na początku lat dziewięćdziesiątych, a jednocześnie wzbogacony współczesną dynamiką.

Do początków Vertigo w kontekście "Skalpu" odnosi się we wstępie Brian K. Vaughan, który dosadnie stwierdza, że "większość amerykańskich autorów jest do bani", ponieważ podwaliny pod sukces linii Vertigo położyli twórcy z Wysp Brytyjskich - Milligan, Morrison, Ennis i spółka. Wreszcie jakiś rodowity Amerykanin dorównał im poziomem. W sukurs poszli mu pozostali współpracownicy - Guera ze swoimi brudnymi rysunkami i duet Lee Loughridge/ Giulia Brusco z kolorami przypominającymi największe osiągnięcia uznanej kolorystki pierwszych komiksów Vertigo, Sherylin van Valkenburgh.   

"Skalp" to bardzo mocne wejście nowej serii na polski rynek. A ponoć ma być jeszcze lepiej. To produkt zdecydowanie wart polecenia.
"Skalp, tom pierwszy". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: R. M. Guera. Kolory: Lee Loughridge, Giulia Brusco. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jaki ojciec, taki syn?

Co synowie dziedziczą po swoich ojcach? Ta kwestia stanowi wspólny mianownik trzech wydanych w ostatnim czasie albumów komiksowych: „Bękartów z południa”, „Coutoo” i „Żywych trupów”. 

W „Bękartach z południa” historia kręci się wokół powrotu syna marnotrawnego do domu, hrabstwa Craw w Alabamie na południu Stanów Zjednoczonych. To miejsce, w którym – jak pisze scenarzysta – króluje żarcie z grilla, wsiochy i futbol. Drużyna Pędzących Rebeliantów to chluba regionu i pięciokrotni mistrzowie stanu w futbolu amerykańskim. Ale nie tylko. To również ekipa, która rządzi hrabstwem i która obok niezliczonej ilości trofeów ma na koncie równie ogromną liczbę ofiar. W te niezbyt gościnne strony powraca Earl Tubb, który bez żalu opuścił je czterdzieści lat temu. I choć planował zabawić tu chwilę, to przeszłość dopada go na dobre. Widząc stan, w jakim znalazły się jego rodzinne strony, postanawia pójść w ślady zmarłego ojca – szeryfa, który swego czasu wyplenił wszystkie chwasty z okolicy. Earl wkracza na drogę walki o porządek. Problem jedynie w tym, że w tej walce jest osamotniony.

„Bękarty z południa” to brutalny, bezkompromisowy komiks z ostatnim sprawiedliwym w roli głównej. To taki Clint Eastwood, wyrównujący rachunki na południu. Charles Bronson w komiksowym „Życzeniu śmierci”. Scenarzysta Jason Aaron pisze bardzo sprawnie, konstruując soczyste dialogi i odpowiednio dawkując napięcie. Wtóruje mu rysownik Jason Latour, którego świetna kreska pięknie ukazuje cienie i blaski amerykańskiego południa. Co prawda nigdy nie miałem okazji odwiedzić ukazanych w komiksie stron, ale autorzy zadbali o to, bym poczuł się jak w domu. Sceneria zarysowana jest przez drugi plan: znaki na drodze informujące o mnogości kościołów w okolicy, jazgoczący pies, brutalna walka na boisku, żeberka w knajpie… Oddając ducha rodzinnych terenów, Aaron i Latour główny wątek fabularny oparli również na motywie wręcz metafizycznym. Pierwszy tom „Bękartów z południa”, zatytułowany „Był to facet, co się zowie” to więcej niż świetne wejście w serię. Brutalna, mocna lektura. Polecam.

W komiksie „Coutoo” relacja rodzinna również polega na kontynuowaniu przez syna zadania rozpoczętego przez ojca. Tym razem jednak zamiast Alabamy mamy Nowy Jork, na którego ulicach grasuje seryjny morderca, zabijający swoje ofiary dwoma ciosami noża. W pościg za nim rusza porucznik Joe Craft. Lata wcześniej to samo śledztwo prowadził jego ojciec. Jako, że autorem komiksu jest Andreas Martens, śledztwo należy do nietuzinkowych, a wątkowi kryminalnemu towarzyszą motywy fantastyczne.

Andreas, zwany architektem onirycznym, prowadzi fabułę na kilku płaszczyznach czasowych, mocno inspirując się wczesnymi filmowymi dokonaniami Davida Lyncha. Niemiecki twórca wchodzi w grę z czytelnikiem, zostawiając mu tropy i kierując w stronę rozwiązania zagadki. Mimo dość dużej komplikacji fabuły, „Coutoo” to jeden z jego łatwiejszych w odbiorze komiksów. Forma, jaką Andreas wybrał do realizacji tego albumu również należy do łatwiejszych. Nie znajdziecie tu Państwo wycyzelowanych grafik przedstawiających idealnie odwzorowane budynki, które od zawsze były znakiem rozpoznawczym Andreasa. Natomiast kompozycyjnie komiks zrealizowany jest wzorcowo. Solidna kryminalno-metafizyczna lektura dla koneserów gatunku.

Pozostając w relacjach ojcowsko-synowskich wspomnę jeszcze o najnowszym, 23. już tomie serii „Żywe trupy”, zatytułowanym „Z szeptu w krzyk”, w którym to główny bohater – Rick Grimes – przekazuje pałeczkę dowodzenia swojemu synowi – Carlowi, cedując na niego częściową odpowiedzialność za losy grupy, próbującej przetrwać w świecie zdominowanym przez zabójczych zombie i jeszcze bardziej krwiożerczych ludzi. Ten komiks doczekał się adaptacji telewizyjnej – serial, powstały na jego bazie bije rekordy popularności. Co ciekawe, choć główny szkielet opowieści pozostaje ten sam, losy bohaterów w serialu i komiksie prowadzone są zgoła inaczej. Pewne postaci uśmiercone w komiksie żyją i mają się dobrze w serialu, i odwrotnie – ci, których pożarł serial, w komiksie jeszcze oddychają. Robert Kirkman, ojciec jednego i drugiego przedsięwzięcia powinien już odcinać kupony, w komiksie jednak tego nie widać. To wciąż porządna zombie-telenowela. Miała lepsze i gorsze momenty. Z szeptu w krzyk należy do tych pierwszych. 
"Bękarty z południa: Był to facet, co się zowie". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Jason Latour. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Coutoo". Autor: Andreas. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015. 
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Żywe trupy (23): Z szeptu w krzyk". Scenariusz: Robert Kirkman. Rysunki: Charlie Adlard. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Taurus Media, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

niedziela, 8 listopada 2015

Marvel kontratakuje

Marvel Now! - nowa kolekcja wydawnictwa Egmont Polska start miała dość niefortunny. Opublikowany w maju album „Avengers: Wojna bez końca” był typowym amerykańskim produkcyjniakiem. Minęło pół roku, wydawca nadał serii jednolitą szatę graficzną, ruszył z kampanią reklamową, zdecydował się na tytuły, nawiązujące do kinowych blockbusterów i okazało się, że trafił w dziesiątkę. No, technicznie rzecz biorąc może w ósemkę, bo nie wszystko w Marvel Now! współgra ze sobą idealnie, ale po kolei. 
Co my tu mamy? Avengers, Strażnicy Galaktyki, X-Men i jeszcze raz Avengers – cztery komiksy, którymi pół na pół podzielili się dwaj scenarzyści. Brian Michael Bendis, który niegdyś brawurowo odświeżył postać Spider-Mana, a najlepsze chwile przeżywał w autorskich albumach, zabrał się za All-New X-Men i Strażników Galaktyki, a Jonathan Hickman napisał Avengers i New Avengers. Komiksy Bendisa świetnie sprawdzają się jako dobrze napisane, rozrywkowe seriale dla młodzieży, z kolei Hickman celuje w epickie rozgrywki na granicy wszechświatów. 
All New X-Men to opowieść o spotkaniu dwóch składów słynnej drużyny mutantów z różnych ram czasowych – oto oryginalna piątka uczniów Profesora X zostaje przeniesiona w przyszłość, do czasów nam współczesnych. Dla Bendisa jest to okazja do skonfrontowania idealistycznej postawy młodych bohaterów z bogatymi w doświadczenia, rany, wzloty i upadki weteranami. Scenarzysta pisze bardzo niegłupio i zestawiając czerń i biel z wszystkimi odcieniami szarości stwarza wciągającą fabułę. Jego towarzysz, rysownik, również imponuje – to stary wyjadacz, Stuart Immonen, operujący prostą, ale elegancką i swoją kreską, co już jest bardzo istotne w zalewie artystów rysujących tak samo. 
Całkiem nieźle z grafiką jest w Strażnikach Galaktyki, choć tu również całość pcha scenariusz Bendisa. Nie tak dobry, jak w X-Menach, ale na poziomie rozrywkowym całkiem satysfakcjonujący. Mamy tutaj standardową obronę planety Ziemia przez kosmicznych herosów, z konfliktem ojcowsko-synowskim w tle. Sztampa, ale dialogi dają radę i kilkukrotnie można się uśmiechnąć. Sądzę, że serial zdobędzie swoje grono czytelników, którzy z wypiekami na twarzy będą nabywać kolejne odcinki. 
Podobnie może być z obiema odsłonami Avengersów, choć tutaj sprawa nie jest już tak oczywista, zważywszy na poziom skomplikowania scenariusza, momentami – niestety – zahaczający o grafomanię. Hickman z upodobaniem uprawia wodolejstwo w Świecie Avengers, zrzucając aspekt atrakcyjności komiksu na barki rysowników – świetnego Jerome Openy i weterana z momentami – Adama Kuberta. Ten pierwszy, chcąc się wykazać imponuje wieloma kadrami, u drugiego widać zmęczenie i wytwarzanie kolejnych plansz w rytm dewizy, że nie zawsze jakość jest ważniejsza od ilości. Komiks pozostawia mieszane uczucia. Na pewno sprawia wrażenie większej całości, co zresztą zyskuje potwierdzenie w kolejnym albumie, zatytułowanym Wszystko umiera. 
Tutaj Hickman działa już na pełnych obrotach, tworząc komiks niezwykle interesujący. Rzecz jest również w ochronie ziemi, a nawet wszechświatów, lecz zostaje rozegrana niestandardowo. Podczas, gdy w komiksach i filmach taka obrona charakteryzuje się zwykle tym, że dobrzy piorą się po gębach ze złymi, w ujęciu Hickmana akcji jest jak na lekarstwo, a rozgrywka ma miejsce przy stole, wokół którego zgromadziło się kilku największych i najmądrzejszych superbohaterów, którzy niegdyś klepnęli przymierze o potajemnym kierowaniu światem. Nieźle, co? Wyszło szydło z worka. Kilku gości w rajtuzach rządzi światem. Samozwańczo. A co na to pozostali? Co na to ludzie? Hickman zaczyna od trzęsienia ziemi, wkładając w usta Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki tytułowe słowa: "Wszystko umiera". W dodatku umiera przedwcześnie. Dochodzi do inkursji wymiarów, ziemie równoległe stykają się ze sobą i… nie będę zdradzał. W albumie są wykresy, które wszystko tłumaczą. Sedno sprawy tkwi w tym, że aby ocalić jedną planetę, należy zniszczyć drugą. I o tym debatują Iron Many i Kapitany Ameryki przy okrągłym stole. Wujek Ben powiedział kiedyś, że z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. No to Avengersi mają zagwozdkę o skali międzygalaktycznej! Wszystko umiera to porządna lektura, z rysunkami kolejnego weterana – Steve’a Eptinga, który – to ciekawostka – był autorem strony graficznej pierwszego komiksu o tej drużynie wydanego w Polsce niespełna 20 lat temu w serii Mega Marvel.
Solidne wrażenie, jakie pozostawił po sobie pierwszy rzut egmontowskiego Marvel Now! uległo weryfikacji wraz z setem kolejnym, zawierającym w sobie kilka tytułów, nieobcych fanom komiksów spod szyldu TM-Semic.
Powrócił idol lat 90. - Spider-Man. W dodatku powrócił w niezwykle interesujący sposób, wykorzystujący zarówno sentyment starszych czytelników, jak i głód tych młodszych, wywołany współczesną serią filmów i animacji z Człowiekiem-Pająkiem. Ten swoisty pomost międzypokoleniowy powstał dzięki połączonym siłom dwóch tandemów twórczych - starej ale jarej spółki J.M. DeMatteis/ Sal Buscema oraz przepełnionym młodością teamem Dan Slott i Humberto Ramos. Wisienką na torcie jest gościnny występ bratanicy Sala (czyli córki kolejnego z wielkich rysowników - Johna) - Stephanie Buscemy.W tak pięknych i wzruszających okolicznościach przyrody, zastęp twórców z werwą zaczął kreślić losy nowego Spider-Mana. Przez lata wiele pozmieniało się w życiu Pajęczaka, w związku z czym niektóre wątki czy relacje między bohaterami mogą być szokiem dla czytelników, którzy w latach 90. latali co miesiąc po kioskach. Na szczęście  zmianom towarzyszą starzy wrogowie (Vulture, Rhino, Lizard) i nowe problemy. Slott i Ramos wyraźnie kierują swój produkt do młodszego czytelnika, stawiając na uproszczenia i czystą rozrywkę, DeMatteis z Buscemą natomiast pokazują, że młodszych można bawić również finezją. 
Gdyby to był film, niewątpliwie w trakcie seansu z kina wychodziłyby tłumy. Wolverine i X-Men, choć bazuje na najpopularniejszych postaciach świata Marvela, zawodzi w warstwie fabularnej i wizualnej. Z kart komiksu wylewają się młodzi mutanci, cukierkowe kolory nijak nie pasują do opowieści, a "niepokorny" typ grupy X-Men - Wolverine - jest nie tyle profesorem, co parodią samego siebie sprzed lat. "Cyrk przybył do miasta", w odróżnieniu od "Superior Spider-Mana" to duży, bolesny zawód. O ile rysunki przez część albumu jako tako się bronią, to finałowy rozdział jest graficzną kompromitacją. Sytuacji nie ratuje nawet scenarzysta Jason Aaron, który na łamach Cyrku zalicza dużą wpadkę. Z drugiej strony, jeśli istnieje dla tej serii jest jakaś nadzieja, to jest nią pewnie ten utalentowany, znany z vertigowskiego "Scapled" scenarzysta.
A w drugim tomie All-New X-Men dzieje się jakby mniej, niż w pierwszym. Bendis konsekwentnie realizuje swoją wizję, skupiając się na postaci Cyclopsa, na arenę wkraczają nowe postaci, a w składach wszystkich drużyn zrzeszających mutantów zaczyna dochodzić do zaskakujących roszad. Świetnemu Stuartowi Immonenowi towarzyszy tym razem David Marquez, który - choć utalentowany - przegrywa starcie ze słynnym kanadyjskim rysownikiem. Tu zostajemy to sprawny akcyjniak, który zaspokoi fanów superbohaterskich bójek i rozterek.
Wydane w szalonym jak na polskie warunki tempie albumy to gratka dla fanów Marvela w Polsce. A ma ich być jeszcze więcej. Póki co, te tytuły, które się ukazały zdają się być dobrane bardzo trafnie. Są wśród nich komiksy łączące oczekiwania młodych czytelników z tęsknotą tych starszych, wychowanych w erze TM-Semic.
Komiksy Marvel Now! można nabyć na przykład w sklepie wydawcy lub Sklepie Gildia.pl