Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danijel Zezejl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Danijel Zezejl. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2018

Loveless #7 - Azzarello/ Žeželj

Znów Žeželj z ołówkiem w łapie i znów historia dopowiadająca. Tym razem główną postacią jest Ruth, która „tu i teraz” poluje i samotnie przemierza lasy, a „tu i wtedy” ładuje się w handel bronią i zostaje oszukana, że Wes zginął w więzieniu.

Co innego jednak zwróciło moją uwagę. Chodzi o dialog Ruth i Helen o braciach Custerach. Leci to tak (zaczyna Helen):

- What do you miss about Wes?
- The most? His cock. I dream about it. After we’d make love, he’d rise for some tobacco or a splash of water, an’ it would be standin’ in front of him, standin’ an’ shinin’ so it seemed like he was followin’ it.
- Hmmfh. That makes him like every other man.
- No… ‘cause that cock always led him back ‘tween my legs.

Rozmowa jak odwrócone i ugładzone nieco gadki z męskiej szatni. W czasach Dzikiego Zachodu pojęcie „dama” zapewne funkcjonowało troszkę inaczej niż, dajmy na to, w Europie, prawda? Stąd też Ruth nie hamuje się w swojej wypowiedzi i wali prosto z mostu. Wiemy już, dlaczego Wes tak szaleńczo ją kocha. Któż by nie kochał, co nie?
(Kuba Jankowski)
"Loveless" #7. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Danijel Žeželj. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 2006

sobota, 15 września 2018

Loveless #6 - Azzarello/ Žeželj

Juuuhu! Znowu sami-wiecie-kto rysuje! Žeželj! Otwieram, widzę pierwszy kadr – nic takiego, chaszcze jakieś, ale wiem, że to on! Znowu on rozbija mi spójność serii, szkodnik jeden chorwacki!

A może nie szkodnik? Zastanówmy się, na spokojnie. Retrospekcje są w stylu duetu stwórczego Azzarello/Frusin, czyli raczej to scenarzysta je wymyślił, a nie połączone siły z Frusinem. Albo może Žeželjowi po prostu kazali tak samo robić. No nic, pod tym względem jest ok.

A może faktycznie nie szkodnik, bo skoro poznaję go po chaszczach, które tysiąc rysowników mógłby pewnie narysować tak samo, to musi być jego kreska cholernie charakterystyczna. Albo moje oko wyrobione. Albo podejrzewałem, że jak seria z Vertigo i kolejny western Azzarello, to na bank Žeželj się pojawi. No pojawił się.

A może jednak szkodnik? Tommi Musturi w niedawno wydanej Antologii umysłu pisał, żeby nie być więźniem stylu, a Žeželj jest więźniem swojej grubej krechy. Jest zachowawczy. Szkodnik? Nie szkodnik? Nie zważysz tego ani nie zmierzysz.

A, no! Zapomniałem napisać, o czym ten odcinek jest – to przerywnik w krucjacie Custera, bo głównym jego bohaterem jest Atticus, który w brutalny sposób rozwiewa wizję o wolności u młodego, czarnoskórego pozornie „wolnego człowieka”. Dobrze więc sprawdza się wprowadzenie do tej naprawdę ciekawej miniaturki, która mogłaby być zupełnie niezależnym od serii szorciakiem, innego, zupełnie innego stylu rysowania. I gdyby na tym się skończyło… No ale Žeželj nie miał dość i narysował więcej w tej serii (dużo więcej, a po drodze był jeszcze taki sobie wobec Frusina Werther Dell’Edera). Tak, tylko to raczej temat na opowieść przy ognisku innej, gwiezdnej nocy.
(Kuba Jankowski)
"Loveless" #6. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Danijel Žeželj. Wydawca: DC Vertigo, maj 2006

wtorek, 14 sierpnia 2018

El Diablo #3 - Azzarello/ Žeželj


Azzarello uparł się swego czasu na westerny, bo oprócz El Diablo sieknął też Loveless i to mniej więcej w tym samym czasie. A zrobić dobry western komiksowy jest równie trudno, co zrobić dobry horror komiksowy. Zwłaszcza w duecie z nie kim innym jak z… Žeželjem!
No dobra, trochę sobie żartuję, bo przyznam bez bicia, że ten komiks akurat kupiłem z powodu rysunków, a dopiero w drugiej kolejności z powodu Azzarello. A kupiłem, bo z jakiegoś powodu uznałem, że fajniej przywieźć z Lizbony bratu w prezencie komiks, niż jakiś tradycyjny turystyczny pierdolet. Pierdolet się będzie kurzył, a komiks można czytać i czytać, a potem po latach jest jak znalazł, żeby coś o nim napisać. Kto by pomyślał? No ale z drugiej strony masa rzeczy dzieje się przecież pRzYpAdKiEm… Tak, to były te czasy.
No więc czytany po latach El Diablo wypada nawet ciekawie. To jest mroczny western, w którym gruba krecha Žeželja pasuje jak ulał, zwłaszcza oblana zgaszonymi kolorami Kevina Somersa. Ale żeby nie było, nie jest to szczyt szczytów, a bardzo odpowiadające historii rzemiosło. Trochę rażą momentami te puste tła rysunków, ale sądzę, że inaczej rysownik o kresce Žeželja nie może rysować, bo by mu się plany pozlewały w jedno.
Azzarello w czterech rozdziałach postawił na dosyć szybkie ujawnienie tajemnicy pewnego szeryfa, o którego upomniała się przeszłość. Problem w tym, że nie była to przeszłość samego szeryfa, a tego, kogo ten szeryf zabił. To znaczy to ten drugi zabił tego szeryfa, ale ten szeryf/nieszeryf też miał za kołnierzem, więc musiał się zmierzyć z… eee… no z przeszłością. Dobra, bez sensu tak pisać, żeby za dużo Wam nie zdradzić, więc powiedzmy tak: Azzarello postanowił być przewrotny i kiedy porozstawiał pionki na planszy opowieści raz, to postanowił je poprzewracać. Kiedy stały już ponownie gotowe do akcji, poprzewracał je raz jeszcze. Tak, twistów tu od cholery, co sprawia, że El Diablo sprawdza się jako lektura na zaskoczenie.
Z westernów komiksowych zawsze będzie mi wyskakiwał na pierwszym miejscu hiszpański Sunday (Mora/De La Fuente), ale powrót do El Diablo okazał się bardzo przyjemny.
(Kuba Jankowski)
"El diablo" #3. Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: Danijel Žeželj. Kolor: Kevin Somers. Wydawca: DC Vertigo, maj 2001

czwartek, 9 sierpnia 2018

DMZ #58 - Wood/ Žeželj

Zaskoczeni wyborem przez mnie tego odcinka do kolejnej odsłony szaleństwa vertigowego na cyfrowym Ziniolu? Ha, jeśli sprawdzicie rysownika, to powinniście być. Sprawdźcie… 
… 
… 
Już? Tak jest, jeden jedyny w swoim rodzaju, Danijel Žeželj, ten od „syndromu Žeželja”, narysował szorciaka o graficiarzu zwanym Decade, który żyje w DMZ i odmierza puls ulicy.

Po pierwsze, nie chcę dopiekać Žeželjowi przy każdej okazji. Chciałem go też za coś pochwalić, żeby w rozpaczy, gdyby kiedyś moje „wypociny” przetłumaczył mu wujaszek Google Translator, nie postanowił próbować rzucić kredek w kąt* jak Otoczak.

No więc historia Decade’a, którą Žeželj ilustruje, zdecydowanie zwraca uwagę bardzo na plus. Oto artysta, który chciał pozostać w konflikcie neutralny, trafia do więzienia, gdyż wrobili go dawni „kumple”. Jest torturowany, by wyjawić wszystko, co wie o DMZ. Pewnego razu odmawia jednak zmazania ze ściany celi rysunku Nowego Jorku. Jest głodzony, aż w końcu więzienie zostaje zlikwidowane, a on wychodzi na wolność. Za to, co pod wpływem tortur wyjawił, postanawia odpokutować: kroczy przez płonący DMZ, aż w pewnej dawnej galerii decyduje się dokończyć tamten więzienny rysunek miasta, z którym się identyfikuje. Pokrywa białe ściany galerii panoramą najważniejszych dla siebie miejsc, ludzi i wydarzeń, wszystkiego, co dało i odebrało mu NYC. Stopniowo plansza komiksowa zmienia się w pracę fikcyjnego artysty, która przypomina kapitalną wkładkę akurat nie tak kapitalnej płyty Beastie Boys (ale musicie kupić oryginał na cd i sobie rozłożyć dla odpowiedniego efektu!). Gruba krecha Žeželja pasuje tutaj jak ulał.

Po drugie, w numerach od 55 do 59 (zebranych w trade’a numer 10 pt. Collective Punishment), od rysowania odpoczywał Burchielli, więc spójność graficzna i tak została rozbita. Žeželj, kiedy przeczytamy jego odcinek w towarzystwie innych, które złożyły się na Collective Punishment, wcale nie produkuje efektu, który moglibyśmy podpiąć pod „syndrom Žeželja”.

*chyba nie, ale zrobiłem symulację. Sami sprawdźcie, oto fragment wpisu o DMZ # 35, gdzie piszę o „syndromie”, w tłumaczeniu na angielski:

[But, returning to the main thread: if I remember correctly, then I met Žežela on the occasion of El Diablo *, who he did with Azzarello (it would also be possible to scribble this four-part series in Vertigo's cycle, but after returning from holiday, no, not from Croatia :)), and I liked his "thick creche" very much. With time, however, I came across his work just as drawn in a series of comic books, where he jumped in with someone for one notebook. And it beat me out of the rhythm. Then she was nervous. Each time, because his creche was totally different from what the original duo of the draftsman / screenwriter created in his flagships.]

I na chorwacki:

[No, vraćajući se glavnoj temi: ako se dobro sjećam, upoznao sam Žeželu povodom El Diabla *, koji je učinio s Azzarellom (također bi bilo moguće pometnuti ovu četverodijelnu seriju u Vertigoovom ciklusu, ali nakon povratka s odmora, ne, ne iz Hrvatske :)) i volio sam mu "guste pokrivače" jako puno. Međutim, s vremenom sam naišao na njegov rad baš kao što je nacrtana u nizu stripova, gdje je skočio s nekim za jednu bilježnicu. I pobijedio me iz ritma. Onda je bila nervozna. Svaki put, budući da su njegove krevete bile posve drukčije od onoga što je izvorni dvojac crtača / scenarista stvorio u svojim vodećim brodovima.]

GT dał radę, czy nie? :D
(Kuba Jankowski)
"DMZ" #58. Scenariusz: Brian Wood. Rysunki: Danijel Žeželj. Kolor: Jeromy Cox. Wydawca: DC Vertigo, grudzień 2010

niedziela, 24 czerwca 2018

Weird War Tales #4

Zeszytowe antologie tematyczne pojawiały się od czasu do czasu w imprincie dla dojrzałych czytelników. Był horror (Flinch), western (Weird Western Tales), sprawy sercowe (Heart Throbs), była także wojna. Warto nadmienić, że dziwne historie przesycone wojenną treścią miały swój vol. 1, wydawany przez DC Comics w latach 1971-83 i zamykający się w 124 zeszytach. Edycja Vertigo składała się z czterech odcinków wydanych w roku 1997. 
Na łamach czwartego numeru Weird War Tales spotkali się Peter Milligan, Duncan Fegredo, John Ney Rieber, Danijel Zezejl, Neal Barrett Jr. oraz Phil Winslade, a świetną okładkę przygotował George Pratt. Trzy historie zawarte w niepozornym zbiorku nie trzymają równego poziomu. Jest tu wzlot, niewielki upadek i solidny constans.
Peter Milligan w krótkich formach spotykał się z Duncanem Fegredo znacznie rzadziej niż w dłuższych, lecz kiedy już do współpracy dochodziło, efekt był co najmniej przyzwoity. Znajdująca się w omawianym numerze serii historia War & Peas jest moim ulubionym szorciakiem tego duetu. Takim, którego można zapętlić jak dobrą piosenkę. Jest tu pewien śmieszek ukryty w tytule: War & Peas, "he he", to prawie jak War & Piss - oba ryzykowne hasła w umyśle niewprawionego scenarzysty mogłyby posłużyć do napisania beznadziejnie zabawnej opowiastki. Milligan na 10 stronach tytułowy groszek traktuje jednak jako pretekst do historii osadzonej we współczesności, ale skupionej na odkopywaniu starych demonów i zakopywaniu nowych. Kameralna opowieść obyczajowa o starych ludziach, dramat wojenny i horror w jednym. Znakomity kawałek.
Po wzlocie czas na leciutki upadek: Bad Day on the Sajo to niespecjalnie porywająca tekstowo, ale znakomita i bogata w szczegół graficznie, krótka historia osadzona gdzieś na bitewnych polach Węgier 1241 roku. Dużo tu niewysublimowanego wyzywania od pierdzących kóz, trochę skojarzeń z Monty Pythonem i jedna szarża wśród martwych ciał. Ale graficznie jest to duży skok jakościowy - Phil Winslade nastawiał tu całe mnóstwo kresek i dostał kolorystę, który mu ich nie zepsuł (a są tacy, którzy twierdzą, że kolor zepsuł jego Goddess). Zamykające zeszyt Salvation to znów historia uciekająca od wielkiej wojny i skupiająca się na jednostkach. Swój poziom trzyma tu Danilej Zezejl, który we współpracy z Grantem Goleashem osiągnął naprawdę znakomity efekt.
Dobry zeszyt. Ma swoje tempo - od niespiesznego kawałka Milligana i Fegredo, poprzez wybuchowy wręcz epizod Winslade'a, aż po wyciszający zachód słońca Zezejla. Dobry zeszyt. Trochę też dziwny.
(Dominik Szcześniak)
"Weird War Tales" #4. Scenariusz: Peter Milligan, Neal Barrett Jr., John Ney Rieber. Rysunki: Duncan Fegredo, Phil Winslade, Danijel Zezejl. Kolor: Bjarne Hansen, Matt Hollingsworth, Grant Goleash. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień 1997.

niedziela, 17 czerwca 2018

Gangland #3

Na okładce Glenn Fabry w okresie najlepszej formy, a w środku m.in. Ed Brubaker, Kilian Plunkett i Danijel Zezejl w czterech historiach o gangsterach. Mistrzowie krótkiej formy czy zmarnowany potencjał?
To, co najlepsze w trzecim zeszycie z cyklu Gangland, znalazło się na samym jego początku. Napisana przez Darko Macana historia (Gang Buff) o pewnym znudzonym codzienną  monotonią dentyście, który wskutek przypadku rzuca się w wir gangsterskiego stylu życia napisana jest bardzo solidnie, posiada zabawne wprowadzenie i wyprowadzenie i jest zwartą historią ze świetnie nakreślonymi postaciami. Ponadto, narysowana jest przez Kiliana Plunketta w tak ekspresyjny sposób, że z łatwością można przypisać większość kresek postawionych w tym komiksie Duncanowi Fegredo.
Ta bardzo życzliwa dla zmysłów opowieść zyskuje przeciwwagę w kolejnej krótkiej formie, jaką jest Original Gangster Tayyara Ozkana. Sięgający w gangsterskich odwołaniach okresu prehistorii szorciak pozwala bardzo przychylnie spojrzeć na krótkie komiksy publikowane w tym samym czasie (sierpień 1998) w polskich fanzinach. 
I nawet Small time, opowiadający o drobnych dziecięcych przestępstwach, napisany przez Eda Brubakera i narysowany przez Erica Shanowera nie robi dziś większego wrażenia. Wielbiciele klasyki mogą zwrócić uwagę na spokojne kadrowanie i kompozycję plansz. Fani późniejszego pisarstwa Brubakera mówią zapewne o tym szorcie, że to "taka tam wprawka" ich mistrza.
Mocnym punktem kolejnej historii (Worldwide gangster robots) i całego zeszytu są rysunki Danijela Zezejla, miksujące Richarda Corbena z Johnem Paulem Leonem. Widać, że jego wcześniejsza kreska bywała bardzo efektowna. A scenariusz? Teorie spiskowe, faceci w czerni, narracja z offu i pointa nie warta zachodu.
Niby Vertigo, niby świetni twórcy, niby radzący sobie w dłuższych metrażach, a jednak ciężko wśród nich o mistrzów krótkiej formy. Trzeci Gangland to strzał w próżnię.
(Dominik Szcześniak)
"Gangland" #3. Scenariusz: Darko Macan, Tayyar Ozkan, Ed Brubaker, Scott Cunningham. Rysunki: Kilian Plunkett, Tayyar Ozkan, Eric Shanower, Danijel Zezejl. Kolor: Daniel Vozzo, Matt Hollingsworth, Alex Morrissey, Grant Goleash. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 1998

wtorek, 5 czerwca 2018

Scalped #35 - Aaron/ Zezejl

Kiedy czytam serie komiksowe (nie, nie chodzi mi o styl Batmana), na ogół w pewnym momencie zaczynam się obawiać tego samego, za każdym razem: że zmienią pierwszego rysownika, że scenarzysta wpadnie w powtarzalność, że akcja zwolni przez jakiś poboczny epizod, którym z jakiegoś powodu postanawia się wypchać kolejny zeszyt. Wcale nie jest mi łatwo machnąć ręką na coś, co zacznę czytać. Kibicuję twórcom i przeżywam, jak im się coś nie uda. Żywe trupy popełniły chyba wszystkie grzechy tasiemcowe, mój ulubiony Chew z jakiegoś powodu też miał niezrozumiały dla mnie skok w bok z crossoverem Chew/Revival (w wersji „omnivore”, którą zakupiłem do kolekcji, przeskoczyłem czytanie tego fragmentu…). W takich momentach ujawnia się wyższość zeszytówek nad trade'ami (czy też innymi deluksami, omnivorami i galery edyszynsami): zeszytówkę można „wyeliminować” bez konieczności wydzierania niepożądanych stron. Wiadomo przecież, że takie perełki jak 100 Bullets, czy Sandman zdarzają się rzadko. Scalped też sprawiał wrażenie, że do takiego panteonu należeć będzie w całej rozciągłości skalpu. A jednak.

Wszystko przez zeszyt #35 (
Listening to the Earth Turn - pierwsza historia w egmontowskim wydaniu zbiorczym, tom 4), w którym poznajemy opowieść o dwójce starych Indian, Mance'u i Hazel, którzy mieszkają daleko poza miastem i utrzymują się z własnego ogródka. Ona miała problemy z nerkami, on złamał kostkę przy naprawie dachu. Przez to nie mogli zająć się ogródkiem tak, jak od dziesięcioleci to robili. A to zawsze wystarczało im na przeżycie zimy. Mance zmuszony zostaje, aby pojechać po paczkę z żywnością do miasta. Kiedy wraca, znajduje Hazel w czasie kolejnego ataku bólu nerek. Zabiera ją do apteki. Wracają przez śnieg, psuje im się samochód. Kiedy bohatersko docierają do domu, spada na niego samolot wojskowy… Z odszkodowania jednak postanawiają odbudować dom dokładnie w tym samym miejscu.

Historia jest w sumie ładna, samodzielna. Dla każdego, kto nie czytał wcześniej nic ze Scalped, nie przekracza granicy nieznośnej ckliwości. Dobrze pokazuje, że w Rezie można żyć uczciwie i skromnie, że wiara w miłość i własne siły pozwala przetrwać. Krzepi, dodaje otuchy. Dobrze też punktuje wszystko to, co stawia Indian (czy inne mniejszości) w trudnej sytuacji. Może i bez wyjścia?

Problem w tym, że zupełnie nie sprawdza się jako część większej całości. Grzech pierwszy to toporny Zezelj - im dłużej obcuję z jego rysunkami, tym mniej je rozumiem. W Scalped odbiera on niestety klimat opowieści za każdym razem, kiedy przejmuje ołówek. Grzech drugi, to malowanie tła (życie w Rezie), które do niczego scenarzystom nie jest potrzebne. Każdy inny epizod Scalped jest  puzzlem z zestawu 1000 elementów. Ten jest błędem fabrycznym, 1001 częścią układanki, której niczego nie brakuje. A my na koniec, kiedy układanka się dopełnia, zostajemy z jednym elementem całości, który do niczego nie pasuje.
(Kuba Jankowski)
"Scalped" #35. Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Danijel Zezejl. Kolor: Giulia Brusco. Wydawca: DC Vertigo, marzec 2010.