Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Dillon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steve Dillon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 sierpnia 2018

Preacher #33 - Ennis/Dillon

To odcinek wieńczący nowoorleańską wycieczkę tres amigos: sesja wudu nie poszła do końca tak, jak Jesse, Tulip i Cassidy sobie wyobrażali. Jesse w transie odkrył całkiem sporo rzeczy związanych z Genesis i może odkryłby więcej, ale niestety przeszłość Cassidy’ego dopadła naszą wesołą grupkę. Paczka wamprofilów, Les Enfants Du Sang, której kiedyś Cassidy dopiekł, postanowiła wziąć odwet…

…w ramach którego nasz wampir alkoholik stracił głowę. Nie no, spoko, to się przyszyje, przecież wampiry są nieśmiertelne.

Zeszyt ten jest o tyle ciekawy, że Ennis dał trochę odpocząć talentom oratorskim swoich postaci, a Dillon mógł wziąć ciężar opowiadania na tworzone przez siebie sekwencje walki. Od jakiegoś czasu w Preacherze było więcej gadania, niż rozróby. W tym zeszycie jest zdecydowanie więcej rozróby: oddzielona od ciała głowa Cassidy’ego staje się piłką a jego tułów trampoliną dla wyżywającego się na nim enfantsa; na miecz, którym przebity został przywódca Dzieci krwi, Jonathan, wbija się jego ukochana Lili i mamy ludzki szaszłyk; stary, niegroźny python, używany w obrzędzie transowym, kończy występ polegując na trawie i trawiąc jednego z enfants.

Czy to satysfakcjonuje Wasze głodne chorej rozrywki mózgi? Bo mój tak. To takie perełki powtykane w kadry, by szokować i w sumie też śmieszyć, bo Preacher przekroczył już tyle różnych granic, że aż dziw, że coś jeszcze przy 33. zeszycie może człowieka zdziwić.
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #33. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Pamela Rambo. Wydawca: DC Vertigo, styczeń 1998

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Preacher #29/30/31 - Ennis/ Dillon

Okładka zeszytu #29 nie powie Wam, kto powrócił do serii. Ja to zrobię: Arseface is back! Wrzuciłem w tytuł wpisu aż trzy kolejne odcinki, w których Arseface rozpoczyna karierę muzyczną, gdyż nie mam pewności, z którym z nich związana jest pewna zasłyszana opowieść o tłumaczu Preachera na polski, Mecieju Drewnowskim.

Wiecie, jak Arseface mówi, prawda? Domyślacie się więc też, jak śpiewa, zgadza się? W kilku wcześniejszych zeszytach po polsku jego teksty dymkowe były tłumaczone na zrozumiałe w prostokątach. Później w kilku zeszytach nie było tłumaczeń na „zrozumiały”. A teraz Gębodupa odkrył w sobie talent i śpiewa znane, ale nie do końca zrozumiałe, covery. Podobno Maciek Drewnowski długo szukał, jaką piosenkę w jednym miejscu Gębodupa śpiewa, i podobno znalazł, czym wywarł niemałe wrażenie na pewnym wydawcy. Też podziwiam, bo wypowiedzi Arseface’a są czasami bardzo trudne do odszyfrowania, czasami dziecinnie łatwe. Cnotą tłumacza jest dociekliwość, którą MD się wykazał i zrobił przypis (o ile się nie mylę, co do rzeczonej piosenki), który często jest oznaką nadgorliwości tłumacza. Ogólnie uważam, że część z przypisów w polskim wydaniu Preachera można sobie odpuścić, ale i tak podziwiam MD za wytrwałość. Tak tylko, jak tłumacz może podziwiać warsztat innego tłumacza.

I w zasadzie ten wpis miał taki być, skupiony na kwestii tłumacza. Dziękuję za uwagę.
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #29,30,31. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth/ Pamela Rambo. Wydawca: DC Vertigo, wrzesień/ październik/ listopad 1997

wtorek, 21 sierpnia 2018

Preacher #18 - Ennis/Dillon

Jeśli odcinek czternasty z kotem zawierał elementy spowalniacza (choć nie do końca, bo jednak zadyma z „tłustą kupą gówna” coś tam nowego odkryła), to odcinek osiemnasty jest fantastycznym przerywnikiem, który wyjaśnia jedną, jedyną tylko rzecz: skąd wzięła się zapalniczka z inskrypcją „fuck communism”. Nie napiszę „skąd się wzięła” (choć pewnie i tak to wiecie), bo nie o to mi w tym wpisie wchodzi.

Mam wrażenie, że czasami w długich seriach komiksowych niektórzy Autorzy nie mają pomysłu, jak zwolnić akcję, żeby móc sobie poskładać w międzyczasie główne wątki. A Ennis i Dillon wiedzieli, jak uczynić z tego majstersztyk. Jesse na lotnisku JFK, na przesiadce w podróży, w trakcie której ma uwolnić Cassidy’ego, spotyka przyjaciela ojca z Wietnamu. Poznaje opowieść, której nigdy wcześniej nie słyszał. Można traktować ten odcinek jak odfajkowanie „traumy wietnamskiej”, którą na tysiąc sposobów sztuka amerykańska już przerobiła, ale można też uznać, że jest to idealna nowelka, która realizuje „teorię sokoła”, którą Heyse skonstruował na podstawie nowelki Boccaccia.

„Zapalniczka” w rękach Ennisa staje się potencjalnie właśnie takim „sokołem”. Pozostaje jednak pytanie, czy odmieni życie Jessego? Symbolem czego się stanie? I czy odegra kluczową rolę w losach Preachera?
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #18. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo

niedziela, 19 sierpnia 2018

Preacher #14 - Ennis/ Dillon

Główna akcja Preachera leci sobie do przodu, ale ten odcinek ma ciekawy półspowalniacz w postaci zabawnych zmagań lokalowych Jessego i Cassidy’ego z… czarnym kotem. Nie wiem, czy jesteście bardziej kociarzami, czy bardziej psiarzami, ale mnie dotknęło ich zachowanie wobec miauczącego sierściucha.

Oto Jesse i Cassidy siedzą w mieszkaniu, które Cassidy dzielił kiedyś z miłością swego życia (tak, ten facet też kocha i płacze), Gretą, i wkurza ich „ten tłusty skurwiel”. Kot na nich syczy, a ponieważ znamy obu panów od trzynastu numerów, to wiemy, że raczej nie bez powodu. Jak wyjaśnia Cassidy „ten wściekły skurwiel” zawsze go nienawidził. Pierwszy wymierzony w niego kopniak trafia w ścianę, w której koledzy znajdują mały sejf Grety. Problem w tym, że szyfr do niego ma na obróżce „ten tłusty skurwiel”. „Tłusta kupa gówna” nie reaguje jednak nawet na słowo Jesse’a. Przy próbie złapania „małego gnojka” Cassidy wylatuje nawet przez okno i lekko się opieka, jak to wampir na świetle dziennym. Potem jeszcze „tłusty mały skurwiel” mści się za zamknięcie go w kiblu i „spłuczkę”…

Na swój chory sposób cały ten koci ambaras jest nawet zabawny, jak wszystko w tej serii, ale nie można tak męczyć kota, więc nie róbcie tego w domu, dzieciaki. Na początku trochę się na naszych bohaterów boczyłem za tę akcję, ale przecież na tych przystojniaków z poczuciem humor zbyt długo gniewać się nie można, prawda?
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #14. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, czerwiec 1996

środa, 15 sierpnia 2018

Preacher #5 - Ennis/ Dillon

No i wraz z ekipą Jessiego dotarliśmy do Nowego Jorku. Byliście kiedyś? Tak na żywo, nie w filmie, komiksie czy książce? Ja byłem i uważam NYC za jedno z trzech najbardziej podobających mi się miast (dodam jeszcze do TOP 3 Wenecję i Porto, ale bez rankingów, na równi, bo każde miasto jest totalnie inne).

Kiedy stamtąd wróciłem, na pytanie, co takiego zajebistego w Wielkim Jabłku (a swoją drogą: nie wiedziałem, że mówi się na NYC także Naked City) jest, miałem jedną odpowiedź: wychodzisz na ulicę i czujesz się jak w filmie. Tyle razy już te ulice widzieliśmy w filmach, że takiego uczucia nie da się chyba uniknąć. Nie będziecie jednak zawiedzeni na zasadzie „tyle razy widziałem to już na zdjęciach/w filmie, że na żywo wcale nie robi takiego wrażenia”. Tak to będzie z Big Benem i Londynem, ale nie z Big Apple! Gwarantuję wam!

Więc i wy będziecie/byliście już takimi turystami, jakim jest w NY Jessie. I może powiecie/powiedzieliście coś w stylu jego tekstu, kiedy patrzy na miasto z Empire State: „TO JEST NAPRAWDĘ COŚ. TEN WIDOK… JEST DOKŁADNIE TAKI JAK… W KAŻDYM CHOLERNYM FILMIE, KTÓRY WIDZIAŁEM O TYM MIEJSCU, WIESZ? JAKBY KAŻDY Z TYCH FILMÓW NAPRAWDĘ SIĘ ZDARZYŁ, GDZIEŚ TAM W DOLE, W ŚWIETLE ULIC…”*.

*wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego; tak drobnym druczkiem zastanawiam się nad tłumaczeniem na polski „space cadet” jako „kosmicznego kadeta” w odniesieniu do Si, kumpla Cassidy’ego. Czy wam też się wydaje, że chodziło tutaj raczej o kogoś oderwanego od rzeczywistości?
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #5. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, sierpień 1995 

sobota, 11 sierpnia 2018

Preacher #4 - Ennis/ Dillon

Poza wyrafinowanym humorem w Preacherze uwagę należy jeszcze zwrócić na pewno (m.in.) na bogaty repertuar przekleństw i na to, jak ciekawie autorzy budują sekwencje. O przekleństwach jeszcze będzie, ale tymczasem krótko o jednej planszy z czwartego odcinka.

Saint of Killers (ciekawe czy krótka seria z nim też będzie w polskich zbiorczych wydaniach?) konfrontuje się z szeryfem Hugo Rootem, jego synem Arseface’em (spolszczonym przez M. Drewnowskiego jako Gębodupa), Tulip, Cassidym i Jesse’em. Arseface, próbując ratować ojca, choć to wcale niepotrzebne, rusza do akcji. Kolejna strona to najpierw pionowa seria kadrów: załamana twarz szeryfa z profilu, zdziwiony Jesse, wkurzony Saint, zbliżenie na jego rękę, którą dobywa kolta, przerażona twarz Tulip, pokerowe pół twarzy Cassidy’ego, jeszcze większe zbliżenia na kolta Sainta a na koniec obojętna twarz Jessego. Łącznie osiem pionowych kadrów, które budują napięcie. Przeskok na dużą „gębę jak dupa” i nieoceniony punkt kulminacyjny w postaci małego kadru i stoicko wygłoszonej sentencji przez Cassidy’ego: „TEN GOŚĆ MA GĘBĘ JAK DUPA”*. Całość kończy czerwoną komendą Jesse.

Pomyślcie tylko: scena z potencjałem kultowości takim, jakim dziś spowita jest filmowa sekwencja na cmentarzu przy dźwiękach Ectasy of Gold w The good the bad and the ugly. Miniaturka, w której Cassidy zabija powagę i rozładowuje napięcie waląc prosto z mostu. 
Ot, Preacher, taki komiks.

*wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #4. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 1995

wtorek, 7 sierpnia 2018

Preacher #2 - Ennis/ Dillon

Początki tego bluźnierczego, szokująco zabawnego i znakomicie-się-czytającego dzieła nakazują czytelnikowi mieć się na uwadze. Jeśli na chwilę stracimy czujność, to ominie nas niejeden dobry żart, a dialogi Ennisa skrzą się przepięknym humorem. Zaraz o tym humorze, który zwraca uwagę w drugim odcinku dwoma muzycznymi prztyczkami, ale najpierw dodam jeszcze jedną rzecz, która nawet po latach w Preacherze mnie poraża, tak ogólnie: chodzi o mieszanie w rzeczywistości komiksu planów ideologicznego wadzenia się z Bogiem (tak, tym pisanym z wielkiej litery, choć sądzę, że popisy Ennisa można odnieść ogólniej i do samej istoty wyższej, nie tylko do jednego „B.”, czy też „b.”) i sprowadzania do stanu namacalności najbardziej nieprawdopodobnych bezeceństw oraz naszych ogólnych wyobrażeń. Tutaj wszystko, nawet coś niemożliwego, jest „naprawdę”.

Dwa żarty muzyczne, o które mi chodzi, dotyczą Nirvany i Genesis. Gdybyście spytali mnie, czy jako gówniarz miałem na półce raczej kasety Nirvany czy raczej Genesis, to raczej miałem Genesis. Obok Guns N’Roses, Alice’a Coopera, Roxette i Richarda Marxa. Między innymi. Gdybyście spytali mnie teraz, jakie mam płyty, to mam raczej Nirvanę. Nadal obok, między innymi (to gigantyczne „m.in.”), Guns N’Roses i Alice’a Coopera. Genesis nie mam już w kolekcji, na żadnym nośniku.

Czytam sobie więc Preachera i kiedy trafiam na wyjaśnienia szeryfa w sprawie syna Hugo Roota, Arseface’a, że próbował się zabić jak Kurt Cobain i mu się nie udało, to zaczynam się zastanawiać, czy muza Nirvany faktycznie brzmi jak „BRZDĄKANIE DOWNA”*? Puszczam sobie In Utero i myślę, że „no trochę tak brzmi”.

Czytam dalej i śmieję się dziś, jak nie śmiałbym się kiedyś, ze słów Cassidy’ego, kiedy na tekst Tulip – „ALE GENESIS PRZYWODZI NA MYŚL RACZEJ STWORZENIE… NARODZINY ALBO PIERWSZĄ KSIĘGĘ BIBLII…” – odparowuje – „ALBO BARDZO CHUJOWĄ KAPELĘ”.

Tak, z wiekiem zmieniają się gusta i wyostrza humor. A może słowa, które Ennis wkłada w usta swoim postaciom mają taką samą siłę jak te na czerwono wypowiadane „sugestie-nie-do-odparcia” Custera?

* wszystkie cytaty z polskiego przekładu M. Drewnowskiego
(Kuba Jankowski)
"Preacher" #2. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Matt Hollingsworth. Wydawca: DC Vertigo, maj 1995

piątek, 1 czerwca 2018

Hellblazer #63 – Ennis/ Dillon

Kiedy Vertigo startowało, do tego imprintu włączono kilka serii już od dłuższego czasu przez DC Comics publikowanych. Były to Swamp Thing, Sandman, Shade the Changing Man, Animal Man, Doom Patrol oraz Hellblazer. W Sandmanie zmiana następowała w odcinku, w którym Morfeusz i Delirum po długich poszukiwaniach odnajdowali zaginionego brata. W fabule całej serii był to moment w sposób symboliczny sygnalizujący początek jej końca: Władca Snów, który poszukiwał Zniszczenia, znajdował Zniszczenie. W Animal Manie istotniejszy był odcinek zamykający okres publikowania serii pod znakiem DC Comics. Buddy Baker po wielu perypetiach powracał do domu, po tym, jak został oficjalnie uznany za zmarłego. Jego żona – Ellen mówiła mu wówczas, że już mu nigdy nie pozwoli odejść. Pierwszy odcinek wydany pod szyldem Vertigo miał na okładce (narysowany przez Briana Bollanda) rysunek ukazujący Buddy’ego na zakupach w hipermarkecie. Szedł przed siebie ponuro popychając wózek i mijając w pośpiechu stoisko z mięsem, a za nim podążała dwójka jego dzieci. W opowieści tej Ellen jechała do miasta, żeby szukać pracy, a Animal Man (w cywilu) zajmował się dziećmi, jechał z nimi na zakupy i zupełnie sobie nie radził w owej sytuacji. Owa pogodna opowieść kończyła się jednak w momencie, gdy mąż koleżanki, u której Ellen zatrzymała się na noc, zjawiał się w jej sypialni z zamiarem dokonania na niej gwałtu. W kolejnym odcinku Ellen popadała w coraz gorsze tarapaty i trafiała do aresztu. Buddy, który orientował się, że zaginęła, wyruszył na poszukiwania i popadł w tarapaty jeszcze gorsze. A później owa pogodnie rozpoczęta historyjka rozwinęła się w rozbudowaną opowieść zawierającą mocne elementy krytyki społecznej. W Doom Patrol wraz z przejściem do Vertigo nastąpiła zmiana scenarzysty na scenarzystkę. Serię przejęła Rachel Pollack i wprowadziła do niej mocne akcenty feministyczne. A John Constantine po prostu się upijał.
 

W tym miejscu może warto byłoby przypomnieć, że John Constantine to angielski mag, wymyślony przez Alana Moore’a i wprowadzony jako postać drugoplanowa do opowieści o Potworze z Bagien w 1984 roku. Ów antybohater (bo tak trzeba go nazwać) spodobał się wówczas tak bardzo, że w 1988 uruchomiono serię, której był bohaterem, zatytułowaną Hellblazer. W ostateczności okazała się ona być najdłuższym serialem wydawanym w imprincie Vertigo. W sumie ukazało się bowiem trzysta odcinków serii podstawowej oraz szereg publikacji dodatkowych, w których John czasem bywał postacią drugoplanową, czasem zaś bohaterem. Wielokrotnie też Constantine pojawiał się w odcinkach innych seriali. Ponadto, zakończenie serialu nie wiązało się z pożegnaniem z postacią, ale z powitaniem Johna po liftingu – młodszego wiekiem i bardziej pasującego do oczekiwań mniej dorosłych czytelników (m.in. wpakowano go w obręb zespołu o nazwie Justice League Dark, zrzeszającego herosów obdarzonych magicznymi mocami i umiejętnościami).
 

W oryginalnym wcieleniu Constantine był draniem i łajzą, i upijał się dość często. Tym razem jednak powodem do pijaństwa był fakt, że John świętował czterdzieste urodziny. Każąc mu to robić twórcy serialu dawali czytelnikom do zrozumienia nie tylko to, że bohater jest (przynajmniej metrykalnie) dojrzałym człowiekiem, ale i to,  że w przeciwieństwie do postaci z komiksów dla młodzieży (jak Superman czy Batman), starzeje się on jak zwykli ludzie. Fakt ten można było odebrać również jako zapewnienie, że w serialu będzie panował większy realizm niż w opowieściach o trykociarzach. Aczkolwiek w  odcinku 63 więcej było zgrywy niż realizmu. Dziewczyna Johna nieoczekiwanie wyjeżdżała, a przyjęcie-niespodziankę urządzali mu przyjaciele związani z jego magiczną aktywnością. Wśród gości byli Phantom Stranger, Swamp Thing i Zatanna oraz postacie, które już wcześniej pojawiały się w serialu Hellblazer (między innymi gadający królik). Owa zabawna i mało poważna opowiastka służyła jednak za przejście pomiędzy serią mrocznych zdarzeń w życiu Constantine’a  i  zdarzeniami jeszcze mroczniejszymi, których początek przypadał już na odcinek 64, w którym pojawiali się brytyjscy neonaziści i powoli przetaczający się tam, gdzie rezydują Upadli, archanioł Gabriel.
 

Odcinek 63 napisał Garth Ennis, który rozpoczął pracę nad serią prawie dwa lata wcześniej (pisząc Niebezpieczne nawyki), a narysował go Steve Dillon, który wcześniej narysował jedynie trzy odcinki komiksu, ale teraz miał go rysować regularnie przez dwa lata, aż do chwili, w której – razem z Ennisem – przejdzie do pracy nad Kaznodzieją. To był bardzo dobry duet, a odcinek zatytułowany Forty w gruncie rzeczy dobrze się sprawdził jako otwarcie nowego rozdziału w życiu Constantine’a. Rozdziału, w którym brytyjski mag miał doznać prawdziwego zawrotu głowy.
(Jerzy Szyłak)
"John Constantine, Hellblazer" #63. Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon. Kolor: Tom Ziuko. Wydawca: DC Vertigo, marzec 1993

niedziela, 18 lutego 2018

Kaznodzieja (3) - Ennis/ Dillon/ Pugh/Ezquerra

Trzy na sześć - nie gwiazdki, a numerki na grzbiecie. Półmetek przygód Kaznodziei zaliczony. Wszyscy, którzy mieli jakieś wątpliwości podczas lektury pierwszych dwóch tomów (byli tacy?) tutaj dostają bezlitosny konkret, świadczący o tym, że jest to produkt genialny.
Nie tylko podróż przez Amerykę, a również wgląd w przeszłość bohaterów. Nie tylko naturalne i błyskotliwe dialogi, lecz także w detalu dopracowane tak poboczne elementy, jak na przykład wstępniak. Nie tylko idealnie dostosowane do tekstu rysunki, ale i... ok, wystarczy. To nie jest smutny blurb na tylną stronę okładki. 
Wspomniany wstępniak to jeden z najlepszych tego typu testów. Ennis w datowanym na sierpień 2010 roku artykule nawiązuje do pubu, w którym bywał i który był świadkiem wielu różnych historii. I tekst ten jest integralną częścią całości sytuacji zwanej Kaznodzieją. Nie ma tu smutnych wyziewów, autoterapii które nikogo nie obchodzą czy miałkich peanów na cześć autorów (pierwsze lepsze przykłady z brzegu). Jest za to coś, co wpływa na odbiór albumu i każe wypatrywać w nim pewnych scen. 
A wszystkie te sceny komponują się w zabójczą całość - jest tu miejsce dla powrotów do przeszłości, w postaci odrębnych historii poświęconych konkretnym bohaterom (Święty od Morderców i Cassidy), są też bieżące perypetie świętej trójcy Vertigo - Tulip, Jessego i Cassidiego. Jest śmiech (nabitka z gotyckich fanów wyidealizowanego wampiryzmu), są chwytające za serducho zawieszenia akcji (w czym zasługa chemii istniejącej w zawodowym związku Ennisa z Dillonem), są też wiadra krwi i szczypta seksu.
Autorzy bawili się tu na całego. A jednocześnie profesjonalnie wykonali swoją robotę. Czytając ten komiks pierwszy raz, będąc łebkiem, mogłem mieć jakieś wątpliwości. Teraz nie mam. Idealny duet w znakomity komiksie. Lektura obowiązkowa.
"Kaznodzieja, tom 3". Scenariusz: Garth Ennis. Rysunki: Steve Dillon, Steve Pugh, Carlos Ezquerra. Kolory: Pamela Rambo, Matt Hollingsworth, James Sinclair. Okładki: Glenn Fabry. Tłumaczenie: Maciej Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2018.

poniedziałek, 19 września 2016

Marvele: 3 razy "TH"

Komiksów spod szyldu Marvel Comics ukazuje się na tyle dużo, że szary czytelnik może się w tym pogubić. Co warto kupować, a co lepiej omijać szerokim łukiem? O tym w dzisiejszych "Marvelach".
"Thor: Bogobójca". Pod opieką Jasona Aarona postać Gromowładnego rozkwitła. "Bogobójca" to rozgrywająca się na trzech płaszczyznach czasowych historia, powiązana główny motywem buszującego w czasie i przestrzeni zabójcy bogów. Tu nie ma trykotów. Jest za to zimny klimat wybrzeży Islandii i mrożąca krew w żyłach pustka kosmosu. Rysunki Esada Ribicia są znakomite, ale gwiazdą, grającą pierwsze skrzypce w "Bogobójcy" jest Aaron. Znakomite dialogi i narracja, sprawne powiązanie wątków z trzech różnych epok i wrzucenie Thora w historię opartą o kontekst mitologiczny zamiast superbohaterskiego - za to wszystko amerykański scenarzysta powinien zebrać same plusy. Debiutancki album "Thora" jest najlepszym komiksem, jaki póki co ukazał się w kolekcji Marvel Now.
Na którą półkę z komiksami nie spojrzysz - na każdej Aaron. Takie historie mogą wkrótce czekać na polskich czytelników komiksów. Niezwykle płodny scenarzysta, który znalazł się w orbicie zainteresowań kilku rodzimych edytorów, kontynuuje swoją przygodę z Marvelem komiksem zatytułowanym "Thanos powstaje". To typowy origin postaci, klimatem nawiązujący bardziej do dziedzictwa komiksu europejskiego, niż superbohaterskiej konwencji. Aaron pokazuje drogę głównego bohatera od momentu narodzin aż po przemianę w największego tyrana wszechświata. Robi to raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, nie schodząc jednak poniżej poziomu swoich możliwości. Skojarzenia z "Kastą Metabaronów" i komiksami Alexandro Jodorowskiego jak najbardziej uzasadnione, choć jednak Aaronowi jazdy po bandzie nie zdarzają się tak często, jak chilijskiemu wizjonerowi. Na plus znakomite rysunki - Włoch Simone Bianchi zmusił mnie do zastanowienia się nad nastęującą kwestią: Co by było gdyby do pracy przy superbohaterach zatrudnić wszystkich świetnych grafików z "Dylan Doga"? Sądzę, że efekty byłyby bardziej niż zadowalające. Minusem komiksu - a właściwie zamieszczonych w nim dodatków - jest kuriozalne zdanie z posłowia, jakoby postać Śmierci z uniwersum Marvela była dziś "równie wyrazistą postacią, jak Śmierć z gaimanowskiego Sandmana czy z powieści o Świecie Dysku Terry'ego Pratchetta". Równie wyrazistą? Litości!
Był "Thor", był "Thanos", teraz o "Thunderbolts". Zbieranina postaci z Marvela o bardzo dyskusyjnej reputacji najpierw rozwala reżim dyktatora Avy na wyspie Kata Jaya, a nastęnie walczy z armią napędzaną energią gamma. Miny przeciwpiechotne nie robią krzywdy sprawiedliwym, bzdura goni bzdurę i tylko Steve'a Dillona szkoda. Angielski rysownik zupełnie nie pasuje do takiej konwencji, a jedyne udane sceny w jego wykonaniu to  te z Punisherem, którego przecież rysował przez lata. "Bez pardonu" i "Czerwony postrach" to lektury do ominięcia. Typowe produkcyjniaki, żerujące na czytelnikach pragnących obcowania z najpopularniejszymi bohaterami Marvela w ilościach hurtowych. Szkoda czasu.
(Szczepan Falafel)
"Thor Gromowładny, tom 1: Bogobójca". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Esad Ribić. Tłumaczenie: Marceli Szpak. "Thanos powstaje". Scenariusz: Jason Aaron. Rysunki: Simone Bianchi. Tłumaczenie: Piotr Krasnowolski. "Thunderbolts, tom 1: Bez pardonu". Scenariusz: Daniel Way. Rysunki: Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. "Thunderbolts, tom 2: Czerwony postrach" Scenariusz: Daniel Way, Charles Soule. Rysunki: Phil Noto, Steve Dillon. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016. Komiksy można kupić tutaj: Sklep. Gildia.pl

środa, 11 maja 2016

Kompletny szok przyszłości - Moore

„Kompletny szok przyszłości” to zbiorcze wydanie krótkich form komiksowych publikowanych na łamach brytyjskiego magazynu 2000 AD napisanych przez Alana Moore’a, a narysowanych przez takich twórców, jak Steve Dillon, Dave Gibbons, Brendan McCarthy czy John Higgins. 
Alana Moore’a przedstawiać nie trzeba – to jeden z geniuszy komiksu, twórca takich dzieł jak „Prosto z piekła”, „Strażnicy” czy „V jak Vendetta”. W „Kompletnym szoku przyszłości” znalazły się scenariusze z wczesnego okresu twórczości Moore’a. Historie krótsze i dłuższe, w zabawny i dający do myślenia sposób ukazujące futurystyczne wizje dotyczące naszej planety, cywilizacji i wszechświata. Moore jest tu satyrem, bardzo zjadliwym i trafnie diagnozującym problemy ludzkości. W cudowny sposób opisuje kosmiczne nacje owładnięte absurdalną żądzą ciągłej ekspansji, drwi ze stereotypów postrzegania kosmitów przez ziemian, a wegetarianizm przeciwstawia humanitarianizmowi. Poza szokami, w albumie znalazło się miejsce dla innych historii ze scenariuszami Moore’a: Czaso-skrętaczy czy historii Abelarda Snazza. Większość opowiastek dowcipem i elegancką puentą przywodzi na myśl najlepsze skecze Monty Pythona. 
Co do rysunków, to niemal cały album stworzony jest przez wówczas znanych jedynie lokalnie, a obecnie popularnych na całym świecie artystów. Steve Dillon długo po komiksach z Szoku przyszłości” narysował takie hity, jak "Kaznodzieja", czy "Hellblazer", Brendan McCarthy, znany w Polsce z komiksu "Skin",  zasłynął komiksami rysowanymi do scenariuszy Petera Milligana, a Dave Gibbons to współautor moore’owskich "Strażników". Wtedy to była obiecująca drużyna, dziś wręcz dream team. 
Takie nazwiska na okładce to wabik na poławiaczy komiksów. „Kompletny szok przyszłości” to ponadczasowy, fantastyczno-naukowy, okraszony czarnym humorem, świetny komiks. Polecam nie tylko fanom Alana Moore’a. 
"Kompletny szok przyszłości". Scenariusz: Alana Moore. Rysunki: Mike White, John Cooper, Paul Neary, Ian Gibson, Brendan McCarthy, John Higgins, Garry Leach, Ron Tiner, Jose Casanovas, Eric Bradbury, Dave Gibbons, Jesus Redondo, Robin Smith, Allan Langford, Jim Eldridge, Alan Davis, Steve Dillon, Boluda, Bryan Talbot. Tłumaczenie: Damian Pietrzak, Jacek Więckowski, Małgorzata Matachowska. Wydawca: Studio Lain, Iława 2016.
Komiks można kupić tutaj: Sklep. Gildia. pl