Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

środa, 17 kwietnia 2013

Doomboy - Sandoval

Ten komiks zostaje w głowie. I w niej dudni. Tony Sandoval postarał się, byśmy go słyszeli długo po odłożeniu książki na półkę. Tak, jak wcześniejsze komiksy autora (chociażby "Wybryki Xinophixeroxa") były popisówą graficzną z pretekstową, dość spontaniczną fabułą, tak w "Doomboyu" gra dosłownie wszystko: od pomysłu, poprzez kreację bohaterów, na realizacji graficznej kończąc.
Love story w oparach doom metalu - tak w skrócie można opisać najnowsze dzieło Sandovala (gdyby chcieć nieco dłużej, idealnie pasowałby tutaj opis wydawcy: "Nikt nie wie, kim jest Doomboy. Jest po prostu czymś, co usłyszeliście na żywo w radio. Nie ma płyty, ani demo, to zespół-duch... Miejska legenda"). Autor przepisuje tutaj starą licealną historię o miłości i o dziurze, jaką wywala w sercu śmierć bliskiej osoby, ale robi to w sposób bardzo oryginalny. To komiks o dzieciakach, pełen sytuacji nadprzyrodzonych, ale jednocześnie realistyczny i bardzo wiarygodny. Sielskość nadbrzeżnej mieściny i przelatujące nad nią chthulowskie macki miksują nostalgię z baśnią. "Doomboy" jest jak komiksowa wersja "Stand by Me", czy "Lost Boys".
Bohaterowie skonstruowani są po mistrzowsku - każdy z nich ma swoje pięć minut w historii, ale głównym bohaterem jest ID - łażący wszędzie ze swoją gitarą 17-latek, popijający piwko z kolegami, wałęsający się po koncertach. Na skutek dwóch wydarzeń - śmierci dziewczyny i nocnej wędrówce po polu, podczas której "dzieje się coś dziwnego" - ID zmienia się z gościa, którego imienia nie potrafił(a)byś sobie przypomnieć, w kogoś "o dziwnej reputacji". Celem ID staje się ostatni koncert dla zmarłej dziewczyny. Jako scenerię dla doom metalowej serenady obiera sobie klif. Wygrywając bardzo osobistą i intymną melodię, nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie tworzy własną legendę.
Głównego bohatera można rozpatrywać jako metaforę zwycięstwa z własnym ego, triumfu natchnienia i idei nad komerchą. Sandoval zdaje się mówić: Róbcie swoje! Róbcie dla siebie! A to, co zrobicie, może albo pozostać w szufladzie, albo wpłynąć na mnóstwo ludzi. O dążeniu do celu, o miłości nierozerwalnie związanej z twórczością, o konsekwencji - o tym traktuje "Doomboy" Sandovala. Tę główną myśl, autor przyozdabia mnóstwem smaczków - powrotem do przeszłości (przegrywanie kaset, antena zrobiona z wieszaka, podsłuchiwanie rozmów marynarzy przez radio dziadka), akcją (ID ścigany jest przez konkurencyjną kapelę) oraz - przede wszystkim - fantastycznymi grafikami, które w formacie A4 robią niesamowite wrażenie.
Zaskoczenie. Kosmos. Najlepsze dotąd dzieło Sandovala. "Doomboy" poraża szczerością i świeżym potraktowaniem tematu. To komiks, do którego wraca się z szaloną regularnością - nie tylko po to, żeby ponownie zagłębić się w lekturę, ale również, by z opuszczoną szczęką pogapić się w te bezzzczelnie piękne ilustracje. 
"Doomboy". Autor: Tony Sandoval. Tłumaczenie: Katarzyna i Małgorzata "Margo" Sajdakowskie. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Picture Book.pl

Brak komentarzy: