Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 23 lipca 2012

Jake Collins – Jarek Polar, różni rysownicy

Autor: Łukasz Kowalczuk
Jake Collins to bezpłatna produkcja, którą można uznać za swoistą antologię. Swoistą, ponieważ odcinki większej historii autorstwa jednej osoby zostały narysowane przez różnych twórców.
Scenariusz Jarka Polara jest inspirowany amerykańskim horrorem/komedią lat 80. i 90. Kiedy we wstępie pojawiają się takie tytuły jak Phantasm czy EvilDead, moja czujność i apetyt się zwiększają. Główny bohater to brunet, nieudacznik, pijak i były lokalny bohater. Jego kariera sportowa legła w gruzach (tradycyjne czepialstwo - piłka nożna kompletnie mi nie pasuje do komiksu, którego akcja dzieje się w Stanach). Jake przesiaduje więc w spelunie, w której barman jest sobowtórem Morgana Freemana a właściciel przypomina Jacka Nicholsona (tu pewności nie mam). Zostaje wplątany w intrygę, w której pojawiają się zombie, indianie, inny wymiar i wszędobylska armia.
Czy udało się odtworzyć klimat charakterystyczny dla produkcji wspomnianych na początku? Częściowo tak. Akcja jest wartka, dużo tu mocnych scen, całość kończy obowiązkowa walka z bossem a Collins sypie sucharami, których nie powstydziłby się sam Ash. I wszystko byłoby super, ale... 
Szwankuje niestety warstwa graficzna. W projekcie wzięło udział kilkunastu rysowników. Dodatkowo scenarzysta nie narzucił żadnego rygoru w zakresie kadrowania (intencje miał na pewno dobre). Gdyby wrażenia z lektury przedstawić na jakimś wykresie, wyszła by niezła sinusoida. Różnice są widoczne gołym okiem, nawet na miniaturach. Słabsze rysunki idą często w parze z jeszcze gorszym liternictwem. Czytajcie uważnie, nie będę powtarzać. Stosowanie comic sans w dymkach w 2012 roku to już nie jest przypadkowy strzał w stopę. To jest wyjazd do lasu i w pełni świadome przewiercenie sobie obu kolan. Gore jednym słowem. Nie idźcie tą drogą.
Spodobały mi się ilustracje Rafała Szewczyka (świetne), Dismasa (świetne razy dwa), Waldemara Juszczyka oraz braci Kmiołków. Zresztą namiary na każdego z twórców są podane na stronie projektu. Myślę, że warto sprawdzić wszystkie adresy, może niektórzy autorzy mieli gorszy okres rysując do scenariuszy Polara. Od pewnego czasu zabieram się np. za lekturę dokonań Kamila „Lupusa” Boettchera. Biram Ba narysował zaledwie jedną stronę. Jake Collins przypomniał mi, że najwyższy czas uzupełnić braki!
 
Ten komiks czyta się niewygodnie. Zamiast pliku do ściągnięcia w jakimś sensownym formacie mamy do czynienia z galerią w stosownym dziale strony. Kiepskie rozwiązanie (jak już podchodzić to tematu w taki sposób to może lepszy byłby ComicPress?). Chyba, że przeoczyłem odnośnik. To największy minus tego komiksu jeśli chodzi o aspekt techniczny.
Jake Collins to fajny eksperyment. Niestety, pewne założenia powodują, że poziom jest bardzo nierówny. Nie krępowałbym się na miejscu scenarzysty i jeśli przyjdzie czas na kontynuację, po prostu zrobiłbym selekcję współpracowników albo narzucił niektórym większy rygor. To niełatwe zadanie, ale warto spróbować. Również dopracowanie warstwy technicznej nie zaszkodzi. 
Czekam na ciąg dalszy.

Brak komentarzy: