Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bill Willingham. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bill Willingham. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 sierpnia 2018

Fables #1 - Willingham/ Medina

Fables to jedna z tych serii Vertigo, z którymi rozstałem się na samym początku, po jednym trejdzie. Nie wiem już, co dokładnie mnie przy pierwszym podejściu nie wciągnęło, ale postanowiłem to sprawdzić. Przeczytałem raz jeszcze, tylko pierwszy zeszyt i… chyba nadal nie wiem.

Po pierwsze, absolutnie nie pamiętałem nic z tego zeszytu. Kiedyś, kiedy komiksów było mniej, bo dostępne i w zasięgu było tylko to, co rzucili w kiosku (sytuację poprawił kochany Tm-Semic! Za część pierwszego kieszonkowego kupiłem Pogromcę 2/91! W kiosku, którego już chyba nie ma… Musiałbym pojechać na stare śmieci i sprawdzić), czy jakiejś sprawdzonej księgarni, bo nie było za bardzo jak ściągać ze świata… Wtedy każde wakacje zaczynałem od czytania całej mojej kolekcji, od dechy do dechy. Potem sprzątałem pokój. Albo na odwrót. Znałem te komiksy, i nadal znam!, na pamięć, kadr po kadrze. A dziś przerabiam tego wszystkiego na tony, więc nie ma jak pamiętać… A może niektóre komiksy to takie wydmuszki, które zachwycają i bawią w momencie lektury, ale ich prawdziwa wartość jest bliska zeru? Więc szybko się je zapomina…

Po drugie, wtedy czytałem polskie wydanie, a teraz oryginalny pierwszy zeszyt. Nie chcę zwalać winy na tłumaczenie. Przyznam, że z komiksów, które czytałem w dwóch lub więcej językach, tylko raz miałem poważny problem z czytaniem po polsku czegoś, co znałem z oryginału: przy Good-bye Chunky Rice. Ani po polsku, ani po hiszpańsku, ani po francusku nie dałem rady wciągnąć się tak, jak za każdą z dwudziestu kilku lektur po angielsku… Bywa, czasami trudno ten fenomen wyjaśnić.

Po trzecie, mam wrażenie, że jakoś bezpłciowo w pierwszym zeszycie los autores przedstawiają koncept wrzucenia postaci baśniowych i bajkowych w naszą rzeczywistość. Zaśmiałem się tylko kilka razy z językowych wywijasów i tyle.

Po czwarte, wiem już, że dalej czytał nie będę. Tak, tak, nie wiem, co tracę.
(Kuba Jankowski)
"Fables" #1. Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Lan Medina. Tusz: Steve Leialoha. Kolor: Sherilyn van Valkenburgh. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 2001

czwartek, 21 czerwca 2018

Fables #41 - Willingham/ Buckingham

Kolejny efekt grzebania w pudle z komiksowymi zeszytami gdzieś za Oceanem ponad dekadę temu: Fables.

Znałem większość tego, co udało mi się wygrzebać: Hellblazer? Jasne. Preacher? Ależ oczywiście. Shade? Nie znam, ale to Milligan i Bachalo, wziąłbym, choćby na okładce nie znalazło się logo Vertigo. Sandman, Black Orchid, Swamp Thing, wszystko za śmieszną cenę. Co prawda prawie za każdym razem były to epizody gdzieś ze środka serii, więc później momentami nawet nie za bardzo wiedziałem, o czym czytam, ale co tam.

No i tak trafiłem na Fables. O! Nigdy o tym nie słyszałem. Ale to Vertigo, więc sprawa jest oczywista: kupuję, a tak poza tym, po powrocie do Polski może wytatuuję sobie to logo na klacie.

Fables, czy też Baśnie, bo w międzyczasie seria Billa Willinghama pojawiła się i w naszym kraju, to historia o znanych nam wszystkim postaciach - akurat w zeszycie #41 pojawiają się między innymi Pinokio, Czerwony Kapturek, Piękna (z Pięknej i Bestii) oraz sympatyczny, tajemniczy jegomość z okładki. Splatamy ze sobą losy tych oraz wielu innych baśniowych/bajkowych bohaterów, każemy im przenieść się do naszego, pozbawionego magii świata, gdzie uciekli przed podbijającym ich krainy Adwersarzem i mamy bardzo interesujący punkt wyjścia dla komiksowego cyklu. Omawiany epizod skutecznie zachęcił mnie do dalszego śledzenia przygód licznych i barwnych postaci z Fables, a raczej: do śledzenia ich przygód od początku.

Tak czy inaczej, #41 zeszyt nie był jednak dobrym wejściem w Baśnie. W zasadzie był wejściem bardzo złym, bowiem już na dzień dobry dowiedziałem się, kim jest Adwersarz, co było bardzo długo utrzymywane w tajemnicy. Czytałem więc wszystko trochę tak, jakbym oglądał Fight Club, wiedząc od pierwszej minuty (uwaga, jeśli nie oglądaliście), że Edward Norton i Brad Pitt są tą samą osobą. Na szczęście cykl okazał się być bardzo dobry z wielu innych powodów, a nieujawnianie tożsamości głównego przeciwnika nie było jedynym, co skłaniało do dalszej lektury.

Lubię ten zeszyt, bo to od niego zaczęła się moja wieloletnia znajomość z Fables. Co prawda ta „długowieczność” nie wyszła serii najlepiej, bo to jeden z tych komiksów, które wspominałoby się o wiele cieplej, gdyby scenarzysta wiedział, kiedy skończyć i zejść ze sceny niepokonanym. Pomimo tego Baśnie zdecydowanie warto znać, przynajmniej do któregoś tam tomu. Nie warto natomiast za wszelką cenę zostawać aż do finału.
 (Michał Misztal)

"Fables" #41. Scenariusz: Bill WIllingham. Rysunki: Mark Buckingham i Steve Leialoha. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, listopad 2005.

niedziela, 14 lipca 2013

Baśnie (11): Wojna o pokój - Willingham

Koniec wojny. Nie jest to spoiler, a raczej długo wyczekiwana wiadomość dla tych, którzy rozciągnięciem wątku na 75 odcinków zeszytowych "Baśni" (lub 11 wydań zbiorczych serialu) byli już znudzeni oraz dla tych, którzy śledzili go z nieustannymi wypiekami na twarzy. Rozbudowana, wielowątkowa saga na sam koniec przybiera postać wojennego, szpiegowskiego romansu, który równie dobrze mógłby być zakończeniem perypetii Baśniowców. 

Wizje triumfu Adwersarza, w jakie bogaty był poprzedni tom "Baśni" zostają zrewidowane w rzeczywistości tomu jedenastego. To ekipa Baśniogrodu jest stroną atakującą w wojnie o pokój, a ich atak przeprowadzony jest według skrupulatnie przygotowanego planu. Zanim jednak pierwsza armata wystrzeli, by czytelnik nie doświadczył znudzenia, Willingham oferuje chwilę oddechu w dwóch kilkuodcinkowych historiach, z których pierwsza dotyczy uczucia Niebieskiego do Czerwonej Róży, a druga - szpiegowskich perypetii Kopciuszka. Obie historie są popisowymi utworami scenarzysty, czego zasługą są przede wszystkim świetnie rozpisane dialogi oraz humor w ilościach śladowych, lecz wystarczających. Willingham trafnie nawiązuje do filmów szpiegowskich, ustami Kopciuszka - najlepszej agentki, jaka kiedykolwiek żyła - zdradzając czytelnikom tajniki pracy wywiadowczej. Z tego kompendium wiedzy i James Bond mógłby się czegoś nauczyć.

Wojna o pokój, będąca głównym tematem tomu, obfituje w zwroty akcji, interesujące założenia taktyczne, indywidualne pojedynki i pełne poświęcenia dla sprawy historie jednostek. Willingham swoim zwyczajem nawiązuje do konkretnych baśni - robi to z wdziękiem i w odpowiednim momencie (tu warto wspomnieć o zgrabnym wykorzystaniu pewnej postaci do bezkrwawego zdobycia stolicy imperium Adwersarza). Dodatkowo, ciągle dba o drugi plan, nawet nieistotnych żołnierzy czyniąc "złodziejami scen" (jak choćby informatora, zdającego sprawozdanie Adwersarzowi i Królowej Śniegu).

Baśniowy rysownik-weteran, Mark Buckingham, swoim zwyczajem zadbał o atrakcyjne eksperymenty, widoczne szczególnie w historii o Kopciuszku. W kompozycyjnym szaleństwie miała swój udział śmietanka rysowników, którym autor za pomoc w tychże śmiałych poczynaniach z kadrem serdecznie zresztą podziękował na kartach komiksu. Buckingham odpowiedzialny jest za lwią część albumu - tylko otwierającą album historię o Niebieskim narysował inny artysta - Niko Henrichon. W porównaniu z regularnym rysownikiem serii, wypadł on jednak słabo.

W posłowiu scenarzysta Bill Willingham pisze: "Oto więc znaleźliśmy się w siedemdziesiątym piątym zeszycie. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by złapać oddech, ale czas najwyższy iść dalej. Mamy przed sobą wciąż daleką drogę". I co teraz? Czy będzie pokój? Czy może swe oblicze ujawni nowe zagrożenie? Idźcie dalej pewnym krokiem, ekipo Baśniowych twórców. Idźcie, trzymając poziom dotychczasowych jedenastu tomów, a będzie dobrze. 
"Baśnie (11): Wojna o pokój". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha, Niko Henrichon, Andrew Pepoy. Kolory: Lee Loughridge, Andrew Pepoy. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2013