Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 sierpnia 2018

Fables #1 - Willingham/ Medina

Fables to jedna z tych serii Vertigo, z którymi rozstałem się na samym początku, po jednym trejdzie. Nie wiem już, co dokładnie mnie przy pierwszym podejściu nie wciągnęło, ale postanowiłem to sprawdzić. Przeczytałem raz jeszcze, tylko pierwszy zeszyt i… chyba nadal nie wiem.

Po pierwsze, absolutnie nie pamiętałem nic z tego zeszytu. Kiedyś, kiedy komiksów było mniej, bo dostępne i w zasięgu było tylko to, co rzucili w kiosku (sytuację poprawił kochany Tm-Semic! Za część pierwszego kieszonkowego kupiłem Pogromcę 2/91! W kiosku, którego już chyba nie ma… Musiałbym pojechać na stare śmieci i sprawdzić), czy jakiejś sprawdzonej księgarni, bo nie było za bardzo jak ściągać ze świata… Wtedy każde wakacje zaczynałem od czytania całej mojej kolekcji, od dechy do dechy. Potem sprzątałem pokój. Albo na odwrót. Znałem te komiksy, i nadal znam!, na pamięć, kadr po kadrze. A dziś przerabiam tego wszystkiego na tony, więc nie ma jak pamiętać… A może niektóre komiksy to takie wydmuszki, które zachwycają i bawią w momencie lektury, ale ich prawdziwa wartość jest bliska zeru? Więc szybko się je zapomina…

Po drugie, wtedy czytałem polskie wydanie, a teraz oryginalny pierwszy zeszyt. Nie chcę zwalać winy na tłumaczenie. Przyznam, że z komiksów, które czytałem w dwóch lub więcej językach, tylko raz miałem poważny problem z czytaniem po polsku czegoś, co znałem z oryginału: przy Good-bye Chunky Rice. Ani po polsku, ani po hiszpańsku, ani po francusku nie dałem rady wciągnąć się tak, jak za każdą z dwudziestu kilku lektur po angielsku… Bywa, czasami trudno ten fenomen wyjaśnić.

Po trzecie, mam wrażenie, że jakoś bezpłciowo w pierwszym zeszycie los autores przedstawiają koncept wrzucenia postaci baśniowych i bajkowych w naszą rzeczywistość. Zaśmiałem się tylko kilka razy z językowych wywijasów i tyle.

Po czwarte, wiem już, że dalej czytał nie będę. Tak, tak, nie wiem, co tracę.
(Kuba Jankowski)
"Fables" #1. Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Lan Medina. Tusz: Steve Leialoha. Kolor: Sherilyn van Valkenburgh. Wydawca: DC Vertigo, lipiec 2001

czwartek, 21 czerwca 2018

Fables #41 - Willingham/ Buckingham

Kolejny efekt grzebania w pudle z komiksowymi zeszytami gdzieś za Oceanem ponad dekadę temu: Fables.

Znałem większość tego, co udało mi się wygrzebać: Hellblazer? Jasne. Preacher? Ależ oczywiście. Shade? Nie znam, ale to Milligan i Bachalo, wziąłbym, choćby na okładce nie znalazło się logo Vertigo. Sandman, Black Orchid, Swamp Thing, wszystko za śmieszną cenę. Co prawda prawie za każdym razem były to epizody gdzieś ze środka serii, więc później momentami nawet nie za bardzo wiedziałem, o czym czytam, ale co tam.

No i tak trafiłem na Fables. O! Nigdy o tym nie słyszałem. Ale to Vertigo, więc sprawa jest oczywista: kupuję, a tak poza tym, po powrocie do Polski może wytatuuję sobie to logo na klacie.

Fables, czy też Baśnie, bo w międzyczasie seria Billa Willinghama pojawiła się i w naszym kraju, to historia o znanych nam wszystkim postaciach - akurat w zeszycie #41 pojawiają się między innymi Pinokio, Czerwony Kapturek, Piękna (z Pięknej i Bestii) oraz sympatyczny, tajemniczy jegomość z okładki. Splatamy ze sobą losy tych oraz wielu innych baśniowych/bajkowych bohaterów, każemy im przenieść się do naszego, pozbawionego magii świata, gdzie uciekli przed podbijającym ich krainy Adwersarzem i mamy bardzo interesujący punkt wyjścia dla komiksowego cyklu. Omawiany epizod skutecznie zachęcił mnie do dalszego śledzenia przygód licznych i barwnych postaci z Fables, a raczej: do śledzenia ich przygód od początku.

Tak czy inaczej, #41 zeszyt nie był jednak dobrym wejściem w Baśnie. W zasadzie był wejściem bardzo złym, bowiem już na dzień dobry dowiedziałem się, kim jest Adwersarz, co było bardzo długo utrzymywane w tajemnicy. Czytałem więc wszystko trochę tak, jakbym oglądał Fight Club, wiedząc od pierwszej minuty (uwaga, jeśli nie oglądaliście), że Edward Norton i Brad Pitt są tą samą osobą. Na szczęście cykl okazał się być bardzo dobry z wielu innych powodów, a nieujawnianie tożsamości głównego przeciwnika nie było jedynym, co skłaniało do dalszej lektury.

Lubię ten zeszyt, bo to od niego zaczęła się moja wieloletnia znajomość z Fables. Co prawda ta „długowieczność” nie wyszła serii najlepiej, bo to jeden z tych komiksów, które wspominałoby się o wiele cieplej, gdyby scenarzysta wiedział, kiedy skończyć i zejść ze sceny niepokonanym. Pomimo tego Baśnie zdecydowanie warto znać, przynajmniej do któregoś tam tomu. Nie warto natomiast za wszelką cenę zostawać aż do finału.
 (Michał Misztal)

"Fables" #41. Scenariusz: Bill WIllingham. Rysunki: Mark Buckingham i Steve Leialoha. Kolor: Daniel Vozzo. Wydawca: DC Vertigo, listopad 2005.

niedziela, 14 lipca 2013

Baśnie (11): Wojna o pokój - Willingham

Koniec wojny. Nie jest to spoiler, a raczej długo wyczekiwana wiadomość dla tych, którzy rozciągnięciem wątku na 75 odcinków zeszytowych "Baśni" (lub 11 wydań zbiorczych serialu) byli już znudzeni oraz dla tych, którzy śledzili go z nieustannymi wypiekami na twarzy. Rozbudowana, wielowątkowa saga na sam koniec przybiera postać wojennego, szpiegowskiego romansu, który równie dobrze mógłby być zakończeniem perypetii Baśniowców. 

Wizje triumfu Adwersarza, w jakie bogaty był poprzedni tom "Baśni" zostają zrewidowane w rzeczywistości tomu jedenastego. To ekipa Baśniogrodu jest stroną atakującą w wojnie o pokój, a ich atak przeprowadzony jest według skrupulatnie przygotowanego planu. Zanim jednak pierwsza armata wystrzeli, by czytelnik nie doświadczył znudzenia, Willingham oferuje chwilę oddechu w dwóch kilkuodcinkowych historiach, z których pierwsza dotyczy uczucia Niebieskiego do Czerwonej Róży, a druga - szpiegowskich perypetii Kopciuszka. Obie historie są popisowymi utworami scenarzysty, czego zasługą są przede wszystkim świetnie rozpisane dialogi oraz humor w ilościach śladowych, lecz wystarczających. Willingham trafnie nawiązuje do filmów szpiegowskich, ustami Kopciuszka - najlepszej agentki, jaka kiedykolwiek żyła - zdradzając czytelnikom tajniki pracy wywiadowczej. Z tego kompendium wiedzy i James Bond mógłby się czegoś nauczyć.

Wojna o pokój, będąca głównym tematem tomu, obfituje w zwroty akcji, interesujące założenia taktyczne, indywidualne pojedynki i pełne poświęcenia dla sprawy historie jednostek. Willingham swoim zwyczajem nawiązuje do konkretnych baśni - robi to z wdziękiem i w odpowiednim momencie (tu warto wspomnieć o zgrabnym wykorzystaniu pewnej postaci do bezkrwawego zdobycia stolicy imperium Adwersarza). Dodatkowo, ciągle dba o drugi plan, nawet nieistotnych żołnierzy czyniąc "złodziejami scen" (jak choćby informatora, zdającego sprawozdanie Adwersarzowi i Królowej Śniegu).

Baśniowy rysownik-weteran, Mark Buckingham, swoim zwyczajem zadbał o atrakcyjne eksperymenty, widoczne szczególnie w historii o Kopciuszku. W kompozycyjnym szaleństwie miała swój udział śmietanka rysowników, którym autor za pomoc w tychże śmiałych poczynaniach z kadrem serdecznie zresztą podziękował na kartach komiksu. Buckingham odpowiedzialny jest za lwią część albumu - tylko otwierającą album historię o Niebieskim narysował inny artysta - Niko Henrichon. W porównaniu z regularnym rysownikiem serii, wypadł on jednak słabo.

W posłowiu scenarzysta Bill Willingham pisze: "Oto więc znaleźliśmy się w siedemdziesiątym piątym zeszycie. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by złapać oddech, ale czas najwyższy iść dalej. Mamy przed sobą wciąż daleką drogę". I co teraz? Czy będzie pokój? Czy może swe oblicze ujawni nowe zagrożenie? Idźcie dalej pewnym krokiem, ekipo Baśniowych twórców. Idźcie, trzymając poziom dotychczasowych jedenastu tomów, a będzie dobrze. 
"Baśnie (11): Wojna o pokój". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha, Niko Henrichon, Andrew Pepoy. Kolory: Lee Loughridge, Andrew Pepoy. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2013

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Baśnie (10): Dobry książę - Willingham

"Dobry książę" to prawdziwa bajka. Zamiast skupiać się na najpopularniejszych postaciach serii, autorzy wyrzucili przed szereg jednego z drugoplanowych bohaterów, kompletnie przemeblowali jego charakter i z niewiele znaczącego sprzątacza uczynili królem. I choć w dziesiątym tomie "Baśni" odnaleźć możemy mnóstwo wątków dla serii bieżących i istotnych, tak naprawdę po odłożeniu książki na półkę miałem w głowie jedno: baśniową wyprawę Muchołapa w Strony Rodzinne celem założenia tam (w sposób bezkrwawy) królestwa-przystani.
Przebudzeniu i drodze do chwały towarzyszy dobroć i sprawiedliwość, a Baśniowcom dodane zostają elementy arturiańskie. Willingham robi należyty użytek z sir Lancelota i Excalibura - zapomniany rycerz i miecz, czyniący z jego właściciela niepokonanego wojownika pozwalają mu na wykręcenie niezłego numeru Czytelnikom i zaserwowanie im jednego z najciekawszych (jeśli nie najciekawszego) punktów zwrotnych w historii serii. Takiego, który kompletnie zmienia układ sił między Adwersarzem a Baśniowcami.
Wyprawa Muchołapa ma wszystko, czego potrzeba porządnej bajce - kompletowanie drużyny przez przyszłego króla, podróż przez ziemie wyklęte, wiszącą w powietrzu zdradę, magię, wielkie bitwy, solidarność, braterstwo, wolność, morał ...scenarzysta komponuje z tych składników wciągającą opowieść, pozwalając na powrót kilku zapomnianych postaci z pierwszych tomów serii. Jednym z nich daje szansę na odkupienie, innych pogrąża jeszcze bardziej. A jednocześnie stawia znak równości pomiędzy ową baśnią a reality shows. Dzisiaj jednych zamyka się w domach wielkiego brata, a innych przed telewizorami. Podobnie jest w "Baśniach" - podczas, gdy Muchołap kontynuuje swoją misję, mieszkańcy Baśniogrodu wcinają popcorn i urywają się z pracy, gapiąc się w zaczarowane lustro.
"Dobry książę" jest również odpowiedzią Baśniowców na niecne knowania popleczników Adwersarza, zaprezentowane w tomie "Synowie imperium". Bigby i spółka, wiedząc, że wojna wisi w powietrzu, błyszczą intelektem znacznie bardziej niż wrogie im siły i - poza prezentowaną w poprzednich albumach - partyzantką, wcielają w życie kilka długofalowych planów obronnych. Cwana strategia w połączeniu z podziemną wręcz działalnością Muchołapa (bo poza magią, książę ucieka się również do niemalże prasy niezależnej), pokazują, że Adwersarz i Dżepetto mogą mieć w przyszłości duże problemy. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że przeciwnicy Baśniowców zostali w omawianym tomie potraktowani nieco po macoszemu i ukazani jako tępawi, żądni krwi i władzy, tyrani.
"Dobry książę" to bajka z obowiązkowym morałem (lub nawet: morałami). Będąc opowieścią niezależną, bardzo sprawnie pcha główny wątek do przodu, jednocześnie odpowiadając Czytelnikom na kilka ważnych pytań, którymi zaprzątali sobie głowę od dawna. Wszystko w tej odsłonie serii Willinghama podporządkowane jest snuciu opowieści - warto więc przymknąć oko na nielogiczności i dać się w tę opowieść wciągnąć.
Baśnie (10): Dobry książę. Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha, Aaron Alexovich, Andrew Pepoy. Kolory: Lee Loughridge. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

piątek, 26 października 2012

Baśnie: Synowie imperium - Willingham

Jeśli prawdziwą jest teza o tym, że seria zebrana w albumy na przemian proponuje czytelnikom momenty lepsze i gorsze, to - po słabych Wilkach - Synowie imperium powinni być skazani na sukces. Faktycznie jest lepiej. Willingham obudził się z długiego snu, a do powracającego do formy Buckinghama dołączył niesamowity Mike Allred. Dużo Baśniom dał również powrót do przeszłości - powolny proces przyzwyczajania czytelników do nowej ekipy zarządzającej Baśniogrodem, został wsparty gościnnymi występami dawnego szefostwa. Dodam, że występami nie pretekstowymi, bo i Bigby i Śnieżka skradli show Uroczemu, Pięknej i Bestii.
Dziewiąty album Baśni to sprawozdanie z posiedzenia, na którym wielcy Stron Rodzinnych, na czele z Dżepetto, debatują o planach zniszczenia Baśniogrodu. Gadające głowy i proste rozwiązania (dłogofalowy plan zakłada - w skrócie - desant szpiegów, rozwalenie Baśniogrodu od wewnątrz i wielki armagedon), zostają wsparte bardzo żywą wizualizacją tego, co ma się stać. Plagi, będące częścią planu, są bardzo sugestywne, a ich efekty wyglądają jak wzięte z wysokobudżetowych filmów katastroficznych. Będąc świadkiem tych zdarzeń, czytelnik zdaje sobie jednak sprawę, że nie będą one miały miejsca; że jest to jedynie alternatywa. To, co wynikło z dysput tyranów zgromadzonych przy stole, pozwoliło scenarzyście stworzyć opowieść w opowieści. Co ciekawe, absurdalny plan Królowej Śniegu, zostaje w kolejnych częściach komiksu rozładowany przez kolejną alternatywę - wizję Pinokia, byłego Baśniowca, który ze sprytem (wymuszonym wypiciem odpowiedniego eliksiru) wskazuje uchybienia w pierwotnych, zbyt optymistycznych założeniach, i zdradza swoje rozwiązania, oparte na wieloletnim doświadczeniu. Tęgie głowy debatują, a czytelnik dostaje dwie różne wersje zakończenia baśniowych opowieści. Jedną po zaślepieniu tyranią, drugą po piwku. Obie odmienne od rzeczywistości, która dopiero nadejdzie.
Mając na uwadze baśniowy charakter komiksu i przewijanie się przez jego karty postaci znanych każdemu dzieciakowi, należy wspomnieć o roli, jaką w omawianej opowieści odgrywają Jaś, Małgosia i Baba Jaga. Losy tych postaci obserwujemy w retrospekcjach, a ich tłem są czasy polowań na czarownice. Jaś jest Lordem Jasiem, a Małgosia? Warto sprawdzić.
Buckinghamowska wizja Baśniowców ponownie wsparta została gościnnymi występami kolegów z branży - wspomniany już Mike Allred ilustruje opowieść o stosunkach na linii ojciec - syn (Wiatr Północny - Bigby), a cała rzesza rysowników uczestniczy w interesującym projekcie zatytułowanym Palące pytania. Eksperyment polegał na tym, by zadawane przez czytelników komiksu pytania dotyczące bohaterów serii przedstawić w formie krótkiego komiksu. Jeśli więc Duncan Berry z Burnley w Anglii spytał "jak się mają nowe trzy małe świnki?", to Willingham i Joelle Jones poświęcili jedną planszę komiksu, by mu na nie odpowiedzieć. Na pytanie "Czy Jaś zostawił jakieś wiadomości, nim na zawsze wyjechał z Baśniogrodu?" zadane przez Jima Hotchkina z Sain Paul w Minnesocie, na dwóch stronach odpowiada scenarzysta wraz z rysownikiem Andrew Pepoyem. Poziom tych prac jest różny - niektóre sprawiają wrażenie spontanicznych, robionych na kolanie, ale występy Jill Thompson i Johna K. Snydera III nie powinny pozostać niezauważone. Ogólnie rzecz biorąc - bardzo sympatyczny i niekonwencjonalny dodatek.
Synowie imperium to udany odcinek serialu, który zdołał wypracować sobie solidną markę i w Polsce. Fani nie będą zawiedzeni.
Baśnie: Synowie imperium. Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha, Michael Allred, Andrew Pepoy, D'Israeli, Gene Ha, Joelle Jones, Barry Kitson, David Lapham, Joshua Middleton, Inaki Miranda, M.K. Parker, Jim Rugg, Eric Shanower, John K. Snyder III, Jill Thompson. Kolory: Lee Loughridge, Laura Allred, Eva de la Cruz. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl
Inne recenzje serii:

środa, 3 lutego 2010

"Baśnie: Strony rodzinne"

Autor: Dominik Szcześniak

Bill Willingham,
scenarzysta serii, operuje popularnym i sprawdzonym szablonem: wyciszając akcję i spowalniając jej tempo, w odpowiednim momencie przyspiesza, dając Czytelnikowi potężnego kopniaka rozrywki. Odwracając uwagę od bohaterów, pełniących dotychczas główną rolę i najbardziej lubianych przez publikę, interesującymi czyni kilka kolejnych postaci. I wreszcie przenosząc akcję w zupełnie nowe rejony i diametralnie inne środowisko, ingeruje w język komiksu, do jakiego się przyzwyczailiśmy.

"Strony rodzinne" rozgrywają się bowiem nie w Baśniogrodzie, a w miejscu, skąd wszyscy Baśniowcy pochodzą. Klimat tego miejsca Willingham ukazuje za pomocą zestawienia współczesnego języka i takich również zachowań wędrującego po stronach rodzinnych Niebieskiego z typowymi dla gatunku baśni dialogami tych, którzy dziewiczych terenów nigdy nie opuścili. Ten oparty na kontraście zabieg skutkuje przede wszystkim świetnymi wstawkami humorystycznymi. Jest również wyraźnym, świadomym rozgraniczeniem obszarów, na których w bardzo różnorodny sposób może sobie poczynać autor.

Szósty tom serialu na tacy podaje Czytelnikowi tożsamość tajemniczego Adwersarza, sprawcę wszystkich nieszczęść, jakie dotknęły Baśniowców. I o ile posiłkując się przesłankami, zawartymi w poprzednich tomach, można było zagadkę głównego czarnego charakteru rozwiązać, o tyle samo wyjaśnienie jego poczynań i ukazanie pobudek, jakie ni
m kierowały, można uznać za bardzo zaskakujące. Podobnie zaskakująca jest dwuczęściowa opowieść skupiająca się na Jacku, który staje się hollywoodzkim magnatem i wręcz bogiem kina. Daje nam ona wyraźny sygnał, że Willingham ma głowę pełną znakomitych pomysłów, a ich rozegranie przychodzi mu z łatwością. Zresztą, z takich odpryskowych historii często powstawały mini - serie, bądź - jak w przypadku wspomnianego Jacka - regularne, odcinkowe komiksy.

A propos zaskoczeń - zaskakujące jest jeszcze to, że scenarzysta nie patyczkuje się ze swoimi bohaterami. Bez sentymentów pozbywa się bardzo istotnych postaci. Bez wahania prokuruje wydarzenia, które rzeczywiście zmieniają oblicze tej serii. Porównując tom pierwszy z szóstym, można postawić tezę, że "nic już nie jest takie samo, jak kiedyś" - czyli tezę, charakterystyczną np. dla serii "X-Men", w której operowanie tego typu sloganami było tak samo częste, jak bezzasadne. W "Baśniach" Willingham stawia bohaterów przed trudnymi wyborami i wrzuca ich na drogi bez powrotu, dając im odczuć na własnej skórze skutki swojego postępowania.

Bo "Baśnie" to nie bajka. To życie.
"Baśnie: Strony rodzinne". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunek: Mark Buckingham, David Hahn, Steve Leialoha, Lan Medina, Dan Green. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska 2010

poniedziałek, 4 stycznia 2010

"Baśnie: Cztery pory roku"

Autor: Dominik Szcześniak

W przypadku serialu komiksowego bardzo istotni są jego bohaterowie oraz fabuła, w jaką zostają wplątani. Zazwyczaj scenarzysta takiej serii dysponuje jednym dużym pomysłem na fabułę, którą stopniowo, krok po kroku serwuje w kolejnych odcinkach; czasem przedstawia losy swych bohaterów w wielu, zamkniętych historiach. Willingham w "Baśniach" wykorzystuje obie te formuły. Szanując fabułę, pozwala bohaterom odetchnąć między wielkimi wojnami. Honorując swoich protagonistów, poświęca dużo uwagi ich prywatnym życiom i zależnościom, jakie między nimi zachodzą. Po wybuchowym, pełnym akcji "Marszu drewnianych żołnierzyków" Willingham proponuje Czytelnikom takie właśnie uspokojenie biegu zdarzeń. A jakiż inny tytuł bardziej pasowałby do tego rodzaju komiksu, niż "Cztery pory roku"?

Piąty już tom serii spod skrzydeł Vertigo jest przede wszystkim powrotem do wszelkich spraw, w załatwieniu których przeszkodziła obrona Baśniogrodu przed armią żołnierzy Adwersarza. Odbywają się wybory, zmieniają się władze, a Królewna Śnieżka przechodzi kilkudziesięciogodzinny poród, którego rezultaty w znacznym stopniu wpłyną na jej związek z Bigby'm. Willingham odsłania kilka nowych kart, związanych z postaciami Baśniowców i eksplorując swoje uniwersum, pisze znakomitą historię obyczajową. A żeby nie było zbyt spokojnie, sięga do przeszłości Bigby'ego i ukazuje jego perypetie wojenne. Są naziści, jest akcja i jest znany już chociażby z komiksów o Hellboyu motyw stworzenia przez hitlerowców armii potworów (tym razem ich produkcją zajmują się w zamku Frankensteina).
Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów serii, gościnnym występem rysowniczym uraczył nas kolejny twórca. Tym razem jest to Tony Atkins, sprawną, realistyczną kreską przedstawiający wojenne przygody Psiej Kompanii i Bigby'ego Wilka. Reszta albumu to już finezyjna zabawa z kompozycją planszy w wykonaniu Marka Buckinghama - tym razem charakterystycznym zastosowanym przez niego elementem jest widniejący na górze strony znak graficzny, oznajmiający gdzie (farma, miasto) lub w jakich okolicznościach (wybory, poród) rozgrywa się akcja na danej stronie. Ciekawy zabieg. Baśniowy.

Choć nastrój panujący w tym tomie jest względnie spokojny, nie brak w nim drastycznych zmian - w związku z nowymi władzami pojawiają się nowi urzędnicy, a administracja Baśniogrodu musi obejść się bez pomocy kilku kluczowych postaci. Willingham pod koniec lektury zostawia Czytelników z wieloma pytaniami. Ręczę, że odpowiedzi na nie będziecie wyczekiwać z niecierpliwością. A niecierpliwość Czytelnika jest wystarczająca rekomendacją danego produktu.

"Baśnie: Cztery pory roku". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunek: Mark Buckingham, Tony Atkins. Tusz: Steve Leialoha, Jimmy Palmiotti. Kolory: Daniel Vozzo. Wydawca: Egmont 2009

sobota, 2 stycznia 2010

"Baśnie: Marsz drewnianych żołnierzyków"

Autor: Dominik Szcześniak

Trzymające w napięciu seriale telewizyjne, efektowne produkcje filmowe i bajki, które każdy z nas pamięta z dzieciństwa łączą się w zwartą całość pod czujnym okiem Billa Willinghama, scenarzysty komiksu "Baśnie". Pozycja ta jest maksymalnie wciągającą lekturą, na której kartach Czytelnik może co chwila ze zdumieniem odkrywać kolejnych znanych mu już bohaterów w niekoniecznie znanych mu do tej pory rolach społecznych.

Poświęcając pierwsze tomy serii na prezentację sytuacji Baśniowców (podział na żyjących w mieście i na farmie), oraz na relacje między nimi, Willingham idealnie przygotował grunt pod wydarzenia, rozgrywające się w "Marszu drewnianych żołnierzyków". Oto spokojny żywot Baśniowców zostaje zachwiany nagłym wtargnięciem żołnierzy Adwersarza. Marsz drewnianych "braci" Pinokia kończy się totalną bitwą o Baśniogród, spychając na nieco dalszy plan inne ważne wydarzenia: wybory na burmistrza, zainicjowane przez Księcia Uroczego, poranne mdłości Śnieżki oraz sercowe perypetie jej asystenta - Niebieskiego Chłopca.


Bardzo umiejętne, niezachowawcze traktowanie postaci z baśni, legend i podań powoduje, że album czyta się niezwykle płynnie i sprawnie, a szokujące zawieszenia akcji nie pozwalają odłożyć książki przed jej ostatnią stroną. Willingham zaszalał. Mając i tak sporą ilość głównych bohaterów serii, postarał się o multum nowych, wprowadzając tym samym powiew świeżości, szczyptę humoru i nieco wzruszeń. Uciekając się do retrospekcji, traktującej o obronie ostatniego zamku w rodzinnych krainach Baśniowców, z powodzeniem zastosował klamrę, spajającą to wydarzenie z walką, mającą miejsce w ostatnich rozdziałach opowieści.


Baba Jaga, Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, trzy misie, Piękna i Bestia i korowód innych bohaterów w ujęciu Willinghama niekoniecznie nadają się na bohaterów bajek, które można czytać dzieciom. "Baśnie" to komiks dla dorosłych. Nie tylko przez wzgląd na "seks i przemoc", ale - przede wszystkim - na dość skomplikowaną budowę świata przedstawionego. Autor nie tylko skupia się na rozbudzających wyobraźnię, "bajecznych" sprawach, lecz wnika również w strukturę społeczną i administracyjną Baśniogrodu, porusza kwestie rasizmu, wolności, polityki, tworząc tym samym swoje własne uniwersum, które z każdym kolejnym tomem sprawia wrażenie coraz bardziej przemyślanego.


Świetnie napisanym dialogom, składającym w skład sprawnie opisanej fabuły towarzyszą równie fachowe rysunki. P. Craig Russell, znany w Polsce chociażby ze współpracy z Neilem Gaimanem, wchodzi tutaj w charakterystyczną dlań rolę "artysty gościnnego" i ilustruje retrospektywną część komiksu, całą resztę zostawiając Markowi Buckinghamowi. Obaj zostali odpowiednio przydzieleni do fabuł - Russell znakomicie czuje się w "dworskich", pełnych przepychu i wspaniałych strojów historiach, a Buckingham bryluje w opowieściach, dziejących się współcześnie. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż ten drugi rysownik - niegdyś współpracując z Chrisem Bachalo - w dużej mierze oparł swój styl na jego pracach. Buckingham jest regularnym artystą "Baś
ni" i w odróżnieniu od szablonowych rysowników z innych serii Vertigo, potrafi przyciągnąć uwagę nietypowym kadrowaniem i stylem lekko odbiegającym od tzw. "realistycznego".

Na polskim rynku mamy kilka serii. Jest "Hellblazer", który póki co ma swoje wzloty i upadki, są "Żywe trupy", które potrafią wynudzić, po czym atakują ze zdwojoną siłą; są też inne, mniej lub bardziej nierówne. "Baśnie" na ich tle są rodzynkiem, polepszającym się z albumu na album. Willingham i spółka zarządzili i - zanim zrecenzuję wydany niedawno piąty tom serii - pozwolę sobie przyznać "Baśniom" tytuł "najlepszej serii komiksowej" w minionym
roku według "Ziniola".

"Baśnie: Marsz drewnianych żołnierzyków". Scenariusz: Bill Willingham.
Rysunek: P. Craig Russell, Mark Buckingham, Craig Hamilton, Steve Leilaloha. Kolor: Daniel Vozzo, Lovern Kindzierski. Tłumaczenie: Maja Kostecka. Wydawca: Egmont 2009