Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 14 lipca 2013

Baśnie (11): Wojna o pokój - Willingham

Koniec wojny. Nie jest to spoiler, a raczej długo wyczekiwana wiadomość dla tych, którzy rozciągnięciem wątku na 75 odcinków zeszytowych "Baśni" (lub 11 wydań zbiorczych serialu) byli już znudzeni oraz dla tych, którzy śledzili go z nieustannymi wypiekami na twarzy. Rozbudowana, wielowątkowa saga na sam koniec przybiera postać wojennego, szpiegowskiego romansu, który równie dobrze mógłby być zakończeniem perypetii Baśniowców. 

Wizje triumfu Adwersarza, w jakie bogaty był poprzedni tom "Baśni" zostają zrewidowane w rzeczywistości tomu jedenastego. To ekipa Baśniogrodu jest stroną atakującą w wojnie o pokój, a ich atak przeprowadzony jest według skrupulatnie przygotowanego planu. Zanim jednak pierwsza armata wystrzeli, by czytelnik nie doświadczył znudzenia, Willingham oferuje chwilę oddechu w dwóch kilkuodcinkowych historiach, z których pierwsza dotyczy uczucia Niebieskiego do Czerwonej Róży, a druga - szpiegowskich perypetii Kopciuszka. Obie historie są popisowymi utworami scenarzysty, czego zasługą są przede wszystkim świetnie rozpisane dialogi oraz humor w ilościach śladowych, lecz wystarczających. Willingham trafnie nawiązuje do filmów szpiegowskich, ustami Kopciuszka - najlepszej agentki, jaka kiedykolwiek żyła - zdradzając czytelnikom tajniki pracy wywiadowczej. Z tego kompendium wiedzy i James Bond mógłby się czegoś nauczyć.

Wojna o pokój, będąca głównym tematem tomu, obfituje w zwroty akcji, interesujące założenia taktyczne, indywidualne pojedynki i pełne poświęcenia dla sprawy historie jednostek. Willingham swoim zwyczajem nawiązuje do konkretnych baśni - robi to z wdziękiem i w odpowiednim momencie (tu warto wspomnieć o zgrabnym wykorzystaniu pewnej postaci do bezkrwawego zdobycia stolicy imperium Adwersarza). Dodatkowo, ciągle dba o drugi plan, nawet nieistotnych żołnierzy czyniąc "złodziejami scen" (jak choćby informatora, zdającego sprawozdanie Adwersarzowi i Królowej Śniegu).

Baśniowy rysownik-weteran, Mark Buckingham, swoim zwyczajem zadbał o atrakcyjne eksperymenty, widoczne szczególnie w historii o Kopciuszku. W kompozycyjnym szaleństwie miała swój udział śmietanka rysowników, którym autor za pomoc w tychże śmiałych poczynaniach z kadrem serdecznie zresztą podziękował na kartach komiksu. Buckingham odpowiedzialny jest za lwią część albumu - tylko otwierającą album historię o Niebieskim narysował inny artysta - Niko Henrichon. W porównaniu z regularnym rysownikiem serii, wypadł on jednak słabo.

W posłowiu scenarzysta Bill Willingham pisze: "Oto więc znaleźliśmy się w siedemdziesiątym piątym zeszycie. Zatrzymaliśmy się na chwilę, by złapać oddech, ale czas najwyższy iść dalej. Mamy przed sobą wciąż daleką drogę". I co teraz? Czy będzie pokój? Czy może swe oblicze ujawni nowe zagrożenie? Idźcie dalej pewnym krokiem, ekipo Baśniowych twórców. Idźcie, trzymając poziom dotychczasowych jedenastu tomów, a będzie dobrze. 
"Baśnie (11): Wojna o pokój". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Steve Leialoha, Niko Henrichon, Andrew Pepoy. Kolory: Lee Loughridge, Andrew Pepoy. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2013

Brak komentarzy: