Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 15 stycznia 2012

Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Stulecie: 1910 - Moore/O'Neill

Autor: Dominik Szcześniak
Londyn z roku 1910 wzywa. Londyn AD 1910 potrzebuje pomocy. A kto niesie pomoc lepiej niż Liga Niezwykłych Dżentelmenów, składająca się z przeróżnych, znanych literaturze postaci? Alan Moore, słynący z chorobliwej skrupulatności, i tym razem nie szczędzi czytelnikowi cytatów i nawiązań, z których jedne zidentyfikować można od razu, a innym należy poświęcić kilka chwil. Na przekór filmowej adaptacji rzeczonego komiksu - płytkiej, zrobionej bez polotu i z nastawieniem na tanie zagrywki - Moore realizuje swój projekt ponad poziomami banału i tandety.
Zapewniają mu to nie tylko wspomniane cytaty, a raczej przede wszystkim znakomita kompozycja albumu oraz zachowanie przygodowego charakteru przy tej dość sporej ilości nawiązań. Wiodącą inspiracją jest Opera za trzy grosze Brechta i Weila, nadająca albumowi rytm właściwie od początku do końca, od sceny prezentującej Janni Dakkar przy łożu umierającego Kapitana Nemo, aż po tragiczny finał. Obok owej wiodącej inspiracji istnieje główny wątek komiksu, jakim jest próba zapobieżenia zagładzie Londynu przez członków Ligi. Istotnym problemem, jaki swoim bohaterom zafundował Moore jest brak jakichkolwiek informacji na temat tego, co ową zagładę spowoduje. Opcje, jakie z zaciekawieniem powinien rozpatrywać również czytelnik, to: kometa Halleya? Złowrogi kult? Plany stworzenia Księżycowego Dziecka snute przez Olivera Haddo? Zbliżająca się koronacja? A może powrót mordercy prostytutek z White Chapel?
Ripperologia to konik Alana Moore'a; zagadnieniu morderstw dokonanych przez Kubę Rozpruwacza poświęcił album Prosto z piekła z rysunkami Eddiego Campbella. W Stuleciu jest on obecny oczywiście nie na tak dużą skalę, natomiast stanowi bardzo istotny aspekt fabularny. Jest ich zresztą znacznie więcej: wyróżniłbym tutaj fenomenalnie rozegrany wątek więźnia Londynu, Andrew Nortona. Wśród tego nagromadzenia zagadnień, właściwie tylko jedno dotyczy samej grupy i absolutnie nie jest dla niej niczym przyjemnym: otóż, ekipa ma kryzys i nie daje sobie rady.
Komiks czyta się wyśmienicie, co w gruncie rzeczy jest zasługą idealnej współpracy Moore'a z Kevinem O'Neillem. Każdy rysunek współpracuje z dymkiem, który się na nim znajduje. Nie ma w kadrze nic niepotrzebnego. Co więcej - to, w jaki sposób Moore opracowuje zagadnienia o jakich pisze i jak dużo smaczków do nich wprowadza, pozwala ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że mnóstwo owych specjałów znajduje się właśnie w wyrysowanych przez O'Neilla kadrach. Jego współpraca z kolorystą, Benem Dimigmaliwem, przynosi m.in. niesamowitą wizję Nautilusa i wspaniały Londyn tamtych czasów.
Dwa główne wątki łączą się w spektakularnym finale, który jest fantastycznym przykładem dotyku geniuszu Alana Moore'a. Podczas lektury serce zaczyna bić mocniej - kameralny początek z czasem przeradza się w rozbudowaną, trzymającą w napięciu fabułę, zakończoną istną bombą.
Pierwszy tom trylogii Stulecie to absolutne mistrzostwo. Moore i O'Neill w najwyższej formie. Przeznaczony głównie do czytelników obeznanych w literaturze, ale również dla tych kojarzących jedynie Excalibur, Sherlocka Holmesa i Verlaine'a powinien być świetną zabawą.
Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Stulecie: 1910. Scenariusz: Alan Moore. Rysunek: Kevin O'Neill. Kolor: Ben Dimagmaliw. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont 2010
Komiks możesz zakupić tutaj: Incal

2 komentarze:

Maciej Gierszewski pisze...

tak, to takie komiksowe fikołki dla erudytów.
następny tom "Stulecia" jeszcze mocniej napakowany jest intertekstualnymi grami...

Maciej Pałka pisze...

Moim zdaniem nie aż tak bardzo. Pierwsze dwa tomy są dla nas łatwiejsze bo zazębiają się programem nauczania naszych podstawówek i ogólniaków. A "stulecie" to już w większości popkult. Dla mnie bomba. Zwłaszcza drugi tom.