Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 12 marca 2012

Moe - Nowacki

Autor: Łukasz Kowalczuk
Piotr Nowacki serwuje czytelnikowi krótki, autorski komiks wydany w schludny sposób, w poręcznym formacie, w czerni i bieli. 
Pies o imieniu Moe (co do którego nie mamy stuprocentowej pewności, że jest psem) zmaga się z czarną plamą, walczy o kość i znajduje miłość. Jest onirycznie i psychodelicznie. Główny bohater przeżywa na zaledwie 20 stronach całą masę przygód. Przypomina to wszystko starą czarno-białą kreskówkę Disneya z niespodziewanymi sytuacjami, które następują po sobie w zawrotnym tempie. Zresztą postać Moe nawiązuje do bohaterów retro, z drugiej strony bez większego problemu możemy wskazać autora. Podoba mi się to. 
Według promującej komiks notki, Moe jest „Pełen emocji i wzruszających momentów. Powodujący śmiech i prowokujący do myślenia. Zawierający ogromny ładunek bezkompromisowej rozrywki i pozbawiony banału.” Ostatnie doświadczenia nauczyły mnie, że jednak nie należy takich tekstów lekceważyć.* 
Emocji i wzruszeń za wiele nie było. Reszta mniej więcej się zgadza, bo to niebanalny rozrywkowy komiks. Niestety, chyba nie odczytałem pewnych motywów we właściwy sposób przy pierwszym podejściu, przez co lektura nie była tak płynna jak być powinna. Prościej - nie zatrybiłem od razu o co chodzi. Składałbym to na karb layoutu.** Kadry są blisko siebie (szczególnie kiedy te są wypełnione rysunkiem po brzegi) i w sytuacji kiedy nie ma ramek pojawia się problem z odbiorem. 
Myślę, że ta historyjka znakomicie sprawdziłaby się jako krótka animacja albo komiks o jeszcze mniejszych gabarytach, np. z dwoma kadrami na stronie i większymi odstępami między nimi. Moe ma fajnego głównego bohatera, opiera się na ciekawym pomyśle, ale nie przekonał mnie do końca. W przypadku tego typu komiksów chyba najbardziej liczy się pierwsze wrażenie. Wolę Nowackiego w paskach albo rysującego do scenariuszy Bartosza Sztybora (tych z tekstem).*** 
*Recenzja NBC#3.
**Nie wykluczam też innej opcji – jestem na to za głupi :)
***O czym więcej w nadchodzącej recenzji Byle do Piątku 13. 
PS. Dziękuję autorowi za egzemplarz przesłany do recenzji. Normalnie bym tego nie napisał, ale to pierwszy taki przypadek więc jest mi po prostu miło.

Brak komentarzy: