Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len Wein. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len Wein. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 czerwca 2018

Swamp Thing #1 - Wein/ Wrightson

Sprawa tego zeszytu jest taka, że powstał i został opublikowany w roku 1972, czyli przed faktycznym startem linii Vertigo. ALE w 2002 roku wraz z originem postaci (House of Secrets #92) i numerami 2-10 wszedł w skład trade’a Swamp Thing: Dark Genesis, któremu pieczątkę Vertigo przybito bez większych rozterek.

Autorzy – Len Wein i Berni Wrightson – po napisaniu w 1971 r. ośmiostronicówki na potrzeby House of Secrets poczuli się tematem wyczerpani i nie chcieli pisać dalej. Złamali się jednak i tak Swamp Thing powstał z bagna raz jeszcze. Podobno ich początkowa niechęć miała źródło w osobistych przeżyciach, które skryli pod gęstą i wilgotną atmosferą bagien i nieudanych eksperymentów naukowych przedstawionych w komiksie.

Swamp Thing #1 świetnie rozwija skondensowaną w House of Secrets przypowiastkę o naukowcach Aleksie Olsonie (pierwszy Swamp) i jego żonie Lindzie Olsen Ridge, którzy kolejno padają ofiarą beznadziejnie zakochanego w Lindzie najlepszego przyjaciela Aleksa, Damiana Ridge’a. W Swamp Thing #1 Alex Olson „staje się” Alekiem Hollandem, a Linda Olsen Ridge Lindą Holland. Jedno ginie na dobre, drugie staje się „właściwym” Potworem z Bagien.

Swamp Thing #1-#10 duetu Wein/Wrightson ukazywał się od 1972 do 1974. Najbardziej znane wcielenie „zgniłozielonego” to zapewne późniejsza wizja Alana Moore’a, ale wciągnięcie tego klasycznego Swampa z lat siedemdziesiątych XX w. do linii Vertigo to żaden przypadek. Połączenie horroru i opowieści grozy rodem z Tales from the Crypt z suberbohaterstwem spod znaku DC idealnie bowiem do Vertigo pasuje. To także popis ręcznego kolorowania i niezwykłego tuszowania, czyli prawdziwa uczta dla oczu. Nic nie jest tu spłaszczone jak w komputerowo edytowanych dziś w większości planszach w komiksach majorsów. Wszystko gra wyraźnie jak na świetnie przygotowanym występie koncertowym – selektywność na medal! Każdy „instrument” słychać jak należy.
(Jakub Jankowski)
"Swamp Thing" #1. Scenariusz: Len Wein. Rysunki: Berni Wrightson. Kolor: Tatjana Wood. Wydawca: DC Comics, listopad 1972.

wtorek, 11 listopada 2014

Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz - Wein/ Lee/ Higgins/ Rude

To już koniec przygody z kontrowersyjnym projektem dopisania prequeli do dzieła Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. Cztery potężne tomy, zaserwowane przez wydawnictwo Egmont zaprezentowały różne podejścia scenarzystów, odmiennych stylistycznie rysowników i mniej lub bardziej udane pomysły. Do zdecydowanych plusów tych publikacji z perspektywy czasu można zaliczyć utwory Darwyna Cooke'a i Amandy Conner, czy też wywołującą łzę w oku kooperację ojca i syna Kubertów. Po stronie minusów należy z kolei wymienić nieudane próby Briana Azzarello. Istotną rolę w wymienianiu wad i zalet odgrywa najnowszy tom, stworzony przez starego wyjadacza - scenarzystę Lena Weina oraz trzech rysowników: znanego w Polsce z semicowych "X-Menów" oraz cyklu "Mroczna Wieża" Jae Lee, Johna Higginsa, który pokolorował oryginalnych "Strażników" oraz Steve'a Rude. Na pierwszy rzut oka nie są to nazwiska takiego formatu, jak ich poprzednicy, którzy wzięli na warsztat rozszerzanie wymyślonej przez Alana Moore'a historii, jednak zdecydowanie odradzałbym ich ignorowanie.
Już pierwsza historia, opowiadająca o Ozymandiaszu, to partia popisowa scenarzysty i rysownika oraz prawdopodobnie najlepsza opowieść z cyklu. Wein zdecydował się na autobiografię - oto więc mamy Adriana Veidta, najmądrzejszego człowieka na świecie, który na moment przed wtłoczeniem w życie znanego ze "Strażników" planu zaczyna opowiadać swoją historię. Od chłopca, który w związku ze swoją wiedzą, skazany jest na publiczne wykluczenie, po obrzydliwie bogatego boga - Wein ukazuje motywacje i religijno-filozoficzne inspiracje Ozymandiasza, jego wpływ na przebieg światowych wydarzeń i próby inwigilowania "przyjaciół w kostiumach" (i nie tylko). W ujęciu doświadczonego scenarzysty, garściami czerpiącego z Crowleya i serialu "Po tamtej stronie", Veidt wychodzi poza ramy szaleńca w dziwnych fatałaszkach, stając się człowiekiem z planem, kiełkującym w nim od dziecka. Wypruty z emocji, posiadający niemal nieskończoną wiedzę i mający świadomość wszystkiego, co się stanie - pisanie o takiej postaci to wyzwanie. Len Wein mu sprostał, tworząc płynną (i mądrą) narrację, dopełnioną krwistymi dialogami. Do boskiego poziomu głównego bohatera i scenarzysty dostosował się Jae Lee, który oparł wszystkie plansze na nietypowej kompozycji, polegającej na zastosowaniu na każdej z nich (nie licząc splashów) kolistych kadrów. W połączeniu z delikatną, niezwykle precyzyjną kreską, powstał efekt niezwykły. 
Podobnie, jak wątek Veidta w "Strażnikach" dopełniał piracki komiks, zatytułowany "Opowieści o Czarnym Okręcie", tak i w "Początku" pewną, choć znacznie mniejszą rolę odegrał komiks marynistyczny. "Klątwa Karmazynowego Korsarza" pomyślana została jako seria dwuplanszowych epizodów, ukazujących się w niemal każdej z "początkowych" publikacji. Zajmujący się scenariuszem Len Wein, po kilku odcinkach przekazał pałeczkę pisarza rysownikowi, tym samym czyniąc Johna Higginsa jedyną postacią, która na przestrzeni lat brała udział zarówno w pierwotnej serii, jak i w jej prequelu udzielając się jako scenarzysta, rysownik i kolorysta. Co do poziomu komiksu - opowieść o losach Gordona McClachlana nie ma tak dużej siły rażenia, jak pierwowzór, ale za to jest typową piracką przygodówką, w której prawy marynarz trafia na Latającego Holendra, po czym wyrusza na podróż w nieznane w celu ocalenia swojej duszy przed tytułową klątwą.
Porządne czytadło, jakim jest "Klątwa" pod koniec albumu ustępuje miejsca krótkiej, tragikomicznej opowieści o Dolarówce. Utrzymany w klimacie "Kick-Assa" (choć bez lejącej się strumieniami krwi i latających w powietrzu bluzgów) komiks rzuca światło na hochsztaplerkę Gwardzistów, posiłkując się przykładem młodzieńca, który marząc o karierze filmowej, trafia w tryby bankowej reklamy, a zapamiętany zostaje jako ten, który zginął najbardziej groteskową śmiercią. Scenariusz Weina jest krótki i treściwy, rysunki Steve'a Rude - cartoonowe i trafiające w klimat.
Ostatni album cyklu to zaskakująco dobre nawiązanie czy też rozwinięcie pewnych pomysłów Alana Moore'a. Napisane przez Lena Weina historie nie są wymuszone, a wśród idealnie dobranych do fabuł rysowników zdecydowanie wybija się Jae Lee, po mistrzowsku radzący sobie z zadaniem. Gdybym spośród czetrech albumów cyklu "Strażnicy - Początek" miał wskazać jeden, najlepszy - bez wątpienia byłby to "Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Kawał porządnej rozrywki i zerowa profanacja oryginału. Warto.
"Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Scenariusz: Len Wein, John Higgins. Rysunki: Jae Lee, John Higgins, Steve Rude. Kolory: June Chung, John Higgins, Glen Whitmore. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal