Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strażnicy - Początek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Strażnicy - Początek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2014

Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz - Wein/ Lee/ Higgins/ Rude

To już koniec przygody z kontrowersyjnym projektem dopisania prequeli do dzieła Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa. Cztery potężne tomy, zaserwowane przez wydawnictwo Egmont zaprezentowały różne podejścia scenarzystów, odmiennych stylistycznie rysowników i mniej lub bardziej udane pomysły. Do zdecydowanych plusów tych publikacji z perspektywy czasu można zaliczyć utwory Darwyna Cooke'a i Amandy Conner, czy też wywołującą łzę w oku kooperację ojca i syna Kubertów. Po stronie minusów należy z kolei wymienić nieudane próby Briana Azzarello. Istotną rolę w wymienianiu wad i zalet odgrywa najnowszy tom, stworzony przez starego wyjadacza - scenarzystę Lena Weina oraz trzech rysowników: znanego w Polsce z semicowych "X-Menów" oraz cyklu "Mroczna Wieża" Jae Lee, Johna Higginsa, który pokolorował oryginalnych "Strażników" oraz Steve'a Rude. Na pierwszy rzut oka nie są to nazwiska takiego formatu, jak ich poprzednicy, którzy wzięli na warsztat rozszerzanie wymyślonej przez Alana Moore'a historii, jednak zdecydowanie odradzałbym ich ignorowanie.
Już pierwsza historia, opowiadająca o Ozymandiaszu, to partia popisowa scenarzysty i rysownika oraz prawdopodobnie najlepsza opowieść z cyklu. Wein zdecydował się na autobiografię - oto więc mamy Adriana Veidta, najmądrzejszego człowieka na świecie, który na moment przed wtłoczeniem w życie znanego ze "Strażników" planu zaczyna opowiadać swoją historię. Od chłopca, który w związku ze swoją wiedzą, skazany jest na publiczne wykluczenie, po obrzydliwie bogatego boga - Wein ukazuje motywacje i religijno-filozoficzne inspiracje Ozymandiasza, jego wpływ na przebieg światowych wydarzeń i próby inwigilowania "przyjaciół w kostiumach" (i nie tylko). W ujęciu doświadczonego scenarzysty, garściami czerpiącego z Crowleya i serialu "Po tamtej stronie", Veidt wychodzi poza ramy szaleńca w dziwnych fatałaszkach, stając się człowiekiem z planem, kiełkującym w nim od dziecka. Wypruty z emocji, posiadający niemal nieskończoną wiedzę i mający świadomość wszystkiego, co się stanie - pisanie o takiej postaci to wyzwanie. Len Wein mu sprostał, tworząc płynną (i mądrą) narrację, dopełnioną krwistymi dialogami. Do boskiego poziomu głównego bohatera i scenarzysty dostosował się Jae Lee, który oparł wszystkie plansze na nietypowej kompozycji, polegającej na zastosowaniu na każdej z nich (nie licząc splashów) kolistych kadrów. W połączeniu z delikatną, niezwykle precyzyjną kreską, powstał efekt niezwykły. 
Podobnie, jak wątek Veidta w "Strażnikach" dopełniał piracki komiks, zatytułowany "Opowieści o Czarnym Okręcie", tak i w "Początku" pewną, choć znacznie mniejszą rolę odegrał komiks marynistyczny. "Klątwa Karmazynowego Korsarza" pomyślana została jako seria dwuplanszowych epizodów, ukazujących się w niemal każdej z "początkowych" publikacji. Zajmujący się scenariuszem Len Wein, po kilku odcinkach przekazał pałeczkę pisarza rysownikowi, tym samym czyniąc Johna Higginsa jedyną postacią, która na przestrzeni lat brała udział zarówno w pierwotnej serii, jak i w jej prequelu udzielając się jako scenarzysta, rysownik i kolorysta. Co do poziomu komiksu - opowieść o losach Gordona McClachlana nie ma tak dużej siły rażenia, jak pierwowzór, ale za to jest typową piracką przygodówką, w której prawy marynarz trafia na Latającego Holendra, po czym wyrusza na podróż w nieznane w celu ocalenia swojej duszy przed tytułową klątwą.
Porządne czytadło, jakim jest "Klątwa" pod koniec albumu ustępuje miejsca krótkiej, tragikomicznej opowieści o Dolarówce. Utrzymany w klimacie "Kick-Assa" (choć bez lejącej się strumieniami krwi i latających w powietrzu bluzgów) komiks rzuca światło na hochsztaplerkę Gwardzistów, posiłkując się przykładem młodzieńca, który marząc o karierze filmowej, trafia w tryby bankowej reklamy, a zapamiętany zostaje jako ten, który zginął najbardziej groteskową śmiercią. Scenariusz Weina jest krótki i treściwy, rysunki Steve'a Rude - cartoonowe i trafiające w klimat.
Ostatni album cyklu to zaskakująco dobre nawiązanie czy też rozwinięcie pewnych pomysłów Alana Moore'a. Napisane przez Lena Weina historie nie są wymuszone, a wśród idealnie dobranych do fabuł rysowników zdecydowanie wybija się Jae Lee, po mistrzowsku radzący sobie z zadaniem. Gdybym spośród czetrech albumów cyklu "Strażnicy - Początek" miał wskazać jeden, najlepszy - bez wątpienia byłby to "Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Kawał porządnej rozrywki i zerowa profanacja oryginału. Warto.
"Strażnicy - Początek: Ozymandiasz/ Karmazynowy Korsarz". Scenariusz: Len Wein, John Higgins. Rysunki: Jae Lee, John Higgins, Steve Rude. Kolory: June Chung, John Higgins, Glen Whitmore. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2014.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal

wtorek, 3 grudnia 2013

Strażnicy - Początek: Komediant. Rorschach - Azzarello/ Jones/ Bermejo

"Strażnicy: Początek" to cykl mini-serii, wykorzystujących postaci stworzone przez Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa i dziejących się przed wydarzeniami opisanymi przez ten duet w słynnym komiksie "Strażnicy". Decyzja o ich publikacji została odebrana przez fanów jako zamach na świętość, a scenarzysta oryginału stanowczo odciął się od projektu. Czy słusznie zrobił?
Tak. 
Nie mógł inaczej. 
"Strażnicy" to dzieło kompletne, rozplanowane w najdrobniejszym szczególe i zdradzające o bohaterach dokładnie tyle, ile trzeba. Alan Moore, nawet gdyby zależało mu na produkowaniu forsy dzięki chodliwemu towarowi, nie napisałby dobrych scenariuszy i nie wymyśliłby niczego sensownego. Bo zrobił to niemal 30 lat temu i zamknął ten rozdział. Napisanie "nowych przygód" Rorschacha, Nocnego Puchacza, Komedianta, Jedwabnej Zjawy i innych trafiło więc do popularnych artystów, bijących rekordy sprzedażowe w czasach współczesnych. Za stworzenie serii o Komediancie i Rorschachu wziął się Brian Azzarello, a zilustrowania jego tekstów podjęli się J.G.Jones i Lee Bernejo. Czy im się udało?
Nie.
Bo co mogli zrobić mierząc się z dziełem kompletnym?
Jedyne co im wyszło, to fakt, że pozostali sobą i nie starali się naśladować autorów pierwowzoru. W sumie szkoda. Może gdyby skopiować sposób kadrowania Gibbonsa, nawiązać w grafice do lat 80. i choćby spróbować wybić się poza kiepskie jednozdaniowe wypowiedzi na rzecz literackiego języka, efekt byłby lepszy. Z drugiej strony, co może oznaczać sięganie do wydarzeń poprzedzających fantastycznie przemyślanych i bogatych w fenomenalne zabiegi formalne "Strażników"? Chyba tylko brodzenie w chaosie i brak koncepcji.
Komediant - rys. J.G.Jones
Z tych dwóch źródeł Azzarello czerpie pełnymi garściami. W opowieści o Komediancie sięga do polityki, w pudelkowym stylu ukazując znane twarze. Zażyła znajomość głównego bohatera z klanem Kennedych oraz wydarzenia, które miały miejsce podczas jego pobytu w Wietnamie stanowią trzon fabularny komiksu. Jego sednem jest natomiast ukazanie Komedianta - w "Strażnikach" określanego wręcz mianem "nazisty" - jako uosobienie "prawdziwego patrioty", takiego, który zdecydowanie, pięścią i nożem, przedkłada "swój kraj" nad dobro innych ludzi. Scenarzysta nie rozwija postaci stworzonej przez Moore'a. Mówi to, co już zostało powiedziane. Od siebie dodaje jedynie - co trzeba mu przyznać - porządne zakończenie.
Opowieść o Rorschachu jest natomiast thrillerem. Główny bohater niezależnie od policji próbuje ująć przestępcę zwanego Bardem, który morduje kobiety w Nowym Jorku i zostawia na ich ciałach romantyczne pamiątki. Sprawa staje się jeszcze trudniejsza, kiedy na drodze Rorschacha pojawia się wredny boss światka przestępczego - Mięsogłowy. Czy fatalną sytuację uratuje wątek miłosny (tak, przystojnym rudzielcem zaczyna interesować się pewna kobieta)? Czy finał będzie zaskakujący? Czy czytając ten komiks, Alan Moore utwierdziłby się jeszcze bardziej w swojej nienawiści do płytkich i schematycznych komiksów o superbohaterach?
"Tak" jest odpowiedzią tylko na ostatnie z powyższych pytań.
Gdy wybuchła (to dobre słowo) wiadomość, że powstanie seria prequeli do "Strażników" Moore'a i Gibbonsa stałem po stronie tych, którzy stwierdzili, że "fajnie, super, oryginału nie przeskoczą, ale może wyjdzie coś ciekawego". Teraz, choć nie staję tam, gdzie ci, co drą szaty i dostają wysypki na myśl o przeczytaniu tych komiksów, to jednak nie czuję się wzbogacony, a raczej lekko zażenowany. Dostałem komiks, który spłynął po mnie kompletnie, ale zarazem komiks, który dobitnie uświadamia jak niedoścignionym i wyjątkowym dziełem są "Strażnicy". Być może właśnie o to chodziło panom Azzarello, Jones i Bermejo. Ale czy naprawdę trzeba było zmarnować tyle papieru, by spróbować uświadomić oczywistość?
Rorschach - rys. Lee Bermejo
"Strażnicy - Początek: Komediant. Rorschach". Scenariusz: Brian Azzarello. Rysunki: J.G.Jones, Lee Bermejo. Kolor: Alex Sinclair, Tonny Avina, Lee Loughridge, Barbara Ciardo. Tłumaczenie: Jacek Drewnowski (red. merytoryczna: Tomasz Sidorkiewicz). Wydawca: Egmont Polska 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl, Incal, Picture Book.pl, Elemental