Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 6 grudnia 2009

"Shade, the Changing Man: The American Scream" - Milligan, Bachalo, Pennington

Autor: Dominik Szcześniak

Jakiś czas temu omówiłem jeden z zeszytów najbardziej znanej serii autorstwa Petera Milligana, a przy okazji jednej z tych, które stworzyły imprint Vertigo. Teraz nadszedł czas, by zająć się historią związku Shade'a z Milliganem od samego początku. "The American Scream" to album, który po raz pierwszy ukazał się w 2003 roku, jego reedycja w 2009, natomiast w zeszytowej wersji można było go przeczytać w roku 1990. Czy, mając niemal 20 lat na karku, "Shade, the Changing Man" nie jest przypadkiem oldschoolową lekturą dla komiksowych starców?

Wszyscy, którzy pamiętają takie historie jak "Wygłodniała trawa", czy "Golem z Gotham" (publikowane w polskim wydaniu "Batmana"), powinni być przygodami "Shade'a" usatysfakcjonowani. Jest to komiks absolutnie uniwersalny, świetnie skonstruowany i przede wszystkim - szalony do bólu. Opowieść zasadza się na przybyszu z
planety Meta, który w celach nie do końca sobie znanych trafia na Ziemię. Shade jest zmieniającym rzeczywistość kosmitą, tzw. "agentem umysłu". Na swojej planecie był spokojnym chłopcem, parającym się rozwojem duchowym i wielbiącym poezję. Na ziemi natomiast, wskutek niezidentyfikowanego błędu, trafia wprost do ciała wielokrotnego zabójcy, Troya Grenzera.

Towarzyszką Shade'a jest Kathy George. I właściwie w tej postaci Milligan kumuluje cały emocjonalny arsenał, jaki miał do dyspozycji w tym albumie. Poznajemy ją w momencie psychicznej degrengolady, wywołanej śmiercią rodziców i chłopaka. Shade pojawia się przed nią w postaci Grenzera. Ostatnimi ofiarami Grenzera byli rodzice Kathy. Jej
dochodzenie do siebie stanowi jeden z głównych wątków albumu, zgrabnie zresztą wpisujący się w tytułowy Amerykański Wrzask.

American Scream to bardzo jasne odwołanie do American Dream, podparte osobistymi doświadczeniami Milligana, który przed napisaniem tego albumu odbył wędrówkę po Stanach. W związku z tym, pod jego krytyczne pióro wpadły takie zjawiska, jak rasizm w południowych stanach, czy biznes filmowy. Milligan podał również swoją odpowiedź na pytanie "Kto zastrzelił JFK?". Wszystko to oczywiście w sposób bardzo niekonwencjonalny. Należy bowiem zaznaczyć, że wraz z przybyciem Shade'a nastąpiły zmiany w rzec
zywistości, a całe Stany ogarnęło Szaleństwo, pochodzące z Obszaru Szaleństwa. Dzięki temu Shade i Kathy stawiają czoła personifikacji Amerykańskiego Wrzasku oraz wielkiej głowie JFK, będącej współczesną wersją Sfinksa...

Komiks atakuje wielością przedziwnych zdarzeń, wymykających
się z ram standardowej narracji komiksowej. Milligan wrzucił do jednego kotła całe amerykańskie społeczeństwo, piętnując ich najbardziej wyraziste wady. Zrobił to w sposób bardzo rozrywkowy, lecz jednocześnie niedopowiedziany - po lekturze "Amerykańskiego Wrzasku" Czytelnik zostaje z mnóstwem pytań i kilkoma zaledwie odpowiedziami.

Warto wspomnieć o rysowniku tego komiksu. Chris Bachalo, znany ze swojego charakterystycznego stylu, tutaj jeszcze raczkuje, choć spod tuszu Marka Penningtona momentami przebijają już zwiastuny przyszłej kariery tego rysownika. Efektu dopełnia nieco archaiczna kolorystyka w wykonaniu Danny'ego Vozzo.

"Shade: The American Scream" to fantastyczne wejście w serię, która w późniejszych odsłonach będzie miała swoje wzloty i upadki. Przy okazji niniejszej recenzji, warto odnotować, że Milligan planuje wrócić do jednego ze swoich ulubionych bohaterów. Tak, jak kiedyś na łamach "Shade'a" wystąpił John Constantine, tak niebawem, na kartach "Hellblazera" zagości Shade. Jak stwierdził scenarzysta (w wywiadzie, który polecam), "John będzie w takich kłopotach, że właściwie jedynie Shade będzie mógł mu pomóc". Pozostało tylko czekać.

"Shade, the Changing Man: The American Scream". Scenariusz: Peter Milligan. Rysunki: Chris Bachalo. Inker: Mark Pennington. Kolor: Danny Vozzo. Wydawca: DC Vertigo 2003

8 komentarzy:

Maciej pisze...

A ja właśnie lubiłem najbardziej Bachalo w wersji Vertigowej.

Ziniol pisze...

ja również. W pierwszym tpb Shade'a jego rysunek jest jednak nieco archaiczny, podobnie jak innych twórców przy początkach Vertigo, nie sądzisz?
Bachalo rozkręca się już w drugim tomie Shade'a (recenzja za dwa dni na blogu), choć pełnię możliwości moim zdaniem osiąga jeszcze później, wraz ze zmianą inkera.
d.sz.

Bane pisze...

No i kolejny tekst o mistrzu... "Shade" jeszcze przede mną, kiedyś przywiozłem sobie kilka zeszytów (dużo późniejszych), jakiś czas temu zacząłem od początku. Dzieje się. Co do Bachalo - zgadzam się, jak najbardziej.

Maciej pisze...

Masz rację Ziniolu, mi chodziło o to w jakim kierunku Bachalo poszedł po przejściu do Marvela (i gdy zaczął współpracować na stałe z inkerem Timem Townsendem).

Może to też kwestia historii jakie teraz ilustruje?

lucek pisze...

Maciej: szczerze mówiąc, nie mam pojęcia co teraz ilustruje Bachalo, ale bardzo dobrze szło mu to za dawnych lat z Markiem Buckinghamem, który zresztą przejął nieco kreskę od niego i ich prace momentami wyglądają podobnie.
"Ghost Rider 2099" też nie był taki zły graficznie chyba...

Bane: walcz od początku, bo później można się nieco pogubić w akcji.

Bane pisze...

Być może Maciejowi chodzi między innymi o Steampunk? Dobrze myślę?

Jadę od początku, nie widzę innej możliwości.

Maciej pisze...

Chodzi mi o te różne efekciarskie przerysowane, przepakowane i kartunowe (w jego wersji) x-meny i inne spajdermany.

Maciej pisze...

Chociaż, w sumie właśnie sprawdziłem bibliografię Bachalo i widzę że pewne ciągoty do kartunowej krechy zaczął przejawiać dość wcześnie. W każdym razie bardzo lubię to co robił dla Vertigo.