Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOP 10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TOP 10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 stycznia 2018

Najlepsze serie 2017 roku

Redakcja Ziniola wybrała najlepsze serie komiksowe opublikowane w Polsce w 2017 roku. Oto one:
10. Gnat
Kuba: To klasyk, który dopiero tak daleko w podsumowaniu, bo Egmont wydał go w kolorze, który nie jest jakimś specjalnym plusem tej historii. W Gnacie nie chodzi o efekciarstwo (choć wydanie twardookładkowe prezentuje się ładnie), a o historię. Jeff Smith zagrał na strukturze „ważna jest droga, a nie kres wędrówki” i wygrał. Bardzo na plus również spolszczenie elementów świata przedstawionego - inaczej dużo humoru oryginału umknęłoby uwadze polskiego czytelnika. 
9. Bajka na końcu świata
Kuba: Przesympatyczna opowieść o tym, jak dziewczynka i pies poszukują rodziców w świecie post-apo. Prosta i zabawna historyjka, która wypchnęła w swojej kategorii z podsumowania Malutkiego liska i wielkiego dzika. Dla oddechu po ciężkich komiksowych norwidach należy się zrelaksować przy czymś, co czyta się łatwo i przyjemnie, a co przy tym nie robi z nas głupków.
8. Zabij albo zgiń/ The Black Monday Murders
Dominik: Dwie świetne serie ex aequo. Zabij albo zgiń to komiks od ekipy, która wie co robi, Ed Brubaker prowadzi swoją narrację w stylu serialowych hitów, a Sean Phillips rysuje na na swoim stałym, najwyższym poziomie. Zaś The Black Monday Murders to album, który zapowiadał się fatalnie - bo nie dość, że za sterami scenariusza stanął nudziarz Jonathan Hickman, to głównym tematem uczyniono tu zmiksowaną z okultyzmęm ekonomię, giełdę papierów wartościowych i kwestie związane z pieniądzem. A wyszło nadspodziewanie intrygująco. No i te znakomite w swojej kategorii rysunki!
7. ALIAS/ Dziedzictwo Jowisza
Dominik: W Dziedzictwie Jowisza Millar przejechał się po superbohaterach w sposób imponujący. Pokazał trykociarskie skrajności, a gości w rajtuzach potraktował brutalną prawdą. Jest tu i bezkompromisowość nawiązująca do prac duetu Ennis/Dillon, i zarys fabularny zbliżający się w pewnym momencie do Sagi Vaughana i Staples, i elegancko wmontowany motyw z serialu Lost i mnóstwo innych smaczków. Przede wszystkim jest jednak niezwykle sprawnie napisana historia traktująca o tym, czy z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność. W kontekście superbohaterstwa jest tu i utopia i wszelkie -izmy i dramat antyczny. Alias z kolei to kolejny z komiksów nurtu okołosuperbohaterskiego, który nie traktuje czytelnika jak głupca. Z zamkniętych czwartym tomem przygód Jessiki Jones można gładko przeskoczyć do Daredevila (również w notowaniu) także pisanego przez Bendisa.
6. Paper Girls
Dominik: Paper Girls to absolutnie znakomita opowieść osadzona w końcówce lat osiemdziesiątych i klimatem przywodząca na myśl filmowe blockbustery skierowane do młodzieży. Z tych powrotów do przeszłości ucieszą się zapewne ci, którzy w latach 80. grali w Arkanoid i oglądali Koszmar z ulicy Wiązów. Paper girls to nostalgiczna jazda bez trzymanki i kolejny przejaw tęsknoty za tymi czasami. Świetny start serii Vaughana i Chianga.
5. Morfołaki: Nowy Testament 
Kuba: Świat Morfołaków jest tak rozbudowany, że można o nim czytać na okrągło i nie odnieść wrażenia, że coś się powtarza. Po zamknięciu komiksu długo trzeba się zastanawiać, co właśnie przed chwilą nas trafiło i czy to było naprawdę? Mateusz Skutnik narysował teraz to, co istniało pod postacią scenariuszy już w momencie wydania zbiorczego z 2007 i to, co Nikodem Skrodzki dopisał. Niezwykła to frajda czytać tamten stary zapis scenarzysty, a potem porównywać z narysowaną na jego podstawie do Nowego Testamentu historyjką. Ale frajda jest też z odkrywania tego bardzo namacalnego świata, którego istnienie czuje się pod skórą, z odkrywania jego mechanizmów i poszukiwania w nim logiki. Morfołaki robią coś takiego z głową, że wielu rzeczy pozornie się nie zapamiętuje, ale potrafią się one wryć w podświadomość i powrócić przy każdej kolejnej lekturze z siłą huraganu Katrina. Mistrz.

Dominik: Mistrz. I najlepsza okładka roku!
4. Punisher Max/ Daredevil
Kuba: Fanom Pogromcy tęskno było za takim Frankiem. Niektórzy czekali na tak udane historie od czasów TMsemikowego rocznika 1991. Mimo brutalności wcielenia Punishera w wydaniu Max, zabawa przy czytaniu tej rozwałki jest świetna (co jest chyba trochę chore…) Ennis wydobywa esencję postaci i przesuwa granice, choć należałoby się zastanowić, czy w zasadzie jeszcze w ogóle jest to w tym przypadku możliwe? Znakomita opowieść, zróżnicowane postaci, masa popaprańców i do tego złotousty Frank, którego wyważone i niewymuszone puenty bywają zabójcze tako, jako i jego czyny. Bam! A nie, jeszcze jeden ogromny plus: Barakuda z trójki! Bam! Bam!

Dominik: Uwaga! Trykoty niebanalne. Superbohaterowie niestandardowi. Pogłębiona psychologia postaci i "majtki na spodniach" w tle. Oraz rysunki odbiegające od standardu z linii produkcyjnej. To Daredevil: Nieustraszony Briana Bendisa, Alexa Maleeva i Davida Macka, czyli trykociarstwo bez epatowania trykotami. Zamiast eksponowania herosów w kolorowych wdziankach i dziwacznych pozach, jest tu brudna, mięsista kreska, trochę kolażu i kilka scen zapadających w pamięć. Nieustraszony pisany jest na luzie, ale wedle rygorystycznego planu, który pod koniec lektury daje satysfakcję zarówno twórcy, jak i czytelnikowi. Znakomita robota autorów i polskiego wydawcy, który opasłe tomy serii opublikował w tempie ekspresowym.
3. Mały Wampir 
Kuba: Sfar bezczelnie i nielogicznie wmówił nam, że Wampir był kiedyś mały i dorósł. Albo najpierw dorósł, a potem był mały. Nieważne. Ważne, że dostajemy prawdziwy festiwal wyobraźni na drugie danie, a na pierwsze michę kupy. Albo na odwrót. Nieważne. I tak można jeść łyżkami i się nie znudzi, bo od tego jest fantazja Autora. Zresztą to nieważne, bo komiks tak Was wciągnie, że uwierzycie we wszystko, co dzieje się w tym świecie, przyjmiecie to za rzeczywistość, w której dobrze byście się mogli bawić. Szkoda, że tylko przez 228 stron… No, ale zawsze można zacząć czytać od początku!
2. Stolp
Dominik: To jeden z tych komiksów, które trafiają u mnie na górną półkę, z której zresztą bardzo często są zdejmowane do ponownej lektury. Dodam, że lektury niełatwej. Wydaje mi się, że tworząc ten antyutopijny kryminał osadzony w Słupsku przyszłości autorzy nie pragnęli mamić czytelników zapierającymi dech w piersiach zawieszeniami akcji, imponującymi pozami na całostronicowych kadrach czy widowiskowo poprowadzoną intrygą kryminalną. Postawili raczej na coś, o czym dziś zwykło się mówić, że „artysta robi sobie z czytelnika jaja”. To tak jak z filmami Lyncha, które przez zwolenników standardowej i przewidywalnej narracji krytykowane są za celowe tworzenie chaosu i przykrywanie nieładu płaszczykiem artyzmu. Stolp być może nie będzie zadowalający dla fanów popkultury, ale na pewno – i tu rozlegnie się owych fanów popkultury gromki śmiech – na pewno zadowoli tych, którzy szukają czegoś więcej. Moim zdaniem jest to komiks wyjątkowy. Nie zrozumiałem z niego zbyt wiele, ale to jest tetralogia. Lubię, kiedy zrozumienie przynosi kolejna lektura lub lektura całości. Lubię to bardziej, niż chwilową radość z popkulturowego fikołka najmodniejszych na rynku komiksowych producentów. 
1. Skalp/ Kaznodzieja
Kuba: W 2017 dokończono Skalpa ostatnimi dwoma zbiorczymi woluminami. Komiks duetu Aaron/Guéra (i współpracowników) chwyta od pierwszych stron i trzyma do końca. W zasadzie na siłę można wskazać jeden spadek na wykresie bicia mojego lekturowego serca (Słyszeć, jak ziemia się kręci z czwórki - przerywnik, który nie odnosi się do głównej intrygi i niespecjalnie wiem, po co rozbudowuje taki aspekt świata przedstawionego). Niepotrzebne były też żonglerki ze zmianą rysowników. I tyle, choć i te „zarzuty” to zwykłe szukanie dziury w całym. Skalp pokazuje inne oblicze Ameryki, którego chyba wolelibyśmy nie znać (podobnie jak twarzy Ameryki z reportażu Głębokie południe Paula Theroux’a). Opowiada historię, w której nie chcielibyśmy odgrywać żadnej roli. Zmusza do rozpatrywania dylematów, których nie chcielibyśmy mieć. Zaprasza nas do bezpiecznego obcowania z tym wszystkim, co wydaje nam się czystą abstrakcją. 

Dominik: Podstawą sukcesu Kaznodziei jest coś bardzo prostego, a jednak bardzo rzadko spotykanego i trudnego do osiągnięcia w biznesie nastawionym na bezduszną produkcję: postawienie na sprawdzony duet. Na znających się jak łyse konie scenarzystę i rysownika. Na gości, którzy rozumieją się bez słów. I proszę – sukces gotowy. Bo każda plansza Kaznodziei dobitnie pokazuje, że Garth Ennis został stworzony po to, by pisać dla Steve’a Dillona, a Steve Dillon narodził się po to, by rysować dla Gartha Ennisa. Razem osiągnęli absolutne mistrzostwo obrazkowej komunikacji i komiksowej przyjaźni. To najczystszy, archetypowy duet marzeń. I znakomity komiks.

sobota, 27 stycznia 2018

Najlepsze komiksy 2017 roku

Redakcja Ziniola przedstawia 10 najlepszych albumów komiksowych wydanych w 2017 roku w Polsce: 
10. Kot Krejzol. Paski wybrane z lat 1916-1922
Kuba: To klasyk komiksu, jedno z największych osiągnięć medium na przestrzeni lat. George Herriman bawił się językiem, formą komiksową, rozważał problemy tożsamościowe związane z rasą i orientacją seksualną, a także realiami USA z pierwszej połowy XX w. Pod przykrywką pasków komiksowych schował bardzo dużo ze swojego życia. Jego Kot żyje do dziś dzięki takim właśnie publikacjom zbiorczym, wyborom, antologiom. Niech żyje. 
9. Śmieci
Kuba: Opowieść z życia śmieciarza bywa jak życie: w kupie nic nieznaczących śmieci znajdą się jakieś perełki. Derf Backderf stworzył zapis świata, o którym wolimy nie myśleć. No bo kiedy zapakujemy już śmierdzące śmieci w worki i wyrzucimy je do zsypu albo pojemnika z odpowiednią segregacją, to o sprawie zapominamy. Racja, przecież nie ma czym się zadręczać. Ale czy na pewno? Czy kiedy wchodzicie do waszego osiedlowego śmietnika i natykacie się na przepełnione kontenery z pomieszaną segregacją, to ani przez chwilę nie myślicie, że śmieci Was kiedyś zjedzą? Śmieci to: bezpretensjonalna przestroga dla tych, którzy się nie uczą i liczą w pośredniaku na dobrą posadę z klimatyzacją; wgląd w specyficzny humor ludzi, którzy grzebią w czyichś śmieciach; oraz rysunkowa metafora smrodu. Nie bójcie się, podczas i po lekturze nie będzie Wam śmierdziało, ale za to przez długi czas dźwięki pracującej śmieciarki będą wam dzwonić w uszach.
8. Maniak miłości. Wyznania seryjnego randkowicza
Kuba: Przyznajcie: ilu z Was ma w najbliższym otoczeniu kogoś, kto z wyrachowaniem korzysta z aplikacji randkowych? Albo korzysta z nich, żeby po prostu kogoś poznać? Jeśli sami ich nie używacie i nie rozumiecie tego fenomenu, koniecznie przeczytajcie Maniaka. Ten komiks daje wgląd w plusy i minusy, ale też przygotuje na to, co może i dla Was stanie się kiedyś opcją działania na miłosnej giełdzie. Różnie bywa. Chester Brown w Na własny koszt z premedytacją przerzucił się ze stałych związków na prostytutki, co jest wizją zdecydowanie bardziej ostateczną niż poszukiwania partnera w sieci. Wszystko jest dla ludzi, zdaje się mówić Koren Shadmi. Wyrzuty sumienia i zagubienie też. Nie dajcie się zwieść: elektroniczny posłaniec miłości nie rozwiąże za Was problemów.
7. Love in vain
Dominik: W elegancko wydanym albumie Jean-Michel Dupont i Mezzo uciekają jak najdalej od potulnego schematu, że oto biedny artysta z wielką ambicją na rozstajach dróg podpisuje cyrograf, a następnie żyje długo i szczęśliwie śpiewając śliczne piosenki aż do momentu, gdy szatan w oparach dymu i płomieniach ognia przychodzi po swoje, merdając ogonem. Rozwalają ten system począwszy od ukazania tła społecznego i nieidealizowanego obrazu życia muzyków w Missisipi w pierwszych dekadach XX wieku, aż po celne i niebanalne obsadzenie narratora opowieści. Ta koloryzowana biograficzna historia może wydawać się prosta i mało efektowna, ale warsztatowo zrealizowana jest po mistrzowsku. Ma odpowiednio rozłożone akcenty, bardzo przemyślaną kompozycję, a objętościowo nie jest rozbuchana ponad miarę. 
6. Strefa gazy. Przypisy 
Kuba: Czasami w podsumowaniach pomija się komiksy, które czytało się w oryginale. O Joe Sacco jednak zapomnieć nie można. Być może w jego dorobku nie jest to najbardziej porywający tytuł, ale i tak na głowę pobije każdy jeden inny reportaż komiksowy. Sacco pokazał w tym komiksie jak ważne są wydarzenia małe, jak relatywna jest „wielkość” czegoś, co się komuś przytrafia. Dwa wydarzenia, dla wielu zasługujące na przypis dolny, ironicznie wzmocnił tytułem i nadał im twarz. Zarysował kolejne setki stron, żeby nie zapomnieć. Ważne jednak jest też to, że tematem tego komiksu uczynił w równej mierze sam proces tworzenia reportażu. Więcej o tym będzie w zaplanowanym na ten rok Journalism, czyli murowanym kandydacie do Top 2018.
5. Favela w kadrze
Dominik: André Diniz, bazując na historii Mauricio Hory, stworzył dzieło wyjątkowe. To komiks potrzebny. Komiks z sensem. Jedna z najbardziej poruszających lektur minionego roku. 
4. Polska mistrzem Polski
Kuba: Tę niepozorną publikację można było otrzymać za „0 złotych” podczas FKW 2017 w ramach Dnia Darmowego Komiksu. Realna wartość tego zbioru pasków i rysunków satyrycznych jest jednak nieoceniona, bo wywołuje rodzaj inteligentnego śmiechu, który niesie się powtarzalnie i donośnie jak Polska długa i szeroka. To znaczy śmiech ten niósłby się jak Polska długa i szeroka, gdyby część Polaków nie była całkowicie pozbawiona poczucia humoru. Satyryczny talent duetu Leśniak/Skarżycki osiąga poziom - zdawałoby się nieosiągalny - Mleczki czy Raczkowskiego. Polska mistrzem Polski kontynuuje wspaniałe obserwacje polskiej rzeczywistości rodem z Dnia świra i dobrze, że szykuje się duże, albumowe wydanie tych historyjek. Zdaje się, że przez format opisywanej tutaj publikacji nie pojawi się ona w większości podsumowań roku 2017, ale może wydanie albumowe zawojuje topy 2018? Zobaczymy, dla mnie musowe miejsce w najlepszej dziesiątce. 
3. Powstanie film narodowy
Kuba: Ten komiks na pewno nie zmieści się w wielu głowach, ale za to w większości podsumowań 2017 już tak. Przy pierwszych pracach Świdzińskiego można było mieć wątpliwości, czy Autor nie robi sobie jaj ze wszystkich, łącznie z czytelnikami. Kolejny komiks z gadającymi patyczakami nie rozwiewa tych wątpliwości w 100%, ale na pewno pokazuje, że Świdziński w takiej właśnie formie potrafi przekazywać poważne treści. Powstanie film narodowy pod osłoną historii kręcenia filmu narodowego opowiada o maniakalnej próbie zaklinania rzeczywistości słowem, naginania jej do tego, że jak się coś jakoś powie, to tak się właśnie stanie. Jeśli to prawdziwe, to nawet nie jest śmieszne, a raczej tragiczne (pamiętaj, nie jesteś bogiem!). Ekipa filmowa z komiksu Jacka Świdzińskiego próbowała nakręcić polski film o sile rażenia (i odrażenia) Transformerów. Świdziński napisał historię, która pokazuje potencjał rażenia komiksem.
2. Syrena z Mongaguá 
Dominik: Syrena z Mongaguá to żart rozciągnięty do formy albumu. Znakomicie narysowana satyra na media, artystów, hochsztaplerów i cały świat. Surrealistyczna przejażdżka, gdzieś na skraju Tuska Kevina Smitha i improwizacji Piwowskiego czy Barei. To krzykliwy nius z brukowca rozbuchany do granic możliwości i wnikający w jego powierzchowność.
1. Ziemia swoich synów
Kuba: Świat po katastrofie jest przerażająco pusty, a Klawy Bóg to samozwaniec. Z jeziora wypływają trupy, a dwóch chłopców musi sobie radzić we wrogiej rzeczywistości. Mają być silniejsi od psów, taką naukę przekazał im ojciec. Co jednak, jeśli surowy ojciec umrze? Tutaj zaczyna się prawdziwa opowieść o pierwotnej naturze i droga, która ma nauczyć na nowo, jak żyć i czuć. Wędrówka i odruchy, aby po prostu przeżyć, zarysowują nowy kodeks moralny. A Gipi tak zarysowuje plansze nerwowymi liniami, aby bynajmniej nie dodać nam otuchy. Dopiero mały gest na końcu okazuje się wątłym przebłyskiem optymizmu.

wtorek, 31 stycznia 2017

Najlepsze komiksy 2016 roku

Jakoś nam się udało, choć pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku jest bardzo niewdzięcznym zadaniem. (Dominik Szcześniak)

Nie będę narzekał  na to, że niewdzięcznym zadaniem jest pisanie podsumowań komiksowych i wybieranie tylko dziesięciu najlepszych komiksów, które ukazały się w danym roku. Teoretycznie można nad taką listą usiąść na kilka sposobów. Rzetelnie przejrzeć sobie opublikowane w interesującym nas okresie komiksy i drogą eliminacji skompletować listę szczęśliwców. Można też wypisać sobie z główki. Można przy tym niektóre tytuły przeczytać ponownie. Albo po raz pierwszy. Lista i tak będzie niekompletna. I tak się komuś nie spodoba. I tak czegoś będzie brakować. Według mnie rok 2016 to przede wszystkim rok serii komiksowych, co ma swoje odbicie w poniższych wyborach, choć na listę i tak nie trafiły Saga, Locke&Key, Chew, Sunstone, Żywe Trupy, Ralph Azham czy Lazarus, a mój top wygrał... komiks polski. Nie seria. Czytajcie dalej, aby dowiedzieć się kto i dlaczego. (Kuba Jankowski)

10.
Dawni mistrzowie - Thomas Bernhard/ Nicolas Mahler
Mnogość spostrzeżeń, elegancki humor i znakomita wartość dodana w postaci rysunków Mahlera, niejednokrotnie znakomicie dopowiadających to, co ukryte w tekście to silne elementy tego komiksu. Dla miłośników sztuki, komiksu i humoru – rzecz niezbędna! CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)  

9.
Arab przyszłości - Riad Sattouf
Sattouf absurdami obecnymi w „Arabie przyszłości” bawi i zaciekawia. Wstrząsa również, ale tylko momentami i w rozsądnych dawkach, na pierwszy plan wysuwając ekscentryczne i przepełnione czarnym humorem losy pewnej zwykłej niezwykłej rodziny... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz) 

8.
Mooncop - Tom Gauld
W gruncie rzeczy komiks Gaulda o życiu na Księżycu pojawia się tutaj z podobnego powodu, co komiks Quintanilhii - bo jest długo o czymś prostym, o czym opowieść można by zamknąć w jednym zdaniu. Różnica jest jednak taka, że u Gaulda naprawdę nic się nie dzieje, a u Quintanilhii jest dynamika. Według mnie Gauld postanowił ironicznie wypowiedzieć się na temat marzeń człowieka o podboju kosmosu i nowych planet, co wcale nie musi się okazać takie pasjonujące. Ale komiks pasjonujący jest absolutnie (qba)

To nie jest komiks tak genialny, jak "Goliat", w którym wszystkie plansze zostały stworzone z pomysłem, a pewne atrybuty postaci stawały się również atrybutami danego rysunku. Nie ma w "Mooncopie" takiego efektu wow, co dla wielu może być dużym zawodem. Wciąż jednak jest to album, który precyzyjnie mówi to, co ma do powiedzenia... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)

7.
Wolfram - Marcello Quintanilha
Kiedyś broniłem się przed wrzucaniem do podsumowań komiksów, które sam tłumaczę, ale co tam. Przynajmniej nie jestem tak bezczelny, żeby umieszczać pierwszy komiks brazylijski w Polsce na pierwszym miejscu TOP 2016. Dlaczego Wolfram tutaj? Bo Quintanilha zabójczo skutecznie rozciąga prostą opowieść na ponad 180 stron i pokazuje przy tym wirtuozerię operowania słowem i rysunkiem. I panowania nad poszatkowaną i skaczącą w czasie i przestrzeni akcją. Prosta historia, świetnie opowiedziana, która opiera się na bardzo ludzkiej próbie zrozumienia pobudek, które kierują człowiekiem. (qba)
"Wolfram" to komiks, który na początku może wprowadzić w konsternację - autor bardzo dosłownie spija słowa z ust bohaterów, rwąc zdania w połowie, zaczynając je od ostatnich słów lub po prostu wyrywając z kontekstu. Z pozoru wygląda to na chaotyczną serię błędów tłumacza i korektora, w rzeczywistości jest zabiegiem znakomicie urealniającym wizję autora... (dyszcz)  CZYTAJ WIĘCEJ

6.
 
Patience - Daniel Clowes 
Daniel Clowes o zabawach z czasem. Wolałbym, żeby polska publiczność poznała Ice Haven, ale darowanemu Clowesowi nie patrzy się między kadry. Patience to obiekt westchnień Jacka, za którym Jack będzie podróżował w czasie (niektórzy schodzili do Piekła, ha!), aby rozwiązać pewną bolesną zagadkę. Może i motywy, z których Clowes buduje ten komiks, to klisze, ale jednak opowiada on w sposób absolutnie niepodrabialny i przez dysonans na poziomie zgrane motywy/storytelling tworzy swój niezwykły komiksowy język. Opowiada o namiętnościach naszego życia w sposób beznamiętny i statyczny. Trzeba się w to wczuć. (qba)
5.
Gotham Central - Greg Rucka, Ed Brubaker, Michael Lark
W okresie rozliczeniowym ukazały się dwa tomy serii, w której Gotham należy do gliniarzy i świrów, a nie do Batmana i świrów. Pomysł prosty. Ale musiał się udać, skoro siedli do niego Brubaker i Rucka. Okazuje się, że gothamska policja pełna jest charakternych gliniarzy. Gordon, Bullock i Montoya to była tylko przygrywka. W Gotham Central poznamy wielu innych - każdy ze swoimi problemami i poczuciem humoru. Gotham Finest uparcie sami postanowili sobie radzić z najgorszymi świrami, choć nie zawsze mogą obyć się bez Batmana. Dużo tu smaczków - np. niepokazanie jak Batman wyręcza gliniarzy w superbohaterskiej walce z Freezem (to już było, u Arcza w Planecie uciętych kończyn! Heh...) - ale konsekwentnie autorzy piszą o zwykłych ludziach i ich czasami niezwykłej pracy. Co tak wciąga w tym komiksie? Mrok? Pokazanie innej twarzy walki ze świrami w Gotham? Gotham Central ląduje na piątym miejscu, a pomyśleć, że gdybym zdecydował się kiedyś zbierać tę serię w oryginale, to pewnie całkiem pominąłbym ją w tym podsumowaniu...(qba) CZYTAJ RECENZJĘ
4.
Wyspa kobiet - Zanzim 
Na ogół mam problem z francuskim poczuciem humoru, ale ta uwaga dotyczy głównie idiotycznych, opartych na schematach „po łbie, na skórce od banana” serii komiksowych. Wyspa kobiet nie jest serią, ale współczesnym jednostrzałem, i szkoda, że główny bohater nie zostanie z nami dłużej. Zostać rozbitkiem na pięknej wyspie? Na której jak się okaże mieszkają same kobiety? Zanim zaczniecie się wyrywać z paluszkiem do góry, krzycząc przy tym „ja! ja!ˮ, przeczytajcie sobie ten komiks. Zanzim stworzył przewrotną przypowiastkę o niespełnionej miłości, w której nie brakuje humoru, erotyzmu i pomysłowości. Niby taki sobie lekki komiks, ale przecież nie w każdym trzeba wysadzać brytyjski parlament. Okazuje się, że uszczuplające się zasoby klasyków frankofońskich, którzy mogą zostać w Polsce opublikowane, można uzupełniać takimi wydawniczymi odkryciami (qba)

3.
Codzienna walka - Manu Larcenet

Kolejna zwykła opowieść, która wciąga dzięki uporowi i niezmienności głównego bohatera, który czasami dobrze się bawi z bratem, czasami ma napady lęku, a czasami pretensje do innych, choć w zasadzie może i nie powinien. Niewiele tu upiększeń, ale wyczuwam wiele szczerości i zauważam umiarkowaną dawkę głupiego humoru frankofońskiego. Bohater kupił mnie przede wszystkim niezłomnym stosunkiem do dzieci - nie chwali ich niepotrzebnie, tylko ostro ocenia i traktuje jak dorosłych. Codzienna walka to niebanalna opowieść o banalnym motywie poszukiwania na świecie swego miejsca. Żeby napełnić serce można przeczytać ten komiks albo iść się napić. 
2.

Skalp - Jason Aaron, R.M.Guéra 
W okresie rozliczeniowym ukazały się trzy zbiorcze woluminy tego komiksu, więc nie można się pomylić przy wyborze. Słabszym seriom komiksowym daje się na ogół i tak jeszcze jedną szansę, ale jeśli nie chwyci po drugim wydaniu zbiorczym, to nie ma co się w to dalej pchać (po cóż więc kupowałem do końca na przykład Lucyfera, nie jestem w stanie pojąć... Diabelskie sztuczki...). Skalp chwyta od pierwszych stron. Przygotujcie się na brutalny komiks, z którego brud wylewa się zewsząd, co znakomicie podkreśla rysunek (choć rysowników serii jest kilku, to najlepiej sprawdza się R.M. Guéra). Śledztwo, które prowadzi tajny agent FBI Dashiell Zły Koń ujawnia to, jak bardzo splątane są ze sobą ideologia, partykularne interesy, uczucia oraz przestępczość. Przypomina mi ta sytuacja tę, którą na czynniki pierwsze rozebrał Misha Glenny w reportażu Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio. Tam chodziło o zaklęty krąg narkotykowej przemocy w brazylijskim społeczeństwie ogromnych nierówności społecznych. Tutaj chodzi o coś podobnego w kraju American Dream, w którym istnieją rezerwaty dla ludności. To piekło, które działa na zasadach określonych przez Jaxa w Sons of Anarchy - codziennie wstajesz i próbujesz naprawić rozwałkę z dnia poprzedniego, ale zamiast cokolwiek naprawić, tylko pogarszasz sprawę, brniesz w to dalej (wybaczcie niedokładny cytat, ale serial obejrzany już dawno temu). Mam jednak wrażenie, że świata w Skalpie być może nikt naprawić nie chce... (qba)

„Skalp” świetnie pokazuje samotność i wyobcowanie. W czasach, gdy większość zeszytów komiksowych kończy się szokującymi zawieszeniami akcji, Aaron i Guera stosują niepopularny zabieg wyciszenia końcówki komiksu. Grają emocjami, zdawkowym słowem lub wręcz milczeniem zilustrowanym przez wymowny kadr. 
Świat „Skalpu” to miejsce niezwykle brutalne, powodujące wibrowanie w żołądku, a jednocześnie tak sprawnie uchwycone przez autorów, że od lektury nie można się oderwać. Znakomita rzecz... (dyszcz) CZYTAJ WIĘCEJ
1.
Będziesz smażyć się w piekle - Krzysztof Owedyk 
Jestem fanem Prosiaka od kiedy przeczytałem pierwszy raz Ósmą czarę, bo Prosiak świetnie opowiada i czuje opowiadanie komiksem jak mało który polski autor (bez zbędnego efekciarstwa, bez nadmiernego teoretyzowania, etc.). Całe szczęście, że Krzysztof Owedyk nie zrezygnował z robienia komiksów, bo stworzył opowieść pięknie wyolbrzymiającą (?) patologie biznesu muzycznego (w sposób dużo bardziej udany niż we wściekłym musicalu Polskie gówno, choć tam przecież teoretycznie muzyka mogła uderzać w nas wprost, a w komiksie tylko pośrednio), która tak naprawdę może być o czymś innym niż o biznesie muzycznym. Jak mówi nam skrzydełko, Prosiak „chciałby znowu malować obrazy, ale twierdzi, że ma jeszcze kilka komiksów do narysowaniaˮ. Dla mnie to najlepsza recenzja tego, że czasami to komiks najlepiej służy wyrażeniu tego, co leży komuś na wątrobie. Koncept tego albumu (obracająca się płyta), humor (dlaczego komuś może się nie udać samobójstwo? Gabi i kot - razem i osobno), umiejętność pokazania w komiksie muzyki (a to zadanie niełatwe; nie udało się Mawilowi w Bendzie, nie udało Gipiemu w Sali prób), śląska gwara i świetnie napisane postaci składają się na opowieść o życiu, jakiej jeszcze nie czytaliście. (qba)
 
Tak wysmakowanego graficznie i mądrego treściowo komiksu nie było w Polsce od wielu lat. Absolutnie mistrzowski album. Obowiązkowa lektura dla koneserów polskiej sceny komiksowej. Zdecydowany komiks roku, a może i dekady... CZYTAJ WIĘCEJ (dyszcz)