Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moebius. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moebius. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2018

Mistrzowie komiksu - Moebius

Ukazały się dzieła zebrane Moebiusa. Nie wszystkie, ale dość duża ich ilość, zawarta w albumach Ślepa cytadela, Przystanek na Faragonescji i The Long Tomorrow. W wersji pokolorowanej przez Marvela w 1986 roku - roku, który dla rynku amerykańskiego był przełomowy.

W Polsce większość z tych dzieł mielimy okazję widzieć w oryginalnej czerni i bieli – czy to w magazynach czy we wcześniejszych edycjach albumów francuskiego klasyka gatunku. Dziś wciąż robią wrażenie, choć dla wielu współczesnych czytelników mogłyby być pretekstowymi bezsensownymi krótkimi formami. Nic bardziej mylnego. Dzieła Moebiusa pogrążone są w surrealizmie, w fantastyce magicznej, ale też w improwizacji na tusz i kartkę papieru. Moebius na kartach swoich komiksów wciąż poszukuje i tak jak jego bohaterowie, jest w wiecznej wędrówce. Wędrówce, która nawet mimo usilnych starań sprowadza go na utarte w podświadomości ścieżki. Jego dzieła czasem mają formę komentarza i protestu – przeciwko rasizmowi, wykorzystywaniu zwierząt. Czasem są gagiem, nawiązują do Lovecrafta, kwestii społeczno-kulturowych. Lecz zwykle oblane są tym sosem surrealistyczno-magicznym.
 

Moebius to artysta, który wpłynął na niesamowite ilości współczesnych twórców, pchając ich do analizowania wszystkich kresek na jednym jego kadrze i do próby zastosowania jego technik w swoich komiksach. Zalecam dać się oszołomić tym grafikom i przez lata odkrywać kolejne ich warstwy. 
"Ślepa cytadela / Przystanek na Faragonescji / The Long Tomorrow". Autor: Moebius. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz, Wojciech Birek. Seria: Mistrzowie komiksu. Wydawca: Egmont Polska, 2018

sobota, 6 sierpnia 2016

Heavy Metal Dredd/ Człowiek z Ciguri

„Heavy Metal Dredd” to – zgodnie z sugestywnym tytułem – ciężkie brzmienia i ostra jazda bez trzymanki. Za album o futurystycznych przygodach stróża prawa z Mega City One odpowiada sztab twórców na czele z Johnem Wagnerem, Alanem Grantem i Simonem Bisleyem. 
Ten tercet w końcowych latach minionego wieku wydał na świat wiele wspaniałych komiksów, takich jak „Lobo” czy „Sąd nad Gotham”, w  którym losy sędziego Dredda zostały splecione z perypetiami Batmana. Historie zawarte w „Heavy Metal Dredd” powstały właśnie w tamtych czasach, w związku z czym dla fanów Bisleya ten zbiór będzie możliwością podziwiania mistrza u absolutnego szczytu formy. Jego rysunki wgniatają w fotel. Każda strona namalowana bądź narysowana przez Biza to mistrzostwo. Gorzej z resztą. Brendan McCarthy jest co prawda jak zwykle znakomity, a Dean Ormston zaskakująco dobry, ale drugi z rysowników, mających najwięcej do powiedzenia przy tym tytule – John Hicklenton – prezentuje poziom o kilka klas niższy od kolegów. Co do scenariuszy – w przypadku antologii krótkich form, jaką jest „Heavy Metal Dreed”, zwykło się mówić, że znajdują się w niej historie lepsze i gorsze. W tym zbiorze przeważają niestety te gorsze, bardzo pretekstowe i niezbyt pomysłowe. 

Ten album zdaje się ciągnąć na swoich barkach Simon Bisley. I robi to z taką klasą, że mimo kilku minusów warto się tą pozycją zainteresować. 

Natomiast sporo radości koneserom sprawić powinien „Człowiek z Ciguri” – album autorstwa Jeana Girauda, czyli Moebiusa wydany w ramach kolekcji ”Mistrzowie komiksu”. Złośliwi mówią o tym albumie, że stanowi portfolio Moebiusa i że jego lekturę można skończyć na obejrzeniu obrazków – wszystko przez wzgląd na improwizowany charakter fabuły, będącej kontynuacją innego szalonego komiksu autora – „Garażu hermetycznego”. 

Ten wesoły zestaw kwasowych scen i wizji rzeczywiście nie jest dla każdego, ale dla świadomych czasu, w którym powstał i kontekstu historycznego może stanowić niezłą frajdę. Jakkolwiek nie ocenilibyśmy osobliwego scenariusza, Człowiek z Ciguri pozostaje niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o rysunek komiksowy. Mistrzowska kreska Moebiusa, podkreślona przez duży format publikacji, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się branży komiksowej w całej jej historii. 

Nadmienię jeszcze, że omawiane wydanie to wersja kolorowa – wcześniej, zarówno w pierwszym polskim wydaniu, jak i w amerykańskiej antologii „Cheval Noir” – komiks ukazał się w czerni i bieli. W obie wersje można wpatrywać się w nieskończoność, a publikacja w cyklu „Mistrzowie komiksu” – całkowicie zasłużona.

"Heavy Metal Dredd". Autorzy: Alan Grant, John Wagner, Simon Bisley, Dean Ormston, Brendan McCarthy, John Hicklenton. Wydawca: Studio Lain, Warszawa 2016. 

"Człowiek z Ciguri". Autor: Moebius. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.

piątek, 4 marca 2016

Blueberry (6) - Charlier/ Giraud

Serial „Blueberry” zbliża się do końca. Najnowszy tom zbiorczy zawiera w sobie trzy albumy – „Ostatnią szansę”, „Koniec drogi” i „Arizona Love”.  Co prawda przed nami jeszcze dwa opasłe odcinki przygód krewkiego porucznika, w których znajdzie się pięć ostatnich części serii, jednak dwa mocne akcenty kończące żywot komiksu znajdują się już w omawianym, szóstym tomie zbiorczym. 

Pierwszym z nich jest rozwiązanie wszystkich głównych wątków, ciągnących się od początku serii, drugim – fakt, że „Arizona love” jest ostatnim epizodem ze scenariuszem Jeana-Michela Charliera. Późniejsze (od albumu nr 24 - "Mister Blueberry" po nr 28, zatytułowany "Dust") zostały napisane przez etatowego rysownika komiksu – Jeana Moebiusa Girauda. 

Podczas lektury ostatnich podrygów uznanego scenarzysty, wielbiciele historii osadzonych w realiach Dzikiego Zachodu nie będą zawiedzeni. Charlier, łącząc ze sobą wszystkie elementy układanki, rozprawia się wreszcie z posądzeniem Blueberry’ego o kradzież złota konfederatów i próbę zamachu na prezydenta. I choć standardowych dla westernów chwytów tu nie brakuje, to na pierwszy plan wysuwa się wątek konspiracyjny i próby fałszowania rzeczywistości.

Charlier konsekwentnie prowadzi głównego bohatera, prezentując go jako szlachetnego człowieka honoru. Blueberry jest przy okazji bohaterem archetypowym. Przystojniak o twarzy młodego Jeana Paula Belmondo zawsze pierwszy dosięgnie kolta, nie odmówi mu żadna dama, a spisek i niecne zamiary wyczuje momentalnie. Tę jego boskość w bardzo fajny sposób Charlier demitologizuje w odcinku o wcale nie lekkim zabarwieniu miłosnym, zatytułowanym „Arizona love”. Poza wyczuwalnym dystansem scenarzysty, odcinek ten jest przestrzennym popisem rysownika. Dotychczas Charlier przysparzał zapewne Moebiusowi wielu kłopotów przy konstruowaniu plansz, ponieważ upychał na nich mnóstwo tekstu. W tym przypadku rysownik dostał do dyspozycji mniej zastawione kadrami strony, co pozwoliło mu w pełni pokazać swój kunszt. 

W porównaniu do ciosanych grubą krechą pierwszych odcinków serii z 1965 roku, najnowsze odsłony „Blueberry’ego” niosą ze sobą kreskę pełną szczegółów, odwzorowującą Dziki Zachód idealnie. „Blueberry” to wciąż uczta dla oczu – w tej odsłonie przygód nieustraszonego, wyjętego spod prawa porucznika być może największa. Ten serial to klasyka europejskiego komiksu – pełen akcji, przygód, szalonych pościgów, potyczek w saloonach i nieszablonowych postaci. 
Jeśli ktoś miał okazję oglądać film na motywach tego komiksu, niech się nie zwiedzie pozorami – „Blueberry” z Vincentem Casselem w roli głównej był raczej psychodeliczną wariacją na temat, daleką od przygodowego zabarwienia komiksowego pierwowzoru. Tutaj przygoda ma się wciąż dobrze i nic jej nie przeszkadza.

"Blueberry (6):  Ostatnia szansa, Koniec drogi, Arizona love". Scenariusz: Jean-Michel Charlier. Rysunki: Jean Giraud. Tłumaczenie: Wojciech Birek. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2016.

Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl

środa, 3 lutego 2016

Incal - Jodorowsky/ Moebius

Ten komiks to klasyka europejskiego science-fiction, a jego autorzy to jedni z najwybitniejszych reprezentantów gatunku. „Incal” autorstwa duetu Alejandro Jodorowski/ Moebius jest komiksem legendarnym, znanym, cenionym i inspirującym rzesze komiksowych artystów. Doczekał się kilku kontynuacji i serii skupiających się na pobocznych bohaterach, wśród których należy wymienić wydawane również w Polsce „Kastę Metabaronów”, „Megalex”, „Technokapłanów” czy „Castakę”. 
Osadzony w stechnicyzowanej przyszłości album opowiada o Johnie Difoolu, licencjonowanym detektywie klasy R – raczej nie najbystrzejszym przedstawicielu swojego zawodu, który staje się posiadaczem tajemniczego przedmiotu – Incala. Incal - jak się okazuje - jest poszukiwany przez absolutnie wszystkich – począwszy od kanałowych mutantów, poprzez imperium kosmitów, na jego najwyższej wężowatości prezydencie skończywszy. Wraz z Incalem bardzo gorącym towarem staje się ciamajdowaty detektyw, w ślad za którym rusza słynny zabijaka – Metabaron, a którego jedynym sprzymierzeńcem – przynajmniej na początku – jest gadający ptak Dippo. Poczciwy fajtłapa staje się wybrańcem. Temat znany od lat, ale przefiltrowany przez szaloną wrażliwość Jodorowskiego. Co prawda chilijski scenarzysta i reżyser nie epatuje tu jeszcze okropieństwami, nie wgłębia się przesadnie w drastyczne rytuały, słowotwórcze zapędy trzyma na wodzy, a sam komiks jest raczej archetypowym science-fiction, ale jednak jego dłoń jest wyczuwalna. Komiks posiada mnóstwo szalonych pomysłów, tendencję do telenowelizacji i charakterystyczne dla Jodorowskiego załatwianie skomplikowanych wątków jedną szybką akcją. Dzięki temu „Incal” jest nie tylko bogaty w sensację i przygodę, ale też sprawia słuszne wrażenie albumu przemyślanego i spójnego. 
Aby nie zdradzać zbyt wiele z fabuły, zaznaczę jedynie, że obok głównego wątku, który wrzuca w stan wojny przeróżne wszechświaty i swoim rozmachem jest bardziej epicki od jakiegokolwiek hollywodzkiego blockbustera, w Incalu jest miejsce również na emocje, chwile wyciszenia, szczyptę seksu i przemocy. Jest też mocna krytyka konsumpcjonizmu i społeczeństwa ogłupionego przez telewizję. Ale zasadniczo ponad fabułą – zabawną, straszną, czy emocjonującą – są w „Incalu” rysunki. 
Moebius przepięknie komponuje plansze i rysuje ziemskie i nieziemskie obiekty. To wyczucie kreski, subtelne cieniowanie i piękne kolory krzyczą w stronę czytelnika, że ma do czynienia z mistrzem. A warto wspomnieć, że w kwestii tych kolorów wcale tak kolorowo nie było. Incal w Polsce ukazał się już w 2006 roku w wersji z poprawionymi kolorami - takimi, które przemawiałyby do współczesnego odbiorcy i które oparte zostały o komputerowe zabiegi graficzne. Ręczna robota Moebiusa poszła w odstawkę i szczerze mówiąc o tej komputerowej wersji niewiele dobrego można było powiedzieć. Natomiast wersja, opublikowana pod koniec minionego roku przez wydawnictwo Scream Comics opiera się na oryginalnej pracy Moebiusa, wysmakowanej i eleganckiej. Ta publikacja pokazuje, że tego, co wybitne, poprawić się nie da. 

Na polskie zbiorcze wydanie składa się sześć oryginalnych albumów serii. Ponadto ukazała się w Polsce kontynuacja przygód Johna Difoola – komiks zatytułowany „Final Incal”, w skład którego wchodzi tytułowa seria, rysowana przez Ladronna oraz „Po Incalu”, w którym warstwą graficzną zajął się Moebius, ale za kolory odpowiadał inny artysta. W zapowiedziach wydawnictwa na najbliższy rok znalazł się ostatni, poza seriami pobocznymi, element incalowej układanki – komiks „Przed Incalem” z rysunkami Zorana Janjetova.
Europejski klasyk został wydany w odpowiednim standardzie – powiększony format, twarda oprawa i ponad 300 stron lektury. Dla fanów komiksu frankofońskiego może to być zakup niezbędny. Podobnie dla wielbicieli czilijskiego scenarzysty. Albo francuskiego rysownika. Bo to komiksowe science-fiction pełną gębą. Dobrze, że moc Incala została przebudzona!
"Incal". Scenariusz: Alexandro Jodorowsky. Rysunki: Moebius. Tłumaczenie: Wydawca: Scream Comics, Kraków 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl

sobota, 9 stycznia 2016

Oczy kota - Jodorowsky/ Moebius

„Musimy się uwolnić od tradycyjnej formy” – powiedział Alejandro Jodorowsky do Moebiusa. Tak bardzo się uwolnili, że pięcioplanszowy komiks rozrósł się im do pięćdziesięciostronicowego. Tak powstały „Oczy kota” – album ekscytujący i eksperymentujący, łączący dwa genialne umysły.

Jodorowsky – ekscentryczny reżyser i Moebius – jeden z najbardziej znanych europejskich twórców komiksu współpracę rozpoczęli na planie filmu „Diuna”. Nie tej Davida Lyncha, ale tej niespełnionej wersji, która mimo wielu wysiłków i kilku lat prac, ostatecznie nie doczekała się realizacji. „Oczy kota” to mały majstersztyk. Siłą tej prostej historii o niewidomym chłopcu jest właśnie jej forma. Komiks składa się z szeregu wielkoformatowych plansz zamykających się w jednym kadrze. Są one poukładane według specyficznej rytmiki. Z jednej strony czytelnik widzi niewzruszony obraz chłopca stojącego przy oknie, z drugiej zaś obserwuje polowanie orła. Losy tych postaci, jak również tytułowego kota, splatają się w spodziewanym, lecz i tak mocnym finale. Oczami kota autorzy pokazują ile siły drzemie w komiksie, w opowiadaniu obrazem. To komiks prosty, ale genialny.

W albumie znalazło się miejsce dla wspomnień Jodorowskiego, dotyczących początków współpracy z Moebiusem. To bardzo zgrabny tekst, naszpikowany ciekawostkami i anegdotami. Jedynym minusem „Oczu kota” może być format albumu. Jak głosi stare porzekadło, prace mistrza należy podziwiać w rozmiarze jak największym. A ten, który dostał polski czytelnik jest nieco mniejszy od największego. Nie wpływa to jednak w jakikolwiek sposób na odbiór historii, a dla tych, którzy w latach 90. polowali na pirackie przedruki prac Moebiusa, publikowane w znacznie mniejszym formacie, ten zapewne będzie wystarczająco duży, by docenić każdą kreskę. Polski edytor zrezygnował również z żółtego koloru, jaki obecny był w wersji oryginalnej, skutkiem czego dostajemy do rąk komiks, w którym dominuje biel, czerń i szarzyzna.

„Oczy kota” to komiks, który w swoich czasach był rewolucyjny. Dziś wciąż ma dużą siłę oddziaływania na czytelnika. Poza tym, jest to jeden z ciekawszych przykładów współpracy dwóch geniuszy komiksowych i duetu, który przyniósł nam „Incala”. Warto mieć na półce.

"Oczy kota". Scenariusz: Alejandro Jodorowsky. Rysunki: Moebius. Wydawca: Bum Projekt, Warszawa 2015.

Komiks można nabyć tutaj: Sklep. Gildia.pl