Magazyn komiksowy (1998-2018). Kontakt: ziniolzine@gmail.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Grant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alan Grant. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2016

Heavy Metal Dredd/ Człowiek z Ciguri

„Heavy Metal Dredd” to – zgodnie z sugestywnym tytułem – ciężkie brzmienia i ostra jazda bez trzymanki. Za album o futurystycznych przygodach stróża prawa z Mega City One odpowiada sztab twórców na czele z Johnem Wagnerem, Alanem Grantem i Simonem Bisleyem. 
Ten tercet w końcowych latach minionego wieku wydał na świat wiele wspaniałych komiksów, takich jak „Lobo” czy „Sąd nad Gotham”, w  którym losy sędziego Dredda zostały splecione z perypetiami Batmana. Historie zawarte w „Heavy Metal Dredd” powstały właśnie w tamtych czasach, w związku z czym dla fanów Bisleya ten zbiór będzie możliwością podziwiania mistrza u absolutnego szczytu formy. Jego rysunki wgniatają w fotel. Każda strona namalowana bądź narysowana przez Biza to mistrzostwo. Gorzej z resztą. Brendan McCarthy jest co prawda jak zwykle znakomity, a Dean Ormston zaskakująco dobry, ale drugi z rysowników, mających najwięcej do powiedzenia przy tym tytule – John Hicklenton – prezentuje poziom o kilka klas niższy od kolegów. Co do scenariuszy – w przypadku antologii krótkich form, jaką jest „Heavy Metal Dreed”, zwykło się mówić, że znajdują się w niej historie lepsze i gorsze. W tym zbiorze przeważają niestety te gorsze, bardzo pretekstowe i niezbyt pomysłowe. 

Ten album zdaje się ciągnąć na swoich barkach Simon Bisley. I robi to z taką klasą, że mimo kilku minusów warto się tą pozycją zainteresować. 

Natomiast sporo radości koneserom sprawić powinien „Człowiek z Ciguri” – album autorstwa Jeana Girauda, czyli Moebiusa wydany w ramach kolekcji ”Mistrzowie komiksu”. Złośliwi mówią o tym albumie, że stanowi portfolio Moebiusa i że jego lekturę można skończyć na obejrzeniu obrazków – wszystko przez wzgląd na improwizowany charakter fabuły, będącej kontynuacją innego szalonego komiksu autora – „Garażu hermetycznego”. 

Ten wesoły zestaw kwasowych scen i wizji rzeczywiście nie jest dla każdego, ale dla świadomych czasu, w którym powstał i kontekstu historycznego może stanowić niezłą frajdę. Jakkolwiek nie ocenilibyśmy osobliwego scenariusza, Człowiek z Ciguri pozostaje niedoścignionym wzorem jeśli chodzi o rysunek komiksowy. Mistrzowska kreska Moebiusa, podkreślona przez duży format publikacji, to jedna z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się branży komiksowej w całej jej historii. 

Nadmienię jeszcze, że omawiane wydanie to wersja kolorowa – wcześniej, zarówno w pierwszym polskim wydaniu, jak i w amerykańskiej antologii „Cheval Noir” – komiks ukazał się w czerni i bieli. W obie wersje można wpatrywać się w nieskończoność, a publikacja w cyklu „Mistrzowie komiksu” – całkowicie zasłużona.

"Heavy Metal Dredd". Autorzy: Alan Grant, John Wagner, Simon Bisley, Dean Ormston, Brendan McCarthy, John Hicklenton. Wydawca: Studio Lain, Warszawa 2016. 

"Człowiek z Ciguri". Autor: Moebius. Tłumaczenie: Maria Mosiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.

niedziela, 10 stycznia 2016

Batman, Bękart i Azyl. 3 x Deluxe

Dziś na tapetę biorę trzy albumy z egmontowskiej kolekcji DC Deluxe, która do tej pory prezentowała dzieła warte publikacji. Nie inaczej jest w przypadku „Roku pierwszego”, „Portretu bękarta” i „Azylu Arkham” – komiksów klasycznych, wybitnych, niezbędnych na każdej półce szanującego się fana komiksu.
 
„Batman: Rok pierwszy” Franka Millera i Davida Mazzucchelliego na pewno obudzi u Was skojarzenia z chociażby filmowym Batmanem Christophera Nolana. Komiks jednak był pierwszy. Ukazał się w 1986 roku i od razu stał się jedną z najlepszych historii o Nietoperzu. Inspirował nie tylko Nolana, ale również rzesze rysowników i scenarzystów, stając się niejako tytułem bazowym, traktującym o przygodach zamaskowanego mściciela w sposób nieszablonowy i realistyczny. Zgodnie z tytułem, komiks prezentuje historię pierwszych dwunastu miesięcy istnienia Batmana w Gotham City. Autorzy ukazują porażki bohatera, kiepsko zaplanowane akcje; obnażają jego błędy i pokazują drogę nie tyle do perfekcji, co do jako-takiego przystosowania do superbohaterskiej profesji. To nie jest heros latający, strzelający promieniami z oczu, a zwykły człowiek w masce, charakteryzujący się czysto ludzkim bohaterstwem. W równolegle prowadzonej narracji dostajemy historię porucznika Jamesa Gordona, który jest w Gotham City przyjezdnym żółtodziobem i jako pierwszy wychodzi przed szereg, rozpoczynając osobistą walkę z korupcją wśród gliniarzy. „Rok pierwszy” opowiada o początkach niszczenia systemu, o genezie rewolucji, wywołanej przez nietoperza w pelerynie i jego sprzymierzeńców. Mimo wielu lat, album nie zestarzał się wcale i długo jeszcze będzie wzorcowym przykładem opowiadania historii w komiksie. Absolutnie fantastyczne są dodatki do tego komiksu – nie dość, że znalazło się miejsce na standardowe szkice, czy słowa wstępu, to kilka stron przeznaczono na plansze z oryginalną, bardzo ograniczoną ale perfekcyjnie wykorzystaną przez kolorystkę paletą barw, która w tamtych czasach funkcjonowała na lichej jakości papierze gazetowym. Świetna historia i idealny materiał startowy do rozpoczęcia przygody z komiksami o Batmanie.

„Lobo: Portret bękarta” to trzy przygody kosmicznego łowcy głów pochodzącego z planety Czarnia. Lobo znany jest z tego, że jest człowiekiem, a właściwie kosmitą honoru, jego ulubionym kolorem jest żałobna czerń, a radość czerpie z szeroko pojętej eksterminacji. W związku z tym, omawiany album to ostra jazda bez trzymanki tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Kiedy po raz pierwszy wchodził na polski rynek – a był to rok 1994 – Lobo wzbudzał ogromne emocje i był tytułem mocno kontrowersyjnym. Broniąc brutalności albumu, mówiło się wtedy, że przeznaczony jest dla ludzi z odrobiną samoświadomości, że to komiks ambitny i że płynącą litrami krew należy traktować z przymrużeniem oka. Dzisiaj prawdopodobnie więcej przemocy jest na dowolnym kanale telewizyjnym przeznaczonym dla starszych dzieci. Chociaż sam nie wiem, niektóre momenty wciąż są mocne. Niezależnie od tego aspektu, Lobo to kawał porządnego komiksu. Materiał, który się nie starzeje, podobnie jak nie starzeje się dobry rock’n’roll. Rysuje prawdziwy mistrz – Simon Bisley, człowiek legenda, którego – tu ciekawostka - związki z Polską są niezwykle silne – od kilku lat regularnie przyjeżdża na polskie festiwale, a jego babcia jest z pochodzenia Polką. Koniec ciekawostki. Co do samego rysunku – są dwie odmiany Bisleya – Bisley malarski i Bisley rysunkowy. Lobo to ta druga wersja. Kreska rysownika jest równie szalona, co główny bohater. Porusza się po całym komiksie jak wariatka, ale zawsze, podkreślam ZAWSZE znajduje się na swoim miejscu. Wtóruje jej fabuła. W pierwszej historyjce Lobo eskortuje swoją znienawidzoną nauczycielkę od anglika, w drugiej – sieje popłoch w niebie i piekle, a w trzeciej dostaje zlecenie na świętego Mikołaja – oczywiście od króliczka wielkanocnego. Scenarzysta Alan Grant stawia na akcję, przemoc i humor nie zawsze wysokich lotów, całość jednak wchłania się idealnie. To taki komiksowy Grindhouse. Portret bękarta – pozycja absolutnie klasyczna.

Podobnie z „Azylem Arkham” – komiksem Granta Morrisona i Dave’a McKeana. Jest to mroczny, psychologiczny dramat o Batmanie. To jeden z tych albumów, o których można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że wszystko w nim gra – wnikliwy, dopracowany scenariusz idzie w parze z niepokojącymi, klimatycznymi rysunkami. Tytułowy Azyl Arkham to ośrodek dla obłąkanych przestępców, który pewnego dnia zostaje przez owych łotrów przejęty. Na czele szajki staje Joker, a jedynym ich żądaniem jest sprowadzenie do Arkham Batmana. Zamaskowany mściciel w więzieniu pełnym złoczyńców – ten motyw tylko pozornie zapowiada bezsensowne mordobicie, jakich w komiksach pełno. Tak naprawdę jest zaproszeniem do szalonych umysłów. A może Batman jest tak samo opętany, jak ci wszyscy goście, których wsadził za kratki? Grant Morrison rozkłada tożsamości bohaterów na czynniki pierwsze, wchodzi do ich głów i dociera do jądra ciemności. Równolegle prowadzi drugą fabułę, opowiadającą o losach założyciela ośrodka – Amadeusza Arkhama i jego relacjach z matką. Oba wątki perfekcyjnie rysuje Dave McKean, znany z bliskiej współpracy z Neilem Gaimanem brytyjski rysownik. Jego ilustracje są tak naładowane emocjami, że do inspiracji pracami z „Azylu Arkham” przyznają się rzesze rysowników, w tym również z Polski. Ten album naprawdę może przestraszyć. Dodatkowym plusem tej publikacji, wydanej zresztą z okazji 25-lecia powstania albumu, są dodatki, zajmujące więcej miejsca niż sam komiks. Znajdziecie tu na przykład cały scenariusz Morrisona i będziecie mogli sprawdzić na czym tak naprawdę polega rola scenarzysty w tworzeniu komiksu. Są również szkice plansz, także wykonane przez scenarzystę. Nie mogło zabraknąć miejsca dla galerii Dave’a McKeana, zbierającej jego szkice oraz okoliczne publikacje związane z Azylem. Są tacy eksperci, którzy twierdzą, że lepszej od "Azylu Arkham" historii Batman się jeszcze nie doczekał. Coś w tym jest. 
"Batman: Rok pierwszy". Scenariusz Frank Miller. Rysunki: David Mazzucchelli. Kolory: Richmond Lewis. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl
"Lobo: Portret bękarta". Scenariusz: Keith Giffen i Alan Grant. Rysunki: Simon Bisley, Christian Alamy. Kolor: Lovern Kindzierski. Tłumaczenie: Michał Zdrojewski. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl 
"Batman: Azyl Arkham". Scenariusz: Grant Morrison. Rysunki: Dave McKean. Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz, Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2015.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia. pl