Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

niedziela, 26 listopada 2017

Tank Girl - Martin/ Hewlett

Polscy komiksiarze mają coraz więcej okazji do nadrobienia zaległości z ponad stuletniej historii komiksu. Nasi wydawcy sięgają po wybijające się współczesne pozycje, pielęgnują popularny rynek superherosów, ale również coraz częściej kłaniają się klasyce. Dzięki temu w ciągu minionych miesięcy mogliśmy wreszcie poznać prace Herrimana, Cazy, Druilleta, czy Serpieriego. Ostatnio, dzięki wydawnictwu Non Stop Comics reanimowano kolejną kultową postać sprzed lat - Tank Girl, czyli arogancką i wybuchową dziewczynę, która narodziła się w głowach dwóch Brytyjczyków: Jamiego Hewletta i Alana C. Martina pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. 
To klasyka wyspiarskiego komiksu. Punkowo-zinowa jazda bez trzymanki. Zbiór krótkich form, w których dzieje się dużo, nie zawsze z sensem, ale zawsze z bezlitosną dawką humoru. Postać wykreowana przez Martina i Hewletta najpierw pojawiła się w opublikowanym przez nich zinie Atomtan, a następnie została przygarnięta przez kultowy brytyjski magazyn Deadline. W dowodzonym przez Bretta Ewinsa i Steve’a Dillona piśmie Tank Girl miała swoich kilka stron, na których trzeba było skondensować dużo treści. W związku z tym autorzy strzelali szybko i nie brali jeńców. Nie ma tu rozwleczonych scen. Wręcz przeciwnie - bywa, że w ramach jednego kadru dzieje się BARDZO dużo. Kangury atakują znienacka, doktor dred wykonuje operacje plastyczne przy pomocy voodoo, a wszystko, co wydarza się w tym postapokaliptycznym świecie ma w sobie dużo ze zgrywy i przekory. Dodatkowo autorzy naładowali komiks odniesieniami do popkultury. Ciekawe czy współcześni czytelnicy będą pamiętali kim był Krokodyl Dundee, Brian Jones czy Eric Estrada bez używania Internetu.
Komiks Hewletta i Martina może wydawać się chaotyczny, ale Polakom, którzy starali się czytać cokolwiek w czasach posuchy na rynku, powinien sprawić dużo frajdy. Bo to zbiór historii bliźniaczo podobnych formą do tych, które były publikowane w naszych zinach - tych kserowanych szmatławcach, które zaspokajały głód komiksowy aż do pierwszych lat XXI wieku. I w tym tkwi siła Tank Girl. Bo to jest komiks prawdziwy, komentujący, odporny na polityczne wpływy i wydawnicze widzimisię. A poza tym narysował go Jamie Hewlett. Mistrz rysunku, który poza Tank Girl znany jest z członkostwa w grupie Gorillaz. To on odpowiedzialny jest za komiksowe postaci, których zespół używa jako swojego wizerunku. 
Pierwszy z trzech tomów przygód Tank Girl to znakomita rzecz. Dwa kolejne będą podobne. Oby wydawca nie poprzestał i przyjrzał się innym historiom z zadziorną bohaterką - chociażby Tank Girl: The Odyssey, w której do Jamiego Hewletta dołączył wybitny brytyjski scenarzysta Peter Milligan.
"Tank Girl, tom 1". Scenariusz: Alan Martin. Rysunki: Jamie Hewlett. Tłumaczenie: Marceli Szpak. Wydawca: Non Stop Comics, 2017.

Brak komentarzy: