Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

wtorek, 10 grudnia 2013

Ralph Azham: Czy oszukuje się tych, których się kocha? - Trondheim

Lewis Trondheim powraca na polski rynek. Ten niezwykle płodny i operujący przeróżnymi stylami i gatunkami artysta tym razem stawia na komiksowy pop utrzymany w konwencji przygodowej. Seria o przygodach ciamajdowatego ex-wybrańca, wyglądającego jakby go Jakub Rebelka w "Oskarze" narysował, kipi humorem, cieszy oko wspaniałymi kolorami i przewraca do góry nogami schematy, zalegające w podobnej literaturze.
Gdyby w studiu Disneya Sasha Baron Cohen do spóły z ekipą Monty Pythona wyreżyserował adaptację "Władcy Pierścieni", powstałby "Ralph Azham". Ten serial daleki jest od trondheimowskich eksperymentów pokroju "Lapinota i marchewek Patagonii" i swoją formą wyraźnie schlebia francuskim komiksom dla dzieci i młodzieży. Charakterystycznym formatem A4, podziałem plansz (4 paski na stronie), ostrym kolorem oraz czystym, cartoonowym rysunkiem Trondheim częstuje jednak przede wszystkim starszego odbiorcę. 

"Ralph Azham" bogaty jest w absurdalne sytuacje, wykwintne dialogi, wartką akcję i ciekawych bohaterów, z tytułowym na czele. Ralph to czarna owca i wioskowa łajza. Niegdyś namaszczony (według trondheimowskiej nomenklatury - "naniebieszczony") na wybrańca lokalnej społeczności, zdolnego pokonać okrutnego Vom Syrusa, obecnie zwykły przegraniec, posiadający jedynie niewiele znaczący dar dzieciowidztwa. Większość czasu spędza w gnoju wśród świń, gdzie regularnie (i karnie) doprowadza go zbyt długi język, zbyt ekscentryczne zachowanie lub zbyt wysublimowane psikusy, serwowane sztywnym mieszkańcom wioski. Jego jedyną bronią w nierównej walce z szarzyzną jest poczucie humoru - czasem wykwintne, czasem pierdzące, ale zawsze szczere w konfrontacji z jego wyglądem i wyrazem twarzy. Czy jednak będzie wystarczającym narzędziem w walce z nadciągającą Hordą? Czy będzie w stanie zapobiec idiotycznym decyzjom wioskowej rady, mającej na względzie jedynie dobro własnego żołądka?
Trondheim zrobił komiks dla dorosłych dzieciaków. Takich, którzy za młodu zaczytywali się w "Kajku i Kokoszu" czy "Asterixie", a dzisiaj szukają czegoś podobnego, co jednak trafiłoby już w ich "dorosłe" zmysły. "Ralph" to właśnie te znane wszystkim grepsy, przygody i zabawne sytuacje, przepisane "na dorosło". Powrót do przeszłości, efektownie łechtający teraźniejszość.
Zdawałoby się, że cel, jaki przyświecał Trondheimowi był jeden: stworzyć radosną, zabawną, nawiązującą do komiksowej tradycji, kolorową, przygodową historię, z której bić będzie radość: radość pisania, rysowania, czytania, przewracania kartek itp, itd. Jednocześnie nie zapomniał o przesłaniu, wyrażającym się w postawionym w tytule odcinka pytaniu. Nie popadając w moralizatorstwo i nie odkrywając Ameryki, udzielił na nie poprawnej odpowiedzi, argumentując swoje stanowisko należycie.
"Ralph Azham" to najbardziej wyluzowany komiks jaki przeczytacie w ciągu najbliższych kilku miesięcy, a przynajmniej do marca 2014 roku, kiedy to na rynku pojawi się tom drugi serialu. Jeśli zapomnieliście po co robi się komiksy - Trondheim "Ralphem" przypomina. 
"Ralph Azham (tom 1): Czy oszukuje się tych, których się kocha?". Autor: Lewis Trondheim. Kolor: Brigitte Findakly. Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2013. 

Komiks można nabyć tutaj: Sklep wydawcy, Sklep. Gildia.pl, Incal, Picture Book.pl

Brak komentarzy: