Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 24 listopada 2011

24h Comics Day Gdańsk - Berlin. Relacja

Autor: Marek Kraska
Najnowsza edycja organizowanego w Gdańsku już po raz czwarty 24h Comics Day, wzbudziła już przed rozpoczęciem tego maratonu wiele emocji. Stało się to najpewniej w związku z międzynarodowym wymiarem imprezy. Uczestnicy umawiali się na Facebooku i wymieniali uwagi na temat treningu i przygotowania kondycyjnego do wyczynowego rysowania. Samo wydarzenie nie zawiodło komiksiarzy, bo atrakcji było co niemiara. Padł rekord frekwencyjny. Do rysowania stawiło się 30 osób. Choć w okrojonym składzie, ale przyjechali goście z Berlina i ku zaskoczeniu wszystkich zjawiły się trzy ekipy telewizyjne...
W samo południe
Ale zacznijmy od początku. Do Pracowni Komiksowej zmierzaliśmy razem z Peterm, Ulle i  Manuelą z berlińskiej biblioteki Die Renate. Zbliżało się południe a telefon dzwonił i dzwonił . Za każdym razem pojawiało się pytanie: gdzie jesteście? Wpadamy do Pracowni, a w środku tłum. Nie tak znowu mała sala w bibliotece jest pełna ludzi z ołówkami i cienkopisami w rękach. Jest trochę zamieszania i nerwówki. Wszyscy chcą się dobrze usadowić, bo przez najbliższą dobę nie będą się za wiele ruszać ze swoich miejsc. Dodatkowe napięcie wprowadza trzech kamerzystów kręcących się wokół rysowników i redaktorzy telewizyjni, planujący kogo wyłowić do przeprowadzenia wywiadu. Trochę oniemiali i onieśmieleni goście z Niemiec siadają przy stole i wyjmują swoje przybory. Na zbyt długie oficjalne powitania nie ma za bardzo czasu. Bogdan Ruksztełło - Kowalewski z Pracowni ogłasza temat. Hasło to: Dziecko – Das Kind. Zaczyna się...
Narodził się  z chaosu
Pierwsze godziny są dość chaotyczne. Wielu uczestników zasiada od razu do rysowania i nie marnuje czasu. Kilka osób jeszcze się namyśla. Pojawia się kilku spóźnialskich.  W małej kuchni w Pracowni spotyka się parę osób, które wpadły tu towarzysko. Okazuje się nawet, że jest dziewczyna z Wrocławia,  która przyjechała z chłopakiem i do końca maratonu zainstalowała się najpierw z laptopem a potem śpiworem między regałami z biblioteki. Jak nie jedna to druga redakcja telewizyjna wywołuje po kolei do wypowiedzi organizatorów, rysowników, wśród których największym wzięciem cieszy się  delegacja zza Odry. Niewątpliwą gwiazdą telewizyjną zostaje Tomasz Grządziela, który być może dzięki swojemu wystąpieniu w „Teleexpressie” na stałe zyska nowy pseudonim. Chwilę potem wjeżdża jedzenie z zamówionego cateringu, które także załapało się na wystąpienie w lokalnym wydaniu Panoramy. Powoli jednak zamieszanie cichnie i zaczyna się iście mrówcza praca.
Mozolnie pod górkę
W każdym maratonie, uczestnicy mają swoje indywidualne tempo. Tak samo dzieje się w przypadku  gdańskiego 24h Comics Day. Widać, jak różne strategie i techniki zostały wybrane przez rysowników. A oto kilka przykładów. Peter Auge Lorenz: od samego początku tempo jedna strona na godzinę, od razu w tuszu.
Mateusz Skutnik: najpierw ołówek i przymiarka do nałożenia akwareli. Tusze poczekają do rana. Jacek Kuziemski: ciśnie na formacie w deseń A7, co jak się okaże zaowocuje ukończeniem pracy w okolicy pierwszej w nocy. Duet scenarzysta Piotr Szulc i rysownik Kuba Babczyński: Piotrek pisze strona po stronie, z lekkim zapasem a jak rysownik nie nadąża to wypełnia czarnym markerem większe plamy na rysunku. Kuba marudzi, co mu się nie podoba w scenariuszu i pilnie cyzeluje kolejne kadry.  Przemek Kłosin: rysuje z pieczołowitością niezwykle realistyczne plansze. Technika sprawia, że nie skończy, ale będzie rysował póki sił starczy. Łukasz Godlewski: uznał, że najlepiej się rysuje siedząc na taborecie w rozmiarach dziecięcych. Tomasz Grządziela: co się dzieje przy tym stoliku, nie ogarniam, ale jest tam wszystkiego dużo z rozmaitymi przyborami do rysowania na czele. Konrad Okoński: człowiek bardzo zaprzyjaźniony z komputerem, z którym się nie rozstaje. Komiks odda w formie gotowych do druku plików.
Coraz bliżej do półmetka
W okolicach dwudziestej widać, że ubyło trochę ludzi i jest trochę  rozprężenia. Znajduje się czas na wypicie Red Bulla, a ilość jego pustych puszek systematycznie rośnie na stołach. Zbiera się mały tłumek przed ekranem komputera, gdzie 24h Comics Day ma swoje 15 sekund w oglądanym on-line „Teleexpressie”. Krótkie odwiedziny znajomych, wycieczki do sklepu. Za chwilę nawet w Żabce będzie można już tylko pocałować klamkę. Wraz z nastaniem godziny ciszy nocnej zamykają się dla gości z zewnątrz podwoje biblioteki. Zostaje już tylko praca i skupienie nad kolejnymi planszami. Powoli pojawia się zmęczenie i trzeba będzie z nim walczyć do południa następnego dnia. Bywają jednak także momenty na chwilkę przerwy. Niemiecka drużyna przez dłuższy czas pozostaje pod wrażeniem kilku tomów Tytusa Romka i A'tomka, które ściągnęli z  regałów Pracowni. W ramach ćwiczeń stylistycznych zostaje wykonany portret Tytusa według wyrysowanej przez Papcia Chmiela instrukcji w jednej z książeczek.
Czarna dziura
W okolicach godziny drugiej autor powyższej relacji udał się na spoczynek i powrócił do Pracowni dopiero w okolicach godziny dziesiątej rano. To co się zdarzyło w tym czasie niech pozostanie tajemnicą rysujących.
Dawn of the Dead
Może nie dosłownie był to świt żywych trupów.  Większość z kilkunastu osób, które pozostały na polu bitwy do samego końca, przyjęła odpowiednią dawkę napojów energetycznych i funkcjonowała całkiem żwawo dzięki adrenalinie. Mimo wszystko widać było zmęczenie i napięcie na wielu twarzach. Kilka osób pracowało do ostatnich minut maratonu i znalazło się w gronie siedemnastu najwytrwalszych, którzy z powadzeniem zakończyli swoje prace. Kilka osób znalazło sobie z kolei przytulny kącik na drzemkę. Nie mniej jednak większość rysowników sprostała zadaniu i chyba nikt się nie spodziewał, że powstanie aż tyle materiału do czytania i oglądania po jednej dobie.
Co dalej?
Cały projekt nie kończy się jednak na jednej listopadowej nocy. Niestety delegacja niemiecka przyjechała w okrojonym składzie, po pewnych problemach logistycznych. Goście z Niemiec zostali z tego powodu liczebnie zdominowani przez nadspodziewanie licznie przybyłych polskich komiksiarzy.  W kwietniu 2012 reprezentacja z Polski będzie miała jednak okazję na rewizytę w Berlinie i tam z kolei należy się spodziewać przewagi liczebnej lokalnych rysowników. Zobaczymy jak sobie poradzą rysownicy-wyczynowcy na wyjeździe.
A to co udało im się zrealizować za pierwszym razem będzie można sprawdzić już pod koniec roku. Nie odbiegając formule rysowniczego sprintu, w równie szybkim tempie zostanie przygotowana i wydrukowana wystawa prac powstałych w trakcie pierwszej sesji wspólnego rysowania. Będzie ją można obejrzeć w Pracowni Komiksowej w Gdańsku, a potem pojedzie do Niemiec. W podobnym terminie należy się spodziewać w druku 10 albumów w obu wersjach językowych. Po edycji berlińskiej i wydania jej wyników zapraszamy wszystkich na podsumowanie projektu w ramach Bałtyckiego Festiwalu Komiksu. Bieżących postępów w pracy nad projektem możecie z kolei wypatrywać w Ziniolu.  
Projekt został jest realizowany przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Josepha Conrada w Gdańsku ze środków przyznanych przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej oraz Urzędu Miasta Gdańsk.
Organizatorzy dziękują partnerom projektu, czyli: Hufcowi ZHP Gdańsk Śródmieście im Alfa Liczmańskiego, Stowarzyszeniu Die Renate e.V., Stowarzyszeniu Akademia Komiksu GDAK.
Specjalne podziękowania dla Pana Kanapki.
Notował: Marek Kraska

Brak komentarzy: