Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 17 lutego 2011

"W cztery oczy" - Hommer

Autor: Dominik Szcześniak
Pies najlepszym przyjacielem człowieka, ale człowiek nie zawsze równie dobrym kumplem psa - prawda znana nie od dziś. Poczciwe czworonogi popkultura wykorzystywała zazwyczaj by wzruszyć widza/czytelnika lub by sprzedać mu ważną naukę. Sascha Hommer w swoim na pozór banalnym utworze o jarającej blanty młodzieży, psa czyni integralnym elementem opowieści. Zamiast jednak ustawiać go w roli wyciskacza łez, wrzuca go w ramiona przenośni. Pies jako metafora spartolonego życia? Tak, to tutaj.
Tropiciele wątków autobiograficznych łatwo powiążą postać głównego bohatera z autorem komiksu, jednak dla jego wymowy ta zależność pozostaje bez znaczenia. Sascha, choć poznajemy go w dojrzałym już wieku, dzięki retrospekcjom jawi się  jako nastoletni  everymen. Wylewny, emocjonalnie niedoświadczony, popadający w depresyjne klimaty. Jego życie jest nijakie, a uczucia nim targające trudne do zdefiniowania dla niego samego. Związek z dziewczyną marzeń rozpada mu się po krótkim czasie, bo beztrosko komunikuje wybrance, że ją kocha. Pocieszycielami okazują się lekkie dragi, grzybki, LSD. Sascha uwielbia również pociągać z wiadra. Hommer rysuje nam taką postać, jaką pewnie kiedyś byliśmy i jaką dogłębnie poznaliśmy. Gadki o muzyce, o tym, jaki świat jest niedobry i jak go nienawidzimy oraz anegdotki z imprez to sprawy tak życiowe, że byłyby kompletnie nieciekawe. Gdyby nie wspomniany pies.
Pies jest metaforą wszystkiego, co w życiu Saschy okazało się być niewypałem. Zbiera w sobie zarówno młodzieńczą wylewność, niedojrzałość, głupotę bohatera, jak i jego narkotyczne fascynacje. A więc wszystko to, co jest najlepszym przyjacielem młodego człowieka, nawet jeśli młody człowiek sam sobie z tego nie zdaje sprawy. Kiedy się poznają, Sascha jest na ostrym tripie, kiedy mają się rozstać - w znaczącej scenie w lesie - bardziej zakręcony wydaje się być pies. Hommer zastosował w komiksie zabieg bardzo prosty i w tej prostocie genialny. Pies pojawia się w życiu Saschy, gdy ten osiąga apogeum oderwania od rzeczywistości. Pies powoduje zmiany w głowie bohatera. Zmiany idące tak daleko, że kiedy człowiek pozostawia psa w lesie, nie jesteśmy zbulwersowani jego zachowaniem.
"W cztery oczy" po pierwszym czytaniu zdaje się być historyjką prostą, by nie powiedzieć prostacką. Powoduje jednak, że trybiki w mózgu zaczynają się poruszać, a wielość interpretacji przeczytanego tekstu i obrazu powoduje, że tak naprawdę mamy do czynienia z komiksem psychologicznym. W dodatku z komiksem psychologicznym naprawdę wysokich lotów, stworzonym przez świadomego i dojrzałego faceta, który swojej młodzieńczej opowieści nadał odpowiednią perspektywę.   
"W cztery oczy". Autor: Sascha Hommer. Tłumaczenie: Marcin Chuta. Wydawca: kultura gniewu 2010

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

a więc nie tylko o dorastaniu. W takim razie dołączam do listy zakupów. bom zaciekawił się.
wojtas

Paweł "Trreker" Wojciechowicz pisze...

Wachałem się czy kupic to czy dylan doga, wybrałem to to. Niestety.

Bleee... Nudne...
Bleeeeeeeeee...
;)

Anonimowy pisze...

Możesz napisać coś więcej na temat tych nudności?
wojtas

lucek pisze...

Trrek: czyli wahałeś się między dwoma totalnie różnymi klimatami. Kiedy masz ochotę na "Dylan Doga" i czytasz "W cztery oczy", to... hm, brak satysfakcji gwarantowany. Podobnie zresztą w drugą stronę.