Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 24 lutego 2011

Polski doktor Wertham już straszy!

Autor: Paweł Timofiejuk
Cała afera z "Chopin. New romantic" najpierw była poważna, potem śmieszna, aż w końcu stała się straszna, a koniec końców jest polskim biciem piany dla samego bicia piany. Na wspomnianą antologię składa się osiem komiksów polskich i niemieckich autorów, a wszyscy dziennikarze, którzy nie zapoznali się z całością, robią aferę z powodu skandalizującego i słabego komiksu Krzysztofa Ostrowskiego. Jednak w antologii są dobre i interesujące komiksy, choćby Paryż 1836 czy Polski Beat 2001, o czym z telewizji się nie dowiemy. Oczywiście cała kampania medialna prowadzi do wywołania reakcji zleceniodawcy, czyli Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Zanim jednak dalej o tym, najpierw trochę historii. Był początek lat 40. XX wieku, gdy znany psycholog dziecięcy Frederick Wertham zainteresował się komiksem jako złem wcielonym. Rozpoczął wtedy trwającą do połowy następnego dziesięciolecia krucjatę przeciwko komiksowi. Opierał się na błędnym założeniu, że dziedzina sztuki, jaką jest komiks, przeznaczona jest tylko dla dzieci, a w związku z tym żadne inne treści niż te przeznaczone dla nich właśnie nie powinny się w komiksach znajdować. Tępił więc wydawców horrorów, kryminałów i fantastyki, których publikacje w większości były skierowane do dojrzałych odbiorców. Z roku na rok zyskiwał coraz większą rzeszę zwolenników, którzy w grudniu 1948 roku rozpoczęli akcję masowego palenia komiksów. Podobne wydarzenia trwały aż do połowy lat 50., kiedy wprowadzono restrykcyjny Comics Code, który regulował, jakie treści powinny znajdować się w komiksowych publikacjach na rynku amerykańskim. Przed zinstytucjonalizowaniem tej autocenzury amerykańskich wydawców polowania na komiksy i ich niszczenie trwały w najlepsze – w 1948 spalono komiksy w Binghampton, Nowy Jork , a jeszcze nawet w 1955 zbierano je do pick-upów i zwożono do spalenia choćby w Norwich, Connecticut. Sam Wertham na fali popularności swoich poglądów w 1954 roku wydał książkę Seduction of the Innocent, która mówiła o zgubnym wpływie tej dziedziny sztuki na dzieci. Oczywiście nie zająknął się ani słowem o dorosłych początkach komiksu, tylko skupił się na jego dużej popularności wśród dzieci, które po wojnie, jako główny odbiorca wielomilionowych nakładów komiksów superbohaterskich, zastąpiły dotychczasowych czytelników, czyli żołnierzy.
Mało kto poza badaczami wie, że w trakcie wojny amerykańska armia nabywała masowo komiksy, w których superbohaterowie gromili nazistów. Masowo to nie znaczy 2 tysiące sztuk, tylko kilka milionów. Oczywiście w komiksach tych pojawili się szpiedzy, korupcja, przemoc wojenna, bo kraj był w stanie wojny, a obywatele przez kulturę mieli wykształcić odpowiednie postawy wobec wroga. Po wojnie rynek zaczął szukać nowych form wyrazu, a wydawcy zalali rynek tytułami skierowanymi do różnych odbiorców – w tym i dzieci i dorosłych. Jednak Wertham i jemu podobni zaczęli domagać się skanalizowania tej dziedziny sztuki tylko w ramach ich wyobrażeń o komiksie jako o medium dla dzieci. Skutki ich działalności były daleko idące, gdyż wprowadzony w 1954 roku Comics Code zabraniał pisania między innymi o korupcji w amerykańskiej policji, o przekupstwie sędziów, itd. Postaci miały być jednowymiarowe – tylko dobre albo tylko złe. Lata 50. to zanik komiksu dla dorosłych w USA, natomiast rozwój we Francji oraz Japonii, gdzie ta dziedzina sztuki rozwijała się bez ograniczeń i narzucania odbiorcom jej zdegenerowanego rozumienia o byciu li tylko infantylną dziecięcą rozrywką. W tym okresie świat nadrobił lata, które stracił do USA w pierwszym półwieczu XX w., i poszedł w artystyczne eksperymenty, które pozwalały utrzymywać się w głównym nurcie kultury. Natomiast w Stanach trwało mozolne wydobywanie się z zapaści. Najpierw latach 60. i 70. pojawiły się komiksy undergroundowe, które w drugim obiegu zdobywały rzesze fanów na zrewoltowanych uniwersytetach i w kształtującej się kontrkulturze. Następnie w latach 80. i 90. nastąpił powolny zanik przestrzegania Comics Code również w mainstreamie. Natomiast ostatnie dziesięciolecie przyniosło już całkowitą wolność w tworzeniu komiksów dla dorosłych i szybkie nadrabianie zapóźnienia wobec innych dziedzin kultury. Komiks trafił na salony, zdobywa nagrody literackie, jest przedmiotem poważnej dyskusji, w tekstach naukowych funkcjonuje na równych prawach z filmem, literaturą czy teatrem. I w końcu nadszedł też ten dzień, gdy ostatni wydawcy w USA ogłosili, że w styczniu 2011 roku przestają używać Comics Code w komiksach dziecięcych, gdyż nawet w uwspółcześnionej, okrojonej formie nie przetrwał on próby czasu, co widać m.in. we wszechobecności wulgaryzmów w kreskówkach.
Wydawałoby się, że w Polsce już dogoniliśmy Zachód po latach komunistycznego wykorzystywania komiksu jako narzędzia propagandy; okazuje się, że tak naprawdę stoimy w miejscu, w którym świat był 60 lat temu – chcemy niszczyć książki. Wynika to z tego, że niestety polskie elity dały sobie wmówić w PRL, że komiks to zło, a jedyna wartość, jaką niesie, to prostacka (i propagandowa) rozrywka dla dzieci. Takie właśnie rozumienie tej dziedziny sztuki pokutuje po dziś dzień, gdyż stereotyp łatwo utrwalić. Powiem więc wyraźnie: Czytelnicy, Dziennikarze i Politycy – komiks to taka sama dziedzina SZTUKI jak każda inna i ma prawo do posługiwania się takimi samymi środkami wyrazu jak inne dziedziny sztuki. Jest kierowany do takich samych odbiorców jak wszystkie inne dziedziny sztuki! Niestety Polska utknęła w punkcie, w którym Ameryka była w latach 40. XX w., a w mediach słychać nawoływania polskich Werthamów do palenia i niszczenia komiksów. Na podobne nawoływania, zamiast poszukać innych rozwiązań, otworzyło się Ministerstwo. Jest to równie szkodliwe dla wizerunku kraju jak nowela, która wywołała cały skandal, wpłynie bowiem na postrzeganie polskich wypowiedzi w kwestii wolności słowa i na naszą wiarygodność w wypowiedziach w jego obronie. Jak bowiem zauważył Christoph Heubner z Międzynarodowego Komitetu Oświęcimskiego, cenzurować sztuki żadnym rządom nie wolno, a dyskusja w tym wypadku dotyczyć powinna gustów. Może zatem warto przemyśleć sprawę jeszcze raz i na przykład przedefiniować odbiorcę, do którego cała antologia będzie skierowana, pamiętając o tym, że mieści się w niej poza tym jednym tekstem jeszcze siedem innych, ze skandalem niemających nic wspólnego. Niszczenie kultury to ostateczność.
Odbiorcy niemieccy, szczególnie młodzież, wcale nie są tacy łagodni jak baranki i obcują ze znacznie bardziej wulgarnymi komiksami niż ten, o którym toczy się ostatnio dyskusja. Rekordy popularności od lat bije seria Fil, której bohaterowie nieustannie klną w berlińskim slangu i szargają wszystkie świętości. Polskim odpowiednikiem tej serii jest popularny Wilq braci Minkiewiczów. Dlatego proponuję spróbować jednak wyjść z tą antologią do odbiorców, którzy zresztą zapewne bardziej zainteresują się pozostałymi siedmioma komiksami z antologii niż wulgarną diagnozą polskiej sceny muzycznej, mediów i życia celebrytów.
Na przyszłość należy pamiętać, że ani wydawca, ani instytucja zlecająca nie są zwolnieni z refleksji nad tym, nad czym pracują i jak to wpłynie na odbiór utworu. Muszą pamiętać o tym, jaki może być odbiorca i w procesie powstawania publikacji prowadzić wymianę poglądów nad jej ostatecznym kształtem, a nie zakładać, że skoro to komiks, to nic niebezpiecznego nie może się zdarzyć. W przypadku wielu instytucji zlecających produkcję komiksów (choćby Muzeum Powstania Warszawskiego, Narodowe Centrum Kultury) taka kontrola nad produktem ma miejsce, czyżby w tym wypadku jej zabrakło?
Przypomina mi się sytuacja sprzed paru lat, gdy wraz z Wojtkiem Stefańcem postanowiliśmy z prowokacyjnym komiksem wziąć udział w konkursie o powstaniu warszawskim. Pomimo tego, że nasza praca zdobyła nagrodę, nie znalazła się ostatecznie w antologii pokonkursowej. Słusznie, gdyż zadaniem wydawcy nie miało być prowokowanie, a edukowanie. Zainteresowani czytelnicy mogli zapoznać się ze wspomnianym komiksem w jednym z pism komiksowych i Internecie, gdzie jego obecność była na miejscu.
W dzisiejszych czasach cenzurą nie wygra się ze zinformatyzowanym społeczeństwem, gdyż PDF-y nie płoną… Na chwilę obecną w opinii publicznej Chopin. New Romantic zaistniał tylko w postaci jednej  historyjki. Dlatego warto, by Ministerstwo przejęło kontrolę nad wydarzeniami i zapoznało społeczeństwo z wartościową, sensowną całością, a nie z gorszącym wyimkiem, który zresztą już wędruje po świecie.

32 komentarze:

skil pisze...

Najlepszy tekścior o tej całej sprawie.

hds pisze...

Słusznie skil pisze.
Idealny do opublikowania w wysokonakładowej prasie.

meimei pisze...

świetny tekst. nie miałam pojęcia, że w USA palono komiksy o.O

Anonimowy pisze...

A ja tam już mam dość tej całej szopenizacji.

Anonimowy pisze...

Wziął się spiął autor i napisał tekścior o paleniu książek w Ameryce w latach 50-tych. W Polsce wówczas, w państwie zwanym PRL, torturowano i zabijano patriotów walczących o wolne państwo: żołnierzy niepodległościowego podziemia, oficerów wojska polskiego, działaczy mających inne zdanie o sojuszu-robotniczo chłopskim i braterstwie z Armią Czerwoną. Książek nie palono. 2 miliony książek wycofano z bibliotek, bo głosiły idee niepodległego Państwa i promowały kulturę Polski niezależnej. Palić nie trzeba było, wszystko poszło na przemiał.
Nie brakowało wówczas artystów, którzy stanęli w awangardzie postępu: w szeregach partii i służby bezpieczeństwa.

Dziś potomkowie tych, którzy wtedy niszczyli książki i mordowali w więzieniach mają się świetnie w nowej rzeczywistości.
Myślą, że wolno im wszystkich i wszystko znieważać, że można wszystkie polskie wartości wyszydzić, wykpić, okpić - najlepiej pod płaszczykiem modern art. Bo tak jest nowocześnie, bo tak trendy, bo tak wszyscy z prądem płyną.
Udają pokrzywdzonych, bo chcieliby to jeszcze robić za państwowe pieniądze. Chcieliby jeszcze masowego uznania i godziwego zarobku.
Marzy im się, żeby ich mało wykwintne popisy finasowały te instytucje, które są im obmierzłe: instytucje państwa polskiego.

Nie mam nic do Ostrowskiego, może on nic nie winien, może on zawsze tak cweluje i używa na "ch..."
Ale pisanie o tym całym zamieszaniu z przywołaniem amerykańskich realiów z lat 50-tych świadczy o tym, że komuś się całkiem pokiełbasiło. Albo też próbuje zbałamucić fanów komiksu odległą wizją historyczną, myśląc, że nikt się nie domyśli z jaką manipulacją mamy tu do czynienia.

turucorp pisze...

za komuny "anonimowi" umilali mi zycie, teraz ich potomkowie wypelzaja z nor opowiadajac o swoich "kombatanckich przodkach".
Chcesz oceniac innych i wypowiadac sie o kulturze, to zachowuj sie jak na czlowieka kulturalnego przystalo, jak gdzies przychodzisz to najpierw "dzien dobry, nazywam sie tak a tak" a potem dopiero zabieraj glos, nie nauczyli cie tego w domu? (dobra, wiem, w niektorych domach uczyli zeby zawsze anonimowo albo "zyczliwy" sie podpisac).
Timof bardzo wyraznie (i slusznie) nawiazal do "comics code" bo wowczas padaly identyczne argumenty i stosowano dzialania, ktore teraz probuje sie zastosowac w naszym pieknym kraju, czego z tego tekstu nie zrozumiales "anonimie", ze doszukujesz sie manipulacji i ukrytych zamiarow?
I jakie sa twoje "ukryte zamiary" i co chcesz zmanipulowac, skoro zadales sobie az tyle trudu zeby tu wlezc, a brak ci odwagi nawet na to zeby sie uczciwie podpisac?

Anonimowy pisze...

@turucorp

A ty jak zawsze na posterunku?Uderz w stół...

Anonimowy pisze...

@anonimowy

Daruj sobie, nie widzisz z kim rozmawiasz? Jedyne co potrafią to innych pouczać, że im kultury brak i że tekstu nie potrafią zrozumieć. To taki stały zestaw argumentów u tych, co nie mają nic merytorycznie do powiedzenia. Oni myślą, że im wszystko wolno, że mogą innych palcem wytykać z wyżyn swojej zarozumiałości.
Tak to juz jest...
Jakbyś dłużej pogadał, to zobaczysz wielkie NIC.

Im wolno wszystko, łącznie z obrażaniem wszystkich dookoła. A ty masz siedzieć cicho.

Jak by mogli to pozamykali by w klatkach tych, co nie myślą tak, jak oni. Taka ich kultura...

Maciej pisze...

Kultura anonimów.
Mentalny cweloholokaust.

lucek pisze...

Anonimie: zwróc uwagę na fakt, że komiks Ostrowskiego nie jest wulgarny, zawarte w nim zwroty służą do nakreślenia tła w komiksie, a żadna z polskich świętości nie został zszargana. Jedynymi, w których ten komiks uderza są tak naprawdę przedstawiciele kultury lub jej mecenasi; może nawet ci, o których piszesz, że są spod płaszczyka modern art; dyrektorzy, organizujący imprezy kulturalne za flaszę, by sobie nabić kabzę; artyści pretekstowo odnoszący się do owych "polskich świętości"... Tak naprawdę komiks Otsrowskiego bardzo fajnie ujmuje to, o czym piszesz, więc chyba raczej powinieneś zmienić stronę w tym konflikcie.
Bo rozumiem, że - jak większość wypowiadających się Polaków, myślących że chodzi tu o Wojnę O Polskę, komiksu nie czytałeś i przyjąłeś zdanie oszołomów za pewnik. Ale słuchaj, oszołomy też nie czytały. Ja czytałem i mówię, że nie ma tam szargania świętości. Przyjmij to jako prawdę obiektywną po prostu.
A tekst timofa celnie wpisuje się w temat. Groźbę spalenia czy przemielenia nakładu można by odnieść do wielu innych zdarzeń z przeszłości, ale jeśli chodzi o komiksy - ta jest idealnie wstrzelona.

Anonimowy pisze...

@lucek

Nie mam większego problemu z tekstem timofa. Uważam, że porównanie do sytuacji w USA jest całkowicie chybione. Chociaż cieszę się z tego tekstu z dwóch powodów.
One: dobrze, że autor nie użył przykładu z III Rzeszą, bo redukcja dyskusji ad hitlerum, to ulubiony sposób pacyfikacji przeciwników wśród niektórych osób.
Two: autor opisał swoją prowokację z wysłaniem komiksu na konkurs o Powstaniu Warszawskim. Już sam ten fakt powinien dać do myślenia tym, którzy do powstańczych tradycji podchodzą z szacunkiem. Timofowi wraz z kolegą chciało się siedzieć parę ładnych godzin, żeby przygotować prowokacyjny komiks. Cieszy się, że dostał nagrodę, jeszcze większy powód do naśmiewania się z organizatorów konkursu byłby wtedy, gdyby komiks wszedł do antologii.
Swoją drogą, rzeczywiście nienajlepiej to wszystko świadczy o jury konkursu.

Pozdrawiam,
Alex

Maciej pisze...

Jak zwykle wracamy do pytania: czy czytałeś komiks o którym się wypowiadasz? W tym przypadku komiks timofa i Stefana.

Jeśli nie, to w necie wisi tutaj:
http://ws-stefaniec.blogspot.com/2008/04/wspomnienie.html

Nie ma tam nic z podejścia "zróbmy kontrowersję i się pośmiejmy".

Co do tekstu timofa. Podczas całej afery padło pytanie: "gdzie jest PSK?". Już wiemy. Napierdalało elaborat i traciło szansę pozytywnego zaistnienia w mediach.

Anonimowy pisze...

@Maciej

"postanowiliśmy z prowokacyjnym komiksem wziąć udział w konkursie"

Tak napisał w tekście timof. Niepotrzebnie go bronisz na siłę, bo autor sam się określił.
Oczywiście masz prawo zrozumieć ten komiks po swojemu.

Pozdrawiam,

Alex

lucek pisze...

Alex: to, że cieszysz się z tego tekstu z wymienionych przez Ciebie powodów może oznaczać, że kontekst Chopingate w ogóle Cię nie interesuje i że masz jakiś problem z autorem artykułu.

Maciej pisze...

@Alex Dlatego też podlinkowałem do postu zamieszczonego na blogu drugiego autora wspomnianego komiksu. Jest tam zarówno sam komiks jak też komentarz Stefańca. Nie wnikam w intencje timofa. Oceniam komiks.

pstraghi pisze...

Po pierwsze. Lucek. Chopingate, serio?:> Nie cierpię tych wszystkich Begergate, Chopingate itd. "Gate" nie oznacza po angielsku "afera":> Watergate nazywało się tak jak się nazywało, bo tak się nazywał kompleks budynków, gdzie to wszystko się wydarzyło.
http://en.wikipedia.org/wiki/Watergate_complex

A po drugie. What for w ogóle rozmawiacie z kimś, kto porównuje Was (lub KG i Ostrowskiego) do potomków enkawudzistów i innych takich?:> Naprawdę myślicie, że go przekonacie?

A po trzecie. Turucorp - to jest Internet, oburzanie się na anonimowość w Internecie jest jak oburzanie się na goliznę w filmie porno.

jaszczu pisze...

Tak na boku od głównego nurtu dyskusji, a nawiązując do fragmentu tekstu Timofa, to moim zdaniem antologie z konkursów powstańczych mają takie same walory edukacyjne jak CNR. Z jednego i z drugiego historii nikt się przecież uczyć nie będzie. Jedno i drugie może ewentualnie sprowokować do bliższego zazpoznania się z tematem.

Maciej pisze...

@pstrągi nie ucz ojca dzieci robić. Każdy wie co to było Watergate :)

pstraghi pisze...

@Maciej - niby każdy wie, a powstają takie potworki:>

Maciej pisze...

Takie jak "piekło, tak"?

pstraghi pisze...

Gorsze, bo "piekło tak!"(R) jest dowcipem.
A te wszystkie gate'y już nie. Może w ustach Lucka tak, ale nie w TVN-ach, Polsatach i Wyborczogazetach.

A BTW, nawet traktowane serio "piekło tak!"(R) ma o wiele więcej sensu niż gate'y;)

lucek pisze...

Pstraghi: też nie lubię tego sformułowania, pisałem na szybko, więc użyłem go jako skrótowca. W obliczu linka z wiki - sorry :D

Nie sądzę, że kogokolwiek przekonam, bo nie mam odpowiedniego zaparcia, by przekonywać. A nie mam zaparcia, bo komiks mówi sam za siebie. Nie ma sensu być kaznodzieją i wymądrzać się w obliczu czegoś tak jasnego i klarownego w interpretacji.

Jaszczu: według mnie, Chopin wyszedł o wiele dalej poza ramy wyznaczone przez antologie powstańcze. To jest komiks z jakiegoś alternatywnego wszechświata, traktujący tytułową postać jako przyczynek do komentarza dotyczącego kultury w Polsce, sztuki w Polsce, podejścia do polskich świętości etc. Czegoś takiego jeszcze nie było.

lucek pisze...

pstrahgi - tak, "gate'a" wyłapałem z tvn'u; pozostał mi ten mem głęboko ukryty i teraz się uaktywnił. Już więcej nie będę, zwłaszcza w obliczu tvn'owskiej partackiej roboty - to dziennikarz, który rozpętał całą aferę powinien przecież beknąć. On i tylko on. Plus być może pan, który do niego ze sprawą zakukał po przejrzeniu komiksu. Ale o tym powstanie felieton pewnie, więc teraz milczę.

Maciej pisze...

Jeszcze biurwa, która wpadła na genialny plan wysyłania komiku dzieciom!

Maciej pisze...

KOMIKU! Napisałem komiku! Ale numer! :)

turucorp pisze...

@pstraghi
wyobraz sobie, ze wiem co to jest internet i jakie "zasady" w nim obowiazuja.
Ale jezeli ktos zabiera glos w kwestii kultury, to podstawa byloby zachowanie przynajmniej minimum kultury.
Jezeli ktos wyciaga na tapete "antykomunistycznych kombatantow", to wypadaloby zeby nie prezetowal manier ubeckich agentow.
I jesli taki "anonimowy ktos" ma zamiar zabierac tutaj glos i chce byc traktowany powaznie, to moglby kilka sekund sie zastanowic zanim wyskoczy z tekstem np. o "nozycach i stole", bo dla mnie taka anonimowa menda, wyskakujaca jak krolik z kapelusza, jest najgorszym syfem i nie tlumacza jej mozliwosci "ukrycia swojej tozsamosci" jakie daje internet.
Zwykla poczta tez mozna wysylac "anonimy", i Twoim zdaniem taki niewirtualny "zyczliwy" zasluguje na akceptacje?
Powtorze, mialem do czynienia za komuny z "anonimowymi mendami", i jak widac, mam do czynienia z ich odpowiednikami obecnie. To, ze internet daje mozliwosc szczekania "anonimowo" nie oznacza, ze musze taka sytuacje akceptowac.

Anonimowy pisze...

Anonim (ale inny)

Jak zwykle przesadzasz Turucorpie. Net rządzi się swoimi prawami. Swoją drogą gratuluję chwalebnej karty z czasów komuny. Warto pewnego dnia opowiedzieć o tym szczytnym epizodzie w komiksowej formie. Może nawet otrzymasz dotacje od kombatanckich stowarzyszeń. Tylko umiarkowanie z "sypaniem mięchem".

turucorp pisze...

a jakiez to znowu "miecho" dostrzegles w mojej wypowiedzi "szanowny" anonimie?
i nie boj sie, nie bede sie bawil w "kombatanta", ci co wiedza jak bylo to wiedza i wystarczy.

Anonimowy pisze...

Anonim - znów "ten inny" (nie mylić z "Tym obcym" pani Jurgielewiczowej)

Wzmianka o "mięchu" miała być delikatnym odniesieniem do sprawy z racji której powstał komentowany tekst... Jak widać przegiąłem z "subtelnością" wypowiedzi.

turucorp pisze...

spoko, nie zalapalem "subelnosci", ale ja prosty robol jestem, wiec to wiele tlumaczy.

Anonimowy pisze...

Najwidoczniej :) Pozdrawiam.

SStefania pisze...

Czytałam kiedyś, że początkiem schyłku Comics Code było pojawienie się antynarkotykowego komiksu o Spider-manie, zrobionego na zlecenie rządowej organizacji do walki z narkomanią, która wyszła bez zgody komitetu od CC, bo o narkotykach w komiksach nie wolno było mówić w ogóle, nawet w tak jednoznacznie negatywny, edukacyjny sposób.
Świetny, wyważony i poparty wiedzą głos w sprawie, wart rozpropagowania. Podlinkowałabym na blogasku, gdyby serwis nie nawalał i dawał mi wyedytować notkę o cweloholokauście :(